Jarek Brodecki (fot. Katarzyna Brodecka / Archiwum prywatne)

Jarek Brodecki (fot. Katarzyna Brodecka / Archiwum prywatne) (Jarek Brodecki (fot. Katarzyna Brodecka / Archiwum prywatne))

społeczeństwo

"'Głupki, protestują, bo to modne'. Czy naprawdę tak trudno uwierzyć, że młodzi po prostu walczą o przyszłość planety, czyli naszą?"

Dzięki zaangażowaniu Jarka w dwóch łódzkich parkach staną specjalne domki dla owadów, zbudowane będą też miejsca do zimowania dla jeży. Zamiast przystrzyżonych trawników wyrosną łąki kwietne - bo na uporządkowanych trawnikach owady nie mają się czym żywić - pisze w książce "Young power. 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat" Justyna Suchecka.

Przed wyjściem w teren sprawdźmy kieszenie. Lupa? Jest. Pęseta (co najmniej jedna)? Jest. Potrzebne będą jeszcze mała foliowa strunówka, taka torebeczka, w której bezpiecznie można schować każdy znaleziony drobiazg, i próbówka, bo nigdy nie wiadomo, kiedy trafimy na przykład na jakiś ciekawy gatunek grzyba, który chcielibyśmy później dokładnie obejrzeć pod mikroskopem.*

Z takim zestawem można już wychodzić, by podbijać świat, a na pewno prowadzić przyrodnicze obserwacje. I właśnie bez takiego podręcznego pakietu Jarek Brodecki nie opuszcza domu.

- Gdy byłem mały, uwielbiałem chodzić do łódzkiego zoo. Kiedy ktoś z rodziny pytał, co chcę robić, zoo było zawsze pierwszą odpowiedzią - wspomina Jarek. - Dużo spacerowaliśmy też po lasach, a na majówki jeździliśmy do parków narodowych. Miałem sześć albo siedem lat, gdy zacząłem robić pierwsze zdjęcia przyrody. Fotografowałem jeże, gąsienice, motyle zawisaki. Ich larw nie zobaczyłem później już nigdy! Wtedy też wyciągałem muchy z pajęczyn i karmiłem nimi ropuchę. Przychodziła do mnie codziennie przez kilkanaście dni - chwali się.

Jarek uwielbiał te wycieczki, ale przekonał się też, że wcale nie trzeba daleko wyjeżdżać, by obserwować zwierzęta i rośliny.

Jarek pierwsze badanie przeprowadził w czwartej klasie podstawówki (fot. Archiwum prywatne)
Jarek pierwsze badanie przeprowadził w czwartej klasie podstawówki (fot. Archiwum prywatne)

Miejska dżungla

- Miejska przyroda jest niesamowita, tylko trzeba otworzyć na nią oczy - przekonuje. - Pierwsze badanie naukowe przeprowadziłem właśnie w mieście, byłem wtedy w czwartej klasie podstawówki. Zaplanowałem, że będę badał, w jakich godzinach do karmnika w ogrodzie babci przylatuje najwięcej ptaków. Co dziesięć minut zaglądałem do karmnika, liczyłem i kolorowymi mazakami zapisywałem: sikorki bogatki, modraszki, sójki, sroki, dzięcioły czy mazurki. Do dziś pamiętam dwie rzeczy: najwięcej równocześnie zaobserwowałem trzydzieści dwa ptaki, za to gil przyleciał do karmnika tylko raz.

Ostatnio Jarek obserwuje zbiorniki wodne w Łodzi, gdzie mieszka. Dolina rzeki Sokołówki, która płynie niemal przez całe miasto, jest według niego fascynująca.

- Niektórzy myślą, że mamy tu las bez życia, a ja właśnie dziś słyszałem zimorodka! I na pewno w okolicy mieszka więcej niż jeden. Liczę, że wkrótce je zobaczę - Jarek ekscytuje się na samą myśl.

No dobrze, ale czy przyrodę obserwuje się tylko dla przyjemności? Jarek mówi, że im więcej człowiek o niej wie, tym bardziej się zastanawia, co może zrobić, żeby jej pomóc.

Ostatnio Jarek obserwuje zbiorniki wodne w Łodzi, gdzie mieszka (fot. Katarzyna Brodecka / Archiwum prywatne)
Ostatnio Jarek obserwuje zbiorniki wodne w Łodzi, gdzie mieszka (fot. Katarzyna Brodecka / Archiwum prywatne)

Czas na domki dla owadów

Jarek od kilku lat bada, jak zmienia się bioróżnorodność w jego okolicy, oznacza gatunki.

- W jednym miejscu wykryłem dużo krajowych płazów, między innymi żaby moczarowe, które w okresie godów są niebieskie - opowiada. - Chciałbym, żeby znalazły się pod specjalną ochroną. W tym roku ktoś wywiózł tu gruz, teren rozjeżdżany jest quadami. A gdyby stała tu tablica mówiąca, że to cenne miejsce, to i ludziom bardziej zależałoby, żeby o ten teren dbać - podkreśla.

Dzięki zaangażowaniu Jarka w dwóch łódzkich parkach staną specjalne domki dla owadów, zbudowane będą też miejsca do zimowania dla jeży. Zamiast przystrzyżonych trawników wyrosną łąki kwietne - bo na uporządkowanych trawnikach, nawet bez naturalnie opadłych liści, owady nie mają się czym żywić. Jarek najpierw taką łąkę kwietną przetestował przed własnym domem. Rosną tam ostrożenie (możecie je znać jako osty) i inne polne rośliny.

Latem słychać głośne "bzzz", bo łąka przyciąga setki kolorowych owadów. Nie tylko pszczół, ale też trzmieli czy motyli. Oczywiście żeby wprowadzić takie rozwiązania w parku, dla całego miasta, potrzeba o wiele więcej pracy, pieniędzy i przede wszystkim - pozwolenia. Dlatego Jarek zgłosił projekt kwietnych łąk do Łódzkiego Budżetu Obywatelskiego.

To rodzaj konkursu, mieszkańcy proponują w nim projekty i rozwiązania, które mogłoby zrealizować miasto. By zgłosić pomysł, nie trzeba być pełnoletnim, i Jarek z tego skorzystał. Następnie mieszkańcy głosują. Te propozycje, które zdobędą największe poparcie, zostają wprowadzone w życie. Jarek przekonał do swoich łąk ponad tysiąc osób!

- Nie zawsze się udaje - mówi szczerze chłopak. - Na przykład kiedy w szkole z kolegami próbowaliśmy zdobyć pieniądze na szklarnię, nasz pomysł przepadł. Ale nie można się łatwo poddawać.

Jarek zgłosił projekt kwietnych łąk do Łódzkiego Budżetu Obywatelskiego (fot. Katarzyna Brodecka / Archiwum prywatne)
Jarek zgłosił projekt kwietnych łąk do Łódzkiego Budżetu Obywatelskiego (fot. Katarzyna Brodecka / Archiwum prywatne)

Jarek właśnie rozpoczął nowy projekt dotyczący mikrotworzyw.

- Badam, jak dużo jest w rzekach plastiku, ile jedzą go zwierzęta i jak to wpływa na ich zdrowie - wyjaśnia. - Obserwuję też, jak zmiany klimatu wpływają na gody płazów, czyli na to, jak rozmnażają się chociażby żaby. Na przykład ostatni kwiecień był tak ciepły, że niektóre zbiorniki wodne szybko wyschły i kijanki nie zdążyły się wylęgnąć ze skrzeku. To oznacza, że w ogóle nie przybyło tam płazów, a to zmienia cały ekosystem, zaburza naturalną równowagę. Takie małe przyrodnicze katastrofy składają się na wielką katastrofę, która dotyka całą planetę - dodaje.

To nie jest głupia moda

Zdaniem Jarka, aby rozwiązać tak wielki problem, wiele osób musi działać razem. Dlatego kiedy usłyszał o tym, że młodzi ludzie na całym świecie regularnie zbierają się na ulicach miast i miasteczek, żeby zwrócić uwagę polityków na zniszczenie środowiska, wiedział, że musi się do nich przyłączyć. Wydarzenie nazwano młodzieżowym strajkiem klimatycznym.

Gdy Jarek brał w nim udział po raz pierwszy, transparenty szykował sam. Przy kolejnych strajkach robił to już z przyjaciółmi. Przed południem wyszli razem ze szkoły, by w centrum miasta spotkać się z innymi młodymi ludźmi. Niektórzy śpiewali, inni grali na bębnach. Wszyscy skandowali, między innymi że nie chcą, by dalej wydobywano węgiel, i że czas zadbać o przyrodę.

- Po ostatnim strajku czytaliśmy o sobie w internecie: "Głupki, protestują, bo to modne". Czy naprawdę tak trudno uwierzyć, że młodzi po prostu walczą o przyszłość planety, czyli naszą? - pyta.

I dodaje: - Nie możemy się zniechęcać. Jeszcze w zeszłym roku byliśmy małą śnieżką, teraz jesteśmy śniegową kulą, a w przyszłości, mam nadzieję, nasze działania spowodują lawinę zmian.

Jarek chętnie opowiada o swoich odkryciach na Facebooku. Jego zdjęcia i filmy znajdziecie na profilu Lasem Myślący.

*Fragmenty książki "Young power. 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat" Justyny Sucheckiej

Justyna Suchecka, autorka książki 'Young power. 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat' (fot. Materiały prasowe)
Justyna Suchecka, autorka książki 'Young power. 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat' (fot. Materiały prasowe)

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (37)
Zaloguj się
  • Malgorzata Kita

    Oceniono 12 razy 6

    Brawo Jarek. Szacun dla twojej pracy i zaangażowania. Robisz coś bardzo dobrego dla nas wszystkich.

  • mazuvian

    Oceniono 2 razy 2

    Przyroda w Polsce ma choć odrobinkę szans, dzięki ludziom jego typu

  • rikol

    Oceniono 15 razy 1

    nie, nie walczą. Przyjazny dla natury tryb życia prowadzili nasi dziadkowie. Nosili ubrania, aż sie rozpadły. Chodzili pieszo, teraz mlodzież 100 metrów do sklepu jedzie samochodem. Wakacje spędzano w kraju, teraz latają na drugi koniec świata. Normą były szklane butelki i opakowania zwrotne w ogóle. Szkło i papier zbierało się, dzieciaki dorabiały. I ktoś chce komuś wmówić, że mlodzi dbają o środowisko? To jakiś żart. No i ta do niczego niepotrzebna książka, na którą wycięto pewnie spory las. to czysty konsumeryzm.

  • Joanna Gerejczyk

    Oceniono 17 razy 1

    Bomba! Uwielbiam młodych, mądrych, świadomych i zaangażowanych ludzi, taki młody niezłomny, który sieje swój entuzjazm. To taka promocja w pracy z młodzieżą.

  • dar61

    Oceniono 2 razy 0

    Melduję autorce, że na konwentyklu/-cie buergomajstrów i merów polskich tu na zach. kresach RP pono owi samorządowcy wspólnie zakazili się ideą łąk kwietnych, grzebiąc [zapewne] zyski firm dotąd wynajmowanych do kośby miejskich gazonów.
    Ta decyzja wykuwała się od łońskiej suszy.
    Ale przepychanie takich pomysłów tu u nas też, niestety, trwa dekady.
    Na szczęście zmiany klimatu dzieją się też w umysłach, nawet może tam się zaczynają?

  • druga_wieza

    Oceniono 30 razy 0

    Tak, trudno w to uwierzyć. Zwłaszcza gdy się myśli i pamięta swoją młodość i poczynania kolegów. Oraz gdy się słucha tych młodych ludzi. To ostatnie jest najważniejsze, bo w ten sposób oni sami dokonują samozaorania.
    Kiedyś taka młoda "protestantka" - szefowa czegoś tam rozmawiała w TokFM w popołudniowym programie. Zwykle to jest obrzydliwe, bo redaktorka popiera wszystko co dany gość powie, oczywiście goście są dobierani. Jednak tym razem protestantka wygadywała takie głupoty, że redaktorka ją prostowała, a na większość pytań po prostu nie znała odpowiedzi. Słuchałem tego niczym kabaretu.
    Również w TV słychać wypowiedzi młodych i gniewnych. Poziom ignorancji jest zatrważający.
    Zaangażowanie nie zastąpi wiedzy i rozumu, naprawdę.
    Pomijam, że często pod przykrywką zaangażowania jest chęć bycia w grupie, ładna dziewczyna, czy po prostu wagary. No i chęć zaistnienia...

  • xawery39

    Oceniono 5 razy -1

    Podziwiam odwagę tych młodych ludzi ! Gdy byłem w ich wieku , opinie młodych dorośli lekceważyli lub co najwyżej traktowali pobłażliwie. Indoktrynowano ich fałszywymi ideologiami i używano jako mięso armatnie .
    A gdy protestowali , to elita postępu , "aktyw robotniczy " rozpędzała gazem i pałami !
    Młodzi , doceńcie prawa jakie teraz macie i nie kpijcie tu z waszych rówiesników , entuzjastów!

  • icehunter

    Oceniono 13 razy -1

    Takie protesty to tylko zabawa.Żadnego przełożenia na zmiany. Zero efektu.

  • przechrztaimason

    Oceniono 18 razy -2

    Lubię tę protestującą młodzież. Zwłaszcza tę, którą na protest mamusia SUVem podwiozła.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX