Banknoty przed denominacją

Banknoty przed denominacją (fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

reportaż

"Ile to będzie na stare pieniądze?" 25 lat temu nadszedł koniec ery milionerów

Tuż przed denominacją i w czasie szalejącej inflacji władze zmieniały wzory banknotów - wspomina Marcin. - Było dużo fałszywek. Pamiętam, jak w sklepach ekspedienci mieli flamastry, którymi sprawdzali banknoty. Bywało i tak, że szło się na zakupy z nowym banknotem z banku, a tu pani sprawdza sobie flamastrem i mówi, że nie przyjmie, "bo fałszywy". Trzeba było gdzie indziej próbować szczęścia.

Warszawa, początek lat 90. Na ulicach szaroburo. Smutek rozjaśniają pokryte ceratą stragany na Stadionie Dziesięciolecia. Wśród nich kręcą się barczyści panowie w ortalionowych dresach. Tak pieniądze zbierają m.in. chłopcy Andrzeja K., ps. "Pershing", bossa gangu z Pruszkowa. Przyszli po honorarium za ochronę, czyli w skrócie: haracz. Na klatach lśnią łańcuchy, w rękach nesesery potrzebne, żeby upchnąć banknoty.

W reklamówkach i sportowych torbach honoraria z dyskotek wynoszą również gwiazdy nowych czasów: Boys, Bayer Full, Akcent z Zenkiem Martyniukiem. Właściciele lokali płacą za koncert w gotówce, czyli stosach papieru.

W tym czasie Łukasz, licealista z Zielonej Góry, na wycieczkę klasową zabiera banknot ze Staszicem, czyli 50 tys. zł. - Po całodziennych zakupach do domu wróciłem jeszcze z kasą - wspomina. - Słonecznik w woreczku był za 1000 zł - z Kopernikiem.

- Przez cały rok zbieraliśmy z kumplami nominały po 50, 100 zł  i jak latem wyjeżdżaliśmy pod namiot, to z siatką pieniędzy chodziliśmy na piwo - opowiada Rafał.

- Starczyło na skrzynkę?

- A nawet trzy. Dodam, że butelka kosztowała wtedy 9-13 tys. zł.

Przy granicach grasują bandy, które całymi cysternami wwożą do Polski nielegalny alkohol. A że w policji i służbach celnych panuje korupcja, wystarczy walizka kasy i szmuglować można do woli.

W 1994 r. Najwyższa Izba Kontroli publikuje raport, z którego wynika, że "w wyniku niedopełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych" Skarb Państwa na przemycie stracił ok. 1,7 BILIONA złotych - na "stare pieniądze". Kwoty sięgające bilionów to oczywiście efekt galopującej inflacji. Wartości szybują w górę tak szybko, że potrzeba dla nich określeń, które dotąd rzadko w codziennej mowie się pojawiały.

Targ z cenami przed denominacją (fot. Adam Golec / Agencja Gazeta)
Targ z cenami przed denominacją (fot. Adam Golec / Agencja Gazeta)

Inflacja najmocniej dotyka zwykłych ludzi. Bo ceny rosną w przeciwieństwie do pensji. Kwoty, za które jednego dnia można zrobić zakupy dla czteroosobowej rodziny, tydzień później mają już niewielką siłę nabywczą. Dlatego miliony złotych w banknotach z Kopernikiem (1000 zł) i Waryńskim (100 zł) zaczynają zalegać w szafkach, wersalkach i pawlaczach.

Staje się jasne, że denominacja jest niezbędna. Posłowie od lewa do prawa odbierają w biurach telefony od sfrustrowanych, rozgoryczonych obywateli. Ludzie zdążyli już zapomnieć o euforii czasu przemian - teraz codzienne życie daje w kość. Inflacja wzmacnia poczucie niestabilności i nieprzewidywalności.

Politycy o wymianie pieniądza myśleli od dawna, ale plany trzymają w tajemnicy, by nie denerwować umęczonego zmianami ludu. Najpierw trzeba gospodarczej rewolucji skutkującej wzrostem bezrobocia i zubożeniem społeczeństwa. Jest nią plan Balcerowicza, który ma obniżyć deficyt budżetowy i inflację.

5 000 000 z Piłsudskim

"W 1994 roku prezes NBP Hanna Gronkiewicz-Waltz poinformowała mnie, że nie wiadomo, kiedy dojdzie do denominacji, a inflacja spada powoli, więc trzeba przygotować się zawczasu do produkcji banknotu o nominale 5 000 000. Wreszcie miałem tyle czasu, ile potrzebowałem! Narysowałem 5 000 000 z marszałkiem Piłsudskim" - opowiadał Andrzej Heidrich, wybitny ilustrator, autor projektów PRL-owskich banknotów, współpracujący z NBP od 1960 r. 

Dopiero 7 lipca 1994 r. marszałek Sejmu II kadencji Józef Oleksy charakterystycznym głosem odczytuje, co będzie przedmiotem kolejnego głosowania. Posłowie podejmą decyzję w sprawie "ustawy o denominacji złotego", której projekt powstał "w celu ułatwienia rozliczeń pieniężnych oraz mając na względzie oznaki stabilizowania się relacji waluty polskiej z innymi walutami". Proszę podnieść rękę i nacisnąć przycisk.

Większość posłów podnosi "za".

Na czym denominacja polega? 1 nowy złoty ma odpowiadać 10 000 starych. Nowe pieniądze mają stać się legalnym środkiem płatniczym od 1 stycznia 1995 r. Do 1 stycznia 1997 r. można płacić też starymi pieniędzmi - potem da się je już tylko wymienić na nowe w placówkach NBP.

Autorem projektów nowych banknotów też jest Andrzej Heidrich. "Zgłosiłem bankowi serię z głowami królów polskich. To jest najbezpieczniejsze, królowie są zawsze wielcy. Sam wybrałem konkretnych monarchów, ale potem bank zwrócił się do historyków o opinię i oni mój ranking wywrócili do góry nogami. Najbardziej boli mnie, że wyrzucili królów elekcyjnych. Seria kończy się na Zygmuncie I Starym. Uważam, że to trochę nieprzyzwoite, gdy na banknotach królewskich nie ma Jana III Sobieskiego i Stefana Batorego" - powie po latach.

Jego projektu banknot 5 000 000 z marszałkiem Piłsudskim nie wszedł do obiegu. Nie zdążył.

Plik starych banknotów (fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)
Plik starych banknotów (fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

Psychiczne zdrowie kasjerek

- Część ludzi po prostu się bała - mówi była księgowa Elżbieta. - Przede wszystkim tego, że na wymianie stracą, że "nowe" pieniądze będą miały niższą wartość od ich "starych" odpowiedników. Nie wszyscy ten proces rozumieli i mieli do tego prawo. Bo władza jakoś specjalnie się do edukacji nie przykładała.

Wielu Polaków samo słowo "denominacja" przyprawia o ciarki na plecach.

Polska Kronika Filmowa 7 grudnia 1994 r. pokazuje nowo powstałą jadłodajnię Markot-2 i materiał o segregacji śmieci w Warszawie. Mowa też o planach denominacji. Widać Hannę Gronkiewicz-Waltz, ówczesną prezes NBP, której charakterystyczny podpis znajdzie się potem na nowych banknotach. Przyszła prezydent Warszawy staje przed dziennikarzami, by zaprezentować projekty nowych banknotów 10-, 20- i 50-złotowych oraz monety od 1 grosza do 5 złotych.

 "Jeżeli tylko nie zwariują kasjerki w sklepach, obejdzie się bez ofiar" - obwieszcza lektor kroniki. I zgodnie z zasadami propagandy sprzed 1989 r., według której każde posunięcie rządu zadowala obywateli, ogłasza: "Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów Narodowy Bank Polski przeprowadza operację, której ludzie nie przeklinają".

Ckliwa melodia, cięcie, kolejny temat.

Do wejścia denominacji w życie pozostały 24 dni.

Bańki, nie miliony

Zapisuję się do grupy na Facebooku, której członkowie wymieniają się informacjami na temat starych, unikatowych, kolekcjonerskich monet i banknotów. Komentują, dzielą się ciekawostkami, trochę handlują. Pytam o wspomnienia z czasów sprzed i po denominacji. Zgłasza się sporo osób.

- W tamtych latach, gdy szedłem po wypłatę - przelewów wtedy nie było - to brałem na przykład 15 "baniek", jak się mówiło na miliony. I to był bardzo dobry zarobek - wspomina Krzysztof, wówczas pracownik stoczni w Szczecinie. - No cóż, wtedy byliśmy milionerami.

Pytam Krzysztofa o to "bycie milionerami". Czy to tylko powód do żartów, czy także do strachu, co będzie dalej? - Nominały rosły regularnie, wychodziły coraz wyższe banknoty, więc myślało się, że to i tak musi pęknąć - mówi. Krzysztof ze "starych" pieniędzy najbardziej lubił właśnie "bańki". Bo to słowo brzmiało mu jakoś lepiej niż po prostu "miliony".

Artur z Pobiedzisk pamięta, że w gazetach drukowano tabelki, w których informowano, jaki stary banknot odpowiada nowej monecie lub banknotowi. - I na początku w przypadku 2 tys. i 20 tys. starych złotych, które były rzadsze w obiegu, pisano: "brak odpowiednika w nowych banknotach". Strasznie mnie to śmieszyło - opowiada.

W gazetach drukowano tabelki, w których informowano, jaki stary banknot odpowiada nowej monecie lub banknotowi (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)
W gazetach drukowano tabelki, w których informowano, jaki stary banknot odpowiada nowej monecie lub banknotowi (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Grzegorz mówi, że wszyscy bali się podwyżek, zaokrąglania cen w górę pod pretekstem denominacji. Bartek przyznaje, że jeszcze długo po niej, kiedy widział "nowe" ceny w sklepach, szybko w głowie zmieniał je na stare - ze 150 zł robił "półtora miliona". Wtóruje mu Sebastian, jeden z najaktywniejszych kolekcjonerów starych banknotów: - Mój tato, starszy człowiek, do dziś stuzłotówki nazywa "milionami". Do dziś!

Sebastian w czasach przejścia z milionów na stuzłotówki był na studiach. Nie odczuł zmiany szczególnie. - Gdy nowa waluta wpadła w ręce, to się ją bardzo wnikliwie oglądało. Pokazywało innym - wspomina Sebastian. - Poza tym ja studiowałem historię, więc wizerunki władców były dodatkową atrakcją.

Grosze na kilogramy

"Gazeta Wyborcza" z 18 stycznia 1995 r. opisuje pojawiające się po zmianie absurdy:

"Uliczny sprzedawca książek przed ASP wycenił swój towar tylko w starych złotówkach, kilkaset metrów dalej, na kiermaszu przy ul. Nowy Świat 69, na stołach leżą książki z wypisanymi na okładkach ołówkiem cyframi 78, 180 - groszy? złotych? tysięcy? - można się tylko domyślać.
Sklep Nike w podziemiach Dworca Centralnego na papierosach i płytach CD podaje stare ceny, na kosmetykach różnie, ale te w nowych złotówkach, jeśli są, bywają niewyraźne, zatarte, małe. Parę metrów dalej tablica informacyjna z cenami, z której jasno wynika, że podróżni za jednorazowy przejazd autobusem zapłacą 6 tys.

Butik Obsession ma własny system szyfrowania cen - na podstawie metki z wydrukowaną na niej liczbą 272800,0 i przyczepionej nad towarem informacji o 50-procentowej obniżce, bystra klientka powinna z miejsca wyliczyć, ile ma zapłacić. - Wie pani - tłumaczy ekspedientka - 27 to nasz numer sklepowy, a dalej to jak pani woli, może być 28 mln starych albo 2800 nowych złotych. Ale po obniżce to i tak będzie 14 mln zł.

- Pamiętam to dziwne uczucie, że za monetę 5-złotową mogłem kupić hamburgera i colę w szkolnym sklepiku - mówi Piotr. Marcin, dziś menadżer sklepu w Warszawie, wspomina: - Kiedy tata przyniósł do domu grosze, to miałem 10 lat i strasznie byłem nimi zainteresowany. Pamiętam pierwsze samodzielne zakupy po nowemu - za 40 groszy. To pewnie był jakiś batonik.

- Może zabrzmi to śmiesznie, ale wtedy mieliśmy takie porównanie do USA. Mianowicie, że tam, w Ameryce, ważny był każdy cent i teraz u nas jest tak samo. Bo nawet za kilkadziesiąt groszy można było coś kupić, a za dychę to już w ogóle - opowiada Krzysztof.

Na początku nie wszędzie chciano przyjmować nowe pieniądze. Ludzie trochę się bali, trochę nie mogli się przyzwyczaić, mieli kłopoty z przeliczaniem "nowych" na "stare" i odwrotnie. I była w tym wszystkim nieufność.

- Tuż przed denominacją i w czasie szalejącej inflacji władze zmieniały wzory banknotów - wspomina Marcin. - Było dużo fałszywek. Pamiętam, jak w sklepach ekspedienci mieli takie flamastry, którymi sprawdzali banknoty. Bywało i tak, że szło się do sklepu z nowym banknotem z banku, a tu pani sprawdza sobie flamastrem i mówi, że nie przyjmie, "bo fałszywy". Trzeba było iść do innego sklepu i próbować szczęścia.

Tuż przed denominacją i w czasie szalejącej inflacji władze zmieniały wzory banknotów (fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)
Tuż przed denominacją i w czasie szalejącej inflacji władze zmieniały wzory banknotów (fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

No i te ceny. Dziwne. Po denominacji mleko w woreczku kosztowało 79 groszy, najtańszy serek topiony 40 groszy, bułka 10 groszy. - Pamiętam, bo kupowałem na śniadanie w robocie właśnie mleko, bułkę, serek topiony. No i papierosy Carmen za 2,99 złotego - mówi Jan. - Zarabiałem wtedy około 700 złotych i była to kiepska pensja. Tylko papierosy były tanie w stosunku do wynagrodzenia - twierdzi.

Mateusz miał 10 lat, ale dobrze pamięta: jego kuzyn brał ślub i rodzice zamiast "koperty" dali młodym skarbonkę wypełnioną po brzegi dwu- i pięciozłotówkami. Oczywiście tymi "nowymi". - Strasznie się nakombinowali, żeby tyle monet ogarnąć - uśmiecha się Mateusz.

Lepsze czasy

Pytam miłośników o życie codzienne w tamtych czasach. Co było najtrudniejsze? Jak z niedostatkiem, chaosem i niepewnością radzili sobie oni i ich bliscy?

Ale na to pytanie nie chce odpowiedzieć nikt.

Dla wielu denominacja ma dziś wymiar nostalgiczny. Wydarzyła się w czasach dzieciństwa i młodości, beztroski i zabawy. Starszym kojarzy się z założeniem rodziny, może podłą, ale przecież pierwszą ważną pracą. Inflacja? Kryzys? Bezrobocie? Kto by to dziś wspominał!

- Przed denominacją w sklepiku szkolnym były styropianowe modele samolotów za 180 tysięcy złotych - opowiada Mateusz. - A po denominacji kupowaliśmy w kiosku Ruchu tanie petardy. Małe, żółte po 10 groszy za sztukę, a takie wybuchowe, że rozwalały butelkę po piwie.

Sebastian wrzucał karbid do puszki po kawie, takiej z dziurką w dnie. Wystarczyło napluć do środka, szybko zamknąć wieczko, położyć puszkę bokiem na chodniku, przydepnąć nogą i przyłożyć zapaloną zapałkę do dziurki. Huk był niczym wystrzał artyleryjski. - I nikomu nogi nie urwało - dodaje Sebastian.

Jacek w tamtych czasach już studiował i pracował w punkcie ksero na Uniwersytecie w Białymstoku. - Jako studentowi nie przelewało mi się i denerwowało mnie zaokrąglanie cen w górę przy okazji wymiany pieniędzy. Temu okresowi poświęciłem jedną z plansz wystawy edukacyjnej dla młodzieży - mówi. Dziś pracuje w Młodzieżowym Domu Kultury w Białymstoku.

Dla wielu denominacja ma dziś wymiar nostalgiczny (fot. Anna Jarecka / Agencja Gazeta)
Dla wielu denominacja ma dziś wymiar nostalgiczny (fot. Anna Jarecka / Agencja Gazeta)

Wystawę można było oglądać w MDK jeszcze w 2019 r. Na jednej z plansz - z których wszystkie opowiadały o ewolucji polskiego pieniądza na przestrzeni wieków - opisano także czasy denominacji.

"Przeciętna pensja Polaka przed denominacją wynosiła 6 mln zł" - czytali uczniowie białostockich szkół i robili wielkie oczy. "Za mleko płaciliśmy 5500 zł, za mąkę - 6300, cukier 9500, jajko - 2200, schab - 90000, a za szynkę - 128000. Pół litra wódki kosztowało ponad 70000 zł".

Młodzi łapali się za głowy po raz drugi, kiedy czytali następny akapit. A z niego wynikało, że w 1995 r., już po denominacji, średnia pensja wynosiła... 560 zł netto. Nie wiedzieli, o czym mowa, ale byli pod wrażeniem, że komputery Commodore i Atari chodziły po 2760 zł.

- To były wspaniałe lata - mówi Mateusz. - Dzieci, zamiast siedzieć na Instagramie, zbierały butelki po alkoholu i wrzucały do nich chińskie materiały wybuchowe, kupione na legalu w kiosku z prasą.

Powrót do przyszłości

1 stycznia 1995 r. w południe w telewizji leci "Miś" Barei, o 17 "Teleexpress", potem "Śmiechu warte" i "Dr Quinn". O godz. 20 naród zasiada do hollywoodzkiego hitu, którego rozmach zatyka dech w piersiach: "Powrót do przyszłości 2".

Sławek, który właśnie się ożenił i z żoną spodziewa się pierwszego potomka, uśmiecha się do siebie i w myślach powtarza powiedzonko: Zakryj kciukiem zera cztery, będzie pieniądz nowej ery.

Mariusz Sepioło. Reporter. Publikuje w m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Polityce" i "Gazecie Wyborczej". Autor książek reporterskich: "Ludzie i gady" (wyd. Czerwone i Czarne, 2017) o życiu w więzieniu, "Himalaistki" (wyd. Znak, 2017) o najwybitniejszych wspinających się Polkach i "Nanga Dream" o Tomku Mackiewiczu. Jest autorem podcastu "Człowiek z plecakiem".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (274)
Zaloguj się
  • js08836

    Oceniono 61 razy 47

    Krok po kroczku dzięki coraz większemu zadłużaniu kraju przez rząd PiS, i urojonym planom gospodarczym małego wariata, zbliżamy się do dużo większej inflacji niż kłamliwie i oszukańczo podaje człowiek z PiS NBP. Ceny rosną, opłat rosną, a inflacja na poziomie ze stycznia. Prawdziwa ukrywana inflacja jest dwucyfrowa. Nie da się ukryć, że mamy najgorsze od 2015 r. rządy. Co im się udało, to nic im się nie udało. Rozdawnictwo pieniędzy podatnika nie jest żadnym sukcesem. PiS cel miał jeden, kupić ile się da naiwniaków, tyle że ten głupi naiwniak nie wie, że sam sobie funduje, to co rząd idiotycznie udaje że daje. Rząd pieniędzy nie ma. Aby dać komuś musi zabrać tobie i mnie . Zabiera także tym którzy zostają obdarowani. Błędne koło prowadzi do całkowitego załamania finansów państwa. Jeszcze w grudniu zadłużenie wynosiło 1 bilion 72 miliardy złotych. Dzisiaj jest już 1 bilion 250 parę miliardów. W grudniu tego roku przekroczy znacznie 1 bln 300 mld. PiS to zgraja nieudaczników i tyle.

  • az555

    Oceniono 58 razy 40

    wspomnę jak to się zaczęło: 1980r.(i dalej) ---...Żądamy 500+,Żądamy 5000 + ,Żądamy 5 000 000 +...
    Ludziom chodziło o rozwalenie państwa bolszewickiego.Wtedy to było genialne. Dlaczego rozwalają je teraz? Dlaczego słuchaja kolesia którego rodzina i on , WSZYSTKO zawdzięcza Stalinowi (i jego następcom)

  • a-lfa

    Oceniono 34 razy 26

    No aktualna wadza intensywnie się stara aby owe szczęśliwe czasy niedługo wróciły.- już w zasadzie tak zwane złote grosze nie maja żadnej wartości i mozna by z nich w zasadzie zrezygnować. Ceny sa (wartościowo - nominałowo - kwotowo) na poziomie powiedzmy połowy lat 70 - tych XX wieku (czyli złotej ery Gierka). Inflacja zaś po rozgrzewce przechodzi ze spaceru na trucht Teraz wystarcz aby zaczęła biec i za niedługo obudzimy się w połowie lat 80 - tych a potem w 90 -tych. Pozostaje pogratulować.

  • pioterek

    Oceniono 34 razy 26

    Ładny temat. Wiemy już za czym z taką determinacją tęskni Kaczyński.

  • yayebye

    Oceniono 24 razy 20

    Jesteśmy na dobrej drodze by znowu zostac milionerem.

  • tedek1

    Oceniono 25 razy 19

    No coz widocznie specjalisci w PiS od ekonomii tacy są nostalgiczni,ze odtworzyć chca hiperinflacje i slaba złotówkę. Dziwi mnie, że po latach wyrzeczeń Polaków aby zbudować silnego złotego,teraz się go psuje...

  • 1mzeta

    Oceniono 14 razy 12

    Jak Martyniuka nie trawię to nie wiem czemu ma służyć ten debilny tytuł. Zestawiliście Perszinga z kasą z haraczu z facetem z kasą za występ -pracę.

  • marcinblonie

    Oceniono 14 razy 12

    Obywatele dzwonili do posłów- to tak jak teraz... tak właśnie powstaje wypaczony obraz ówczesnej rzeczywistości

  • nasza_droga_sic_gw

    Oceniono 14 razy 10

    "Pieniądze w reklamówkach wynosili ludzie "Perschinga" i Zenek Martyniuk. Państwo straciło miliony." - Straciło przez Martyniuka? Ładną zajawkę w tytule zrobiliście w tym GazWybie. To się nazywa "żetelność na łamach GazWybu".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX