Kadr z filmu 'Dr Miami'

Kadr z filmu 'Dr Miami' (fot. Materiały prasowe)

wywiad gazeta.pl

Gwiazda Snapchata, najsłynniejszy chirurg plastyczny USA, pobożny Żyd. Kim jest Dr Miami?

To nie jest głupi facet. Stworzył na swoje potrzeby personę klauna, dzięki której zapewnił sobie stały dopływ gotówki, a przy okazji znalazł sposób na podreperowanie ego - mówi o bohaterze swojego dokumentu "Dr Miami" reżyser Jean-Simon Chartier.

Michael Salzhauer, znany jako Dr Miami, jest najpopularniejszym chirurgiem plastycznym w Stanach Zjednoczonych. Ze swojego zawodu uczynił spektakl - transmituje zabiegi w mediach społecznościowych, wygłupia się na sali operacyjnej, bierze udział w reality show. Jego zachowanie przysporzyło mu milionów fanów w Internecie oraz zapewniło stały napływ klientów.

Ale strategia Dra Miami wzbudza kontrowersje wśród jego kolegów z branży, zarzucających lekarzowi naruszanie etycznych granic. Dr Miami, który jest prywatnie pobożnym Żydem wychowującym z żoną piątkę dzieci, to intrygująca i niejednoznaczna postać - sprawny marketingowiec, niespełniony performer, oddany ojciec i mąż czy może manipulant?

Dlaczego operacje plastyczne są tak popularne na Florydzie?

To miejsce pełne słońca, plaż, basenów. Ludzie pokazują tam sporo ciała. Pod tym względem Miami przypomina Zachodnie Wybrzeże i Los Angeles, gdzie dodatkowo skupia się niemal cała branża rozrywkowa. Floryda jest ponadto mocno ukształtowana przez kulturę latynoską, w tym także jej wyobrażenia na temat kanonu piękna. Modne są pełne kobiece kształty - duże piersi i pupa. Stąd popularność brazylijskiego liftingu pośladków [zabieg polegający na pobraniu tłuszczu z innych części ciała i wszczepieniu go w pośladki - przyp. aut.] w tamtejszych gabinetach chirurgów plastycznych. W samym Miami wykonuje się więcej tych zabiegów niż w Brazylii. Można powiedzieć, że Floryda to mekka tyłków (śmiech).

Ty pochodzisz z Montrealu. Skąd pomysł na film o operacjach plastycznych?

Pierwsze przymiarki do tematu zacząłem pięć, sześć lat temu. Zrobiłem wtedy reportaż o operacjach plastycznych dla kanadyjskiej telewizji. To był bardzo analityczny materiał, z wypowiedziami rozmaitych ekspertów. Podczas przygotowań do tego projektu zaskoczyło mnie, jak bardzo operacje plastyczne stały się częścią naszej codzienności. Kiedy rozmawiałem o tym ze znajomymi, wielu z nich przyznało się, że korzystali z podobnych zabiegów. Osoby, po których zupełnie się tego nie spodziewałem, wyznały mi, że używały botoksu, robiły drobne korekty swojego ciała. Bardzo mnie to zaskoczyło.

Przy robieniu dokumentacji do reportażu pierwszy raz usłyszałem o Doktorze Miami, najpopularniejszym chirurgu plastycznym w Stanach Zjednoczonych. Zajrzałem na jego media społecznościowe i byłem zszokowany. Lekarz, który transmituje na żywo na Snapchacie operacje plastyczne, przebiera się w kostiumy i wygłupia przed kamerą - miałem mieszane uczucia. Mimo to pojechałem do Miami, gdzie nakręciliśmy z nim krótką rozmowę i obejrzeliśmy jego klinikę. Już wtedy przeczuwałem, że poznałem bohatera mojego kolejnego filmu.

Wyobrażam sobie, że Dr Miami, czy raczej dr Michael Salzhauer, był zachwycony wizją poświęcenia mu osobnego dokumentu.

Nie będzie odkryciem stwierdzenie, że Dr Miami uwielbia być w centrum uwagi. Z chęcią występuje w hip-hopowych klipach, programach telewizyjnych, reality show. Jestem przekonany, że gdyby tylko ktoś mu to zaproponował, wystąpiłby w "Saturday Night Live". Oczywiście, że schlebiało mu, że francuskojęzyczny reżyser z Montrealu zaproponował mu udział w filmie dokumentalnym.

Od początku jednak byłem z nim szczery i powiedziałem mu, że na równi z popkulturową otoczką interesuje mnie także Michael Salzhauer jako człowiek. Gwiazda social mediów i chirurg plastyczny i jednocześnie pobożny Żyd. Mężczyzna od ponad 20 lat związany z żoną, z którą wychowuje piątkę dzieci. W dodatku Michael nigdy wcześniej nie zdradzał się publicznie ze swoją wiarą. Chciałem przyjrzeć się tym dwóm aspektom jego tożsamości, wydawało mi się, że są ze sobą w dużym konflikcie.

Dlaczego poważny lekarz wygłupia się i transmituje operacje plastyczne w social mediach? Nie ukrywam, że po tym, co zobaczyłam na jego profilach, nie byłabym w stanie mu zaufać jako chirurgowi.

Sam miałem identyczne odczucia. Przysiągłem sobie, że nie poszedłbym pod jego nóż ani nigdy nie poleciłbym jego usług znajomym. Tymczasem kiedy poznałem go lepiej, zobaczyłem, że w przypadku Dra Miami liczba obserwujących idzie w parze z autentycznym profesjonalizmem zawodowym. To był dla mnie najważniejszy warunek. Nie zrobiłbym dokumentu o Salzhauerze, gdyby okazało się, że nie jest dobrym fachowcem. Nie chciałbym przysparzać popularności komuś, kto ryzykuje codziennie lekkomyślnie życiem swoich klientów.

W przypadku Dra Miami liczba obserwujących idzie w parze z autentycznym profesjonalizmem zawodowym (fot. Materiały prasowe)
W przypadku Dra Miami liczba obserwujących idzie w parze z autentycznym profesjonalizmem zawodowym (fot. Materiały prasowe)

Jeśli pacjent wyrażał zgodę na obecność ekipy filmowej na sali operacyjnej, byliśmy z kamerą podczas zabiegów. Zapach ludzkiego ciała i tłuszczu już po kilku minutach stawały się nie do zniesienia. No cóż, takie wrażenia nie przedostają się do social mediów. Gdyby tak było, chyba nikt nie oglądałby filmików Dra Miami.

Ale też przekonałem się na własne oczy, że on jest naprawdę świetnym chirurgiem z ogromnym doświadczeniem. Choć jeśli ogląda się jego wideo bez kontekstu, może się wydawać, że to klaun, który tańczy podczas operacji zamiast zajmować się pacjentem. Dr Miami wykonuje 20 operacji BBL, czyli brazylijskiego liftingu pośladków, tygodniowo. BBL uznaje się za jeden z najniebezpieczniejszych zabiegów chirurgii plastycznej, gdyż w przypadku komplikacji tłuszcz może dostać się do krwioobiegu, co w konsekwencji może doprowadzić do udaru. Do tej pory u żadnej z jego pacjentek nie pojawiły się poważne komplikacje, nikt nie stracił życia na jego stole operacyjnym. A takie wypadki zdarzają się w tej branży bardzo często.

Nie wystawiłeś jednak Doktorowi Miami laurki. Jak reagował, kiedy filmowałeś te momenty z jego życia rodzinnego, których zapewne nie umieściłby w swoich mediach społecznościowych?

Spędziliśmy ze sobą sporo czasu. Udało mi się zdobyć zaufanie Salzhauera i wydaje mi się, że on i jego rodzina poczuli się z naszą obecnością komfortowo. Dał mi całkowitą wolność i zgodził się na wykorzystanie wszystkiego, co zostanie sfilmowane podczas pracy nad dokumentem. A można by na podstawie jego przewrażliwienia na punkcie swojego wizerunku pomyśleć, że będzie miał dużą potrzebę kontroli nad tym projektem. W dodatku chirurdzy z reguły bywają control freakami.

Tymczasem podczas pracy nad ostatnią transzą zdjęć dostałem klucze do jego domu, bo nie mógł tego dnia się ze mną osobiście spotkać. Nagrałem wtedy rozmowy z jego żoną i córką, które nie do końca aprobują alter ego stworzone przez ich męża i ojca. To były ważne momenty, które dodały temu filmowi głębi. Nie powstałyby, gdyby Michael nie był otwarty.

Muszę przyznać, że Salzhauer wydał mi się w relacjach z rodziną człowiekiem, który kontroluje sytuację. Od żony i dzieci wymaga, by żyli zgodnie z zasadami religii, sam jednak dość często bierze je w nawias. Nie wiem, czy byłby równie wyrozumiały jak jego partnerka, gdyby role się odwróciły.

Dr Miami ma pełną kontrolę nad swoim publicznym wizerunkiem. Aranżuje sytuacje, wybiera najlepsze ujęcia, robi duble. Wydaje się przy tym niesłychanie naturalny, uwielbia się wygłupiać przed kamerą. Ale w życiu prywatnym rządzi jego żona Eva, która kilka lat temu zrezygnowała z pracy i zdecydowała się poświęcić roli mamy i żony. Prowadzi dom, rozstawia wszystkich po kątach. Michael staje się w jej obecności najbardziej nieśmiałym członkiem rodziny. Są konserwatywną żydowską rodziną, w której kobieta wychowuje dzieci, a mąż większość czasu spędza poza domem. Wydaje mi się, że w ich przypadku ten układ się sprawdza. Kiedy przysłuchiwałem się ich rozmowom, czułem, że ich relacja jest bardzo równa. Wydaje mi się też, że Michael jest dobrym mężem i ojcem.

Dr Miami ma pełną kontrolę nad swoim publicznym wizerunkiem (fot. Materiały prasowe)
Dr Miami ma pełną kontrolę nad swoim publicznym wizerunkiem (fot. Materiały prasowe)

Zmroziła mnie scena w siłowni, w której doktor zmusza 10-letniego syna do podnoszenia ciężarów, mimo że chłopiec wyraźnie mówi, że nie czuje się na siłach. Metody wychowawcze spod znaku "nauka pływania przez wrzucanie przerażonego dziecka na głęboką wodę".

Michael w imię przekazywania tradycyjnych męskich wzorców zachowania popycha swojego syna do zrobienia czegoś, czego on ewidentnie nie chce robić. Nie będę go oceniać. Sam jestem ojcem, każdy z nas dałby swoim dzieciom wszystko, co najlepsze, i każdy z nas z najlepszymi intencjami popełnia błędy.

Skąd u Michaela to zachłyśnięcie social mediami? To wyłącznie przemyślana strategia marketingowa czy sposób na podreperowanie ego?

Doktor Salzhauer nie musi publikować postów na Snapie, żeby zarobić na życie. Jest na tyle sprawnym chirurgiem, że nawet bez ogromnej machiny promocyjnej byłby w stanie utrzymać swoją klinikę. Na początku traktował social media jako narzędzie marketingowe. Teraz jest w nich dla frajdy. Myślę, że to się stało tak ważną częścią jego życia, że kiedy przestanie praktykować medycynę, znajdzie dla siebie przytulne miejsce w show-biznesie. Sam nigdy nie byłem wielkim fanem social mediów. Korzystam z nich, kiedy promuję projekt albo do kontaktów z prasą, wyłącznie do celów zawodowych...

Zupełnie jak Dr Miami!

(śmiech) Raz na dwa, trzy tygodnie. Żyjemy w społeczeństwie spektaklu i większość z nas szuka poklasku i potrzebuje publiczności, dla której będziemy mogli występować. Przecież istnieją nawet koty, które mają po dwa miliony obserwujących! Film "Dr Miami" pokazuje, że social media wymknęły się spod kontroli i mocno odkształcają naszą rzeczywistość. Powinniśmy bardzo uważnie przyjrzeć się ich wpływowi na nasze życie.

Twój bohater przypomina mi do złudzenia Jimmy'ego McGilla, znanego bardziej jako Saul Goodman z seriali "Breaking Bad" i "Better Call Saul". W głębi serca dobry człowiek, który wybiera w życiu wiele dróg na skróty.

To bardzo trafne porównanie.

Wywiadów udziela, siedząc na krześle, które wygląda jak tron. Nosi koszulkę ze swoją podobizną, walczy o wywieszenie na budynku ogromnego napisu ze swoim pseudonimem i sloganem "Make butts, not war". On tak na serio?

On to robi całkowicie świadomie. Jest jak niewyczerpany wulkan energii, jakby był na kokainie przez cały czas. Doskonale zdaje sobie sprawę, że swoimi występami przekracza kolejne granice kiczu i autoparodii. To nie jest głupi facet. Stworzył na swoje potrzeby personę klauna, dzięki której zapewnił sobie stały dopływ gotówki, a przy okazji znalazł sposób na podreperowanie swojego ego.

Jest jak niewyczerpany wulkan energii, jakby był na kokainie przez cały czas (fot. Materiały prasowe)
Jest jak niewyczerpany wulkan energii, jakby był na kokainie przez cały czas (fot. Materiały prasowe)

Sam do pewnego stopnia stał się ofiarą obsesji swojej branży na punkcie wyglądu. Zoperował sobie nos, podbródek, zrobił liposukcję.

Odnoszę wrażenie, że jego błazeńskie alter ego to sposób na złapanie równowagi między światami, na granicy których Salzhauer nieustannie balansuje. Jako konserwatywny Żyd musi spełniać szereg odgórnie narzuconych zasad. Wygłupy przed kamerą pozwalają mu oderwać się na chwilę od tego aspektu jego życia. Może dzięki nim udaje mu się także w religii trwać?

W jednej ze scen doktor próbuje usprawiedliwić się przed członkami żydowskiej społeczności, argumentując, że dzięki swojej pracy "ulepsza świat" - twierdzi, że zmieniając wygląd swoich pacjentów sprawia, że świat staje się piękniejszym miejscem . Myślisz, że naprawdę w to wierzy? Czy taką przybiera pozę?

Myślę, że jedno i drugie. Racjonalizując swoje zachowanie w social mediach, próbuje wpisać je w swoje przekonania religijne. Konflikt wewnętrzny, jaki odczuwa Dr Miami, wydaje mi się autentyczny. Mówi wprost, że nie boi się osądu Boga, ale tego, że będzie się wstydził przed jego obliczem. Próbuje znaleźć pomost między dwiema skrajnymi częściami swojej tożsamości. To jest w gruncie rzeczy coś, co jest bliskie każdemu z nas. Może nie jesteśmy takimi kolorowymi i ekstremalnymi przykładami jak Dr Miami, ale wszyscy na różne okazje nosimy maski, udajemy kogoś, kim nie jesteśmy, i desperacko szukamy jakiejś równowagi.

Społeczność żydowska akceptuje dra Salzhauera i jego alter ego, choć należy wziąć poprawkę, że docierają do niej jedynie strzępki informacji ze świata popkultury. Wiedzą, że jest sławnym chirurgiem plastycznym. To tyle. Wyobrażam sobie, że większość ortodoksyjnych Żydów nie wchodzi na Snapa.

Czujesz, że udało ci się przebić przez fasadę Dra Miami i dotrzeć do Michaela Salzhauera?

Nasz ostatni wywiad był bardzo emocjonalny. Długo rozmawialiśmy o jego religii, tożsamości i poczuciu winy, z jakim zmaga się na co dzień. Michael podziękował mi i powiedział, że doświadczenie pracy nad tym filmem sprawiło, że zaczął sobie stawiać pytania, nad którymi nigdy wcześniej nie miał odwagi się pochylić. Trudno o lepszy komplement dla filmowca.

Film "Dr Miami" można oglądać do 15 listopada na platformie nowehoryzonty.pl w ramach łączonych festiwali Nowe Horyzonty i American Film Festival.

Jean-Simon Chartier. Kanadyjski reżyser, scenarzysta i producent filmów dokumentalnych. Interesują go przede wszystkim tematy społeczne. W swoich produkcjach przygląda się zjawiskom kultury masowej i ich wpływie na naszą codzienność. Twórca m.in. "Grając o honor" poświęconego branży gier wideo, "Marchands de Bonheur" zgłębiającego świat mówców motywacyjnych czy "Alléluia", w którym przyglądał się młodym mężczyznom decydującym się wstąpić do klasztoru. Jego filmy były prezentowane na prestiżowych festiwalach IDFA, DOK.fest, Hot Docs.

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Gazecie Wyborczej'', ''Wysokich Obcasach Extra", "Polityce", na portalu Filmweb.pl. Wcześniej była redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl. Stała współpracowniczka Weekend.gazeta.pl, Vogue.pl. Prowadzi edukacyjne zajęcia filmowe dla młodzieży w ramach programu Filmoteka Szkolna. Kiedy nie pisze o kinie, zajmuje się technologią VR i AR w firmie CinematicVR.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku