1 września dzieci wracają do szkół. Co dalej z polską szkołą? O tym rozmawiamy z ekspertami w nowym cyklu Gazeta.pl Jak będzie

1 września dzieci wracają do szkół. Co dalej z polską szkołą? O tym rozmawiamy z ekspertami w nowym cyklu Gazeta.pl Jak będzie (Grafika: Marta Kondrusik, zdjęcie: Shutterstock.com)

jak będzie?

Dyrektor szkoły podstawowej: Przeżyłam już niejedno, ale nigdy tak się nie bałam

1 września dzieci wracają do szkół. - Wystartujemy, ale z jakim efektem i na jak długo? Mimo 36-letniego doświadczenia pracy w szkole nie potrafię sobie wyobrazić, co będzie za tydzień - mówi Danuta Kozakiewicz, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 103 w Warszawie.

1 września szkoły znów będą pełne. W nowej odsłonie cyklu "Jak będzie" bierzemy pod lupę to, co wydarzyło się w ostatnich miesiącach i co czeka teraz uczniów, nauczycieli i rodziców.

W poniedziałek 31 sierpnia już po godz. 7:00 rano czekamy na Was w Poranku "Szkoła w czasie pandemii" na Gazeta.pl. Wraz z dziennikarzami radia TOK FM i redakcji Wyborcza.pl będziemy rozmawiać m.in. z ekspertami, nauczycielami i dyrektorami szkół o tym, czy Polska jest odpowiednio przygotowana na powrót uczniów do placówek od 1 września.

Pani dyrektor, gdy wczoraj do pani zadzwoniłam, żeby umówić się na rozmowę, biegała pani "na uspokojenie". Co panią tak zdenerwowało?

Akurat byłam po spotkaniu Rady Rodziców. A pierwsze reakcje moich rodziców szkolnych bywają bardzo emocjonalne. Najpierw zwykle odzywają się ci, którzy są na nie i bardzo by chcieli, żebym dokonała cudu.

Na czym miałby polegać ten cud?

Na tym, że nic w szkole i nauczaniu nie zmienię, ale spowoduję, że będzie bezpiecznie. Niestety, nie jestem cudotwórcą i jeżeli mam zwiększyć bezpieczeństwo, to niektóre moje decyzje będą dla rodziców niewygodne.

Co tak się nie spodobało rodzicom?

Rodziców można podzielić na trzy grupy i myślę, że nie tylko w mojej szkole, lecz w każdej.

Pierwsza to tak zwani koronasceptycy. Uważają, że nic się nie dzieje, to "koronaściema", wszystko powinno zostać po staremu, a nauczyciele wymyślają, bo nie chce im się pracować. Tych rodziców nie przekona nawet lekarz czy wirusolog.

Druga grupa to rodzice, którzy w sprawy szkoły angażują się bardzo mało, nie mają pomysłów i nie chcą brać udziału w podejmowaniu decyzji, ale negują każde podjęte działanie.

A trzecia grupa to rodzice, którzy się angażują, mają pomysły i oferują szkole wsparcie - i ja mam to szczęście, że u mnie jest ich najwięcej. Dlatego mogłam rodziców poprosić o burzę mózgów i podsyłanie pomysłów. Nie wszystkie da się wprowadzić w życie, ale co kilkaset głów, to nie moja jedna.

Ministerstwo Edukacji Narodowej przedstawiło wytyczne dla szkół przed powrotem dzieci do placówek 1 września. Nie są wystarczająco jasne, skoro trzeba się tak głowić w kilkaset osób?

Wytyczne MEN dotyczą wszystkich szkół na terenie Polski i w związku z tym są bardzo ogólne, powtarzają wcześniejsze zalecenia, na przykład żeby dbać o higienę i dezynfekcję. Właściwie mówi się dyrektorom: róbcie, co chcecie, byle było dobrze.

Dopiero w ramach wytycznych szkoły budują odpowiedni dla siebie schemat działania. W pewnym sensie to rozumiem, bo zupełnie inna jest sytuacja w małej, wiejskiej szkółce, która ma 50 dzieci, niewielu starszych nauczycieli i duży zielony teren wokół, a inna w wielkomiejskiej szkole w środku dużego osiedla, z ogromną liczbą dzieci, które już uczą się na dwie zmiany, i z wieloma emerytowanymi nauczycielami. A powiem pani, że w Warszawie bardzo brakuje na przykład matematyków i pracę znajdzie każdy emerytowany nauczyciel tego przedmiotu. Jest to więc sytuacja nieporównywalna i dyrektor wielkiej szkoły naprawdę nie będzie spał po nocach.

18.08.2020 Warszawa , ul. Wiejska . Minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski podczas posiedzenia sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Mlodziezy ws. przygotowan Ministerstwa Edukacji do powrotu uczniow do szkol podczas pandemii koronawirusa .  Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta
18.08.2020 Warszawa, ul. Wiejska. Minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski podczas posiedzenia sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Mlodzieży ws. przygotowań Ministerstwa Edukacji do powrotu uczniów do szkół podczas pandemii koronawirusa. Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Pani sypia?

Bywa różnie. W mojej szkole jest 600 dzieci, z czego sporo ma orzeczenie o kształceniu specjalnym i różne potrzeby edukacyjne. Jestem więc gdzieś pośrodku.

Wracając do wytycznych, konkretne i nowe są trzy modele edukacji, które dyrektor szkoły może wprowadzić w zależności od sytuacji epidemicznej.

Tak, to jest nowość. Przewidziane są trzy modele nauczania: normalny, całkowicie zdalny i hybrydowy - nauka stacjonarna i zdalna, pół na pół. Przy czym dyrektor, który chciałby wprowadzić w swojej szkole model hybrydowy lub zdalny, musi uzyskać zgodę Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej. Ja już wystosowałam prośbę o taką zgodę, bo najbardziej chciałabym, żeby w mojej szkole dla części dzieci było nauczanie hybrydowe. Czekam właśnie na decyzję.

Dlaczego tylko dla części dzieci?

Ponieważ staram się brać pod uwagę też ograniczenia, które nie dotyczą szkoły bezpośrednio, czyli stan gospodarki czy to, że rodzice muszą iść do pracy. Myślę, że klasy 1-3 jestem w stanie tak umieścić w szkole, żeby było to względnie - podkreślam: względnie - bezpieczne. W tych klasach nauczania zdalnego nie przewiduję, bo rodzic, który pracuje, nie będzie mógł zostawić maluszka samego w domu.

Poza tym nie wyobrażam sobie pierwszaków, które rozpoczynają przygodę ze szkołą poprzez zdalne nauczanie. Nauczyciel nieznający dzieci, obca pani na ekranie - to jest nie do zrobienia. Jeśli nie ma tragicznej sytuacji epidemicznej, to chciałabym, żeby klasy 1-3 wróciły do stacjonarnego nauczania, oczywiście po dostosowaniu szkoły.

Klasy czwarte również postrzegam jako dzieci małe, zwłaszcza że w tych klasach mam dużo uczniów z różnymi dodatkowymi potrzebami. Tutaj też chciałabym zachować nauczanie stacjonarne.

W klasach 5-8 bardzo pomógłby mi system hybrydowy.

Jak w praktyce miałby wyglądać?

Myślę tutaj o dwóch wariantach.

Pierwszy: zakładając, że mam na przykład cztery klasy siódme, dwie pracowałyby stacjonarnie, a dwie zdalnie - po dwa tygodnie, na zmianę. Dzięki temu co dwa tygodnie mamy możliwość sprawdzenia, jak nam idzie w szkole, wyjaśnienia tego, czego nie zrozumieliśmy lub czego nie da się zrobić zdalnie, chociażby ćwiczeń z chemii. A liczba dzieci w budynku się zmniejsza.

Druga opcja: jeśli nie uzyskam zgody na nauczanie hybrydowe, choćby na okres, gdy pandemia będzie w fazie wzrostowej, wprowadzę elementy dwuzmianowości. Przynajmniej na tyle, żeby wszystkie dzieci nie rozpoczynały lekcji razem, żeby rozluźnić szatnie, spożywanie posiłków.

Chcę też wprowadzić coś, co zrobiono w Norwegii, czyli tak zwane bańki.

Czyli?

Dzieci i młodzież przebywają w swoich niemal zamkniętych środowiskach klasowych i dochodzą do nich tylko nauczyciele. Będę chciała, żeby dzieci opuszczały klasę tylko wtedy, gdy to niezbędne, na przykład gdy dziecko chce iść do toalety albo trzeba zmienić salę lekcyjną.

Dodatkowo tak układamy plany lekcji, by zajęcia odbywały się w blokach, na przykład dwa języki polskie czy dwie godziny WF jedna po drugiej. Po to, żeby w ciągu jednego dnia do klasy wchodziła jak najmniejsza liczba nauczycieli.

Gdzie dzieci miałyby jeść obiad?

Dzieci z klas czwartych - w klasach. Kupiłam już wózki do przewożenia posiłków i zbierania brudnych naczyń. Dla starszych organizuję drugą stołówkę w sali lekcyjnej.

Co z szatniami?

Również rozmieszczamy je w całym budynku szkolnym. Szafki będą zabezpieczone i ustawione tak, żeby dziecko miało ponad półtora metra przestrzeni i nie stykało się z innymi dziećmi.

W szkole jest tyle miejsca?

Tak. Mam ten luksus, że mam dwa budynki. Ale mimo to potrzebna jest reorganizacja przestrzeni. Żeby dzieci z jednego zespołu klasowego nie kontaktowały się z drugim zespołem klasowym i dało się utrzymać bańki.

A jak będzie wyglądał pierwszy dzień szkoły? Co z tradycyjnym apelem?

Rezygnujemy z typowych apeli, ponieważ to jest olbrzymie zagrożenie. Spotkania z rodzicami również zamierzam organizować online. Robiliśmy je już na Zoomie i wychodziło nam jako tako. Nie powiem, że idealnie, bo wolę spotkanie face to face, ale ważne, że informacje płyną.

Będę się widywać bezpośrednio tylko z przedstawicielami Rady Rodziców. Kupiłam parawany pleksi dla siebie, sekretariatów, pań sprzątających pełniących dyżur przy wejściu. Wszyscy pracownicy będę mieli zapewnione przyłbice, maseczki i płyn dezynfekujący.

Ale podczas lekcji zasłon pleksi nie będzie?

Nie, nauczyciel będzie miał tylko przyłbicę. Do klas starszych zaapelujemy, by nie zbliżać się zanadto do nauczyciela, nie wstawać z ławek bez potrzeby, zachować półtora metra odstępu. Będziemy też apelowali do rodziców, by dzieci, wychodząc z klasy lekcyjnej, zakładały maseczki.


Zgodnie z wytycznymi dzieci w szkole mogą przebywać bez masek / Fot. Shutterstock

Mimo że to nie jest wytyczna MEN i dzieci mogą chodzić po szkole bez masek?

Tak, mimo to. Na razie większego sprzeciwu wśród rodziców nie ma. Po powrocie do sali lekcyjnej dziecko będzie mogło maseczkę zdjąć.

Wszystko ma pani przemyślane?

Największy mój problem to chaos informacyjny. Czuję coś bardzo dziwnego. Oglądam wszystkie konferencje prasowe Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Edukacji. I jak słucham Ministerstwa Zdrowia, to słyszę: pandemia, wzrost zachorowań, konieczne maseczki, ludzie, opanujcie się. Na konferencji Ministerstwa Edukacji słyszę z kolei: można iść do szkoły, epidemia na to pozwala, nie ma konieczności noszenia maseczek, zachowajcie dystans, ale wiadomo, że nie w każdej szkole się da.

To są niespójne, wręcz sprzeczne komunikaty. Co oznacza, że któryś jest nieprawdziwy. Rodzice pytają: pani dyrektor, która z tych wypowiedzi jest prawdą? Mam nadzieję, że wypowiedź z MEN, bo to by znaczyło, że jesteśmy bezpieczni. Ale nie wiem.

Nauczyciele boją się wracać do szkoły?

Lęk jest olbrzymi. Mniej więcej połowa moich nauczycieli jest po pięćdziesiątce, około 30 procent po sześćdziesiątce i pojedyncze osoby po siedemdziesiątce. Bardzo dużo osób choruje przewlekle. Boję się sytuacji, że zaczną się kolejno wykruszać. Mam jeden pokój nauczycielski. Może się zdarzyć, że cała grupa będzie musiała przejść kwarantannę. I po prostu nie będzie miał kto pracować. Bardzo boję się tego, że się spotkamy, żeby się rozstać.

Co, jeśli nauczyciele będą pani masowo wypadać z grafiku?

Wtedy jeden nauczyciel poprowadzi zajęcia dla olbrzymiej grupy uczniów, a raczej ogarnie, żeby dzieci cokolwiek robiły. Gdyby doszło do dużej liczby zachorowań, niestety będziemy się ratować rozwiązaniami, które sprawią, że dzieci wielu rzeczy z materiału nie zrealizują. Będą to bardzo pokrzywdzone edukacyjnie roczniki.

Nie uspokajają mnie stwierdzenia, że dzieci mało chorują i lekko przechodzą COVID-19. Bo może zdarzyć się tak, że dzieci będą zdrowe i gotowe do nauki, ale nie będzie miał kto z nimi pracować. Stracą też większość zajęć dodatkowych, przestaną pracować metodą projektową - nie przygotują już przedstawienia teatralnego, bo to wymaga kontaktu bezpośredniego albo wpuszczenia na teren szkoły osób z zewnątrz. Za duże ryzyko.

Boję się bardzo o dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Na szali będzie albo bardzo dobra opieka nad nimi, albo bezpieczeństwo. To jest niezwykle trudna sytuacja.

Martwi mnie jeszcze jedno.

Co takiego?

Szkoły w całym kraju będą pracowały w bardzo różnych systemach, w różnym stopniu zrealizują program. Ale na koniec wszystkie dzieci dostaną do napisania identyczne egzaminy. Moim zdaniem powinniśmy zrezygnować z egzaminów albo zmienić ich formę i zakres.

A czy dzieci mogą coś w tej całej sytuacji zyskać?

Są pewne korzyści. Będą mniej obciążone pracami domowymi, na przykład Kartą Pracy, tą samą od dziesięciu lat... Częściej będą używać różnych platform e-learningowych.

Przypomina sobie pani taką dużą niepewność, co dalej ze szkołą?

Przeżyłam niejedno, w tym strajki i zagrożenie powodziowe, ale nigdy tak się nie bałam. Bo czego mogłam się bać? Że mnie zwolnią? Wbrew pozorom świat bez szkoły istnieje. Teraz naprawdę boimy się o zdrowie swoje, swoich bliskich. Nauczyciele też mają rodziny, mocno starszych rodziców, te same problemy, co cały nasz naród, a czujemy, że nie mamy wpływu na wiele rzeczy.

Wystartujemy 1 września, ale z jakim efektem i na jak długo? Mimo 36-letniego doświadczenia pracy w szkole nie potrafię sobie wyobrazić, co będzie za tydzień.

Odpowiedzialność dyrektorów szkół za zdrowie i życie dzieci i nauczycieli jest ogromna. To dyrektor ma podjąć decyzję o ewentualnym zamknięciu szkoły.

Po raz pierwszy decyzje przeze mnie podejmowane mają aż tak ogromny wpływ na życie ludzkie. Do tej pory musiałam przestrzegać zasad rozporządzenia o zachowaniu bezpieczeństwa, ingerować, gdy dziecko chorowało lub miało wypadek, ale to były sytuacje wyjątkowe i nie na taką skalę. Nie jestem lekarzem ani wirusologiem. Nikt mnie do takiej sytuacji nie przygotował. Nie czuję się superbohaterką, a sytuacja zmusza mnie, żebym nią była.

Nawet lekarze mają problem ze zdiagnozowaniem koronawirusa bez testu. Jak będziecie chociażby mierzyć temperaturę?

W salach lekcyjnych, bezdotykowo, przy zachowaniu wszystkich zasad bezpieczeństwa. Przy wejściu do szkoły się nie da, bo sparaliżowałoby to rozpoczynanie zajęć.

A jeżeli będziemy widzieli, że dziecko, które przyszło do szkoły, kicha lub kaszle, zostanie natychmiast skierowane do miejsca odosobnienia. Nie chcę tego nazywać izolatką, bo to straszne słowo, ale już mamy pokoik z kredkami i papierem do rysowania, gdzie dziecko będzie mogło zaczekać na rodzica. Nauczyciel, który będzie opiekował się takim dzieckiem, dostanie kombinezon ochronny.

Jednym z zaleceń MEN dla rodziców jest bezwzględne odbieranie telefonów i wiadomości ze szkoły. Bardzo ważne, że to płynie z zewnątrz, a nie jest tylko moją prośbą. Do szkoły przychodzą zdrowy opiekun i zdrowe dziecko. Pierwsze objawy i nie wpuszczam do szkoły, przykro mi.

Co roku w sezonie grypowym media opisują przypadki "podrzucania" chorych dzieci do przedszkoli i szkół i szybkiej ewakuacji rodziców.

Takie dziecko nie zostanie wpuszczone do szkoły. Jeżeli rodzica już nie będzie, trafi do pokoju odosobnienia. Ja do rodzica zadzwonię i jeśli zajdzie taka konieczność, będę używała bardzo nieprzyjemnych metod.

Mam wybór: zdrowie bardzo dużej grupy dzieci albo niewygoda rodzica. Wybieram zdrowie dużej grupy dzieci.

Na ile chroni panią prawo, chociażby przy egzekwowaniu takich decyzji?

To jest mój kolejny wielki problem, w bardzo różnych aspektach. Przede wszystkim: co, jeśli nie rozpoznam COVID-u, nie zamknę szkoły i stanie się tragedia? Co, jeżeli zachoruje mój nauczyciel po 60. roku życia? Mimo że kupię mu maseczkę, przyłbicę i nie wyślę go na dyżur?

Nigdzie nie znalazłam odpowiedzi na te pytania, więc nie czuję się bezpiecznie. Boję się, że mogę być oskarżona o niedopełnienie obowiązków, bo te obowiązki nie są ściśle określone.

Danuta Kozakiewicz, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 103 w Warszawie / Fot. archiwum prywatne
Danuta Kozakiewicz, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 103 w Warszawie / Fot. archiwum prywatne

Co by pani dało większe poczucie bezpieczeństwa?

Rozporządzenie i lista konkretnych obowiązków. By dało się ponad wszelką wątpliwość stwierdzić, że dyrektor wykonał swoje zadanie i jest bezpieczny prawnie.

To jeszcze porozmawiajmy o pieniądzach. Czy szkoły dostały wsparcie finansowe od MEN, na przykład na dodatkowych ludzi, środki do dezynfekcji?

Nie, nie ma wsparcia finansowego z MEN. Dostaliśmy trochę środków z samorządów, ale nie były wystarczające. Na zakupy idą więc szkolne pieniądze na inne wydatki planowe.

A wsparcie, że tak powiem, psychiczne?

Na stronie MEN pojawiły się odpowiedzi na konkretne pytania. Czytam je i w razie potrzeby również będę słać do MEN zapytania.

Mam już wyznaczone terminy spotkań z moim organem prowadzącym, wydziałem oświaty i kuratorium. Tyle że to wszystko jest za późno. Spotkanie z kuratorium ma być pod koniec ostatniego tygodnia wakacji, czyli już po najcięższej robocie i najważniejszych decyzjach. To powinno było się wydarzyć najpóźniej na początku sierpnia.

Czy możliwe jest, że 1 września dzieci jednak nie wrócą do szkół?

Wydaje mi się, że to pytanie do wirusologa, którym ja nie jestem. Ale ponieważ zrzucono na mnie tak wielką odpowiedzialność, biorę pod uwagę każdy scenariusz. Również taki, że nie jest wcale potrzebny wzrost pandemii i wyników zachorowania w całej Polsce, żebym ja musiała zamknąć szkołę. Biorę nawet pod uwagę to, że do 31 sierpnia będę przewidywała jedno rozwiązanie, a 31 sierpnia podejmę całkiem inną decyzję.

Otwarcie szkół to dobra decyzja?

Tak, ale w wersji nauczania hybrydowego. Przy czym trzeba wziąć pod uwagę sytuację zachorowania na danym terenie, jak również konkretną szkołę.

A pracę zdalną dobrze pani wspomina?

Była dla nas ogromnym wyzwaniem. Mieliśmy trochę łatwiej, bo stosowaliśmy jej elementy już wcześniej. I jak na taki start i okoliczności, to uważam, że wyszło świetnie.
Niektórzy rodzice zobaczyli też, jak ciężko pracuje się z ich dziećmi. Przypominam sobie rodzica, który zawsze mówił, że dziecko ma wspaniałe, a to my sobie z nim nie radzimy. Po kilku tygodniach pracy z nim w domu napisał: "Teraz was rozumiem, przepraszam". Dla mnie było to bardzo ważne.

Rozmawiamy w perspektywie najbliższych miesięcy. A koronawirus ma zostać z nami na długo. Co wtedy z polską szkołą?

Nie wiem. Pomijając nawet koronawirusa, polska szkoła stała się zakładem usługowym dla rodziców i niańką dla dzieci, a nie miejscem, gdzie mistrz spotyka się z uczniem. Słyszymy, że mamy tylko wymagania. A to sprawi, że szkoła będzie coraz gorsza, mało osób będzie chciało wykonywać zawód nauczyciela.

Przykro mi to mówić na koniec mojej kariery zawodowej, ale gdybym w tej chwili miała decydować o wyborze zawodu, to do szkoły bym nie przyszła. Mimo że kocham to, co robię.

Danuta Kozakiewicz. Od 20 lat dyrektor Szkoły Podstawowej nr 103 na warszawskiej Sadybie. Odznaczona m.in. Medalem Komisji Edukacji Narodowej, Odznaką Zasłużony dla m. st. Warszawy, nagrodami MEN i Prezydenta m. st. Warszawy. Wielbicielka ruchu na świeżym powietrzu. Jej motto: "W mojej szkole każdy może odnieść sukces".

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do nagrody Grand Press. Lubi chodzić, jeździć pociągami i urządzać mieszkania.

***

Czekamy na maile i komentarze nauczycieli dotyczące powrotu do szkół. Jak funkcjonują Wasze placówki? Czy kadra i uczniowie stosują się wytycznych? Piszcie na adres: listydoredakcji@gazeta.pl.