Carl Sagan z modelem lądownika Viking

Carl Sagan z modelem lądownika Viking (fot. NASA)

ludzie

Carl Sagan zostawił po sobie setki tysięcy ludzi wpatrzonych w gwiazdy

Sam też był prawdziwą gwiazdą nauki lat 70. i 80. - serial z jego udziałem miał pół miliarda widzów. Carl Sagan współtworzył przełomowe misje kosmiczne, szukał życia pozaziemskiego i palił marihuanę. Był tak popularny, że prowadzący "The Tonight Show" Johnny Carson użył jego postaci do cyklu skeczy.

Pewnie znacie ten widok: ziarnista fotografia ze skośnymi liniami i jednym bladoniebieskim pikselem. To właśnie nasza planeta. Ziemia widziana przez kamerę sondy Voyager 1, która 14 lutego 1990 roku, po latach badań Układu Słonecznego, zmierzała w międzygwiezdną przestrzeń. Zdjęcie wykonano z odległości niemal sześciu i pół miliarda kilometrów. To tylko piksel. Ledwo widoczny błysk na tle wycinka kosmosu.

Ziemia widziana przez kamerę sondy Voyager 1 (fot. NASA)
Ziemia widziana przez kamerę sondy Voyager 1 (fot. NASA)

"Spójrz ponownie na tę kropkę. To nasz dom. To my. Na niej wszyscy, których kochasz, których znasz. O których kiedykolwiek słyszałeś. Każdy człowiek, który kiedykolwiek istniał, przeżył tam swoje życie. To suma naszych radości i smutków. (...) Naszemu urojonemu poczuciu własnej ważności, naszej iluzji posiadania jakiejś uprzywilejowanej pozycji we wszechświecie, rzuca wyzwanie ta oto kropka bladego światła" - napisał o tym zdjęciu Carl Sagan w książce "Błękitna kropka. Człowiek i jego przyszłość w kosmosie".

Urodził się 9 listopada 1934 roku w rodzinie robotniczej na Brooklynie. Jego ojciec był pochodzącym z Kamieńca Podolskiego imigrantem. Mama urodziła się i wychowała w Nowym Jorku.

Któregoś razu, niedługo po zwiedzeniu ogromnej Wystawy Światowej w Nowym Jorku, otwartej przez samego Alberta Einsteina, Carl zapytał mamę, czym są gwiazdy. Aby znaleźć odpowiedź, wybrali się wspólnie do biblioteki. Czego się dowiedział? "To po prostu słońca, tylko znacznie od nas oddalone. A nasze Słońce też jest gwiazdą, ani nie największą, ani nie najjaśniejszą, lecz najbliższą nam. To był początek mojej drogi" - wspominał po latach*.

Zaczytywał się opowiadaniami science fiction publikowanymi w popularnych magazynach, historiami, w których fakty naukowe były wymieszane z opowieściami o UFO, obcych cywilizacjach i podróżach międzygwiezdnych. Do końca swych dni powtarzał: "stało się już tradycją, że nauka pobudza wyobraźnię autorów, których dzieła stanowią z kolei inspirację dla nowego pokolenia naukowców - korzyści są zatem obustronne"*.

Sam był jednym i drugim: prawdziwą gwiazdą nauki lat 70. i 80., współtwórcą przełomowych misji kosmicznych, zaangażowanym w poszukiwanie życia pozaziemskiego astrobiologiem, autorem ponad 600 artykułów naukowych i pisarzem tak lekko operującym słowem, z taką fascynacją dzielącym się swoją wiedzą, że jego książkę "Rajskie smoki" wyróżniono Pulitzerem, a inną, "Kontakt", zekranizowano z gwiazdorską obsadą (m.in. Jodie Foster, Matthew McConaughey). Wyprodukowany w latach 1978-1979 13-odcinkowy serial dokumentalny "Kosmos" z jego udziałem był nadawany w 60 krajach i miał pół miliarda widzów. Uśmiechnięty pan w golfie i sztruksowej marynarce tym jednym programem przyczynił się do zapełnienia studentami ław wydziałów astronomii, fizyki i biologii na kolejne dekady.

Carl Sagan, siedzący po prawej stronie, w momencie podpisywania dokumentów formalnie tworzących The Planetary Society (fot. NASA)
Carl Sagan, siedzący po prawej stronie, w momencie podpisywania dokumentów formalnie tworzących The Planetary Society (fot. NASA)

"Jego darem dla nas wszystkich było wpojenie przekonania, że jesteśmy zdolni badać wszechświat z całą siłą ludzkiej ciekawości" - mówił w wywiadzie dla BBC 4 profesor Brian Cox, fizyk i autor książek popularnonaukowych, jeden z wielu współczesnych naukowców podążających ścieżką popularyzacji nauki wyznaczoną przez Carla Sagana.

Czego właściwie nie rozumieją?

Na konferencji prasowej prezentującej dane zebrane przez dwie wysłane na Marsa sondy Viking Carl Sagan nie mógł uwierzyć własnym oczom. "Dlaczego ich to nie ciekawi?" - pytał, widząc znudzonych dziennikarzy. Zebrani naukowcy tylko wzruszali ramionami. Była druga połowa lat 70. Program lotów załogowych na Księżyc został zakończony, stacja orbitalna Skylab odchodziła w niepamięć, a w laboratoriach i hangarach NASA dopiero trwały prace nad promami kosmicznymi.

Amerykanie znudzili się kosmosem. Ale Sagan, profesor astronomii i nauk kosmicznych w Cornell University, nie chciał przyjąć do wiadomości, że to już koniec. Że reprezentuje niszową dyscyplinę dla grona zapaleńców.

Wyżalił się Ann Druyan, pisarce i producentce, z którą współpracował. W tamtym czasie Sagan był żonaty z Lindą Salzman, pisarką i artystką, która - podobnie jak Ann - pracowała przy tworzeniu słynnej Złotej Płyty. Czy Ann i Sagan mieli już wówczas romans? Prawdopodobnie tak.

Wspólnie wymyślili, że aby zainteresować badaniami kosmosu szerokie grono odbiorców, trzeba to zrobić za pośrednictwem telewizji. Skontaktowali się z PBS [Public Broadcasting Service, amerykańska sieć 354 stacji telewizji publicznej - przyp. red.], której szefostwo zgodziło się na produkcję programu o kosmosie. Budżet opiewał na ponad sześć milionów dolarów, co wykraczało poza panujące wówczas w telewizji zwyczaje. Jednak jeśli weźmie się pod uwagę, że Sagan był laureatem Pulitzera, a w grę wchodziły efekty specjalne i całkiem sporo podróży, nie była to aż tak duża kwota. Prace nad programem trwały dwa lata. Toczyły się w atmosferze zimnej wojny.

Nagrania nieraz trzeba było przerywać ze względu na manewry wojskowe i przeloty myśliwców. Gdy Carl Sagan, stojąc na pustyni Mojave przy pełnowymiarowej makiecie lądownika Viking, opowiadał o krajobrazie marsjańskim, nad jego głową ćwiczyli piloci amerykańskich bombowców. Gdy pojechał do Egiptu, by nagrać fragmenty o rozwoju astronomii w starożytnej Aleksandrii, jego hotel był celem nalotów ćwiczebnych egipskiej armii. Podobnie było w Grecji i Czechosłowacji.

Program "Kosmos", którego pierwszy odcinek miał premierę 28 września 1980 roku, okazał się hitem i sprawił, że Carl Sagan stał się gwiazdą nauki. Brylował w telewizji, jeździł z odczytami po całym świecie, brał udział w konferencjach i został rzecznikiem ruchu na rzecz rozbrojenia nuklearnego. Jako jeden z pierwszych podniósł też kwestię degradacji Ziemi i przekonywał, że bez racjonalnego programu ograniczenia przyrostu naturalnego, zmniejszenia zużycia bogactw naturalnych ludzkość będzie zmierzała w kierunku katastrofy ekologicznej. Mówił o tym już w latach 70. i 80. "Ekologia została nazwana nauką wywrotową, ponieważ wszelkie wysiłki jej przedstawicieli, mające uchronić od zagłady środowisko, prowadzą do nadzwyczaj licznych konfliktów z utrwalonymi przywilejami społecznymi oraz prawami gospodarczymi" - napisał w książce "Kosmiczne związki" z 1973 roku.

Jego urok oraz humor sprawiły, że był częstym gościem kultowego programu The Tonight Show. Prowadzący Johnny Carson używał także postaci Sagana do cyklu skeczy. Ubrany w golf i sztruksową marynarkę, w peruce przypominającej mopa pojawiał się w programie i wygadywał różne rzeczy z pogranicza nauki i science fiction. O tym, co odgrywana przez Carsona postać powiedziała w kolejnym skeczu, donosili Saganowi koledzy po fachu. Często okazywało się, że mówiła o prawdziwej nauce. Carson grający Sagana stał się również autorem tzw. liczby Sagana, czyli "miliardy, miliardy!".

"Nigdy tego nie powiedziałem. Daję słowo. Och, rzuciłem kiedyś, że istnieje jakieś 100 miliardów galaktyk i 10 miliardów bilionów gwiazd. Trudno mówić o kosmosie, nie używając wielkich liczb" - wspominał* naukowiec i dodawał, że ten zwrot powtarzany przez udającego go Carsona zaczął żyć własnym życiem. Przez wiele lat w trakcie spotkań z czytelnikami: na konferencjach, na lotniskach i w hotelach, ludzie prosili go, by powtórzył "miliardy, miliardy!".

"Kolejny artefakt od jakiejś zacofanej cywilizacji!"

Sagan przez znaczną część życia palił marihuanę i uważał, że powinna zostać zalegalizowana. Podkreślał, że pomogła mu spojrzeć szerzej na świat, lepiej zrozumieć ludzi i poprawiła życie seksualne. Był zdania, że jest znacznie lepszym rozwiązaniem dla osób przewlekle i nieuleczalnie chorych niż silne leki odurzające. Napisał nawet esej o tym, jaki wpływ miała na niego ta używka. Wyliczał w nim powody, dla których jej stosowanie powinno być całkowicie legalne. Esej opublikowano pod pseudonimem "Mr. X" w książce "Marihuana Reconsidered" z 1971 roku. 

Sagan był ateistą. Jeśli mówił o bogu - był to bóg Spinozy i Einsteina, utożsamiający wszechświat z absolutem. Wiele osób pytało ostatnią żonę Sagana, Ann Druyan, czy Carl nawrócił się przed śmiercią. Odpowiadała zawsze tak samo: nieunikniona śmierć powodowała, że skupiali się na tu i teraz. "Mój mąż nie chciał wierzyć. On chciał wiedzieć" - mówiła w wywiadzie dla Huffpost.

W Ann zakochał się w trakcie pracy nad Złotą Płytą w latach 1976-1977, która wraz z sondami Voyager 1 i 2 opuściła Układ Słoneczny i przemierza przestrzeń międzygwiezdną. Poza 116 zdjęciami, odgłosami natury, muzyką z różnych części świata oraz pozdrowieniami w 56 językach na płytę trafiły dane o Układzie Słonecznym, ludzkim DNA i szczegółach anatomii człowieka. Trafił również komputerowy zapis impulsów elektrycznych przechodzących przez ciało medytującej Ann.

"O nie, kolejny artefakt od jakiejś zacofanej cywilizacji!" - zażartował Carl Sagan, gdy prowadzący program "Bóg, Wszechświat i wszystko poza tym", w którym poza Saganem brali udział Arthur C. Clarke i Stephen Hawking, zadał mu pytanie, co mogą sobie pomyśleć o ludziach inteligentni obcy, jeśli natkną się na sondę Voyager i zdekodują przekaz zawarty na Złotej Płycie.

Ann Druyan wspomina w wywiadzie dla Huffpost: "Była to niespotykana okazja, by wysłać w przestrzeń międzygwiezdną coś od siebie, coś świadczącego o tym, kim jesteśmy. Taka współczesna arka Noego ludzkiej cywilizacji".

Ann i Carl pracowali razem przy "Kosmosie" oraz nad kolejnymi książkami popularyzującymi naukę. Małżeństwo zawarte w 1981 roku trwało aż do śmierci Sagana w 1996 roku. Ich miłość została zapisana na niebie - dwie krążące po bliskich orbitach wokół Słońca asteroidy nazwano imionami małżonków.

Ostatecznie nieostateczne

"Zapytałam tatę, czy spodziewa się jeszcze kiedyś zobaczyć swoich zmarłych rodziców" - napisała w eseju dla magazynu "New York" Sasha Sagan, córka Carla i Ann. Ponoć długo rozważał odpowiedź. Wreszcie stwierdził, że niczego nie chciałby bardziej, niż zobaczyć ponownie mamę i tatę, ale nie ma żadnych dowodów pozwalających mu wierzyć, że idea życia po śmierci jest czymś więcej niż kuszącą wizją.

"Zapytałam dlaczego, na co odparł bardzo łagodnie, że to niebezpieczne wierzyć w pewne rzeczy tylko dlatego, że chcemy uznawać je za prawdziwe. Można dać się łatwo oszukać, nie podając w wątpliwość własnych osądów, ale również tych wygłaszanych z pozycji czyjegoś autorytetu. Powiedział, że prawda zawsze wytrzyma wątpliwości" - wspominała Sasha.

Carl Sagan zmarł zaledwie kilka miesięcy przed premierą filmu "Kontakt" z Judy Foster w roli głównej, adaptacji jego książki pod tym samym tytułem. Zostawił po sobie pięcioro dzieci, z których troje zajmuje się nauką i jej popularyzacją, 20 książek i setki tysięcy wpatrzonych w gwiazdy ludzi. Jak powiedział w jednym z odcinków "Kosmosu":

"We wszechświecie jest więcej gwiazd niż ziaren piasku na Ziemi. Kosmos jest bogaty ponad wszelką rachubę, pełen miliardów gwiazd. Kosmos jest również w nas, od azotu w naszym DNA, wapnia w naszych zębach, po żelazo w naszej krwi. Wszystko, z czego się składamy, zostało ukształtowane z pierwiastków, które narodziły się w jądrach zapadających się wielkich gwiazd. Jesteśmy stworzeni z gwiezdnej materii i staliśmy się sposobem kosmosu na poznanie samego siebie. Jesteśmy gwiezdną materią kontemplującą gwiazdy".

* Cytaty oznaczone gwiazdką pochodzą z książek Carla Sagana: "Kosmos", "Błękitna kropka. Człowiek i jego przyszłość w kosmosie", "Miliardy, miliardy. Rozmyślania o życiu i śmierci u schyłku tysiąclecia" oraz "Rajskie smoki".  Za pomoc w przygotowaniu artykułu bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarka i redaktorka zajmująca się głównie tematyką popularnonaukową. Związana m.in z Życiem Warszawy i Weekend.Gazeta.pl oraz z Magazynem Wirtualnej Polski.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (55)
Zaloguj się
  • bloxyx

    Oceniono 33 razy 23

    a Dodę podali do sadu kiedy wspomniała o paru typach jarających marihuanę w trakcie pisania biblii....

  • strange_email

    Oceniono 22 razy 22

    Sagan to był gość. On, Feynman i Hawking. Może jeszcze deGrasse Tyson. Popularyzatorzy nauki. Dzięki za linki do YT.
    Cox jest ok ale to jednak inna liga.

  • sqlap72

    Oceniono 22 razy 20

    >...Wiele osób pytało ostatnią żonę Sagana, Ann Druyan, czy Carl nawrócił się przed śmiercią. Odpowiadała zawsze tak samo: ..... "Mój mąż nie chciał wierzyć. On chciał wiedzieć"....<
    Istnieją ludzie, którym wystarczy wiara i są tacy, którzy chcą wiedzieć. Szukają więc, nie znajdując odpowiedzi ani na swoje wątpliwości, ani na ich potwierdzenie. Wszelako dziwny w tym kontekście jest chrześcijańsko - żydowski Bóg, który przedkłada wiarę nad wiedzę. Potępi tych, którzy nie ufają wierze przekazywanej im przez pośredników tak samo ułomnych jak oni ? Jeśli tak, to byłby jeszcze dziwniejszy. Jeśli w ogóle istnieje i jest zainteresowany człowiekiem.

  • partyboi

    Oceniono 5 razy 5

    Polecam nowy sezon "Cosmos: Possible Worlds", program prowadzony przez Neila deGrasse Tysona, będący bezpośrednią kontynuacją klasycznego "Kosmosu" Carla Sagana.

  • cerebral.palsy

    Oceniono 8 razy 2

    Za kilka lat jakas inna cywilizacja znajdzie Voyagera, odsłucha płytę, obejrzy złotą płytkę z układem słonecznym i przyleci na Ziemię. A tu nie będzie ani jednego czlowieka. Będą muchy, karaluchy, szczury, gołębie, węże, skorpiony. Po ludziach zostana tylko szkielety...i te istoty z zaświatów będą się zastanawiały, jak to możliwe, aby taka cywilizacja została pokonana przez niewidzialnego wroga o średnicy 0.001 mm....

  • artau

    Oceniono 19 razy 1

    Polecam odsłuchać ze Złotej Płyty pozdrowienia po polsku. Spadniecie z krzesła.
    Nie wiem, jaka jest historia polskich pozdrowień, ani kto je wypowiada [brzmi jak kobieta]
    ale to co mówi, to jest wstyd i żenada, która zostanie na niewyobrażalną ilość czasu.
    Cała historia Polski, c a ł a na nic. Tylko cztery, żenujące słowa. Jakie?
    Strony NASA dostępne dla każdego.
    Ja mam to nagranie w tel i uświadamiam tych nadętych Wolaków, że równie dobrze, może nas nie być.
    p.s. W innych językach, sensowne wypowiedzi, podkreślające naukowy, kulturalny, wkład w dorobek ludzkości.
    Tylko Wolacy się wywyższają, choć kufaja i słoma to strój nasz narodowy

  • lblblblb

    Oceniono 2 razy 0

    +

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX