Helmut Newton

Helmut Newton (fot. Helmut Newton Estate)

ludzie

Seks i fotografia. Dwie obsesje Helmuta Newtona

W autobiografii wprost pisał o ogromnym seksualnym apetycie, który towarzyszył mu od wczesnej młodości. Zanim stał się słynnym fotografem mody, autorem kontrowersyjnych zdjęć, wiódł życie wygnańca w Singapurze i Melbourne. Rozczarował go Londyn, uwiódł Paryż. Helmut Newton, gdyby żył, obchodziłby w tym roku setne urodziny.

"Big Nudes" i "Naked & Dressed" to jedne z najsłynniejszych prac Helmuta Newtona. Zrealizował je w latach 80. Pierwsza seria to nagie kobiety na białym tle. Sylwetki są napięte, a pozy wyzywające. Ma się wrażenie, że modelki patrzą na fotografa z góry.  Druga - to zestawy dwóch zdjęć. Przedstawiają tę samą grupę kobiet, które na jednej fotografii są nagie, a na drugiej - przyjmując identyczne pozy - ubrane w pięknie wystylizowane komplety.

Fragment wystawy 'Body Performance' (fot. Archiwum prywatne)
'Naked & Dressed' na wystawie 'Body Performance' (fot. Archiwum prywatne)

Fotografia Helmuta Newtona budziła sporo kontrowersji. Przeciwnicy - w tym środowiska feministyczne - zarzucali mu uleganie stereotypom i sprowadzenie kobiet do roli obiektów seksualnych. Z kolei fani jego stylu uważali, że bohaterki zdjęć Newtona świadomie przystają na erotyczną grę. Co więcej - to one wodzą obserwatora za nos.

Mały lord

Powiedzenie, że życie Helmuta Newtona kręciło się wokół seksu, nie powinno być dla niego krzywdzące. W  autobiografii, zatytułowanej po prostu "Autobiografia",  bez skrępowania opisuje mnóstwo sytuacji, w których już jako dziecko doznawał podniecenia, widząc nagie kobiece ciała. Na przykład wtedy, gdy jeszcze jeździł z rodzicami na wakacje do luksusowych hoteli, gdzie organizowano wieczorki taneczne. Jedna z pań wzięła go "na barana". Wystarczył kontakt z odsłoniętą szyją kobiety, by czteroletni Helmut poczuł ekscytację. W domu podkradał starszemu bratu czasopismo "Das Magazin" z sekcją rozbieranych zdjęć i zamykał się z nim w łazience. W autobiografii opisał również ciało własnej matki, Klary, która przed wielkimi wyjściami malowała się ubrana jedynie w figi.

Helmut Newton, Stern, Los Angeles (fot. Helmut Newton Estate)
Helmut Newton, Stern, Los Angeles (fot. Helmut Newton Estate)

Klara, z domu Markiewicz, wywodziła się z bogatej rodziny żydowskiej. Jej ojciec (zmienił z czasem nazwisko na Marquis) był pionierem branży reklamowej. Po przedwczesnej śmierci pierwszego męża, z którym miała syna Hansa, Klara ponownie wzięła ślub. Drugim wybrankiem był urodzony na Śląsku, również w żydowskiej rodzinie, skromny żołnierz Max Neustädter. Gdy się poznali, właśnie wrócił z frontu, walczył w niemieckiej armii przeciwko Rosjanom. Para szybko wzięła ślub i zamieszkała w Berlinie. Max przejął firmę pierwszego męża Klary, zajmującą się produkcją guzików. Powodziło im się - mieli duże mieszkanie, szofera i służbę.

Ich jedyne wspólne dziecko, urodzony 31 października 1920 roku Helmut, było rozpieszczane przez rodziców. Miał mnóstwo zabawek i własną opiekunkę, która codziennie chodziła z nim na spacery. W welurowym komplecie, koszuli z falbaniastym kołnierzykiem, białych podkolanówkach i bucikach z paskiem, Helmut wyglądał jak mały lord.

"Wolałem chodzić po barach, by podglądać kelnerki"

Rodzice dbali, żeby synowie mieli dobre wykształcenie, a także nabyli inne umiejętności, których wymagała przynależność do społecznych elit. Bracia uczęszczali więc do szkoły tańca czy na dodatkowe lekcje języków. Helmut nie był jednak typem naukowca, nie interesowały go zajęcia dla chłopców z dobrych domów. Wolał wałęsać się z kolegami po barach, żeby popatrzeć na kelnerki i szukające klientów prostytutki. 

Jego pierwszą miłością była Illa, koleżanka z drużyny pływackiej. Pewnego dnia oznajmiła, że jedzie na zawody do Breslau, czyli dzisiejszego Wrocławia, i zamierza znaleźć sobie tam chłopaka, by odkryć, jak "to" się robi. "Wróciła w sobotę i powiedziała: już wiem, jak to się robi i ci pokażę. Poszliśmy do mojego pokoju i zamknęliśmy drzwi na klucz"*.

Fotografie Helmuta Newtona na wystawie 'Body Performance' (fot. Archiwum prywatne)
Fotografie Helmuta Newtona na wystawie 'Body Performance' (fot. Archiwum prywatne)

Po wszystkim Helmut poszedł do kuchni i opowiedział matce, co właśnie przeżył. Ta obiecała zwiększyć mu kieszonkowe, aby mógł kupić prezerwatywy. Była zadowolona, bo znalezienie sobie dziewczyny polecił Helmutowi ich rodzinny lekarz. Miała to być recepta na rozładowanie napięcia seksualnego. Helmut miał wtedy 14 lat. W Niemczech właśnie pisano ustawy norymberskie.

Bilet w jedną stronę

Tabliczki z napisem "Zakaz wstępu dla żydów i psów" zniknęły z berlińskich kawiarni tylko na chwilę w 1936 roku, gdy w mieście odbywała się olimpiada. W tym samym roku Helmut zakończył edukację, oświadczając rodzicom, że chce zostać fotografem. Robienie zdjęć pasjonowało go tak bardzo jak pływanie i dziewczyny. 

Pierwszy aparat kupił już w 1932 roku. Cały negatyw poświęcił wtedy ujęciom w berlińskim metrze. Jedynym zdjęciem, które mu wyszło, okazało się ostatnie, cyknięte na szybko, już po wyjściu z podziemi. Przedstawiało antenę radiową.

Helmuta inspirowały nocne ujęcia Paryża w wykonaniu Brassai, a także reportaże zatrudnionego w redakcji "Berliner Illustriete Zeitung" Martina Munkacsi. Już w 1934 roku Munkacsi wyjedzie z Niemiec. Jego przyszłość to Nowy Jork i sława oraz opinia człowieka, który na zawsze zmieni fotografię modową. Na razie jednak Munkacsi parkował swój samochód w tym samym garażu, co ojciec Helmuta.

W wieku 16 lat Newton rozpoczął staż u znanej, lokalnej fotografki o imieniu Yva. "Były to najpiękniejsze chwile mojej młodości w Berlinie" - wspominał w autobiografii. Tam nauczył się fachu, a po kilku miesiącach zaczął nawet dostawać wynagrodzenie.

Wystawa zdjęć 'Private Property' (fot. Stefan Müller)
Wystawa zdjęć 'Private Property' (fot. Stefan Müller)

Historia jednak za nic miała plany nastoletniego Helmuta. Ustawy norymberskie weszły w życie i jego ojciec został zdegradowany we własnej firmie. Starszy brat Hans wyjechał do Argentyny. Po "nocy kryształowej" nie było już wątpliwości, że należało uciekać z Berlina.

Ojciec został aresztowany przez Gestapo i wypuszczony w kiepskim stanie kilka dni przed tym, gdy Helmut miał opuścić Niemcy. Dzięki kontaktom matki udało się załatwić dla niego paszport i bilet na statek do Azji. W wieku 18 lat Helmut, wtedy jeszcze Neustädter, wyruszył sam w podróż. Z Dworca Zoo w Berlinie jechał najpierw  do Triestu, skąd miał wypłynąć do Singapuru. Jedną z niewielu rzeczy, które miał w walizce, był aparat fotograficzny.

"Uwielbiałem burdele"

Podróż okazała się nie taka straszna. Na statku Helmut przekradał się do pierwszej klasy i dobrze się tam bawił. Nawiązał nawet flirt z bogatą mężatką, która odwiedzała go w ciasnej kabinie, mężowi mówiąc, że idzie do fryzjera. Gdy statek dobił do Singapuru, na pokład weszli urzędnicy pomocy społecznej, którzy analizowali wykształcenie oraz doświadczenie zawodowe pasażerów. Helmut przedstawił się jako fotograf, a posiadanie aparatu było jego kartą przetargową. Miał zostać zatrudniony w "Straits Times", najważniejszym dzienniku w Singapurze.

Zakwaterowano go w nędznym pokoju, w najgorszej dzielnicy miasta. Helmut wspominał, że pościel wymieniano, kiedy była już czarna, a po podłodze chodziły szczury i pająki. Miał robić zdjęcia na przyjęciach elit, ale nie wychodziło mu to zbyt dobrze i po dwóch tygodniach został zwolniony. Dużo czasu spędzał, siedząc w porcie, z tęsknotą obserwował statki przypływające z Europy. Korespondował  z rodzicami. W 1939 roku oni również opuścili Berlin, wyjeżdżając do południowej Afryki.

W swoim pokoju Helmut znalazł pewnego dnia liścik od kobiety z pomocy społecznej - Josette Fabien. Zapraszała go do swojego biura w hotelu Raffles. Wkrótce zostali kochankami. Dzięki kontaktom Josette Helmut otworzył małe studio fotograficzne na ostatnim piętrze domu handlowego Robinson's. Znajomi 34-letniej Josette uważali tę relację za mezalians i zagrozili jej zerwaniem kontaktów. "Pomimo tych gróźb Josette nie zamierzała zakończyć naszej relacji. Byłem zbyt dobry w łóżku" - wspomina Helmut. - "Nasz seks był gorący, byliśmy naćpani seksem".

Elizabeth Taylor sfotografowana przez Helmuta Newtona w Los Angeles w 1985 roku (fot. Helmut Newton Estate)
Elizabeth Taylor sfotografowana przez Helmuta Newtona w Los Angeles w 1985 roku (fot. Helmut Newton Estate)

Namiętność do prawie dwukrotnie starszej kobiety utrzymała się około dwóch lat. "Pieprzyłem ją każdego, jednego dnia (...) Byłem znudzony, wymyślałem ból głowy albo brzucha, byleby nie iść do niej". Zaczął za to korzystać z uroków życia nocnego. "W Singapurze, tak jak w Berlinie, prostytucja była dużym biznesem (...) Idea płacenia za miłość fascynowała mnie, odkąd mój brat w wieku 7 lat pokazał mi Ernę la Rossę [znana berlińska prostytutka - przyp. red.]. Uwielbiałem burdele, ale moje dotychczasowe kontakty seksualne ograniczały się do kobiet z dobrych rodzin, burżuazji".  

Oprócz nazwiska niewiele się zmieniło

Nad Singapurem zaczęły zbierać się czarne chmury. Japończycy odnosili na wojnie coraz większe sukcesy i zbliżali się do miasta. Zaczęła się również nagonka na Żydów, szczególnie tych pochodzących z Niemiec - kraju wroga.

Helmut dostał policyjne polecenie, by o podanej dacie i godzinie zjawić się w porcie na molo nr 10. Tam załadowano go na statek Queen Mary wraz z innymi Żydami, którzy przypłynęli dwa lata wcześniej do Singapuru. Nikt z pasażerów nie wiedział, jaki był cel podróży, dopóki nie dobili do Melbourne w Australii.

Newton trafił do obozu internowania, w którym spędził ponad dwa lata. Obóz był podzielony na cztery bloki. Kobiety odgrodzono od mężczyzn drutem kolczastym i wieżami kontrolnymi. "Moje życie seksualne uległo hibernacji (...) Znaleźć się tam bez kobiet i bez możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym było dla mnie straszne" - wspomina Helmut. W 1941 roku trafił na plantację brzoskwiń, gdzie pracował od rana do wieczora, zbierając owoce. Gdy sezon zbiorów się skończył, pojawiły się dwie opcje: albo zaciągnąć się do wojska, albo z powrotem trafić do obozu.

Żołnierzem był przez cztery lata. Służba w praktyce polegała na wykonywaniu określonych prac, na przykład przeładowywaniu pociągów. Stacjonując niedaleko Melbourne, żołnierze często wymykali się do miasta. "Wojsko australijskie było wspaniałe, nie było zbyt wielu formalności, panowała luźna atmosfera" - wspominał Helmut. Szczególnie zapamiętał z tamtych czasów piękną Irlandkę o imieniu Mary oraz Leslie, która była nauczycielką. Matka tej ostatniej ponoć świetnie gotowała. Przez jakiś czas spotykał się również z Żydówką - Louise, ale poważne plany, które zaczęli dla nich snuć rodzice dziewczyny, odstraszyły Helmuta. W 1946 roku zakończył służbę i przyznano mu australijski paszport. Wciąż mając z tyłu głowy marzenie o zostaniu słynnym fotografem, postanowił zmienić nazwisko. Zamiast Neustädter kazał wpisać w dokumentach Newton.

Zdjęcia na wystawie 'Body Performance' (fot. Gerhard Kassner / Helmut Newton Foundation)
Zdjęcia na wystawie 'Body Performance' (fot. Gerhard Kassner / Helmut Newton Foundation)

Wymarzone zlecenie

Za zarobione w wojsku pieniądze kupił samochód i otworzył mikroskopijne studio fotograficzne w Melbourne. To w nim poznał June, swoją przyszłą żonę. Była aktorką, zgłosiła się, by pozować Newtonowi do portretów. Między dwojgiem zrodziła się relacja inna niż te, które Helmut miał do tej pory.

"Co miała wyjątkowego? Przede wszystkim, nigdy wcześniej nie poznałem żadnej aktorki. Po drugie zawsze mnie rozśmieszała i była świetną piosenkarką. Godzinami jeździliśmy moim samochodem z opuszczonymi szybami, wiatrem, słońcem i June, która śpiewała wspaniałe piosenki. To był zupełnie inny związek niż wszystkie poprzednie, które były skoncentrowane na seksie" - opowiada Newton. Para pobrała się w maju 1948 roku.

To June zasugerowała Newtonowi, by podniósł cenę swoich fotografii. O dziwo - zadziałało i interes zaczął się kręcić. Helmut zajmował się fotografią ślubną, wykonywał też katalogi reklamowe dla sklepów, robiąc zdjęcia produktów spożywczych, mebli, ubrań. Pracował też dla magazynu "New Idea" -  który nadal istnieje - oraz wykonał kilka prac dla australijskiego dodatku do brytyjskiego "Vogue'a". W 1957 roku wreszcie otrzymał wymarzoną szansę - mógł przenieść się do redakcji magazynu w Londynie. 

"Nawet prostytutki miały wrodzone wyczucie mody"

W stolicy Anglii nie poszło jednak Helmutowi tak dobrze, jak się spodziewał. Na miejscu pracowało wielu fotografów, z którymi musiał konkurować. Miasto też nie przypadło mu do gustu.

Jeszcze przed wygaśnięciem umowy z "Vogiem" przeniósł się z June do Paryża. Tam pracował dla znanych tytułów, m.in. "Jardin des Modes", gdzie jak przyznał po latach - "nauczył się wszystkiego, co dotyczyło fotografii modowej od tych, którzy naprawdę ją rozumieli". We Francuzach widział prawdziwych mistrzów mody, którzy mieli ją we krwi. Odpowiadał mu ich styl życia: z kawiarenkami, pięknymi strojami i filiżanką kawy o wschodzie słońca. "Nawet prostytutki miały wrodzone wyczucie mody" - wspomina Newton. - "Ubierały się niesamowicie". Fotografował je na znanej ulicy Saint-Denis, przy której znajdowały się hotele na godziny. Zdjęcia robił również w barach i kabaretach.

Słynne lobby Helmuta Newtona (fot. Stephan Müller)
Słynne lobby Helmuta Newtona (fot. Stephan Müller)

W tym okresie po raz pierwszy wrócił do Berlina. Wśród miejsc, które odwiedził, było dawne studio Yvy. Choć zachowała się część jego wyposażenia, nie było używane. Fotografka zginęła przed laty w Auschwitz. 

Zanim na dobre osiedlił się we Francji, Helmut wrócił jeszcze na dwa lata do Melbourne. Wiedział jednak, że jeśli chce pracować w branży, jedynym słusznym wyborem był Paryż. W 1961 roku jego kariera nabrała rozpędu. Zaczął pracę dla francuskiego "Vogue'a"  i wreszcie mógł robić takie zdjęcia, jakie mu się podobały. "Lata 60. i 70. były okresem maksymalnej kreatywności w fotografii mody" - wspomina Newton.

Gdy wybudowano mur berliński, udał się do rodzinnego miasta, by zrealizować fotoreportaż z tego wydarzenia. Wyobraził sobie historię pięknej rosyjskiej agentki, w której rolę na jego zdjęciach wcieliła się modelka Brigitte Schilling. Na jednym z ujęć modelka w eleganckim stroju stoi na stopniach wieży kontrolnej i patrzy ponad mur. Fotoreportaż został opublikowany we francuskim "Vogue'u" i wywołał skandal polityczny. Innym razem, zainspirowany filmem Hitchcocka "Północ, północny zachód", Newton sfotografował modelkę uciekającą przed samolotem po pasie startowym. Ponoć dał pilotowi złe instrukcje i ten o mało nie rozbił maszyny.

W 1962 roku zadzwoniła do niego redaktor naczelna amerykańskiej edycji "Vogue'a" - Diana Vreeland. Praca dla niej była prawdopodobnie najbardziej wymagającym okresem w karierze Newtona. Vreeland potrafiła kilkanaście razy odrzucać sesję i zlecać jej realizację od nowa, nawet kosztem wysyłania fotografa ponownie za granicę.

Kobiety Newtona

Newton pracował jednocześnie dla kilku magazynów, a także realizował kampanie znanych marek. Pod koniec lat 60. jego zdjęcia były coraz bardziej nasycone erotyzmem. Prowokacyjny styl idealnie wpisywał się w klimat rewolucji seksualnej przełomu lat 60. i 70.

Miał również obsesję na punkcie manekinów, które upodabniał do modelek i ustawiał je obok nich, otrzymując efekt lustrzanego odbicia. W sesjach wykorzystywał akcesoria sado-maso, takie jak łańcuchy i smycze. "Olbrzymi wpływ na moje zdjęcia miała książka "Historia O" [francusko-niemiecki dramat erotyczny z 1954 roku - przyp. red.] (...), gdy znalazłem jej rzadką kopię w jednym z antykwariatów nad Sekwaną. Sprzedaż książki była zakazana w wielu krajach".

W 1978 roku zrealizował serię zdjęć nagich kobiet w gipsie i gorsetach ortopedycznych. Dla marki Hermes z koniem w logo wykonał fotografię, na której modelka ustawiona jest w pozycji klęku podpartego i ma na plecach siodło. Zdjęcie wywołało oburzenie. Feministki uznały je za przejaw uprzedmiotowienia kobiety. W wywiadzie dla "The Guardian" Newton stwierdził, że taka interpretacja to "głupie gadanie" i że to on jest feministą. Określał swoje bohaterki jako "triumfujące", mówił: "Lubię silne kobiety. Dominujące kobiety, przypominające męskiego macho, są nudne".

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Helmut Newton Foundation (@helmutnewtonfoundation) Wrz 13, 2016 o 2:07 PDT

Zawsze pokazywał je jako wyzywające i pewne siebie. To one rządziły w świecie kreowanym przez Newtona. "Często pytano mnie o to, bym opisał mój ideał kobiety. Uważam, że to niemożliwe. (...). To jak odkrywanie nowych, nieznanych terytoriów. Nie jestem w stanie wytłumaczyć, dlaczego jedna dziewczyna jest w stanie uwieść mój aparat fotograficzny, a inna nie" - pisał.

Fotografował też gwiazdy - jako pierwszą Jane Russell, potem inne znane postaci Hollywood, a także polityków, w tym Margaret Thatcher. "Była kobietą silną i potężną. Im większą miała władzę i większe odnosiła sukcesy, tym bardziej wydawała mi się sexy" - pisał.  

Swoje bohaterki ustawiał do zdjęć godzinami. Mówił: przesuń dłoń centymetr w prawo, broda pół centymetra do góry. Musiały być prowokujące i bezwstydne. Musiały być superkobietami.

Helmut Newton zmarł w 2004 roku w Los Angeles. Wcześniej chorował na serce i przeżył zawał. Oficjalną przyczyną śmierci był wypadek samochodowy - Newton uderzył w ścianę budynku. Stróż, który znajdował się w pobliżu miejsca zdarzenia, widział, jak ciało fotografa osuwa się na kierownicę i prawdopodobnie z tego powodu samochód nagle przyspieszył.

Do końca życia był z June.

***

W 2004 roku w Berlinie powstała Fundacja Helmuta Newtona. Jest tam muzeum, gdzie można obejrzeć przedmioty osobiste fotografa i słynne zdjęcia. Fundacja organizuje też czasowe wystawy. W tym roku, z okazji setnej rocznicy urodzin Newtona, szykowana jest wystawa "Helmut Newton. One hundred". Otwarcie zaplanowano na 31 października. Od 28 maja można obejrzeć zdjęcia Newtona i innych fotografów w ramach wystawy "America 1970's/80's".  

Po lewej: Sigourney Weaver, Los Angeles, 1983 rok; po prawej: wejście do fundacji Helmuta Newtona (fot. Helmut Newton Estate)
Po lewej: Sigourney Weaver, Los Angeles, 1983 rok; po prawej: wejście do fundacji Helmuta Newtona (fot. Helmut Newton Estate)

Bibliografia:

*Helmut Newton "Autobiografia", wyd. Contrasto, Verona 2004

Katarzyna Żechowicz. Dziennikarka i pasjonatka Włoch. Stypendystka rządu włoskiego, ukończyła z wyróżnieniem studia o modzie na najstarszym w Europie Uniwersytecie Bolońskim. Oprócz tego jest absolwentką dziennikarstwa i italianistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie pracuje w mediach i prowadzi własny portal o modzie oraz sklep internetowy Shop My Mood. Kolekcjonuje zagraniczne czasopisma, wśród których szczególne miejsce zajmuje włoska edycja Vogue'a. Uwielbia kuchnię śródziemnomorską, a każde wakacje spędza w ukochanej Kalabrii.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku