Remigiusz Ryziński: Seksualność polskich kobiet jest odważna Gotowa, buzująca i najczęściej głęboko skrywana

Remigiusz Ryziński: Seksualność polskich kobiet jest odważna Gotowa, buzująca i najczęściej głęboko skrywana (Fot. Shutterstock.com)

wywiad gazeta.pl

"Widzisz Polkę, heteryczkę, 30+, mąż i dziecko. Myślisz, że znasz cały kontekst. A nie wiesz nic"

- Ostatnio koleżanka, która przeczytała książkę, mówi: "O rany, szkoda, że nie trafiłeś na mnie, bo ja bym ci takie rzeczy opowiedziała!". Albo inna: "Mam wrażenie, że w mojej firmie już wszyscy ze sobą spaliśmy". Tylko że to nie jest "spanie". To jest seks w łazience, na imprezie, na parkingu - mówi dr hab. Remigiusz Ryziński, pisarz, filozof, autor książki "Moje życie jest moje. Opowieści o wolności i pożądaniu" wydanej przez Czarne.

W swojej trzeciej książce - "Moje życie jest moje" - opisujesz ludzi, którzy realizują najśmielsze fantazje seksualne - swoje i swoich partnerów. Poznajemy więc m.in. Emmę i Karola, małżeństwo swingersów, 42-letnią Hanię, która mieszka na wsi i umawia się na jednorazowy seks z kierowcami tirów, czy Pawła, notorycznego podrywacza, który rozkochuje kobiety w seksie. Myślę, że dla wielu osób twoja książka będzie szokująca. Mnie podczas lektury towarzyszyło pytanie: Po co ją napisałeś? 

Na pewno nie po to, żeby szokować. 

Miałem kilka powodów. Pierwszy - osobisty - był taki, że chciałem na chwilę odejść od tematów, którymi zajmowałem się w dwóch poprzednich książkach, w "Dziwniejszej historii" i "Foucault w Warszawie". Cały czas pracuję nad książką o akcji "Hiacynt"*, która zamknie tę trylogię. Potrzebowałem odskoczni od zła świata, z którym się stykam, studiując od miesięcy akta w IPN-ie. Chodził mi po głowie temat współczesny, o intymności ludzi dziś, o naszej polskiej seksualności. I to był powód drugi - zainteresowanie i niewiedza. 

Twoja? 

Wynikająca z mitologizacji tej sfery, z jakiejś wręcz jej mistyfikacji. W Polsce nie mówi się specjalnie dużo o seksie, brakuje edukacji seksualnej, wszystko przeniosło się albo do Internetu, albo przerabiane jest na żart lub wulgaryzm. Niekiedy jeszcze, na zasadzie ciekawostki czy poprzez negację, pojawia się temat współżycia homoseksualnego. W przypadku lesbijek to bywa trywializowane, w przypadku gejów - demonizowane.  

Wróćmy do heteryków, bo o nich jest twoja książka. 

Jej pierwszy roboczy tytuł brzmiał: "Seks po polsku". Tylko że miałem z nim same fatalne skojarzenia. 

Jakie? 

"Seks po polsku" na zasadzie skojarzeniowych kalek bywa postrzegany jako nudny i przede wszystkim rzadki. Używa się też wyrażenia "slow", czyli powolny, lub "vanilla", a więc delikatny - w czym nie ma nic złego, dopóki taki seks zainteresowanym autentycznie pasuje. A pasuje, co wynika z mojej książki, bardzo rzadko. 

Z tą wizją łączy się też postrzeganie kobiet jako oziębłych, stosowanie wobec nich masy nadużyć, również wartościujących. Kobieta ma być matką, a jej małżeńskie obowiązki sprowadzają się w seksie do prokreacji. Mnie interesowała w tej książce autentyczna seksualność kobiet, ich fantazje, ich pragnienia. Coś, o co, mam wrażenie, rzadko się je pyta. 

Pomyśl: widzisz Polkę, heteryczkę, lat 30+, jeden mąż, jedno dziecko. Wyobrażasz sobie, że znasz cały kontekst. A nie wiesz nic. Dla mnie ta kobieta to tajemnica i, przepraszam za wyrażenie, "temat" do pisania.  

Ryziński: Impreza swingersów z początku przypomina zwykłą dyskotekę / Fot. Shutterstock.com
Ryziński: Impreza swingersów z początku przypomina zwykłą dyskotekę / Fot. Shutterstock.com

Jaka jest zatem ta autentyczna seksualność polskich kobiet? 

Odważna. Gotowa, buzująca i najczęściej głęboko skrywana. Mam wrażenie, że kobiety nie realizują swoich fantazji z obawy, że jak już zaczną, to będzie eksplozja. Tymczasem poczucie pełni siebie, szczęścia bierze się nie z tego, że będziesz taka, jakiej żąda kultura, ale taka, jaką być chcesz. Szczęśliwa seksualność kobiet, mówią moje bohaterki, bierze się z energii, którą dotychczas dusiły w sobie. 

W posłowiu piszesz: "To jest Polska". A ja miałam wrażenie, że jednak opisujesz style życia, które dotyczą garstki osób. 

Chciałem opowiedzieć o ludziach, o których zazwyczaj się nie mówi, albo mówi się, że robią coś, co jest zabronione, dalekie lub nieprawdziwe. Moi bohaterowie są prawdziwi. To lekarka, kosmetyczka, budowlaniec, nauczyciel, sprzedawczyni. Spotykałem się wiele razy z każdą osobą, każda też miała możliwość autoryzacji. 

Zaczęło się od Emmy, głównej bohaterki. Była też Paris, tancerka w klubie go-go. Obie wspaniałe. Innych poznałem w trakcie pisania. Jedni kierowali mnie do kolejnych.  

Pisząc, korzystałem z "Seksualności Polaków XXI wieku" autorstwa prof. Zbigniewa Izdebskiego. (Remigiusz przynosi grubą, zaczytaną książkę, pełną wystających zakładek).  
Jest w niej klasyfikacja typów seksualnych. I każdy z tych typów znajdziesz w mojej książce. Bo okazało się, że ja mogę nie znać ich przedstawicieli, ale ludzie znają: "A, ta to będzie moja koleżanka z pracy", "To moja sąsiadka".  

Ostatnio koleżanka, która przeczytała książkę, mówi: "O rany, szkoda, że nie trafiłeś na mnie, bo ja bym ci takie rzeczy opowiedziała!". Albo inna: "Mam wrażenie, że w mojej firmie już wszyscy ze sobą spaliśmy". Tylko że to nie jest "spanie". To jest seks w łazience, na imprezie, na parkingu. Czyli spychanie intymności - bo nie chcę tego sprowadzać wyłącznie do fizjologii czy ciała - na margines. Traktowanie jej po macoszemu, jako coś, co należy ukrywać albo praktykować pokątnie. 

Książka obfituje w ostre sceny seksu. W wielu sytuacjach uczestniczyłeś jako naoczny świadek. 

Jako reporter uznałem, że powinienem to zobaczyć na własne oczy. Byłem więc m.in. na 300-osobowej imprezie swingersów. Wiesz, jak to wyglądało? Nie uwierzysz. 

Opowiedz. 

(Remigiusz pokazuje zdjęcia w telefonie. Na jednym jest sala konferencyjna w hotelu, z wielkim różowym łóżkiem do zbiorowego seksu, tzw. kopulodromem, na środku). 

Ta sala konferencyjna to totalna zwyczajność. Patrz, tu jest droga do hotelu: wysiadłem z busa na zwykłym przystanku. Po drugiej stronie stoi znajomy dyskont spożywczy. To nie jest żadne seksualne podziemie, to wszystko się dzieje obok nas. 

A sama impreza - też żaden "Dekameron". Przez pierwsze trzy godziny zwyczajna dyskoteka, gadasz z ludźmi, wychodzisz na papierosa. I potem nagle jakby pstryknął jakiś włącznik i seksualność zaczyna się z nich wylewać. Idą do sali, w której uprawiają seks. Co ciekawe, tam kobiety są odważne, biorą, co chcą. Mężczyźni spełniają ich życzenia. 

To zburzyło twój obraz? 

W pewnym sensie. Dlatego że mężczyźni są tu wobec kobiet bardzo często wycofani. Stoją pod ścianami i liczą, że któraś powie: "No chodź". Dziewczyny chodzą bez biustonoszy, kochają swoje ciało, nawet gdy nie jest idealne. 

A ja, czytając o tym w twojej książce, miałam wrażenie, że swing jest zabawą tylko dla pięknych i bogatych. 

Nie, to zabawa dla tych, którzy czują się piękni. Są oczywiście zadbani, chcą być pożądani, więc wiedzą, że muszą pokazać swoje atrybuty. Bardzo wiele jest totalnie wystrzałowych lasek, ale są także te, które nie mają nóg do samej ziemi, są urocze i seksi. I pogadały, i miały dystans do siebie. 

To są ludzie, którzy akceptują siebie takimi, jakimi są. Oni się cieszą sobą, swoim ciałem, swoją seksualnością, tym, że są wolni. Jednocześnie miewają gorszy dzień albo zastanawiają się, czy ich małżeństwo przetrwa. Prawdziwa scena: rozmawiam z dziewczyną i nagle ona zaczyna mi opowiadać o swoich dzieciach.  

Albo Anna, która w książce jest może w największym stopniu wyzwolona, czym naraża się na ocenę, a nawet czystą niechęć kochanków, których przecież ma bardzo wielu, opiekuje się jednocześnie psami w schronisku. Paris marzy o dziecku. Rafał, uległy mężczyzna, który kocha swoją żonę i dlatego właśnie rozumie jej ogromne potrzeby seksualne, jest fanem motoryzacji, robi piękne zdjęcia, planuje wakacje. Absolutna codzienność. 

Remigiusz Ryziński: Paris, tancerka w klubie go-go, najbardziej chce zostać mamą / Fot. Shutterstock.com, zdjęcie ilustracyjne
Remigiusz Ryziński: Paris, tancerka w klubie go-go, najbardziej chce zostać mamą / Fot. Shutterstock.com, zdjęcie ilustracyjne

W czym jeszcze uczestniczyłeś? 

W seansie shibari [wywodzącej się z Japonii sztuce erotycznego wiązania, w której osoba wiązana, uległa, w pełni oddaje się władzy osoby wiążącej, dominującej - przyp. red.], widziałem seks w kinie porno, oczywiście naturystyczne plaże, wiele rzeczy. To, czego nie widziałem, konsultowałem z bohaterami, oglądałem dziesiątki zdjęć, filmy.  

Na co się nie zdecydowałeś? 

Nie wszedłem do klatki. Gdy zobaczyłem tę klatkę w mieszkaniu Sylwii i Tadeusza, myślałem, na zasadzie absurdalnego skojarzenia, że to może klatka dla psa. Okazało się, że w domu, owszem, pies jest, maluszek chihuahua, a w klatce śpi Sylwia - ma tam koc, poduszkę i misia. Klatka daje jej poczucie bezpieczeństwa. To jest coś, co absolutnie wykracza poza moją reporterską skłonność do doświadczania świata, o którym piszę.  

Ta książka to reportaż uczestniczący, wcieleniowy, ale to nie znaczy, że w wydarzeniach, które opisuję, brałem udział aktywnie. Jestem wdzięczny moim bohaterom, że pozwolili mi być świadkiem ich życia intymnego, ale też nie wszystko musiałem przeżyć na własnej skórze. Nie poszedłem na imprezę chemiczną [tzw. chemsex, czyli orgię seksualną po zażyciu substancji chemicznych - przyp. red.]. Nie chciałem tego zrobić, ale też nie było takiej potrzeby. Moi bohaterowie opowiadają o tym, powiedziałbym, wyczerpująco.  

Rozdział, w którym twój bohater opisuje taką imprezę, widzianą jeszcze na trzeźwo, był dla mnie najsmutniejszy. Wciąż mam w głowie obraz "wypełzających zewsząd seksualnych zombie, które łaszą się o seks". 

Zgadzam się, to jest wstrząsające. Ale takie miało być, to jest jego dosłowny opis, na który nalegał. Bo chemsex jest dla niego niebem, seksem bez granic, ale też bycie w chemii to wielkie niebezpieczeństwo i może nawet zatrata. Mój bohater chciał, żeby to było jasne. 

Kogo najtrudniej było ci znaleźć? 

Monogamiczną parę, uprawiającą seks na wyłączność i szczęśliwą w takim układzie. W książce taka para jest jedna. 

Przyjaciele Emmy i Karola. 

Oni są niesamowici, wspaniali, kochają się. Sami nie są swingersami, wiedzą, że to nie dla nich. Ale nie oceniają. 

Ryziński: 'Najtrudniej było mi znaleźć monogamiczną parę szczęśliwą w takim układzie' / Fot. Shutterstock.com
Ryziński: 'Najtrudniej było mi znaleźć monogamiczną parę szczęśliwą w takim układzie' / Fot. Shutterstock.com

Ty też nie oceniasz. Czasem mi tego brakowało. Musiałam sobie poradzić z tą książką bez twojej pomocy. 

Podobną rzecz powiedziała mi profesor Monika Płatek: "Wiesz, to wszystko bardzo mi się podoba, tylko ten pierwszy rozdział tak mnie zaszokował, bo nie wyobrażam sobie, jak można dzielić się swoim partnerem. I tym, czego mi brakowało, było twoje wytłumaczenie". A ja kompletnie nie chciałem tego robić. 

Dlaczego? 

Bo moim zadaniem w pisaniu nieakademickim jest pokazywanie świata, a nie jego tłumaczenie. Książka ma raczej pytanie stawiać, a nie podawać jakąś gotową odpowiedź. Niech każdy sam wyrobi sobie opinię. 

Jakie to są pytania? 

Takie, jak to, które stawiała sobie profesor Płatek. Jak to możliwe, że miłość między dwojgiem ludzi nie musi oznaczać wcale wyłączności w seksie? Jak to się dzieje, że między dwojgiem kochających się ludzi zachodzi też relacja uległości i dominacji, a to wcale nie oznacza braku szacunku? Zadawałem te pytania moim bohaterom, a następnie pokazywałem przez pryzmat ich doświadczeń wielość możliwych odpowiedzi. 

Czy po tych wszystkich spotkaniach, rozmowach, po tym, co widziałeś, jesteś w stanie wskazać jakąś jedną rzecz, która w seksie dla większości ludzi jest wspólna?  

Tak. Nasze pragnienia: chcę być w życiu szczęśliwy, mieć partnera, który mnie rozumie, chcę mieć dobre życie seksualne, chcę kochać i być kochanym. Przede wszystkim: chcę być sobą. 

Również sam seks może wyglądać u ludzi identycznie. Przykładowo seks analny to nie jest domena gejów, uprawiają go też pary heteroseksualne. Ten rodzaj współżycia odbywa się często między ludźmi, którzy poszukują w nim dodatkowych ekscytacji. Ale też nie każdy musi taki seks uprawiać. Nie każda para gejowska taki seks w rzeczywistości ma, tutaj reguła jest jedna: robimy to, na co mamy ochotę, a nie to, czego wymaga od nas norma naszej seksualności. 

Natomiast seks ma narodowość. 

Czyli? 

Przez jakiś czas studiowałem i mieszkałem w Paryżu. Tam szatnie na basenie są koedukacyjne, nikt się nie wstydzi nagości, nie myśli o tym. Jest totalna akceptacja, luz. A w Barcelonie to już w ogóle, tam wszystko jest na wierzchu! Obok plaży naturystycznej jedzie autobus miejski i nikt nie ma z tym problemu. W Polsce, mam wrażenie, nie ma zgody na ciało. Dużo jest za to regulowania przyjemności: zróbmy to, ale nie powiem ci, czego pragnę. Do czasu, kiedy to wreszcie zostanie wysłowione czy nazwane. Wtedy jest wolność i dobry seks. 

Wolność ma swoją cenę. 

Tak, niesie konsekwencje. Bo wolność to nie jest dowolność. Czyli to nie jest: hulaj dusza, piekła nie ma. Wolność to odpowiedzialność, zadanie do spełnienia. I ty albo umiesz z tym działać, albo nie. Więc jeśli masz bogate życie seksualne, które wykracza jakoś poza schematy akceptowane ogólnie, musisz mieć w sobie siłę, że to udźwigniesz.  

Jeśli marzy ci się kochanek - odpowiedz sobie na pytanie, dlaczego chcesz go mieć. Czego w nim szukasz? Jak sobie poradzisz ze zdradą? Najpierw sobie tę myśl poobracaj, zmierz się z nią. Może w ogóle nie tego chcesz, tylko czegoś całkiem innego. 

Ryziński: Moja książka stawia pytania. Np.: Jak to możliwe, że miłość między dwojgiem ludzi nie musi oznaczać wcale wyłączności w seksie? / Fot. Shutterstock.com
Ryziński: Moja książka stawia pytania. Np.: Jak to możliwe, że miłość między dwojgiem ludzi nie musi oznaczać wcale wyłączności w seksie? / Fot. Shutterstock.com

Lubisz swoich bohaterów? 

Tak, bardzo. Jestem nimi zachwycony i cieszę się, że mogłem poznać ten świat oraz jego filozofię. Ich postawa życiowa: "To ja i moje życie, nie robię nikomu krzywdy, nie łamię prawa, realizuję tylko swoje pragnienia", to coś niesamowicie otwierającego. Ja uważałem siebie za osobę bardzo otwartą, akceptującą. A teraz siedzę i widzę, że jestem takim nudnym 40-letnim facetem. 

Też się tak poczułam - nudna i pruderyjna. 

Powiem ci, że spędzając tyle czasu z ludźmi, którzy po prostu realizują siebie, bardzo często zastanawiałem się, czy ja żyję moje życie. To zdanie: "Moje życie jest moje", zdanie wymarzone, wypowiedziane przez Emmę, to jest najważniejsza cecha moich bohaterów: lubią i akceptują siebie.  

Niektórzy ludzie do takiego poczucia będą dochodzić całe życie, inni nie dojdą do niego nigdy. 

Jak ludzie, którzy już ją przeczytali, reagują na twoją książkę? 

Powiem ci w sekrecie, że dostałem kilka interesujących zaproszeń do zamkniętych grup na FB! (śmiech). Zrobił się też ruch na moim Instagramie. Ludzie cieszą się, że wreszcie jest tekst, w którym mogą zobaczyć siebie, albo poznać takie praktyki, o których marzyli, ale myśleli, że są w tym odosobnieni.  

Jest też oczywiście grupa ludzi, którzy mówią: "Ja nikogo takiego nie znam, jak to możliwe?". Raczej sobie nie wyobrażasz, że ktoś ma pod sufitem belkę i się do niej podwiązuje. Sąsiedzi Tadeusza akurat to wiedzą, nawet karteczki zostawiali pod drzwiami: "Szanowni Państwo Sąsiedzi, uprasza się o może mniejszą ekspresję w czasie aktów seksualnych". Na co Tadeusz odpisuje: "Dołącz, zobacz. Pozdrawiam". 

Chciałbym, żeby było jasne, że moi bohaterowie to nie hedoniści, którzy nie akceptują świata zewnętrznego albo z nim walczą, albo są wobec niego agresywnie nastawieni. Mój bohater mówi: "To jest moja przestrzeń i moje życie. Przyjdź i zobacz, nie oceniaj, ale pozwól mi żyć". Jestem najlepszym sąsiadem, przyniosę ci zakupy i wyprowadzę psa, ale ty nie masz władzy nad moim seksem. A mój seks jest głośny. I tyle. 

Co oprócz seksu jest dla ciebie naczelnym, dominującym tematem w książce? 

Kobiety. Ich bycie w świecie męskim. Kobiety są z jednej strony strasznie zdominowane przez opresyjną męską kulturę w Polsce, a z drugiej strony najbardziej wyemancypowane, świetnie przygotowane do świata, wyedukowane, świadome siebie. Są też bardzo niedoceniane. To bolesne. 

Drugim wielkim tematem jest interakcja między uległością a dominacją. Ludzie bardzo pragną uległości. Nie pasywności, tylko uległości jako odpuszczenia i przestrzeni całkowitej wolności. "Rozkaż mi, co mam zrobić, a ja to zrobię". Nie muszę myśleć, nie muszę decydować, ty dbasz o mnie całkowicie. Tyle że ta druga strona często w ogóle nie jest na to gotowa. Nauczyłem się, pisząc tę książkę, właśnie od kobiet, że seks, a zwłaszcza seks w połączeniu z dominacją i uległością - co nie musi oznaczać od razu BDSM - który dzieje się w polskich domach, często jest teatralny, sztuczny, a przez to w jakimś sensie groteskowy.

Tymczasem zabawa ma być przyjemna, swobodna, ale na poważnie. W przeciwnym razie jest mało satysfakcjonująca. 

Jak myślisz, kto będzie czytał twoją książkę? 

Ludzie poszukujący szczęścia. Chciałbym, żeby czytały ją kobiety około 35.-40. roku życia, które mają już pewne doświadczenia za sobą i na przykład lekkie poczucie niespełnienia. Albo wyobrażają sobie możliwości, jakie jeszcze na nie czekają, ale myślą, że już tam nie dobiegną. Chciałbym, żeby one po przeczytaniu tej książki stanęły nago przed lustrem i powiedziały: "Moje życie jest moje. Ono będzie takie, jak ja chcę". 

Nie chodzi mi o to, żeby książka miała wartość terapeutyczną albo była przewodnikiem. Bo nie musisz tego robić, co opisałem, możesz znaleźć inną ścieżkę. Seksualność jest ogromna. Może być odkrywaniem bliskości, może być eksplorowaniem różnych relacji, może być wchodzeniem w głęboką intymność albo przeciwnie - w jednorazowe anonimowe kontakty. Cokolwiek, co jest zgodne z prawem i własną duszą.  

Ryziński: Ludzie marzą o uległości i dominacji w seksie. O tym, by ktoś nimi pokierował / Fot. Shutterstock.com
Ryziński: Ludzie marzą o uległości i dominacji w seksie. O tym, by ktoś nimi pokierował / Fot. Shutterstock.com

Jesteś przygotowany na złe recenzje, na hejt? 

Czy w ogóle można być przygotowanym na hejt? Ja nie jestem. Nie wiem, co się robi z hejtem. Czy się odpowiada, czy należy przemilczeć, czy sprostować? Liczę na chęć zrozumienia moich bohaterów i ich losów. Poza tym uważam, że pomimo ewentualnego hejtu czy negatywnej oceny należy robić swoje. Należy koncentrować się na tym, co jest dobre, szukać siły w dobrych rzeczach, w dobrych relacjach z innymi. A tamto zostawiać za sobą, zapomnieć. 

Ktoś może napisać lub powiedzieć: "Ten Ryziński wyobraża sobie, że heterycy uprawiają tylko wyuzdany seks". 

Ale ja sobie tego nie wyobrażam, ja tam byłem. Nie mówię, że wszyscy to robią, tylko że moi bohaterowie to robią. To nie jest wymyślone, tak to wyglądało. Poza tym jestem jedynie autorem tej książki, a nie jej właścicielem, więc ludzie mogą mówić wszystko, nad tym nie zapanuję i nie chcę. Wolę być wolny niż kontrolować. Chciałbym natomiast, aby czytelnicy za fasadą seksu opisywanego w książce zobaczyli opowieść o sobie i swoich własnych pragnieniach. Książki powinny stawiać pytania. Mam nadzieję, że moja tak właśnie czyni. 
 
*Mowa o akcji przeprowadzonej w latach 1985-1987 i polegającej na zbieraniu materiałów o polskich homoseksualnych mężczyznach i ich środowisku, w wyniku której zarejestrowano około 11 000 akt osobowych
 
Remigiusz Ryziński. Pisarz i filozof. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest profesorem akademickim i członkiem rady Ośrodka Badań Społecznych nad Seksualnością przy Uniwersytecie Warszawskim. Publikuje w czasopismach naukowych oraz prasie. Autor wydanego w 2017 roku reportażu "Foucault w Warszawie", za który otrzymał nominację do Nagrody Literackiej Nike. Rok później ukazała się jego druga książka reporterska, "Dziwniejsza historia". Laureat nagrody Natwest LGBT+ Diamonds 2018 w kategorii "Ambasador osób LGBT+ w życiu publicznym".

Jego trzecia książka, "Moje życie jest moje. Opowieści o wolności i pożądaniu", ukazała się 24 czerwca (Czarne).

KSIĄŻKA DO KUPIENIA W PUBLIO >>>

Remigiusz Ryziński, Moje życie jest moje. Opowieści o miłości i pożądaniu / Fot. materiały promocyjne Wydawnictwa Czarne. Zdjęcia portretowe: Albert Zawada
Remigiusz Ryziński, Moje życie jest moje. Opowieści o miłości i pożądaniu / Fot. materiały promocyjne Wydawnictwa Czarne. Zdjęcia portretowe: Albert Zawada

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do nagrody Grand Press. Lubi chodzić, jeździć pociągami i urządzać mieszkania.