Karolina Hamer

Karolina Hamer (fot. Radosław Kaźmierczak)

społeczeństwo

"To jest jakieś uproszczone i zaburzone myślenie, że każdy musi mieć dziecko, być ojcem, matką. To nie jest z galaktyki XXI wieku"

Jak już przytrafiły mi się ten biseksualizm, ta niepełnosprawność, ta kobiecość, ten rodzaj zaczepności, to chcę to wykorzystać na maksa. W moim życiu nie ma przestrzeni na dzieci. Paraolimpizm dał mi fajną perspektywę, od 2001 roku zwiedziłam pół świata - opowiada Karolina Hamer w rozmowie z Karoliną Domagalską w książce "Niezatapialna".

Wraz z końcem kariery sportowej twoje zaangażowanie społeczne mocno się zintensyfikowało. Oprócz tego, że dołączyłaś do protestu osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów, postanowiłaś zrobić coming out. Czy spotkał cię po nim hejt?*

Zawsze myślałam, że ludzie postrzegają świat inaczej niż ja i na razie nie rozumieją, o co mi chodzi. Hejtu doświadczyłam w kadrze paraolimpijskiej. Od chłopaków z Paktofoniki wiedziałam, na czym on polega, no i że niezależnie od wszystkiego trzeba robić swoje. Dzięki temu jak ktoś do mnie napisał dziesięć nieprzyjemnych wiadomości, to dla mnie to nie był hejt. Zawsze robiłam wszystko pod prąd. Ten lekarz, który powiedział mamie, że będę roślinką, to też w pewnym sensie mnie hejtował.

Zdziwiłoby mnie, gdyby negatywne komentarze w ogóle się nie pojawiły, ale było ich bardzo mało. Na pewno nikt nie komentował tego twarzą w twarz, jedyne, co ktoś mi powiedział o tej sprawie bezpośrednio, to to, że nie obchodzi go, z kim chodzę do łóżka. A ja odpowiedziałam wspaniale, i vice versa. 

To, co powiem, to jest totalny truizm, ale najważniejsze jest mieć tę akceptację w sobie. Poza tym fajnie jest, że we mnie spotkały się biseksualizm i niepełnosprawność, i że mogę ludziom przekazywać: mam prawo żyć taka, jaka jestem, i wy też macie do tego prawo. 

Karolina Hamer podczas akcji 'Wiec na zakazanej ziemi' (fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta)
Karolina Hamer podczas akcji 'Wiec na zakazanej ziemi' (fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta)

Moja mama ma dużą rodzinę, dziesięcioro rodzeństwa, mają różne poglądy. Zadzwoniłam do mamy trzy dni po wywiadzie i zapytałam: "Jak tam?". A ona: "Spoko, luzik, niczym mnie nie zaskoczyłaś, ja wszystko wiedziałam". "A jak ciocie?" "Z nimi o tym nie gadam". Kompletny luz. Gdy kilka dni później widziałam się z rodzicami, tata zaczął się śmiać i spytał: "Czy masz nam jeszcze coś ciekawego do powiedzenia?". "Nie, to już wszystko". Jeśli chodzi o bliskich, to otaczam się osobami, które są akceptujące bez względu na okoliczności, więc nikt z moich przyjaciół nie zareagował dziwnie. Wszyscy wychodzimy z założenia, że mamy prawo żyć tak, jak chcemy. Sama zaakceptowałam swoją biseksualność znacznie wcześniej, w momencie gdy się pojawiła.

Jak się przekonałaś, że jesteś biseksualna?

Zakochałam się w kobiecie.

Od razu sobie to uświadomiłaś?

Tak, nie miałam z tym problemu. Tylko potem miałam złamane serce, bo się okazało, że ten związek jest niemożliwy.

Ona też się w tobie zakochała?

Myślę, że tak. Natomiast bardzo możliwe, że był to tylko strzał endorfinowy.

Miałyście romans?

Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, odmawiam, dalej.

A jesteś wciąż w niej zakochana?

Nie, na szczęście.

"Pierwszy coming out w polskim sporcie" - tak pisano o twojej historii. Dlaczego się na to zdecydowałaś?

Uważam, że to jest zupełnie nieprzypadkowe, że jestem kobietą z niepełnosprawnością, z medalami, paraolimpijką i jeszcze kobietą biseksualną. Uważam, że z jakiegoś powodu wszechświat zadecydował, że ten rodzaj talentów powierza mnie. Coming out jest po to, żeby innym było łatwiej.

To jest zupełnie nieprzypadkowe, że jestem kobietą z niepełnosprawnością, z medalami, paraolimpijką i jeszcze kobietą biseksualną (fot. Radosław Kaźmierczak)
To jest zupełnie nieprzypadkowe, że jestem kobietą z niepełnosprawnością, z medalami, paraolimpijką i jeszcze kobietą biseksualną (fot. Radosław Kaźmierczak)

A tobie jak jest? Doświadczasz dyskryminacji?

Ludzie często mnie pytają o dyskryminację krzyżową.

I co odpowiadasz?

Że to zależy, o czym mówimy, bo jeśli chciałabym się ożenić z kobietą, to spotkałabym się z dyskryminacją.

A poza tym?

Nie wiem, po prostu mam pewne rzeczy gdzieś. Jedni mnie lubią, a drudzy nie, i to jest normalne. Ja też mogę powiedzieć "spadaj", jak ktoś mnie wkurzy. Chcę żyć po swojemu i ty sobie żyj po swojemu. Prawdopodobnie sport i zwiedzanie świata rozszerzyły moje granice otwartości i tolerancji. W domu czułam się nieakceptowana przez ojca, ale to mnie nie zdeterminowało. W pełni akceptuję siebie. Fajnie jest być blisko siebie. Jesteśmy jak cebule, mamy różne warstwy. Ja bym chciała tuż przed śmiercią stwierdzić, że miałam fajne życie.

Czy w tym życiu jest miejsce na rodzinę?

Na partnera lub partnerkę i dwa koty na pewno. Natomiast w tym moim fajnym życiu nie mam potrzeby posiadania dzieci. Jestem fajną ciocią, lubię dzieciaki, dzieciaki lubią mnie, ale od zawsze wiedziałam, że nie chcę mieć własnych.

Wiesz dlaczego?

Dość szybko poznałam ludzi, którzy poświęcali swoje życie pasji. Widziałam, ile kosztuje zbudowanie kariery muzycznej i że nie jest to do końca kompatybilne z zakładaniem rodziny. Czułam podobnie jak oni, że chcę się poświęcić pasji. Mam też coś takiego, że życie jest na tyle piękne, że fajnie jest korzystać z różnorodności. Dla mnie numerem jeden zawsze były podróże. Podróżuję i wtapiam się w tę przestrzeń, spotykam szamanów, którzy mi dają wskazówki na życie. Nie chciałabym z tego zrezygnować, tak jak i z działalności społecznej. 

Zdarza się, że ludzie pytają: czy gdybyś była zdrowa, to czy miałabyś dzieci? Albo stwierdzają: jakbyś była zdrowa, tobyś miała dzieci, męża i patrzyłabyś na pewne rzeczy inaczej.

Czyli ludzie uważają, że to, że nie chcesz mieć dziecka, jest związane z niepełnosprawnością?

Mnie to dziwi. Naprawdę można tak myśleć? Ja jestem taką osobą, że jakbym się uparła, że chcę mieć dzieci, to pewnie bym je miała. Potencjał każdego dnia jest skończony, przypuszczam, że posiadanie dziecka kosztowałoby mnie bardzo dużo energii. Od zawsze wiem, że to nie jest moje spełnienie marzeń, nie poświęcę życia, nie dostanę czterech garbów tylko po to, żeby zostawić potomka. Prowadzę warsztaty dla dzieci i wiem, że energię można przekazać dzieciom również w innych niż rodzicielskie relacjach. To jest jakieś uproszczone i zaburzone myślenie, że każdy musi mieć dziecko, być ojcem, matką. To nie jest z galaktyki XXI wieku. Można być pożytecznym i szczęśliwym na różne inne sposoby. Już dawno obiecałam sobie też, że dopóki się nie zakocham, to nie będę się z nikim wiązać. Najważniejsze to być w związku z miłości, a nie dlatego, że potrzebuje się opiekuna.

Wiesz, dla mnie najważniejsze jest, żeby nie przeminąć.

Najważniejsze to być w związku z miłości, a nie dlatego, że potrzebuje się opiekuna (fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta)
Najważniejsze to być w związku z miłości, a nie dlatego, że potrzebuje się opiekuna (fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta)

Niektórym zapewniają to właśnie dzieci.

Ale jak już przytrafiły mi się ten biseksualizm, ta niepełnosprawność, ta kobiecość, ten rodzaj zaczepności, to chcę to wykorzystać na maksa. W moim życiu nie ma przestrzeni na dzieci. Paraolimpizm dał mi fajną perspektywę, od 2001 roku zwiedziłam pół świata. To poszerza horyzonty, otwiera oczy na to, że ludzie naprawdę mogą być różni i żyć różnie. Każdy powinien robić to, co chce. 

Jak reaguje na to twoja rodzina?

Magda zawsze była tą bardziej ułożoną, a ja czarną owcą, wiadomo było, że jeśli w rodzinie ktoś coś odwali, to będę to ja. Jest w tym coś fajnego, jakiś rodzaj autentyczności i trochę mnie prześladuje strach, żeby nikt ani nic mnie nie złamało. Będę o to walczyć z całych sił.

Chodzenie własnymi drogami ma swoją cenę, prawda?

Na pewno. Wszystko, co robiłam, miało sens, było to wielką przygodą. Natomiast jak patrzę na to od strony finansowej - w momencie gdy piszemy książkę, żyję za tysiaka miesięcznie - to myślę, że to niewiarygodne, że po tylu osiągnięciach można być w takiej sytuacji. Pewna część mnie się buntuje, oskarża państwo polskie i pyta: co jeszcze mogę dla was zrobić? Jest też we mnie część, która przyznaje, że takie życie jest trudne, ale uczy też fajnych rzeczy, na przykład minimalizmu. Jestem kobietą, która trzy czwarte swoich pieniędzy, z wyjątkiem tego, co jest związane z pływaniem, wydaje na książki, płyty lub audiobooki, więc trzeba się było przeprosić z biblioteką. Minimalizm pomaga też przy zakupach - dzięki niemu zastanawiam się, czy naprawdę potrzebuję danej rzeczy. Raz się ma pieniądze, raz się nie ma. Ja jestem niestety albo stety skazana na wolny zawód. Zawsze, od maleńkości, mówiłam, że najbardziej boję się szarej egzystencji.

To dla ciebie czas przełomowy, robisz podsumowanie. Zastanawiasz się nad alternatywnymi scenariuszami swojego życia?

Staram się już tego nie robić, ale kiedyś zastanawiałam się, co bym osiągnęła, gdyby w moim życiu było mniej dyskryminacji. Gdyby ta droga była spokojniejsza, nie taka szarpana. Z ciekawością się temu przyglądam, ale to są pytania bez odpowiedzi. 

Albo gdybyś w trakcie kariery sportowej miała osobistego asystenta.

No tak, jak system polski zaczynał uznawać, że treningów powinno być więcej, to w tym czasie Holendrzy, Amerykanie i Brytyjczycy mieli już asystentów i codzienną regenerację. Wiedziałam, co muszę zrobić, żeby wyrównywać szanse, i jednocześnie wiedziałam, że muszę to zrobić sama. I dlatego jest we mnie złość, że łatałam dziury systemowe swoimi pieniędzmi, a teraz jestem na lodzie. 

Przechodzę teraz trudne chwile, ale to normalne. Nikt nie jest czołgiem. Jak zrobiłam falstart w Pekinie, to się rozpadłam. Miałam poczucie, że już nigdy się nie pozbieram. I czasem czuję się tak nawet teraz. Tylko że jestem już bardziej doświadczona życiowo, teraz wiem, że to minie, że będę się czuć inaczej. Śmieję się, że powinnam się urodzić trzydziestoletnia. Wtedy to życie byłoby trzysta razy lżejsze. To jest ta autentyczność, prawdziwość. Moją słabością i siłą jest to, że ja to wszystko przeżyłam, ja tam byłam. 

Ale nie siedzę i nie rozpatruję przeszłości, bo chyba mam tak, jak mi powiedziała psycholożka: "Karolina, ty jakbyś nie szła pod prąd, tobyś w ogóle nie szła".

* Fragmenty książki "Niezatapialna" Karoliny Hamer i Karoliny Domagalskiej

Karolina Domagalska (fot. Magda Gajdamowicz)
Karolina Domagalska (fot. Magda Gajdamowicz)

Karolina Domagalska. Reporterka, autorka książki "Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro", finalistka Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki.

Karolina Hamer. Pływaczka, paraolimpijka, medalistka mistrzostw Świata i Europy, laureatka wielu prestiżowych nagród, m.in. Nagrody Najlepszego Sportowca z niepełnosprawnością ruchową, aktywistka społeczna.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku