Zsa Zsa Gabor w 1953 roku

Zsa Zsa Gabor w 1953 roku (fot. Jim Pringle / AP Photo)

ludzie

"Umiem wspaniale zadbać o dom - po rozwodzie zawsze dbam, by go zatrzymać"

Mówiła, że nigdy nie należy mężczyzny aż tak nienawidzić, by trzeba było zwracać mu brylantowe pierścionki. Na ślubnym kobiercu stawała dziewięć razy i do końca życia przyjemności były dla niej najważniejsze. Zsa Zsa Gabor określana jest jako pierwsza prawdziwa celebrytka w Ameryce.

Gwiazda Hollywood, która nigdy nie była gwiazdą kina. Niepoprawna hedonistka o wielkim dystansie do siebie. Pierwsza celebrytka, która częściej niż w filmach pojawiała się w talk-show, w których jak z rękawa sypała anegdotami z życia prywatnego. Jej barwne życie to gotowy scenariusz na pełen zwrotów akcji film lub operę mydlaną.

Gdy zaczynała karierę w Hollywood, takich jak ona - przeciętnie utalentowanych ładniutkich dziewczyn pragnących zdobyć sławę - było na pęczki. Ale to Zsa Zsa Gabor przeszła do historii. Co prawda nie jako aktorka, a raczej pierwsza celebrytka - znana z tego, że jest znana - i łowczyni mężów. Gabor mówiła, że kobieta powinna wyjść za mąż z miłości i robić to aż do skutku. Patrząc na jej dziewięć małżeństw, z których najkrótsze trwało jeden dzień, a najdłuższe - ostatnie - niemal 30 lat, aż do śmierci 99-letniej aktorki, trzeba przyznać, że z powodzeniem wcieliła tę zasadę w życie.

Hedonizm wyssany z mlekiem matki

W obfitującej nie tylko w śluby i romanse, ale też w wykroczenia i intrygi biografii Zsa Zsy Gabor ciężko o potwierdzone informacje. Najprawdopodobniej przyszła na świat 6 lutego 1917 roku w Budapeszcie jako Sarlota Gábor, pieszczotliwie zwana Sári. Choć taka data widniała w dokumentach, kobieta przekonywała, że urodziła się w roku 1926, a postarzyć musiała się po to, aby w czasie ucieczki z ogarniętej wojną Europy udawać osobę pełnoletnią i tym samym uniknąć problemów ze strony amerykańskich służb emigracyjnych.

Wiadomo jednak, że przyszła gwiazda była jedną z trzech córek jubilerki żydowskiego pochodzenia Janki Tillerman, zwanej Jolie, i zawodowego żołnierza cesarskiej armii Austro-Węgier Vilmosa Farkasa Gábora. Rodzice Sári i jej dwóch sióstr: Ewy i Magdy, byli zamożni. Dziewczęta wysłano do szwajcarskiej szkoły z internatem. Jednak szybko okazało się, że Sári miała na życie inny plan niż solidna edukacja. Dla matki, która w 1939 roku rozwiodła się z ojcem sióstr i była jeszcze dwukrotnie zamężna, nie było to zaskoczeniem. To ona wpoiła córkom zamiłowanie do pięknych rzeczy, pewność siebie, a także przeświadczenie, że w życiu liczą się przede wszystkim przyjemności.

Zsa Zsa Gabor napisała w autobiografii, zatytułowanej "Jedno życie nie wystarczy", że została odkryta przez austriackiego śpiewaka operowego Richarda Taubera podczas wizyty w Wiedniu w 1934 roku. Tauber zaprosił ją do śpiewania w operetce "Der singende Traum" ("Śpiewające marzenie") i zachęcił, by wzięła udział w wyborach Miss Węgier 1936, które ponoć wygrała. Według innej wersji tytuł ten przypadł nie Sári, a jej matce Jolie. Jeszcze inni twierdzą, że koronę Miss wygrała Sári, ale została zdyskwalifikowana ze względu na fakt, że była młodsza, niż podała w formularzu zgłoszeniowym. Biorąc pod uwagę późniejszą żonglerkę datami urodzenia, jest to wielce prawdopodobne. Rok później, w 1937 roku, Gabor po raz pierwszy wyszła za mąż. Jej wybrankiem był turecki dyplomata Burhan Belge. Zdaniem panny młodej małżeństwo nigdy nie zostało skonsumowane, ponieważ od męża wolała twórcę nowoczesnego państwa tureckiego, pierwszego prezydenta Republiki Turcji, Mustafę Kemala Atatürka, i to właśnie z nim straciła dziewictwo.

Wpływy męża numer jeden pomogły Sári wydostać się z Węgier krótko przed wkroczeniem nazistów. Młoda kobieta wcale się do wyjazdu nie kwapiła - jej matka, prowadząca zakład jubilerski, nie wierzyła w Holocaust i tłumaczyła córkom, że na Węgrzech są bezpieczne. Na szczęście Belge nalegał na wyjazd - bardzo możliwe, że w ten sposób uratował żonie życie.

Kraj opuściły wszystkie siostry, a dosłownie w ostatniej chwili, w 1944 roku, również ich matka. Pani Gabor nie tylko uniknęła śmierci z rąk nazistów, ale też otworzyła na Madison Avenue przynoszący spore zyski sklep jubilerski i wyszła za mąż za węgierskiego hrabiego Odona Szigethyego. Tymczasem Sári tuż po tym, jak postawiła stopę na amerykańskiej ziemi, rozwiodła się z Belgem.

Ona i jej siostry szybko zostały zaakceptowane przez nowojorską śmietankę towarzyską. Pomógł w tym list polecający od przyjaciela - Basila Rathbone'a, aktora cieszącego się w Stanach statusem gwiazdy, dwukrotnie nominowanego do Oscara. Połączenie urody z graniczącą z bezczelnością pewnością siebie, a jednocześnie wdziękiem i umiejętnością zjednywania mężczyzn, sprawiało, że na przyjęciach oczy wszystkich zwracały się ku siostrom Gabor.

Sári nie narzekała na brak adoratorów i na horyzoncie szybko pojawił się mąż numer dwa - poślubiony w 1942 roku spadkobierca hotelarskiej fortuny Conrad Hilton. Jeśli wierzyć Gabor, Hilton był brutalem i skąpcem, a ich córka, Constance Francesca Gabor Hilton, ich jedyne dziecko, była owocem małżeńskiego gwałtu. Kobieta rozwiodła się z Conradem, będąc jeszcze w ciąży z dziewczynką. Jeśli wierzyć Hiltonowi, który po rozwodzie przyznał żonie dożywotnią zniżkę na pobyt w jego sieci hoteli, Zsa Zsa bez opamiętania trwoniła jego fortunę na ubrania i biżuterię. W dodatku zdradzała go z jego synem Nickym, narzeczonym i późniejszym mężem Elizabeth Taylor, i to stało się bezpośrednią przyczyną rozpadu ich trwającego pięć lat małżeństwa.

Zsa Zsa w 1955 roku (fot. Robert J. Boser / EditorASC)
Zsa Zsa w 1955 roku (fot. Robert J. Boser / EditorASC)

Ważne, aby mówili

Choć Gabor twierdziła, że Hilton nie zostawił jej po rozwodzie nic poza pięcioma tysiącami egzemplarzy hotelowych Biblii, szybko znalazła pocieszenie w ramionach kolejnego mężczyzny i, co ważniejsze, sposób na to, by zapracować na własne nazwisko.

Mąż numer trzy, poślubiony w 1947 roku George Sanders, był pochodzącym z Rosji brytyjskim aktorem. Sukces Sandersa, który w 1950 roku zdobył Oscara za rolę w filmie "Wszystko o Ewie", zainspirował ją do tego, by pójść w jego ślady. Gabor zadebiutowała w 1952 roku rolą w musicalu "Cienki lód" w reżyserii Vincentego Minellego i Mervyna LeRoya. Zagrała w nim postać o imieniu Zsa Zsa. Nie jest do końca jasne, czy jej pseudonim wziął się od roli, czy może było odwrotnie. W tym samym roku Gabor pojawiła się w komedii "Uprzejmie informujemy, że nie są państwo małżeństwem" Edmunda Gouldinga, gdzie przyćmiły ją odtwórczynie głównych ról - Marilyn Monroe i Ginger Rogers. Kolejną rolę zagrała w "Moulin Rouge" w reżyserii Johna Hustona. Zsa Zsa wcieliła się w artystkę kabaretową Jane Avril. Piosenka "It's April again" śpiewana z wielkim wyczuciem i charakterystycznym akcentem, którego aktorka nie pozbyła się do końca życia, podbiła serca publiczności. Ale przez długi czas mało kto wiedział, że nad Gabor znęcano się na planie. Reżyser filmu John Huston był ponoć rozczarowany Zsa Zsą tak bardzo, że cały czas poniżał ją w obecności innych członków ekipy.

Krytycy jej karierę kwitują najczęściej słowami: "Duże role w małych filmach, małe role w dużych filmach". Te pierwsze, takie jak "Wróg publiczny nr 1" z 1953 roku, oglądano raczej poza USA, m.in. w Polsce. Tymczasem w Stanach uważano ją za ładną, ale pozbawioną wielkiego talentu. Dlatego nawet jeśli grała u wielkich reżyserów, jak Orson Welles, obsadzano ją w epizodycznych rólkach. Mimo to Gabor stała się równie sławna, co jej odnoszące znacznie większe sukcesy koleżanki po fachu. W 1960 roku została nawet uhonorowana gwiazdą na Hollywood Boulevard. Udało jej się to osiągnąć dzięki niezwykle umiejętnej autokreacji.

Gabor szybko zrozumiała, że nie zrobi oszałamiającej kariery na dużym ekranie, zaczęła więc szukać szczęścia gdzie indziej. Występowała w reklamach, pisała książki - dwie autobiografie i poradniki traktujące o tym, jak zdobyć mężczyznę. W późniejszych latach stała się królową programów telewizyjnych, w których w myśl zasady: "nieważne, co o nas mówią, ważne, by mówili", ujawniała pikantne szczegóły ze swojego życia prywatnego. 

Jej kochankami byli m.in. Sean Connery, Richard Burton i Henry Kissinger. Gabor opowiadała o upodobaniach jednego z mężczyzn do świntuszenia w łóżku czy gładkiej skórze drugiego. Opinię publiczną zaszokowało również to, że Zsa Zsa przyznała, że została zmuszona do stosunku przez Franka Sinatrę. Słynny aktor i piosenkarz ponoć zablokował jej pozostawionego na podjeździe rolls-royce'a swoim samochodem i groził, że nie odjedzie, dopóki kobieta nie zgodzi się na seks. Podczas gdy wiele ówczesnych gwiazd zamiatało takie sprawy pod dywan, a zafundowane przez mężów czy kochanków siniaki chowało pod toną makijażu i ciemnymi okularami, Zsa Zsa o wszystkim mówiła głośno i wyraźnie.

Małżeńska rekordzistka

Będąc jeszcze żoną Sandersa, z którym rozwiodła się w 1954 roku , Gabor wdała się w romans z dominikańskim dyplomatą i znanym playboyem Porfiriem Rubirosą. Namiętny związek skończył się z hukiem, kiedy Gabor odmówiła rozwiedzenia się z Sandersem i poślubienia Rubirosy. Mężczyzna zareagował na odrzucenie przemocą. W dzień po awanturze Zsa Zsa pojawiła się z czarną opaską na oku - bardziej podkreślającą niż ukrywającą olbrzymiego siniaka, pamiątkę po nocy z Porfiriem. Ponoć kolejnego dnia podobne "pirackie" przepaski znalazły się na głowach manekinów w ekskluzywnych butikach przy Piątej Alei. Gabor mówiła, że Rubirosa pobił ją z miłości, ale zostawiła go zaraz po pamiętnej nocy, a jego imieniem nazwała psa.

Gaże, które Zsa Zsa Gabor dostawała za rólki w filmach, nie wystarczały na wystawne życie, jakiego pragnęła. Zamiłowanie do drogiej biżuterii i futer sprawiło, że wybierała na mężów milionerów. Jak mówiła: "Dla rozsądnej dziewczyny mężczyźni nie są problemem, są rozwiązaniem". Rozwiązaniem problemów z niewystarczającą ilością pieniędzy na koncie okazał się ślub z nowojorskim bankierem i filantropem Herbertem Hunterem. W autobiografii "I love being in love" Gabor napisała, że był on tak hojny, iż odebrał jej chęć do pracy i niemal unicestwił jej popęd. Ale, jak dodaje: "Zawsze byłam kobietą, która nie mogła zadowolić się pieniędzmi, tylko ekscytacją i osiągnięciami". Dlatego po czterech latach małżeństwa rozwiodła się z Hunterem i jeszcze w tym samym roku powiedziała sakramentalne "tak" Joshui S. Cosdenowi Juniorowi. Cosden, mąż numer pięć, magnat naftowy poznany na imprezie charytatywnej zorganizowanej przez męża numer cztery, przetrwał zaledwie kilka miesięcy. Ale oświadczając się, dał swojej wybrance pierścionek z ogromnym, wartym fortunę brylantem, a jak mówiła Zsa Zsa: "Nigdy nie należy mężczyzny aż tak nienawidzić, by trzeba było zwracać mu brylantowe pierścionki".

Zsa Zsa Gabor z koleżankami aktorkami, Joanne Worley i Ruth Buzzi  (fot. Shutterstock)
Zsa Zsa Gabor z koleżankami aktorkami, Joanne Worley i Ruth Buzzi (fot. Shutterstock)

Gabor nie znosiła w życiu nudy i pustki. Zasadą było więc, że mężowie niemal zawsze wymieniali się "na zakładkę". Będąc jeszcze żoną Cosdena, aktorka zadzwoniła na policję zaalarmowana hałasem dobiegającym z sąsiedniej posiadłości. Para mieszkała wówczas w Bel Air, w posiadłości wybudowanej przez Howarda Hughesa. Źródłem uciążliwego dźwięku okazała się spora kolekcja wozów strażackich - duma Jacka Ryana, znanego jako twórca lalek Barbie.

Sąsiedzka interwencja zaowocowała małżeństwem numer sześć, które Gabor zawarła w roku 1975. Związek przetrwał półtora roku, a Zsa Zsa była bogatsza o kolejną posiadłość. "Umiem wspaniale zadbać o dom - po rozwodzie zawsze dbam, by go zatrzymać" - to kolejny bon mot Gabor. O to, by w przypadku rozwodu z Ryanem nie było inaczej, zatroszczył się prawnik Michael O'Hara. Reprezentował swoją klientkę z takim zaangażowaniem, że wkrótce - dosłownie trzy dni po sfinalizowaniu rozwodu - został mężem numer siedem. Małżeństwo przetrwało pięć lat, ale jeszcze w jego trakcie pojawił się - a jakże - mąż numer osiem.

W tym przypadku jednak nie poszło już tak gładko. W dniu zawartego na statku ślubu z meksykańskim aktorem i producentem filmowym Felipem de Albą okazało się, że Gabor nie dopełniła wszystkich potrzebnych formalności, by rozwód z O'Harą uznać za sfinalizowany. Małżeństwo zostało więc anulowane po jednym dniu, a rozwód uznano oficjalnie w 1983 roku.

Ale perturbacje z nim związane i fakt, że mąż prawnik nie zostawił jej po rozwodzie kolejnej posiadłości, sprawiły, że Zsa Zsa Gabor zrobiła sobie od ślubów długą, jak na swoje standardy, przerwę. Małżeństwo numer dziewięć zawarła dopiero w roku 1986. Jej wybrankiem został mężczyzna, który w przeciwieństwie do swoich poprzedników nie mógł dać Zsa Zsie klejnotów i wartych miliony dolarów posiadłości. Miał za to coś innego - tytuł szlachecki. Książę Frédéric von Anhalt, jak sam mówił, "chyba zrobił coś dobrze", bo przetrwał przy Gabor najdłużej - niemal 30 lat, aż do śmierci gwiazdy.

Zsa Zsa Gabor i książę Frédéric von Anhalt (fot. Shutterstock)
Zsa Zsa Gabor i książę Frédéric von Anhalt (fot. Shutterstock)

Księżna odchodzi

To, że Zsa Zsa Gabor przy swoim księciu zaznała uczuciowej stabilizacji, nie znaczyło wcale, że przestała być bohaterką skandali. Na pierwszy z nich nie trzeba było długo czekać, a główną rolę odegrała w nim córka aktorki. Francesca Hilton przez całe dzieciństwo i młodość musiała znosić zmieniających się jak w kalejdoskopie "tatusiów" i nieustanne zainteresowanie mediów. Przy ostatnim ślubie, już jako dojrzała kobieta powiedziała: "dość". Starała się zapobiec małżeństwu, mówiąc wszem i wobec, że jej matka jest faktycznie o wiele starsza, niż podaje. Gabor i jej nowego męża miało dzielić co najmniej 26 lat różnicy, a od samej Franceski ojczym był starszy zaledwie o cztery lata. Najprawdopodobniej córka Zsa Zsy, której zmarły w 1979 roku ojciec ze swej fortuny zostawił zaledwie 100 tys. dolarów, obawiała się, że za sprawą zubożałego księcia ona sama z majątku matki niewiele otrzyma. Czas pokazał, że miała rację - kobieta zmarła na wylew w 2015 roku, rok przed śmiercią swojej matki, zupełnie zapomniana i niemal bez grosza. Co gorsza, jej ciało leżało w kostnicy przez wiele dni, bo nikt po nie się nie zgłosił - Frédéric ponoć w obawie o schorowaną żonę nie powiedział jej o śmierci jedynego dziecka.

Bajeczna niegdyś fortuna Zsa Zsy Gabor została przed jej śmiercią poważnie nadwyrężona. Powoli kończyły się lata występowania w programach telewizyjnych obok gwiazd takich jak Joan Rivers, Johnny Carson czy Howard Stern. W latach 80. i 90. Gabor pojawiła się w kilku filmach, parodiując samą siebie. Najsłynniejsza rola z tego okresu w "Nagiej broni 1/2" nawiązywała do prawdziwego wydarzenia z życia Zsa Zsy. 14 czerwca 1989 roku aktorka została zatrzymana przez policję za naruszenie przepisów ruchu drogowego. Okazało się, że nie ma ważnego prawa jazdy, za to na siedzeniu samochodu znajduje się otwarta butelka bourbonu. Gwiazda wdała się z policjantem w dyskusję, a następnie go spoliczkowała. W efekcie spędziła trzy dni w areszcie, musiała zapłacić ponad 12 tys. dolarów kary i odbyć prace społeczne.

Drobne role nie pokrywały jednak wystawnego życia, do jakiego przyzwyczajona była Gabor i w roku 1994 gwiazda ogłosiła bankructwo. Ratunkiem okazał się w pewnym stopniu tytuł Frédérica. Małżonkowie zorientowali się, że Ameryka jest pełna mężczyzn, którzy skłonni są sporo zapłacić za szlachecki tytuł. Za opłatą dwóch milionów dolarów od każdego para adoptowała więc panów, dodatkowo Frédéric pasował rycerzy - po 50 tys. dolarów od osoby. Praktyki te nie zdołały jednak przywrócić życiu Zsa Zsy Gabor dawnego splendoru. Co gorsza, gwiazda miała coraz poważniejsze problemy ze zdrowiem. W 2002 roku uległa wypadkowi samochodowemu, który przykuł ją do końca życia do wózka inwalidzkiego. Trzy lata później przeszła rozległy wylew, po dwóch latach kolejny. Do problemów finansowych doszło siedem milionów dolarów utopionych w piramidzie finansowej Bernarda Madoffa.

Zsa Zsa Gabor w roku 1990 (fot. Shutterstock)
Zsa Zsa Gabor w roku 1990 (fot. Shutterstock)

W 2010 roku stan zdrowia gwiazdy był tak zły, że udzielono jej ostatniego namaszczenia. Rok później lekarze stwierdzili, że dla ratowania życia konieczna jest amputacja prawej nogi ponad kolanem. Zsa Zsa Gabor zmarła 18 grudnia 2016 roku, dwa miesiące przez setnymi urodzinami. Ostatnie lata spędziła podłączona do aparatury, ale w pełni świadoma. Na jednych z ostatnich zdjęć widać, jak starsza, schorowana kobieta sączy z kieliszka szampana. Na setne urodziny planowała urządzić w Budapeszcie wielki bal. Wierna swoim zasadom, Zsa Zsa Gabor do końca życia na pierwszym planie stawiała przyjemności.

Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała fashion marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG", portalami Sezon, Pride i Enter the Room.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (123)
Zaloguj się
  • sqlap72

    Oceniono 76 razy 56

    >..."Umiem wspaniale zadbać o dom - po rozwodzie zawsze dbam, by go zatrzymać"...<
    Zacząłem czytać z zaciekawieniem, bo myślałem, że to o pani Moszebacher, ale jak spostrzegłem pomyłkę, zapał mi opadł i do końca nie doczytałem. No bo co to za rekord- 10 mężów? Pewna polska Marta, zawsze dziewica, ma dopiero 39 lat, a już zaliczyła trzech mężów, wiec do 99 urodzin z łatwością rekord pobije.

  • kinaikot

    Oceniono 63 razy 53

    Żyła jak chciała i tego nie ukrywała, nie oglądając się na różnej maści świętoszkowatych hipokrytów.

  • t.wolny

    Oceniono 50 razy 46

    Poczytajcie poniższe komentarze. Aż dziw bierze, że tylu mamy obrońców moralności. Wprawdzie trochę się ślinią, ale...
    Ludzie, co wam do tego? Różnica między bohaterką artykułu, a wami często polega na tym, że o jej życiu wiele wiadomo. Gdyby znormalizować "grzechy" mogłoby się okazać, że wasze codzienne draństwa w stosunku do waszych "rozmiarów" są wielokrotnie większe.

  • kaz11

    Oceniono 27 razy 25

    Dżizes... czytam te komentarze i oczom nie wierzę. Skąd tu dziś taki wysyp hipokrytów maści wszelakiej? Nie macie co robić i trollujecie, czy jak?

  • bahmat

    Oceniono 31 razy 23

    lepiej mieć taką bohaterkę niż siwego glindę z Żoliborza ktory plecie bzdury ze jezy tak fajnie i wirusy mogą wybierać pajaca na prezydenta, ktory orędzie ma na medal ze zgniłegoo kartofla.

  • listekklonu

    Oceniono 15 razy 13

    Spryciara. Z wyglądu przeciętna, a tylu mężczyzn potrafiła poderwać.

  • monikaceglowska183

    Oceniono 17 razy 13

    I dowód że sex wydłuża życie....
    Może paru rozczarowała ale nie było narzekających na tyle głośno by dotarło do nas

  • tojajurek

    Oceniono 27 razy 13

    Droga kurtyzana ma zwykle bujne życie nadające się na scenariusz mydlanej opery.

  • cmochall

    Oceniono 13 razy 9

    Byla mistrzynia w tej konkurencji.Slowa uznania Tej pani sie naleza . Tylu durni umiala wykorzystac , . Brawo.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX