Dwa procent ludzi na świecie ma prozapagnozję - nie rozpoznaje twarzy. W skrajnych przypadkach obca wydaje im się nawet własna twarz

Dwa procent ludzi na świecie ma prozapagnozję - nie rozpoznaje twarzy. W skrajnych przypadkach obca wydaje im się nawet własna twarz (Fot. Shutterstock)

wywiad gazeta.pl

Monika Witkowska o prozopagnozji: Nie rozpoznaję osób z bliskiej rodziny ani ludzi, których znam od 20 lat

Jeśli jestem w grupce ludzi, rozmawiam z kimś i na chwilę odejdę, bo zadzwoni mi telefon, to po powrocie już nie wiem, z kim rozmawiałam. Kombinuję i dochodzi do sytuacji kuriozalnych - mówi Monika Witkowska, podróżniczka, która ma prozopagnozję, czyli nie rozpoznaje twarzy.

Spotkałyśmy się zawodowo już kilkanaście razy i za każdym razem miałam wrażenie, że widzisz mnie pierwszy raz w życiu. 

W pewnym sensie tak było. Ktoś może powiedzieć, że nie mam pamięci do twarzy, bo poznaję wielu ludzi i jestem roztrzepana. Ale ja nie rozpoznaję nawet osób z bliskiej rodziny ani tych, które znam od 20 lat. Pamiętam tylko twarze męża, brata i taty. To prozopagnozja, inaczej agnozja lub ślepota twarzy. 

Na prozopagnozję, jak się szacuje, cierpi co najmniej dwa procent światowej populacji, czyli około 152 miliony osób. Dużo! Ale zanim mi o niej powiedziałaś, nie miałam pojęcia, że istnieje coś takiego.  

Ludzie kompletnie nie kojarzą takiego schorzenia, chociaż na prozopagnozję choruje m.in. Brad Pitt - jest nawet nazywana jego syndromem. To taka przypadłość, która wielu osobom wydaje się bardzo zabawna. Inni traktują ludzi z prozopagnozją jak upośledzonych lub mniej inteligentnych, oderwanych od rzeczywistości. Bo jak można nie kojarzyć z twarzy Roberta De Niro? 

No właśnie, jak? 

Medycyna tłumaczy prozopagnozję niewłaściwym funkcjonowaniem płata skroniowego lub ścieżek neuronowych łączących różne części mózgu. Choroba może mieć różne nasilenia. Są ludzie, którzy nie pamiętają twarzy najbliższych osób, a nawet własnej. U mnie nie jest tak źle. 

Opowiedz mi, jak oglądasz film w telewizji.  

Ciągle mylę wszystkich aktorów. Gdy mąż skacze po kanałach, totalnie się gubię, bo twarze mi się zacierają. Nie rozpoznaję celebrytów ani polityków. A gdy chcę błysnąć i mówię: "Ten to jest ten i ten", zwykle słyszę: "On nawet nie jest podobny". Więc teraz już nic nie mówię. Osoby, które nie wiedzą, o co chodzi, mogą myśleć, że jestem kompletnie poza obiegiem kultury. Totalna abnegatka. 

Monika Witkowska podczas swoich podróży / Fot. archiwum prywatne Moniki Witkowskiej
Monika Witkowska podczas swoich podróży / Fot. archiwum prywatne Moniki Witkowskiej

Umiałabyś opisać prezydenta RP albo Jana Pawła II? 

Nie. Mogę podać jakieś ogólne cechy, bo jednak to są twarze, które często się widzi, ale żadnych szczegółów. Gdyby w rzędzie stało kilku facetów w podobnym typie, w tym jeden byłby moim znajomym, a drugi znanym politykiem, to też miałabym problem, żeby wskazać, który jest który. Jeśli ktoś jest bardzo charakterystyczny, zapamiętam go po innych cechach - na przykład po tym, że ma rubaszny śmiech. 

Wyczytałam, że osoba, która cierpi na prozopagnozję, nie widzi twarzy jako całości. Nie umiem sobie tego wyobrazić. 

To jest tak, że mój mózg bardzo szybko ludzkie twarze zapomina. Gdybym na godzinę przed spotkaniem spojrzała na twoje zdjęcie, to prawdopodobnie bym cię nie rozpoznała. Jeżeli spojrzę na twoje zdjęcie przed samym spotkaniem, na bardzo krótki czas jestem w stanie zapamiętać, jak wyglądasz, ale jutro już nie będę tego wiedzieć. 

Nie jestem w stanie wypatrzeć w tłumie twarzy znajomego, bo wszyscy wydają mi się obcy. Albo kogoś pomijam, albo mówię komuś "cześć" po pięć razy. 

Dlaczego pamiętasz męża, tatę i brata, a innych ludzi nie? 

Z mężem, bratem czy tatą nie mam problemów, bo widuję ich często, regularnie. Ale gdyby na przykład policja robiła dochodzenie i zapytała mnie o ich rysopisy, nie byłabym w stanie ich podać. To znaczy wiem, że tato ma siwe włosy, ale jaki ma kolor oczu - nie mam pojęcia. Biała kartka.

Męża też nie jestem w stanie opisać.  

Mam ogromny problem z rozpoznawaniem ludzi, których widzę rzadko. Jest taki duży Festiwal Filmów Górskich w Lądku-Zdroju. Maciek Sokołowski, który mu szefuje, przyjął system, który teraz stosuje bardzo wielu moich znajomych. Po prostu staje przede mną i mówi: "Cześć, jestem Maciek Sokołowski, organizuję festiwal w Lądku, znamy się od 20 lat". Po iluś moich gafach zorientował się, że to pomaga. 

Podejrzewam, że nie każdy jest tak pomocny. Jak sobie radzisz w zwykłych, codziennych kontaktach z ludźmi?  

Staram się zapamiętywać charakterystyczne cechy, np. pieprzyk na twarzy. Pomaga też Facebook, jeśli ktoś ma na nim aktualne zdjęcie. Czasem też po prostu piszę na Facebooku, że mam taki problem, żeby ludzie byli przygotowani, że jeśli się z nimi gdzieś umówię, to mogę ich nie rozpoznać. 

Ciężko jest na konferencjach prasowych. Jeśli rozmawiam z kimś i stoimy w grupce, a ja na chwilę odejdę, bo na przykład zadzwoni mi telefon, to po powrocie zwykle już nie wiem, z kim rozmawiałam. Staram się wtedy tak nakierować rozmowę, żeby sobie przypomnieć z kontekstu, ale czasem się nie udaje i popełniam straszne gafy. Kombinuję i dochodzi do sytuacji kuriozalnych.  

Monika Witkowska podczas swoich podróży / Fot. archiwum prywatne Moniki Witkowskiej
Monika Witkowska podczas swoich podróży / Fot. archiwum prywatne Moniki Witkowskiej

W rodzinie też? 

O tak. Jest taka historia, po której moja rodzina wreszcie zrozumiała, że naprawdę mam problem z rozpoznawaniem twarzy, nawet bliskich osób. Otóż byłam w Tatrach, szłam do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów. Na szlaku spotkałam chłopaka, jak mi się wydawało - obcego. Podszedł i zaczął rozmowę. "Śmiały, ale dobra, ma prawo" - pomyślałam sobie. Miło się gadało, niemniej po 10 minutach, już lekko zniecierpliwiona, zaryzykowałam pytanie: "Słuchaj, a czy my się znamy?". Spojrzał na mnie, oczy miał jak pięć złotych i mówi: "Jesteś moją ciocią".  

Podczas spotkań rodzinnych podporą jest dla mnie mąż, stoi blisko i podpowiada, z kim powinnam się przywitać albo kim była ta osoba, z którą tak miło mi się gawędziło cały wieczór. 

Jesteś podróżniczką, a częścią twojej pracy jest pilotowanie wycieczek zagranicznych. Zastanawiam się, jak dajesz radę ogarnąć w obcym miejscu cały autokar obcych ludzi. 

Przez pierwsze dni faktycznie mam problem, mylą mi się uczestnicy. Często jest tak, że lokalny przewodnik już kojarzy grupę, a ja jeszcze nie. Ale jeżdżę z tymi ludźmi przez cały dzień, jesteśmy razem w autobusie, podczas posiłków itd., więc w końcu zapamiętuję ich twarze. W grupach do kilkunastu osób po pewnym czasie kojarzę już wszystkich. 

Ale jeżeli mam duży autokar, to osób, które widuję rzadziej, bo siedzą gdzieś z tyłu, mogę nie kojarzyć do końca. Staram się jakoś ich zapamiętywać, kiedy się sobie przedstawiamy, każdy ma za zadanie powiedzieć coś ciekawego i tak sobie utrwalam. Nie zdarzyła mi się na wyjeździe żadna niebezpieczna sytuacja wynikająca z tego, że kogoś nie pamiętałam.  

Gorzej jest, gdy wrócimy do kraju, miną dwa dni, gdzieś się przypadkowo z uczestnikiem spotkamy na ulicy i ja tej osoby już nie rozpoznam. Może jej być przykro, że spędziliśmy razem ileś dni i już jej nie znam. Dlatego proszę zawsze na koniec, żeby się przypominać w takich sytuacjach. Ludzie tłumaczą: "A bo ty poznajesz dużo ludzi i dlatego tak jest". Ale to nie dlatego.  

Co dziwne, mam dosyć dobrą pamięć do miejsc. Patrząc na zdjęcie, bardzo szybko rozpoznaję, gdzie ono było robione.

Ale nie zapamiętuję samochodów. Nie wiem, czym jeździ mój brat i ojciec, nawet mąż. Jak mąż odbiera mnie z lotniska, to za każdym razem mam ochotę wsiąść do innego samochodu. Musi trąbić i machać. 

Monika Witkowska podczas swoich podróży / Fot. archiwum prywatne Moniki Witkowskiej
Monika Witkowska podczas swoich podróży / Fot. archiwum prywatne Moniki Witkowskiej

Czy samochód jest ten sam od lat? 

Niestety, mąż jeździ dwoma na zmianę - czasem swoim, a czasem samochodem brata. Ale ja nie pamiętam żadnego z nich. Może gdyby on był jeszcze cytrynowy, tobym skojarzyła. Tata też za każdym razem, jak mnie skądś zabiera, śmieje się, że już mogłabym się nauczyć, jakie on ma auto. 

Mój mąż czasem żartuje, że byłabym superszpiegiem. Takim, który dostarczałby informacji zawsze nie temu, co trzeba (śmiech).  

Żarty żartami, ale nieraz musiało ci być trudno. Czym sobie tłumaczyłaś swój brak pamięci do twarzy, nim dostałaś diagnozę?  

Roztrzepaniem, mam zresztą ADHD. I też zrzucałam to na karb faktu, że poznaję dużo ludzi. Uznałam więc, że muszę bardziej się skupić, postarać i będą jakieś efekty. 

Aż wreszcie któregoś dnia poszłam do telewizji, gdzie miałam mieć spotkanie z Agatą Młynarską. No i pechowo siedziały koło siebie dwie dziewczyny. Wiedziałam, że jedna to Młynarska, druga nie, ale zakładałam, że mam 50 procent szans, że trafię. No i nie trafiłam. 

Nie...? 

Tak. Przyszłam do domu wściekła na siebie. Opowiedziałam mężowi, a on: "No właśnie, ty to już powinnaś z tym do psychiatry iść". Jakoś niedługo po tym wpadł mi w oko w Internecie artykuł o agnozji twarzy.  

Monika Witkowska podczas swoich podróży / Fot. archiwum prywatne Moniki Witkowskiej
Monika Witkowska podczas swoich podróży / Fot. archiwum prywatne Moniki Witkowskiej

Sama się zdiagnozowałaś? 

Wtedy zapaliła mi się lampka, ale wciąż nie byłam pewna. Dopiero na jednej z wycieczek trafił mi się uczestnik, psychiatra, który potwierdził, że jestem książkowym przykładem. 

Co poczułaś, słysząc diagnozę? 

Uspokoiłam się, że jestem normalna i po prostu tak mam.  

Czy potem byłaś z tym jeszcze u lekarza? 

Nie. Uznałam, że jest to dolegliwość, której i tak nie wyleczę, więc szkoda mi czasu i pieniędzy na prywatne wizyty. Są hipotezy, że ślepota twarzy jest wynikiem uszkodzenia jakiegoś płata w mózgu, a ja się faktycznie wiele razy walnęłam głową o różne rzeczy, ale na pewno dzisiaj nie ustalę, czy któreś z tych uderzeń i które mogło to spowodować.  

Jak traktujesz swoją chorobę? 

Właściwie nawet nie nazywam jej chorobą. Każdemu coś dolega, a ja wolę mieć to niż schorzenie faktycznie zagrażające życiu. Można się przyzwyczaić. Czasem żartuję, że nie można być ideałem (śmiech).  

Zdarzyło ci się, że brak pamięci do twarzy w czymś ci pomógł? 

Nie. Raczej wprowadza mnie w sytuacje kłopotliwe. Ale wyrozumiali znajomi mają ze mnie dużo ubawu. Niektórzy pocieszają, że to jest wręcz urocze. Natomiast osoba, wobec której popełnię gafę, na pewno może liczyć na jeszcze większą dozę mojej sympatii. Bo mam wyrzuty sumienia!  

Pojechałam niedawno na spotkanie autorskie do Trójmiasta i poznałam tam chłopaka, który jest słabowidzący, widzi zarysy postaci, przedmiotów. Ale ja o tym nie wiedziałam. Zapytał, czy mogłabym się z nim spotkać, pogadać o podróżach, o górach. Chłopak fajny, miałam akurat wolną godzinę, więc się zgodziłam. Umówiliśmy się w jakiejś kawiarni, byłam pierwsza i do niego zadzwoniłam. On się bardzo zmartwił, słysząc, że w kawiarni jest sporo osób - bo jak my się rozpoznamy? No i jak to powiedział, od razu skojarzyłam: "O! Bratnia dusza!". Więc kiedy przyszedł, na dzień dobry wypaliłam: "Cieszę się, że masz to samo, co ja!". Na co on: "Jak to, to ty też jesteś niewidoma?!".  

Wszystkiego się spodziewałam, tylko nie tego. 

Monika Witkowska podczas swoich podróży / Fot. archiwum prywatne Moniki Witkowskiej
Monika Witkowska podczas swoich podróży / Fot. archiwum prywatne Moniki Witkowskiej

Przepraszam, że się tak śmieję, ale to jest aż niemożliwe. 

Zgadzam się. A opowiadam o tej sytuacji dlatego, że oboje mamy do niej duży dystans. 

Znasz kogoś, kto ma tak jak ty? 

Często słyszę od różnych osób: ja mam podobnie. Trudno ocenić, na ile te osoby naprawdę mają tę samą chorobę, a na ile przyczyny są inne. Specjaliści powinni się wypowiedzieć. Ja przez pewien czas byłam spanikowana, że może mam początki alzheimera. Więc jeśli ktoś się martwi, powinien zbadać temat. 

Chciałabyś, żeby ludzie mieli większą świadomość istnienia takiego schorzenia? 

Tak. Ponieważ w niektórych sytuacjach mogą odebrać moją przypadłość jako rodzaj upośledzenia czy przejaw niższej inteligencji. Naprawdę trudno wytłumaczyć, że nie zna się topowych postaci ze świata kultury. Nie chcę też wychodzić na bufona ani sprawiać nikomu przykrości, a nie mam czasu tłumaczyć swojej sytuacji każdemu - dlatego często piszę lub mówię o tym publicznie. 

Myślę, że ludzi z agnozją twarzy może być więcej niż te statystyczne dwa procent populacji. I świadomość, że coś takiego istnieje, wielu osobom by pomogła. Dobrze jest wiedzieć, że nie jest się z czymś samemu. Ty się możesz pośmiać, natomiast osobie, która ma takie problemy, mogą one bardzo obniżyć samoocenę, wpędzić w kompleksy, a nawet sprawić, że przestanie wychodzić do ludzi, by nie zbłaźnić się po raz kolejny. Wiele oczywiście zależy od siły charakteru człowieka, ale jeśli bliscy mu nie pomogą, może mu być bardzo trudno. Ważne jest zrozumienie, że ludzie są różni. Jedni mają tak, inni inaczej.  

Z drugiej strony nie chciałabym, żeby agnozja twarzy stała się słowem wytrychem na usprawiedliwienie na przykład czyjejś nieuważności. Dla mnie pewniakiem jest osoba, która już próbowała nad sobą popracować i to rzeczywiście nie wychodzi. Wtedy trzeba przyjąć, że taka jej uroda. 
 
Monika Witkowska. Podróżniczka, himalaistka, żeglarka, pisarka, dziennikarka i przewodniczka wypraw trekkingowych. Należy do składu Kapituły Konkursu Kolosy. Zdobyła Mount Everest i jako ósma Polka na świecie Koronę Ziemi (w wersji rozszerzonej dziewięć, a nie siedem szczytów), a także wiele innych gór. Napisała 11 książek (i jeszcze kilka jako współautorka). Jej najnowsza książka, o wyprawie na Lhotse, czwartą najwyższą górę świata, ukaże się jesienią.

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do nagrody Grand Press. Lubi chodzić, jeździć pociągami i urządzać mieszkania.