Plac Czerwony w Moskwie

Plac Czerwony w Moskwie (fot. Shutterstock)

społeczeństwo

"Jak chce się pójść do fryzjera o trzeciej w nocy, to na pewno znajdzie się taki, który będzie otwarty". Polacy w Rosji

Michał uważa, że Rosjanie dzielą się na dwa typy ludzi: "Jeden to homo sovieticus - niezorganizowani, nastawieni na to, co da im państwo. Drugi - ludzie nowocześni, z otwartymi umysłami. Pod tym względem nie widzę różnicy między Rosją a Polską. Polakom proponowałbym się nie wywyższać i nie traktować Rosjan jako ciemnych albo zacofanych". Aleksander mówi, że Rosjanie Polaków traktują albo jak okno na Europę, albo jak rusofobów: "Kiedy jest jakieś nieporozumienie pomiędzy Polską a Rosją, to napięcie przenosi się od razu na nas".

Olga i Michał, 48 lat, Moskwa*

Michał pracuje dla firmy farmaceutycznej - od ośmiu miesięcy w Moskwie. Mieszka tu z żoną i dwiema córkami. - Żeby dostać wizę, wszyscy musieliśmy zrobić badania na HIV, 13-letnia córka też - mówi. Po stolicy Rosji porusza się komunikacją miejską. - Tu jeśli obcokrajowiec popełni dwa wykroczenia drogowe, jest deportowany, bez prawa wstępu do kraju przez trzy lata. Firma postanowiła nie ryzykować - stwierdza.

Oboje z Olgą korzystają więc z marszrutek, czyli małych busów. - Mieszkamy na obrzeżach miasta, a one dowożą wszędzie, za nieduże pieniądze. W samej Moskwie są metro, autobusy, tramwaje, trolejbusy. Wszystko świetnie zorganizowane.

Marszrutki nie mają oznaczonych przystanków. - Wychodzi się z metra i wszyscy wiedzą, gdzie będą stały - opowiada Olga, która właśnie w marszrutkach zauważyła, że Rosjanie bardzo lubią "angażować się w sprawę". Nieważne, jaką ani czy ich dotyczy. - Raz kierowca kazał pasażerce zapłacić dodatkowo za bagaż, bo wsiadła z dużą walizką. Pół marszrutki jej broniło.

Od kiedy mieszkają w Moskwie, zaczęli dużo chodzić. - Dziwiło nas, że wiele ubranych elegancko kobiet nosi adidasy. Teraz już wiemy, że podstawą są wygodne buty - mówi Olga, a Michał dodaje: - Oczywiście widzi się też złote dresy, wypasione samochody, ludzie lubią się pokazać. Mają nawet takie określenie: "musi być glamurne", czyli musi błyszczeć. Modowe must have to futra. Olga: - Ideologicznie się nie zgadzam, ale są przepiękne. Chodzą w nich też młode dziewczyny, jest mnóstwo fasonów, wszystkie wyglądają na lekkie jak piórko.

Michał twierdził, że Olga pozna Rosjankę po makijażu. - Zaczęłam się przyglądać, ale nie ma już tlenionych białożółtych włosów, turkusowych powiek, różowych policzków i różowych ust. Są pazury. Tu salonów piękności jest jak grzybów po deszczu - mówi Olga.

Widok na nowoczesną część Moskwy (fot. Shutterstock)
Widok na nowoczesną część Moskwy (fot. Shutterstock)

Michał chwali bankowość internetową. Olga - sklepy internetowe. - Zamawiasz sobie sukienkę, bierzesz różne rozmiary. Kurier czeka w przedpokoju, a ty mierzysz, zostawiasz właściwy. Jeśli żaden nie okaże się dobry, płacisz 300 rubli za fatygę - opowiada Olga. Razem z  Michałem kupują teraz przez Internet właściwie wszystko, nawet jedzenie. Wyprawa do supermarketu to trzy-cztery godziny, a dowóz działa sprawnie i nie można się przyczepić do jakości produktów.

Olga podkreśla, że dla Rosjan bardzo ważne są literatura i sztuka. Książki? Są tanie, kosztują w przeliczeniu około 10 złotych. Ceny spektakli czy innych rozrywek kulturalnych też są przystępne. Poza jednym wyjątkiem. - Tradycja noworoczna każe iść do Teatru Bolszoj i zobaczyć "Dziadka do orzechów" albo "Jezioro łabędzie". Przeszła mi ochota, jak poznałem ceny biletów. Zaczynały się od 30 tysięcy rubli, czyli dwóch tysięcy złotych. I to nie za bilet na sylwestra czy Nowy Rok, tylko okolice tych dat - mówi Michał.

Na jednym z wernisaży rozmawiali z paniami około sześćdziesiątki. Każda miała inną opowieść na temat Związku Radzieckiego. Jedna pamiętała, że mnóstwo jej znajomych zostało wywiezionych do łagrów, druga - że ją wyrzucili z harcerstwa za to, że miała krzywo chustę, a trzecia - że robiła wtedy, co chciała. - Jak nie występowałeś otwarcie przeciwko władzy, to nawet w tej komunistycznej Rosji dało się normalnie żyć. Teraz jest podobnie - mówi Olga. - Mąż znajomej chodził na protesty, ale wiele osób uważa, że nie ma sensu w ten sposób się angażować. Mają poczucie, że i tak nic nie zrobią.

Olga i Michał walczą o to, by zmienić obraz Rosji wśród swoich polskich znajomych. - Jak wyjeżdżaliśmy, to pytali nas, co będziemy tu robić, jak żyć - opowiada Michał. - Żona wcześniej prawie nie robiła zdjęć, a teraz umieszcza ich mnóstwo na Facebooku, żeby pokazać tym, którzy opowiadali nam o białych niedźwiedziach, jak tu jest naprawdę. Moskwa niczym nie ustępuje stolicom europejskim.

Po lewej: cerkiew Wasyla Błogosławionego i pomnik Minina i Pozarskiego na placu Czerwonym, po prawej: budynek giełdy w Moskwie (fot. Archiwum prywatne)
Po lewej: cerkiew Wasyla Błogosławionego i pomnik Minina i Pozarskiego na placu Czerwonym, po prawej: budynek giełdy w Moskwie (fot. Archiwum prywatne)

Choć - inaczej niż na Zachodzie - w Moskwie na każdym kroku słyszy się wytyczne. - Jedziesz schodami metra i słyszysz: "trzymaj dziecko za rękę", "utrzymuj odstęp co jeden schodek", "trzymaj się poręczy" - wylicza Olga. - Poza tym wszędzie są bramki: przy wejściu do metra, galerii handlowych, nawet do teatru. Kładzie się torebkę, prześwietlają zawartość. Albo ochrona prosi o pokazanie, co jest w środku. Nie do końca rozumiem ich działanie, bo jak się przechodzi przez bramkę i alarm pika, to nikt się tym specjalnie nie interesuje. Ale nasza 18-letnia córka powiedziała, że jej się to podoba, bo czuje się bezpieczniej.

Oboje przyznają, że po przeprowadzce poprawił im się komfort życia. - Zarobki są podobne, ale tu jest 13-procentowy podatek. Ceny - takie jak w Polsce albo niższe. Droższe są tylko importowane produkty, np. sery czy alkohole - mówi Michał. A skoro o jedzeniu mowa. - Mąż próbował kiełbasy doktorskiej, która jest tu we wszystkich wariantach. Wygląda jak najgorszy rodzaj mortadeli - twierdzi Olga. A Michał dodaje: - To jest symbol Rosji, otoczony kultem. Poza tym podstawą wyżywienia Rosjan jest kasza gryczana, tzw. greczka. Lubię też syrniki, czyli placki z białego sera, które podaje się na śniadanie, z zagęszczonym mlekiem słodzonym.

Z jednego ze służbowych wyjazdów przywiózł przepis na zupę soliankę. - Jest rewelacyjna na kaca, ale ma też walory smakowe - mówi. - To połączenie ogórkowej z pomidorową, do tego mięso, oliwki, ogórki kiszone, cytryna i jajko. Trzy podstawowe zupy tutaj to właśnie solianka, barszcz ukraiński i zupa rybna, czyli ucha. Rosół to dla Rosjan coś obrzydliwego. A podstawą kolacji noworocznej jest sałatka Olivier, czyli nasza jarzynowa, tyle że z dodatkiem mięsa albo wędliny.

W święto Paschy moskwianie jadą na grilla. Umawiają się na przykład w słynnym parku Gorkiego. Popularne są też dacze. I może to być albo elegancka willa, albo skromny drewniany domek pod miastem.

Historie o konsumowaniu w Rosji dużych ilości alkoholu, zdaniem Olgi i Michała, to już trochę melodia przeszłości. - Niedawno wylądowaliśmy u jednego z partnerów biznesowych. W gabinecie prezesa stół uginał się od jedzenia, a trunki były wszelkiej maści, ale nikt nie pił - opowiada Michał. Sklepy monopolowe są czynne do 22.00, kwiaciarnie i cukiernie - przez całą dobę. - Koledzy Rosjanie się śmieją, że kwiaty, szampańskoje i bombonierkę warto mieć zawsze na podorędziu. Jak trzeba przeprosić matkę, żonę czy kochankę, albo jak idzie się w odwiedziny, to wypada zabrać ze sobą taki zestaw - opowiada Michał.

Cerkiew Wasyla Błogosławionego w Moskwie (fot. Shutterstock)
Cerkiew Wasyla Błogosławionego w Moskwie (fot. Shutterstock)

Olga stwierdza, że Rosjanie kochają mieć wolne. Jak jakieś święto wypadnie w sobotę albo niedzielę, dzień wolny nie przepada, tylko jest oddawany. - Na osobną historię zasługuje Dzień Kobiet - mówi. - Oczywiście się wtedy nie pracuje. Żadnemu Rosjaninowi nie mieści się w głowie, żeby tego dnia kobiecie nie dać kwiatka. Z kolei 23 lutego jest Dzień Obrońcy Ojczyzny, traktowany jak Dzień Mężczyzny. Wtedy też nie idzie się do pracy.

Michał po ośmiu miesiącach życia w Moskwie ma taką refleksję, że Rosjanie dzielą się na dwa typy ludzi: - Jest typ homo sovieticus - niezorganizowani, nastawieni na to, co da im państwo. Drugi - ludzie nowocześni, z otwartymi umysłami. Pod tym względem nie widzę różnicy między Rosją a Polską. Polakom proponowałbym się nie wywyższać i nie traktować Rosjan jako ciemnych albo zacofanych.

Oldze bardzo spodobało się popularne w Rosji powiedzenie: "Jeśli coś jest zabronione, to nie wolno. Ale jeśli bardzo chcesz, to możesz".

Aleksander, 75 lat, Krasnodar

Jego ród trafił do Imperium Rosyjskiego na skutek drugiego rozbioru Polski. - Oboje moi rodzice pochodzili z rodzin represjonowanych. Dowiedziałem się o tym, gdy już byłem dorosły - opowiada. Takich rodzin jak jego było więcej, ale ludzie nie mówili o swoim pochodzeniu. - W latach przedwojennych odbyła się masowa polska operacja NKWD, na skutek której aresztowano ponad sto tysięcy Polaków i większość rozstrzelano. Nikt nie chciał podobnego losu dla swojego potomstwa. Zmieniano nazwiska, imiona, życiorys, co się dało. Ale był taki moment - przełom lat 50. i 60. - kiedy do Krasnodaru zawitało około stu polskich lotników wojskowych. Całe miasto było wypełnione polskimi mundurami. Dzięki nim Polacy wyszli z ukrycia - opowiada Aleksander.

Przez całe życie pracował jako elektryk. - Miałem fascynującą pracę, związaną z montażem, rozruchem i eksploatacją skomplikowanych przemysłowych urządzeń elektrycznych. - mówi. Z czasów radzieckich dobrze wspomina kontakt z polską kulturą, prasą i książkami. - Można było za niewielkie pieniądze zaprenumerować sobie kilkaset polskich tytułów.

Aleksander w swoim domu (fot. Archiwum prywatne)
Aleksander w swoim domu (fot. Archiwum prywatne)

Żonę poznał w 1977 roku, podczas wycieczki do Polski. Pobrali się po roku. Ich pierwszym wspólnym dachem nad głową był pokój wynajmowany u starszej pani, też Polki. - Wtedy mało kto miał mieszkanie tylko dla swojej rodziny. To zbliżało ludzi - wspomina. - Teraz żyjemy bardzo komfortowo. Ponad 30 lat temu dostaliśmy dwupokojowe mieszkanie na nowym osiedlu.

W połowie lat 90. w Krasnodarze odrodziła się parafia katolicka. - Mam do religii stosunek nijaki, więc na początku mnie to nie zainteresowało, ale później ci sami ludzie założyli organizację polonijną. Zacząłem brać udział w tej działalności, byłem już wtedy emerytem - mówi. Od 2002 roku redaguje pismo "Wiadomości Polskie" i uczy języka polskiego.

Na ziemiach, na których żyje, dwa wieki temu było Imperium Osmańskie. - Na drugim brzegu okalającej nasze miasto rzeki Kubań mieszkają górale muzułmanie. To całkiem inna kultura, zwyczaje. Wśród mieszkańców całego Kraju Krasnodarskiego można naliczyć ponad 120 narodowości. Jest duża tolerancja - opowiada. - Miasto też jest dość sympatyczne. Nad morze jedzie się dwie godziny, a morza są trzy: Azowskie, Czarne i... winne - żartuje. - Wina mamy wspaniałe, niektórzy mówią, że niekiedy lepsze od francuskich, zwłaszcza jeśli brać pod uwagę stosunek jakości do ceny. 

Natalia, 23 lata, Moskwa

Pomieszkiwała w Rosji trzykrotnie, podczas wymiany studenckiej. Uczy się w Niemczech, ale ciągnie ją na Wschód. Po raz pierwszy do Moskwy przyjechała w 2017 roku, pociągiem. Na peron wyszło po nią dwóch starszych kolegów - studentów, wyznaczonych przez uczelnię, aby ją odebrać. - Moskwa uderzyła mnie od razu, pokochałam ją w jednej sekundzie - wyznaje Natalia. - Okazało się, że będę mieszkać w budynku, który wygląda jak Pałac Kultury i Nauki. Ten akademik to jeden z wieżowców, o których mówi się Siedem Sióstr Stalina.

Natalia i jej akademik (fot. Archiwum prywatne)
Natalia i jej akademik (fot. Archiwum prywatne)

Natalia wspomina, że w Moskwie o wiele łatwiej było jej się zaadaptować niż w Berlinie. Ludzie okazali się przyjaźni i pomocni, zapraszali na spacery, pokazywali różne miejsca. - W Niemczech idzie się na kawę albo coś zjeść, tu głównie zwiedzaliśmy, dziennie pokonywałam po kilkanaście kilometrów - opowiada.

Rosjanie sprawili na niej wrażenie dżentelmenów. Kilka dni po jej przyjeździe przypadał Dzień Kobiet. Na ulicy składali życzenia, pozdrawiali. Ale na co dzień też są nonszalanccy i opiekuńczy. Natalia dodaje jednak, że taka postawa może uwierać. - Mam wrażenie, że w Rosji do płci wciąż przypisane są określone role. Niektórzy wartość kobiety wciąż mierzą tym, czy ma męża.

Gdy tęskni za Rosją, zamyka oczy i wyobraża sobie, że jest w pociągu. Podczas ostatniego z pobytów wybrała się w trzytygodniową podróż po Syberii. - Jak wsiada się do wagonu, rozpoczynają się wszystkie związane z daleką podróżą rytuały. Ludzie się rozkładają, rozpakowują, konduktor roznosi pościel - opowiada. - W drodze z Irkucka do Krasnojarska kilka minut po ruszeniu z peronu ktoś puka mnie w plecy. To kobieta w średnim wieku, pyta: "Jak masz na imię?". Mam wrażenie, że dla Rosjan znajomość imienia rozmówcy jest bardzo ważna. Potem była seria kolejnych pytań: "Gdzie jedziesz? Masz tam jakąś rodzinę? A co zjemy jutro na śniadanie?". I propozycja, żebyśmy napiły się razem herbaty. Dowiedziałam się wtedy, że lepiej nie używać szklanek z pociągu, bo nie są zbyt starannie umyte. Każdy dobrze wyposażony podróżnik ma własny kubek, ale nie termiczny, tylko zwykły, domowy. A kult picia herbaty panuje nie tylko w pociągu. Wszędzie w Rosji jest dostęp do wrzątku, żeby ludzie mogli ją sobie zaparzyć.

Natalia czekająca w Murmańsku na marszrutkę do Teriberki (fot. Archiwum prywatne)
Natalia czekająca w Murmańsku na marszrutkę do Teriberki (fot. Archiwum prywatne)

Izabela, 42 lata, Moskwa

W Moskwie mieszka od 18 lat. W Akademii Ekonomicznej w Katowicach poznała swojego obecnego męża, którego matka jest Rosjanką. Gdy obronili dyplom, na Śląsku szalało bezrobocie, postanowili więc spróbować szczęścia za wschodnią granicą. Oboje znaleźli pracę w handlu. - Dała mi możliwość zwiedzania Rosji, bo nie tylko latałam do różnych miast, ale też przejechałam samochodem wiele kilometrów. Zmieniło mi się też pojęcie odległości. Jak cel podróży jest do 1500 kilometrów od Moskwy, to uważam, że to w miarę blisko - śmieje się.

Po około sześciu latach zdecydowali się na założenie rodziny. Mają troje dzieci. - Jak dziecko ma podwyższoną temperaturę albo inne niepokojące objawy, to dzwoni się do przychodni i lekarz przychodzi do domu - opowiada. Taka usługa funkcjonuje w ramach publicznej opieki zdrowotnej. Iza nie ma do niej zastrzeżeń. Przyznaje, że korzysta głównie z prywatnego ubezpieczenia, ale rodziła w państwowym szpitalu. - Tutejsze porodówki to zwykle nie oddziały szpitali, tylko osobne jednostki - mówi. -  Zauważyłam, że mamy wypisywane po urodzeniu dziecka wychodziły do domu elegancko ubrane, w nienagannym makijażu, zdarzało się nawet, że zamawiały fryzjera. Często przed szpitalem czekały na nie rodziny i znajomi, z szampanami i w limuzynach.

Iza twierdzi, że wiele przywilejów przysługuje w Rosji rodzinom wielodzietnym. Oni dzięki swojej trójce mają sporo ulg. - Płacimy na przykład połowę czynszu za mieszkanie, 50-procentową zniżkę mamy też na prąd, wodę czy usługi komunalne. Przysługuje nam jedno bezpłatne miejsce parkingowe na terenie całego miasta, jeden rodzic zwolniony jest z opłat za transport publiczny, nie płacimy za przedszkole bliźniaków, za ich lekcje tańca - połowę ceny. Takie rabaty są w instytucjach publicznych, ale też w wielu prywatnych - wylicza.

Iza trzy lata temu mieszkała przez jakiś czas w Maladze. - Miałam wrażenie, że wszystko jest tam zamknięte. W Moskwie jest zupełnie inny rytm życia. Jak chce się pójść do fryzjera o trzeciej w nocy, to na pewno znajdzie się taki, który będzie otwarty - dodaje.

Iza z mężem i dziećmi (fot. Archiwum prywatne)
Iza z mężem i dziećmi (fot. Archiwum prywatne)

W każdej dzielnicy Moskwy jest coś a la hala targowa. - Choć bardziej przypomina elegancką galerię spożywczą niż zwykły targ. Wszystko pięknie poukładane i zawsze droższe niż w supermarkecie. Znajdzie się tu też przetwory domowej roboty, np. popularne kiszone pomidory, marchewkę po koreańsku - marynowaną, z ostrymi przyprawami, sery i twarogi - opowiada Iza. Pytana o tradycyjne rosyjskie potrawy, wymienia bliny, czyli naleśniki, które je się na słono i na słodko, i pielmieni - pierogi z mięsem. Oraz popularny kawior. Często spotykane połączenie to bliny z czerwonym kawiorem.

O relacjach towarzyskich mówi: - W okresie zimowym popularną rozrywką jest spotkanie w saunie, po rosyjsku - "w bani", często zakrapiane. A potem kąpiel w przerębli i nacieranie się śniegiem. Imprezy tego typu odbywają się zwykle w damskim albo męskim gronie, oddzielnie - opowiada. Zimowe popołudnia i weekendy mieszkańcy Moskwy lubią spędzać na lodowiskach. Te są na prawie każdym osiedlu, a w wielu centrach handlowych działają przez cały rok.

Gdy pytam, czy dużo rozmawia się o polityce, Iza stwierdza: - W luźnych rozmowach często słyszy się głosy popierające Putina. Ale polityka raczej nie jest częścią niedzielnych obiadów. Aneksję Krymu Iza odczuła głównie w kieszeni. - Wartość rubla spadła o 50 procent. Wielu Rosjan było jednak dumnych z tego posunięcia, szczególnie tych tęskniących za Związkiem Radzieckim. A to duża grupa.

Aleksander, 44 lata, Krasnodar

W Rosji mieszka od urodzenia. Jego ojciec jest Polakiem, matka ma pochodzenie rosyjsko-ukraińskie. - Kiedyś przyjechała ciotka i zaczęła opowiadać o naszych przodkach, o tym, że mamy szlacheckie korzenie. To mnie zachwyciło. Zacząłem szukać nowych informacji, znalazłem stare zdjęcia - opowiada. Polskiego uczył się od księdza. - Rodzicom musiałem wytłumaczyć, że to ksiądz katolik, a nie jakaś sekta. Wiedzieli, że bardziej czuję się Polakiem niż Rosjaninem i to akceptowali.

Aleksander (pośrodku) podczas Dnia Flagi Polskiej w Krasnodarze (fot. Archiwum prywatne)
Aleksander (pośrodku) podczas Dnia Flagi Polskiej w Krasnodarze (fot. Archiwum prywatne)

W 2001 roku został prezesem regionalnej organizacji Polaków na południu Rosji. Od miasta dostali pokój - 18 m kw. Nie płacą za wynajem ani za media. W zamian muszą uczestniczyć w koncertach przyjaźni narodów czy w demonstracjach 1-majowych. - Ale to nam pasuje, bo jesteśmy ubrani w polskie stroje, pokazujemy, że mamy swoje tradycje i kulturę, zabieramy nasze flagi.

Dodaje, że Rosjanie Polaków traktują albo jako okno na Europę, albo jako rusofobów. - Kiedy jest jakieś nieporozumienie pomiędzy Polską a Rosją, to napięcie przenosi się od razu na nas. Członków naszych organizacji wyrzucono na przykład z niektórych rad - przy gubernatorach czy prezydentach miast - opowiada.

Do Aleksandra docierają informacje o takich zdarzeniach, bo przewodniczy nie tylko Polonii w Krasnodarze, ale jest też prezesem Związku Organizacji Polskich "Jedność", skupiającego 17 organizacji polonijnych w całym kraju. Polonia wydaje pismo "Wiadomości Polskie". Część tekstów publikowana jest w nim po polsku, część po rosyjsku. - Kiedy zakładaliśmy "Wiadomości" w 2002 roku, mało kto rozumiał po polsku - mówi Aleksander. - Teraz w naszym języku czyta 80 procent Polonii.

Katarzyna, 49 lat, Moskwa

Dla Kasi, która ma męża Rosjanina, Moskwa stała się drugim domem 19 lat temu. - Jestem dumna z siebie, że zdecydowałam się tu przeprowadzić. To nie był modny kierunek - mówi. - Nie doświadczyłam zderzenia kulturowego, bo jesteśmy bardzo podobnymi narodami. Może Rosjanie są bardziej wyważeni, wstrzemięźliwi, nie narzucają swoich poglądów. Zawsze też robili na mnie wrażenie lepiej wykształconych, przynajmniej w grupie 50 plus.

Kasia z rodziną (fot. Archiwum prywatne)
Kasia z rodziną (fot. Archiwum prywatne)

Stosunki międzyludzkie?  Jej zdaniem są podobne do tych w Polsce czasów PRL-u. - Ludzie do siebie przychodzą, nie trzeba się jakoś specjalnie zapraszać. Urodziny czy inne święta najczęściej wyprawia się w lokalu, ale na co dzień spotykamy się w domach - mówi Katarzyna. Ale przez 19 lat nie odwiedzili jej w Rosji żadni polscy znajomi. - Zawsze mieli jakieś uprzedzenia. A tu naprawdę białe niedźwiedzie nie chodzą po ulicach. I nie ma się czego bać.

* Imiona zmienione na prośbę rozmówców

Izabela O'Sullivan. Dziennikarka prasowa i radiowa. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Publikowała m.in. w "Dużym Formacie", "Polityce", "Newsweeku", serwisach Polityka, WP i Polki. Lubi dobrą kawę i literaturę faktu.

Komentarze (164)
Zaloguj się
  • piotrfedak

    Oceniono 34 razy 26

    Bardzo jestem ciekaw, kiedy nasi rodacy zrozumieją, że pępek świata to nie jest skrzyżowanie Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich.

  • katzarina

    Oceniono 26 razy 18

    Mieszkałam na rosyjskiej prowincji. W Orle. Żyło się co najmniej ok. Ludzie na początku nieufni. Ale życzliwi. Ciekawi innego świata i kultury. Rosjanie uwielbiają czytać. Chodzić do teatru. Możecie nie wierzyć. Ale to kraj,W którym naprawdę dobrze się żyje.

  • viking2

    Oceniono 22 razy 18

    W Rosji nie byłem, ale kontakt z Rosjanami miałem i wspominam to bardzo dobrze.
    W czasach jeszcze ZSRR byłem na kontrakcie w Algierii, a tam, w tym mieście, gdzie byłem, była rosyjska (wtedy "radziecka") misja medyczna w miejscowym szpitalu.
    Powiem tyle: jeszcze mi się nie udało spotkać lekarzy-specjalistów takiego kalibru jak oni nigdzie więcej. Może i tak było, że ZSRR był uczulony na "opinię międzynarodową" i z 300 milionów ludzi mogli wybrać samą śmietankę najlepszych, ale to nie zmienia faktu, że bez wahania powierzyłbym tym lekarzom opiekę medyczną nad sobą i nad moimi bliskimi.

  • zdziwiony6

    Oceniono 24 razy 18

    Dobrze jest dowiadywać się o różnych krajach od ludzi, którzy tam mieszkają. Obojetne czy to jest Rosja, USA czy Indie. W Rosji byłem 2 razy. Pierwszy raz bardzo krótko i tylko w Moskwie. Drugi raz trochę dłużej i kolega, który tam mieszka od kilku lat zabrał mnie na wycieczkę samochodem poza Moskwę. On jako pierwszy zwrócił mi uwagę na to, że w Rosji pojęcie odległości jest inne niż w Polsce.

    Generalnie miałem pozytywne wrażenia z tego kraju aczkolwiek nie można porównywać Moskwy i prowincji, bo to są dwa różne światy. W jednyn i w drugim świecie ludzie są otwarci, chętnie pomagają, lubią pogadać. W Kilku miejscach pytaliśmy o drogę i każdy zapytany chętnie udzielił nam wypowiedzi a przy okazji chciał się dowiedzieć skąd jesteśmy i trochę porozmawiać.

  • fmwejherowo

    Oceniono 28 razy 14

    A mnie nikt nie przekona, zamiast zacieśniać kontakty z takim dobrym sąsiadem, jak Rosja, rozwijać to, budować nowe z tymi, których znamy od lat...., nasz cieniuteńkie władze błaźnią się, niszczą lata współpracy w imię z dupy wyciągniętych poglądów. Żeby to z jednej strony, Oni to z każdej robią. Smutne i pełen szacun za cierpliwość do tych ćwoków ze strony naszych sąsiadów. Te głupki dalej będą szukać sojuszników za oceanem. Koń by się uśmiał!

  • s-w-z

    Oceniono 26 razy 12

    Jestem mile zdziwiony, o Rosji i Rosjanach napisano w Gazecie normalnie, w tonie prawie przyjaznym.

  • hrkukus

    Oceniono 16 razy 10

    Cerkiew Wasyla Błogosławionego i pomnik Minina i Pozarskiego - świetna ilustracja dla Polaków w Rosji.

  • Ewa Anna

    Oceniono 13 razy 9

    Cekawy kraj ta Rosja, z niesamowitą historią. Mnie interesują szczególnie czasy carskie. Jest taki ciekawy blog prowadzony przez Polkę " Duchy Imperium Rosyjskiego", na który zaglądam i polecam. Wiele się dowiedziałam o przeszłości Rosji, z którą tak wiele mamy wspólnego. A teraz ten interesujący artykuł o współczesnych czasach, Przeczytałam z zainteresowaniem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX