.

. (Fot. Shutterstock)

społeczeństwo

"'Nie przejmuj się, to jasnowidz' - powiedzieli znajomi. No to się nie przejąłem jego wizjami"

Pułapka samospełniającego się proroctwa, ryzyko uzależnienia i popadnięcia w problemy finansowe. Jak spotkanie z wróżkami i innymi przepowiadaczami przyszłości może wpłynąć na nasze życie?

Według badań CBOS z 2018 roku11 procent Polaków miało do czynienia z osobą przepowiadającą przyszłość, a 45 procent z nas czyta horoskopy (choć tylko trzy procent z tej grupy zawsze w nie wierzy). Na OLX po wpisaniu hasła "wróżka" wyskakuje ponad 130 anonsów, na portalu telewizji Ezo można skorzystać z porad wróżbitów także poza godzinami nadawania programu. I na dodatek za indywidualną wróżbę zapłacić kartą.

Astrolożka, tarocistka i wróżka, z którymi rozmawiałam, twierdzą, że w epidemii zapotrzebowanie na ich usługi spadło - ludzie zdają sobie sprawę, że sytuacja jest ogólnie niepewna i nieprzewidywalna, na dodatek "wróżby nie są towarem pierwszej potrzeby", a teraz "ludzie oglądają każdą złotówkę, zanim ją wydadzą". Innego zdania jest jednak profesor Tomasz Grzyb z wrocławskiej SWPS, psycholog i badacz psychologii wpływu społecznego.

 - Badań naukowych, które mogłyby pokazywać, czy w pandemii wzrosło zapotrzebowanie na wróżby nie ma - wyjaśnia. - Ale z moich rozmów z osobami, które zajmują się wdrożeniami usług wynika, że popyt rośnie. Co by się zresztą zgadzało z teoriami psychologicznymi tłumaczącymi, dlaczego ludzie korzystają z rad wróżek. Konsultują się z nimi, bo mają potrzebę zyskania pewnego poczucia kontroli nad rzeczywistością, a wróżki i wróże są osobami, które w ich poczuciu im tę kontrolę przywracają - dodaje.

Wróżby
Fot. Shutterstock.com

Zdaniem Tomasza Grzyba dane statystyczne są na temat Polaków i dywinacji, czyli przepowiadania przyszłości,  niedoszacowane. - Grupa ludzi, którzy korzystają z usług wróżek lub wróżów, jest większa. Nie każdy ma odwagę przyznać się, że w sposób mało racjonalny podejmuje życiowe decyzje, i w ankiecie CBOS-u nie chce o tym opowiadać - dodaje psycholog.

Statystycznie nie powinno być problemu z trafieniem na osoby, które były u wróżki. Ale kiedy zaczęłam ich szukać wśród znajomych, na początku natknęłam się na ścianę milczenia. Bo jednak chodzenie do astrologa czy tarocistki wymyka się racjonalności i nie musi być sferą życia, którą chcemy się dzielić. Profesora Tomasza Grzyba wcale to nie zaskakuje. - Nie dziwię się, że ludzie o tym nie opowiadają - to tak, jakby przy herbatce dzielić się przeżyciami z wizyty u proktologa. Nie jest to żaden wstyd, ale też nie powód do rozmowy.

Ostatecznie trzy osoby opowiedziały mi o swoich spotkaniach z wróżkami.

Andrzej, któremu jasnowidz przepowiedział wypadek

- Z moim jasnowidzem poznaliśmy się wiele lat temu u wspólnych znajomych, podczas majowego spotkania przy grillu. W pewnej chwili podszedł do mnie łysy facet w okularach. Widziałem go pierwszy raz w życiu, niczego o nim nie wiedziałem, on o mnie zresztą też. Z poważną miną zapytał, czy miałem niedawno wypadek samochodowy. Zaprzeczyłem, bo - zgodnie z prawdą - nie miałem nawet stłuczki. On na to, że widzi blisko mnie wypadek samochodowy, ale wszystko dobrze się skończy. Specjalnie te rewelacje mnie nie ucieszyły, bo z jednej strony fajna impreza w majowym słońcu, a z drugiej czarna wizja mojej przyszłości. Pomyślałem: "świr" i puściłem imprezowy incydent - tak mi się przynajmniej wtedy wydawało - w niepamięć.

Nigdy nie wierzyłem ani w czary, ani w horoskopy, przepowiednie, totolotka czy gusła, więc słów łysego faceta w okularkach nie wziąłem na poważnie, zwłaszcza że znajomi mnie uspokoili: "Nie przejmuj się, to jasnowidz". No to się nie przejąłem. 

Kilka tygodni później w centrum miasta kierowca toyoty nie zauważył czerwonego światła i z impetem wjechał mi w tył samochodu. Nic poważnego w moim aucie się nie stało, za to drugi kierowca mocno ucierpiał. Natychmiast przypomniał mi się łysy jasnowidz i jego przepowiednia. Zadzwoniłem do znajomych, organizatorów tamtego grilla, opowiedziałem, co zaszło. Skontaktowali mnie z jasnowidzem. Wtedy usłyszałem: "Nie, to nie ten wypadek, to zwykła stłuczka". Uśmiałem się w duchu. Jasnowidz i te jego przepowiednie - pomyślałem sobie.

Trzy miesiące później wracałem autem z delegacji, byłem zmęczony, przepracowany, niewyspany. Całkowicie oderwałem się od rzeczywistości. Przytomność odzyskałem następnego ranka w szpitalu.

Wróżby
Fot. Shutterstock.com

Stopniowo dowiadywałem się, co się wydarzyło, bo sam niczego nie pamiętałem: z dużą prędkością uderzyłem w stare drzewo, samochód do kasacji, mnie strażacy wycięli piłami ze zgniecionej karoserii. Powoli dowiadywałem się również, jakie mam obrażenia, a właściwie czego sobie nie uszkodziłem: zmiażdżone obie nogi, otwarte złamania kości, uszkodzenia narządów wewnętrznych i kilku kręgów, wylewy w mózgu. Lekarze ostrożnie wypowiadali się na temat mojej przyszłości nawet po kilku udanych - jak twierdzili - operacjach. Perspektywy rysowały się więc niewesołe.

Wówczas pojawił się pan w okularkach - znajomi, ci od grilla, powiedzieli jasnowidzowi o moim wypadku. Obejrzał mnie z poważną miną, przykładał dłonie tam, gdzie były szwy pooperacyjne, wreszcie pokiwał głową i przemówił: - Okropnie to wygląda, czeka cię wózek inwalidzki, potem będziesz chodził o kulach, ale za rok na własnych nogach wrócisz do pracy. Ale się uśmiałem!

Trzy miesiące przeleżałem w szpitalu, kolejne trzy miesiące do połowy zagipsowany byłem w domu, później pół roku na rehabilitacji. W lutym lekarz z ZUS-owskiej komisji chciał wysłać mnie na rentę, ale się nie zgodziłem - przecież jasnowidz przepowiedział, że będę zdrowy!

Jazdę na wózku inwalidzkim ogarnąłem perfekcyjnie, o kulach wprawdzie poruszałem się jeszcze długo, ale dokładnie w rok po wypadku wróciłem do pracy. Lekarze z podziwem patrzyli na efekty rehabilitacji, twierdzili, że tak szybka rekonwalescencja to ewenement.

***

W przypadku Andrzeja słowa jasnowidza okazały się niezwykle motywujące. Ów "łysy facet w okularach" wyemigrował do USA, gdzie robi karierę w swoim fachu, i to nie tylko wśród Polonusów. - Utrzymujemy kontakt, ale nie pytam już, co mnie czeka. W niewiedzy lepiej się żyje - zapewnia Andrzej.

Profesor Tomasz Grzyb stanowczo podkreśla, że nie wierzy w pozazmysłowe postrzeganie, w zdolność czytania w przyszłości czy zdejmowania klątw. - Ale efekty działalności wróżek czy jasnowidzów niekoniecznie muszą być wyłącznie negatywne - dodaje psycholog. - Mówienie człowiekowi o tym, że da radę, sprawia, że on rzeczywiście daje radę. Ten sam mechanizm stosują coachowie i osoby zajmujące się motywacją. Sam na warsztatach, które prowadzę, proszę, żeby uczestnicy podnieśli ręce najwyżej, jak potrafią. Potem proszę, żeby je podnieśli jeszcze wyżej, i im się udaje. Nie jest to dowód na wybitną działalność wróżów. Równie mocno motywacja działa, kiedy ktoś dla nas ważny powie nam, że w nas wierzy - wyjaśnia profesor Tomasz Grzyb.

Historia Patrycji, której magia odmieniła życie, ale w inny sposób niż sądzicie

Podczas naszych  dorocznych imprez firmowych zawsze jest jakaś myśl przewodnia świętowania - mieliśmy na przykład pieczarę hazardu i bal w stylu "casino", a potem tajemniczy ogród z wróżkami, tarocistkami i połykaczami ognia. Byłam wtedy singielką od dłuższego czasu i ten stan zaczynał mi ciążyć. Z ciekawości postanowiłam zajrzeć do tarocistki. Kiedy zapytała, czy jakaś kwestia szczególnie mnie interesuje, odpowiedziałam, że relacje. Zupełnie nie znam się na stawianiu tarota, ale to, co opowiadała ta kobieta, wydało mi się bardzo ciekawe.

Z altanki, w której mi wróżyła, wyszłam z jakimś takim wewnętrznym poczuciem, że wszystko będzie dobrze, że spotkam na swojej drodze miłość. Pewnie z tego, co powiedziała, przyswoiłam sobie głównie to, co chciałam usłyszeć. Dużo powiedziała o tym, jaka jestem, pewne fakty z mojej przeszłości się zgadzały. Najbardziej jednak podobało mi się, że rozmawiałyśmy o moich uczuciach, charakterze, emocjach. Poczułam, że ta sesja w sumie otworzyła mnie i w jakiś sposób wzmocniła.

Wzięłam jej wizytówkę i jeszcze kilka razy się z nią spotkałam, a później. poszłam na psychoterapię, i to chyba miało największy wpływ na moje życie. Jestem teraz w zupełnie innym miejscu, jeśli chodzi o uczucia - mam za sobą jedno rozstanie, którego nie traktuję jednak jak porażki, ale jako ważną lekcję przed relacją, w której jestem teraz. A czy tarocistka mówiła coś o "brunecie znad morza pracującym w edukacji"? Nie, ale twierdziła, że poznam kogoś zupełnie innego niż typ, który zawsze wybieram.

Wróżby
Fot. Shutterstock.com

***

Partycja traktuje spotkanie z tarocistką jako impuls, który popchnął ją w kierunku pracy nad sobą. - I za to jestem tamtej pani wdzięczna - mówi kobieta.

Tomasz Grzyb byłby ostrożny w sprawie zaspokajania ciekawości u wróżek i planowania dalszych kroków na podstawie tego, co one powiedzą. - Czy jest ktoś z zewnątrz, kto jest w stanie podjąć lepszą decyzję dotyczącą naszego życia niż my sami? Jasne, czasami warto zyskać odmienne spojrzenie, ale czy człowiek, który nigdy nas wcześniej na oczy nie widział, będzie miał lepszy ogląd sytuacji niż na przykład przyjaciel? Można poprosić bliskich o radę i - niekoniecznie się do niej stosując - w oparciu o racjonalne przesłanki podjąć trudną życiową decyzję - mówi. - Pieniądze wydane na wróżbitę można inaczej spożytkować.

Iza, która nie ma pieniędzy, bo wróżka powiedziała, że ich mieć nie będzie

Moja mama korzystała z usług znanej w Warszawie astrolożki Józefiny Pellegrini. Była mocno wkręcona w różne wróżby, przepowiadanie przyszłości, tarota. Myślę - chociaż utrzymywała to w sekrecie - że wiele życiowych decyzji konsultowała z jasnowidzami czy wróżkami.

Na 18. urodziny - w 1993 roku - dostałam w prezencie od niej pierścionek z perłą (to podobno "klejnot" mojego znaku zodiaku) oraz napisany na maszynie szczegółowy, kilkustronicowy horoskop. Nie mam go już, musiał zaginąć podczas przeprowadzek i generalnych porządków, ale pamiętam, że był dość ciekawy jako analiza mojego charakteru. Na fali fantazji i chęci przeżycia czegoś, co pozwoliłoby uświetnić moją osiemnastkę, poszłam do wróżki patrzącej na aurę - namiar miałam od znajomej mamy koleżanki z liceum.

I tam wydarzyło się coś niezmiernie ciekawego - zwłaszcza z perspektywy czasu. Bardzo głęboko zapadło we mnie jedno zdanie, które, mam wrażenie, ciągle odciska się na moim życiu. Wróżka zawyrokowała, że dużych pieniędzy to ja nie zarobię. I jak dziecko, któremu ktoś kiedyś powiedział, że "nie grzeszy urodą", noszę w sobie głęboko piętno finansowej dysfunkcji. Przez wiele lat tak tłumaczyłam moje niezbyt wysokie zarobki i to, że nie walczyłam o swoje, nie wychodziłam z inicjatywą, żeby dorobić sobie na boku.

Ale jakoś w ogóle nie przyjęłam do siebie, że skoro nie sprawdziły się słowa wróżki, że "poślubię cudzoziemca starszego o osiem lat", bo jestem żoną dwa lata młodszego ode mnie Polaka, to i może finansowo będę sobie radzić.

Wróżby
Fot. Shutterstock.com

***

Iza ma poczucie, że - trochę w makbetowskim stylu - sama wypełnia słowa wróżby, którą usłyszała. Uważa, że tak jest jej nawet wygodniej, ale wciąż chciałaby pewnego dnia wygrać w lotto, żeby gotówka ją po prostu zasypała.

Mechanizm, o którym mówi Iza, to samospełniające się proroctwo. - Kiedyś, w czasie pobytu w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, wróżbitka romskiego pochodzenia wywróżyła mi, że nie będę w życiu szczęśliwy - opowiada profesor SWPS. - Za każdym razem, kiedy mam okresy obniżonego nastroju, przypominam ją sobie i dochodzę do wniosku, że miała rację. Kiedy jest dobrze, o jej słowach nie pamiętam. We wróżbach kryje się potencjał do sprawdzania - kto z nas ma niezmienne życie? Pieniędzy mamy więcej, a innym razem mniej. Ja też mogę powiedzieć komuś, że będzie miał w życiu momenty szczęśliwości oraz chwile nieszczęśliwości. Albo że "zasadniczo będzie osiągał w życiu to, co sobie zamierzy". Jak będzie się temu komuś wiodło, to przypomni sobie moją światłą wróżbę i samospełniające się proroctwo zadziała - dodaje psycholog.

Jego zdaniem niektórzy ludzie chcą, żeby wróżbici przejęli odpowiedzialność za podejmowane przez nich decyzje. - "Zrobiłem, co wróżka mi doradziła. Nie sprawdziło się? Jej wina" - mówi Tomasz Grzyb. Przestrzega też, że z korzystaniem z rad wróżbitów wiąże się ryzyko od nich uzależnienia.

- Pójście do wróża daje nam nagrodę - iluzję, że zyskaliśmy coś, co sprawi, że teraz będziemy inaczej decydować o ważnych sprawach - wyjaśnia naukowiec. - Można się od tego sposobu podejmowania decyzji bardzo uzależnić. Telefoniczne porady SMS-owe to mechanizmy, które opierają się na wyłudzaniu pieniędzy, i znam smutne historie ich ofiar. Bo dostawały po kilka wiadomości dziennie o treści: "wróżka Merkana widzi coś dziwnego w horoskopie i musi to z tobą skonsultować". Takie SMS-y, po 3,50 zł za jeden, wysyłane po kilkanaście razy dziennie kończą się poważnymi finansowymi konsekwencjami - ostrzega psycholog.

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda, a od niedawna kierowcy F1 Daniela Ricciardo.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku