Daria Zawiałow

Daria Zawiałow (fot. Michał Murawski)

wywiad gazeta.pl

Daria Zawiałow: Wiem, że jeżeli sama na coś nie zapracuję, to po prostu nie będę tego miała

Zawsze muszę dopilnować wszystkiego osobiście. Zarówno jeśli chodzi o muzyczną, jak i wizualną stronę koncertów i marketingu. Dbam o całość projektu, jakim jest Daria Zawiałow - mówi artystka, która jest w tym roku ambasadorką Męskiego Grania.

Pamiętasz dzień, w którym powiedziałaś rodzicom, że wyjeżdżasz z rodzinnego Koszalina do Warszawy?

Od dzieciaka przyjeżdżałam tu w odwiedziny do cioci i bardzo podobało mi się to miasto. Urzekały mnie wówczas wysokie budynki i ruchome schody czy zoo. Kiełkowała we mnie myśl, żeby kiedyś zamieszkać w Warszawie, i gdy tylko skończyłam 15 lat, postanowiłam ten cel zrealizować.

Imponuje mi twoja odwaga.

Po prostu robiłam wszystko, żeby osiągnąć to, o czym marzyłam. Dostałam się do liceum, do klasy o profilu muzycznym, i moja przygoda z muzyką rozpoczęła się na dobre. Mama zgłosiła mnie do "Szansy na sukces" - oczywiście wcześniej zapytała, czy tego chcę. Udało mi się zwyciężyć i dzięki temu wystąpiłam na moich pierwszych debiutach w Opolu. Zaśpiewałam wtedy piosenkę "Era retuszera" Kasi Nosowskiej. Miałam wtedy 16 lat.

Szybko.

Dopisało mi szczęście. Jako 19-latka poznałam Michała Kusha, który jest moim przyjacielem i producentem. Zaczęliśmy wspólnie tworzyć muzykę.   

Szczęście? Raczej ciężka praca.

Zaczęłam bardzo wcześnie. Miałam trzy lata, kiedy wzięłam udział w pierwszym konkursie muzycznym, zorganizowanym na molo w Kołobrzegu. Zaśpiewałam piosenkę z reklamy proszku do prania, dostałam nawet dyplom. Wiem z opowieści rodziców, bo sama tego występu nie pamiętam.

Jako siedmiolatka zaczęłam chodzić do ogniska teatralno-muzycznego i dzięki temu mogłam brać udział w różnych dziecięcych muzycznych konkursach. Nie były to co prawda lekcje śpiewu czy emisji głosu. Jeśli o to chodzi, jestem samoukiem. Ale na pewno ognisko pomogło mi otworzyć się na scenę.

nN5VrI,n (`a${P,W/dO>SUz68|bT|;/rlG}whL6$%%,xVMxd
Daria Zawiałow na scenie (fot. Marcin Maj)

I na udział w takich programach jak "Mam talent" czy "X Factor". 

To po prostu była chęć sprawdzenia się.  Byłam ciekawa, jak to jest. Wcześniej oglądałam w "Idolu" Anię Dąbrowską, ale byłam za młoda, żeby też wystartować. Ania zrobiła ogromną karierę, nagrała niesamowite płyty. Liczyłam na to, że może i mnie się powiedzie.

Miałaś chwile zwątpienia?

Pamiętam moment, kiedy po pierwszych debiutach w Opolu miałam nadzieję, że wreszcie coś się wydarzy. Że przyjdzie do mnie jakiś producent albo ktoś z wytwórni płytowej i samo się zadzieje. Tak się nie stało. Była to dla mnie lekcja pokory numer jeden. Myślałam sobie: "Hello, dziewczynko, masz talent, ale to wcale nie znaczy, że coś ci się należy". Bardzo to przeżyłam.

Ale się nie poddałaś.

Dobrze, że nic się wtedy nie wydarzyło, bo dziś wiem, że w wieku 16 czy 17 lat nie miałam jeszcze nic do powiedzenia jako artystka. Musiałam dojrzeć.

Wcześniej kierowała mną dziecięca charyzma, bo co może mieć w głowie 16-latka? Żyłam chwilą, próbowałam. Był casting do programu "X Factor", OK - idę. Był casting do "Mam talent" - idę. Zobaczę, co się wydarzy. 

Podejrzewam, że gdyby nie ta dziecięca charyzma, w pewnym momencie bym się poddała. Zanim wydałam solowy album, minęło 10 lat.

NDaria Zawialow performs during Trasa Zyczen in Warsaw, Poland on June 18, 20208BIM3
Daria Zawiałow miała trzy latka, kiedy pierwszy raz stanęła na scenie (fot. Michał Murawski)

Uparta jesteś. I konsekwentna.

Zawsze byłam zbyt dojrzała, jak na swój wiek. Na pewno też za tą dziecięcą charyzmą szła odwaga, bo gdybym dzisiaj miała zacząć tę drogę, to nie wiem, czybym dała radę.

Byłam dzieckiem innym niż moi rówieśnicy. Zbuntowanym, outsiderskim. Ostatnio dobra koleżanka uświadomiła mi, że musiałam się już taka urodzić. Nikt mi tego nie pokazał, nikt w mojej rodzinie nie zajmował się muzyką. Nikt nie słuchał takiej muzyki jak ja, byłam zupełnie inna niż moja rodzina.

Czy istnieje coś, co jest cię w stanie zatrzymać?

Nie. Muzyka jest dla mnie najważniejsza. Jeśli tylko zdrowie dopisze, zawsze będę tworzyła.

Wszyscy już wiedzą, że nie będziesz śpiewać tego, co ci ktoś każe - jesteś bezkompromisowa.

Nie sądziliśmy, że płyta okaże się tak dużym sukcesem, ale byliśmy przekonani, że chcemy iść tą drogą. Nawet gdyby miała to być nisza.

Jednak na szczęście wytwórni i nasze uwierzono we mnie.

I na szczęście dla twoich słuchaczy. Widziałam cię na koncercie i wiem, co potrafisz zrobić z tłumem. A co tobie daje taki występ?

Koncerty są najważniejsze w całej tej mojej muzycznej przygodzie. Płyty, nie ukrywam, też są istotne, ale stanowią pretekst do grania na scenie. Właśnie ono najbardziej mnie napędza, bo dla tych ludzi, którzy przychodzą na moje koncerty, tworzę.

Patrzę, jak śpiewają, jak skaczą pod sceną, i to jest dla mnie moment spełnienia. Myślę wtedy, że warto robić muzykę. Grania na żywo nie da się z niczym porównać.

G^ZO]*L},jw{
Na koncerty Darii Zawiałow przychodzą tłumy młodych ludzi (fot. Marcin Maj)

Z czym zwracają się do ciebie fani, którzy przychodzą po koncercie po zdjęcie czy autograf?

Jedni dziękują za koncert, inni w ogóle za muzykę. Czasem ktoś chce się ze mną podzielić jakąś swoją historią czy anegdotą. Albo po prostu się do mnie przytulić, zbić piątkę, zrobić zdjęcie.

Miewasz tremę?

Uważam, że trema jest czymś, co jest absolutnie potrzebne! Gdybym wychodziła na scenę bez tej dawki adrenaliny, to nie byłoby takiego funu. Pewien rodzaj strachu przed koncertem jest nieodłącznym elementem mojej pracy. Postrzegam go jako coś fajnego, co mnie pobudza i mobilizuje do tego, żeby dać publiczności jak najwięcej energii.

Choć oczywiście zdarzały się sytuacje, że ta trema była paraliżująca. Do dziś pamiętam pierwszy występ na Open'erze. Namiot był wypełniony ludźmi, a ja czułam ogromny stres. Gdy oglądałam później stream z tego koncertu, nie byłam z siebie do końca zadowolona. Trema mnie zjadła. Ale to też była dla mnie nauczka - żeby nigdy więcej nie dać się jej opanować.

Na przykład na najbliższym koncercie podczas Męskiego Grania.

Przyznam ci, że to Męskie Granie chodziło za mną od jakiegoś czasu. Rozmowy toczyły się już w zeszłym roku, ale się nie udało. Udało się teraz, gdy mamy tak trudną sytuację na świecie i w branży muzycznej, bo nie gramy koncertów. Ten na Męskim Graniu, jeden jedyny, odbędzie się online 8 sierpnia w Żywcu. Intensywnie ćwiczę do niego z chłopakami i z orkiestrą. Mam nadzieję, że będzie choć trochę rekompensatą dla wszystkich fanów Męskiego Grania. W końcu wszystkim nam brakuje tej trasy.


Daria Zawiałow mówi, że była dzieckiem innym niż wszystkie (fot. Piotr Porębski)

Czy ty przypadkiem nie jesteś perfekcjonistką?

Zdecydowanie tak! Myślę, że nawet przesadną "Panią Kontrolą". Ciężka praca nauczyła mnie pokory. Wiem, że jeżeli sama na coś nie zapracuję, to po prostu nie będę tego miała. Dlatego zawsze muszę dopilnować wszystkiego osobiście. Zarówno jeśli chodzi o muzyczną, jak i wizualną stronę koncertów i marketingu. Dbam o całość projektu, jakim jest Daria Zawiałow. Pilnuję teledysków, stylizacji, zdjęć. Zazwyczaj pomysły na sesje, zwłaszcza te okładkowe, wychodzą ode mnie. Na koniec muszę wszystko zaakceptować.

Sama prowadzę też swoje social media. U mnie nie ma wstawania o 13. Cóż, jestem też trochę pracoholiczką, ale bardzo to w sobie lubię.

To nie bywa męczące?

Bywa, ale takie jest życie. Trzeba pracować. Poza tym jest to miłe zmęczenie. Nie mogę narzekać, bo muzyka jest tym, co kocham robić. Pasja jest moim źródłem utrzymania, a to naprawdę wyjątkowy dar.

O której wstajesz?

Bardzo różnie, zależy od dnia. Dziś od rana jesteśmy w trasie, więc wstałam o szóstej. Ale nie mam poczucia, że z czegoś rezygnuję. Na wszystko, co teraz robię, bardzo dużo pracowałam. I bardzo długo na to czekałam. 

Daria Zawiałow. Wokalistka, autorka tekstów, kompozytorka. Jej dwie płyty, zarówno "A Kysz", jak i "Helsinki", pokryły się platyną. Laureatka dwóch Fryderyków, w kategorii Fonograficzny Debiut Roku oraz Album Roku Alternatywa. Jej utwory zdobywają szczyty list przebojów. Ostatni album artystki od 70 tygodni nie schodzi z listy najlepiej sprzedających się płyt w Polsce.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka słoni, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i klasycznych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (2)
Zaloguj się
  • representation1

    Oceniono 1 raz 1

    Nie podoba mi się
    - - - - - - - - - - - - -
    ten jej kolczyk na twarzy, co ją oszpeca. Musi to koniecznie zlikwidować. Muzyka OK, ale niech robi wiecej kobiecego grania.

  • owca888

    Oceniono 2 razy 0

    Wspaniała, zdolna dziewczyna.
    Kawałków w duecie z drugim zdolniachą, Zalewskim, na Fryderykach, można słuchać na overlock.
    www.youtube.com/watch?v=wzabkh1IzAY

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX