Salum zagrał jedną z głównych ról w filmie 'Biały cień'

Salum zagrał jedną z głównych ról w filmie 'Biały cień' (fot. Filip Skrońc)

wywiad gazeta.pl

"Oficjalnie od 2015 roku w Tanzanii ustały morderstwa ludzi z albinizmem. Ale czy to jest prawda?"

Leciałem do Tanzanii pisać o polowaniach na ludzi, o morderstwach, a na miejscu się okazało, że największym mordercą osób z albinizmem jest słońce, a dokładnie rzecz biorąc - rak skóry - mówi Filip Skrońc, autor książki "Nie róbcie mu krzywdy".

Siedemdziesiąt pięć tysięcy dolarów to bardzo dużo pieniędzy.

Tak, bardzo dużo. To cena za cały "pakiet". Cena, która zaczęła krążyć w mediach i w pewnym momencie napędziła morderstwa. Sam też długo się do niej odwoływałem, miałem ją cały czas w głowie i notatkach, aż w końcu postanowiłem sprawdzić, skąd się wzięła.

Skąd?

Pojawiła się po raz pierwszy w 2009 roku w raporcie Międzynarodowego Czerwonego Krzyża i Półksiężyca, w którym próbowano opisać to, co działo się wówczas w Tanzanii. Kwotę tę podał niewymieniony z imienia i nazwiska wysokiej rangi policjant z Dar es Saalam, największej tanzańskiej metropolii. I zaczęła żyć swoim życiem, pojawiać się w rozmaitych raportach i doniesieniach medialnych. Nawet w artykułach, które powstają dzisiaj, to 75 tysięcy jest wymieniane obok innych kwot - za poszczególne części ciała.

Tymczasem żadnego cennika tak naprawdę nie ma?

Nie ma. Ceny są powtarzane z ust do ust, możesz usłyszeć, że tyle jest za nogę, tyle za rękę, a tyle za penisa, ale nikt tych pieniędzy nigdy nie otrzymał. Żaden czarownik nie rzuci tego typu kwotą za eliksir przyrządzony z części ciała, żaden handlarz nie został za to nigdy skazany.

A wyroki zapadały.

Owszem, ale nie skazywano handlarzy, tylko morderców, wydając na nich niejednokrotnie wyroki śmierci przez powieszenie. Rząd Tanzanii próbował również ukrócić działalność czarowników, jednak niezbyt skutecznie.

Trzy lata temu BBC przeprowadziło wywiad z mordercą z Malawi, który zabił i poćwiartował człowieka. On także mówił o rzekomych sumach. Jak zwykle bajońskich. Mówił, że by zarobić takie pieniądze, musiałby pracować 200 lat bez przerwy. Nigdy ich jednak nie zobaczył. Nie on jeden. One są tak nierealne, jak realne są morderstwa ludzi z albinizmem.

Przez lata powtarzano, że ludzie z albinizmem to duchy. Mówiono, że widzą w ciemnościach i nie czują bólu oraz strachu. Duchy przecież nie umierają - one znikają (fot. Filip Skrońc)
Przez lata powtarzano, że ludzie z albinizmem to duchy. Mówiono, że widzą w ciemnościach i nie czują bólu oraz strachu. Duchy przecież nie umierają - one znikają (fot. Filip Skrońc)

Mówimy "ludzie z albinizmem", a nie "albinosi"?

Kiedy w 2014 roku pierwszy raz poleciałem do Tanzanii, mówiłem jeszcze "albinosi", i ta forma jest do dzisiaj używana. Ale od kilku lat propaguje się mówienie "ludzie/osoby z albinizmem", żeby przywrócić im człowieczeństwo w publicznym dyskursie. Lata mordów doprowadziły do tego, że ta grupa została odczłowieczona. Nie mówiono, że zabito "człowieka z albinizmem", ale "albinosa" - jak by to był jakiś oddzielny gatunek.

"Albinos" brzmi jak "opos".

No właśnie, w dodatku to słowo od razu zwraca uwagę na kolor, a osoba z albinizmem to coś więcej niż kolor skóry. Na rozprawach sądowych w Tanzanii mordercy często tłumaczyli, że byli przekonani, że nie zabijają człowieka, tylko ducha. Ale to podejście, trzeba dodać, nie dotyczy tylko Afryki. Europejscy naukowcy zastanawiali się w XVIII wieku, czy ludzi z albinizmem nie należy przypadkiem zaliczyć do fauny. Nie jest więc tak, że tylko "ciemny lud" z Afryki miał problem.

Dzisiaj Europejczycy i Amerykanie już go chyba nie mają.

A w Afryce niekiedy mają. Zmienia się to na lepsze w dużej mierze za sprawą działaczy organizacji pozarządowych, które niosą pomoc osobom z albinizmem, edukują społeczeństwo i uwrażliwiają język. I to w dużej części kraju działa. Ludzi z albinizmem traktuje się jak ludzi. Gorzej jest na północy Tanzanii, gdzie język wobec niech jest nadal pełen pogardy, gdzie nazywani są "białymi kozami".

Na kilka dni przed wyborami w 2015 roku Mohammed Said został napadnięty w swoim mieszkaniu. W wyniku ataku stracił kawałek ucha i skóry przy czaszce. Bronił się, dlatego skończyło się tylko na tym. Liczba morderstw i okaleczeń osób z albinizmem wzrasta w czasie poprzedzającym wybory. Otwarcie mówi się o tym, że to właśnie politycy marzący o władzy są w stanie zrobić dla niej wszystko (fot. Filip Skrońc)
Na kilka dni przed wyborami w 2015 roku Mohammed Said został napadnięty w swoim mieszkaniu. W wyniku ataku stracił kawałek ucha i skóry przy czaszce. Bronił się, dlatego skończyło się tylko na tym. Liczba morderstw i okaleczeń osób z albinizmem wzrasta w czasie poprzedzającym wybory. Otwarcie mówi się o tym, że to właśnie politycy marzący o władzy są w stanie zrobić dla niej wszystko (fot. Filip Skrońc)

Odwrotność rasistowskich ataków na osoby o czarnej skórze w białej Europie. Tam "białe kozy", tu "czarne małpy".

I często robią to dzieci. Oczywiście nieświadomie, bo powtarzają po prostu, co słyszą od rodziców.

Choć trzeba powiedzieć, że tanzański rząd robi dużo, by ludzi z albinizmem traktować jak innych obywateli. Zwraca się na ten problem uwagę w programach antydyskryminacyjnych i związanych z profilaktyką nowotworową, choć dużo jest jeszcze do zrobienia.

Polowania na ludzi z albinizmem odbywają się w kilkunastu krajach afrykańskich. Ty jednak napisałeś książkę o Tanzanii. Dlaczego?

Tanzania była naturalnym wyborem, bo właśnie tam w 2006 roku zaczęły się te morderstwa, a potem rozlały się na inne państwa. Wcześniej zdarzały się, ale nie w związku z przesądami i czarami - to zjawisko rodzi się w Tanzanii, gdzie jest też stosunkowo duży odsetek osób z albinizmem - 1:1400. Dla porównania: szacuje się, że w Europie przychodzi na świat jedno dziecko z albinizmem na 20 000.

Dodatkowo Tanzania jest krajem krzyżujących się kultur, wierzeń, wpływów kolonizatorów i intensywnej turystyki. Wszystko to wydawało mi się niezwykle ciekawe, warte bliższego przyjrzenia i znalezienia źródła przemocy.

I zdaje się, że je znalazłeś.

Tak mi się wydaje, ale nie chcę go zdradzać w naszej rozmowie, żeby nie psuć lektury czytelnikom.

Zgoda, zostawmy to zatem.

Powiem tyle: wszystkie materiały, które przeczytałem, przemoc wobec ludzi z albinizmem tłumaczyły wyłącznie czarami. I one bez wątpienia odgrywają jakąś rolę, ale szybko się zorientowałem, że nie pierwszoplanową. Zaraz po wylądowaniu w Dar es Salaam słyszałem od ludzi, że nikt w to nie wierzy. Z drugiej strony - można jednak założyć, że bronili dobrego imienia kraju, nie mówili mi wszystkiego szczerze.

Kiedy fala morderstw się rozpoczęła, Siwasahahu bała się o siebie i swoją rodzinę. Dziś, gdy liczba ataków spadła, musi mierzyć się z innymi ograniczeniami, które stoją przed osobami z albinizmem (fot. Filip Skrońc)
Kiedy fala morderstw się rozpoczęła, Siwasahahu bała się o siebie i swoją rodzinę. Dziś, gdy liczba ataków spadła, musi mierzyć się z innymi ograniczeniami, które stoją przed osobami z albinizmem (fot. Filip Skrońc)

Trochę jak ludzie, którzy zarzekają się, że nie są przesądni, ale się martwią, gdy czarny kot przetnie im drogę?

Dokładnie. W każdym razie czułem, że musi być w tej historii jakieś drugie dno, jakieś bardziej złożone wyjaśnienie niż tylko wiara w czary.

Której jednakowoż wykluczyć chyba nie można. Wśród opisów niezwykle brutalnych morderstw na osobach z albinizmem jest też takie, podczas którego morderca spuszcza do rondla krew z poderżniętego gardła ofiary i następnie ją wypija. Że nie wspomnę o zbiorowo gwałconych kobietach z albinizmem, bo stosunek płciowy z taką kobietą ma wyleczyć z HIV/AIDS. Jak tu wykluczyć magię?

Ja jej nie wykluczam, tylko twierdzę, że nie jest głównym powodem fali morderstw osób z albinizmem. Podobnie jak przesądy, bo czym innym jest przezywać kogoś "białą kozą" czy wierzyć, że jest duchem, a czym innym mordować i ćwiartować.

Także dzieci.

Za zamordowanie półtorarocznego syna Ester, z którą rozmawiam w książce, stał jej własny mąż, jego bracia i sąsiedzi. W wiele ataków zamieszana jest najbliższa rodzina, bo osoba z albinizmem to dla niej wstyd i nieszczęście. Kiedy po kilku latach wróciłem do Ester, by spytać, co u niej słychać, jej mąż wyszedł już z więzienia i nadal żyli razem. Nikt w wiosce nic nie mówi, bo wszyscy boją się zemsty. To temat tabu.

Jeździłeś do Tanzanii solidnie przygotowany. Wiele cię dziwiło?

Bardzo wiele, już pierwszy wyjazd wywrócił mi wszystko do góry nogami. Leciałem pisać o polowaniach na ludzi, o morderstwach, a na miejscu się okazało, że największym mordercą osób z albinizmem jest słońce, a dokładnie rzecz biorąc - rak skóry. Z kolei przy pierwszym spotkaniu z bohaterem, który jest na okładce mojej książki, szybko się okazało, że nic z doniesień prasowych o nim i jego rodzinie się nie zgadza. Okazało się, że...

Media kłamią?

Że ciągle coś się nie zgadza. Przestałem wtedy ufać rozmaitym źródłom, a wszystkie pewniki wziąłem w nawias i zacząłem wędrować swoją drogą.

Masalu Masanja ze swoją córką, Sofią. Masalu jest ofiarą zbiorowego gwałtu, który wynikał z przekonania, że seks z osobą z albinizmem może uleczyć z HIV i AIDS. Sofia to dziecko jednego z jej oprawców (fot. Filip Skrońc)
Masalu Masanja ze swoją córką, Sofią. Masalu jest ofiarą zbiorowego gwałtu, który wynikał z przekonania, że seks z osobą z albinizmem może uleczyć z HIV i AIDS. Sofia to dziecko jednego z jej oprawców (fot. Filip Skrońc)

Krytykując jednocześnie mass media, w których orientalizm nadal trzyma się mocno. Zachód kocha pisać o Afryce jak o zamieszkiwanej wyłącznie przez prymitywną ludność krainie czarów.

Czarownicy i rytualne morderstwa są atrakcyjne. I - żeby nie było - to ważny temat, ale jest tylko częścią większego obrazka. Tymczasem dziennikarze przylatują do Tanzanii i mówią po raz setny: "Proszę opowiedzieć, jak zabijali pani dziecko z albinizmem". I znów, to prawda - morderstwa były i są, ale nie tylko one stanowią problem.

Właściwie w centrum zainteresowania powinien być rak skóry. Gdybym dzisiaj zabierał się do pisania książki byłaby ona właśnie o tym, bo częściej spotyka się dzisiaj w Tanzanii ludzi z albinizmem mających straszne zmiany skórne niż ucięte kończyny. Na oddziale onkologicznym szpitala w Dar es Salaam na dwanaście łóżek osiem zajmują osoby z albinizmem, bo nigdy nie chroniły skóry, bo nikt im o tym nigdy nie powiedział, bo brakuje edukacji w tym zakresie, bo brakuje kremów z filtrem, bo nie ma pieniędzy nawet na bilet na autobus, żeby dojechać do lekarza.

Ze wstydem muszę przyznać, że nie wpadłbym na to, że największym zagrożeniem dla osób z albinizmem jest słońce, co - po lekturze twojej książki - wydaje mi się oczywiste.  

Pocieszę cię, że też byłem zaskoczony, że też mi to jakoś wcześniej do głowy nie przyszło. Również dlatego, że nie mówią o tym media.

Nie mówią, że w Tanzanii, ponad 50-milionowym kraju, jest dziewięciu dermatologów.

To liczba, którą ustaliłem na podstawie wielu rozmów i wizyt w państwowych szpitalach, choć oczywiście nikt jej oficjalnie nie potwierdzi. Jeszcze kilka lat temu na rakowe zmiany skórne przepisywano tam leki przeciwbólowe. Czarownicy z kolei i zarejestrowani uzdrowiciele, których liczba kształtuje się na poziomie pięciu tysięcy, przepisywali maści i okłady z liści.

Na początku 2015 roku do domu Ester Jonas przyszło pięciu mężczyzn. Dobrze wiedzieli, że jest mamą chłopca z albinizmem. Maczetą zadali kilka ciosów, a gdy kobieta straciła przytomność, zabrali jej syna. Ręce i nogi osiemnastomiesięcznego Yohana odcinano, gdy chłopiec jeszcze żył. Oficjalnie to właśnie on jest ostatnią osobą, która w Tanzanii poniosła śmierć w wyniku wierzeń w magiczną moc ciał ludzi z albinizmem (fot. Filip Skrońc)
Na początku 2015 roku do domu Ester Jonas przyszło pięciu mężczyzn. Dobrze wiedzieli, że jest mamą chłopca z albinizmem. Maczetą zadali kilka ciosów, a gdy kobieta straciła przytomność, zabrali jej syna. Ręce i nogi osiemnastomiesięcznego Yohana odcinano, gdy chłopiec jeszcze żył. Oficjalnie to właśnie on jest ostatnią osobą, która w Tanzanii poniosła śmierć w wyniku wierzeń w magiczną moc ciał ludzi z albinizmem (fot. Filip Skrońc)

Na raka one, jak wiemy, nie pomagają.

Ale co masz zrobić, jeśli nie masz wyjścia? Jeśli nie masz dostępu do lekarza? Jeśli nie masz na bilet na autobus? Zostają tylko czarownicy i naturalni uzdrowiciele.

Mówiłeś o władzach Tanzanii podejmujących różnorakie działania. Mam jednak wrażenie, że są to głównie działania PR-owe, powodowane obawą przed utratą dobrego wizerunku. Prawda to czy nieprawda?

To nie jest tylko PR, zrobiono sporo dobrych rzeczy. Należy do nich zaliczyć choćby ośrodki dla dzieci z albinizmem, które stworzono, by chronić najmłodszych przed okaleczeniem lub zabiciem. Te ośrodki na pewno powstały z dobrych intencji, choć można dyskutować nad ich jakością. To często miejsca zbyt ciasne, ze zbyt małą liczbą personelu i słabą ochroną. Sam wszedłem do jednego z nich, podnosząc po prostu skobel w bramie. Problem był także z kierowaną do nich pomocą, która nie zawsze - z racji ogromnej korupcji - docierała.

Teraz trwa program powrotu dzieci z ośrodków. Z jednej strony to znak, że jest lepiej, że mogą być znów połączone z rodziną, z drugiej - dzieci wracają do rodzinnych miejscowości jako społecznie upośledzone, bo nie wiedzą, po latach w izolacji, jak działa świat.

Co to znaczy, że jest lepiej? Polowania na ludzi z albinizmem ustały?   

Oficjalnie od 2015 roku w Tanzanii ustały morderstwa ludzi z albinizmem. Ale czy to jest prawda, czy one nadal się zdarzają, tylko są ukrywane - trudno powiedzieć. Tym bardziej że prasa jest obecnie cenzurowana, a władzy zależy, by pisać o Tanzanii jak o kraju safari, Kilimandżaro i wakacji na Zanzibarze.

I szczęśliwych ludzi z albinizmem?     

Jest dzisiaj w Tanzanii minister z albinizmem, są piosenkarze, kierowcy czy sklepikarze - da się żyć. Główną przeszkodą dla osób z albinizmem jest często brak wykształcenia, bo nie posyłano ich do szkół, oraz oczywiście słońce - ono nie pozwala na podejmowanie wielu prac na wolnym powietrzu. A polowania na ludzi z albinizmem przeniosły się do sąsiednich krajów, jak Burundi, Malawi, Mozambik czy Zambia. Kilka tygodni temu kobiecie w Malawi odrąbano dłoń.

KSIĄŻKA DO KUPIENIA W PUBLIO >>>

Filip Skrońc, autor książki 'Nie róbcie mu krzywdy' (fot. Archiwum prywatne)
Filip Skrońc, autor książki 'Nie róbcie mu krzywdy' (fot. Archiwum prywatne)

Filip Skrońc. Ur. 1988. Reporter, fotograf i twórca wideo. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa UW ze specjalizacją w fotografii prasowej oraz stosunków międzynarodowych w Collegium Civitas. Współzałożyciel RATS Agency. Publikował w "Gazecie Wyborczej", "Przekroju", "Kontynentach" i magazynie "MaleMAN". Laureat konkursu na reportaż im. Maćka Szumowskiego oraz finalista Nagrody "Newsweeka" im. Teresy Torańskiej i konkursu stypendialnego dla młodych dziennikarzy im. Ryszarda Kapuścińskiego. Za materiał z Tanzanii otrzymał nagrodę w konkursie BZ WBK Press Foto. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w kategorii sztuki wizualne.

Mike Urbaniak. Jest dziennikarzem kulturalnym "Wysokich Obcasów", weekendowego magazynu Gazeta.pl i felietonistą magazynu "Vogue".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (16)
Zaloguj się
  • kocurxtr

    Oceniono 19 razy 19

    Czyli jak zwykle - brak wykształcenia i - co idzie w parze - religie są przyczyną okrucieństw i mordów

  • dorrie

    Oceniono 16 razy 14

    A ja od dawna myślałam o tym że słońce jest problemem dla ludzi z albinizmem w Afryce. Słońce jest problem dla mnie w Polsce, a nie jestem wcale tak jasna jak rudowłosi. Dość jasno skóra z ciemnymi włosami. Zawsze jak był program o afrykańskich dzieciach z albinizmem to myślałam : "zróbmy zbiórkę i wyslijmy im czapki z daszkiem i osłoną szyi i dużo kremów z filtrem."

  • forumologin

    Oceniono 13 razy 9

    wiekszosc pytan pana Mike Urbaniaka jest infantylna do bolu. "albinos brzmi jak opos". Czy to wywiad do szkolnej gazetki?

  • zenekciec

    Oceniono 10 razy 4

    Na Podlasiu i w paru innych regionach podobnie bylo tylko ze ofiarami byli Zydzi .

  • izial

    0

    Dziekuje za reportaz.
    Niedawno wrocilam z Tanzanii. Spotkalam tam kilkoro ludzi z albinizmem. Wiedzialam, ze byl problem z atakami na nich. Nie sadzilam jednak ze te akty odbywaly sie tak niedawno. Los tamtejszej ludnosci nie jest mi obojetny. Z zaciekawieniem zapoznam sie z publikacja.

  • Marta Rucińska

    0

    Komentujecie, ale nikt z Ws nie widział tych ludzi w ich kraju. To są ludzie, którzy próbują żyć normalnie. Jeśli mają szansę to się uczą. Ale jak się uczyć, uczęszczać do szkoły,jeśli się nie widzi. W artykule nie ma ani jednego słowa na temat oczopląsu i niedowidzenia, które łączy się z chorobą zwaną albinizmem. Rak skóry to kolejny problem. A szkoła? No cóż w wielu miejscach w Tanzanii są szkoły w których na jednego nauczyciela przypada 300 uczniów. Teoretycznie jest obowiązek edukacji, ale jak sobie wyobrażacie taką edukację? Dużo by o tym pisać. Więc jeśli nie znacie tematu, to proszę nie komentujcie.

  • plugawy_len

    Oceniono 16 razy -2

    ci czarni, co ich przesladuja, to pozniej nielegalnie przemykaja do Europy i jak cos nie tak, to krzycza "RASIZM"

  • jakobhorner

    Oceniono 5 razy -3

    Noi Albinoi.

  • Kasia M

    Oceniono 6 razy -6

    Zróbmy im hennę na włosy ,brwi i rzęsy,przestaną być obiektem morderstw może.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX