Demi Moore w 2010 roku w Hollywood

Demi Moore w 2010 roku w Hollywood (fot. Shutterstock)

ludzie

Rodzice nie stawiali mi żadnych granic, bo nawet siebie samych nie potrafili w żaden sposób okiełznać

Moja matka po zmieszaniu alkoholu z lekami często była agresywna i rodziców nierzadko wyrzucano z restauracji i barów. Mama wszczynała awantury z innymi gośćmi albo kłótnie z ojcem, podczas których tłukła naczynia - pisze Demi Moore w swojej autobiografii "Intymnie". Publikujemy jej fragmenty.

Mieszkałam z rodziną zaledwie dwa miesiące, gdy postanowili, że się przeprowadzamy - tym razem do południowej Kalifornii, i to bardzo pospiesznie. Może chodziło o kochankę, może o długi, a może północno-zachodnia komórka mafii odnalazła mojego ojca. A może po prostu uciekaliśmy od Rogera, psychoterapeuty. Matka ukradła mu kartę kredytową i opłaciliśmy nią podróż do Kalifornii.*

W pewnym momencie niekończącej się dziewiętnastogodzinnej trasy samochodowej do Redondo Beach mojego ojca dotkliwie pobito. Był spuchnięty, posiniaczony i miał podbite oko. Wyglądał koszmarnie - do dziś pamiętam jego zmasakrowaną twarz, kiedy siedział za kółkiem. W naszej rodzinie obowiązywała jednak zasada milczenia na temat nieprzyjemnych sytuacji, które się nam przydarzały, więc tym razem także nie było żadnego wyjaśniania czy rozmowy.

Gdy już się zainstalowaliśmy w nowym mieszkaniu w Redondo Beach, niecałe dwa kilometry od plaży, na osiedlu pełnym pseudohacjend ozdobionych gipsowymi ornamentami, matka powiedziała mi, że gdyby ktoś zadzwonił i spytał o rodziców, mam mówić, że ich nie ma i nie wiadomo, kiedy będą. Unikali firmy telekomunikacyjnej, elektrowni i operatorów kart kredytowych, którzy prosili do telefonu moich rodziców występujących pod różnymi nazwiskami, takimi jak Virginia King - nazwisko panieńskie matki - czy Danny Gene - pierwsze i drugie imię ojca. Nawet mieszkanie wynajęli na nazwisko mojej ciotki DeAnny i wuja George'a, czyli młodszego brata ojca, którzy mieszkali w pobliskim Los Angeles.

Sprawa wyszła na jaw, kiedy George i DeAnna postanowili się sprowadzić na nasze osiedle, lecz odkryli, że - za sprawą moich rodziców - już tam mieszkają. Chyba nawet się tym specjalnie nie przejęli - po prostu do własnej umowy najmu wpisali nazwiska moich rodziców.

Bliska obecność ciotki i wujka działała na mnie pokrzepiająco. Gdy w życiu rodziców zapanowywał coraz większy chaos, oni przejmowali ich obowiązki. Podwozili nas w różne miejsca, robili nam posiłki, słuchali o naszych problemach. W 1975 roku zabrali mnie na mój pierwszy koncert - grał Aerosmith. (Zamierzali usiąść na trybunach stadionu, ale ja i moja przyjaciółka koniecznie chciałyśmy się znaleźć na murawie, gdzie działo się najwięcej. Pamiętam, że podczas kawałka Sweet Emotion jakiś obcy chłopak podał mi butelkę rumu. Uniosłam ją do ust, ale DeAnna wyrwała mi ją z rąk).

Demi Moore z Brucem Willisem w 1997 roku (fot. Shutterstock)
Demi Moore z Brucem Willisem w 1997 roku (fot. Shutterstock)

Południowa Kalifornia połowy lat siedemdziesiątych nie przypominała żadnego ze znanych mi miejsc. Byłam w siódmej klasie, a przy tym w trzeciej w tym roku szkole. Wszystkie lubiane dzieciaki nosiły dzwony i paliły papierosy oraz trawkę.

Zbliżyłam się do długowłosej blondynki imieniem Adrien. Była typową mieszkanką Kalifornii i ciągle nosiła top bez ramiączek. Wprowadziła mnie w świat łobuzerstwa, mocnych alkoholi i czerwonych marlboro.

Zostałam przyłapana w szkole na paleniu i wezwano mnie do gabinetu dyrektora. Za karę mnie zawieszono. Byłam przerażona. Nigdy wcześniej nie wpadłam w takie kłopoty - do tej pory, by się dostosować, nie musiałam się zachowywać wbrew zasadom. Przyjechała po mnie mama i nie odzywałyśmy się przez całą drogę do domu. Potem wyjęła papierosa z paczki, wyciągnęła go w moją stronę i powiedziała: "No, śmiało". Zamiast go wziąć, wyjęłam jednego z własnej paczki. Zapaliła mi go, a potem nigdy więcej o tym nie rozmawiałyśmy.

Tak zaczął się nowy etap w naszej relacji. Miałam dopiero trzynaście lat, ale kiedy spytałam Ginny, czy mogę pojechać z przyjaciółmi do klubu w Valley, odparła: "Jasne, weź samochód. Jak cię zatrzyma policja, mów, że go wzięłaś bez zgody rodziców". Nauczyłam się prowadzić jeszcze w Roswell, ale nie znałam Valley. Nie umiałam jeździć po autostradzie, zwłaszcza nocą. Jakimś cudem udało mi się dotrzeć do klubu z dwojgiem innych dzieciaków w roli pasażerów - co za szczęście, że przeżyliśmy. Od tego momentu rodzice zlecali mi rozmaite sprawy do załatwienia, jeśli trzeba było jechać samochodem. "Tylko pamiętaj - powtarzała mi Ginny - my nie wiemy, że prowadzisz".

Taki układ był dla nich wygodny, a przy okazji odkryli kolejną rzecz, która uchodziła im na sucho. Rodzice nie stawiali mi żadnych granic, bo nawet siebie samych nie potrafili w żaden sposób okiełznać. Pili więcej niż kiedykolwiek wcześniej i zażywali oksykodon, relanium oraz metakwalon - ojcu udało się zdobyć blankiety recept i zależnie od apteki wpisywał na nie różne nazwiska z puli tych, których zwykle używali. Nosił się, jak przystało na imprezowicza - dzwony i bokobrody. Zrobił sobie nawet trwałą.

Moja matka po zmieszaniu alkoholu z lekami często była agresywna i rodziców nierzadko wyrzucano z restauracji i barów. Mama wszczynała awantury z innymi gośćmi albo kłótnie z ojcem, podczas których tłukła naczynia. Pewnego razu nie spodobał się jej sposób, w jaki podano jej rachunek, zdjęła więc szpilkę ze stopy i rzuciła się z nią na kelnerkę.

Demi na premierze filmu 'Sex Story' w 2010 roku (fot. Shutterstock)
Demi na premierze filmu 'Sex Story' w 2010 roku (fot. Shutterstock)

Mimo tych wszystkich imprez mamie udało się znaleźć niezłą posadę księgowej w firmie kolportującej prasę. Jej właścicielem był niejaki Frank Diskin. DeAnna także zaczęła dla niego pracować i nagle całej mojej rodzinie - zwłaszcza mamie - zaczęło się znacznie lepiej powodzić.

Frank robił jej kosztowne prezenty - raz dostała na przykład futro z norek, lecz ukoronowaniem serii bonusów było marzenie każdej dziewczyny z Nowego Meksyku: bladożółty cadillac seville. Przeprowadziliśmy się do najładniejszego domu, w jakim kiedykolwiek mieszkałam. Był położony w nadmorskiej dzielnicy Marina del Rey, a Frank Diskin opłacał nam czynsz.

Dlaczego tyle wydawał na księgową? DeAnna pamięta, że ilekroć mama zostawała z nim sam na sam w jego biurze, drzwi były zamknięte.

Od czasu, gdy moja matka próbowała się zabić w Canonsburgu, na poły świadomie wyczekiwałam kolejnej katastrofy - jakiegoś niszczycielskiego wydarzenia, niepojętego i niedającego się opanować, które wywróci do góry nogami moje i tak już niestabilne życie. Nadeszło bez ostrzeżenia, kiedy pewnego dnia wróciłam ze szkoły do domu i stwierdziłam, że po moim ojcu i bracie nie ma śladu.

- Gdzie Morgan? - spytałam matkę. - Gdzie tata?

Tata czasami znikał i nie było w tym nic szczególnego, ale Morgan?

Wzruszyła ramionami.

- Rozwodzę się z twoim ojcem - odparła - i zgodził się podpisać papiery tylko pod warunkiem, że oddam mu Morgana.

Stałam oszołomiona. Nie wiem, co było gorsze: strata braciszka, strata ojca czy świadomość, że ojciec nie mógł znieść rozłąki z Morganem, ale mnie porzucił bez mrugnięcia okiem.

- Ty i ja przenosimy się do West Hollywood - poinformowała mnie Ginny. - Znalazłam mieszkanie przy Kings Road.

Aktorka w 2013 roku (fot. Shutterstock)
Aktorka w 2013 roku (fot. Shutterstock)

Frank Diskin zniknął. Jak powiedziały mi matka i DeAnna, urząd skarbowy od lat ścigał ojca w związku z zaległymi podatkami, a kiedy go dopadli, w zamian za uniewinnienie opowiedział im o brudach Diskina. Zawarł więc z rządem taki sam układ, jaki wcześniej proponował wielu innym ludziom: wyjdzie na moje - nie płacę, na twoje - płacę podwójnie.

Był tylko jeden problem. Wraz z Diskinem zniknął nasz względny dobrobyt. Zarówno moja matka, jak i DeAnna straciły pracę i już nie było nas stać na mieszkanie w Marinie.

Mama wpadła we wściekłość, i to była chyba ostatnia kropla w tej czarze goryczy - w końcu uświadomiła sobie, że lepiej jej będzie bez mojego taty. On sam także doszedł do ściany - przed wyjazdem pociął piękne futro z norek Ginny na strzępy.

Wciąż nie mogłam się otrząsnąć z szoku, kiedy jechałyśmy obejrzeć naszą nową dzielnicę. W stanie maniakalnego podniecenia matka pokazywała mi wszystkie bary, kina, sklepy i restauracje. Nasze osiedle było ogromne, lecz samo mieszkanie - malutkie: jeden pokój, który miałyśmy dzielić, miniaturowa kuchnia i mały balkonik z widokiem na basen. Miałam wrażenie, że wszystko w moim życiu się kurczy - i dom, i rodzina.

KSIĄŻKA DO KUPIENIA W FORMIE EBOOKA LUB PAPIEROWEJ

*Fragmenty książki Demi Moore "Intymnie", tłumaczenie: Dariusz Żukowski

Książka Demi Moore 'Intymnie' (fot. Materiały prasowe)
Książka Demi Moore 'Intymnie' (fot. Materiały prasowe)

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku