Współczesne centrum handlowe

Współczesne centrum handlowe (fot. Shutterstock)

ludzie

Victor Gruen. Wiedeński król centrów handlowych

Projektowane przez niego centra handlowe miały jednoczyć ludzi, a stały się symbolem konsumpcjonizmu. Po 64 latach od powstania pierwszego są w poważnym kryzysie. Być może Victor Gruen byłby nawet z tego zadowolony.

Victor Gruenbaum nie chciał przeprowadzać się do Nowego Jorku. Kochał Wiedeń. Ale gdy w 1938 roku Hitler ogłosił Anschluss Austrii, jako Żyd nie miał zbyt wielkiego wyboru.

Urodził się w 1903 roku w dobrej wiedeńskiej rodzinie. Miał jedną siostrę. Ojciec był prawnikiem, ale po godzinach uwielbiał występy przed gośćmi wiedeńskich klubów. Jak wspominał potem Victor w wywiadzie dla "Fortune": życie teatralne wsiąkło w jego kości.

Gruenbaumowie mieszkali w samym sercu miasta - w pierwszej dzielnicy, która obejmuje również najstarszą część metropolii. Przełom tysiącleci był dla Wiednia wspaniałym czasem. W dziedzinie sztuki rozsławiał miasto Gustav Klimt, w muzyce Gustav Mahler. Dorastali tu Sigmund Freud i Erik Erikson. W architekturze prym wiedli prekursorzy modernizmu - Josef Hoffmann, Adolf Loos i Otto Wagner, odpowiedzialni za innowacyjne projekty w myśl funkcjonalności przestrzeni. Młody Victor czuł, że jest w centrum kulturalnego i intelektualnego wszechświata.

Zainspirowany tą atmosferą podjął naukę na wydziale architektury Akademii Sztuk Pięknych. Wkrótce jednak bajka się skończyła. W 1918 roku nagle zmarł ojciec Victora. Chłopak porzucił szkołę, by opiekować się siostrą i matką. W Wiedniu po przegranej przez Austro-Węgry pierwszej wojnie światowej żyło się coraz ciężej. W trudnych czasach młody Gruenbaum dostał pracę w Melcher and Steiner - firmie budowlanej ojca chrzestnego.

Miał też dwie pasje - występy w teatrze kabaretowym, które stały się już rodzinną tradycją, i politykę socjalistyczną, której idee wplatał w swoje występy. Współtworzył trupę Politisches Kabarett, która docinała Hitlerowi, klerowi, a także brała pod lupę obyczaje wiedeńskiej burżuazji. Gruenbaum uwielbiał te zgromadzenia. Żonę też poznał w teatrze. O Lizzie (Alice) Kardos nie wiadomo właściwie nic, poza tym, że oboje z Victorem byli "zagorzałymi towarzyszami ruchu socjalistycznego". Pobrali się w 1930 roku, urządzając imprezę przebieraną.

"Uczucie wyzwolenia miesza się z żałobą"

Pierwszym poważnym wyzwaniem dla Gruenbauma było czuwanie nad realizacją dużego projektu mieszkalnych budynków w Wiedniu. Firma Melcher and Steiner otrzymała to zlecenie od miejskich władz.

Rządy sprawowali wtedy socjaliści, którzy za priorytet obrali sobie zapewnienie lokum przedstawicielom klasy robotniczej. Pomiędzy 1919 a 1934 rokiem w mieście oddano do użytku mieszkania dla około 20 tysięcy osób. Ponoć na młodego Victora spadły wtedy wszystkie obowiązki, ponieważ jego przełożony w firmie był otyły i miał trudności w poruszaniu się po budowie.

W 1925 roku Gruenbaum wyszedł z własną inicjatywą, przedstawiając wraz z dwoma kolegami ze studiów projekt apartamentów w konkursie organizowanym przez rząd. Zajęli trzecie miejsce. Oprócz setek lokali dla poszczególnych rodzin projekt przewidywał przestrzenie wspólne - kuchnie, jadalnie, sale szkolne, łaźnie. Miał dawać mieszkańcom dach nad głową, ale też ich jednoczyć.

Gdy w 1934 roku faszystowskie władze, które przejęły rządy w Wiedniu, zamknęły socjalistyczny kabaret Gruena, architekt i performer zajął się odnawianiem apartamentów i wystrojem wnętrz. Ponoć "przerobił" ich w ciągu dwóch lat około 500. Wyrobił sobie markę w mieście, zaczął dostawać zlecenia od właścicieli sklepów przy modnym Ringu, czyli centralnym, reprezentacyjnym bulwarze. Zaprojektował m.in. perfumerię Bristol, którą jedna z londyńskich gazet określiła jako najbardziej nowoczesny i interesujący sklep w Wiedniu.

Choć Victor Gruen nauczył się funkcjonować w mieście zarządzanym przez faszystów, na efekty przejęcia Austrii przez Hitlera nie był przygotowany. W 1938 roku skonfiskowano mu samochód, zabrano firmę i na krótko również zamknięto w więzieniu. Gdy tylko został uwolniony, zniszczył wszystkie dokumenty łączące go z partią socjaldemokratów. Uratował jedynie teksty występów Politisches Kabarett, włożył je między strony faszystowskich gazet, a następnie wysyłał do znajomych za granicę.

Dzięki poznanej kilka lat wcześniej w Wiedniu nowojorskiej aktorce, Ruth Yorke, udało się załatwić pozwolenie na wyjazd do Ameryki dla Victora i Lizzie. Za opuszczenie kraju należało wpłacić wysoką sumę, małżeństwo opuszczało Wiedeń jako bankruci. Na lotnisko, skąd mieli wylecieć do Zurichu, eskortował ich przyjaciel z grupy teatralnej, przebrany za nazistowskiego szturmowca. W tym samym tygodniu miasto opuścił Sigmund Freud, wspominając to wydarzenie słowami: "Triumfujące uczucie wyzwolenia zbyt mocno miesza się z żałobą dla tego, który tak bardzo kochał więzienie, z którego został wypuszczony"*.

Za oceanem

Podróż do Ameryki okazała się dla Victora i Lizzie dość przyjemna. Płynęli olbrzymim parowcem Statendam, w którym zajmowali turystyczną klasę. Nie czuli się jak emigranci, ale właśnie jak turyści, tylko że z biletem w jedną stronę. To właśnie na statku Gruen otrzymał cenną radę od pewnego przypadkowo spotkanego Amerykanina: by nie zabierał się do pracy na zmywaku czy jako kelner, bo takich osób jest w Stanach Zjednoczonych pod dostatkiem. Za to architektów, i to dobrych, brakuje.

Victor dobił do Nowego Jorku jako 35-latek, niemówiący po angielsku i bez grosza. Miał ze sobą jedynie przyrząd kreślarski - swoją wiedeńską przykładnicę.

Miasto było imponujące, pięć razy większe niż Wiedeń. Panoramę tworzyły drapacze chmur: Empire State Building, Chrysler Building, Rockefeller Center. W planach były również budowy mostów i autostrad. Jednak uwagę Gruena zwróciły inne projekty. To Great White Way, czyli dzisiejsze Times Square, jedna z pierwszych ulic w USA, którą oświetlono elektrycznie - stąd skojarzenie z wielką białą drogą - wówczas dzielnica teatrów. I Central Park, czyli olbrzymi teren zielony w samym sercu miasta. Choć oba różniły się od siebie diametralnie, łączył je jeden aspekt - były to miejsca użyteczności publicznej, uwielbiane przez mieszkańców.

Do Nowego Jorku zjeżdżali żydowscy emigranci, wśród nich dawni przyjaciele Gruena z teatru. Tak odnowiła się grupa kabaretowa, przyjmując nazwę Grupa Artystów Uchodźców. Udało im się zdobyć sympatię nowojorskich liberalistów. W specjalnym liście wsparł ich nawet Albert Einstein, który pisał, że występy grupy służą walce z faszyzmem i nienawiścią rasową. Tym sposobem udało im się wkroczyć na Broadway. Pierwszy spektakl zatytułowano "From Vienna".

"Zajął się luką, którą inni uważali za niegodną tego zawodu"

Niedługo po przyjeździe do Ameryki Victor Gruen zatrudnił się jako rysownik w dwóch biurach architektonicznych z Manhattanu - Ivel i G. Whittbold. Oba wykonywały zlecenia dla dużych korporacji, takich jak General Motors, Coca-Cola czy Ford. W ramach tej współpracy znalazł się w samym sercu jednego z najważniejszych nowojorskich wydarzeń - Wystawy Światowej, na której wspomniane firmy prezentowały swoje pawilony. Drugim kierunkiem działalności Victora po przyjeździe do Nowego Jorku były projekty sklepów przy Fifth Avenue.

Great White Way, czyli dzisiejsze Times Square, jedna z pierwszych ulic w USA, którą oświetlono elektrycznie (fot. Shutterstock)
Great White Way, czyli dzisiejsze Times Square, jedna z pierwszych ulic w USA, którą oświetlono elektrycznie (fot. Shutterstock)

Oba przedsięwzięcia stanowiły część planu odbudowy USA w czasach Wielkiego Kryzysu. Wystawa Światowa z 1939 roku okazała się wielkim sukcesem - zaprezentowano tam mnóstwo futurystycznych rozwiązań - m.in. kolorową telewizję, klimatyzację czy nylonowe pończochy. Mimo że Victor był nowicjuszem, został przydzielony do jednego z najważniejszych pawilonów. Futurama, czyli pawilon koncernu motoryzacyjnego General Motors, przedstawiała miasto przyszłości w miniaturze, w którym cała infrastruktura była podporządkowana samochodom.

Kilka dobrze wykonanych zleceń na projekty sklepów uczyniło z Victora Gruena eksperta w tej dziedzinie. Wiedeńczyk zajął się luką, którą amerykańscy architekci uważali wówczas za niegodną tego prestiżowego zawodu. Zaprojektował m.in. salon biżuterii Ciro przy Fifth Avenue. Fasada sklepu różniła się od innych tym, że miała kształt łuku zagiętego w głąb sklepu. Zapraszała przechodniów do podziwiania witryny sklepowej, udostępniając im część metrażu. Gruen stawiał również na nowoczesne materiały i oświetlenie, które wspólnie pracowały na "złapanie" klienta. Podobne zabiegi powtórzył również w innych projektach.

Był przeciwnikiem wystawiania w witrynie wszystkiego, co się ma w sklepie. Uważał, że jeden dobrze oświetlony produkt wystarczy, by przyciągnąć uwagę - zupełnie jak w muzeum. Na przełomie lat 30. i 40. XX wieku Piąta Aleja przeszła olbrzymią metamorfozę, stając się najdroższą i najbardziej ekskluzywną ulicą zakupową na świecie, a Gruen niewątpliwie maczał w tym palce.

Miasto przyszłości

W 1940 roku Victor Gruen rozwiódł się z Lizzie i poślubił koleżankę po fachu - Elsie Krummeck. Rok później para wyjechała do Kalifornii, by zająć się projektem dla sieci sklepów z tanią modą damską Grayson-Robinson. Intratne zlecenie pomogło im przetrwać finansowo trudny czas drugiej wojny światowej.

Po 1945 roku w USA oddychało się klimatem odnowy. Popularne czasopismo branżowe "Architectural Forum" postulowało za reorganizacją architektoniczną miast tak, aby mieszkańcy po latach poświęceń mogli teraz czerpać z nich jak najwięcej. Redakcja czasopisma zaprosiła partnerów - Gruena (Victor cztery lata wcześniej zmienił nazwisko) i Krummeck do wspólnej pracy nad planem nowego, idealnego miasta. Para dostała zadanie zajęcia się jego częścią handlową.

Z założenia różne funkcje miasta - komercyjna, mieszkalna i przemysłowa - miały być oddzielone. Planowane centrum handlowe - przez które wtedy rozumiano nie jeden budynek, a strefę handlową - zepchnięto na obrzeża miasta, ponieważ uważano, że jego bliskie sąsiedztwo obniża wartość domów. Gruen po raz pierwszy został zmuszony do refleksji nad tym, jaki wpływ na miasto i jego społeczność ma konkretny budynek handlowy.

W nowoczesnym projekcie Gruena i Krummeck centrum handlowe, czyli po prostu grupa sklepów, zlokalizowane było nie wzdłuż ulicy, ale pomiędzy dwiema autostradami. Wszystkie sklepy zorientowane były w kierunku placu, przy którym miały znaleźć się również restauracje, bary, stoiska muzyczne czy inne urozmaicenia. Plac to największa atrakcja centrum handlowego, w którym można robić coś więcej niż tylko zakupy. Wizja Gruena przewidywała punkty o funkcjach społecznych, takie jak przedszkole, pocztę, bibliotekę, stajnię dla kucyków (!), salę gier, teatr, salę wystawową, stoisko informacyjne czy toalety. Centrum handlowe stawało się miejscem spotkań, zupełnie jak rynek starego miasta z rodzimego Wiednia.

Dla "Architectural Forum" Gruen i Krummeck przygotowali w sumie trzy projekty. Innym była przestrzeń handlowa o cyrkularnej formie, porównywalna do tarczy do gry w rzutki. Od zewnątrz znajdowała się ulica, im bliżej środka - parking, uliczki dla pieszych, a następnie sklepy z placem w centrum. Szklane ściany sklepów miały zacierać granice między nimi, a także między przejściami a samymi sklepami. Klienci mieli przechodzić od jednego sklepu do drugiego bez opuszczania budynku. Był to jednak projekt czysto teoretyczny. Victor Gruen musiał poczekać jeszcze kilkanaście lat na realizację swojego pierwszego centrum handlowego.

64 hektary i tysiące odwiedzających

W 1950 roku Victor Gruen dostał zlecenie od domów towarowych Hudson's, które okazało się znacznie ważniejsze, niż początkowo przewidywał. Miał znaleźć dla nich odpowiednią lokalizację w Detroit, jednak żadne miejsce mu nie odpowiadało. Zaproponował więc wybudowanie czterech nowych centrów handlowych na obrzeżach miasta: Northland, Southland, Eastland i Westland.

Uważał że amerykańskie peryferie pozbawione są serc i wymagają wsparcia oraz waloryzacji. Lekarstwem na te problemy miały być właśnie jego centra handlowe. Z czterech planowanych jako pierwsze powstało Northland. Znajdowało się na działce o powierzchni 64 hektarów, miało ponad 100 sklepów, w tym olbrzymi oddział Hudson's. Otwarte w 1954 roku Northland było największym centrum handlowym na świecie. Victor Gruen wykorzystał w nim pomysły z dawnego projektu dla "Architectural Forum", takie jak place, zagospodarowanie wspólnej, atrakcyjnej przestrzeni (tu znalazły się fontanny) oraz obecność poczty, banku czy audytorium. W późniejszych latach dodano również kino. Całość jednak znajdowała się pod otwartym niebem.

Southdale Center w Minnesocie w USA (fot. Bobak Ha'Eri / Wikipedia Commons / CC-By-SA-3.0)
Southdale Center w Minnesocie w USA (fot. Bobak Ha'Eri / Wikipedia Commons / CC-By-SA-3.0)

Kolejny projekt - Southdale Center w Edinie (stan Minnesota) rozwiał wszelkie wątpliwości. Victor Gruen oficjalnie stał się królem centrów handlowych. Podobnie jak poprzednim razem, architekt przewidział nie tylko część komercyjną. Kompleks miał pełnić przede wszystkim funkcję społeczną - być miejscem spotkań i punktem odniesienia dla lokalnej społeczności. Oprócz tego miał walczyć ze skupionym na poruszaniu się wyłącznie samochodem podmiejskim stylu życia. Gruen pierwotnie przewidywał, że w Southdale znajdą się również szkoły, szpital oraz mieszkania. Tym razem całość zamknął pod jednym dachem. Innowacyjna na skalę kraju była również klimatyzacja. W środku znajdowały się m.in. ogród z wolierą dla ptaków i stylowe kafejki. Gdy 8 października 1956 roku otwierano centrum, odwiedziło je około 75 tysięcy klientów. Datę uważa się za oficjalne narodziny nowoczesnych, zamkniętych centrów handlowych.

Przeklęty pomysł Gruena

Obecnie w Stanach Zjednoczonych jest około 116 tysięcy centrów handlowych. W Europie mamy ich ponad 9,5 tysiąca, a w Polsce - 650. Według raportu Deloitte "Wpływ pandemii COVID-19 na polski rynek centrów handlowych" zanotowały one w kwietniu 2020 ubytek przychodów w wysokości od 0,5 do 1,2 mld zł. Wielu dużych graczy już ogłosiło rezygnację z wynajmu powierzchni. Na przykład Inditex (właściciel m.in. Zary), który w ciągu najbliższych dwóch lat planuje zamknąć około 1200 swoich sklepów na całym świecie. Niektórzy wieszczą centrom handlowym powolną śmierć.

Victor Gruen nie byłby tym zawiedziony. Już w 1978 roku, podczas wystąpienia w Londynie, z okazji Trzeciej Corocznej Europejskiej Konferencji Międzynarodowej Rady Centrów Handlowych, która odbyła się w hotelu Hilton, krytykował kierunek, który obrało jego "dziecko". Stwierdził, że Amerykanie w ślepej pogoni za zyskiem zniszczyli jego wizję.

Wraz ze wzrostem liczby centrów handlowych na świecie znacznie pogorszyła się ich jakość. "Pierwotna środowiskowa i humanitarna idea nie tylko nie została rozwinięta, została wręcz zapomniana" - powiedział Gruen. Architekt stwierdził, że centra handlowe zniszczyły centra miast wraz z ich rodzinnymi i niezależnymi sklepikami oraz bogatym życiem towarzyskim. Inwestorów i właścicieli centrów handlowych oskarżył o chęć szybkiego zysku. W ocenie Gruena nowe centra handlowe powstają tam, gdzie z punktu widzenia ekonomicznego najbardziej się to opłaca, a nie tam, gdzie są potrzebne. Szczególnie ubolewał nad wpływem centrów handlowych na europejskie miasta, które mają znacznie dłuższą historię i tradycje niż amerykańskie. "Dla Europy bezmyślne kopiowanie amerykańskich centrów handlowych okazało się katastrofalne". Jako przykład podał ukochany Wiedeń, którego "dusza została zniszczona".

Victor Gruen wrócił do Wiednia w 1968 roku. Zaangażował się w projekt przekształcenia jego centrum w strefę dla pieszych. Zmarł w 1980 roku, w swoim ukochanym mieście.

*Cytat pochodzi z książki "Good bye Vienna" Stephena S. Kalmara

Katarzyna Żechowicz. Dziennikarka i pasjonatka Włoch. Stypendystka rządu włoskiego, ukończyła z wyróżnieniem studia o modzie na najstarszym w Europie Uniwersytecie Bolońskim. Oprócz tego jest absolwentką dziennikarstwa i italianistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie pracuje w mediach i prowadzi własny portal o modzie oraz sklep internetowy Shop My Mood. Kolekcjonuje zagraniczne czasopisma, wśród których szczególne miejsce zajmuje włoska edycja Vogue'a. Uwielbia kuchnię śródziemnomorską, a każde wakacje spędza w ukochanej Kalabrii.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku