Maks Bereski

Maks Bereski (fot. archiwum prywatne)

młoda polska

Grałeś w "Destiny 2"? Oglądałeś "Rojst"? To widziałeś prace Maksa. Tworzy plakaty filmowe choćby dla Netflixa

Nie mógł znieść tego, jak wyglądają współczesne plakaty filmowe. Postanowił więc, że zacznie tworzyć swoje własne. Tak właśnie powstał projekt "Plakiat". Dziś do grona fanów twórczości Maksa Bereskiego można zaliczyć m.in. Krystynę Jandę, Andrzeja Seweryna oraz całe rzesze miłośników kina z Polski i zagranicy.

IMIĘ: Maks

NAZWISKO: Bereski

WIEK: 31 lat

ZAWÓD: plakacista filmowy, projektant graficzny

OSIĄGNIĘCIA: stworzenie marki "Plakiat", współpraca z polskimi i zagranicznymi dystrybutorami i wydawnictwami (m.in. Netflix, Showmax, Platige Image, HarperCollins Publishers, Warner Music Poland, Stowarzyszenie Filmowców Polskich).

fot. Plakiat.com
fot. Plakiat.com

Kilkuletni Maks nie należy do najbardziej towarzyskich dzieciaków. Chętnie izoluje się od świata zewnętrznego, ucieka w fantazję. W rozwijaniu wyobraźni pomocne okazują się kreskówki i komiksy. A przede wszystkim - filmy.

- Kino fascynowało mnie, odkąd pamiętam, zarówno od strony technicznej, jak i czysto odbiorczej - mówi. - To miejsce, gdzie zapominam o rzeczywistości, to mój język i sposób na uporanie się ze światem. 

Dzieciństwo chłopca przypada na lata 90. To złota era filmów Disneya oraz czas, w którym swoją premierę ma "Toy Story" - pierwszy pełnometrażowy obraz zrealizowany w CGI [czyli w całości wygenerowany komputerowo - przyp. red.]. Maks wierzy, że zabawki z jego pokoju również wiodą swoje tajemne życie. Jak wspomina: - Mieszkałem z bohaterami w swojej głowie. Kino nigdy nie było dla mnie czymś powierzchownym. 

Chłopiec ma jeszcze drugą miłość. Od wczesnych lat zapełnia kolejne strony szkicami, maluje, tworzy nowe światy. Nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że już za kilkanaście lat połączy obie te pasje. I że rzeczywistość powstała w jego głowie zachwyci tak wielu odbiorców.

Photoshop nie wystarczy

Jest rok 2008. Dziewiętnastoletni Maks kończy liceum i staje przed wyborem kierunku studiów. Bierze pod uwagę między innymi szkołę filmową. Ostatecznie stawia jednak na sztuki piękne, a konkretnie na intermedia i multimedia na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu. To interdyscyplinarny kierunek, który daje mu możliwość zgłębienia podstaw montażu, animacji i projektowania graficznego, ale i rzeźby czy malarstwa. Mimo to podchodzi do swojej edukacji z dystansem.

- Pełna świadomość plastyczna nadeszła po ukończeniu uczelni. Szkolnictwo ze swym światopoglądem opartym na sztywnych normach, które starano się wpajać, było mi obce. Zawsze byłem buntownikiem - mówi. 

Na pierwszym roku studiów rozpoczyna samodzielne poszukiwania. Jego uwagę już dawno przykuły plakaty filmowe promujące najnowsze premiery. A raczej: ich irytująca nijakość. Dominują powtarzalne wzory, opatrzone napisami twarze aktorów. Ma być szybko, łatwo i dosłownie.

- Powodów jest wiele - konsumpcjonizm, zacieranie się intelektualnego odbioru dzieła, niedofinansowanie i zbyt krótki czas wykonania, brak świadomości plastycznej pośród producentów etc. - twierdzi. - Wielokrotnie wychodzi się z założenia, że masowy widz nie jest zbyt lotny, a wiszące photoshopowane twarze obsady wystarczą.

Maks nie zgadza się na ten stan rzeczy. Zna dokonania Polskiej Szkoły Plakatu, fascynuje się również twórczością Saula Bassa. Postanawia udowodnić widzom i dystrybutorom, że można inaczej. Tak powstaje alternatywny plakat do filmu Charliego Kaufmana "Synekdocha, Nowy Jork", który trafia do sieci w 2010 roku. "Plakiat" staje się faktem.

Plakat tegorocznej edycji Festiwalu Młodzi i Film autorstwa Maksa Bereskiego. Festiwal odbędzie się w dniach 15-20.06.2020 w Koszalinie, fot. plakiat.com
Plakat tegorocznej edycji Festiwalu Młodzi i Film autorstwa Maksa Bereskiego. Festiwal odbędzie się w dniach 15-20.06.2020 w Koszalinie, fot. plakiat.com

Natłok myśli

Maks nie ustaje w rozwijaniu swojej marki. Krótko później prezentuje w Internecie swoje kolejne projekty, m.in. te nawiązujące do "Przypadku Benjamina Buttona" czy "2001: Odysei Kosmicznej".

Jego nietuzinkowy punkt widzenia oraz zamiłowanie do symboli i metafor robią wrażenie na odbiorcach. Prace sygnowane nazwą "Plakiat" trafiają między innymi do singapurskiego "F*** Movie Magazine". W 2013 roku plakaty Bereskiego zostają zaprezentowane na wystawie w Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu.

Maks nie zapomina również o zwiększaniu swoich filmoznawczych kompetencji. W międzyczasie zaczytuje się w "Empire Magazine" i rodzimym "FILMIE", a przede wszystkim pochłania niezliczone ilości kinowych produkcji. 

Coraz większe zainteresowanie upewnia artystę w tym, że jego projekt ma sens. Ani myśli o tym, aby stać się kolejnym dostarczycielem masówki.

- To, na jaki plakat się zdecyduję, związane jest ze mną, z moimi emocjami. Tworzę plakat autorski. Jestem w stanie skomentować graficznie każdy film, ale wybieram konkretne tytuły. 

W swojej pracy korzysta z wielu technik, tworzy zarówno ręcznie, jak i cyfrowo. Czasem zaczyna od rysunku, bywa jednak, że sięga po wycinanki lub rzeźbę.

- Nie istnieje jedna droga kreacji - przyznaje. - Staram się ujarzmić natłok myśli, tworząc research. Gdy mam już w głowie gotowy plakat, przenoszę tę wizję na ekran.

Pierwsze lata "Plakiatu" to dla niego przede wszystkim szlifowanie własnego, rozpoznawalnego stylu i zgłębianie medium, jakim są plakaty filmowe. - Wiedziałem, ile pracy przede mną - mówi. Początkowo jego twórczość budzi zainteresowanie głównie wśród fanów kina. Maks ma jednak dobrą intuicję. Z czasem udaje mu się przykuć uwagę branży filmowej.

Dobre wróżby

W 2017 roku artystyczna kariera Bereskiego zaczyna bowiem na dobre nabierać tempa. Wówczas to przygotowuje dla Netflixa oficjalny plakat promujący film "Mudbound". Współpracuje również z gigantem Activision - projekt jego autorstwa towarzyszy premierze gry wideo "Destiny 2". W roku kolejnym, na zlecenie platformy streamingowej Showmax, tworzy plakat do serialu "Rojst" z Andrzejem Sewerynem w roli głównej. W 2019 natomiast do filmu "Słodki koniec dnia" z Krystyną Jandą.

fot. plakiat.com
fot. plakiat.com

Nic dziwnego, że grono fanów jego twórczości powiększa się o kilka znakomitych postaci. Jak przyznaje:

- Zdecydowanie rumieńce pojawiły się, gdy mój plakat doceniła (i wielokrotnie udostępniała na Facebooku) pani Krystyna Janda lub gdy zadzwonił pan Andrzej Seweryn. Pamiętam też wiadomość od cenionego plakacisty Ryszarda Kai, który powiedział, że tworzę coś ważnego i pięknego. Równie ważne są jednak wiadomości od fanów na Instagramie, którzy piszą mi o tym, że śledzą "Plakiat" i czekają na każdą zapowiedź.  

Na tym jednak nie koniec. Również w 2019 roku do sklepów marki Medicine trafia kolekcja odzieży ozdobiona plakatami Bereskiego.

Artysta nawiązuje też współpracę z cenionym brytyjsko-amerykańskim wydawnictwem HarperCollins. Jego praca zostaje umieszczona w książce "Read Something Else. Collected & Dubious Wit & Wisdom of Lemony Snicket". Stworzony przez niego kilka lat wcześniej "niezamówiony" plakat do serialu "Serii niefortunnych zdarzeń" (należących do uniwersum stworzonego przez Daniela Handlera vel Lemony'ego Snicketa) okazał się dobrą wróżbą.

Bez kiczu i komercji

Dziś Bereski ma w swoim katalogu 207 plakatów filmowych (tylko część z nich została wykorzystana w oficjalnej dystrybucji) i cieszy się uznaniem widzów i filmowców, i nie tylko. To wszystko sprawia, że jest w stanie całkowicie poświęcić się "Plakiatowi".

- Praca niezwiązana z plastyką niszczyłaby mi nerwy i na pewno nie pomogłaby marce. Wszystkie te "zusy" i "vaty" stanowią przeszkody, lecz staram się na nich nie skupiać. Inaczej mógłbym jedynie osłabić wenę, spanikować, zniechęcić się i leżeć na łóżku, patrząc w zieloną ścianę. Jestem osobą bardzo emocjonalną, więc muszę się pilnować.

Zapytany o to, czy istnieje jakiś film lub gatunek filmowy, który sprawia, że odmówiłby wykonania plakatu, wskazuje na kino bitewno-historyczne, choć, jak zaznacza, są wyjątki.

- W filmach odrzuca mnie to samo, co w życiu - mówi. - Nie lubię kiczu, pretensjonalnej komercji, epatowania przyziemnością i myślenia jedynie o finansach.

Szczególnie drażni go również, gdy zleceniodawca próbuje narzucić mu własny punkt widzenia i stara się stworzyć własny plakat jego rękami. - Skoro wiedzą, jak ma to wyglądać, to dlaczego nie zrobią tego sami? - pyta retorycznie.

fot. plakiat.com
fot. plakiat.com

Niedawno w sieci, z okazji dziesiątych urodzin Plakiatu, ukazała się wirtualna, dwujęzyczna książka jego autorstwa pod tytułem "Tub/Wanna".

Znajdziemy tam nie tylko ilustracje, ale przede wszystkim prozę stworzoną przez artystę. Mimo to Bereski twierdzi, że na razie zamierza się skupiać głównie na materiałach okołofilmowych. Dodaje jednak:

- Zostawiam sobie otwartą furtkę. Nie myślę za wiele o tym, co się stanie. Tworzę tu i teraz.

Mateusz Witkowski. Ur. 1989. Redaktor naczelny portalu Popmoderna.pl, stały współpracownik Gazeta.pl, "Czasu Kultury" i "Dwutygodnika". Stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w roku 2018. Interesuje się związkami między literaturą a popkulturą, brytyjską muzyką z lat 80. i 90. oraz włoskim futbolem. Współautor fanpage'a Niedziele Polskie, autor facebookowego bloga Popland. Prowadzi zajęcia dotyczące muzyki popularnej na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Komentarze (29)
Zaloguj się
  • Bartek Froncz

    Oceniono 9 razy 7

    Nic nowego - autor wraca do czasów, kiedy plakat filmowy był sztuką, a repertuar kin ukierunkowany na podnoszenie poziomu kultury, i chwała Mu za to. Niestety, dzisiaj kultura i poziom filmów upadł na pysk i taki plakat mamy, jakie filmy "serwuje" się publice spod znaku Zenka i jemu podobnych "artystów".

  • adso74

    Oceniono 7 razy 5

    Kurczę, dobra kontynuacja osiągnięć polskiej szkoły plakatu. Myślę, że Lenica by te prace docenił. To jest naprawdę dobre. Przypominają się czasy, gdy kino miało ambicję być w awangardzie sztuki, a plakat był tego elementem. Współczesne filmy rzadko do mnie trafiają (żeby było jasne, nie jestem jakimś starym zgredem, ani nie mam skłonności do melancholijnego wzdychania, że "kiedyś to było"), ale nadal śledzę, co się w tej branży dzieje i rzeczywiście rzadko teraz trafiają się naprawdę dobre plakaty.

  • uploadhelski

    Oceniono 7 razy 5

    Całe lata PRL-u polska szkoła plakatu filmowego różniła się od światowych trendów stymulowanych przez hollywoodzki kicz. Paradoksalnie, pamiętam ten dreszczyk emocji kiedy mogłem kupić taki "ładny, amerykański" plakat w sklepie gdzieś w Berlinie Zachodnim :) Potem kiedy ta amerykańska moda zawładnęła naszymi multikinami z łezką w oku wspominałem te nasze artystyczne dzieła. Chwała młodemu artyście za ponowne odkrycie tej drogi.

  • oloros11

    Oceniono 4 razy 4

    wydawalo się ze w głębokiej komunie nie było dobrych plakatów - jakże się myliłem to co zobaczyłem później było tak prostackie ze do bólu a teraz proszę ktoś znowu okrył tamta drogę - no ale i filmy były inne teraz wszystko sparszywiało

  • cameel.m

    Oceniono 6 razy 4

    Przykre, że przez zalew tandetnej komercyjnej papki - dużo, szybko, tanio - świat idiocieje, a gusty i umysły się spłycają, przez co musimy odkrywać go na nowo. Wystarczy poszukać hasła: Polska Szkoła Plakatu... Przecież te prace sprzed kilkudziesięciu lat to dzieła sztuki.

  • wooki74

    Oceniono 5 razy 3

    DObre to, mowie jako grafik ;)

  • mniklasp

    Oceniono 2 razy 2

    Polska Szkola Plakatu to fenomen na skale swiatowa. Polskie plakaty Mlodozenca, Starowieyskiego, Gorowskiego , Lenicy , Urbanca, Sawki i wielu innych widzialem na wystawach w Wilanowie i w Nowym Yorku i meksykanskim Peurto Vallarta i w galeriach San Francisco. Sa na calym swiecie .Kazdy na swiecie ktory jest w szutce graficznej fimu zna te nazwiska

  • oteksamptis

    Oceniono 2 razy 2

    Przypominają się stare dobre czasy. Takich plakatów więcej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX