Pomnik Chrystusa ze Świebodzina

Pomnik Chrystusa ze Świebodzina (fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)

wywiad gazeta.pl

Jak Czesi szukali w Polsce Boga. "Miałem chwilę zawahania: jestem w Korei Północnej?"

Radio Maryja nie miałoby w Czechach racji bytu. Od razu byśmy je wyśmiali. Polska jest dla nas ekstremalnym przykładem tego, co się może stać, gdy Kościół wpływa na państwo - mówią Vit Klusák i Filip Remunda, twórcy filmu "Jak Bóg szukał Karela" o zderzeniu czeskiego ateizmu z polską religijnością.

Pomnik Chrystusa ze Świebodzina, golgota nienarodzonych dzieci w Licheniu, Rodzina Radia Maryja, pielgrzymka do Częstochowy pod przewodnictwem księdza oskarżonego o molestowanie seksualne, mama przekonana, że plecak z wizerunkiem Hello Kitty to narzędzie szatana - m.in. takie sceny z podróży po Polsce pokazujecie w swoim najnowszym filmie "Jak Bóg szukał Karela". Czy słynący z ateizmu Czesi postrzegają Polaków jako religijnych fanatyków?

FILIP REMUNDA: Sądzę, że nie. Ja na pewno tak na was nie patrzę. Mam w Polsce przyjaciół, nasze narody mają podobne języki i kulturę, ponad 600 kilometrów wspólnej granicy. Wiem, że w czasach komunizmu Kościół odegrał w Polsce ważną rolę. Więc kiedy zetknąłem się z tym katolickim hardkorem i opresją, którą macie teraz, byłem zszokowany.

VIT KLUSÁK: Dla mnie największym szokiem jest związek Kościoła z polityką. I to, że ludzie w Polsce chwalą Radio Maryja, które jest totalnie antysemickie.

Nie słyszeliście wcześniej o Radiu Maryja?

V.K.: Ja nie słyszałem. Dowiedziałem się o nim od naszych researcherów. Że jest antysemickie, homofobiczne itd. Ale myślałem, że jest to rozgłośnia niszowa, mniej wpływowa niż okazało się w trakcie kręcenia dokumentu. I w życiu bym nie pomyślał, że na Spotkaniu Rodziny Radia Maryja będzie obecny premier i połowa polskiego rządu - to było po prostu szokujące.

Spotkaliśmy się z człowiekiem, który monitoruje Radio Maryja i wysyła skargi do KRRiT. Przekazał nam kilka nagrań audycji. I okazało się, że nie tylko samo Radia Maryja jest antysemickie i ksenofobiczne, ale również jego słuchacze tacy są. Ludzie dzwonią i dzielą się na antenie przesyconymi nienawiścią poglądami. Radio działa tu wyłącznie jako zapalnik, czynnik prowokujący takie zachowania. Bo nie ma lepszego sposobu kontrolowania ludzi niż poprzez strach i nienawiść.

Czy rozgłośnia taka jak Radio Maryja mogłaby działać w Czechach?

V.K.: Jesteśmy narodem, który ze wszystkiego się śmieje, ironizuje, może czasem nawet aż za bardzo. Więc nie sądzę, aby taki projekt miał w Czechach rację bytu. Od razu byśmy go wyśmiali. Ale z drugiej strony mamy przecież partie polityczne, które grają na populistyczną nutę.

Filip, a co na tobie zrobiło największe wrażenie? Też Radio Maryja?

F.R.: To pewien fenomen, ale nie. Dla mnie szokujące jest napięcie wewnątrz polskich rodzin: między starszym i młodszym pokoleniem albo tymi, którzy mieszkają w większych miastach i w wioskach. Na przykład aktorka wystąpiła w spektaklu "Klątwa" Grzegorza Jarzyny [chodzi o spektakl "Klątwa" w reżyserii Olivera Frljicia z Teatru Powszechnego w Warszawie - przyp. red.], a teraz ma problemy z mamą, nie kontaktują się ze sobą od półtora roku i to jest bardzo trudne. Albo polsko-czeska para, której jedno dziecko zostało ochrzczone, ale gdy PiS doszedł do władzy, mąż Czech powiedział: "Żadnego chrztu dla drugiego dziecka". Wtedy zaczęła go prześladować polska teściowa - wydzwaniała do niego dwa razy dziennie, wypytując, kiedy zorganizuje chrzest.

Te drobne detale z życia rodzinnego były dla mnie wielkim odkryciem i dowodem na to, że wpływ Kościoła katolickiego w Polsce jest znacznie większy, niż mogło mi się wydawać.

Film kręciliście przez pięć lat. Co was skłoniło, by w ogóle zabrać się za temat polskiej religijności?

V.K.: Pierwszy impuls wyszedł od Zdenka Holý, naszego producenta. Dla niego religia w Polsce jest przykładem psychologicznej manipulacji masami. W Czechach jesteśmy wyczuleni na manipulację, bo mieliśmy jej wiele w czasach komunizmu, więc się tym zainteresowaliśmy. O manipulacji był już nasz pierwszy film, "Czeski sen". Wymyśliliśmy wtedy nieistniejący hipermarket, który rzekomo miał się otworzyć w Pradze. Hipermarketu nie było, na rusztowaniach rozwiesiliśmy tylko wielką płachtę, która z daleka wyglądała jak ściana hali sklepowej. Billboardy głosiły: "Nie przychodź!", "Nie kupuj!". Pierwszy klient zjawił się już trzy godziny przed otwarciem, ostatecznie przyszło mnóstwo ludzi. Chcieliśmy pokazać, jaką siłę ma reklama, jak można stworzyć kompletnie wyimaginowany koncept i wymusić na ludziach zakupy.

Kadr z filmu 'Jak Bóg szukał Karela' (fot. Materiały prasowe)
Kadr z filmu 'Jak Bóg szukał Karela' (fot. Materiały prasowe)

Manipulacja to temat przewodni większości, a może nawet wszystkich naszych filmów. Rozmowa z tobą właśnie mi to uświadomiła.

Dla mnie i Filipa było ważne, żeby nie robić filmu tylko o Polsce, ale o obydwu narodach - czeskim i polskim. Chcieliśmy to oglądać jak mecz futbolowy, gdzie mierzą się dwie drużyny: czeska ekipa filmowa i Polacy, obserwujący reakcje i zagrania Czechów. Żeby to był film nie tylko o was, ale i o nas. Stanęliśmy przed wielkim pytaniem o to, kim są Czesi, którzy pojawiają się w filmie.

Czeska ekipa filmowa to jeden z bohaterów filmów. Karel i reszta wciąż się zastanawiają, co się wokół nich dzieje.

V.K.: Karel to nasz przyjaciel i świetny dokumentalista. Robi mądre, dowcipne i prowokujące filmy. Jest też typowym czeskim dziwakiem, pepikiem, podczas śniadania podbierał dziewczynom kiełbasę z talerzy. Płynie w nas podobna krew.

Karel jest wrażliwy, wyrozumiały, szuka sensu. Z kolei Michał, wasz czeski dźwiękowiec, jest krytyczny, ironiczny i do bólu zdroworozsądkowy. Są trochę jak anioł i diabeł. Gdy Karel postanawia się wyspowiadać, bo mierzy się z osobistym dramatem, Michał zarzuca mu, że podlizuje się księdzu.

V.K.: Karel nie jest ateistą, bardziej agnostykiem. Nie jest ochrzczony, ale jest tym, który mógłby szukać religii i uduchowienia. O Michale wiedzieliśmy, że jest w stu procentach ateistą i do końca pozostał krytyczny.

F.R.: Zainspirowałaś mnie do opowiedzenia o moim zdziwieniu podczas pracy z polską częścią ekipy. W chwili, gdy wysiadła kamera, polski dźwiękowiec przyklęknął na zakurzonej drodze i zaczął się modlić o to, żeby kamera zaczęła działać. W tym czasie niereligijni operatorzy kamery pracowali nad jej naprawą i naprawili. Wtedy wstał i powiedział: "Voila, moja modlitwa działa!".

Żartował?

F.R.: Nie żartował. Był bardzo poważny.

Inny przykład: w czasie kręcenia egzorcyzmów z miłym księdzem, który pokazywał nam swoje trofea - gwoździe i śrubki, które ludzie wypluwali podczas egzorcyzmu - była z nami producentka, która powiedziała, że nie może kontynuować filmowania. Bo mimo że jest bardzo liberalna, to tego elementu się boi.

Vit Klusák i Filip Remunda, twórcy filmu 'Jak Bóg szukał Karela' (fot. Materiały prywatne)
Vit Klusák i Filip Remunda, twórcy filmu 'Jak Bóg szukał Karela' (fot. Materiały prywatne)

Egzorcysta to jeden z najsympatyczniejszych i najbardziej otwartych ludzi Kościoła, jacy pojawiają się w waszym filmie. Ale nie zawsze było miło. Gdy stanęliście w centrum Warszawy z pleksiglasową podobizną Jana Pawła II, jedna z przechodzących kobiet powiedziała, że nie możecie być Czechami, bo tak prowokują Rosjanie.

V.K.: Nie biorę tego do siebie. Ta instalacja faktycznie była prowokująca. A ja przez większość czasu byłem pozytywnie zaskoczony.

Czym na przykład?

V.K.: W Czechach, gdyby na stadionie odbywało się święto religijne - nie dzieją się u nas takie rzeczy, ale załóżmy - to zagraniczna ekipa filmowa zostałaby wyproszona. A naszą ekipę ludzie zapraszali i pozwalali filmować, co tylko chcemy.

Nie było momentów, że czułeś się zagrożony?

V.K.: Może kiedy byliśmy blisko neonazistów, ale nikt nie chce być z kamerą pomiędzy dwudziestoma skinheadami - ani w Polsce, ani w Czechach. To był chyba jedyny moment, kiedy czułem rezerwę, ale nie strach.

Miałem też wątpliwości odnośnie do tego, czy wchodzenie na przedstawienie "Klątwy" w Teatrze Powszechnym będzie przebiegało bez przemocy. Pamiętam napięcie, stres, że coś może się wydarzyć, że może pojawi się jakiś prowokator i spróbuje zakłócić spektakl. Ale nic takiego się nie wydarzyło.

Dla mnie napięcie w waszym filmie jest mocno wyczuwalne. Niektóre sceny oglądałam przyklejona do ekranu i martwiłam się o waszą ekipę. Mieszkam tutaj i wiem, jak mogą się potoczyć takie sytuacje. W Polsce religia jest w tej chwili bardzo delikatnym tematem.

F.R.: Dla mnie twoja percepcja jest bardzo ciekawa. Mieszkając w Polsce, widzisz więcej niż laik przyjeżdżający z Czech. My jesteśmy strasznie naiwni - myślimy, że ludzie są mili i przyjaźni. Mając twoją wiedzę, może byśmy nie byli aż tak zrelaksowani podczas kręcenia tego dokumentu.

Co w ogóle myślisz o naszym filmie?

Bardzo mi się podobał i uważam, że wszystko, co pokazujecie, jest prawdą, ale to nie jest pełen obraz. Bo w Polsce obok osób bardzo oddanych Kościołowi jest obecnie mnóstwo ludzi, którzy już nie chcą być jego częścią, są na Kościół strasznie wkurzeni. Lub po prostu neutralni.

V.K.: Oczywiście, że nie cała Polska jest taka, ale nasz film skupia się na tej części, która jest oddana Kościołowi, bo pokazujemy jego władzę.

F.R.: Dla mnie bardzo ważne były wywiady z aktorami Teatru Powszechnego. Wiele osób zadaje im pytanie, czy wzięliby udział w spektaklu "Klątwa" ponownie, znając społeczne konsekwencje. Wszyscy zgodnie odpowiadają, że tak. Niektórzy z nich są wierzący, inni nie. Ten krótki dialog jest dla mnie kluczowy. Pokazuje liberalną część społeczeństwa, która również jest aktywna i produkuje bardzo ważną, prowokującą sztukę. Nie są aktywistami, nie chcą zabić religii, chcą po prostu normalnie żyć. To dla mnie ważny przykład społeczeństwa obywatelskiego. Ludzi, którzy myślą o religii oddolnie.

W chwili, gdy wysiadła kamera, polski dźwiękowiec przyklęknął na zakurzonej drodze i zaczął się modlić o to, żeby kamera zaczęła działać (fot. Materiały prasowe)
W chwili, gdy wysiadła kamera, polski dźwiękowiec przyklęknął na zakurzonej drodze i zaczął się modlić o to, żeby kamera zaczęła działać (fot. Materiały prasowe)

Czeska ekipa kilka razy mówi w filmie, że nie przyjechała szydzić z polskiej religijności. Dlaczego tak to podkreślacie?

V.K.: Bo naprawdę nie chodziło o naśmiewanie się, to by nie miało żadnego sensu. Chcieliśmy się zbliżyć do zrozumienia, dlaczego tak wielu ludzi poddaje się manipulacji Kościoła. Jaki jest mechanizm? Jak sprawić, żeby ludzie stali się fanatykami religijnymi? Aby przestali krytycznie myśleć i akceptowali wszystko, co się mówi w telewizji, radiu czy kościele?

W Czechach możemy bez żadnego lęku żartować z Kościoła katolickiego: że to staromodna, średniowieczna organizacja, noszą stroje karnawałowe, a ich rytuały są zabawne. Będziemy się z nich śmiać, bo lubimy żarty, a Kościół nie ma u nas wystarczająco dużej władzy. Ale mógłby mieć. Tym filmem chcemy pokazać też Czechom, co mogłoby się stać, gdybyśmy pozwolili Kościołowi urosnąć w siłę, jaką ma w Polsce albo w Chorwacji, gdzie poważnie miesza się w życie ludzi i w system społeczny, gdzie należy się go bać.

Dla nas Polska to ekstremalny przykład tego, co się dzieje, gdy Kościół kontroluje lub wpływa na państwo i jego instytucje. To jest ogromne zagrożenie.

Znaleźliście odpowiedź na pytanie o to, czemu Kościół ma w Polsce aż taką siłę?

F.R.: Katolicyzm w Polsce stanowi linię odgradzającą was od Rosji, granicę między dwiema cywilizacjami. Nadal silny jest też duch lat 80., gdy Kościół był podwaliną wolności i ekspresji. Dlatego nawet intelektualistom tak trudno być przeciwko katolicyzmowi, krytykować go, bo jest częścią politycznych czy historycznych doświadczeń.

A z drugiej strony naprawdę mnie szokowało, jak bardzo religia w Polsce bywa dziecinna. Nie spodziewałem się, że ktoś 10 lat ode mnie starszy może w Częstochowie śpiewać piosenki w stylu: "Patrzę, patrzę, ale nie ma, nie ma" (Filip śpiewa na melodię "Chrześcijanin tańczy"). Takie rzeczy to my mamy w przedszkolach. Zastanawiałem się: "Jestem w Polsce czy w Korei Północnej?". Jak to w ogóle możliwe, że osoba dorosła pojmuje religię z dziecinnej, a nie z dojrzałej, filozoficznej perspektywy.

V.K.: I jest jeszcze siła mediów, politycznego i katolickiego marketingu. Dla mnie to fundamentalny powód, dlaczego ojciec dyrektor Rydzyk założył szkołę dziennikarstwa. Jacy będą dziennikarze, którzy wyjdą z takiej szkoły, jak będą pracować? Możemy tylko zgadywać.

Polska publiczna telewizja manipulowała wyborcami w trakcie ostatnich wyborów prezydenckich, promując konserwatywnego kandydata. Przekaz programowy czy treść wiadomości były ekstremalnymi przykładami manipulacji ze strony mediów i Kościoła. Notabene, w Czechach właśnie mierzymy się z podobnym zjawiskiem, bo do Komitetu Kontrolującego Nadawców i Nadawcę Publicznego [czeski odpowiednik KRRiT - przyp. aut.] przemycono dwóch nowych członków bardzo konserwatywnych partii politycznych. To mój koszmar, bo jak możesz się domyślać, dla mnie bardzo ważne jest, abyśmy mieli wolne media.

Polska to ekstremalny przykład tego, co się dzieje, gdy Kościół kontroluje lub wpływa na państwo i jego instytucje (fot. Materiały prasowe)
Polska to ekstremalny przykład tego, co się dzieje, gdy Kościół kontroluje lub wpływa na państwo i jego instytucje (fot. Materiały prasowe)

A czy celowym zabiegiem w filmie są powtarzające się sceny zbierania ofiary na tacę? Chcieliście pokazać, ile pieniędzy płynie do Kościoła?

V.K.: Dokładnie o to nam chodziło. Dla mnie bardzo mocna była scena, w której jedna ze starszych pań mówi, że od kilkunastu lat co miesiąc ze swojej emerytury wysyła tę samą kwotę do Radia Maryja. Mówi, że ojciec Rydzyk chodzi w bardzo starej sutannie, dziurawych butach i że jego asystenci próbują go przekonać do naprawy czy kupna nowego ubrania.

Ludzie naprawdę wierzą w skromne życie Tadeusza Rydzyka. Gdy kamera prześlizgiwała się po tłumach na Spotkaniu Rodziny Radia Maryja, mój wzrok zatrzymywał się na najbiedniej wyglądających starszych osobach kładących banknoty na tacę.

V.K.: Ktoś nam powiedział, że są w Polsce rodziny, które utrzymują się z dwóch emerytur, a jedna, czyli połowa dochodów, zawsze idzie na ojca Rydzyka. Naszym researcherom nie udało się znaleźć takich rodzin. Tym bardziej się cieszymy, że mogliśmy pokazać podobne sytuacje na Spotkaniu Rodziny Radia Maryja. To dla nas bardzo ważna scena.

Mnie na pewno zapadnie w pamięć scena z dziewczynką, która czyta na głos z rozpadającej się broszury, że jednym z największych zagrożeń dla polskich rodzin jest gender. Gdy Karel pyta ją, co to znaczy, jakie to zagrożenia, dziewczynka milczy i patrzy na mamę. Nie wie, ale powtarza to, co jest napisane.

F.R: Niektóre rzeczy nie wymagają komentarza.

Karel nie może wyjść ze zdziwienia, z jakich rzeczy spowiadają się Polacy: antykoncepcja, in vitro, masturbacja. A dla Polaków egzotyczny jest czeski ateizm. Opowiedzcie trochę o tym, jak to naprawdę u was wygląda.

F.R.: W Czechach, jeśli religia cię nie interesuje, to nie masz z nią żadnej styczności. Wierzę, że są u nas osoby, które nie wiedzą, skąd się wzięła Wielkanoc. Może nie jest to zbyt ubogacające kulturowo, ale jesteś wolna, możesz robić, co zechcesz, i to jest dobre.

Mroczną stroną czeskiego ateizmu jest fakt, że - o ile się nie mylę - około 20 procent pogrzebów w Czechach odbywa się bez udziału jakichkolwiek krewnych. Gdy ktoś z rodziny umiera, można powiedzieć, że miało się z tą osobą niewielką styczność i wtedy państwo jest zobowiązane wziąć na siebie koszt skremowania zwłok. Dla ludzi to oszczędność.

Mnie się to nie podoba i dlatego sprawdzałem, czy w Polsce sytuacja wygląda lepiej, czy może religia ma też pozytywny wpływ na społeczeństwo. Za każdym razem kwestionowałem sam siebie, np. kiedy byliśmy na stadionie pełnym modlących się osób, powtarzałem sobie: "No dobrze, to dziwne, bardzo dziwne, ale czy nie jest miło, że tylu ludzi jest w stanie zebrać się w jednym miejscu w jednym czasie i doświadczać czegoś razem emocjonalnie?". Dla mnie to wszystko zdecydowanie nie jest czarno-białe i cały czas myślałem o tym elemencie, który jest nieobecny w moim własnym życiu i w społeczeństwie, w którym żyję.

Katolicyzm w Polsce stanowi linię odgradzającą was od Rosji, granicę między dwiema cywilizacjami (fot. Materiały prasowe)
Katolicyzm w Polsce stanowi linię odgradzającą was od Rosji, granicę między dwiema cywilizacjami (fot. Materiały prasowe)

Vit, czy chciałbyś coś dodać?

V.K.: Że bardzo ważne jest, że w Czechach skutecznie przeprowadziliśmy rozdział Kościoła od państwa. Pod innymi względami mam podobny ogląd jak Filip.

Istnieje też druga strona medalu, a mianowicie to, że w miejsce religii mamy w Czechach ezoteryczne ciągoty - to też jest bardzo dziwne. Na przykład moja żona jest bardzo blisko homeopatycznego leczenia.

My mamy i religię, i homeopatię. A czy udało wam się w końcu znaleźć Boga?

V.K.: Bóg nie jest gdzieś poza nami, w niebie czy w budynku, tylko w nas i moim zadaniem jest ciągłe szukanie go poprzez pracę ze swoim ego i tym, jak postępuję. Dlatego niezwykle ważna jest dla mnie scena spowiedzi, która dzieje się między Karelem a księdzem. Ksiądz zachował się inaczej, niż oczekiwałbym od osoby duchownej. Był bardziej jak psycholog, miał dla Karela głębokie zrozumienie i empatię. Mógł tam przecież być inny ksiądz i powiedzieć: "Nie mogą państwo filmować, koniec dyskusji". A ten ksiądz pokazał, że jest gotowy pomóc Karelowi i wesprzeć nasz film. Zaznaczył, że nie jest to prawdziwa spowiedź, bo Karel nie ma chrztu, ale że możemy filmować, po czym zaprosił Karela do budki [czyli konfesjonału - przyp. aut.].

F.R.: Dla mnie i dla Vita to było bardzo wzruszające. Ten ksiądz miał do Karela odpowiednie podejście i naprawdę pomógł mu zrozumieć nie tylko jego sytuację rodzinną, ale i samą religię. W tamtym momencie umożliwił Karelowi dotknięcie Boga. Zarówno ja, jak i Vit  nazywamy to cudem. Magiczną chwilą, na którą bardzo długo czekaliśmy.

Zgadzam się, że była to magiczna chwila. Na koniec wyjaśnijcie, proszę, czemu to Bóg szuka Karela, a nie Karel Boga?

V.K.: To człowiek musi pozwolić Bogu przyjść do siebie. Pozwalam, aby element boski pojawił się w moim życiu, pozwalam Bogu mnie znaleźć. I stąd właśnie ten tytuł, trochę przewrotny, trochę do góry nogami, ale bardzo nam się podoba. "Szukać" w czeskim języku oznacza "pieprzyć", ale nam nie chodziło o grę słów. To akurat zwykły przypadek.

Film "Jak Bóg szukał Karela" w reżyserii Vita Klusáka i Filipa Remundy można zobaczyć podczas właśnie trwającego festiwalu Millennium Docs Against Gravity w Warszawie, Wrocławiu, Gdyni, Katowicach, Poznaniu, Bydgoszczy i Lublinie. Kalendarz projekcji znajduje się na stronie: https://mdag.pl

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do nagrody Grand Press. Lubi chodzić, jeździć pociągami i urządzać mieszkania.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (812)
Zaloguj się
  • marrob

    Oceniono 127 razy 115

    " Tym filmem chcemy pokazać też Czechom, co mogłoby się stać, gdybyśmy pozwolili Kościołowi urosnąć w siłę, jaką ma w Polsce albo w Chorwacji, gdzie poważnie miesza się w życie ludzi i w system społeczny, gdzie należy się go bać" Nic dodać nic ująć. Zazdroszczę Czechom że czarna zaraza jest u nich w zaniku.

  • autonomy

    Oceniono 117 razy 101

    Czesi traktują religie na równi z ideologią, a więc wiara w jakiegoś bożka jest dla nich tym samym co wiara w komunizm czy faszyzm. Po prostu starają się być wolni od ideologicznych bzdur.

  • zdziwiony6

    Oceniono 85 razy 67

    Czesi są najbardziej laickim, czyli najbardziej racjonalnym społeczeństwem Europy. Oni rzeczywiście kierują się w życiu wiedzą, umysłem i zdrowym rozsądkiem a nie zabobonami. Cywilizacyjnie są daleko przed nami.

  • sir.fred

    Oceniono 54 razy 48

    "Wiem, że w czasach komunizmu Kościół odegrał w Polsce ważną rolę."
    Jest to tak samo prawdziwe, jak "donacja Konstantyna". Koledzy Czesi, nie dajcie się nabrać na te bujdy. Kościół, poza nielicznymi wyjątkami, świetnie sobie z komuną kolaborował. Nie było też w Polsce środowiska mocniej zinfiltrowanego przez SB.

  • andrzej.bak

    Oceniono 49 razy 47

    Niestety Polska to kraj dulszczyzny, prymitywnych cebulaków i mrożkowskich edków.

  • skromne-zero

    Oceniono 56 razy 42

    Przenoszę się do Czech. Żegnajcie, nie chcę mieć więcej do czynienia z pedofilami w sukienkach, nie chcę by czarni wkładali swoje sprośne ryje w codzienne życie Polaków.Nie chcę by sejmowi piSSopaci dzielili się władzą z klechami. To obrzydliwe, że katolscy sejmici chronią zbrodnie sukienkoowych pedoofilów i złodziei. Nie życzę sobie, by z moich podatków pieniądze zasilały pałace i złote pierścienie klechów.

  • vinogradoff

    Oceniono 38 razy 38

    W XIX wieku gdy istnialo Cesatrstwo Austro-Wegier a w sklad jego wchodzilo kilkanascie Narodow i Plemion w tym Polacy i Czesi to NIKT inny a Czesi byli najlepiej wyksztalconym Narodem w calym Cesarstwie bo mieli wiecej Osob po studiach niz Austriacy czyli , ok.3,4% populacji i najnizszy poziom Analfabetow, tez kilka procent podczas gdy najwiecej analfabetow bylo wsrod Serbow bo ok. 72% i Polakow z Galicji bo. ok. 68% co procentuje do dzis bo przed II wojna swiatowa Czesi posiadali imponujacy przemysl , wysoki poziom techniki w tym zbrojeniowej podczas gdy w tym samym czasie polowa Polakow nie miala butow a na Kresach orano drewniana socha do ktorej zaprzegano Zony Chlopow w zastepstwie i jako SUBSTYTUT ,Koni pociagowych, ktore byly bardzo drogie. To nadal procentuje. Badzmy REALISTAMI.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX