Mary Ellen Pleasant

Mary Ellen Pleasant (fot. Domena publiczna)

ludzie

Gdyby była białym mężczyzną, zostałaby prezydentem. Mary Ellen Pleasant, tajemnicza milionerka

Mary Ellen Pleasant to amerykańska gwiazda biznesu i abolicjonistka. Choć w szczytowym momencie kariery była jedną z najbardziej znanych osób w świecie finansjery i nieruchomości, jej życiorys do dziś pozostaje tajemnicą. Oskarżana o morderstwo, czary voodoo, nazywana była także "Matką Praw Człowieka w Kalifornii".

Mary Ellen Pleasant, której nadano przydomek "Mommy", czyli mamusia, mogła urodzić się około roku 1810 w Georgii jako dziecko niewolników. Choć jest równie prawdopodobne, że urodziła się jako wolna osoba w Filadelfii w roku 1812, który widnieje na jej nagrobku. Albo w 1814 czy 1817 - jak informuje się w niektórych książkach czy muzeach.

Jedyne, co można z pewnością powiedzieć o jej narodzinach to to, że przyszła na świat w sierpniu. Kwestia tego, kim byli jej rodzice, jest jeszcze bardziej zawiła - jedna wersja opowiada o kapłance voodoo, inna o niewolnikach, kolejna o synu ówczesnego gubernatora.

"Zależy, kto opowiada historię"

Jako dziecko Mary zaczęła pracować na wyspie Nantucket w stanie Massachusetts u sklepikarza, który miał nauczyć ją zarówno podstaw prowadzenia biznesu, jak i wyjaśnić, czym jest abolicjonizm. Niedługo później poznała pierwszego męża, Jamesa Smitha. Nie ma pewności, czy ów mężczyzna tak się nazywał, gdyż jak pisze Lynn Maria Hudson w książce "The Making of 'Mammy Pleasant'": "miał wiele imion i nazwisk, które różniły się w zależności od tego, kto akurat opowiadał historię". Raz był Aleksandrem, synem Kubańczyka, innym razem Johnem, spokrewnionym z gubernatorem.

Wiadomo za to, że Smith miał zarówno pieniądze, jak i sumienie, co wcale nie było częstą kombinacją w tamtym okresie. Najprawdopodobniej był właścicielem plantacji, który uwolnił wszystkich swoich niewolników, i przedsiębiorcą zajmującym się produkcją mąki. A oprócz tego, wraz z Mary, pomagał niewolnikom w ucieczkach, umożliwiając im dotarcie do północnych stanów, a czasem nawet do Kanady.

Po czterech latach małżeństwa John Smith zmarł. Wdowa związała się Johnem Pleasantem. I ponownie tożsamość drugiego męża jest owiana tajemnicą. Według historii opowiadanej przez Williama Willmore'a Juniora, syna jednego z jej późniejszych pracowników, Pleasant miał być zarządcą plantacji należącej do Smitha. W innej miał być jej bratem, z którym się związała, a w kolejnej wersji - miał zamordować jej pierwszego męża.

W historii o Johnie Pleasancie fikcja przeplata się z rzeczywistością, jak w przypadku pierwszego męża. Wiadomo, że w tamtych czasach żyła osoba o takim imieniu i nazwisku i była blisko związana z Mary. Reszta - od tego, jak się poznali, czy faktycznie wzięli ślub na statku, czy - jak zeznała Mary w sądzie - w Nantucket, i czy doszło do morderstwa - pozostaje tajemnicą.

Po odziedziczeniu znacznego majątku po śmierci Smitha Mary wraz z nowym partnerem, Johnem Pleasantem, przeprowadziła się do San Francisco w Kalifornii i zatrudniła w ekskluzywnych rezydencjach bogaczy jako kucharka i służąca. Jedynym z powodów jej wyjazdu do San Francisco mogła być Gorączka złota, której legenda właśnie się zaczynała. Praca kucharki i służącej miała być przykrywką, by zdobywać informacje od miejscowych elit na temat prowadzenia biznesu w Kalifornii. W tym samym czasie jej drugi mąż pracował jako kucharz na statku. Małżeństwo spędzało więc sporo czasu osobno i w kolejnych latach niewiele miało się zmienić w tej kwestii.

Jeszcze przed przeprowadzką do San Francisco na świat przyszło jedyne dziecko Mary Pleasant, córka Lizzie. Gdy Mary wyjechała robić karierę do Kalifornii, postanowiła zostawić córkę pod opieką przyjaciół w Bostonie. Lizzie matkę widywała rzadko, a w późniejszych latach kwestia porzucenia własnego dziecka była niejednokrotnie przywoływana w kontekście kolejnych skandali, w które wplątywała się Mary. Lizzie zmarła w wieku 20 lat.

Kariera w Kalifornii

W San Francisco Mary skupiła się na pomnażaniu pieniędzy zostawionych jej przez męża. Część inwestowała - i robiła to mądrze, co wkrótce pokazały rosnące przychody. Jednocześnie pracowała jako kucharka i służąca, rozwijała też mniejsze biznesy, takie jak sieć pralni czy pensjonat.

Praca w kuchni opłacała jej się nie tylko finansowo - w okresie Gorączki złota kobiety w kalifornijskich domach zarabiały znacznie więcej niż na Południu - ale była też nieocenioną lekcją finansów. Bogacze, u których pracowała,  mieli dzielić się z nią różnymi wskazówkami na temat prowadzenia biznesu i inwestycji.

Jeszcze będąc gosposią, zaczęła wykorzystywać tę wiedzę, by dorabiać na boku. Jej portfolio szybko powiększało się o kolejne akcje, nieruchomości i firmy, a jej krąg towarzyski - o kolejne nazwiska. W szczytowym momencie kariery jej majątek szacowano na 30 milionów dolarów - dzisiaj równowartość prawie 700 milionów dolarów. Znała wszystkie najważniejsze osoby w mieście i uchodziła za kobietę, która była jedną z najważniejszych osób zarówno w biznesie, jak i w ruchu abolicjonistów.

Mówiło się, że wszędzie tam, gdzie się pojawiała, od razu znajdowała grupę ludzi o podobnych jej poglądach, z czasem tworząc imponującą sieć kontaktów. W Kalifornii w tamtym okresie regularnie toczyły się sądowe batalie dotyczące wolności niewolników i ich prawa do decydowania o sobie. Mary nie tylko pomagała im wygrywać prawne bitwy, ale także nieraz ukrywała zbiegów pod własnym dachem.

W 1868 roku Pleasant pozwała North Beach i Mission Railroad Company za wyproszenie jej z tramwaju miejskiego z powodu jej koloru skóry. Wygrała sprawę, ustanawiając jednocześnie precedens w Sądzie Najwyższym w Kalifornii, który był wykorzystywany w przyszłych sprawach dotyczących praw obywatelskich. Segregacja rasowa w tramwajach została zakazana w San Francisco.

Wspierała także inne sprawy. Do wydarzeń, w które była zaangażowana, zaliczał się m.in. słynny najazd Johna Browna na Harpers Ferry w październiku 1859 roku, nazywany próbą generalną wojny secesyjnej. Brown próbował zainicjować bunt niewolników na Południu, przejmując arsenał wojskowy Stanów Zjednoczonych w Harpers Ferry w stanie Wirginia. On i jego ludzie zostali po kilku dniach pokonani przez amerykańskie wojsko, a sam Brown został uznany za winnego zdrady, morderstwa i podżegania do powstania niewolniczego. Powieszono go 2 grudnia 1859 roku. W jego kieszeni znaleziono notatkę od jednego ze sponsorów, do napisania której później przyznała się Mary Pleasant, ogłaszając, że przekazała Brownowi ponad 30 tysięcy dolarów na organizację akcji. Swój majątek często przeznaczała na obronę pokrzywdzonych niewolników, z czasem stając się jedną z bohaterek pokolenia Afroamerykanów w Kalifornii. Po wygraniu serii spraw w sądzie w latach 60. i 70. XIX wieku nazwano ją nawet "Matką Praw Człowieka w Kalifornii".

Nie ma pewności, czym Mary zajmowała się w trakcie wojny secesyjnej.

Thomas i Teresa Bell

Po śmierci drugiego męża owdowiała Mary Pleasant nawiązała bliską relację z Thomasem Bellem. Bankier z milionami na koncie ożenił się jednak z jedną z protegowanych Mary, Teresą Percy, i cała trójka wprowadziła się do jednej willi. Spekulacjom na temat łączących ich relacji nie było końca, jednak żadne z zainteresowanych nie chciało się na ten temat wypowiadać. Bell miał mieć bardzo dobre zdanie na temat biznesowych umiejętności Mary, jest więc prawdopodobne, że łączyły ich relacje czysto zawodowe. Czy intymne również - tego się już prawdopodobnie nie dowiemy.

Wspólne życie w rezydencji Bell/Pleasant zostało przerwane w październiku 1892 roku przez nagłą śmierć Thomasa Bella. Spadł on ze szczytu schodów i w ciągu kilku godzin zmarł. Po zbadaniu okoliczności jego śmierci ogłoszono, iż był to nieszczęśliwy wypadek. Drugą wersję zdarzeń dopowiedziały gazety i okoliczni mieszkańcy, dla których nagła śmierć milionera była więcej niż podejrzana.

Bohaterką nagłówków po raz kolejny stała się wówczas będąca już najprawdopodobniej w ósmej dekadzie życia Mary. Oskarżano ją o wyrachowane morderstwo we własnym domu. Głównym świadkiem w tej sprawie była Teresa Bell, głosząca, że za tym nieszczęściem stoi Mary, jednak po śledztwie jej zeznania zostały uznane za nieważne. Teresa nie tylko była przekonana, że Mary zabiła jej męża, ale także iż potrafi wywołać ogień ruchem ręki, latać w powietrzu i oglądać zmarłych. Nie stanowiła więc wiarygodnego świadka w oczach sądu.

Morderstwo, szantaż, prowadzenie domu publicznego, zastraszanie z użyciem laleczek voodoo - to tylko niektóre oskarżenia, które zostały w tamtym czasie wysunięte wobec Mary Pleasant. Żadne nie zostało poparte twardymi dowodami. Nie tylko nie udało się znaleźć wiarygodnych świadków, ale nie dostarczono także żadnych dokumentów, zdjęć ani świadectw, które mogłyby być podstawą do skazania Pleasant. Ich brak tłumaczono tym, że Mary, mając ogromną wiedzę na temat brudów kalifornijskiej elity, wynikającą rzecz jasna z jej domniemanej przestępczej działalności, skutecznie blokowała wszystkie procesy w jej sprawie. Wyjaśnienie nie tylko mało prawdopodobne, co niezwykle wygodne. Żadna z tych rzeczy nie zdołała jednak finalnie uratować reputacji Mary Pleasant.

Przyczyn początku końca Mary mogło być kilka - jedni uważają, że była to śmierć Bella i kolejne oskarżenia wysuwane przez Teresę. Inni, że bogactwo nigdy nie było dla Mary ważne, a pieniądze wydawała równie szybko, jak je zarabiała, by wspierać ważne dla siebie sprawy.

Zmarła w styczniu 1904 roku w Kalifornii, utraciwszy większość swojego majątku. Na jej nagrobku zostały wyryte słowa: Była przyjaciółką Johna Browna.

Gdyby była białym mężczyzną, byłaby prezydentem

Mary Pleasant równie często nazywano czarnoskórym Robin Hoodem, jak i "szaloną wiedźmą z Zachodu". Przypisywano jej niezwykłą szczodrość, walkę o równość i zdolność do poświęceń, jak i wszelkie możliwe przestępstwa. Dziennikarze twierdzili, że gdyby była białym mężczyzną, zapewne zostałaby prezydentem. Przydomek "Mommy" nadały jej gazety, pisząc, iż jest matką dla tysięcy osób, które pomogła uratować. Te same gazety miesiąc później oskarżały ją o morderstwa, praktyki voodoo i prostytucję.  

Jedyne, z czym zgadzali się wszyscy to to, że Mary Pleasant była jedną z najbardziej niezwykłych i tajemniczych postaci w historii San Francisco.

Agata Porażka. Dziennikarka weekendowego magazynu Gazeta.pl, wcześniej pisała dla Wirtualnej Polski.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku