Ofiary przemocy często wstydzą się o niej mówić

Ofiary przemocy często wstydzą się o niej mówić (fot. Karolina Grabowska/pexels.com)

wywiad.gazeta.pl

''Miałam sprawę, w której sprawca przemocy przyłożył broń do klatki piersiowej żony. Na oczach dzieci''

Inny sprawca na oczach dzieci próbował popełnić samobójstwo. Założył na szyję sznur i potem go odciął, nie robiąc sobie krzywdy, ale chodziło mu o to, by wprawić dzieci w stan maksymalnego stresu i lęku - opowiada Monika Sokołowska, prawniczka reprezentująca ofiary przemocy domowej.

Sprawa sprzed kilku dni: odnaleziono ciało Janusza F., który był podejrzewany o zabicie żony - upozorował jej samobójstwo. Specjaliści nie mają wątpliwości: koronawirus, związana z nim niepewność przyszłości, stres, zamknięcie powodują, że przemoc w polskich domach narasta.

To prawda, docierają do mnie takie informacje od organizacji zajmujących się ochroną praw kobiet, m.in. z Niebieskiej Linii. Z kolei kobiety, które się do mnie zgłaszają, skarżą się na trudniejszą sytuację domową i na nasiloną przemoc. Bywa, że muszą wyprowadzić się do dorosłych dzieci, żeby przetrwać ten czas.

Niełatwa ta pani praca.

Do dziś pamiętam jedną ze swoich pierwszych spraw, jeszcze podczas robienia aplikacji adwokackiej. Akta rozkładałam po całym pokoju, bo pisałam apelację. To było brutalne zabójstwo kobiety. Sprawca został skazany na 25 lat więzienia.

Jest pani adwokatką. Czy to dobra forma? Jeśli nie, proszę mnie poprawić.

Nie widzę niestosowności w używaniu feminatywów. Jestem adwokatką.

Początkowo chciałam studiować filologię polską albo psychologię. Ale ostatecznie, za radą rodziców, zdecydowałam się na prawo. Moim świadomym wyborem stała się adwokatura, bo zawsze odczuwałam potrzebę pomagania. A potem tak się stało, że zaczęły mnie znajdować sprawy związane z przemocą domową, jedna, druga, kolejne. Aż wreszcie napisałam wspólnie z dr Eweliną Świdrak książkę pt. "Przeciwko Goliatowi. Poradnik dla kobiet doświadczających przemocy", która ma odpowiadać na najczęściej zadawane przez klientki pytania. Lęki ofiar przemocy są bowiem zawsze takie same.

24.07.2020 Poznan , plac Wolnosci . Protest przeciw wypowiedzeniu przez Polske konwencji antyprzemocowej .Fot. Rafal Pozorski / Agencja Gazeta
Protest przeciw wypowiedzeniu przez Polskę konwencji antyprzemocowej (fot. Rafał Pozorski / Agencja Gazeta)

Czyli jakie?

Osoby, które doświadczają przemocy, obawiają się postępowania sądowego. Uważają, że nikt im nie uwierzy, boją się i wstydzą reakcji otoczenia, a także reakcji sprawcy. Bardzo często czują się same ze swoim problemem i nie widzą wyjścia z sytuacji. Nakłada się na to także powszechne przekonanie, że sprawy sądowe trwają w nieskończoność, a brak zaufania do wymiaru sprawiedliwości pogłębia obawę ofiar przemocy, że sobie nie poradzą.

Po publikacji książki zaczęłam pisać artykuły dotyczące tej problematyki, prowadzić warsztaty, edukować i zabierać głos publicznie. Ale już od czasów aplikacji angażowałam się w pomoc fundacjom, które zajmują się udzielaniem nieodpłatnej pomocy prawnej. Przeważająca część mojej działalności społecznej i edukacyjnej, np. udział w spotkaniach z kobietami czy w debatach o przemocy, ma charakter nieodpłatny.

Zdobyła pani certyfikat europejski.

Mam certyfikat Rady Europy HELP. Kurs był przeprowadzany w Warszawie, w głównej mierze zdalnie. Oprócz mnie wzięło w nim udział kilkunastu adwokatów i radców prawnych z całej Polski. Dotychczas był to jedyny taki kurs dla profesjonalnych pełnomocników z Polski.

Jak wyglądał?

Porównywaliśmy przepisy Konwencji Stambulskiej z polskimi, a także analizowaliśmy mechanizmy przemocy wobec kobiet na podstawie różnych historii. Ten kurs uświadomił mi, jak wiele zależy od naszej mentalności. Jak bardzo polski Kodeks karny jest niekompatybilny z przepisami konwencji. Jak często ofiara przemocy jest pomawiana o manipulację czy chęć zemsty na partnerze. I jak duży jest w osobach doświadczających przemocy brak wiary, że można taką sprawę rozwikłać i wyjść z trudnego położenia.

24.07.2020 Poznan , plac Wolnosci . Protest przeciw wypowiedzeniu przez Polske konwencji antyprzemocowej .Fot. Rafal Pozorski / Agencja Gazeta
Przemoc domowa rośnie podczas pandemii (fot. Rafał Pozorski / Agencja Gazeta)

No bo nie jest to proste.

Podam pani przykład: dajmy na to, że ktoś zgłasza kradzież albo włamanie. Wymienia, że zginęła mu taka czy taka biżuteria, pieniądze. Nikt nie podaje w wątpliwość tego, co pokrzywdzona osoba mówi. Nie zastanawia się, czy rzeczywiście miała trzy pierścionki, a może tylko dwa? Nikt nie mówi: zaraz, zaraz, wydamy wyrok w sprawie tej kradzieży i od razu pojawią się kolejne osoby, które zgłoszą kradzież. Nie ma takiego myślenia, po prostu wszczyna się postępowanie.

A w przypadku osoby zgłaszającej przemoc domową powszechne są obawy, że może być niewiarygodna, że może chciałaby uzyskać winę męża w rozwodzie, odsunąć go od dzieci, pozbyć się z domu. Problem tkwi również w powszechnym przyzwoleniu na przemoc - które na szczęście jest coraz mniejsze - i w niezrozumieniu, czym jest przemoc.

Konwencja Stambulska podchodzi do przemocy bardzo radykalnie. Po prostu nie jest ona akceptowana: zarówno ta ekonomiczna, psychiczna, jak i seksualna, w przypadku której ogromny nacisk kładzie na kwestię wyrażenia zgody na czynność seksualną. W naszym Kodeksie karnym tego wciąż nie uwzględniono.

Któraś ze spraw, z którymi się pani zetknęła, wciąż w pani siedzi?

Najbardziej poruszające są sprawy przemocy wobec dzieci. One są najbardziej bezradne wobec sytuacji, które je spotykają. Zapamiętam na zawsze sprawcę przemocy, który przyłożył broń do klatki piersiowej żony. Na oczach dzieci.

I tego, który w obecności dzieci próbował popełnić samobójstwo. Założył na szyję sznur i potem go odciął, nie robiąc sobie krzywdy. Chodziło mu o to, by wprawić dzieci w stan maksymalnego stresu i lęku.

Oraz przypadek mężczyzny, który swoim zachowaniem doprowadził syna do próby samobójczej.


Dzieci często stają się zakładnikami przemocowców (fot. pexels-pixabay)

Zetknęłam się też z przypadkami szczególnego udręczenia. Partner na przykład podduszał kobietę paskiem od spodni albo podwieszał. Przypadki przemocy wobec najbliższych są niekiedy bardzo drastyczne. Trudno podchodzić do nich bez emocji.

Czy jest jakiś ratunek dla związku ofiary i przemocowca?

To jest bardzo złożony problem. Wiele zależy od formy przemocy. Potrzebna jest świadomość obu stron, że do niej dochodzi. Ale przede wszystkim musi ją mieć sprawca. A z tym już bywa gorzej, choć nie jest to wykluczone.

Obecnie stosuje się terapie dla sprawców, a także terapie ratujące związek czy rodzinę. Bywa, że po mediacji czy terapii relacje między sprawcą a ofiarą się normują. Okazuje się, że przyczyną przemocy były przeżycia, z którymi sprawca sobie nie radził, np. problemy w pracy. Jeśli jednak trwa postępowanie przed prokuratorem lub sądem, podjęcie terapii czy wyniki mediacji mogą nie mieć wpływu na treść rozstrzygnięcia sprawy.

To znaczy?

Brutalny charakter czynów, to, że przemoc trwała latami, mogą na przykład wskazywać, że sprawca nie ma szczerej woli faktycznej poprawy swojego zachowania, a chce jedynie uniknąć odpowiedzialności.

Rolą sądu zawsze będzie ocena, czy ugoda zawarta w mediacji jest zgodna z prawem. Kilka razy zetknęłam się z sytuacją, w której pokrzywdzona w mediacji zgodziła się na warunkowe umorzenie postępowania, a po kilku miesiącach sprawca wracał do swoich zachowań. Wówczas sąd podejmował sprawę od nowa.

Przemoc może się przydarzyć w każdym domu - bogatym, biednym, wśród ludzi bardziej czy mniej wykształconych. Co więc decyduje o tym, że ona się zdarza?

Bywa, że ktoś wynosi przemocowy wzorzec z rodzinnego domu i przenosi go na swój związek. Boryka się z uzależnieniem czy problemami, które odreagowuje przemocą. Albo charakteryzuje go agresywny typ osobowości. To sprawca. W przypadku ofiary także decydujące bywają pochodzenie z przemocowej rodziny albo zaburzone poczucie własnej wartości. Albo szukanie wybawiciela z trudnej sytuacji i podporządkowywanie się całkowicie woli drugiej osoby.

h10.11.2010 . GDANSK .  PRZEMOC DOMOWA , AGRESJA , KOBIETA BIJE .FOT. RENATA DABROWSKA / AGENCJA GAZETA
Kobiety także uciekają się do przemocy (fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)

Spotkanie takich dwóch typów, sprawcy i ofiary, może skutkować pojawieniem się przemocy, która nierozpoznana będzie się rozwijać. Sprawca przeprasza, a ofiara wybacza, myśląc, że to była jednorazowa sytuacja. Potem wszystko jest super, a za jakiś czas znowu dochodzi do przemocy. I schemat zaczyna się powtarzać. Coraz częściej i częściej. Nim ofiara się spostrzeże, po uszy tkwi w trudnej do wyplątania się przemocowej sytuacji. Ale milczy.

Dlaczego?

Ze wstydu. Przed rodziną, przyjaciółmi. Na przykład partner dużo zarabia, jest lubiany i szanowany. Pozornie wszystko wygląda idealnie. Bywa więc, że osoby, które doświadczają przemocy, bardzo długo się do tego nie przyznają. Zaczynają walczyć o siebie dopiero wtedy, gdy już naprawdę przemoc eskaluje albo gdy dotyka dzieci.

Paradoksalnie taki był pozytywny aspekt niedawnego zamieszania wokół Konwencji Stambulskiej. Że nagle zaczęto o niej mówić. Że niektóre Polki dowiedziały się o jej istnieniu. O istnieniu prawa, które ma chronić osoby doświadczające przemocy, i o tym, że ma je obowiązek chronić państwo.

A sądy je chronią?

Sądy rozpoznają wiele spraw z zakresu przemocy domowej i często zapadają wyroki skazujące. Także w sądach przemoc domowa przestała być sprawą prywatną rodziny.

Dlatego warto mówić o przemocy.

I nie zapominać, że przemoc może dotknąć zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Według statystyk policyjnych jest ich mniej - to proporcje 7:1.

Mężczyzn dotyka zwykle przemoc psychiczna, na przykład wyśmiewanie umiejętności seksualnych partnera przy znajomych. Kobiety zarzucają mężczyznom, że ci nie zaspokajają potrzeb materialnych rodziny. Wyśmiewają ich brak zaradności. Niektóre kobiety dopuszczają się też przemocy fizycznej.

20.08.2020 Poznan . Demonstracja przeciwko fali przemocy zorganizowana przez aktywistow Republiki Roznorodnosci , Grupy Stonewall i formacji Poznan Wolny Od Nienawisci pod Urzedem Wojewodzkim . Fot. Piotr Skornicki / Agencja Gazeta
Demonstracja przeciwko fali przemocy w Poznaniu (fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)

Zdarza mi się rozmawiać z mężczyznami, którzy doświadczają przemocy, jednak często nie decydują się tego zgłosić. Dla mężczyzny, jeszcze bardziej niż dla kobiety, jest to sprawa wstydliwa. Częściej swój finał w sądzie znajdują przypadki, w których sprawczyni jest alkoholiczką, w rodzinie są dzieci. Czasem reaguje na przykład szkoła. 

W mówieniu o przemocy mężczyzn często się pomija. O jakich sprawach w kontekście przemocy za mało jeszcze mówimy?

Ostatnio mój ogromny sprzeciw budzi kwestia tzw. gwałtu małżeńskiego. Nie jest on w polskim prawie wyodrębniony. Panuje wciąż powszechne przekonanie, że żona nie ma prawa odmawiać mężowi współżycia, że jest to jej obowiązek małżeński. Ponadto niezwykle trudno jest wykazać dowodowo zgwałcenie w sytuacji, gdy strony pozostają w związku małżeńskim i przykładowo zamieszkują razem. Mogą nie wystarczyć zeznania pokrzywdzonej.

Działa pani w Zespole ds. Kobiet przy Naczelnej Radzie Adwokackiej. Jakie problemy mają dziś adwokatki?

Obecnie prawie połowa stanu adwokackiego w Polsce to kobiety. Jednak we władzach samorządowych jest ich dużo mniej. W prezydium Naczelnej Rady Adwokackiej jest tylko jedna kobieta, a w całej historii adwokatury, czyli od 1918 roku, były tylko dwie prezeski NRA. W okręgowych radach adwokackich kobiet jest w dalszym ciągu mniej niż mężczyzn.

Musi się pani mierzyć ze stereotypem, że kobieta jest gorsza w tym zawodzie niż mężczyzna?

Panuje społeczne przekonanie, że z niektórymi sprawami, na przykład z rodzinnymi, lepiej jest iść do adwokatki, bo jest bardziej empatyczna, a z innymi lepiej do adwokata. Uważa się też ciągle, że mężczyzna lepiej poradzi sobie ze sprawą karną albo bardziej skomplikowaną. Nie zgadzam się z tym. Znam wiele adwokatek, które są ekspertkami w najróżniejszych dziedzinach prawa, np. karnego, gospodarczego czy podatkowego. W niczym nie ustępują mężczyznom, są równie doświadczone i zaangażowane.


Monika Sokołowska i okładka książki, której jest współautorką (fot. arch. prywatne)

Monika Sokołowska. Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji UMCS w Lublinie. Prowadzi własną kancelarię adwokacką. Specjalizuje się w prawie rodzinnym, opiekuńczym i karnym. Od 2016 roku jest sędzią Sądu Dyscyplinarnego Izby Adwokackiej w Lublinie. Działa też w Zespole ds. Kobiet przy Naczelnej Radzie Adwokackiej, przewodniczy komisji integracyjnej Kolektyw Koleżeński przy ORA w Lublinie. Współautorka książki "Przeciwko Goliatowi. Poradnik dla kobiet doświadczających przemocy".

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka słoni, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i klasycznych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku