Społeczeństwo
Boy Scouts of America (fot. Shutterstock)
Boy Scouts of America (fot. Shutterstock)

James Kretschmer, 12-latek z okolic Spokane w stanie Waszyngton, lubił jeździć na obozy harcerskie. Najlepiej radził sobie w ćwiczeniach terenowych na orientację. Podczas jednej z zabaw jako pierwszy z drużyny dotarł do mety. Zaledwie kilka godzin później, w środku nocy, do jego namiotu zakradł się drużynowy. James pamięta ciepły oddech na karku i dotyk rąk w okolicach genitaliów. Chłopiec był tak sparaliżowany strachem, że pozwolił mężczyźnie obmacywać swoje ciało w ciszy.

Nie mógł sobie potem wybaczyć zwycięstwa w konkursie. Myślał, że niepotrzebnie zwrócił na siebie uwagę i dostał za to "karę". Bo jak wytłumaczyć fakt, że drużynowy wykorzystywał potem każdą okazję, by spędzić z nim czas sam na sam?

56-letni dziś James Kretschmer wspomina na łamach "USA Today", że molestowanie trwało ponad trzy miesiące. Gdy powiedział o wszystkim rodzicom, wypisali go z drużyny harcerskiej. Nie zgłosili się jednak na policję ani do władz lokalnego hufca.

Tajemnica z dzieciństwa sprawiła, że James zamknął się w swojej skorupie. Najpierw oddalił się od rodziców, a z biegiem lat - od kolejnych żon, z którym rozwodził się w przerwach od służby w piechocie morskiej.

Bastion konserwatyzmu

James Kretschmer jako nastolatek należał do Boy Scouts of America, największej organizacji harcerskiej działającej w USA od 110 lat. Według danych BSA przez szeregi stowarzyszenia znanego z promowania patriotyzmu, odwagi i samodzielności przewinęło się do tej pory ponad 130 mln chłopców. Do skautów należeli m.in. były sekretarz stanu Rex Tillerson, Bill Gates, Neil Armstrong i działacz ruchu praw obywatelskich Martin Luther King Jr.

Organizacja, licząca dziś niecałe 2,2 mln członków (o połowę mniej niż w latach 70.), przeżywa największy kryzys w swojej historii. Amerykańscy skauci nie kojarzą się już z bastionem konserwatywnych wartości, ale z tysiącami przypadków pedofilii, do jakich dochodziło w ich szeregach przez dekady. Stanęli przed falą tak wielu pozwów, że firmy ubezpieczeniowe przestały pokrywać koszty związane z odszkodowaniami.

W dodatku nowe przepisy dotyczące przestępstw seksualnych wobec dzieci, a wprowadzone m.in. w Kalifornii, Arizonie, stanie Nowy Jork i New Jersey, umożliwiły zgłaszanie przypadków uznanych wcześniej za przedawnione. Efekt to około 300 pozwów - większość z nich dotyczy nadużyć w latach 60., 70. i 80. Jak podaje CNN, w wielu mowa jest o obmacywaniu dzieci przez przełożonych, zmuszaniu do seksu analnego i oralnego, a także udostępnianiu podopiecznym pornografii.

Efekt domina

Pod wpływem zalewu pozwów cywilnych skauci ogłosili w lutym bankructwo. Wniosek w tej sprawie - kilkanaście dni po jubileuszu 110-lecia organizacji - złożyli w federalnym sądzie upadłościowym w Wilmington w stanie Delaware. Takiego finału można było spodziewać się od dawna. Jak podaje dziennik "USA Today" tylko od 2017 do 2019 roku na odszkodowania wobec ofiar nadużyć seksualnych wydali ponad 150 mln dol. Organizację pogrążyły dodatkowo zeszłoroczne zeznania w sądzie dr Janet Warren z Uniwersytetu Wirginii, która analizowała akta organizacji z lat 1944-2016. Wynika z nich, że w szeregach skautów mogło być prawie 8 tys. wykorzystujących dzieci drużynowych i wolontariuszy. Ofiarą molestowania seksualnego miało paść ponad 12 tys. chłopców.

Organizacja, licząca dziś niecałe 2,2 mln członków (o połowę mniej niż w latach 70.), przeżywa największy kryzys w swojej historii (fot. Shutterstock)

Byli harcerze, którzy tak jak James Kretschmer przerwali milczenie i złożyli pozew przeciwko Boy Scouts of America, jeszcze długo będą musieli czekać na odszkodowanie. W wyniku ogłoszenia bankructwa toczące się przeciwko skautom postępowania sądowe trafiły pod jurysdykcję sądu upadłościowego. To, jakiej wysokości odszkodowanie otrzymają ofiary, zależy więc nie od przebiegu indywidualnego procesu w sądzie, ale trwających nawet kilka lat negocjacji między skautami, firmami ubezpieczeniowymi i poszkodowanymi. W sądzie upadłościowym ofiary rzadko też mają szansę na dostęp do dokumentów, które rzuciłyby nowe światło na przypadki nadużyć seksualnych.

Bankructwo to najbardziej wygodne rozwiązanie dla Boy Scouts of America, którzy - podobnie jak oskarżane o tuszowanie pedofilii amerykańskie diecezje katolickie - skorzystali z tzw. 11. rozdziału kodeksu upadłościowego. Przewidziana w nim procedura wymaga reorganizacji bankrutującego podmiotu, ale jednocześnie umożliwia dłużnikowi kontynuowanie działań. Bankructwo nie wpłynie jak na razie na funkcjonowanie 261 lokalnych hufców, które są formalnie niezależnymi prawnie jednostkami.

Archiwum perwersji

A pomyśleć, że już w 1935 roku "New York Times" pisał o prowadzonym przez skautów rejestrze byłych drużynowych, którzy dopuścili się nadużyć seksualnych i zostali uznani za "degeneratów". Rejestr, mający zapobiec ponownemu zatrudnianiu pedofilów, stał się świadectwem ogromnej skali nadużyć.

Dostęp do części akt, nazywanych potocznie "Perversion Files" (w wolnym tłumaczeniu: "archiwum perwersji"). Amerykanie zyskali w wyniku przełomowego procesu w Oregonie. 38-letni Kerry Lewis, wykorzystywany w dzieciństwie w szeregach skautów, w 2010 roku otrzymał 18,5 mln dolarów odszkodowania. Dwa lata później Sąd Najwyższy Oregonu upublicznił akta z lat 1965-1984. W dokumentach, które przechowywano do tej pory w siedzibie skautów w Irving w Teksasie, pojawiają się nazwiska 1250 pedofilów.  Jak wynika z analizy dziennika "Los Angeles Times", aż 80 proc. opisanych w tych archiwach przypadków nadużyć nie zostało zgłoszonych na policję.

Bankructwo to najbardziej wygodne rozwiązanie dla Boy Scouts of America (fot. Shutterstock)

Dziennik "USA Today" prześledził akta z początku lat 80. i opisał przypadek lokalnego lidera, który zgłosił, że drużynowy pokazywał zuchom treści pornograficzne. Pracownik odpowiedzialny za rejestr odmówił jednak wpisania do niego nazwiska pedofila. Jak tłumaczył, "choć spanie nago i pokazywanie chłopcom książek z pornografią nie jest najlepszą praktyką", trudno stwierdzić, czy "jest to wystarczająco duże przewinienie, by takiej osobie zakazać zapisania się do udziału w kolejnym obozie".

W niektórych przypadkach, nawet jeśli pedofil został zgłoszony do wewnętrznego rejestru, dostawał od przełożonych drugą szansę, nazywaną "okresem próbnym". Pedofile dołączali też do szeregów skautów, podając fałszywe dane lub omijając proces formalnej rekrutacji. Kierownictwo hufców czasem nawet nie sprawdzało, czy kandydat figuruje w wewnętrznym rejestrze organizacji. Zdarzało się wręcz, że zatrudniane były osoby karane za molestowanie seksualne dzieci.

"Los Angeles Times" opisuje przypadek pedofila z Minnesoty, który powrócił do pracy w lokalnym hufcu tuż po odsiadce wyroku. Jeszcze bardziej szokuje historia drużynowego z Indiany. Choć  wyrzucono go za napastowanie seksualne 14-latka, po wyjściu z więzienia w 1971 roku dołączył do skautów w Illinois. Za kolejną napaść seksualną został skazany dopiero 18 lat później. Przyznał w sądzie, że w karierze drużynowego wykorzystał seksualnie ponad 100 chłopców. Został skazany na 100 lat więzienia.

Pedofile dołączali też do szeregów skautów, podając fałszywe dane lub omijając proces formalnej rekrutacji (fot. Shutterstock)

Tylko nie sam na sam

Amerykańscy skauci z biegiem lat wprowadzili więcej restrykcji. Od 1988 roku zlikwidowano "okres próbny" dla skruszonych pedofilów. Kandydaci do pracy z młodzieżą sprawdzani są w rejestrze przestępców, a wszelkie podejrzenia nadużyć seksualnych w organizacji mają być zgłaszane na policję. Skauci prowadzą też obowiązkowe szkolenia dotyczące prewencji nadużyć seksualnych wobec nieletnich, a harcerze nie mogą zostać z drużynowym sam na sam.

Nie oznacza to jednak, że całkowicie udało im się rozprawić z problemem pedofilii. Paul Mones, adwokat reprezentujący w sądzie dziesiątki byłych harcerzy, złożył pół roku temu pozew w sprawie 17-latka z południowej Kalifornii. Chłopak miał być wykorzystany w 2018 roku przez 71-letniego lokalnego lidera Charlesa "Kip" Yottera. Mężczyzna został aresztowany pod zarzutem seksu oralnego z nastolatkiem i wyszedł z aresztu za kaucją. Kilka dni później popełnił samobójstwo. Paul Mones zarzuca teraz skautom, że przez dekady sprawowali niedbały nadzór nad lokalnymi hufcami, co sprawiło, że 71-letni mężczyzna mógł czuć się bezkarny.

Według Boy Scouts of America w 2018 roku odnotowano jedynie pięć przypadków nadużyć seksualnych wobec harcerzy. To, czy było ich więcej, okaże się w postępowaniu przed sądem upadłościowym. Ofiary, które nie złożyły pozwu przed ogłoszeniem przez skautów bankructwa, mają jeszcze na to szansę.

Do przerwania milczenia byłych harcerzy zachęcają dziesiątki prawników. Najbardziej aktywna jest firma prawnicza z San Diego, która zapoczątkowała ruch "Abused in Scouting" (w tłumaczeniu: "Nadużycia w harcerstwie"). Gdy w zeszłym roku pojawiły się przecieki, że skauci rozważają ogłoszenie bankructwa, kancelaria uruchomiła stronę internetową i opłaciła reklamy  telewizyjne z apelem do ofiar o ujawnienie się. Zgłosiło się ponad 2000 poszkodowanych: najmłodszy to ośmiolatek z Kalifornii, a najstarszy - 92-letni mężczyzna z Florydy. Jak spekulują sami amerykańscy skauci, z sądowymi roszczeniami może wystąpić od 1 do 5 tys. ofiar, a odszkodowania wyniosą nawet miliard dolarów. To gorzka lekcja dla organizacji, która ma uczyć chłopców szacunku dla Boga, innych ludzi i samego siebie.

Marta Zdzieborska. Dziennikarka. Mieszka w Kalifornii, skąd pisze reportaże i teksty o bieżącej sytuacji w USA. Współpracuje m.in. z "Tygodnikiem Powszechnym" i magazynem "Press". Publikowała też w "Wysokich Obcasach", "Polityce" i "Tygodniku Warszawa". Autorka książki "Tamtego życia już nie ma" (Świat Książki, 2019), zbioru reportaży o uchodźcach w Polsce. Laureatka honorowego wyróżnienia Nagrody im. Adolfa Bocheńskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (2016) oraz Nagrody Młodych Dziennikarzy im. Bartka Zdunka (2017). Jest na Twitterze: @MartZdzieborska