Dom kultury i bloki więzienne w Jaworznie, lata 70. XX wieku

Dom kultury i bloki więzienne w Jaworznie, lata 70. XX wieku (fot. Materiały prasowe do książki 'Komendant. Życie Salomona Morela' / Muzeum Miasta Jaworzna)

wywiad gazeta.pl

"Więźniowie się go strasznie bali, wzbudzał przerażenie". Historia Salomona Morela

W jego zeznaniach nie pojawiła się żadna wątpliwość, żadna skrucha, nic. Uważał, że wszystko było w porządku, takie były czasy. Nie miał absolutnie żadnej refleksji na temat swojego postępowania, nawet w prywatnych rozmowach. Dlatego kiedy wszczęto śledztwo przeciw niemu, był przekonany, że wyjdzie z niego suchą nogą - mówi Anna Malinowska, autorka książki "Komendant. Życie Salomona Morela".

Co o nim myślisz?

Myślę, patrząc na jego życiorys, że był w gruncie rzeczy banalną postacią. Ani specjalnie ciekawą prywatnie, ani zawodowo. Miał rodzinę - żonę i trójkę dzieci, mieszkał w centrum Katowic, chadzał od czasu do czasu na brydża i mecze Ruchu Chorzów. Był zwykłym, szarym panem, który mówi sąsiadom "dzień dobry". Tyle.

Dlaczego poświęciłaś tyle czasu temu "zwykłemu, szaremu panu"?

Bo ten pan przeżył swoje podczas okupacji, a później, dzięki niesamowitemu zbiegowi okoliczności, znalazł się na kierowniczych stanowiskach najpierw w obozie Zgoda w Świętochłowicach, a później w Jaworznie, w więzieniu dla tak zwanych młodocianych przestępców.

Miejscach do dzisiaj raczej słabo znanych opinii publicznej.

To prawda, żadne z nich nie funkcjonuje w społecznej świadomości. Jedno i drugie - obóz i więzienie - są traktowane marginalnie także na samym Górnym Śląsku, gdzie się znajdują. Jedno i drugie łączy także osoba komendanta/naczelnika. Był nim Salomon Morel. Postanowiłam się więc dowiedzieć, jak się tam znalazł, kim był, jakie były jego losy.

Skąd ta słaba pamięć o obozie w Zgodzie i więzieniu w Jaworznie? Przecież Polacy kochają martyrologię.

Pamięć o tych miejscach jest jak gorący kartofel. Dodatkowo przez lata Ślązakom nie wolno było w ogóle o nich mówić. Ów zakaz był wpojony do tego stopnia, że o Zgodzie nie rozmawiano nawet w gronie rodzinnym.

O Katyniu też nie można było mówić za komuny, ale po 1989 roku zaczęto.

W Katyniu mamy sytuację zero-jedynkową: polscy oficerowie kontra sowiecki wróg, a tutaj jest więcej odcieni szarości. To historia niewygodna, parząca, boląca każdego. Mamy przecież w Zgodzie oprawców z biało-czerwonymi opaskami na ramieniu i często polskie ofiary, które przez lata musiały nosić brzemię oskarżenia o zdradę polskości. Bez żadnych wyroków, bez prawa do obrony, bez procesów wysyłano ich do obozów za to, że Niemcy wpisywali ich podczas wojny, często pod przymusem, na volkslistę. Niezrozumienie położenia Ślązaków podczas wojny kończyło się często oskarżeniem o kolaborację z hitlerowcami. Do dzisiaj wielu ludzi na Śląsku odmawia rozmowy na ten temat, bojąc się posądzenia o bycie volksdeutschem czy pochodzenie z rodziny volksdeutschów.

Czyli wstyd jest obustronny. Wstydzą się i oprawcy, i ofiary?

Dokładnie tak. I jeszcze jedno. Trzeba pamiętać, że Salomon Morel nie był jedyną osobą, która pracowała w Zgodzie. Pracowali tam też miejscowi. Dlatego o tej uwierającej historii lepiej, zdaniem wielu, zapomnieć.

Są jednak tacy, co nie zapominają.

Co roku Ruch Autonomii Śląska organizuje Marsz na Zgodę. To jest jedyne wydarzenie, które upamiętnia ten obóz. Kiedy poszłam na marsz pierwszy raz, spodziewałam się naiwnie tłumów ludzi: zarówno byłych więźniów, jak i ich rodzin. Tymczasem, poza pojedynczymi przypadkami, nie spotkałam ich tam. Byłam tym zszokowana. To, że potomkowie ofiar Zgody nie dbają o pamięć, dużo nam mówi o całej sprawie.

Obóz Zgoda, fotografia terenu wykonana w 1959 roku (fot. Materiały prasowe do książki 'Komendant. Życie Salomona Morela'/ ze zbiorów Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz - Birkenau)
Obóz Zgoda, fotografia terenu wykonana w 1959 roku (fot. Materiały prasowe do książki 'Komendant. Życie Salomona Morela'/ ze zbiorów Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz - Birkenau)

Salomon Morel wydaje się w związku z tym figurą wygodną dla obu stron. Jego żydowskie pochodzenie - nie zgadzam się z Pawłem Smoleńskim, że ono "może mieć znaczenie tylko dla antysemitów" - pozwala zrzucić winę na wyimaginowaną tzw. żydokomunę. Można dzięki Morelowi uniewinnić i Polaków, i Ślązaków. Twoim zdaniem pochodzenie Morela ma znaczenie czy nie?

Należy sobie zadać pytanie, czy gdyby nie był Żydem, znalazłby się w tym miejscu, w którym był? Wątpliwe.

Mamy 1942 rok, zaczynają się polowania na Żydów. Dochodzi do egzekucji rodziny Morelów. On ukrywa się z bratem w chlewach i oborach rodzinnego Garbowa na Lubelszczyźnie. Kilkoro sąsiadów im pomaga, coraz bardziej obawiając się o swoje życie. Morel trafia do lasu, do partyzantki Armii Ludowej, co jest kluczowe dla zrozumienia jego dalszych losów.

Losów związanych ze służeniem nowej, komunistycznej władzy.

Nagle ten mizernie wykształcony chłopak z zacofanej cywilizacyjnie wsi znajduje się w centrum wydarzeń, wśród postaci, które będą za chwilę instalować w Polsce nowe rządy. Dostaje od nich wikt i opierunek, dostaje pracę i możliwość kariery. A że poszukiwani są wtedy także ludzie do zajęcia się więziennictwem, Morel zostaje skierowany właśnie na ten odcinek.

Ale chcę a propos jego pochodzenia dodać jeszcze jedno. Czytając bardzo obszerne akta dotyczące obozu Zgoda, nie znalazłam żadnego zeznania więźniów, w którym poruszaliby oni żydowskie korzenie Salomona Morela. To nigdy nie było dla nich ważne.

A dla niego samego?

Morel nigdy swojego pochodzenia nie stawiał pierwszoplanowo. Nie odżegnywał się od niego, czuł się jednak przede wszystkim Polakiem. Ba, czuł się polskim patriotą. Bywał w śląskim oddziale Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów, bywał w gminie żydowskiej w Katowicach, ale też wspominał z czułością garbowiecki kościół, katolickie święta, pisał w listach z Tel Awiwu, że chętnie zjadłby wieprzka. Warto również pamiętać, że w Marcu 68 roku nie wyjechał z Polski, nie miał zamiaru. Jego późniejsza emigracja do Izraela była ostatecznością.

I jego wielką tragedią.

Czuł się w Izraelu źle, ciągle narzekał. Tęsknił za Katowicami, za Garbowem, za Polską, ale wiedział, że nie może wrócić, bo wtedy czeka go proces.

Proces nie za samo naczelnikowanie więzieniom, bo naczelników i komendantów było przecież mnóstwo. Ale za to, jak się w podległych sobie obozach i więzieniach zachowywał wobec więźniów i na co pozwalał innym strażnikom. Czy Salomon Morel był oprawcą?

Rzeczywiście Morel nie wymyślił ani Zgody, ani Jaworzna - był trybem więziennej machiny, ale, powiedziałabym, nadgorliwym. Po prostu nie musiał pewnych rzeczy robić, a robił. Strasznie traktował więźniów, przyzwalał na sadystyczne zachowania, uporczywie karał, znęcał się nad ludźmi. I nawet gdyby na początku, zaraz po wojnie, próbować go "usprawiedliwiać" i patrzeć na jego zachowanie przez pryzmat tragicznych doświadczeń okupacyjnych, to potem, pod koniec lat 40. i na początku 50., nie da się jego zachowania już nijak "tłumaczyć". Dlatego, moim zdaniem, motyw zemsty zupełnie tu nie pasuje.

Salomon Morel i list gończy (fot. Materiały prasowe do książki 'Komendant. Życie Salomona Morela')
Salomon Morel i list gończy (fot. Materiały prasowe do książki 'Komendant. Życie Salomona Morela')

"W Morelu siedział jakiś taki demon zła" - mówi jeden z twoich rozmówców.

Więźniowie się go strasznie bali, wzbudzał przerażenie. Ciągle karał ich bez powodu, stosował rękoczyny, wysyłał do karceru, nie pozwalał pić wody podczas pracy w upalne dni. Myślę, że jego wojenne doświadczenia uruchomiły w nim tego "demona zła", którego nie potrafił spacyfikować. 

Żeby to zrozumieć, trzeba sobie wyobrazić zaszczutego chłopaka, który ląduje w lesie, w partyzantce, gdzie rządzą brawura, alkohol, przemoc i brak drylu. To go właściwie kształtuje. I po paru latach takiego męsko-leśnego towarzystwa dwudziestokilkuletni chłopak trafia do obozu, gdzie jest panem życia i śmierci, gdzie może wszystko. Puściły mu wszelkie hamulce.

Za co był też często nagradzany.

Miał "trzymać za mordę" i trzymał. Władza była zadowolona.

Rodzina też. Był kochającym mężem i ojcem.

To jest właściwie klasyk - oprawca w pracy, kochany ojciec w domu. Znamy tych historii bez liku. Choć też trzeba powiedzieć, że jego znajomi z TSKŻ opowiadali, że nie był wcale taki sympatyczny. Narzucał raczej dystans i zyskiwał dopiero po bliższym poznaniu. A po Marcu '68, odstawiony na boczny tor, zaszył się w domu i nie chodził nawet na estradowe występy swojej córki, Danuty Morel.

Był jednak, zdaje się, jeden świat, w którym Morel stawał się bardzo przyjacielski - Garbów. Z sąsiadami, którzy uratowali mu życie, był do końca w relacjach niemal rodzinnych.

Wpływ na to miało nie tylko to, że on i jego brat byli podczas wojny ukrywani przez sąsiadów, ale także z pewnością nasza generalna skłonność do patrzenia na dzieciństwo jak na czas idylli. Dla Morela Garbów był zawsze najwspanialszym miejscem na ziemi. Nie Katowice i na pewno nie Tel Awiw, ale właśnie Garbów, do którego jeździł regularnie.

W Katowicach był komendantem, w Garbowie wesołym Szlomkiem z mandoliną.

I jednocześnie szychą, osobą, której się w życiu udało. Przyjeżdżał tam w porządnym garniturze i pomagał, kiedy trzeba było coś komuś załatwić. Za całe zło obwiniał wyłącznie Niemców. A Niemcy to był dla niego Górny Śląsk, volksdeutsche.

Garbów. Dom Mirosława i Genowefy Filipek w którym podczas wojny ukrywał się Salomon Morel z rodziną (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)
Garbów. Dom Mirosława i Genowefy Filipek w którym podczas wojny ukrywał się Salomon Morel z rodziną (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Wiemy coś o jego życiu od przejścia na przymusową emeryturę w 68 roku do początku lat 90., kiedy zaczęło się śledztwo w jego sprawie?

Absolutnie nic. Żadnych afer, żadnych kochanek. Zwykłe życie.

Zerka wtedy Morel bardziej w stronę żydowskiej społeczności?

W TSKŻ i gminie żydowskiej zaczął bywać jeszcze przed Marcem, co, podejrzewam, wiązało się z odwiedzinami Garbowa. Te wizyty przypomniały mu o jego korzeniach. A po Marcu, po ciosie w plecy od Mieczysława Moczara, kolegi z partyzantki, musiał mieć Morel poczucie chęci przynależności do jakiejś grupy, to naturalne. Tą grupą byli śląscy Żydzi.

Dziennikarzy natomiast traktował bez pardonu.

Grażynę Kuźnik, pierwszą dziennikarkę, która odwiedziła go w domu, wyrzucił po pierwszym trudnym pytaniu za drzwi. Jedynym dziennikarzem, jakiemu udało się zbliżyć do Salomona Morela, był Amerykanin John Sack. Panowie poznali się w TSKŻ, Morel zaufał Sackowi dlatego, że ten też był Żydem.

I to był jego błąd.

Oczywiście, bo Sack był przede wszystkim dziennikarzem i zamierzał wszystko opisać. Tak powstała jego książka "Oko za oko". Morel znów poczuł się zdradzony i mleko się rozlało.

Rozlewało się już w wolnej Polsce. Bardzo wolno.

Po lekturze akt mam wrażenie, że ta sprawa przerosła ówczesnych śledczych. Nie rozumiem wielu ich posunięć. Nie rozumiem, dlaczego jednych świadków przesłuchiwano kilkakrotnie, choć ich zeznania nic nowego nie wnosiły, a innych w ogóle. Nie rozumiem, dlaczego w tak skomplikowanym śledztwie zmieniano osoby je prowadzące. Wszystko to nie służyło postępowaniu w sprawie Morela.

Który z kolei nie rozumiał oskarżenia.

Morel nie uważał, że zrobił coś złego. Nie próbował się usprawiedliwiać, wybielać. W jego zeznaniach nie pojawiła się żadna wątpliwość, żadna skrucha, nic. Uważał, że wszystko było w porządku, takie były czasy. Nie miał absolutnie żadnej refleksji na temat swojego postępowania, nawet w prywatnych rozmowach. Dlatego kiedy wszczęto śledztwo przeciw niemu, był przekonany, że wyjdzie z niego suchą nogą.

Nie wyszedł. Ucieka do Izraela, który odmawia Polsce ekstradycji.

Mieszka tam z córką, Danutą. Reszta rodziny - żona, pozostałe dzieci - nie ma zamiaru wyprowadzać się do Tel Awiwu. Salomon nie ma w Izraelu przyjaciół. Jest samotnym, zgorzkniałym człowiekiem, który strasznie tęskni za Polską.

Danuta Morel, córka Salomona (fot. Materiały prasowe do książki 'Komendant. Życie Salomona Morela')
Danuta Morel, córka Salomona (fot. Materiały prasowe do książki 'Komendant. Życie Salomona Morela')

Danuta Morel nie dała nigdy wiary oskarżeniom wobec ojca?

Ona je wszystkie po prostu wyparła. Dla niej Salomon był ukochanym tatą. Łączyły ich miłość, wzajemne uwielbienie i przyjaźń, mieli niezwykłe porozumienie i podobne poczucie humoru, nawet fizycznie byli do siebie bardzo podobni. Dlatego tak bardzo ciekawi mnie odpowiedź na pytanie, czy gdyby Salomon Morel wiedział, że karę za jego winy poniesie ukochana córka, zrobiłby coś inaczej? Czy gdyby wiedział, że jej sceniczna kariera załamie się w Polsce dlatego, że była jego córką, coś by zmienił w swoim postępowaniu? Bo prawda jest taka, że to Danuta Morel dostała rachunek za ojca i słono za jego uczynki zapłaciła. 

KSIĄŻKA DO KUPIENIA W FORMIE EBOOKA LUB PAPIEROWEJ

Anna Malinowska, autorka książki 'Komendant. Życie Salomona Morela' (fot. Materiały prasowe)
Anna Malinowska, autorka książki 'Komendant. Życie Salomona Morela' (fot. Materiały prasowe)

Anna Malinowska. Dziennikarka katowickiego oddziału "Gazety Wyborczej", a wcześniej "Trybuny Śląskiej". Autorka książki "Brunatna kołysanka", opowiadającej o losach polskich dzieci uprowadzonych w czasie wojny przez Lebensborn. Właśnie, nakładem Wydawnictwa Agora, ukazała się jej najnowsza książka "Komendant. Życie Salomona Morela"

Mike Urbaniak. Jest dziennikarzem kulturalnym weekendowego magazynu Gazeta.pl

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (353)
Zaloguj się
  • augenthaler

    Oceniono 70 razy 56

    Nie wiem na ile oni byli Żydami. A na ile Polką jest Merkel, której dziadek był Polakiem? Przed wojną mieszkało tu prawie 4 mln. Żydów, a komunistów popierała garstka. I na pewno nie byli to ortodoksi ze sztetli, syjoniści czy bundowcy. Ci powojenni komuniści zazwyczaj mieli pochodzenie chłopskie, ale byli ledwo piśmienni, więc kierownicze stanowiska przejmowali ci, co byli w stanie napisać prosty raport, bez poważniejszych błędów. Morel był świadom swojego pochodzenia, ale w zasadzie do końca uważał się za Polaka. I nim był, czy to się rasistom podoba czy nie. Byli różni Polacy, również tacy jak Morel, chłopski Bierut, chłopski Gomułka, chłopski Moczar czy inteligent Cyrankiewicz.

  • obserwator_z_davos

    Oceniono 52 razy 36

    W opisanej tu historii tego zbrodniarza brakuje informacji np. o tym, że zanim został partyzantem, to był zwykłym bandytą, gwałcił, rabował i mordował Polaków i ukrywających się w lesie Żydów, za co uniknął odpowiedzialności, zrzucając winę na swojego brata, który został za to rozstrzelany. To samo robił później w swoim obozie, stosując takie wyszukane metody tortur, jak tzw. piramidy z ludzi. Brakuje również informacji o tym, że w samym obozie zmarło z jego powodu prawie 2 tysiące ludzi, nie tylko przez same tortury, gwałty i mordy, ale także poprzez epidemie chorób, o których na czas nie poinformował zwierzchników.
    Zamiast tego mamy obraz sentymentalnego człowieka, kochanego ojca, człowieka skrzywdzonego przez los. Obrzydliwe.

  • reden01

    Oceniono 28 razy 24

    Z tego co wiem to zanim przystąpił do AL miał własną grupę - bandę która napadała na wioski i kradlą co się dało aby jakoś przeżyć. Ujęty przez AK ucieka do AL.

  • akrav667

    Oceniono 29 razy 23

    W innym slaskim obozie, w Lambinowicach, komendantem byl Czesiek Geborski, 100% Polok.

  • rozal1971

    Oceniono 101 razy 21

    "wyimaginowaną tzw. żydokomunę"
    Problem w tym, że to jest fakt a nie imaginacja. Problem nadreprezentacji Żydów wśród komunistów i organów bezpieczeństwa w czasach stalinizmu jest rzeczywisty.

  • stojacywbramie

    Oceniono 29 razy 17

    Morel nie uciekł, jemu po prostu dano możliwość wyboru.Tak było dla postkomunistów wygodniej.

  • pedro.666

    Oceniono 39 razy 17

    "Morel nie uważał, że zrobił coś złego. Nie próbował się usprawiedliwiać, wybielać. W jego zeznaniach nie pojawiła się żadna wątpliwość, żadna skrucha, nic. Uważał, że wszystko było w porządku, takie były czasy."
    Połowicznie miał rację: faktycznie takie były czasy i życie ludzkie czy jakaś tam "ludzka godność" goowno się liczyły, zwłaszcza jeśli przeżyło się Holocaust. No ale niestety: nie wszystko było w porządku, panie Morel :(

    Natomiast o tym, jakie to były czasy, warto zawsze pamiętać, by unikać tzw "łatwych ocen" z punktu widzenia nas dzisiaj: wypasionych, bogatych, kulturalnych i szlachetnych, gdyż nikt nas nie stawia na rozdrożu: tu śmierć, tu życie...

  • poszum

    Oceniono 40 razy 16

    Czyli jak Zydow mordowali to antysemici, ale jak Zyd mordowal i wytykaja mu zydowskie pochodzenie to tez antysemici.

  • pkad

    Oceniono 48 razy 14

    W sumie dobry chłopak z niego był 🤣😂. Ten artykuł to splunięcie w twarz więźniom obozu Zgoda i ofiarom tego sadysty.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX