Bałagan w mieszkaniu

Bałagan w mieszkaniu (fot. Shutterstock)

społeczeństwo

"Ludzie pięknie ubrani, pachnący najlepszymi perfumami, na co dzień żyją w brudzie"

Grunt, żeby przed wyjściem z domu drogimi perfumami się popryskać. Ja, pani Moniko, sprzątam zawodowo już od prawie dziesięciu lat i powiem pani, że bardzo często ludzie żyją w syfie - opowiada Ukrainka Valeria w książce "Ukrainki. Co myślą o Polakach, u których pracują?" Moniki Sobień-Górskiej. Publikujemy jej fragmenty.

Książka ma premierę 16.09.2020

VALERIA

Na Domaniewskiej w Warszawie, przy tym, jak to wy mówicie "Mordorze", jest duża agencja reklamowa. Tam pracuje sześć kobiet, u których sprzątam w mieszkaniach. Zaczęło się od jednej, ale ona mnie poleciła i koleżanki mnie wzięły.*

One takie eleganckie panie, dobrze zarabiają za wymyślanie reklam do telewizji. Nie ubierają się w takich sklepach jak normalny człowiek, bo mówią, że to nie jest moralne nosić koszulki za pięćdziesiąt złotych sztuka, bo wspiera się wykorzystywanie dzieci w Azji, które pracują za dolara dziennie. Dlatego kupują u projektantów, oryginalne. Czasem dostanę od nich coś, bo mówią, że im się znudziło to ubranie. Chyba w podzięce za to, jak bardzo zapuszczone mieszkania mi zostawiają i że ja się nie skarżę.

Ja te ich brudne majtki, etycznie wyprodukowane przez projektantów, znajduję pod łóżkiem, z podłogi, z sofy zbieram, nawet w zlewie kiedyś znalazłam. Zużyte tampony rzucone obok kosza w łazience. Bo nie trafiły. One się tego nie wstydzą.

Na zewnątrz to są naprawdę damy, aż z zazdrością czasem patrzę, bo pięknie wyglądają, nawet ze złamanym paznokciem nie wyjdą na ulicę. Mam też takiego pana Tomka, jest dyrektorem finansowym w korporacji, która mieści się przy ulicy Puławskiej. Mieszka sam, czasem przychodzi do niego dziewczyna, pomieszkuje u niego w weekendy. I jej nie przeszkadza to, że on nie potrzebuje mieć pojemnika na brudne ubrania w łazience. Bo zawsze wszystko rzuca na podłogę i po tygodniu, dwóch, robi się taka sterta, że się na niej stoi, żeby przy umywalce wymyć zęby. Jej też nie przeszkadza, że sofa w salonie jest zawsze rozłożona i leży na niej skotłowana pościel, a to jest pierwsze, co widzisz, gdy wchodzisz do mieszkania. Na tej pościeli gromadzą się resztki jedzenia z całego tygodnia, bo lubi kolację zjeść w łóżku, ale już wymyć talerz, albo chociaż resztki jedzenia pozbierać, to nie bardzo. Na tych resztkach pizzy czy sushi, bo zwykle to zamawiają, wylęga się robactwo.

Nie przesadzasz?

Uwierz, nie jeden raz larwy wyrzucałam. Ani jemu, ani jej to nie przeszkadza. Grunt, żeby przed wyjściem z domu drogimi perfumami się popryskać. Ja, pani Moniko, sprzątam zawodowo już od prawie dziesięciu lat i powiem pani, że bardzo często ludzie żyją w syfie. I nie mówię, że każdy ma mieć wypacykowane, poukładane, a z podłogi ma się jeść. Mówię o tym, że ludzie pięknie ubrani, pachnący najlepszymi perfumami, na co dzień żyją w brudzie. U pań kierowniczek banku, u pana dyrektora jednej warszawskiej szkoły, u dziewczyny, która ma sieć salonów fryzjerskich i kosmetyków na półkach w łazience tyle, że pół Polski mogłaby obdzielić, w zlewie na dzień dobry wita mnie kożuch z pleśni.

Bardzo często ludzie żyją w syfie (fot. Shutterstock)
Bardzo często ludzie żyją w syfie (fot. Shutterstock)

A oni w tym mieszkają, widzą to codziennie, ale nie ruszą, czekają do czwartku czy kolejnego wtorku, kiedy pani Valeria przyjdzie i posprząta. A jak czasem coś im wypadnie, albo mnie, to czekają kolejny tydzień lub dwa. Jak kiedyś nie wytrzymałam i zapytałam jedną panią, czy jej to nie przeszkadza, to powiedziała, że ona nie ma czasu się sprzątaniem zajmować i jak jest już zbyt brudno, to je na mieście i nie zagląda do kuchni. Oni najczęściej nawet talerzyka po sobie nie zmyją. Ja przychodzę raz w tygodniu, wszystko wyszoruję, a później oni tylko odkładają, co zużyją, i czekają, aż za tydzień ja znów wszystko posprzątam.

I tak mieszkają nie tylko single, ale też cała rodzina, dzieci?

Rodzina. Stać na sprzątaczkę, na jedzenie z restauracji, na ubrania po kilkaset złotych za koszulkę. Ale na to, żeby zanieść do kuchni talerz z resztką jajecznicy ze śniadania, to już nie. I tak właśnie zbieram takie talerze i resztki jajek z pościeli w sypialni. Teraz popłoch z tym koronawirusem się zrobił i ludzie byli zdziwieni, że całe mydło ze sklepów zniknęło i środki czystości. Nagle się obudzili, że trzeba sprzątać po sobie, myć się. Ludzie w domu przeważnie rąk w ogóle nie myją. Może w jednym, dwóch domach widziałam, żeby lokatorzy po przyjściu z dworu szli do łazienki i umyli ręce. Po wyjściu z toalety też nie myją.

(...)

NADIA

Polacy potrafią się wyżyć na Ukrainkach. Dziesięć razy kazać poprawiać, bo jakąś smugę na oknie zobaczą albo paproch na podłodze. Tu cię oskarżą o kradzież, tu ci jakiś sfrustrowany, gruby czterdziestolatek wydrze gębę, że w złej kolejności mu koszule poukładałaś w szafie, chociaż dokładnie na tę kolejność się umawialiście. Ale jak mówisz, że masz dość i odchodzisz, to potrafią za błędy zapłacić.

Przepraszają?

Kupują prezenty. Albo dają coś drogiego ze swojej szafy. Ja dostałam kilka razy perfumy od kobiet, a od tego czterdziestolatka, co się lubił na mnie wyżyć, mam nowego iPhone'a. W sensie nie najnowszy model, ale aparat nieużywany. Bo w pracy dostał dwa i mi jeden dał.

Polacy potrafią się wyżyć na Ukrainkach (fot. Shutterstock)
Polacy potrafią się wyżyć na Ukrainkach (fot. Shutterstock)

Nie miałaś oporów, żeby przyjąć?

Oporów? Za te jego telefony w piątek w środku nocy, kiedy darł się na mnie, że mu złe tabletki do zmywarki kupiłam, a później SMS-a napisał, że jednak dobre i sorry. To on mnie na kolanach powinien przepraszać. Ale iPhone też jest OK.

* * *

VALERIA

Nie wiem, czy to było na przeprosiny, bo ona tego nie powiedziała wprost, ale dostałam od jednej Polki, u której sprzątałam, torebkę Louis Vuittona. Ale nie korzystam z niej, bo gdzie mam ją brać, do pracy, do sprzątania? Leży już z rok w szafie i czeka na dobrą okazję.

Za co dostałaś?

Kiedyś rzeczywiście ta pani bywała dla mnie niemiła, ale tę torebkę dostałam znacznie później, kiedy nasze relacje były już w porządku. Nie chciałam jej przyjąć, pytałam: po co mi taki prezent? Przecież nie mam ani ubrań do takiej torebki, ani gdzie z nią chodzić. A ta pani, to była kobieta koło siedemdziesiątki, ale nadal aktywna zawodowo, upierała się: Weź, chcę, żebyś ją miała, żebyś miała coś luksusowego, a jak uznasz, że nie chcesz jej mieć, daj koleżance albo wyślij mamie na Ukrainę. No to wzięłam.

Sprawdziłam później w internecie, że ten model kosztuje prawie pięć tysięcy złotych. Ale nie sprzedałam jej, może rzeczywiście kiedyś się w nią odstroję.

* * *

OLGA

Ja praktycznie zawsze miałam szczęście, a raczej nieszczęście do pracodawców, którzy byli dla mnie bardzo wredni.

Patrzyłam na twoją historię zatrudnienia w Polsce i nie skakałaś z kwiatka na kwiatek.

Oni po prostu umieli, że tak powiem, zalizać te rany, które mi zadawali. Głównie prezentami albo dodatkowymi pieniędzmi.

Co to znaczy, że byli wredni?

Pierwszy z brzegu przykład. To było dwupoziomowe mieszkanie, pani domu lat trzydzieści dwa siedzi na parterze na sofie w salonie. Ja w kuchni gotuję obiad. I ona mówi: Olga, idź sprawdź, jaka temperatura jest na górze. Bo tam w każdym pokoju był termometr. No więc zostawiam gotowanie, idę, sprawdzam, mówię jej, że dwadzieścia pięć stopni, wracam do gotowania. A ona dosłownie za trzy minuty prosi o to samo. I tak kilka razy z rzędu. Wydaje mi te dyspozycje z pozycji leżącej i wiem, że robi to po to, żeby się na mnie wyładować, bo z samego rana pokłóciła się z mężem.

Albo mówi mi, żebym poszła kupić chleb. Pisze mi na kartce konkretną nazwę tego chleba, kupuję go w piekarni na dole. Wracam, daję jej ten chleb, ona na to, że nie taki. Pisze mi znów tę samą nazwę, przynoszę ten sam chleb, przecież wiem, że to ten, bo kupowałam go wiele razy, zresztą ona jadła tylko taki. A ona znów, że nie ten. I tak pięć razy. Za piątym zatrzymał mnie na dole ochroniarz tego apartamentu i zapytał, czy coś się dzieje, że tak biegam ciągle z tym chlebem.

Stać na sprzątaczkę, na jedzenie z restauracji, na ubrania po kilkaset złotych za koszulkę. Ale na to, żeby zanieść do kuchni talerz z resztką jajecznicy ze śniadania, to już nie (fot. Shutterstock)
Stać na sprzątaczkę, na jedzenie z restauracji, na ubrania po kilkaset złotych za koszulkę. Ale na to, żeby zanieść do kuchni talerz z resztką jajecznicy ze śniadania, to już nie (fot. Shutterstock)

W końcu nie wytrzymałam i mówię jej, żeby nie robiła ze mnie kretynki. Ona na to, że widocznie nie umiem po polsku, skoro ciągle mam problem ze zrozumieniem, o jaki chleb chodzi. A ja już wtedy mieszkałam w Polsce ponad dwa lata i naprawdę dobrze mówiłam. Ale cóż, to była młoda żona bardzo bogatego faceta po sześćdziesiątce. Do tego on ją zdradzał, a ona całymi dniami siedziała w domu i wyładowywała swoją złość na mnie albo grała na fortepianie bardzo smutne melodie. Tak smutne, że czasami Wala, która u nich się w tym czasie zajmowała dzieckiem, słuchała tego ze mną na dole i obie płakałyśmy.

Jej mąż też był nie lepszy. Ciągle kazał mi robić rzeczy, za które nie miałam płacone. Do moich obowiązków należało sprzątanie ich domu, a później też gotowanie. Ale on uważał, że jestem ich niewolnicą i mam robić wszystko, co mu nagle przyjdzie do głowy. Więc jak tylko pojawiał się w domu, to było: idź, odkurz mi samochód, umyj mi samochód. Zwracałam mu uwagę, że nie jestem od mycia samochodu. Czasem coś warknął, czasem zagroził, że mnie zwolni. Ale jakoś mnie nie zwalniał, bo widział, jak zapieprzam, jak idealnie wszystko sprzątam i dobrze gotuję. Tylko wielki milioner ciągle chciał na czymś zaoszczędzić.

Po co jechać do myjni, wydać dwadzieścia złotych, skoro Olga może wymyć za darmo?

Ale jednak nie miałaś aż tak źle, skoro byłaś u nich prawie trzy lata.

Po prostu się uodporniłam. Zależało mi na tej pracy, bo zatrudnili mnie legalnie, dzięki temu w miarę szybko mogłam dostać papiery na pobyt, sprowadzić dziecko do Polski, mogło się tu uczyć. Ale też, gdy jego żona widziała, że przegięła, dawała mi masę drogich prezentów. Sprzedawałam je i z tego kilka razy odłożyłam na wakacje dla siebie i syna. Mogłam też wysłać pieniądze rodzicom.

Co ci dawała?

Najpierw kupiła mi bardzo drogie okulary przeciwsłoneczne. Za kila tysięcy złotych. To było w Monte Carlo, gdzie pojechałam z nimi na ich wakacje. Oni tam mają dom. Zajmowałam się ich dzieckiem i podawałam im śniadania. Oni często wychodzili zabawić się wieczorem, wtedy ja brałam ich córeczkę i opiekowałam się nią. Wracali w nocy, wtedy szłam do siebie. To było duże mieszkanie, kilkupoziomowe. Więc czułam się tam dobrze. Dla nich też było wygodnie, no i płacili mi polską stawkę. Gdyby mieli zatrudnić nianię stamtąd, kosztowałoby ich to z pięć razy tyle.

I właśnie wtedy dostałam ten pierwszy luksusowy prezent. Nie wiedziałam za co. Ona powiedziała, że w dowód sympatii i z podziękowaniem za to, że tak dobrze pracuję. I że ma nadzieję, że zostanę z nimi na długo. Później, znów po jakiejś awanturze, kupiła mi szafę do mojego mieszkania. Wiedziała, że zbieram na nią pieniądze. Przywieźli mi ją w ramach niespodzianki. Więc w sumie byłam zadowolona finansowo z tego układu.

Ale po jakimś czasie między nimi w małżeństwie popsuło się do reszty. Miałam dość wysłuchiwania ich awantur, oni się nawet czasami bili. To był dla mnie straszny stres. Wolałam się zwolnić.

 *Fragmenty książki "Ukrainki. Co myślą o Polakach, u których pracują?" Moniki Sobień-Górskiej

Monika Sobień-Górska, autorka książki 'Ukrainki' (fot. Materiały prasowe)
Monika Sobień-Górska, autorka książki 'Ukrainki' (fot. Materiały prasowe)

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (388)
Zaloguj się
  • fedorczyk

    Oceniono 89 razy 79

    Prawdę mówiąc to nie jest polska specjalność. Dokładnie takie same spostrzeżenia mają panie sprzątające na całym świecie. Niektórzy mają pieniądze, ale nie kulturę osobistą.

  • pakoshead

    Oceniono 45 razy 35

    Qrwica mnie bierze jak czytam takie rzeczy, nawet jeśli są wyssane częściowo z palca... W życiu nie narzekam, ba!.. sam czasami (naprawdę czasami, nie regularnie) potrzebuję wynająć kogoś do pomocy w sprzątaniu domu czy zrobieniu porządku naokoło, lecz nigdy, przenigdy, nie potraktowałbym nikogo w taki sposób... moi "starzy" to byli jednak świetni ludzie (mama była polonistką, ojciec "techniczny") , nauczyli mnie szacunku do innych bez względu na to, skąd pochodzą... ważne jakimi ludźmi są...

  • lokator-prowokator

    Oceniono 38 razy 34

    Z tym myciem rąk, a właściwie nie myciem to szczera prawda. Moja córka ma prywatny gabinet lekarski
    doskonale wyposażony z elegancką toaletą, aby pacjenci czuli się doskonale. Z jej obserwacji wynika, że tylko
    co czwarty myje ręce po załatwieniu potrzeby, czy nie opuszcza deski sedesowej. Bywa, ale rzadko, że pacjent
    nie spłukuje po sobie moczu. To jest po prostu zgroza, jakimi brudasami są Polacy.

  • rita.wn

    Oceniono 26 razy 24

    Mieliśmy remont wnętrza domu. Ekipa remontowa ściągała i przenosiła meble z kuchni do jadalni. Mówię, chwileczkę odkurzę tylko za tą szafką i słyszę odpowiedź pana z ekipy: pani u pani to czyściutko jak na sali operacyjnej, żeby pani widziała syf u ludzi którym remontujemy, malujemy, zdziwiłaby się pani!
    Pan opowiedział mi kilka przykładów oczywiście bez nazwisk adresów itp. Wierzę w te opowiadania Ukrainek. Nie przesadzają. Z drugiej strony, moja ciężko pracująca w korporacji przyjaciółka mieszkająca w jednym z dużych polskich miast zrezygnowała z Polki sprzątającej jej dom, kiedy odkryła po jakimś czasie narosły brud w kątach pomieszczeń, kiedy miała kilka dni zwolnienia lekarskiego i spokojnym okiem spojrzała na pokoje, kuchnię i łazienki.

  • gaudia

    Oceniono 41 razy 21

    Jaki jest cel "pisania" i wydania takiej książki? Ktoś to kupuje? Po co? Parę minut czytania o tym , że "eleganckie panie" miewają brudno dowartościowuje autorkę i czytelników? Gdyby owe panie miały błysk, to pani sprzątaczka nie miałaby pracy. Zajmując się pracą umysłową i dobrze na tym zarabiając mogą sobie odpuścić latanie ze ścierką - to tak boli panie sprzątaczki? "Ta zołza z reklamy zarabia tyle kasy, ale JA PRZYNAJMNIEJ MAM CZYSTO! - serio? A gdzie etyka zawodowa? Udostepniając mieszkania sprzątaczkom wpuszcza się te panie do intymnych stref życia - to duże zaufanie. I płaci się im za pracę na uzgodnionych warunkach.
    PS. Byłam sprzątaczką, do głowy by mi nie przyszło opowiadać co u kogo zastałam. Głupio się czułam w apartamencie super czystym - miałam wrażenie, że moja praca nie ma sensu.

  • lola33366

    Oceniono 27 razy 21

    kiedys mialam taki zwyczaj. zawsze przed fryzjerem mycie wlosow, bo wstyd mi bylo, zeby fryzjerki myslaly o mnie jak o niechluju. kiedys umylam wlosy, wbijam do fryzjerki, a ona pyta czemu mam mokre wlosy (nie padalo). to mowie, ze to z grzecznosci, bo nie wypada do fryzjera z brudnymi wlosami. a fryzjerka mi na to: przeciez od tego jestem, zeby je umyc. to co mi pani prace zabiera. i to w jakims sensie pomoglo mi zrozumiec.

  • wujek_dobra_rada6

    Oceniono 24 razy 18

    Ciekawe kto sprząta willę malutkiego mesjasza na żoliborzu...współczuję!

  • 30minona

    Oceniono 53 razy 17

    Skoro wynajęli sprzątaczkę to chyba chcą przestać żyć w brudzie?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX