Elsa Schiaparelli podczas pracy w Paryżu, 1949 r.

Elsa Schiaparelli podczas pracy w Paryżu, 1949 r. (fot. AP Photo)

ludzie

Elsa Schiaparelli. Dziewczyna z konstelacją Wielkiej Niedźwiedzicy na policzku

Była największą konkurentką Coco Chanel. Podobnie jak ona dyktowała warunki w świecie mody, ubierając kobiety tak, by czuły się wolne. Jak to się stało, że sto lat później Chanel pamiętają wszyscy, a Schiaparelli - wyłącznie branżowi koneserzy?

"Znam Schiap tylko ze słyszenia. Widziałam ją jedynie w lustrze. Dla mnie jest jak piąty wymiar" - pisze w swojej autobiografii "Schocking life" Elsa Schiaparelli. Czasami opowiada zdarzenia ze swojego życia w trzeciej osobie, jakby przyglądała się im z boku. Wiele wątków pomija - chociażby nieudane małżeństwo. Inne wymyśla, wplatając je do życiorysu, choć przecież nie mogły się wydarzyć. Na przykład to, że by stać się piękniejszą, zasiała w swoich uszach, nosie i gardle nasiona kwiatów. Miały urosnąć do takich rozmiarów, że nie mogła oddychać i potrzebnych było dwóch lekarzy, aby je usunąć.

Dziewczynka z gwiazdozbiorem na policzku

Elsa już jako dziecko uważała, że jest brzydka. I zawsze porównywana była do starszej, dużo bardziej atrakcyjnej siostry Beatrice. Dziewczyny dzieliły jedną sypialnię, ale ze względu na sporą różnicę wieku (było to "8-9 lat" - jak Elsa pisze w biografii) nie zawsze się dogadywały.

"Beatrice nie zdawała sobie sprawy ze swojej urody" - wspomina. "Marzyła o tym, by zostać zakonnicą, ale rodzice przekonali ją, by porzuciła ten pomysł". Ostatecznie siostra Elsy podzieliła drogę większości ówczesnych kobiet - wyszła za mąż i poświęciła się wychowywaniu dzieci.

Elsa i Beatrice pochodziły z rodziny intelektualistów. Matka miała korzenie neapolitańskie, była arystokratką, a ojciec, Celestino Schiaparelli, wykładał język i literaturę arabską na Uniwersytecie w Rzymie. Brat ojca, Giovanni Schiaparelli, był dyrektorem obserwatorium astronomicznego Brera Observatory w Mediolanie. To on odkrył słynne kanały marsjańskie, które po kilkudziesięciu latach okazały się jedynie złudzeniem optycznym. Elsa wspomina go ciepło: "zabierał mnie do gwiazd poprzez swój wielki teleskop, trzymając mnie na rękach tłumaczył, dlaczego uważał, że na Marsie mieszkają tacy sami ludzie jak my". Giovanni mówił, że Elsa urodziła się z konstelacją Wielkiej Niedźwiedzicy na policzku. Chodziło o pieprzyki, które układały się w słynny gwiazdozbiór.

W 1903 roku, gdy Elsa miała 13 lat, pojechała z ojcem do Tunezji, w odwiedziny do znajomych. Większość czasu spędzała w haremach pełnych wielkich poduch, jedwabnych leżanek i drapowanych, kolorowych tkanin. Ponoć wpadła nawet jednemu Arabowi w oko, ale ojciec nie zgodził się na związek córki w tak młodym wieku.

Odkrycie nowej, zupełnie innej kultury przełożyło się na plany życiowe Elsy. Zaczęła interesować się filozofią, marząc o tym, by zostać poetką. W 1911 roku opublikowała nawet tomik wierszy. Tytuł brzmiał "Arethusa", a zadedykowała go słowami:

"Tym, których kocham, 
Tym, którzy kochają mnie, 
Tym, którzy przyczynili się do mojego cierpienia".

Rodzice Elsy nie podzielali jej pasji do poezji, więc wysłali ją do Szwajcarii, do klasztornej szkoły z internatem, gdzie miała przygotować się do "prawdziwego" życia kobiety - idealnej kompanki dla przyszłego męża. Uczyła się tam gry na instrumentach, śpiewu, tańca, zarządzania domem i służbą, języka francuskiego, niemieckiego i angielskiego. W międzyczasie rodzice znaleźli dla niej idealnego kandydata na męża - zamożnego Rosjanina, ale w oczach Elsy niezbyt atrakcyjnego.

Kiedy w 1913 roku koleżanka zaproponowała Elsie posadę opiekunki nad sierotami w Londynie, ta długo się nie zastanawiała. Podróż pociągiem do Wielkiej Brytanii prowadziła przez Paryż.

"Nikt nigdy nie widział nikogo ubranego w tak dziwny sposób"

W tym czasie stolica Francji przeżywała prawdziwy boom. Po wystawie światowej, która odbyła się w 1900 roku, pęd rozwoju widoczny był na każdym kroku. Wieża Eiffla już stała. Otwarto metro, doprowadzono linie telefoniczne i instalację wodną, a na ulicach konie ustępowały miejsca samochodom. Zmiany widać było również w tym, jak nosili się paryżanie - ubiór musiał odpowiadać na potrzeby nowoczesnego, zamożnego społeczeństwa. Moda haute couture zaczęła być kojarzona z nazwiskami krawców, od tej pory nazywanych kreatorami.

Duży wpływ na paryską modę miała fascynacja Orientem. Elsa Schiaparelli znała ten styl z dawnej podróży do Tunezji. Podczas kilkudniowego przystanku w stolicy Francji spotkała przypadkiem przyjaciela rodziny, który zaprosił ją na bal. Schiaparelli nie miała w co się ubrać, więc ruszyła do galerii Lafayette w poszukiwaniu stroju.

Wyszła ze sklepu z czterema jardami granatowego krepdeszynu [lekka tkanina jedwabna, rodzaj krepy - przyp. red.] i dwoma jardami pomarańczowego jedwabiu. Granatową tkaninę ułożyła wokół ciała, drapując ją i przymocowując szpilkami. Pomarańczowa posłużyła jej jako szarfa i turban na głowę. "Schiap była prawdziwą sensacją. Nikt nigdy nie widział nikogo ubranego w tak dziwny sposób" - pisze o sobie Elsa.

Podczas dynamicznego tanga szpilki zaczęły się wysuwać, ale przyjaciel Elsy zdążył wyprowadzić ją z imprezy, zanim kreacja zupełnie z niej spadła.

Dziwnie przystojny hrabia z Krakowa

Podróż Elsy zgodnie z planem zakończyła się w Londynie, ale zanim tam dotarła, zdecydowała, że to Paryż jest miejscem, w którym będzie żyć. Nie wiedziała, że zanim wróci do Francji, wydarzy się jeszcze wiele nieoczekiwanych rzeczy. Na przykład ta: decyzja o wybraniu się na wykład z teozofii - nowego światopoglądu, który krążył wokół tajemnic świata nadprzyrodzonego - zmieni jej życie osobiste.

Wykład prowadził mężczyzna, określony przez Elsę jako "przystojny w dziwny sposób". Po skończonej lekcji prowadziła z nim żywe dysputy. Odkryła, że łączy ich wiele idei. Następnego ranka para już była zaręczona.

Na wieść o planach córki rodzice Elsy natychmiast ruszyli do Londynu, by powstrzymać ją przed pochopną decyzją. Ale ta już zapadła. 21 lipca 1914 roku, w wieku prawie 24 lat, Elsa Schiaparelli poślubiła 30-letniego Wilhelma Wendt de Kerlora. W swojej autobiografii ani razu nie wspomina jego imienia i nazwiska. W niektórych publikacjach można znaleźć informację, że Wilhelm miał polskie pochodzenie i był hrabią. Jego dziadkowie ze strony mamy mieli pochodzić z Krakowa, stąd słowiańska uroda mężczyzny.

Rok po ślubie para została zmuszona do opuszczenia Wielkiej Brytanii. Wilhelma oskarżono o przepowiadanie przyszłości, co według brytyjskiego prawa było zakazane. Najpierw przeprowadzili się do Nicei, a potem za ocean - do Nowego Jorku. Tam między małżonkami coś zaczęło się psuć.

Gdy zdawali już sobie sprawę, że nie ma przed nimi wspólnej przyszłości, Elsa zaszła w ciążę. W 1920 roku urodziła się ich córka i jedyne dziecko Elsy - Maria Luisa, zwana Gogo. Tuż po jej narodzinach Wilhelm zostawił rodzinę dla amerykańskiej tancerki Isadory Duncan. A wkrótce okazało się, że Gogo cierpi na paraliż dziecięcy. Po latach córka Elsy i Wilhelma wspominała w wywiadzie dla "Harper's Bazaar": "Wczesne lata spędziłam w gipsowych odlewach i o kulach. (...) Matkę widywałam rzadko, duża część mojego dzieciństwa była samotna, bez rodziców". 

40 swetrów i 40 spódnic

Podczas letnich wakacji u znajomych w stanie Vermont Elsa poznała Maria Laurentiego, śpiewaka operowego, który właśnie przyjechał do Stanów z Werony. Para bardzo się do siebie zbliżyła. Mężczyzna, w którym Elsa pokładała wielkie nadzieje, zmarł nagle w 1922 roku. Elsa była w trudnej sytuacji. Nie miała pieniędzy, a potrzebowała ich choćby na kosztowne leczenie córki. Pomogła jej znajoma - Gabrielle Buffet-Picabia, zwana Gaby, którą Elsa poznała na jednej z imprez w Nowym Jorku.

Buffet-Picabia, żona francuskiego malarza, poety i dadaisty Francisa Picabii, już wcześniej wprowadziła Elsę w nowojorskie środowisko artystyczne, w którym prym wiódł malarz, rzeźbiarz, filmowiec Marcel Duchamp. W "paczce" byli też Man Ray, Alfred Stieglitz i Edward Steichen. Artyści zaangażowali Schiaparelli w organizację wystaw i innych wydarzeń związanych z ruchem dada. W 1922 roku Gaby, jak i wielu innych znajomych Elsy, postanowiła wrócić do Europy. Jej też nic już w Nowym Jorku nie trzymało. Kierunek był jeden - Paryż.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Elsa Schiaparelli (@s.shocking) Cze 17, 2018 o 8:37 PDT

Tam ponownie znalazła się pod skrzydłami Gabrielle. Małżeństwo Picabia przyjaźniło się z jednym z najbardziej uznanych wówczas projektantów mody - Paulem Poiretem. Na jedną z imprez, na której był również Paul, Gaby włożyła drapowaną suknię, przygotowaną przez Schiaparelli. Poiret był pod wrażeniem kreacji, co Gabrielle przekazała przyjaciółce. Komplement paryskiego mistrza dodał odwagi Elsie - zaczęła kompletować swoje portfolio. Złożyła je w zakładzie znanej francuskiej projektantki Maggy Rouff, ale dowiedziała się tylko, że bardziej nadaje się do kopania ziemniaków.

Paula Poireta, o którym pisze w autobiografii, że był "Leonardem mody", poznała osobiście, gdy udała się do jego atelier z jedną ze swoich zamożnych amerykańskich koleżanek. Kiedy ta mierzyła sukienki, Elsa narzuciła na siebie czarny aksamitny płaszcz. Wtedy Poiret powiedział do niej: "Mademoiselle, czemu go panienka nie kupi?", na co Elsa odpowiedziała, że płaszcz jest dla niej za drogi, a poza tym nie wie, gdzie mogłaby go nosić. "O pieniądze się nie martw. Poza tym ty możesz nosić cokolwiek, gdziekolwiek" - odpowiedział Poiret i dał Elsie płaszcz. Potem wielokrotnie obdarowywał ją ubraniami swojego projektu i zapraszał na przyjęcia.

Przełomem w karierze Elsy okazało się spotkanie z inną Amerykanką - w autobiografii nie podaje jej nazwiska ani innych szczegółów dotyczących tożsamości. Uwagę Schiaparelli zwrócił jej sweter z dwóch kolorów przędzy. Okazało się, że uszyła go ręcznie mieszkająca pod Paryżem Armenka, która wraz z bratem prowadziła niewielki zakład produkcyjny. Nazywała się Aroosiag Mikaelian, ale znana była jako Mike.

Armenka miała wykonać dla Elsy czarny sweter z płasko wkomponowaną białą kokardą i kołnierzykiem. "Pierwszy nie był sukcesem, drugi wyszedł lepiej. Trzeci uważałam za rewelacyjny" - wspomina  zleceniodawczyni. - "W tym czasie Coco Chanel robiła maszynowo ubrania z dzianiny. Ale ten był czymś zupełnie innym. Wszystkie kobiety natychmiast chciały go mieć". Pierwsze hurtowe zamówienie Elsa przyjęła od klientki z nowojorskiego domu handlowego Abraham & Straus. Miała przygotować 40 swetrów i 40 spódnic.

W grudniu 1927 roku amerykański "Vogue" określił jej projekt "artystycznym arcydziełem i triumfem mieszania kolorów". Sukces odniosła również w Paryżu. Luksusowa restauracja Hotelu Ritz wypełniła się kobietami ubranymi w swetry od Schiaparelli. Działalność włoskiej projektantki przyciągnęła uwagę Charlesa Kahna, biznesmena związanego z galerią Lafayette. Wspólnie oficjalnie otworzyli dom mody Schiaparelli, uruchamiając pracownię przy Rue de la Paix 4.

Słynna paryska galeria Lafayette działa do dzisiaj (fot. Shutterstock)
Słynna paryska galeria Lafayette działa do dzisiaj (fot. Shutterstock)

But na głowie, homar na sukience

W kolejnych latach Elsa Schiaparelli puściła wodze fantazji, tworząc projekty, które szokowały i zachwycały jednocześnie. Były wśród nich sweter z wzorami imitującymi tatuaże albo model z jasnymi liniami przypominającymi żebra. Gdy Elsa miała go na sobie, wyglądała jakby wykonano jej zdjęcie rentgenowskie. Moda Schiaparelli odpowiadała na potrzeby współczesnych kobiet, które pracowały, jeździły komunikacją miejską i samochodami. Chciały nosić ubrania gwarantujące swobodę ruchu, a nie gorsety i kilkanaście warstw ciężkich tkanin.

Elsa robiła to samo co Chanel - poprzez praktyczność ubioru dawała kobietom wolność, ale miała na to inny pomysł. Jej moda coraz bardziej zbliżała się do surrealizmu, który burzył logiczny porządek rzeczywistości. Nowy kierunek sztuki czerpał z doświadczeń dadaistów. Nowa, wielka przyjaźń z najważniejszym przedstawicielem francuskiego surrealizmu - Salvadorem Dali, miała dopiero się narodzić.

Wcześniej Elsa zdążyła podbić serca kobiet spódnicą przedzieloną na pół, która wyglądała jak szerokie spodenki z opuszczonym krokiem. Była idealna do spędzania wolnego czasu w aktywny sposób i przypominała arabskie spodnie "haremki". Elsa wymyśliła też sukienkę, której nie trzeba było wkładać przez głowę. Kopertowy krój bazował na konstrukcji fartucha wiązanego w talii. Kolejnym genialnym projektem okazała się suknia koktajlowa w komplecie z żakietem mającym długie "skrzydła", które krzyżowało się na plecach, a następnie wiązało z przodu. Wielkim sukcesem okazała się również "Szalona Czapka" (Mad Cap), zaprojektowana w 1932 roku. Wyglądała jak czepek z wyostrzonymi rogami, który dostosowywał się do kształtu głowy, a więc na każdym prezentował się inaczej.

Elsa miała olbrzymie zamiłowanie do nakryć głowy. Najsłynniejszym jest kapelusz w kształcie buta, który Schiaparelli stworzyła już we współpracy z Salvadorem Dali. Malarz kochał buty i uważał, że noszenie ich na głowie to wspaniały pomysł. Największą fanką projektu była żona Dalego - Gala. Kapelusz w kształcie buta wyglądał jednak dobrze jedynie z profilu.

Elsa i Dali poznali się w latach 30. przez pracownicę Elsy, Bettinę, i ponoć od razu zorientowali się, że nadają na tych samych falach. Niektórzy twierdzą, że opowieść Elsy o próbie zasiania kwiatów w uszach, nosie i gardle była inspiracją dla żeńskich postaci z obrazów Salvadora, których twarze często pokryte są roślinami. Z kolei Dali zainspirował Elsę przy projekcie jednej z jej najsłynniejszych kreacji - sukni "homar".

Czerwony skorupiak był częstym motywem prac Dalego. Elsa umieściła go na eleganckiej, białej, długiej do ziemi kreacji. I choć wydawałoby się, że to zupełnie absurdalny projekt, został doceniony przez Wallis Simpson, która została żoną Edwarda VIII Windsora po jego abdykacji. Wallis sfotografował Cecil Beaton, a sesja w sukni z homarem wyszła tak dobrze, że "Vogue" zadedykował jej na łamach magazynu aż osiem stron.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez DEFUNCT FASHION (@defunctfashion) Lip 11, 2018 o 11:24 PDT

W 1934 roku Elsa Schiaparelli znalazła się na okładce "Time'a", jako pierwsza kobieta projektantka mody w historii.

Szokujący róż

W latach 30. symbolem domu mody Schiaparelli stała się litera "S", którą Elsa umieszczała wszędzie - jej kształt przyjmowały guziki, znalazła się też na butelce autorskich perfum projektantki. Nazwała je "Shocking". Mniej więcej w tym samym czasie, gdy wypuściła na rynek swój zapach, zaproponowała światu zupełnie nowy, jaskrawy odcień różu, wykonany na jej indywidualne zamówienie. Nazwano go "shocking pink". Był ostry, intrygujący, czyli miał wszystko, co Elsa lubiła. Wkrótce stał się najbardziej pożądanym kolorem w modzie, stanowiąc największą konkurencję i szaloną przeciwwagę dla czerni Coco Chanel.

Włoska projektantka dyktowała trendy, ubierała arystokratki i kształciła przyszłe gwiazdy światowej mody, m.in. Huberta de Givenchy. Pasmo jej sukcesów przerwała druga wojna światowa, po której firma Elsy nie wróciła do dawnej świetności. Kobiety przestały marzyć o asertywności, uniseksowej sylwetce, wygodzie i "looku", który by je wyróżnił. Zmuszone do praktyczności w latach światowego konfliktu, jedyne, czego potrzebowały, to znów odnaleźć w modzie tradycyjną kobiecość.

Rozkloszowane suknie z wąskimi taliami młodego Christiana Diora okazały się realizacją ich marzeń. O ile Coco Chanel udało się dostosować styl do nowych wymagań, wzmacniając imperium o nowe projekty (m.in. kultową torebkę 2.55), to Elsa Schiaparelli straciła swój najważniejszy punkt odniesienia - surrealizm. Nie mogła pogodzić się z tym, że kobiety nie chciały wyglądać inaczej.

W 1954 roku zamknęła działalność i wyjechała do Tunezji. Kupiła dom w nadmorskiej miejscowości Hammamet i poświęciła się pisaniu autobiografii. Najbardziej lubiła spędzać czas na tarasie wypełnionym kolorowymi poduchami, kupionymi na lokalnym bazarze. Czasami odwiedzali ją tam znajomi, choć grono przyjaciół z roku na rok topniało. Zmarła niecałe 20 lat później w Paryżu, a pamięć o jej niesamowitych kreacjach zagubiła się w gąszczu nowych nazwisk.

Dopiero w 2010 roku włoski przedsiębiorca Diego Della Valle wskrzesił markę Schiaparelli. Pierwsza kolekcja została zaprezentowana w 2014 roku. W kwietniu 2019 roku dyrektorem kreatywnym marki został amerykański projektant Daniel Roseberry. Nowe projekty? Wystarczyło sięgnąć do archiwum Schiaparelli, by mieć gotowe kreacje, które w XXI wieku wciąż są awangardą. W tym roku dom mody Schiaparelli ubierał m.in. Cate Blanchett, Beyoncé, Emilię Clarke, Michelle Obamę. Kobiety chcą się wyróżniać. Elsa byłaby zachwycona! 

Katarzyna Żechowicz. Dziennikarka i pasjonatka Włoch. Stypendystka rządu włoskiego, ukończyła z wyróżnieniem studia o modzie na najstarszym w Europie Uniwersytecie Bolońskim. Oprócz tego jest absolwentką dziennikarstwa i italianistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie pracuje w mediach i prowadzi własny portal o modzie oraz sklep internetowy Shop My Mood. Kolekcjonuje zagraniczne czasopisma, wśród których szczególne miejsce zajmuje włoska edycja Vogue'a. Uwielbia kuchnię śródziemnomorską, a każde wakacje spędza w ukochanej Kalabrii.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (10)
Zaloguj się
  • aga_piet

    Oceniono 13 razy 13

    Fajny tekst. Dzięki!

  • symulacrum

    Oceniono 13 razy 13

    Bardzo ciekawe. Widziałam i homara i kapelusz-but, ale nie wiedziałam kto był projektantem. Tekst mnie zachęcił do poszukania więcej informacji o Schiaparelli. I zachwycił mnie ten współczesny pokaz inspirowany jej pomysłami. Dziękuję :)

  • Dart Jade

    Oceniono 5 razy 5

    Do autorki - dziękuję za chwilę pasji. Warto było napisać i przeczytać.

  • alpepe

    Oceniono 3 razy 3

    Armenka? Nie aby Ormianka?

  • rozterka47

    Oceniono 1 raz 1

    Przeczytałam z przyjemnością chociaż temat nie był mi obcy .

  • ellena81

    Oceniono 3 razy -1

    Drobna uwaga - tekst jest w języku polskim, więc pozostawienie w wersji angielskiej "Brera Observatory" jest błędem. Od biedy można użyć nazwy oryginalnej, ale najlepiej podać polską - Obserwatorium Brera.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX