Polacy wysyłają rodakom za granicę mnóstwo produktów, między innymi książki, jedzenie

Polacy wysyłają rodakom za granicę mnóstwo produktów, między innymi książki, jedzenie (fot: Jakub Orzechowski/ Agencja Gazeta)

społeczeństwo

Są takie produkty, bez których Polacy na obczyźnie nie mogliby żyć. "Wiozłem w kartonie polską święconkę"

Kiełbasy, książki, czasopisma, leki, kosmetyki, ubrania, ptasie mleczko, a nawet polskie jajka. Ale też części do samochodu i sprzęt AGD. Polacy mieszkający za granicą proszą swoich bliskich o wysyłanie im tego, co w Polsce można dostać taniej albo czego nie kupią tam, gdzie mieszkają. Często koszt wysłania paczki przewyższa wartość towaru, który jest w środku. Cena nie ma jednak znaczenia, gdy w grę wchodzi zaspokojenie podstawowej potrzeby - posiadania tego, za czym tęskni się najbardziej.

Zapytałam Polaków za granicą, co krewni wysyłają im w paczkach z Polski. Okazuje się, że najczęściej "podróżują" produkty spożywcze.

Pola, która mieszka we Francji, zwierza się, że przestawienie się na francuskie jedzenie zajęło jej dwa lata. - Francuska kuchnia jest dobra, ale polskiej i tak nic nie zastąpi - podkreśla.

Nawet do Anglii, gdzie mieści się mnóstwo polskich sklepów, wysyłane są tony jedzenia. - Problem polega na tym, że trzeba pójść do kilku takich sklepów, żeby zaopatrzyć się we wszystkie produkty, jakich się potrzebuje. Często są one również droższe niż w Polsce. Wolimy więc poprosić rodzinę z kraju o nadanie przesyłki - wyjaśnia Marcin.

Przed świętami ta tęsknota za jedzeniem znanym z rodzinnego domu jest większa niż zwykle. - Raz wiozłem z Polski karton z tradycyjną polską święconką - było wszystko, co trzeba: kiełbasy, wędliny, a nawet chleb i polskie jajka. Wydaje mi się, że w Polakach jest pragnienie, aby zwłaszcza na święta zjeść nie tylko produkt polski, ale dokładnie ten, który zawsze jadło się w domu - smaczny, sprawdzony i przywołujący wspomnienia - opowiada Michał, który przez lata przewoził paczki z Polski do Wielkiej Brytanii.

Marcin wiózł do Anglii karton z polską święconką (fot: Bartosz Banka/ Agencja Gazeta)
fot: Bartosz Banka/ Agencja Gazeta

Od kiełbasy do ptasiego mleczka

Ogromny sentyment Polacy mają do polskiej kiełbasy - zwłaszcza krakowskiej suchej, także do kabanosów, ogórków kiszonych i konserwowych, kiszonej kapusty, ruskich pierogów, żółtego sera, majonezu, śledzi oraz przede wszystkim słodyczy: zwłaszcza krówek i wedlowskiej czekolady, ale kartonami podróżują za granicę ptasie mleczko, wafle Grześki, Prince Polo, mieszanki wedlowskie, śliwki w czekoladzie. Niektórzy proszą rodzinę o przysłanie chipsów - zdaniem Marcina mają znacznie intensywniejszy smak niż te angielskie. Jednym z podstawowych produktów sprowadzanych przez Polaków są również przyprawy - wiele z nich nie jest dostępnych w kraju, do którego wyemigrowali.

Natalii, która mieszka we Francji, rodzice przysyłają również wędliny oraz schab ze śliwką - maminej produkcji. Ale tylko zimą, bo latem w drodze jedzenie mogłoby się zepsuć. - Tylko takie mięso tu jem. Smakuje lepiej niż miejscowe - podkreśla Natalia. W paczce zawsze lądują też kisiel i budyń. - Francuzi nie mają pojęcia, co to jest - śmieje się dziewczyna.

Piotrek, również mieszkaniec Francji, jej wtóruje: - Kisiel i budyń - obowiązkowo. Poza tym zawsze proszę rodzinę o chrupki kukurydziane, pieczarki marynowane, kaszę jęczmienną, polski miód od znajomego pszczelarza, a przed Świętami Wielkanocnymi groch łupany - tutaj nie mogę go nigdzie znaleźć - tłumaczy. Jeśli ktoś ze znajomych akurat się do niego wybiera samolotem, Piotrek zawsze prosi go o  przywiezienie świeżej krwi z kaczki. Potem przyrządza z niej zupę - czerninę.

Zupełnie inaczej jest z Krystyną. Po 30 latach mieszkania w tym kraju prawie za żadnym z polskich produktów nie tęskni. Prócz vegety i polskiego keczupu. - Bez nich nie mogę żyć - mówi.

Za granicę podróżują najczęściej kabanosy, ogórki kiszone, ptasie mleczko (fot: Jędrzej Wojnar/ Agencja Gazeta)
Za granicę podróżują najczęściej kabanosy, ogórki kiszone, ptasie mleczko (fot: Jędrzej Wojnar/ Agencja Gazeta)

Kasia z greckiej wyspy Thassos zawsze wozi z Polski korzeń pietruszki, bo w Grecji do kupienia jest tylko natka. Zabiera też mąkę ziemniaczaną, żeby zrobić kluski śląskie. I kawę zbożową, która w Grecji jest bardzo droga - to produkt luksusowy, w dodatku dostępny tylko w większych miastach. - Kawy wieziemy tyle, żeby starczyło też dla naszych znajomych Greków - opowiada. W walizkach nie może zabraknąć również alkoholu - zwłaszcza żubrówki. - Alkohol kupujemy w tzw. małpkach - mówi Kasia i od razu tłumaczy, jakie te buteleczki mają zastosowanie: - Grecy są bardzo pomocni, ale nie przyjmą od ciebie za nic pieniędzy. Za to małpki z wódką nigdy nie odmówią.

Karolinie z Islandii nie brakuje za to niczego. - Po latach mieszkania tu przywykłam do miejscowego jedzenia do tego stopnia, że jak jadę na urlop do Polski, to wszystko wydaje mi się niesmaczne.

Do auta albo zmywarki

Przesyłki z Polski za granicę mają nie tylko wymiar sentymentalno-kulinarny. Czasami chodzi o konkret, który można przeliczyć na euro tudzież złotówki. Na przykład Kamila mieszka we Włoszech i każda naprawa samochodu z użyciem kupionych tu części kosztowałaby ją krocie. Znalazła sposób, jak zreperować auto mniej więcej za tyle, za ile zrobiłaby to w Polsce. - Pytam swojego mechanika, co jest potrzebne, żeby auto było znów sprawne, i on przygotowuje mi listę potrzebnych części. Wysyłam ją bratu, który kupuje je w Polsce i wysyła mi do Włoch. Mamy zaprzyjaźnionego kierowcę - wyjeżdża z Polski z towarem w poniedziałek, w środę już jest na miejscu - opowiada.

Części do samochodu, a nawet pralkę czy zmywarkę zamawia z Polski także mąż Pauliny. Małżeństwo od lat mieszka w Islandii. Paulina zauważyła, że Islandczycy sprzęt, który się psuje, po prostu wyrzucają i kupują nowy. - Tutaj nie opłaca się naprawiać, bo części brakuje, są drogie albo to chińskie podróby. Naprawa często kosztuje tyle co nowa rzecz - tłumaczy Paulina. Ale ona i jej mąż obrali inną taktykę: części zamienne śle im rodzina z Polski albo sami zamawiają ze sklepów to, co potrzeba, na islandzki adres. - Z naprawionego sprzętu korzystamy jeszcze przez kolejny rok albo i dłużej. Takie podejście jest też o wiele bardziej ekonomiczne i przyjazne środowisku - wyjaśnia Paulina. I zdradza: - Wiele produktów w Islandii to towary nie dość, że drogie, to jeszcze gorszej jakości. Dlatego ostatnio z Polski przyszły do nich duże paczki z wózkiem dla dziecka, nosidełkiem, a nawet trampoliną.

Polacy na emigracji proszą swoich krewnych z Polski o przesyłanie mi m.in. części do sprzętu AGD lub samochodu (fot: Łukasz Grocholski/ Agencja Gazeta.pl)
Polacy na emigracji proszą swoich krewnych z Polski o przesyłanie mi m.in. części do sprzętu AGD lub samochodu (fot: Łukasz Grocholski/ Agencja Gazeta.pl)

Katarzyna z wyspy Thassos przekonuje, że nie opłacałoby jej się kupować drobnego sprzętu AGD na miejscu właśnie ze względu na wysoką cenę, a także jakość. - Mieszkamy w Grecji dopiero kilka lat, wciąż pamiętamy, co w Polsce było lepsze czy tańsze. Mamy tam też rodzinę, staramy się wracać do kraju raz w roku. Po powrocie do Grecji widzimy, że te same rzeczy kosztują tu kilka razy więcej - opowiada i wymienia: - Blendery, miksery, roboty kuchenne. Zazwyczaj sami przewozimy takie rzeczy z Polski. Raz zdarzyło nam się lecieć samolotem z kosiarką wózkową w walizce! Często przyjeżdża też do nas rodzina, bo prowadzimy ośrodek wypoczynkowy, więc z dostarczaniem rzeczy z Polski nie ma problemu.

Bo nie ma

Produktem deficytowym na obczyźnie często są również leki. Wielu Polaków narzeka, że w ich nowym kraju nie ma takich, które zażywali w domu. Albo, jak podkreśla Mariusz, obecny mieszkaniec Londynu - w Anglii jest o wiele mniejsza różnorodność leków na przykład na przeziębienie. - Tylko paracetamol i leki z kofeiną - mówi. Inni przyzwyczaili się po prostu do polskich medykamentów - wciąż wolą sprowadzać je z Polski niż szukać odpowiedników na miejscu. Jak Kamila, której rodzina od lat do Włoch wysyła w paczce leki na przeziębienie czy tabletki na ból gardła. - Te znam z dzieciństwa, więc im ufam - przekonuje. Do Polaków mieszkających za granicą często w paczkach wysyłane są również różnego rodzaju witaminy czy suplementy diety.

Z Polski za granicę podróżuje też spora ilość kosmetyków. Kamila z Włoch czy Marta z Grecji nie wyobrażają sobie życia bez ulubionych kosmetyków niedrogich, rodzimych firm. Kamila zamawia niektóre produkty prosto z hurtowni do domu brata w Polsce. Ten pakuje je do paczki razem z częściami do samochodu i wysyła busem do Włoch.

Prawie wszyscy Polacy na obczyźnie proszą bliskich o przesłanie od czasu do czasu jakiejś polskiej książki. Marcin, mieszkaniec Tajlandii, ostatnio zażyczył sobie od rodziny książkę Olgi Tokarczuk "Prowadź swój pług przez kości umarłych". Irmina z Włoch zamawia u mamy i siostry książki pisarzy skandynawskich, ale również polskie tygodniki i miesięczniki. Monika z Islandii - książki dla dzieci. - To zawsze priorytet. Coś innego się nie zmieści - trudno, książki muszą być. Jestem tradycjonalistką i wolę papier od czytnika. Ostatnio poprosiłam dla siebie o książki Marcina Wrotki, Marty Kisiel czy mojego ukochanego Pratchetta. Dla męża - podręczniki do nauki zawodu - z technologii drewna, rysunku technicznego. Dzieci są na etapie poznawania liter, słów, pierwszych czytanek - w takiej sytuacji wydanie papierowe jest nie do zastąpienia - przekonuje.

Kasia z Thassos zamawia u rodziny polskie podręczniki do nauki greckiego. Na wyspie dostępne są wyłącznie podręczniki grecko-angielskie.

Za granicą podróżuje również mnóstwo polskich książek (fot: Krzysztof Hadrian / Agencja Gazeta)
Za granicą podróżuje również mnóstwo polskich książek (fot: Krzysztof Hadrian / Agencja Gazeta)

W różne części świata jadą z Polski również ubrania. Marcin z Tajlandii prosi rodziców o przesłanie w paczce pończoch dla żony, bo te na miejscu są fatalnej jakości. Razem z pończochami jadą ulubione bokserki Marcina - takich jak w Polsce w Tajlandii nie dostanie. Twierdzi, że tylko te leżą na nim jak ulał. Do Islandii rodzice Moniki przesyłają specjalne kalesony dla wnuka, bieliznę termoaktywną, damskie legginsy, a także ubrania szyte na miarę przez siostrę Moniki. W paczce są też buty - dla niej i dzieci, bo tańsze i lepszej jakości niż te w Islandii. Jedynie buty zimowe Monika kupuje na miejscu, bo polskie nie przetrwałyby islandzkich mrozów.

- Może nie ma u nas śniegu ani minusowych temperatur, ale zimą bywa naprawdę chłodno - mówi Kasia z Thassos. - Na wyspie butów z tzw. misiem nie uświadczysz. Któregoś razu przywieźliśmy z Polski również kilka par góralskich pantofli - obdarowaliśmy nimi wszystkich sąsiadów - opowiada. Wielu Polaków wozi też do Grecji wełniane dywany, które potem kładą na zimne greckie płytki. - W Grecji dywan do produkt luksusowy, prawie niedostępny, jeżeli już jakieś są, to sztuczne - opowiada Kasia.

Dywan powędrował również z Polski do Francji - do Bordeaux, gdzie mieszka Natalia. - Moim rodzicom nie spodobał się wystrój mojego mieszkania, więc przysłali mi dywan - śmieje się.

W podzięce

A co podróżuje w drugą stronę - od krewnych ze świata do rodzin w Polsce?

Piotr śle z Francji do Polski musztardę Dijon, żółte sery, specjalny szwajcarski ser do raclette [ser podgrzewa się nad ogniem na małych patelniach - przyp. red.] oraz ostrą arabską pastę harissa wytwarzaną z chili i czosnku. - Znajomi i rodzina ją uwielbiają. Kiedyś miałem zamówienie na ponad 100 tubek pasty. Mina kasjerki - bezcenna - opowiada.

Kasia z Thassos mówi, że ma zawsze duże zamówienia na dzikie oregano, oliwę z oliwek, miód piniowy, ser feta. Kamila mieszka w regionie Włoch, gdzie niemalże w każdym garażu mieści się niewielka fabryka butów. - W jednej powstają podeszwy, w drugiej cholewki, w trzeciej wkładki. Potem w kolejnej wszystkie te elementy są składane i powstaje unikatowe obuwie - opowiada. Oprócz parmezanu i oliwy z oliwek do jej rodziny w Polsce jedzie więc też co jakiś czas kilka par ręcznie robionych butów. - Wysyłam rodzinie ich zdjęcia i bliscy dają mi znać, które buty mam im kupić. Para kosztuje od około stu euro w górę. W Polsce są podobne ceny, ale jakość i styl często pozostawiają wiele do życzenia - twierdzi.

Polacy zamawiają paczki z Polski, nawet jeśli finansowo się to nie opłaca. Chodzi jednak o to, żeby mieć przy sobie produkty, za którymi tęsknią najbardziej (fot: Shutterstock.com)
Polacy zamawiają paczki z Polski, nawet jeśli finansowo się to nie opłaca. Chodzi jednak o to, żeby mieć przy sobie produkty, za którymi tęsknią najbardziej (fot: Shutterstock.com)

Irmina z Włoch wysyła swojej mamie i siostrze włoskie kosmetyki - kremy, toniki, płyny micelarne. - Siostra ma tu ulubioną linię żeli pod prysznic - zdradza. Co roku na święta Bożego Narodzenia z Włoch podróżują do Polski również włoskie babki - Pandoro i Panettone. - Ani moja mama, ani siostra nie potrafią piec - mówi Irmina. Zdarza jej się również od czasu do czasu, tak "na smak", wysłać rodzinie w małej lodówce busem parmezan, mozzarellę di bufala, szynkę parmeńską, suszone pomidory - wszystko od małych producentów, nieznanych w Polsce. Jak jednak podkreśla, nie robi tego często. Jej mama twierdzi, że w Polsce te produkty nie smakują już tak jak wtedy, gdy próbuje ich we Włoszech.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również w serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną. Z serwisu lokalnego do magazynu Weekend.Gazeta.pl przeszła w sierpniu 2018 roku.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku