Peter Bleksley

Peter Bleksley (fot. Archiwum prywatne)

wywiad gazeta.pl

Były oficer Scotland Yardu: Społeczeństwo to bardzo kruchy twór

Śledzę w mediach społecznościowych wiele policyjnych kont, mnie także - co nie powinno być zaskoczeniem - obserwują liczni pracownicy policji. Wielu z nich przewiduje, że w Wielkiej Brytanii tego lata również czekają nas bardzo silne protesty obywatelskie, na wzór amerykańskich - mówi Peter Bleksley, były oficer Scotland Yardu, gospodarz serialu dokumentalnego "New Scotland Yard Files".

Życie Petera Bleksleya to gotowy materiał na scenariusz. I promyk nadziei dla rodziców, których potomstwo sprawia wychowawcze problemy. Dla dorastającego bez ojca nastolatka najciekawsze było to, co zakazane. - Drobne kradzieże, nielegalny hazard, szemrane towarzystwo - to był mój świat - wspomina Brytyjczyk. Mama zaaranżowała Peterowi spotkanie w policji. I wydarzyło się niemożliwe. Trafił na kogoś, kogo dziś nazywa "ideowcem". Ta rozmowa ustawiła mu priorytety i postanowił, że sam zostanie stróżem prawa. Zaczynał jako szeregowy policjant, ale wszystko zmieniło się, gdy pod koniec lat 80. trafił do legendarnego Scotland Yardu, gdzie współtworzył nowoczesny "wydział tajniaków", Scotland Yard's Undercover SO10.

W ciągu ponad dekady pracy pod przykrywką wcielał się m.in. w dilera heroiny, płatnego zabójcę, negocjował z IRA i handlarzami bronią. Błyskotliwą karierę zakończyły groźby śmierci od gangsterów. Przymus życia w ukryciu i nieprzepracowane traumy zaprowadziły Petera do szpitala psychiatrycznego. Instynkt samozachowawczy kazał mu porzucić aktywną służbę, ale nigdy nie rozstał się z kryminalnym światem. Dziś pisze - zarówno wspomnienia, jak i fabuły - i pracuje jako wzięty konsultant filmów fabularnych, dokumentalnych, a także mówca motywacyjny i edukator. Wciąż wraca pamięcią do najgorszych nierozwiązanych zagadek z przeszłości - tak w swoich książkach, jak i na ekranie.

Mój trzyletni syn często powtarza, że chce zostać policjantem. Co według pana jest w tej pracy kluczowe?

Gdybym miał wymienić tylko jedno słowo, postawiłbym na poświęcenie. Bycie policjantem to służba publiczna. Nigdy nie uczyni cię bogaczem, co więcej, część społeczeństwa  automatycznie przestanie cię lubić. Nie z powodu tego, jaką jesteś osobą, ale ze względu na uniform, który masz na sobie, i legitymację, którą nosisz w kieszeni. Podczas manifestacji czy zatrzymania ludzie będą ci wykrzykiwać w twarz: "nienawidzę cię, szmato!". Ale kiedy któremuś z nich spłonie dom albo gdy zostanie zamordowany bliski, to odruchowo, natychmiast zadzwoni na policję. I policja zawsze będzie zaraz przy takim człowieku, żeby mu pomóc.

Gotowość do poświęcenia - chyba to uderzyło mnie najmocniej, gdy jako sprawiający problemy, wychowywany tylko przez matkę 16-latek trafiłem na spotkanie z policjantem. Ono zmieniło moje życie.

Dziś mam za sobą porównywalnie długie okresy służby publicznej i pracy w sektorze prywatnym i z perspektywy czasu i doświadczenia mogę powiedzieć, że służba obywatelom była ogromnym przywilejem. Ale tylko bardzo specyficzni ludzie się na taką służbę decydują. Mówimy tu o tak zwanych ideowcach, którzy są na to poświęcenie autentycznie gotowi.

Kiedy zaczynał pan karierę detektywa, nowoczesne technologie dopiero zaczynały wchodzić do arsenału waszych środków. Jak z pana punktu widzenia technologia zmieniła tę pracę?

Technologia, a przede wszystkim medycyna sądowa diametralnie zmieniła sposób prowadzenia śledztw w sprawie o morderstwa. Nie przesadzę, gdy powiem, że to, jak wyglądają one dzisiaj, w niczym nie przypomina sytuacji sprzed 30 czy 40 lat.

Zaczynał jako szeregowy policjant, ale wszystko zmieniło się, gdy pod koniec lat 80. trafił do legendarnego Scotland Yardu, gdzie współtworzył nowoczesny 'wydział tajniaków', Scotland Yard's Undercover SO10 (fot. Archiwum prywatne)
Zaczynał jako szeregowy policjant, ale wszystko zmieniło się, gdy pod koniec lat 80. trafił do legendarnego Scotland Yardu, gdzie współtworzył nowoczesny 'wydział tajniaków', Scotland Yard's Undercover SO10 (fot. Archiwum prywatne)

Pracę w policji zaczynałem pod koniec lat 70., na lokalnym posterunku w Peckham w południowym Londynie. Do wydziału walki z przestępczością narkotykową w Scotland Yardzie dołączyłem dekadę później. Kiedy współtworzyłem nowoczesny "wydział tajniaków", Scotland Yard's Undercover SO10, dysponowaliśmy bardzo ograniczonymi środkami. Można było wyodrębnić pojedynczy odcisk palca, ewentualnie pogrupować ślady krwi. Dzisiejsza medycyna sądowa to nowinki niemal każdego dnia. Przede wszystkim pracuje się na DNA, które jesteśmy w stanie wydzielać i którego moc, jako przekaźnika informacji, rozumiemy. Detektywi mają do dyspozycji nieporównywalnie więcej narzędzi.

Lubimy myśleć, że morderca ma jakiś powód, motyw. Ale, jak przypomina też wasz serial, śmierć bywa boleśnie przypadkowa.

Śledztwo policyjne to poszukiwanie prawdy. Motyw jest bardzo przeceniany. Jeśli piszesz scenariusz słuchowiska radiowego czy serialu telewizyjnego, to oczywiście potrzebujesz motywu, żeby widownia mogła zrozumieć działania mordercy. Ale w rzeczywistości niekiedy postępowanie oprawcy jest tak odległe od rozumowania myślącej racjonalnie osoby, że motywu nie da się znaleźć. On po prostu nie istnieje.

W jednym ze śledztw pokazanych w serialu "New Scotland Yard Files", którego jest pan gospodarzem, w ustaleniu winnego kluczową rolę odgrywa miejski monitoring, telewizja przemysłowa CCTV.  Monitoring miejski bywa oczywiście bardzo przydatny. Jednocześnie boimy się, że ciągły nadzór zagraża naszemu prawu do prywatności. I że może być nadużywany przez władzę.

Wielka Brytania jest jednym z bardziej obserwowanych miejsc na ziemi. Jeśli przespaceruje się pani po centrum Londynu, pani wizerunek zostanie uwieczniony na kamerach 300 razy albo więcej. Debata na ten temat przebiegała bardzo intensywnie już wiele lat temu. Wtedy CCTV traktowano bardziej jako narzędzie do wyłapywania potencjalnych przestępstw, dziś - raczej jako narzędzie do zbierania danych. Społeczeństwo zabrało głos, podjęło decyzję, zagłosowało. Dziś CCTV jest akceptowana jako część naszego codziennego życia. Nie jest już postrzegana przez większość jako zagrożenie obywatelskich wolności. Ta dyskusja oczywiście wróci na wokandę po pandemii.

W związku z proponowanymi cyfrowymi rozwiązaniami, które pozwolą na kontrolę zakażeń poprzez rozpoznawanie obywateli, oznaczanie ich stopnia "zakaźności" czy miejsca pobytu.

Tym razem będziemy dyskutować o systemach rozpoznawania rysów twarzy. Ta technologia obecnie znajduje się na wczesnych etapach rozwoju, nie jest dla służb państwowych wystarczająco wiarygodna. I wpisane są w nią pewne uprzedzenia. Jest jeszcze wiele pracy do wykonania, ale jestem głęboko przekonany, że będzie używana równie szeroko, co dziś CCTV. Założę się, że w ciągu dekady każde nowe urządzenie do rejestracji obrazu w przestrzeni publicznej będzie miało taką funkcję.

Społeczeństwo brytyjskie dynamicznie się zmienia. Czy widzi pan związek pomiędzy przemianami społecznymi i ewolucją w sferze przestępczości?

Przed wirusem mieliśmy falę rozlewu krwi wśród nastolatków. Młodzi ludzie na potęgę się dźgali, co kończyło się śmiercią. W samym Londynie w 2019 roku liczba takich ofiar osiągnęła najwyższy wynik od 2008 roku. Bardzo głośno było o sprawie Glendona Space'a, 23-latka zadźganego w centrum dla młodzieży Marcus Lipton w południowym Londynie. Takie miejsca są często jedynymi bezpiecznymi oazami dla młodzieży w trudnym położeniu. Szczególnie młodzi chłopcy padają "łupem" starszych przestępców, próbujących wychować sobie następców. Lockdown to powstrzymał, ale kiedy się skończy i kiedy powróci względna normalność, obawiam się, że rozlew krwi znowu się zacznie.

Peter Bleksley na planie serialu 'New Scotland Yard Files' (fot. Archiwum prywatne)
Peter Bleksley na planie serialu 'New Scotland Yard Files' (fot. Archiwum prywatne)

Młodzi ludzie, którzy zadzierają z prawem, interesują mnie szczególnie, bo sam nie byłem wzorowo zachowującym się nastolatkiem. Drobne kradzieże, nielegalny hazard, szemrane towarzystwo. to był mój świat. Dlatego wiem, że na taką sytuację może wpływać wiele czynników, takich jak choćby nieobecni czy też niewydolni rodzice, brak wzorców osobowych, wyrzucenie ze szkoły i oczywiście jeszcze jeden, być może najważniejszy czynnik - narkotyki i gangi.

Podczas pracy pod przykrywką był pan na pierwszej linii wojny narkotykowej.

Ona ciągle trwa. Bez przerwy, od około pół wieku. Co więcej, wiem, że nigdy nie zostanie przez organa ścigania wygrana.

W przeszłości udawałem m.in. człowieka IRA, który handlując narkotykami, zdobywa pieniądze na zakup broni. Wcielałem się w dilera heroiny podczas operacji Zulu Cricket*.

* Zulu Cricket to akcja, w której brały udział m.in. Scotland Yard, Garda (irlandzka policja), RUC (policja z północnej Irlandii), brytyjska policja, amerykańska DEA oraz FBI. Po stronie gangsterów zaangażowane były IRA, mafia, handlarze narkotykami, handlarze bronią i fałszerze pieniędzy. Na podstawie uzyskanych przez FBI informacji Scotland Yard dowiedział się, że w Londynie pewna grupa ma na sprzedaż ogromne ilości heroiny wartej miliony funtów. Peter miał być wysoko postawionym dilerem, który chce kupić towar. Policji udało się przechwycić największy transport narkotyków w historii, gangsterzy zostali złapani i w areszcie czekali na wyroki. Jednak ściśle tajny raport wyciekł z policji i wpadł w ręce gangsterów. W dokumencie zamiast kodu operacyjnego zostały podane dokładne dane Bleksleya pozwalające na zidentyfikowanie go. Akcja była początkiem końca działalności Petera jako tajniaka i doprowadziła do objęcia go programem ochrony świadków.  

Brałem też udział w Operation Dash, mającej na celu rozpracowanie największego w historii Wielkiej Brytanii transportu marihuany. Rynek narkotyków w Wielkiej Brytanii to bardzo złożony temat. Nie ma szybkiej recepty na rozwiązanie generowanych przez niego problemów. Ale jako osobie, która od lat jest bardzo zaangażowana w temat, a także sama miała problem z uzależnieniem, wydaje mi się, że warto byłoby na nowo przyjrzeć się prawu. Być może jedyną drogą za zakończenie tzw. wojny narkotykowej jest regulacja, legalizacja i licencjonowanie narkotyków.

I jeszcze jedna obserwacja: przez lata uważano, że sposoby używania narkotyków różnią się w zależności od grup społecznych, że narkotyki mają swoje kolory, swoje akcenty, swoje zasobności portfela. Dziś mogę powiedzieć z całym przekonaniem, że wszystkie rodzaje  narkotyków są wszędzie. W dowolnej części Anglii po 10 minutach poszukiwań znajdzie pani co tylko dusza zapragnie. Te "klasowe" podziały są już nieaktualne.

Niestety, policja wciąż popełnia błąd "profilowania", działa według szkodliwych stereotypów i uprzedzeń. W USA policyjny rasizm doprowadził do wielu tragedii, przeciwko którym dziś protestują tysiące demonstrantów. Policja, mówiąc eufemistycznie, nie ma najlepszego PR-u. Jak pan, z perspektywy znawcy policyjnych struktur i doświadczonego detektywa, postrzega tę sytuację?

Społeczeństwo to bardzo kruchy twór. Wydaje mi się, że pandemia tylko o tym przypomniała. W jego zachowaniu natychmiast odbijają się wszelkie zmiany i tendencje. Na rozmaite niepokoje często reaguje nieposłuszeństwem obywatelskim - tak jak teraz. Śledzę w mediach społecznościowych wiele policyjnych kont, mnie także - co nie powinno być zaskoczeniem - obserwują liczni pracownicy policji. Wielu z nich przewiduje, że w Wielkiej Brytanii tego lata również czekają nas bardzo silne protesty obywatelskie, na wzór amerykańskich.

Skąd te przewidywania?

Analizując ostatnie wydarzenia, należy brać pod uwagę rozmaite czynniki. Dwa, które wydają mi się kluczowe, to empatia z kampanią Black Lives Matter, wzmocniona oburzeniem na tragiczną śmierć George'a Floyda. Po drugie: jest za nami długa i bardzo gorąca wiosna, którą większość obywateli spędziło, siedząc w domu niczym w więzieniu. Ludzie bardziej niż zwykle będą chcieli się wyrwać z czterech ścian, wylec na ulice i poddać się dynamice tłumu, która jest pociągająca, także bez rewolucyjnych konotacji. Chodzimy do teatru, na mecze, festiwale czy do kina. Lubimy być blisko siebie. Splot wydarzeń sprawia, że najbardziej adekwatną formą bycia blisko mogą nam się wydawać protest czy zamieszki. Ta aktywność jest obecnie obarczona dodatkowym niebezpieczeństwem. W oczywisty sposób łamie zasady dystansu społecznego, a więc zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania na koronawirusa.

Łamanie narzuconych społecznych zasad potrafi pozytywnie zmieniać społeczeństwa, ale też je niszczyć. Takim przekroczeniem jest przecież morderstwo.

Uniwersalną zasadą, która zbliża ludzi i spaja społeczeństwa, jest - także w całkowitym oderwaniu od religii! - "nie zabijaj". Policja musi mieć zasoby, umiejętności, narzędzia i chęci, by wytropić i pociągnąć do odpowiedzialności ludzi, którzy tę zasadę łamią.

Jedną z wielu rzeczy, które lubię w serialu "New Scotland Yard Files", jest to, że pokazuje właśnie determinację policji. Na początkowym etapie śledztwa detektywom często wydaje się, że nie ma poszlak ani dowodów, pojawiają się nawet pomysły, by przerwać śledztwo. Ale mimo wątpliwości nie poddają się. Ustalenie prawdy jest dla nich absolutnie najważniejsze.

Aby prawo mogło funkcjonować, ludzie muszą wierzyć jego przedstawicielom. Jednym z postulatów ruchów, które wstrząsnęły niedawno między innymi USA czy Kanadą, jest odebranie niespełniającej swojej roli policji finansowania.

Scotland Yard też w swoim czasie przechodził bardzo poważny kryzys. W 1993 roku na ulicach południowowschodniego Londynu zamordowany został młody czarny mężczyzna, Steven Lawrence. Szybko pojawiły się sugestie, że było to przestępstwo motywowane rasistowsko. Po przeprowadzeniu śledztwa wskazano pięciu podejrzanych, ale nie doszło wtedy do procesu [oprawców skazano dopiero w 2012 roku - przyp. aut.]. W procesie rewizyjnym, analizując sposób przeprowadzenia śledztwa, postawiono diagnozę: policję metropolitalną, czyli Scotland Yard, uznano za skażoną instytucjonalnym rasizmem. Specjalna komisja udowodniła, że sposób, w jaki badano sprawę śmierci Lawrence'a, był przez te niechlubne poglądy zatruty. Ten skandal wstrząsnął opinią publiczną, na światło dzienne wyszło wiele policyjnych uchybień.

Dla mnie to modelowy przykład, jak można wyciągać wnioski i napiętnowywać błędy bez wysadzania świata w powietrze. Bo uważam, że policja jest społeczeństwu potrzebna i samo odebranie jej środków finansowych, które jest tak częstym dziś postulatem demonstrantów, nie rozwiąże automatycznie podnoszonych problemów. Sprawa Stevena Lawrence'a to był kluczowy moment dla brytyjskiej policji we współczesnym kształcie: początek działalności nastawionej na słuchanie, nie ocenianie, ludzi. Po tamtym kryzysie wykluł się nowy, odświeżony model funkcjonowania sił policyjnych.

Policja oczywiście wciąż nie jest idealna, ale akurat Scotland Yard oceniany jest zwykle jako osobna jednostka. Znany jest z innowacyjności, ma doskonałych detektywów, renomę. To szanowana na całym świecie instytucja. Dziś może być punktem odniesienia i wzorem dla dowolnych wydziałów policyjnych na całym świecie. Ale ta reputacja wynika właśnie z tego, że na przestrzeni lat władza wyciągnęła wnioski ze swoich błędów. To bardzo proste: kiedy słuchasz ludzi, to ich słyszysz. A kiedy ich słyszysz, to zaczynasz ich rozumieć. Dopiero wtedy policja może działać tak, jak powinna.

Mówił pan o instytucjonalnym rasizmie. Mam wrażenie, że uprzedzenie to dyspozycja głęboko ludzka. Niechlubny bagaż, nad pozbyciem którego często codziennie pracują nawet najbardziej otwarci z nas. Jak detektywi dbają o to, żeby uprzedzenia nie rzutowały na ich pracę?

Odpowiedź jest bardzo prosta. Kiedy prowadzi się śledztwo na przykład w sprawie morderstwa, szuka się prawdy. Czasami ta prawda jest niewygodna, ale to ona jest jedynym obiektem zainteresowania detektywa. Detektyw nie próbuje udowodnić teorii, które stworzył w swojej głowie, tylko szuka prawdy. Jedynie niestrudzone i staranne jej poszukiwanie pozwala na rozwiązanie zagadki. Jeśli jesteś osobą uprzedzoną, w policji nie ma dla ciebie miejsca.

Na posterunku nie ma miejsca na prywatne przekonania.

Być może prywatne życie detektywa przypomina pogorzelisko. Ale bez względu na to, jak źle jest mu osobiście i co go trapi w domu, w relacjach z przyjaciółmi czy bliskimi, to wszystko zostawia u bramy posterunku i zabiera się do roboty.

To brzmi bardzo racjonalnie, ale też niemal nieludzko. Czy detektywi mogą liczyć na wsparcie psychologiczne?

Sam przeszedłem załamanie psychiczne po tym, jak musiałem porzucić swój ukochany dom, bo po nieudanej tajnej operacji zostaliśmy z żoną objęci programem ochrony świadków. Pojawiły się realne groźby, ktoś chciał mnie zabić. Bycie tajniakiem, a potem stres życia w programie ochrony świadków miały negatywny wpływ na moje zdrowie psychiczne. Na trzy miesiące trafiłem na zamknięty oddział w szpitalu psychiatrycznym. Miałem problem z alkoholem i narkotykami. Mój związek nie przetrwał tych perturbacji.

Wtedy wspólnie z terapeutą podjęliśmy decyzję, że muszę zacząć żyć swoim życiem, jawnie. To oznaczało koniec pracy pod przykrywką. W moim przypadku ta pomoc profesjonalisty pojawiła się dopiero po bardzo poważnym kryzysie. To kwestia mentalności pokolenia, jak sądzę. W moich czasach policjanci nie mogli liczyć na takie psychologiczne wsparcie w codziennej pracy, musiało dojść do jakiegoś spektakularnego kryzysu, żeby zaproponowano im profesjonalną pomoc. Na szczęście na tym polu policja też przeszła imponującą metamorfozę. Obecnie dla tych, którzy są w potrzebie, dostępne są rozmaite ciała doradcze i terapia. Problem z detektywami jest jednak często taki, że są ludźmi, którzy najbardziej potrzebują pomocy, a jednocześnie tymi, którzy najrzadziej o nią proszą. To jeden z wielu wyróżników tej pracy.

Czy człowiek, który w swoim życiu widział tyle okrucieństwa i brutalności, co pan, potrafi jeszcze ufać ludziom?

Gdyby zadała mi pani to pytanie 30 lat temu, pewnie dostałaby zgoła inną odpowiedź. Ale od lat nie pracuję już jako detektyw. Odkąd w 2001 roku ukazała się moja autobiografia, funkcjonuję raczej jako konsultant i autor książek, podcastów. Dlatego znowu mogę ufać ludziom i to robię, czasami na własną szkodę. Nie jestem też cynikiem, cyniczny bywam tylko w stosunku do samego siebie. Wierzę, że dobro zwycięża ze złem. Tego dobra zawsze w innych szukam.

Peter Bleksley. Były detektyw Scotland Yardu. Działając pod przykrywką, przez ponad dekadę rozpracowywał międzynarodowych baronów narkotykowych, płatnych zabójców, handlarzy bronią, fałszerzy czy paserów. Jeden z najbardziej cenionych funkcjonariuszy swego pokolenia. Początek końca jego kariery tajnego oficera zaczął się, gdy FBI odkryło, że jest na niego zlecenie. Policjant został objęty programem ochrony świadków. W 2001 roku ukazała się jego autobiografia ("The Gangbuster"), a on sam zaczął pojawiać się w mediach. Ma na koncie występy w kilku produkcjach dokumentalnych, zrealizowanych między innymi dla brytyjskiej telewizji Channel 4, wielokrotnie pełnił również rolę konsultanta w produkcjach telewizyjnych i filmowych, a na potrzeby brytyjskiej rozgłośni BBC napisał kilka słuchowisk i podcastów. Napisał jeszcze dwie książki: "On The Run" (2005) i "To Catch a Killer" (2018).

Anna Tatarska. Dziennikarka i recenzentka filmowa, współpracująca m.in z magazynem Vogue, Onetem i Gazetą Wyborczą. Absolwentka filmoznawstwa i wiedzy o kulturze oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Ceni wolność w pracy i życiu. Za dużo mówi. Jej pasją są wywiady, wegetariańskie kulinaria i podróże, ale najbardziej lubi innych ludzi.

Premiera serialu "New Scotland Yard Files" 29.06 o 22.00 na CBS Reality, emisja pozostałych odcinków w dni powszednie o 22.00 (do 10 lipca).

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku