Kino samochodowe na Campo Grande w Brazylii. Wraz z pandemią koronawirusa moda na zapomnianą amerykańską rozrywkę opanowała cały świat

Kino samochodowe na Campo Grande w Brazylii. Wraz z pandemią koronawirusa moda na zapomnianą amerykańską rozrywkę opanowała cały świat (Fot. Vinicius Bacarin/Shutterstock)

fenomen

Kina samochodowe wróciły. Wymyślił je syn dla mamy, która nie mieściła się w kinowym fotelu

Drive-in cinemas przeżywają właśnie renesans w USA. Boom na najbardziej amerykańską z amerykańskich rozrywek trwa w Niemczech i powoli pączkuje w Polsce.

Wydawało się, że są pieśnią przeszłości. Tzw. drive-in cinemas (w skrócie: drive-iny) do tej pory kojarzyły się dość jednoznacznie: z amerykańską rozrywką z lat 50. i 60. XX wieku. Nawet w USA, kolebce kin samochodowych, przetrwało ich do dzisiaj zaledwie około 330, z ponad czterech tysięcy istniejących w szczytowym momencie popularności. 

Za to mają się coraz lepiej, bo okresowe zamknięcie kin tradycyjnych sprawiło, że świat przypomniał sobie o drive-inach. I to nie tylko w USA, ale też w miejscach położonych bardzo daleko od Ameryki w sensie i geograficznym, i kulturowym. Na przykład w Iranie, gdzie kina samochodowe zostały zakazane po rewolucji islamskiej w 1979 roku, jako zapewniające zbyt dużą prywatność niezamężnym parom. Pod słynną wieżą Bordż-e-Milad w Teheranie po raz pierwszy od 41 lat Irańczycy i Iranki mogli zasmakować amerykańskiej rozrywki. I choć film - propagandowy "Exodus" - wybrał Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, czyli jedna z dwóch gałęzi irańskich sił zbrojnych, ludzie i tak byli uszczęśliwieni. "Film jest mniej ważny, liczą się emocje" - zapewniali teherańczycy m.in. na łamach "The Independent".  

Niemiecki boom: od filmów po nabożeństwa 

W Europie prowodyrem są Niemcy. Od początku pandemii koronawirusa w niemieckich miastach otworzyło się już około 50 kin samochodowych. Jak donosił serwis "Deutsche Welle", większość ma stale wyprzedane bilety, także na filmy wyświetlane w tygodniu, a do tego organizuje koncerty i nabożeństwa. Podczas gdy kolejne festiwale muzyczne są odwoływane, niemiecka widownia bawiła się na koncercie Petera Bringsa, zorganizowanym w kinie samochodowym w dzielnicy Porz w Kolonii. "Myśleliśmy, że to się nie uda, ale fani trąbili klaksonami i błyskali reflektorami, by oklaskiwać artystę. Gęsia skórka od początku do końca" - cieszył się cytowany przez "Deutsche Welle" właściciel kina i organizator wydarzenia, Thorsten Schiers.  

Kino samochodowe w Stuttgarcie-Kornwestheim było gospodarzem ekumenicznego nabożeństwa w Wielkanoc. Niemcy są znani z elastycznego dopasowywania różnych obiektów do nowych funkcji - opustoszałe kościoły zamienili w kluby muzyczne, a nieczynne lotnisko Tempelhof w wielkie tereny rekreacyjne dla berlińczyków. Nie dziwi więc, że również kina samochodowe otwierają w robiących wrażenie lokalizacjach. I tak kinowe ekrany wiszą dziś m.in. na tle boeinga 747 w Muzeum Techniki w Spirze (Nadrenia-Palatynat) czy starej huty stali Phoenix-West w Dortmundzie (Nadrenia Północna-Westfalia). Jest też miejsce na happening: w Dreźnie na pokaz niemieckiej komedii "Wakacje z trabantem" sporo widzów przyjechało - a jakże - trabantami. 

Ale nie tylko Niemcy chętnie oglądają dziś filmy z własnych samochodowych foteli. Wielką popularnością kina samochodowe cieszą się również w innych krajach, np. w Norwegii, Hiszpanii, we Włoszech czy na Litwie.  

Niby to samo, ale jednak już inne. Samochody w drive-inie w USA ustawione według ścisłego reżimu sanitarnego / Fot. Shutterstock
Niby to samo, ale jednak już inne. Samochody w drive-inie w USA ustawione według ścisłego reżimu sanitarnego / Fot. Shutterstock

W Tryvann pod Oslo między 7 a 14 kwietnia, czyli przez pierwszy tydzień działalności, kino samochodowe odwiedziło blisko tysiąc osób. W Norwegii kina samochodowe działają w kilku miastach, a większość biletów jest wyprzedana ze sporym wyprzedzeniem.  

Wyjątkowe kino samochodowe - na płycie międzynarodowego lotniska - ma też Wilno. Motyw przewodni jest tam bliski podróżowaniu: co tydzień filmy z innego zakątka świata, na początek pokazano oscarowy "Parasite".  

I tak można wymieniać, bo moda na kina samochodowe objęła już prawie każdy kontynent oprócz Antarktydy. Świat obiegły zdjęcia kin samochodowych uruchomionych m.in. w Seulu (Korea Południowa), Dubaju (ZEA) i wspomnianym już Teheranie (Iran).  

Polska w globalny szał na drive-iny włączyła się później - od 18 maja kina samochodowe i plenerowe mogą w naszym kraju na powrót działać legalnie. Wcześniej nie pozwalały na to polskie przepisy o organizacji imprez w czasach pandemii koronawirusa. 18 maja wystartowało KINO Ferment w Poznaniu. Wielki ekran zawisł przy ul. Głogowskiej 248, a w cenie 40 zł za miejsce parkingowe widzowie mogli obejrzeć film "Sala samobójców. Hejter" Jana Komasy. Teraz dołączają kolejne miasta: od 21 maja - Kraków, 23 maja - Koszalin, 28 maja - Wrocław i Warszawa. W planach są kina samochodowe w Katowicach, Trójmieście, Tarnowie, Jastrzębiej Górze czy Koszalinie, a także samochodowe kina objazdowe, które odwiedzą kilka miast.

18.05.2020 , Poznan  . Kino samochodowe przy ul. Glogowskiej na terenie Wielkopolskiej Gieldy Odziezowej . Pierwsze kino otwarte podczas pandemii koronawirusa . Wyswietlano film ' Sala samobojcow. Hejter ' Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta SLOWA KLUCZOWE: koronawirus epidemia koronawirusa stan epidemii kino samochodowe
Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

Podjazd, mama, zraszacz 

To, jak rozrywka dawnej Ameryki idealnie wpasowała się w "nową normalność" czasów koronawirusa, jest fascynujące. Ale sama historia powstania kin samochodowych w Ameryce jest nie mniej ciekawa. 

Choć pierwsze nieśmiałe próby stworzenia drive-inów były już w 1915 roku, oficjalnie pierwsze kino samochodowe wystartowało w 1933 roku, a za jego twórcę uznawany jest młody Amerykanin z New Jersey, Richard Hollingshead Junior.  

Pierwsze w historii kino samochodowe, uruchomione w 1933 roku przez Richarda Hollingsheada Juniora / Fot. autor nieznany/domena publiczna/Wikipedia
Pierwsze w historii kino samochodowe, uruchomione w 1933 roku przez Richarda Hollingsheada Juniora / Fot. autor nieznany/domena publiczna/Wikipedia

Hollingshead wpadł na pomysł projekcji filmowych na własnym podjeździe, by zapewnić wygodę mamie. Jedne źródła mówią, że nie lubiła twardych, drewnianych kinowych krzeseł, inne, że się w nich nie mieściła. W tamtym czasie Hoolingshead pracował jako dyrektor sprzedaży w firmie swojego ojca produkującej części samochodowe. Widział, że Amerykanie kupują coraz więcej aut. Sam był pasjonatem filmów, a od kilku lat istniały już filmy dźwiękowe. Te trzy rzeczy sprawiły, że w jego umyśle zapaliła się lampka. Zaczął eksperymentować. 

Podjazd domu Hollingsheada przy 212 Thomas Avenue w Camden w stanie New Jersey stał się poligonem walk o nową kinową przyszłość Amerykanów. Hollingshead musiał wymyślić nie tylko jak transmitować dźwięk do samochodów, ale też jak je ustawić, by każdy pasażer dobrze widział ekran. Ten zrobił z prześcieradeł przybitych do drzew, za ekranem postawił głośniki, a projektor Kodaka z 1928 roku ustawił na masce samochodu. Mama-testerka siedziała w aucie. 

Używał zraszacza do trawnika, żeby imitować deszcz i sprawdzać, jak wpływa na dźwięk, a specjalne rampy, bloki i pochylnie, lekko podnoszące koła i poprawiające widoczność w tylnych rzędach, robił dosłownie z wszystkiego, co wpadło mu w ręce. Był cierpliwy - wymyślenie i dopieszczenie amerykańskiej ikony zajęło mu kilka lat. 

Patent na swój wynalazek Richard Hollingshead otrzymał 16 maja 1933 roku. Dźwięk nie płynął jeszcze przez fale radiowe bezpośrednio do aut, tylko z głośników od firmy RCA Victor. Przez to lepiej lub gorzej film słyszała cała okolica (i nie mogła spać), a ścieżka dźwiękowa nie zawsze zgrywała się z obrazem. Mimo to 6 czerwca 1933 roku drive-in Hollingsheada zorganizował pierwszy seans filmowy. Richard miał 33 lata, a bilet do jego spełnionego marzenia - kina pod gołym niebem - kosztował 25 centów za samochód i kolejne 25 centów za każdego widza.  

Richard Hollingshead był ojcem kin samochodowych, ale sam nie zdołał się wzbogacić na swoim wynalazku / Fot. Shutterstock
Richard Hollingshead był ojcem kin samochodowych, ale sam nie zdołał się wzbogacić na swoim wynalazku / Fot. Shutterstock

Odezwa Hollingsheada do Amerykanów brzmiała: "Cała rodzina jest mile widziana, bez względu na to, jak głośne są dzieci". Widzowie przybywali więc do kina familijnie. By nieco zaoszczędzić, część dorosłych ukrywała pociechy w bagażnikach i pod kocami, co dla maluchów musiało być nie mniejszą atrakcją niż seans dla ich rodziców. Tym bardziej że pierwszy wyświetlony film - komedia "Wives Beware", w której znudzony małżeństwem mężczyzna udaje amnezję, by romansować z innymi kobietami - był zupełnie niefamilijny. 

Baby boom, drive-in cinema bang! 

Choć historia pokazała, że pomysł Hollingsheada był genialny i spodobał się Amerykanom od pierwszej chwili, twórca kin samochodowych nie umiał na wynalazku zarobić i sprzedał biznes po trzech latach.  

Przez pierwsze lata rozwój drive-inów w USA stopowało istnienie patentu. Niewielu przedsiębiorców chciało za niego płacić, w efekcie czego do rozpoczęcia drugiej wojny światowej w USA kin samochodowych otworzyło się tylko około 15. Ale koncepcja przyjęła się w całym kraju - od Kalifornii po Nowy Jork i od Ohio po Teksas. Właścicielem dziewięciu kin był wówczas Philip Smith. Podtrzymywał on wizerunek kin samochodowych jako miejsc szczególnie przyjaznych rodzinom - na jego seanse dzieci mogły wchodzić za darmo i bawić się na specjalnie dla nich budowanych placach zabaw. 

Nim w rzeczywistość samochodowych kin wkroczyło radio, przez chwilę jeszcze indywidualne głośniki były mocowane drutem do samochodowych szyb. To rozwiązało problem rozjazdu dźwięku i obrazu, ale - cóż - wciąż nie było ideałem. Słabość dźwięku udało się wyeliminować dopiero dzięki falom radiowym - z czasem drive-iny miały własne częstotliwości i ludzie mogli słuchać filmu z radia w samochodzie.  

Ale póki co kina samochodowe ciągle czekały na swój wielki moment. 

Doły namiętności 

Złota era kin samochodowych w Ameryce wybuchła w drugiej połowie lat 40. XX wieku. Koniec drugiej wojny światowej przyniósł USA wyż demograficzny, tzw. baby boom. Amerykańska rodzina stała się najważniejsza i bogaciła się - ludzie chętniej osiedlali się na przedmieściach i kupowali wielkie, wygodne samochody. Tym bardziej że benzyna po wojnie przestała być racjonowana. W samochodzie można było palić, jeść własne jedzenie, czuć się absolutnie swobodnie i jeszcze do tego oglądać film. W 1947 roku USA miały już 155 drive-inów, a cztery lata później - 4151.  

Kino samochodowe uwiecznione na jednym z amerykańskich znaczków pocztowych / Fot. Shutterstock
Kino samochodowe uwiecznione na jednym z amerykańskich znaczków pocztowych / Fot. Shutterstock

Lata 50. to okres bezdyskusyjnej hegemonii kin samochodowych nad jakąkolwiek inną amerykańską rozrywką. Opłacił się konsekwentnie budowany wizerunek miejsc przyjaznych rodzinie - większość Amerykanów: panie domu, ich mężowie, dziadkowie, nastolatki z rozbuchanymi hormonami, widziała w drive-inach miejsce dla siebie. Rodzice mogli zabrać na seans i niemowlaki, i starsze dzieci w piżamach, a obsługa kin zapewniała podgrzewacze do butelek i inne udogodnienia. Starsi dostrzegali oszczędność - kina na przedmieściach nie wymagały już kosztownych wycieczek do miasta ani wynajmowania opiekunki do pozostawionych w domu latorośli.  

Z kolei nastolatki upatrywały w drive-inach doskonałych miejsc na znalezienie prywatności, czytaj: pierwsze gorące randki. W latach 50. drive-iny zaczęto nazywać passion pits - określeniem mówiącym, że nie tyle chodzi o oglądanie filmu, co o danie upustu namiętności. Dzięki artykułom zamieszczonym w prasie te nastolatki, które cudem jeszcze nie wiedziały o tym, że drive-iny to idealne miejsca, by uprawiać seks, właśnie się o tym dowiedziały. Taki wizerunek kin samochodowych utrwalił jeszcze musical "Grease" z 1978 roku. 

Film 'Grease' utrwalił obraz kin samochodowych jako miejsc idealnych na gorącą randkę / Fot. materiały dystrybutora
Film 'Grease' utrwalił obraz kin samochodowych jako miejsc idealnych na gorącą randkę / Fot. materiały dystrybutora

Z czasem rozrosły się one do gigantycznych centrów rozrywki. Przy drive-inach powstawały pola golfowe, a nawet motele z oknami skierowanymi na ekran, by ludzie mogli oglądać filmy z łóżka. Żeby jeszcze bardziej przyciągnąć klientów, kina samochodowe organizowały loterie z nagrodami, darmowe wstępy, koncerty, wreszcie nabożeństwa religijne. Z czasem normą stały się tak zwane buck nights - w wybrane noce wjazd kosztował tylko dolara.  


Seanse za dolara odbywały się w konkretne dni i ściągały do kin samochodowych jeszcze więcej osób / Fot. Shutterstock

Do niektórych kin wstęp miały nawet małe samoloty - parkowały w ostatnich rzędach. Ich holowanie na pas startowy po seansie zapewniał właściciel kina. Takim kinem było np. uruchomione w 1948 roku Drive-In and Fly-In Eda Browna, z miejscami parkingowymi na 500 samochodów i 25 samolotów.  

Największy drive-in w historii Ameryki otworzył się w Copiague w stanie Nowy Jork. Kino mogło pomieścić 2500 samochodów, a zgodnie ze swoją nazwą - All-Weather Drive-In, czyli Drive-in na każdą pogodę - oferowało też seanse zadaszone i klimatyzowane. Ponadto miało plac zabaw dla dzieci, restaurację z obsługą i pociąg wahadłowy, który obwoził gości po ponad 11-hektarowym terenie. Ale działały też kina maleńkie - na zaledwie 50 samochodów. Jedne i drugie w czasach kinowo-samochodowej amerykańskiej gorączki miały się świetnie. Do tego stopnia, że w pewnym momencie tradycyjne kina zaczęły padać. Drive-iny stały się nową religią Amerykanów. 

Teraz gramy: "Przeminęło z wiatrem" 

Karta zaczęła się odwracać pod koniec lat 60. Z jednej strony przyczynił się do tego spadek sprzedaży samochodów w USA, z drugiej - następujący z czasem rozwój innych form konsumowania rozrywki. W domach Amerykanów pojawiły się kolorowa telewizja i kablówki, a od 1965 roku również magnetowidy. Zaczęła się nowa moda - na wypożyczalnie wideo.  

Nie pomógł też kryzys paliwowy i energetyczny lat 70. - raz, że wzrosły ceny benzyny, a dwa - wprowadzono czas zimowy i letni, przez co filmy musiały być nadawane godzinę później latem. Kina ratowały się dodatkowymi seansami późno w nocy, a z czasem wyświetlaniem głównie horrorów i filmów pornograficznych, ale to z kolei wymagało budowania ich jeszcze dalej od miast i przedmieść, by sprośnych obrazów nie oglądały niepowołane oczy.  

Kina samochodowe zawsze musiały mierzyć się z kilkoma trudnościami nie do przeskoczenia: ze złą pogodą, a przede wszystkim z ograniczonymi godzinami seansów. Siłą rzeczy mogły działać tylko po zmroku, a eksperymenty z wielkimi zaciemniającymi namiotami nigdy nie przyniosły zadowalającego rozwiązania. Przez to dystrybutorzy często wybierali kina tradycyjne - które mogły zrobić więcej pokazów i więcej zarobić - a do kin samochodowych trafiały filmy klasy B, C i D, i te zaczęły kojarzyć się z rozrywką coraz niższych lotów. 

Pod koniec lat 80. XX wieku liczba kin samochodowych w USA i Kanadzie spadła poniżej 200. Właściciele pozostałych zwinęli biznesy, a ziemię - której wartość znacznie wzrosła - sprzedali deweloperom. Jeśli w ich miejscu nie wyrosły nowe osiedla, zamieniły się w centra handlowe, parki przemysłowe, kościoły i pchle targi.

Amerykańska ikona zwijała się z każdym dniem.

Opuszczone amerykańskie kino samochodowe. Dziś w Ameryce działa ich nieco ponad 300, z ponad 4 tysięcy w szczytowym momencie popularności / Fot. Shutterstock
Opuszczone amerykańskie kino samochodowe. Dziś w Ameryce działa ich nieco ponad 300, z ponad 4 tysięcy w szczytowym momencie popularności / Fot. Shutterstock

Wyjątkowym poczuciem humoru wykazał się właściciel kina samochodowego Spotlight 88 w North Sewickley Township, Beaver County w Pensylwanii - po tym, jak 31 maja 1985 roku większość jego kina zniszczyło tornado, postawił znak: "Teraz gramy: Przeminęło z wiatrem".  

Stopniowe odrodzenie drive-inów - choć nigdy na skalę jak w szczytowym okresie - przyniosły lata 90. XX wieku. W dorosłych Amerykanach z pokolenia baby boom odezwał się sentyment. Elementem mody na vintage stało się przywracanie do życia kin samochodowych. Drive-iny w nowej odsłonie - tzw. guerilla drive in, zapoczątkowane przez kino Liberation Drive-In w Oakland w Kalifornii jako partyzancki ruch pasjonatów - powstawały na zasadzie "zrób to sam". Widzowie umawiali się w sieci na oglądanie filmów przy nieczynnym magazynie lub na filarze mostu. Wystarczał projektor i nadajnik mikroradiowy. Do dziś takie kina działają w Ameryce, podobnie jak butikowe kina samochodowe na maksymalnie 30-50 samochodów, stawiające w swoim repertuarze głównie na nostalgiczne tytuły. 

Kino samochodowe w czasach koronawirusa / Fot. Shutterstock
Kino samochodowe w czasach koronawirusa / Fot. Shutterstock

Wciąż działa też Swap Shop & Drive In w Fort Lauderdale na Florydzie. Drive-in otwarty w 1963 roku i częściowo zamieniony w pchli targ jest dziś największym kinem samochodowym na świecie. 

Słodki smak nostalgii 

Jeśli ktoś może cieszyć się z pandemii koronawirusa, to możliwe, że właśnie właściciele kin samochodowych. Te, które mogą działać legalnie, przeżywają prawdziwe oblężenie - już nie tylko jako nostalgiczne ikony amerykańskości, wspomnienie "starych, dobrych czasów", ale też nieliczne enklawy w miarę "normalnego" życia społecznego. Internet pełen jest relacji szczęśliwych amerykańskich przedsiębiorców, których biznesy, od lat przędące z trudem, dzięki COVID-19 właśnie przeżywają złote czasy. Trudno mieć o to do nich pretensje. 

Tym bardziej że dzisiaj oglądanie filmów - nawet z wnętrza auta - jest już zupełnie czymś innym. Również w kinach samochodowych obowiązuje konieczność zachowania dystansu między samochodami, okna muszą być zamknięte, a cała impreza odbywa się w atmosferze lekkiego zagrożenia i wszechobecnej dezynfekcji. Z organizacyjnego punktu widzenia to zabawa dla prawdziwych pasjonatów. 

Młodzi ludzie, którzy w tych dziwnych czasach odkrywają uroki mocno zapomnianej amerykańskiej rozrywki, na własnej skórze doświadczają też ograniczeń drive-inów i dzielą się w sieci spostrzeżeniami: "Noc była tak zimna, że musiałem włączyć silnik. Bałem się, że padnie akumulator", "Bardzo dziwnie wychodzi się w trakcie seansu do toalety", "Mimo początkowej ekscytacji to było jednak smutne doświadczenie, dosłownie jak lizanie lizaka przez szybę".  

Jaka będzie przyszłość kin samochodowych? Prognozy są różne, a w skrócie: nie wiadomo. Drive-iny to wciąż nie jest pomysł na złoty biznes - infrastruktura jest bardzo droga, a zysk niepewny. Kina samochodowe raczej nie przebiją już nigdy popularnością kin tradycyjnych. Ale - nawet gdy zagrożenie koronawirusem minie - mogą stać się nową formą rozrywki, tak jak miało to miejsce z kinami plenerowymi, dziś w większości miast nieodłączną letnią atrakcją.   

20.07.2019 Lublin , Plac Litewski . Pokaz najwaznieszych filmow stulecia wedlug Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej ' Kino Niepodleglej ' . Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta SLOWA KLUCZOWE: kino niepodleglej filmy stulecia polski instytut sztuki filmowej film kino plac litewski projekcja spotkanie kino plenerowe sztuka filmowa
JAKUB ORZECHOWSKI

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do nagrody Grand Press. Lubi chodzić, jeździć pociągami i urządzać mieszkania.