Rozmowa
. (Fot. Shutterstock)
. (Fot. Shutterstock)

Zrobiłam krótką ankietę wśród koleżanek, którego z bohaterów książek lub filmów wybrałyby jako partnera i zawsze wygrywali niegrzeczni chłopcy. Kochały się raczej w Dylanie z serialu "Beverly Hills 90210", który mieszkał sam i miał popaprany życiorys, a nie w grzecznym Brandonie, redaktorze szkolnej gazety z wzorcowej rodziny. Dlaczego wolimy łobuzów?

Z kilku powodów. Pierwszy z nich to poczucie, że niegrzeczni chłopcy są tajemniczy i niedostępni. Jest dokładnie tak, jak śpiewała Madonna 40 lat temu - że największym afrodyzjakiem jest niepewność i niedostępność. Uda się go zdobyć albo nie uda. Zainteresuje się lub nie - jest w tym element hazardu.

Niestarający się o kobietę mężczyźni zostawiają jej też pole do działania. Kobieta nie jest dla nich oblężoną twierdzą, sama musi się wykazać inicjatywą. Dla niektórych to ekscytujące wyzwanie. Jeżeli kobieta miała do tej pory do czynienia z zimnymi mężczyznami, odciętymi od emocji - ojcem, bratem, pierwszymi partnerami - i nagle zaleje ją fala uczuć, wyznań, kwiatów, adoracji, to czuje się jak sarna w świetle samochodowych reflektorów. Takie zachowania partnera ją przerażają.

Serialowi Brandon i Dylan - bohaterowie 'Beverly Hills 90210'. Fot. Shutterstock

Źli chłopcy wydają się bardziej męscy i dlatego są atrakcyjni - bo niedostępni, niegrzeczni, grający na emocjach?

Mam w gabinecie często sytuację: kobieta wie, że powinna być z danym mężczyzną - tak jej podpowiada rozsądek. On jest odpowiedzialny, dba o nią, jest zaangażowany, jest lub będzie dobrym ojcem. A ciągnie ją do kolegi z pracy - zimnego, odciętego, złego. Emocjonalnie ma ochotę być w związku lub mieć romans z takim właśnie mężczyzną. Niektóre klientki zresztą zdradzają swoich mężów z bad boyami i przychodzą do mnie coś z tym zrobić, żeby nie dopuścić do rozpadu rodziny.

Szczęśliwie wzorce męskości się zmieniają, teraz bardziej męscy stają się dbający i zaangażowani mężczyźni. Kiedyś tata opiekujący się dziećmi na placu zabaw to był egzotyczny wyjątek - teraz staje się normą.

Ale, niestety, przez dziesięciolecia kobiety były przyzwyczajane do innego wzoru męskości - faceta w typie modela z reklamy papierosów Marlboro, którego interesują przygody, hulanki, mordobicie, romanse, a nie zakładanie rodziny czy bycie w związku.

Przez to w kobiecej świadomości utrwalił się stereotyp łobuza i kobieciarza jako tego męskiego. A przecież kobieciarze powinni raczej spotykać się z ostracyzmem, a nie zainteresowaniem. Tymczasem niektóre moje klientki z podziwem opowiadają o tym, że w dziadku czy ojcu kochały się wszystkie kobiety wkoło, romansował, był typem "prawdziwego mężczyzny".

Z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej kobieta zwykle wybiera mężczyznę, który zapewni byt rodzinie, stabilizację - ten schemat zachowania chyba powinien być mocniej zakodowany niż moda na rozrabiakę, często bez grosza przy duszy. To chyba stoi w sprzeczności?

I tak, i nie. Taki łobuz ma przecież kapitał społeczny, wszystkich zna, wiele widział i to bywa atrakcyjne dla kobiet. Bad boy zwykle nie ma nic do stracenia, jest bardziej porywczy, prędzej da w mordę, gdy ktoś mu pyskuje, lub jest niemiły dla jego kobiety.

Ale to się przecież może obrócić przeciwko kobietom. Te cechy, które one podziwiają - siła, porywczość, nieobliczalność - na dłuższą metę są męczące. Związek z mężczyzną, który się nie stara, kłamie, zapomina czy zdradza to szarpanina. W takiej relacji łatwo zostać zranioną.

I do zranień często dochodzi. Wchodząc ze złym chłopcem w relację, kobieta myśli, że życie to będzie wspaniała przygoda. A ten pociągający, chodzący własnymi ścieżkami indywidualista weźmie ją ze sobą w podróż. Ona patrzy przez pryzmat "my", a mężczyzna przez pryzmat "ja". To on ma się dobrze bawić. Stały związek szybko staje się dla niego przykrym obowiązkiem, a seks z partnerką przestaje być atrakcyjny.

Fot. Shutterstock

Kobiety myślą, że zmienią, udomowią łobuzów?

Myślą, że będą w stanie ich kontrolować. Tymczasem tak się nie da. Taki mężczyzna po prostu nie nadaje się do szczęśliwego, długoletniego związku. Podobnie jest z kobietami - te nieokiełznane, nieobliczalne, tajemnicze, dramatyczne - też pociągają mężczyzn. Ale faceci widzą w nich bardziej kochanki niż żony. Wiążą się z nimi raczej na chwilę, a nie na całe życie.

Czy ten typ kochanka/kochanki nie ma czasami cech osobowości borderline?

Owszem, może mieć. Taka osoba jest pociągająca przez pewien czas - bo zaskakuje, bo jest impulsywna w interesujący sposób, bo jak kocha, to całą sobą. Niestety, gdy zmienia się jej nastrój, staje się nie do wytrzymania. Znam historię mężczyzny, który zabrał kochankę z osobowością borderline na egzotyczne wakacje. Wcześniej się spotykali i był nią zafascynowany. A na wyjeździe przez większość dni rzucała w niego kamieniami. Nie dla żartu, chciała go trafić. Wpadała w skrajne stany emocjonalne - od miłości do nienawiści.

Takie relacje są pełne namiętności?

Gdy ktoś chce stworzyć relację z osobą borderline, musi pamiętać, że ona dość szybko wygasza seks w związku. Seks jest piękny, ale w fazie randkowania. Potem zostają tylko awantury.

Znam kobietę, która wyszła za mąż za bad boya, rockandrollowca, którego swego czasu zazdrościły jej wszystkie koleżanki. Po wielu latach związku okazało się, że ją zdradzał na lewo i prawo, oszukiwał. Rozstali się. Cierpiała. Rodzina się rozpadła. Dramat. Jak to możliwe, że przez tyle lat nie zauważyła, że jest zdradzana? Nic jej nie zaniepokoiło.

Nie mam pewności, czy ona tego nie zauważyła. Podejrzewam, że nie chciała zauważyć. Albo wypierała ten fakt ze świadomości. Wiele kobiet myśli, że swoją miłością zmienią mężczyznę, że jak się ożeni i będzie miał dzieci, to się ustatkuje. Nic z tych rzeczy. Od 15 lat pomagam ludziom terapeutycznie i nigdy nie spotkałem takiego przypadku. Jeśli spotkam, uznam to za cud.

Fot. Shutterstock

Dlaczego tak jest?

Bo bad boy się szybko nudzi. Wie, jak wpływa na kobiety. Cieszy się zainteresowaniem i z tego korzysta. Na początku każdą kocha na zabój, wielbi bezgranicznie, ale to się kończy. Może i szybko koronę na głowę kobiety włoży, ale potem równie szybko ją strąci i brutalnie podepcze.

Dlaczego kobiety tego nie przyjmują do wiadomości - tak jak wspomniana wcześniej znajoma? Nigdy nie szukała śladów zdrady. Dopiero gdy to jej wybuchło w twarz, zostawiła go.

Często póki coś jest nieoczywiste, jest akceptowane. Dopiero jak zostanie powiedziane, pokazane, to trzeba coś z tym zrobić. Poza tym są wtórne korzyści z bycia z takim złym chłopcem.

Jakie?

Kobiety myślą: "skoro ze mną jest, a inne to tylko kochanki, ja jestem dla niego najważniejsza. To do mnie wraca na noc, to ze mną ma dzieci". Akceptują tę sytuację. Ba, wręcz czują się wyjątkowe. Lub też wmawiają to sobie.

Znam dziewczynę, która przez lata wybierała niegrzecznych chłopców i zawsze te związki rozpadały się z hukiem. Teraz jest żoną spokojnego faceta i jest z nim szczęśliwa. Ale musiała przełamać schemat i mocno nad sobą popracować. Dlaczego kobiety popełniają te same błędy i wybierają ten sam typ faceta przez lata, mimo że wiedzą, jak to się skończy? Co stoi za tymi wyborami?

Najczęściej relacja z ojcem, który był zimny i niedostępny, a na jego atencję trzeba było zasłużyć, dewaluował matkę lub córkę. Pojawia się przymus powtarzania tego. Przy ciepłym facecie kobieta po prostu się nie odnajduje. Znam taki przypadek - córka policjanta i dyrektorki szkoły. On niezainteresowany, chłodny, dopiero po alkoholu pozwalał sobie na emocje i uczucia w stosunku do córki, ona despotyczna i kastrująca, do tej pory układa życie 40-letniej już córce.

Dziecko, które doświadczyło jedynie tzw. zimnego chowu, zna tylko takie zasady gry i w takiej relacji się odnajduje. Kiedyś ta kobieta spotkała mężczyznę spoza schematu i nie wiedziała, co zrobić z, według niej, nadmiarem uczuć z jego strony. Była zażenowana, gdy kupował kwiaty, pamiętał o ważnych dla niej rzeczach, robił prezenty.

Jak wyjść ze schematu?

Dopuścić myśl, że to spokojne życie też jest fajne i wartościowe. I dać sobie szansę na poznanie go.

Gdy zaczęła się pandemia koronawirusa i ludzie mieli przymusowe ograniczenie kontaktów społecznych, dzwoniło do mnie wielu klientów przerażonych, jak oni dadzą sobie radę, siedząc w domu z rodziną. Bez zabawy, siłowni, sportów. Tymczasem po dwóch tygodniach rozsmakowali się w życiu rodzinnym i docenili je. Po prostu wcześniej nie dopuszczali możliwości, że to może się im podobać. Tak samo jest z przełamaniem schematu w przypadku związków. Nie uciekać od nieznanego, tylko spróbować się odnaleźć w innym niż do tej pory rodzaju relacji. To może być zbawienne.

Fot. Shutterstock

Nawet jak nam się na początku wydaje, że to nie to?

Tak, zwłaszcza wtedy! Trzeba przeczekać, spotkać się więcej niż raz. Kobietom wydaje się też, że z łobuzem będzie zawsze ekscytujący seks. Tymczasem to niekoniecznie jest prawda. Upodobanie do bad boyów ma swoje odzwierciedlenie w fantazjach seksualnych. Kobiety, które ciągnie do niegrzecznych chłopców, często fantazjują o gwałcie. Ale nie o przemocy w wykonaniu Krzyśka spod sklepu, tylko o przystojnym Greyu czy Massimo, który przyjdzie, weźmie, co chce, ale tak naprawdę zrobi to, co im się podoba.

Czy z bycia bad boyem mężczyzna może wyrosnąć?

Tak, ale tylko w przypadku, jeśli była to kwestia wysokiego poziomu testosteronu w młodym wieku. Czyli jest łobuzem jako nastolatek i młody dorosły, ale w okolicy trzydziestki się uspokaja. Ale jeśli mężczyzna ma zaburzenia osobowości - narcystyczne, psychopatyczne, borderline - to bez psychoterapii z tego raczej nie wyrośnie.

A kobiety wyrastają z pociągu do niegrzecznych chłopców? Można kochać się w Dylanie, ale koniec końców wyjść za Brandona i być szczęśliwą?

Niektóre wyrastają. Inne wybierają samotność, bo przeczołgane przez związki z bad boyami są zranione i wolą się nie angażować. Albo wybierają bycie z kobietą - szczególnie te biseksualne. Część wychodzi za mąż za ciepłego misia, traktując go jako mniejsze zło. I jest jeszcze grupa, która chce coś z tym zrobić i idzie na terapię.

Jakie są sygnały, że relacja robi się toksyczna? Kiedy kobieta powinna uciekać od łobuza?

Kiedy doświadcza przemocy, została zakażona chorobą przenoszoną drogą płciową, gdy łapie się na tym, że tłumaczy jego skandaliczne zachowanie, nałogi, przemoc. Gdy bliscy znajomi zaczynają o nim źle mówić. Gdy seks się wygasza po zamieszkaniu razem.

Fot. Shutterstock

Czy jesteśmy w stanie przepracować schematy i na dobre wyleczyć się z bad boyów?

Jesteśmy. Najpierw trzeba przestać idealizować partnera i przypisywać mu anielskie cechy. Nie tłumaczyć go ze zdrad, oszustw, zachowania nie fair, a na pewno nie z przemocy. Dobrze porozmawiać z przyjaciółką, ale taką, która twardo stąpa po ziemi, wierzy w siebie. I napełni nadzieją, że można zbudować inną relację, lub wręcz sama przez to przeszła i może podzielić się swoim doświadczeniem.

Byłbym zapomniał - tworząc nowy związek, pamiętajmy o złotej zasadzie: nie wybierajmy do relacji partnera, który ma więcej problemów niż my sami.

Andrzej Gryżewski. Seksuolog, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny (CBT), psycholog, certyfikowany edukator seksualny. Autor bestsellerowej "Sztuki obsługi penisa", książek "Jak facet z facetem, rozmowy o seksualności i związkach gejowskich", "Macho, instrukcja obsługi", w której szerzej pisze o trudach związków kobiet z bad boyami, "Być parą i nie zwariować" napisanej z Katarzyną Miller oraz nowej, która w księgarniach pojawi się we wrześniu - "Niekochalni". Założyciel Gabinetu Psychoterapii Seksualnej CBTseksuolog.

Joanna Germak. Po 20 latach w mediach postanowiła związać się z zupełnie inną branżą. Nie tęskni za kontentem, ale brakuje jej dziennikarstwa, dlatego współpracuje jako autorka tekstów i wywiadów. Zawodowo lubi robić rzeczy, które mają sens.