Wieź z nastolatkami budujemy od dzieciństwa

Wieź z nastolatkami budujemy od dzieciństwa (Fot. Shutterstock)

wywiad gazeta.pl

"Nie znam przypadku, w którym szczęśliwe, czujące się bezpiecznie, lubiane dziecko zrobiłoby sobie krzywdę"

Bagatelizujemy problemy naszych dzieci, bo "jakie zmartwienia może mieć trzynastolatek", obśmiewamy je i stawiamy w niezręcznych sytuacjach, rzucając na rodzinnych obiadach: "A nasz Michaś to ma już dziewczynę". Takie zachowania sprawiają, że dziecko zbuduje wokół siebie mur i nie będzie mówić o swoim życiu i uczuciach. Jak tego uniknąć, tłumaczy psycholożka Oliwia Pogodzińska, konsultantka w telefonie zaufania dla dzieci i rodziców Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Rodzice dzisiejszych nastolatków narzekają, że z dziećmi nie ma kontaktu, bo liczy się dla nich tylko komórka, Internet. Nie odrywają wzroku od ekranu.

W latach 90. - o czym może już nie pamiętamy - nastolatkowie przesiadywali przed telewizorami. Było to zmartwieniem dorosłych - że dzieci wracały ze szkoły, włączały telewizor i przez trzy godziny skakały po kanałach. Nasi rodzice uważali, że marnotrawimy czas, ogłupiamy się. Teraz rodzice tak traktują siedzenie z nosem w telefonie.

Dorośli widzą efekt, a nie zastanawiają się nad przyczyną. Łatwo jest ocenić nastolatka: jest leniwy, nie interesuje się sportem, nie chce pomagać w domu. Taką my, jako dorośli, mamy tendencję - narzekamy na dzieci.  Zamykanie się w swoim pokoju i spędzanie całych dni przed tabletem czy telewizorem może być sygnałem, że dziecko nie ma kolegów i koleżanek, źle się czuje w szkole, w grupie rówieśników, doświadcza bardzo nieprzyjemnych sytuacji. I jak wraca do domu, jedynym, o czym marzy, jest odcięcie się, bycie w przestrzeni, w której nikt mu nie dokucza. 

Jak zweryfikować te podejrzenia - że jest źle w relacjach z rówieśnikami, przy założeniu, że dziecko kompletnie nie chce mówić albo zbywa nas stwierdzeniem, że wszystko OK?

Warto powracać do tematu, odnosząc się do tego, w jaki sposób dziecko funkcjonuje. Kiedy widzimy, że dziecko po lekcjach nie spędza czasu z kolegami lub koleżankami z klasy, nie opowiada o swoich znajomych, możemy dawać znać, że to widzimy, że nas to martwi, bo wiemy, że nie zawsze jest łatwo odnaleźć  się w otoczeniu, nawiązać satysfakcjonujące relacje, a niekiedy zdarza się, że w otoczeniu rówieśniczym dochodzi do krzywdzących sytuacji, które uniemożliwiają młodej osobie poczucie się swobodnie.

Nastolatkowie
Fot. Shutterstock

Warto powiedzieć dziecku, że gdyby tak się kiedyś zdarzyło, to my chcielibyśmy mieć szansę mu pomóc, bo naszą, rodziców, rolą, a także innych dorosłych w otoczeniu dziecka, na przykład nauczycieli, jest wspieranie dzieci i reagowanie, kiedy doświadczają krzywdy. To ważne, żebyśmy pamiętali, że dziecko może potrzebować czasu, by się otworzyć, i zachęcałabym, by do tematu powracać - z cierpliwością i wyrozumiałością.

Równocześnie rodzice mogą zwracać się do pracowników szkoły z pytaniem o funkcjonowanie dziecka w relacjach rówieśniczych, dzielić się z nimi swoimi wątpliwościami, prosić o obserwację tego, jak młoda osoba odnajduje się w kontakcie z kolegami i koleżankami. 

To zamykanie się i potrzeba prywatności może mieć także związek z dorastaniem. Co się dzieje z dzieckiem, które nagle przestaje być małym synkiem i przepoczwarza się w nastolatka?

Potrzebą nastolatków, którą najbardziej manifestują, jest niezależność od rodzica. Stawiają granice i chcą, by rodzice je szanowali. Domagają się swobody w samostanowieniu - w tym, jak się nastolatek ubiera, czego słucha, jak się zachowuje, jak spędza czas.

To bywa szokiem dla rodziców, bo zmiany następują gwałtownie, niekiedy w kilka miesięcy. Rodzice mają trudność z zaakceptowaniem ich, uszanowaniem "nowego dziecka". Przed nimi dużo pracy. Relacja z dzieckiem buduje się przez długi czas - jeśli ono czuje, że jego granice są szanowane - np. kiedy nie zmuszamy go do jedzenia albo akceptujemy wybory odzieżowe - dziecko czuje, że jego perspektywa jest rozumiana. Taki szacunek jest bardzo ważny, kiedy pojawiają się pierwsze relacje romantyczne.

Nie rzucamy przy rodzinnym obiedzie: "A nasz Michałek to ma już dziewczynę!".

Nie żartujemy, nie obśmiewamy, zachowujemy dyskrecję, szanujemy dziecko i jego uczucia. Bo żarciki mogą sprawić, że dziecko nie będzie chciało rozmawiać na tematy związane z rówieśnikami. I nie będzie się zwierzać, jeśli rodzice wcześniej deprecjonowali jego uczucia i bagatelizowali problemy.

Uwagi w stylu: "Jakie ty możesz mieć problemy" sprawią, że nastolatek zbuduje mur i trudniej się z nim będzie porozumieć. Warto sobie przypomnieć, kiedy sami mieliśmy naście lat - jak ważne były dla nas pierwsze miłości, jak poważne były nasze problemy. Szanujmy więc, że nasz 12-latek ma kogoś, kogo bardzo lubi, kto jest dla niego ważny.

Nastolatkowie
Fot. Shutterstock

Te pierwsze miłości są takie wzruszające - ciężko powściągnąć entuzjazm i ciekawość.

Nie chodzi o to, żeby udawać, że nic się nie dzieje i czekać, aż dziecko samo coś powie. Ale jak już usłyszymy, że syn się zakochał, to zapytajmy, co to dla niego znaczy, co takiego w tej osobie lubi. Dzięki temu nastolatek poczuje, że może bezpiecznie rozmawiać o poważnych dla niego sprawach.

Ja na razie jestem zasypywana opowieściami o grze komputerowej i piłkarzach. Wysłuchuję ich, zadaję pytania, staram się zapamiętać fakty. Rozumiem, że na tym etapie to jest dla mojego dziecka ważne, chociaż temat mało mnie interesuje. Liczę, że z takim samym entuzjazmem kiedyś będziemy rozmawiać o ciekawszych dla mnie sprawach.

Takie postępowanie buduje relacje. Jeśli jest zrozumienie, szacunek, akceptacja, to z dużym prawdopodobieństwem dziecko nie będzie miało oporów ze zwróceniem się do dorosłego z kosmicznie trudnym problemem. Bo nastolatkowie zmagają się często z bardzo trudnymi sprawami, ale kiedy usłyszą, że "kłótnia z przyjaciółką to żadne zmartwienie i nie powód do płaczu", mniej prawdopodobne, że opowiedzą nam o tym, że tracą sens życia i od miesiąca czują tylko smutek.

W połowie maja, po kłótni 14-latki z mamą, która zabrała jej komórkę, nastolatka wybiegła z domu i podpaliła się. Po kilku dniach zmarła. Czy nie jest tak, że nastolatkowie reagują dość gwałtownie, nie zdają sobie sprawy do końca z konsekwencji swoich działań - że to jest ich sposób bycia w tym okresie?

Nastolatkowie ze względu na to, że w ich mózgach wiele się zmienia, mają tendencję do gwałtownych reakcji, one u nich szybciej narastają - stąd krzyki, tupanie nogami, trzaskanie drzwiami - trudniej im sobie samym poradzić z emocjami.

Opis sytuacji dziewczyny z Tykocina bardzo mnie zaniepokoił. Z mojego doświadczenia pracy z młodzieżą wynika, że samo zabranie telefonu nie bywa powodem targnięcia się na życie. To mogło być bodźcem, który wywołał bardzo gwałtowną i tragiczną w skutkach reakcję. Ale trudno mi sobie wyobrazić, że to dziecko nie mierzyło się wcześniej z trudnościami, nie było w kryzysie emocjonalnym.

Nastolatkowie
Fot. Shutterstock

Przy okazji tragedii na Podlasiu pojawiły się komentarze w sieci, które mnie martwią - właśnie z powodu bagatelizowania i braku zrozumienia dla problemów dzieci: "Tak się kończy bezstresowe wychowywanie dzieci", "Uzależnienie dzieci od telefonu. Efekt pozwalania na siedzenie w nim całymi dniami".

Być może zdarzają się sytuacje, kiedy szczęśliwe, czujące się bezpiecznie, lubiane dziecko dostaje nagle sygnał do mózgu i robi sobie krzywdę. Ja nie znam takich przypadków. Znam za to dzieci, które długo mierzą się same z problemami przez otoczenie albo bagatelizowanymi, albo niedostrzeganymi. Spotykają się także z odmową pomocy specjalistycznej: "Po co ci psycholog, przecież możesz wszystko opowiedzieć mamie" - słyszą. W takim przypadku trudne emocje czy rozwijające się zaburzenia psychiczne mogą skończyć się próbami samobójczymi.

A co myśleć o nastolatku, który raz na jakiś czas, kiedy mu się czegoś zakazuje, bardzo silnie reaguje, używa szantażu, grozi, że się rzuci z okna? Pamiętam, że sama nie miałam zbyt wielu argumentów w zderzeniu z nakazami rodziców - mogłam rzucić na szalę swoje zdrowie lub bezpieczeństwo.

To są niepokojące zachowania. Jeśli nastolatek doświadcza tak silnych emocji, że grozi odebraniem sobie życia,  to nie powinno być nigdy bagatelizowane. Bo po pierwsze - takie groźby mogą być tragiczne w skutkach, a po drugie - możliwe, że dziecko ma takie myśli częściej, ale mówi o nich dopiero w sytuacji, w której emocje biorą nad nim górę.

Zdarzają się próby samobójstwa, które są wołaniem o pomoc, nie chodzi w nich o zabicie się, ale za każdym razem jest ryzyko, że może dojść do nieszczęśliwego wypadku. To zawsze jest sygnał, że coś się dzieje, nie bagatelizowałabym go. Warto skontaktować się ze specjalistą, który pomoże w komunikacji między dzieckiem i rodzicem, czy pomoże dziecku w rozładowywaniu napięcia.

Ale nie jest tak, że wszystkie nastolatki nie radzą sobie ze złością, z silnymi emocjami. Problem dotyczy tych, które albo nie mają wsparcia, pomocy i zrozumienia ze strony otoczenia, albo nie nauczyły się wcześniej radzić sobie z rozczarowaniem i granicami stawianymi przez rodziców.

Dziecko uczy się przez modelowanie: jeśli widzi, że rodzice szanują jego zdanie, nie zmuszają go np. do jedzenia czegoś, czego nie lubi, to ono, także już jako nastolatek, z większym prawdopodobieństwem będzie szanowało zasady wprowadzane przez rodziców.

Nastolatkowie
Fot. Shutterstock

Dla rodziców nastolatków trudne są słowa, które słyszą z ich ust. Taką bezwzględną, bolesną krytykę: "jesteś głupia, gruba, brzydka", deklaracje: "nienawidzę cię, wolałabym być sierotą". Brać je do serca czy uzbroić się w cierpliwość, wyhodować grubą skórę i przeczekać?

Słowa, które padają w kłótniach, zwykle mają zaboleć. Młoda osoba w kłótni robi wszystko, co się da, żeby się obronić, jeśli nie wie, jak sobie poradzić z emocjami lub zarzutami ze strony rodzica. Wyobrażam sobie, że trudno nie brać do serca takich krytycznych słów wypowiadanych przez dziecko. Nie zachęcałabym do wypierania emocji - jeśli słowa mnie zabolały, to mam prawo poczuć się dotknięta i urażona - bez względu na to, czy to jest nastolatek, czy osoba dorosła. Pytanie, co dalej zrobimy z żalem i złością.

Rozmawiając z nastolatkami i ich rodzicami, dostrzegam, że często kłótnia zamienia się w ciche dni, rodzic się obraża. Warto się zastanowić, czemu to ma służyć? Każdy potrzebuje czasu, żeby emocje opadły. Ale jeśli przedłużamy dystans, nie patrzymy na dziecko, nie odzywamy się do niego, ignorujemy je przez kilka dni, to sprzyja pogorszeniu relacji, budowaniu muru i oddalaniu się dziecka.

Wystudzić emocje, nie wpadać w schemat obrażenia i na spokojnie przegadać kłótnię?

Jak nam przejdzie złość, porozmawiajmy o swoich uczuciach - powiedzmy, co nas zabolało, dlaczego było nam przykro. To jest próba bezprzemocowego, bezpiecznego porozumienia się.

Rodzice potrafią być równie okrutni, mówiąc w złości: "bezczelna gówniara", "leniwy darmozjad".

Jasne. Zazwyczaj kij ma dwa końce. W relacjach "a" powoduje "b", odbijamy piłeczkę. Nastolatki mają to do siebie, że używają bardziej dosadnych słów.

Wyjątkiem są sytuacje, w których dziecko doświadcza przemocy i jest po prostu ofiarą.

Czy jeżeli nastolatek nie buntuje się przeciwko rodzicom, to powinno nam dać do myślenia? Ja się na przykład nie buntowałam, za to miałam wiele tajemnic. Zastanawiam się, o czym to może świadczyć?

Może pani miała więcej luzu, mniej sztywnych nakazów i nie czuła pani potrzeby ich łamania czy naginania? Pamiętam z mojego okresu dorastania, że w domach znajomych, którzy zachowywali się najbardziej ryzykownie, panowały najbardziej sztywne zasady. Jeśli więc mieli wrócić do domu już na 20.00, wykorzystywali ten czas maksymalnie.

Ale jeśli nastolatek nie chce spędzać czasu z rówieśnikami, tylko z mamą, też warto przyjrzeć się, z jakiego powodu tak się dzieje.

Pamiętajmy, że każdy inaczej przechodzi okres dojrzewania  - w innym środowisku się wychowuje, ma inne relacje. Nie da się ich porównywać.

Nastolatkowie
Fot. Shutterstock

Zakazując, kontrolując, bojąc się o nasze nastoletnie dzieci, zapominamy, co sami wyprawialiśmy. Ostatnio na grupie mailingowej znajomych padło pytanie: "Co zrobić, kiedy nastolatek pali?". Jeden ojciec zapytał: "A co pali?". Już nie pamiętamy, co wyprawialiśmy za młodu. Są wakacje, dużo się może wydarzyć, czy jesteśmy w stanie nastolatków wzmocnić, żeby - nawet podkręceni przez grupę rówieśniczą - zachowali choć szczątkowy rozsądek?

Na ostatnią chwilę to może nam się nie udać. Lepiej działa reagowanie na bieżąco na pojawiające się sytuacje i zachowania rówieśników. Był okres, kiedy gorący temat i problem stanowiły dopalacze. Wtedy warto było zapytać, czy nasze dziecko wie, czym one są, jak działają, czym grozi ich używanie, co zrobić, kiedy kolega je zażyje i zacznie się dziwnie zachowywać. Mówimy, że słyszeliśmy o tym, że młodzi ludzie to biorą, dlaczego to jest niebezpieczne, dlaczego dla nas jest ważne, żeby nasz syn czy córka potrafili odmówić sobie takiego eksperymentu.

Kategoryczne rzucanie: "Ani mi się waż je brać!" nie podziała. Bo jak dziecko chce eksperymentować, to będzie eksperymentować. Owszem, strach przed tym, że rodzic się dowie, bywa --czynnikiem, który zniechęca do sięgnięcia po substancje psychoaktywne, ale lepsza jest rozmowa na spokojnie, zdroworozsądkowa argumentacja i troska. Zapewnienie, że jeśli nasze dziecko czy jego znajomy będzie w niebezpieczeństwie np. z powodu narkotyków, to ma do nas zadzwonić, nie bać się. My zawsze mu pomożemy.

Mówiła pani o przykładzie idącym z domu. Rodzice, którzy są abstynentami, będą mieli przełożenie na bardziej kontrolowane picie dzieci?

Owszem, bo rodzice są dla dzieci bardzo ważnym wzorcem. Oczywiście ważne są też powody niepicia alkoholu i sposób, w jaki je wyjaśniamy. Powiedzenie: "alkohol to zło" i niewytłumaczenie, dlaczego rodzic tak uważa, może nie zadziałać. Bo młody człowiek pójdzie na imprezę, zobaczy, że inni się po alkoholu śmieją, rozluźniają, stają się bardziej otwarci. Te słowa nie będą wiele znaczyć. Ale jeśli wytłumaczymy, dlaczego nie pijemy, jakie to ma dla nas znaczenie, więcej w dziecku zostanie.

Co mówią nastolatkowie - czego im najbardziej brakuje w kontaktach z rodzicami? Co jest do poprawy?

Nastolatkowie bardzo doceniają poświęcany im czas. To, że rodzice chcą gdzieś razem pojechać, pytają, co dziecko chciałoby zrobić. Lubią rodzinne rytuały. Szukajmy wspólnych mianowników - wydarzeń, które będą tworzyły wspólne wspomnienia.

Rodzice, ale w ogóle my wszyscy, powinni się nauczyć aktywnego słuchania i rozmawiania, czyli angażowania się w wypowiedź rozmówcy. Jeśli czegoś nie przegadamy, nie poznamy uczuć, intencji - a to psuje relacje.

Przydałaby się także zdolność wczuwania w sytuację drugiej osoby - odwoływanie do czasów, kiedy sami byliśmy młodymi ludźmi.

Oliwia Pogodzińska. Psycholożka, konsultantka w telefonie zaufania dla dzieci i rodziców Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. W fundacji pracuje od 2014 roku. Absolwentka społecznej psychologii klinicznej Uniwersytetu Humanistycznego SWPS, autorka artykułów o rozwoju psychicznym dzieci i młodzieży.

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda, a od niedawna kierowcy F1 Daniela Ricciardo.

Komentarze (20)
Zaloguj się
  • racionalist

    Oceniono 18 razy 12

    Cos w tym jest. Pamietam, jak mnie matka za palenie papierosow bila po pysku. Tylko najczesciej to robila z zapalonym papierosem w ustach. Do dzis dnia nie udalo mi sie skutecznie rzucic palenia.

  • bloxyx

    Oceniono 13 razy 9

    posłuszeństwo w relacji rodzice-dziecko mylone jest miłością

  • takito.ataki

    Oceniono 9 razy 5

    Rzecz w tym,że w Polsce nikt nigdy nie uczy jak należy wychowywać dzieci.
    W szkole wymaga się znajomości wielu niepotrzebnych wzorów i twierdzeń, nie ma przekazywania wiedzy o seksie, jest za to wszechobecna religia (2 godz. tygodniowo od podstawówki do matury) W efekcie część dzieci rodzi się nieplanowana (bo niby skąd młodzi mają wiedzieć o antykoncepcji) a potem dochodzi brak podstawowej wiedzy o karmieniu i przewijaniu -gdy jest niemowlę oraz o wychowywaniu - gdy dziecko dorasta. Ktoś powie,że od tego są rodzice a nie szkoła. Ale jeśli rodzice też nie posiadają tej wiedzy to co? Jestem z pokolenia wychowanego na książkach Wisłockiej i Starowicza, na szczęście ich nie wyrzuciłem i mogłem przekazać dzieciom. A co do wychowania: w młodości miałem szczęście poznać zasady skautingu i ich znajomość bardzo mi pomogła w wychowaniu młodego pokolenia. A jakaś konkretna rada dla innych rodziców? Z dziećmi trzeba rozmawiać od najmłodszych lat. Słuchać ich problemów i starać się pomóc je rozwiązać. Wówczas jest szansa,że dziecko się nie zamknie w swoim świecie.

  • kobietawpodrozy

    Oceniono 8 razy 4

    Dla mnie ten artykul jest wazny bo wreszcie mam uczucie, ze cos jednak robie dobrze. Jako rodzic wiecznie sie udreczam, ze pewnie dzieciom szkodze, ale moze jednak nie jest tak zle. Moja zasada jest prosta - nie robic rzeczy, ktorych sama nie lubilam u swoich rodzicow i tych, na ktore moje wlasne dzieci zle reaguja. (Na przyklad sarkazm - u mnie w domu zupelnie nie dziala w relacjach z dziecmi wiec go wyeliminowalismy). Najwazniejsze by obserwowac i zmieniac zasady, jesli obecne nie dzialaja. I bardzo duzo rozmawiac, interesowac sie, poswiecac czas. Eskalacji sie oczywiscie nie da uniknac od czasu do czasu, ale zgadzam sie z artykulem - nie obrazac sie, tlumaczyc swoj punkt widzenia, przepraszac za bledy. Reszta sie jakos ulozy (mam nadzieje).

  • czemublokujecie_mikonto

    Oceniono 3 razy 3

    Niestety nastolatek ma bardzo wrażliwą strukturę psychiczną, głęboko przeżywa problemy, które u starszego człowieka są nieważne albo nie warte splunięcia, przejmowania się. Niestety wychowania właściwie nie ma. Kiedyś była ciemnota, młodzi zostawieni ze swoimi problemami, nie było netu, bywały różne sytuacje, ludzie próbowali samobójstw z błahych powodów.
    Obecnie nie ma wychowania, więzi rodzic-dziecko, dziecko jest często elbanowskie chronione przed szkołą, rodzice zapracowani nie mają czasu, dzieci są smartfonowe zombii i oglądają jakieś patologie w necie zamiast oglądać sztukę, filmy, muzykę na youtube. Niestety też młodzi nadal są wrażliwi, są nieprzygotowani do życia, przypadki targnięcia na swoje życie się zdarzają. 16 latek to trudny wiek, niestety opieki psychologicznej dla 16 latka system NFZ nie przewiduje, na siłę się go też na terapię nie da wysłać, w okresie koronawirusa wszystko przez telefon, wiec też prawdziwego kontaktu nie ma, może powiedzieć przez telefon wszystko, a problem istnieje. Niestety znam to z obserwacji, a od młodego ciężko wyciągnąć co się stało, tym bardziej jak ma zły kontakt z rodzicem/rodzicami.

  • malgosia_em

    Oceniono 5 razy 3

    Kurczę, mój syn dorosły wielce, jako dzieciak urzędującytej swobodnie na podwórzu niewielkiej ówczesnej spółdzielni, dzisiaj wspólnoty, bez wyodrębnionej jak dzisiaj zamkniętej wspólnoty bawił się spokojnie i bezpiecznie bez mojego szczególnego nadzoru. Zadziwił mnie, kiedy mając skierowanie do ortopedy na Kielecką poprowadził mnie skrótami przez okoliczne podwórka. Okazało się, że nieustannie , aktywnie eksplorował okolice, a wracał bezpieczny i cały. Teraz nie spuszcza się dzieci z oka.

  • matkaczweorkidzieci

    Oceniono 5 razy 3

    Niestety z własnego życia zauważyłam, (mam 3 dzieci) , że bardzo dużo zależy od dziecka oczywiście nie tyle od jego zachowania co od jakby to powiedzieć natury i duchowej relacji z dzieckiem. Nie wszystkie dzieci kochamy tak samo, mimo, że chcielibyśmy. O tym się nie mówi, ale tak jest. Są dzieci, których nigdy nie uderzylibyśmy nawet w afekcie i największym zdenerwowaniu, a są dzieci, przy których wargi same zaciskają się ze złości. Niestety trzeba to kontrolować, a młodym mogę tylko tyle poradzić, żeby dzieci robić z tym kogo się kocha i kto na prawdę kocha.

  • gnago

    Oceniono 6 razy 0

    No nadmierna opiekuńczość i brak barier się mści. Kiedyś dla każdego było oczywiste zachowanie ciszy nocnej podczas powrotu z nocnych imprez. Dziś młodych oburza jak zwraca im sie uwagę

  • maj.basia

    Oceniono 8 razy -8

    Bezstresssssowe wychowanie ! RÓbcie tak dalej, a nie wy będziecie dzieci wychowywac, ale dzieci was. Zresztą
    to się już dzieje.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX