Miasteczko Marsalforn na Gozo

Miasteczko Marsalforn na Gozo (fot: Hasan Kalwas - z książki 'Gozo. Radosna siostra Malty' Piotra Ibrahima Kalwasa)

wywiad Gazeta.pl

"Na jedną rodzinę przypadają tu nawet trzy auta. Nikt tu nie chodzi na piechotę, nawet jeśli trzeba przejść 100 metrów"

- Kiedy moja żona, będąc na Malcie, powiedziała, że mieszka na Gozo, usłyszała: "Ale przecież tam się nic nie dzieje". Maltańczycy złośliwie mówią, że na Gozo żyje się sto lat, po czym umiera z nudów - opowiada Piotr Ibrahim Kalwas, autor przewodnika "Gozo. Radosna siostra Malty".

Zanim przeniósł się pan z żoną i synem na Gozo - drugą co do wielkości wyspę archipelagu Wysp Maltańskich, położoną 2,5 kilometra od Malty, mieszkał pan przez osiem lat w Egipcie. Co wpłynęło na decyzję o przeprowadzce? Źle się państwu żyło?

Bardzo dobrze. Mieliśmy w Aleksandrii piękne, 160-metrowe mieszkanie w cenie pokoju w Warszawie, życie na co dzień było tanie, ludzie bardzo mili, klimat nawet lepszy niż na Malcie, bo jeszcze cieplej. Przez pierwszych kilka lat było tam stosunkowo spokojnie. Z czasem sytuacja polityczna w kraju zaczęła się jednak pogarszać. Przeżyliśmy dwie rewolucje - przeciwko Husniemu Mubarakowi oraz Bractwu Muzułmańskiemu. Dużo pisałem o egipskiej obyczajowości, religii, w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że jest to dość niebezpieczna zabawa - wielu zachodnich dziennikarzy zostało wyrzuconych z Egiptu za pisanie o sytuacji w kraju. Pięć lat temu podjęliśmy z żoną decyzję o wyprowadzce do miejsca, w którym będziemy czuć się bezpieczniej.

Na Malcie - wyspie mieszka około 470 tysięcy mieszkańców - to jeden z krajów o najwyższej gęstości zaludnienia w Europie (fot: Hasan Kalwas - z książki 'Gozo. Radosna siostra Malty')
Na Malcie - wyspie mieszka około 470 tysięcy mieszkańców - to jeden z krajów o najwyższej gęstości zaludnienia w Europie (fot: Hasan Kalwas - z książki 'Gozo. Radosna siostra Malty')

Dlaczego padło na Gozo?

Chcieliśmy wrócić do Unii Europejskiej, drugim kryterium była pogoda - przyzwyczailiśmy się do śródziemnomorskiego klimatu, trzecim - ceny. Malta to kraj stosunkowo niedrogi - cztery lata temu, kiedy się przeprowadzaliśmy, można było na Gozo kupić mieszkanie po 1000 euro za metr kwadratowy - wtedy około 4 tysięcy złotych. Na Malcie i Gozo nie płaci się za czynsz, wyłącznie za media. Jeśli robi się zakupy w lokalnych sklepach i jada w restauracjach oddalonych od szlaków turystycznych, życie jest niedrogie.

Kolejnym kryterium był język - na Malcie urzędowymi językami są maltański i angielski. Dodatkowo maltański jest w dużej części oparty na języku arabskim. Mój syn, Hasan, który od piątego roku życia mieszkał w Egipcie i zna arabski doskonale, nauczył się maltańskiego w rok.

A pan?

Ja raczej korzystam z angielskiego, z maltańskiego sporo rozumiem. Za to moja żona odbyła trzyletni państwowy kurs maltańskiego, ponieważ pracuje z Maltańczykami, i mówi coraz lepiej, na pewno rozumie więcej ode mnie.

To dlaczego Gozo, a nie Malta?

Na początku miała być Malta. Rok przed przeprowadzką przyjechałem tu z synem, żeby zrobić rekonesans. Postanowiliśmy dzień spędzić na Gozo. Ten jeden dzień wystarczył, żebyśmy po powrocie do Egiptu od razu podjęli decyzję, że zamieszkamy właśnie tam.

Na Malcie - wyspie mieszka około 470 tysięcy mieszkańców - to jeden z krajów o najwyższej gęstości zaludnienia w Europie. Jest tam straszny ścisk. Gozo jest raptem trzy i pół razy mniejsze niż Malta, a mieszka tu zaledwie 37 tysięcy mieszkańców. Od maja do października na Malcie jest mnóstwo turystów, jest głośno, tłoczno, a na Gozo przeciwnie - cicho i spokojnie.

Gozo jest zieloną wyspą, ponieważ uprawia się tam dużo warzyw i owoców (fot: Hasan Kalwas - z książki 'Gozo. Radosna siostra Malty')
Gozo jest zieloną wyspą, ponieważ uprawia się tam dużo warzyw i owoców (fot: Hasan Kalwas - z książki 'Gozo. Radosna siostra Malty')

Po życiu w Aleksandrii byli państwo do zgiełku przyzwyczajeni.

I właśnie chcieliśmy od niego uciec. Urzekła nas gozytańska prowincjonalność, ale i zieleń - w przeciwieństwie do Malty, gdzie grunty są bardzo drogie, na Gozo uprawia się dużo warzyw i owoców. Mieszkają tu przede wszystkim farmerzy i rybacy - prości, ale fantastyczni ludzie, na twarzach mają wypisane dobro.

Z Malty na Gozo można dostać się promem, podróż trwa około pół godziny. Dlaczego jest tak duża dysproporcja między liczbą mieszkańców Malty i Gozo?

Gozo to prowincja Malty - nie jest to może wiocha zabita dechami, ale na całej wyspie jest jeden duży supermarket, jeden McDonald's, kilka oddziałów banków, dwa teatry, nie ma tu żadnych ważnych instytucji, są ewentualnie ich filie. W stolicy Gozo mieszka zaledwie 7 tysięcy osób, w innych miastach jeszcze mniej, niektóre miasteczka liczą po kilkaset osób - granica między miastem a wsią jest tu płynna.

Prom może i płynie pół godziny, ale trzeba do niego jeszcze dojechać. Przed wejściem na prom na Gozo od samego rana ustawiają się ogromne kolejki. Ludzie, którzy z wyspy płyną na Maltę do pracy, wstają bardzo wcześnie i wracają późnym popołudniem, te dojazdy są naprawdę uciążliwe. Przydałby się tunel albo most, ale w dalszym ciągu nie podjęto decyzji o realizacji tego typu inwestycji - tyle samo jest głosów za, jak i przeciw. Przeciwko są między innymi ci, którzy obawiają się, że tunel spowoduje lawinę turystów, za - wszyscy ci, którzy muszą rano dotrzeć do pracy na Maltę i wrócić po południu na Gozo.

Gozo traktowane jest więc przez Maltańczyków jak taka nasza polska działka - wielu mieszkańców Malty ma na wyspie domy czy mieszkania wakacyjne, przyjeżdżają tu w weekendy.

Gozo traktowane jest więc przez Maltańczyków jak taka nasza polska działka - wielu mieszkańców Malty ma na wyspie domy czy mieszkania wakacyjne, przyjeżdżają tu w weekendy (fot: Hasan Kalwas - z książki 'Gozo. Radosna siostra Malty')
Gozo traktowane jest więc przez Maltańczyków jak taka nasza polska działka - wielu mieszkańców Malty ma na wyspie domy czy mieszkania wakacyjne, przyjeżdżają tu w weekendy (fot: Hasan Kalwas - z książki 'Gozo. Radosna siostra Malty')

Nie tęskni pan za tętniącym życiem miastem?

Kiedy moja żona, będąc na Malcie, powiedziała, że mieszka na Gozo, usłyszała: "Ale przecież tam się nic nie dzieje". Maltańczycy złośliwie mówią, że na Gozo żyje się sto lat, po czym umiera z nudów.

Gdy się człowiekowi znudzą cisza i spokój, zawsze może popłynąć na Maltę - ale szczerze mówiąc, od roku tam nie byłem. Za duży świat jak dla mnie (śmiech). Wszystko, czego potrzebuję, mam na miejscu - doskonałego weterynarza dla moich kotów, lokalne sklepy, knajpy, świetny szpital. W każdej chwili mogę wyjść z mieszkania w samych klapkach i pójść na plażę się wykąpać.

Uwielbiam miasteczko, w którym mieszkamy - Marsalforn, choć uchodzi ono za najbrzydsze miasto na Gozo. Na stałe mieszka tu może 400 osób, reszta przyjeżdża tylko na wakacje albo w weekendy. Latem jest też trochę turystów, którzy zatrzymują się w mieszkaniach i domach Maltańczyków - tu buduje się bardzo tanio, bo nie ma centralnego ogrzewania, nie trzeba ocieplać ścian. Wielu Maltańczyków nawet nie pracuje, inwestują w domy i mieszkania i potem żyją z ich wynajmu. Turyści zjeżdżają jednak tylko wiosną i latem, jesienią i zimą Marsalforn jest całkiem wyludnione.

Na Gozo jest też trochę taniej niż na Malcie, i jak to na wsi, nie ma tu wielu pokus - przynajmniej nie wydaję pieniędzy na głupoty. Samochodu nie mamy, bo po co nam auto na tak małej wysepce, gdzie w dodatku komunikacja autobusowa jest świetna. Poza tym, jak pani już zapewne wie po przeczytaniu mojej książki, ja uwielbiam chodzić.

Wyspa w najdłuższym miejscu ma zaledwie 14 kilometrów. Jak długo da się chodzić w kółko? W końcu można się poczuć jak w niewoli.

Życzę wszystkim takiej niewoli! Poza tym chodzenie w kółko jest fajne. Tak jak odwiedzanie tych samych miejsc, karmienie tych samych kotów. Lubię stałość i powtarzalność, nie przepadam za ruchem, gwarem, zmianami.

Pewnie nie skłamałabym, jakbym powiedziała, że są państwo jedyną rodziną na Gozo, która nie posiada auta.

Tak, samochód tutaj to norma. Na jedną rodzinę przypadają dwa, a nawet trzy auta. Nikt tu nie chodzi na piechotę, nawet jeśli trzeba przejść 100 metrów, na przykład do knajpy, to po prostu nie przystoi. "My car is my castle" - to tutejsza zasada. Na 470 tysięcy Maltańczyków jest ponad 400 tysięcy samochodów. Na Malcie są prawie same stare miasteczka z wąskimi uliczkami, mało nowoczesnych dróg, bo trudno je budować, co w połączeniu z liczbą samochodów sprawia, że cała wyspa stoi w korku i jest bardzo zanieczyszczona.

Maltańczycy i Gozytańczycy wszędzie przemieszczają się samochodami (fot: Hasan Kalwas - z książki 'Gozo. Radosna siostra Malty')
Maltańczycy i Gozytańczycy wszędzie przemieszczają się samochodami (fot: Hasan Kalwas - z książki 'Gozo. Radosna siostra Malty')

Nie przepada się też za bardzo za rowerami.

Żaden "normalny" Gozytańczyk nie jeździ na rowerze, tylko turyści albo imigranci do pracy i z powrotem. Według danych Unii Europejskiej mniej niż jeden procent Maltańczyków jeździ regularnie na rowerze, to najgorszy wynik w UE.

Nie przejmują się zanieczyszczonym powietrzem?

Przejmują. To w końcu kraj Unii Europejskiej. Próbowano odwodzić ludzi od kupowania aut, rząd na przykład obłożył podatkami ich zakup. Koszty ubezpieczenia i ceny samochodów są też wysokie, ale to nie pomaga. Każdy musi mieć samochód.

Dlaczego?

Myślę, że bierze się to stąd, że Malta przez całe wieki była krajem biednym, ludzie mają potrzebę pokazania, że się dorobili. W Egipcie było podobnie.

W Polsce również.

Dokładnie. Maltańczycy są jednak w stanie na dobry samochód wydać naprawdę fortunę. Jest tu dużo luksusowych aut, sportowych kabrioletów, którymi rozpędzają się do ogromnych prędkości. A nie mają za bardzo gdzie, bo najdłuższy prosty odcinek drogi na Gozo ma 6-7 kilometrów. Niestety, Maltańczycy i Gozytańczycy, jak to ludzie południa, jeżdżą jak wariaci, na każdym kroku łamią przepisy, a jak do tego napiją się jeszcze gozytańskiego wina... Nie znoszę tej cechy. Jednak przy Egipcjanach Gozytańczycy i Maltańczycy to dżentelmeni na drodze (śmiech). Już mieszkając w Egipcie, nie zdecydowaliśmy się na samochód - nie byłbym w stanie włączyć się tam do ruchu! Przyzwyczailiśmy się więc do życia bez auta i na pewno nie dołożymy cegiełki do miejscowego samochodziarstwa.

Mieszkańcom Gozo i Malty przydałoby się przesiąść z auta na rower, może by trochę schudli.

Maltańczycy są jednym z najbardziej otyłych narodów w Europie. Kuchnia maltańska jest znakomita, ale bardzo kaloryczna, w dodatku panuje tu zwyczaj wspólnego jedzenia w knajpach - w weekendy restauracje na Malcie i Gozo pękają w szwach, ludzie są w stanie całymi rodzinami jechać z drugiego końca Malty do swojej ulubionej knajpy na Gozo. Oczywiście samochodem. Nikt potem nie uprawia sportu.

A mówią, że kuchnia śródziemnomorska taka zdrowa...

Zależy co się je i przede wszystkim - ile. Jeśli tyle, co Maltańczycy, nie sposób nie przytyć. Pastizzi i qassaty - tradycyjne przekąski maltańskie faszerowane szpinakiem, serem, anchois albo mięsem kurczaka, które tak uwielbiają, są smażone na głębokim oleju. Jedna qassata ma 900-1000 kalorii, no, chyba że wersja fit - ze szpinakiem - "niespełna" 700.

Maltańczycy i Gozytańczycy, przy całym swoim fatalnym trybie życia, należą do jednych z najbardziej długowiecznych narodów w Europie (fot: Hasan Kalwas - z książki 'Gozo. Radosna siostra Malty')
Maltańczycy i Gozytańczycy, przy całym swoim fatalnym trybie życia, należą do jednych z najbardziej długowiecznych narodów w Europie (fot: Hasan Kalwas - z książki 'Gozo. Radosna siostra Malty')

Co jednak fascynujące, Maltańczycy i Gozytańczycy, przy całym swoim fatalnym trybie życia - bo oprócz tego, że mnóstwo jedzą, w ogóle się nie ruszają, to jeszcze dużo palą - należą do jednych z najbardziej długowiecznych narodów w Europie.

Jaki jest ich sekret?

Są wyluzowani. Ciężko pracują, często na dwa etaty, ale jednocześnie są zrelaksowani, pogodni. Połączenie kultury śródziemnomorskiej z brytyjską jest świetną mieszanką.

Pan przytył, odkąd przyjechał na Gozo?

Nie, odkąd schudłem w Egipcie 30 kilogramów, trzymam linię (śmiech).

Czym jeszcze charakteryzuje się maltańska angielskość, albo na odwrót - angielska maltańskość?

Malta przez 164 lata należała do Wielkiej Brytanii. Wpływy kultury brytyjskiej są tu widoczne niemal w każdym aspekcie życia, na szczęście nie w jedzeniu, choć w sklepach można znaleźć pełny wybór brytyjskich produktów.

Brytyjskość Maltańczyków przejawia się w tym, że są o wiele bardziej pracowici i zdystansowani niż mieszkańcy sąsiadującej z Maltą Sycylii. Na Gozo po godzinie 21 wszyscy już śpią, bo rano jadą do pracy. Prawo karne oparte jest na brytyjskim, służby - wojsko, policja - wzorowane są na modelu brytyjskim. Podobnie jak scena polityczna - funkcjonuje tu dwubiegunowy podział: na laburzystów i konserwatystów.

W związku z tym, że Maltańczycy i Gozytańczycy należą do Commonwealthu, mogą pracować i mieszkać w Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Australii. Kiedy na Malcie było jeszcze biednie, wielu z nich skorzystało z tej możliwości. Gdy wracali do kraju, przywozili ze sobą obyczaje anglosaskie i pieniądze, za które budowali tu domy. Po Anglikach i Włochach najwięcej jest na Malcie Australijczyków i Kanadyjczyków. Ale zazwyczaj nie są to rodowici mieszkańcy Australii czy Kanady, tylko Maltańczycy czy Gozytańczycy posiadający kanadyjskie czy australijskie obywatelstwo.

Kultura włoska też miała duży wpływ na kształtowanie się kultury maltańskiej. A także arabska, czym Maltańczycy wolą się raczej nie chwalić.

W Europie Malta postrzegana jest przez niektórych jako kraj arabski, co jest absurdem, i Maltańczycy przeciwko temu protestują. Malta jest bezwzględnie częścią kultury łacińskiej. Wpływy arabskie są jednak silne ze względu na położenie geograficzne, ale też przez fakt, że Malta przez 200 lat była częścią kalifatu, a w XX wieku była mocno związana z Libią. Język maltański jest mniej więcej w połowie oparty na dialekcie arabskim, w połowie na sycylijskim. Wpływy arabskie i sycylijskie widoczne są w kuchni maltańskiej - i to jest dużym plusem - a także w architekturze. Maltańczycy, podobnie jak Arabowie czy Sycylijczycy, są głęboko religijni. Są katolikami, oczywiście. Jednocześnie, co wydaje się znamienne, Bóg po maltańsku to Alla, tak samo jak po arabsku.

Gozytański i maltański katolicyzm, mimo że jest silny, jest też tolerancyjny i, jak pan pisze, "łagodny, przyjemny jak tamtejsza pogoda i religijne fiesty".

Odkąd tu mieszkam, ani razu nie doświadczyłem fanatyzmu. Mój syn, Hasan, który tak jak ja jest muzułmaninem, nigdy nie spotkał się z przejawem dyskryminacji religijnej czy to ze strony rówieśników, nauczycieli czy katechetów w szkole. Kościół maltański akceptuje ludzi o innym światopoglądzie. Malta jest uznawana za najbardziej tolerancyjny kraj w Europie wobec mniejszości seksualnych. Więc jak to się mówi: można? Można.

Ale jak?

Ludzie często mnie o to pytają. Składa się na to wiele czynników - historycznych, społecznych, politycznych. Ważne na pewno jest to, że Malta zawsze była kulturowo wymieszana - tutaj inność nikogo nie dziwi. Do tego dochodzi obecność turystów, którzy również mają wpływ na umacnianie się tolerancji - trzeba się do nich dostosować, poznać ich potrzeby, obyczaje. Na Gozo, oprócz Gozytańczyków, mieszka też sporo cudzoziemców - na ulicach słychać różne języki: macedoński, serbski, angielski, włoski. Jak pani pojedzie na polską prowincję, to raczej usłyszy pani tylko polski.

Zdarzają się tu ataki na tle rasistowskim, skłamałbym, jakbym powiedział, że Malta i Gozo są wolne od rasizmu, ale dochodzi do nich stosunkowo rzadko. 

Malta jest jednym z  najszczęśliwszych społeczeństw na kuli ziemskiej, jednocześnie, co mnie zaskoczyło, narzekanie i czarnowidztwo, jak pan pisze, jest tam "chyba jeszcze gorsze niż w Polsce".

Podobno na swoje życie narzekają też mieszkańcy Monte Carlo - jednego z najbogatszych miejsc na świecie. Zawsze znajdą się powody do narzekania, zmieniają się w zależności od poziomu życia.

Malta jest jednym z  najszczęśliwszych społeczeństw na kuli ziemskiej, jednocześnie Maltańczycy i Gozytańczycy ciągle narzekają (fot: fot: Hasan Kalwas - z książki 'Gozo. Radosna siostra Malty')
Malta jest jednym z najszczęśliwszych społeczeństw na kuli ziemskiej, jednocześnie Maltańczycy i Gozytańczycy ciągle narzekają (fot: fot: Hasan Kalwas - z książki 'Gozo. Radosna siostra Malty')

Najwięcej emocji, tak jak w Polsce, budzi na Malcie polityka. Maltańczycy są mniej więcej równo podzieleni na dwie frakcje. Spory o politykę to tutaj chleb powszedni. Sporym problemem na Malcie jest korupcja. Na tak małych wyspach, w małych miasteczkach wszyscy się znają. Jeżeli więc ktoś jeździ po pijaku, to może liczyć, że zatrzyma go znajomy policjant i się dogadają (śmiech). Problemem, którym zajmuje się od jakiegoś czasu Unia Europejska, jest też handlowanie paszportami przez maltańskie władze. Można sobie kupić maltański paszport za, bagatela!, 900 tysięcy euro. Około 2,5 tysiąca osób dokonało takiego zakupu, niestety, w większości oligarchowie z Rosji, a także Saudyjczycy i Chińczycy; jak alarmują maltańscy dziennikarze - o nierzadko podejrzanej proweniencji. Tu jest korupcja i mówi się o niej dużo.

Są jeszcze jakieś ciemne strony Malty i Gozo?

Na pewno są nią polowania na ptaki migrujące. Nie znoszę tego zwyczaju. Pięć lat temu odbyło się w tej sprawie referendum. Mieszkańcy Malty i Gozo musieli odpowiedzieć na pytanie, czy są za polowaniami, czy przeciwko nim. Niestety, lobby myśliwskie zwyciężyło, choć ledwo ledwo.

Dlatego niebo nad Gozo jest puste.

Co ciekawe, w czasie pandemii się znów zapełniło. To piękny widok. Obawiam się jednak, że gdy epidemia się skończy, znikną z nieba i ptaki.

Mimo szarżujących kierowców i myśliwych dobrze się państwu żyje na Gozo?

Bardzo, i choć Gozytańczycy lubią narzekać, wiem, że też są z życia tutaj bardzo zadowoleni. Lubię ich, co ważne, bo mam nadzieję, że zostanę tutaj do końca życia. To supermiejsce. Tylko niech pani tego nie pisze (śmiech).

Oczywiście żartuję. Nie należę do osób, które jak coś odkrywają, to specjalnie o tym nie informują, bo, jak to się mówi, "zaraz zwalą się tam tłumy". Wręcz przeciwnie, to ważne, żeby ludzie tutaj przyjeżdżali, bo to miejsce żyje z turystyki. Co chwilę budują się tu nowe domy, hotele, na turystyce korzystają wszyscy. Nie ma sensu ukrywać przed światem takiej perełki jak Gozo.

Książkę "Gozo. Radosna siostra Malty" można kupić TUTAJ

Piotr Ibrahim Kalwas 'Gozo. Radosna siostra Malty', Wydawnictwo Wielka Litera (fot: materiały prasowe)
Piotr Ibrahim Kalwas 'Gozo. Radosna siostra Malty', Wydawnictwo Wielka Litera (fot: materiały prasowe)

Piotr Ibrahim Kalwas. Polski pisarz, reportażysta, dziennikarz. Autor książek i reportaży z Afryki i Azji, w których poruszał przede wszystkim tematykę związaną z islamem, obyczajowością muzułmańską i relacjami Zachód-islam. Dwukrotnie nominowany do Literackiej Nagrody Nike za książkę "Czas" i "Egipt: haram halal". W latach 2008-2016 mieszkał w Aleksandrii, w Egipcie. Od 2016 roku mieszka z żoną Agatą i synem Hasanem na należącej do Malty wyspie Gozo.

Ewa Jankowska. Dziennikarka magazynu Weekend.Gazeta.pl, była redaktor naczelna serwisu Metrowarszawa.pl. Wcześniej pracowała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała w serwisie Ksiazki.wp.pl, magazynie Vice.com. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. 

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku