Elton John w Rio de Janeiro

Elton John w Rio de Janeiro (fot. Shutterstock)

ludzie

"Wszyscy harowaliśmy w tych samych klubach i nigdy tak naprawdę nie docieraliśmy do celu"

Nigdy nie przyjaźniłem się z Bowiem (...) Szczerze mówiąc, nie wiem, na czym polegał problem, ale nie ulegało wątpliwości, że jakiś istnieje. Po latach zawsze wyrażał się o mnie cierpko w wywiadach - pisze w swojej pierwszej autobiografii Elton John.

Po nocy w San Francisco wszystko nabrało tempa. Tydzień później udzielałem wywiadów w Filadelfii, gdy zadzwonił do mnie John [John Reid, menedżer wytwórni Tamla Motown w Wielkiej Brytanii, który później był menedżerem Eltona do 1998 r. - przyp.red], który zdążył już wrócić do Anglii, i oświadczył, że w BBC wpadł na Tony'ego Kinga. Opowiedział mu, co się stało, i jakie mamy plany. Tony przeszedł od skonsternowanego: "Reg? Reg jest g e j em?" [Elton John urodził się jako Reginald Dwight, imię i nazwisko zmienił w maju 1968 r. - przyp. red.] i "Zamieszkacie razem w sensie: będziecie razem?", do tubalnego śmiechu, kiedy dowiedział się, że chcę to utrzymać w tajemnicy.*

- Co masz na myśli, mówiąc, że Reg chce to utrzymać w tajemnicy? - zapytał. - Przecież jest z t o b ą! Każdy, kto choć raz był w dowolnym londyńskim klubie dla gejów, musi cię znać! Równie dobrze mógłby zawiesić w oknie pie...lony neon z napisem "JESTEM GEJEM"!

Chciałem to utrzymać w tajemnicy, bo nie byłem pewien, jak na tę wiadomość zareagują inni. Jednak nie musiałem się martwić. Dla żadnego z moich przyjaciół ani współpracowników nie miało to najmniejszego znaczenia. Odniosłem wrażenie, że Berniemu, kolegom z zespołu, Dickowi Jamesowi i Steve'owi Brownowi ulżyło na wieść o tym, że w końcu kogoś zaliczyłem.

Natomiast ludzie na zewnątrz tego kręgu nie mieli najmniejszych wątpliwości, że jestem hetero. Obecnie może się wydawać dziwne, że nikogo to nie zastanawiało, biorąc pod uwagę, co nosiłem i robiłem na scenie, ale ówczesny świat nie przypominał obecnego. Homoseksualizm został zdekryminalizowany w Wielkiej Brytanii zaledwie trzy lata wcześniej i opinia publiczna miała na ten temat bardzo mglistą wiedzę. Podczas trasy po Stanach wszystkie legendarne groupies tamtych czasów, takie jak Plaster Caster [kontrowersyjna artystka, która zasłynęła z gipsowych odlewów penisów muzyków rockowych - przyp.red] czy Sweet Connie z Little Rock, pojawiały się na backstage'u ku wyraźnej radości zespołu i ekipy. Myślałem sobie: "Chwila, moment, co wy tutaj robicie? Przyszłyście d o m n i e? Nikt wam nie powiedział? Nawet jeśli nie, to czy nie dało wam do myślenia, że wniósł mnie na scenę kulturysta i że miałem na sobie połowę światowych zapasów brylantów, cekinów i piór marabuta?". Cóż, najwyraźniej nie.

Elton John podczas koncertu w 1975 roku w Los Angeles (fot. Shutterstock)
Elton John podczas koncertu w 1975 roku w Los Angeles (fot. Shutterstock)

Mieszkanie na Water Gardens i coming out przed mamą**

Musiałem wymykać się z klubów tylnymi drzwiami albo zamykać się przed nimi w toalecie. Jeśli nawet ktoś ze znajomych uważał za dziwne, że mam zamieszkać z Johnem, nie zająknął się o tym ani słowem. Jak się okazało, prędkość, z jaką rozwijała się nasza znajomość, stanowiła pierwszą oznakę tego, kim tak naprawdę byłem. A byłem osobą, która poznawszy kogoś, momentalnie traciła dla niego głowę i zaczynała planować wspólne życie. Nie umiejąc odróżnić zauroczenia od prawdziwej miłości, widziałem już siebie i obiekt swoich uczuć mieszkających w białym domku i wiodących szczęśliwe życie, zanim jeszcze nawet zamieniłem z nim trzy słowa. Potem, kiedy nadeszła prawdziwa sława, stało się to nie lada problemem zarówno dla mnie, jak i moich ukochanych. Nalegałem, by wyrzekli się własnego życia i towarzyszyli mi w trasie, co za każdym razem przynosiło opłakane rezultaty.

Nie wybiegajmy jednak tak daleko w przyszłość. Naprawdę kochałem Johna - tą mocną, prostolinijną i naiwną pierwszą miłością. Poza tym właśnie odkryłem seks. Wszystko to sprawiało, że wspólne zamieszkanie miało sens. Moje aktualne warunki mieszkaniowe trudno było uznać za idealne. Niezależnie od tego, czy jest się gejem, czy hetero, ciężko prowadzić satysfakcjonujące życie seksualne, gdy się mieszka u mamusi, a współautor twoich piosenek śpi na piętrowym łóżku pod tobą.

Po moim powrocie ze Stanów zaczęliśmy rozglądać się za mieszkaniem do wynajęcia. Znaleźliśmy je na osiedlu o nazwie Water Gardens, nieopodal Edgware Road. Składało się z sypialni, salonu, kuchni i łazienki. Bernie tymczasowo zamieszkał u Steve'a Browna. On również zakochał się w czasie pobytu w Kalifornii, w dziewczynie o imieniu Maxine, która uczestniczyła w słynnej całodniowej wycieczce do Palm Springs. Nic dziwnego, że tak chętnie na nią jechał.

Ostatnimi ludźmi, którym o wszystkim powiedziałem, byli mama i Derf [partner mamy Eltona, z którym związała się po rozwodzie - przyp.red]. Zdobyłem się na odwagę dopiero kilka tygodni po wyprowadzce. Cały ten czas przygotowywałem się psychicznie do tej rozmowy. W końcu uznałem, że najlepszy będzie wieczór, w który mieliśmy z Johnem iść na koncert Liberacego w London Palladium. Choć mieliśmy bilety, powiedziałem Johnowi, żeby poszedł sam, bo muszę zadzwonić do mamy. Byłem zdenerwowany, ale rozmowa telefoniczna poszła całkiem dobrze. Kiedy wyznałem, że jestem gejem, mama nie była zaskoczona.

- Wiemy - odparła. - I to od dawna.

Uznałem wówczas, że wiedzę na temat mojej seksualności zawdzięcza matczynej intuicji, jednak z perspektywy czasu wydaje mi się, że ona i Derf połapali się, co się dzieje, kiedy pomagając przewieźć moje graty do Water Gardens, zobaczyli, że będę mieszkał z innym mężczyzną w mieszkaniu mającym tylko jedną sypialnię.

Artysta w 2011 roku podczas występu na Ukrainie (fot. Shutterstock)
Artysta w 2011 roku podczas występu na Ukrainie (fot. Shutterstock)

Liberace i gość na widowni

Mama nie wydawała się jakoś szczególnie zachwycona. Powiedziała coś o tym, że skazuję się na życie w samotności, co nie wydawało się zbyt sensowne, biorąc pod uwagę, że byłem w związku, ale przynajmniej nie wyparła się mnie ani nie stwierdziła, że nie może się z tym pogodzić. O dziwo, kiedy John wrócił do domu, sprawiał wrażenie, jakby miał za sobą znacznie bardziej  stresujący wieczór niż ja. Okazało się, że podczas koncertu Liberace niespodziewanie ogłosił, że na widowni znajduje się gość specjalny, wspaniały piosenkarz młodego pokolenia, którego czeka wielka kariera.

- Wiem, że jest dzisiaj z nami. Chciałbym, żeby wstał i pomachał do was wszystkich. Naprawdę fantastyczny artysta. Elton John!

Uznając, że moja niechęć do pokazania się wynika ze skromności, Liberace stawał się coraz bardziej natarczywy.

- Daj spokój, Elton, nie bądź taki nieśmiały, publiczność chce cię poznać. Prawda, że państwo chcą poznać Eltona Johna? Mówię wam, ten człowiek daleko zajdzie. Proszę o gorące oklaski, przekonajmy się, czy uda nam się nakłonić go do przywitania się z nami.

Równocześnie wielki reflektor na próżno przeszukiwał widownię. Z opowieści Johna wynikało, że Liberace ciągnął to w nieskończoność, a publiczność była coraz bardziej zniecierpliwiona moją niekulturalną odmową ujawnienia się. Tymczasem jedyna osoba na widowni, która wiedziała, gdzie się podziewa Elton John, coraz bardziej martwiła się, że zostanie pierwszym człowiekiem w historii, który dosłownie umrze ze wstydu. W końcu Liberace dał za wygraną. Według Johna uśmiech nie schodził z jego twarzy, jednak początek Rapsodii węgierskiej w jego wykonaniu zdradzał, że jest wściekły.

Zniszczyłem koncert Liberacego, podczas gdy robiłem coming out przed matką! Czyż życie nie jest piękne? Wreszcie mogłem być tym, kim byłem, i nie bałem się siebie ani seksu.

Ujmę to w najbardziej elegancki sposób, w jaki można: otóż John nauczył mnie, jak być rozpustnym. Jak już zauważył Tony, John naprawdę znał scenę gejowską, wszystkie kluby i puby. Wybraliśmy się do Vauxhall Tavern, żeby zobaczyć Lee Suttona - wspaniałą drag queen ("Jestem Lee Sutton, DSM, OBE - Dumna Seksowna Maszyna, Obciągająca Bez Emocji"), a także do klubu Sombrero przy Kensington High Street. Wyprawialiśmy imprezy, na których pojawiali się inni muzycy.

Pewnego wieczoru poszliśmy na koncert Neila Younga i zaprosiliśmy go do siebie. O drugiej w nocy, po kilku drinkach, postanowił nam zagrać cały swój, mający się wkrótce ukazać, album. Nasi sąsiedzi, zaalarmowani już początkiem tej zorganizowanej na poczekaniu imprezy, kiedy to moja przyjaciółka Kiki Dee po pijanemu chciała przejść przez szklane drzwi z tacą, na której stały wszystkie nasze kieliszki do szampana, zareagowali na występ Neila Younga ze stosownym entuzjazmem. W takich właśnie okolicznościach miałem okazję usłyszeć po raz pierwszy słynny album Heart of Gold, zaprezentowany w unikatowej aranżacji na pianino, wokal, sporadyczne walenie szczotkami w sufit i głośne błagania sąsiadów, żeby ten wyjec wreszcie się zamknął.

Elton w 2019 r. podczas Festiwalu w Cannes (fot. Shutterstock)
Elton w 2019 r. podczas Festiwalu w Cannes (fot. Shutterstock)

Koncert w Royal Albert Hall

Moja kariera nagle nabrała rozpędu. Wprawdzie w Wielkiej Brytanii nie byliśmy tak znani jak w Stanach, ale wróciliśmy z Ameryki z poczuciem, że to, co robimy, ma sens. Tak wiele osób nas doceniło, że musieliśmy coś znaczyć. Echa naszego sukcesu w Los Angeles dotarły do Anglii i nagle zainteresowała się nami prasa. Hipisowskie pismo "Friends" wysłało dziennikarza, by przeprowadził ze mną wywiad. Puściłem mu dwa utwory mające się znaleźć na naszej następnej płycie Tumbleweed Connection i w swoim artykule odleciał prawie tak samo jak przedtem Robert Hilburn: "Moim zdaniem on i jego autor tekstów prawdopodobnie staną się najlepszymi i prawiena pewno najpopularniejszymi songwriterami w Anglii, a później również na świecie" - napisał.

Zagraliśmy w Royal Albert Hall, supportując Fotheringay, grupę utworzoną przez Sandy Denny, byłą wokalistkę Fairport Convention. Podobnie jak publiczność w klubie Troubadour, Fotheringay spodziewali się wrażliwego wokalisty i songwritera - wykonawcy idealnie uzupełniającego to, co sami grali, czyli smętnego folk rocka - tymczasem otrzymali czysty rock and roll, ciuchy z Mr Freedom i stójkę na rękach na klawiaturze. Nie mieli z nami szans, za dużo w nas było adrenaliny i pewności siebie. Oczywiście, kiedy już adrenalina opadła i uświadomiłem sobie, co zrobiłem, poczułem się strasznie. Sandy Denny była moją idolką, wspaniałą wokalistką. To był dla niej ważny koncert, a ja wszystko zniszczyłem. Zawstydzony, zwinąłem się do domu, zanim wyszła na scenę.

Czułem, że nadszedł mój czas. Lata sześćdziesiąte się skończyły, Beatlesi się rozpadli i nadciągnęła nowa fala artystów, którzy rozpoczynali mniej więcej w tym samym czasie: ja, Rod Stewart, Marc Bolan, David Bowie. Muzycznie bardzo się od siebie różniliśmy, jednak pod innymi względami wiele nas łączyło. Wszyscy byliśmy londyńczykami z klasy niższej, wszyscy spędziliśmy lata sześćdziesiąte z nosami przyciśniętymi do szyby, harowaliśmy w tych samych klubach i nigdy tak naprawdę nie docieraliśmy do celu. Poza tym wszyscy się znaliśmy. Wpadaliśmy na siebie na backstage'ach klubów rhythmandbluesowych i na koncertach w Roundhouse. Nigdy nie przyjaźniłem się z Bowiem. Uwielbiałem jego muzykę i kilka razy się spotkaliśmy: wraz z Tonym Kingiem odwiedziliśmy Sombrero i zjedliśmy razem kolację w Covent Garden, kiedy miał próby do trasy Ziggy'ego Stardusta, ale zawsze wydawał się zdystansowany i powściągliwy, przynajmniej w moim towarzystwie.

Szczerze mówiąc, nie wiem, na czym polegał problem, ale nie ulegało wątpliwości, że jakiś istnieje. Po latach zawsze wyrażał się o mnie cierpko w wywiadach (najsłynniejszą wzmianką było określenie "tania królowa [W oryginale "the token queen" (dosłownie: żetonowa królowa) - określenie, które w kulturze gejowskiej przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku oznaczało kogoś tak biednego, że nie stać go było nawet nażeton na metro - przyp.red.] rock and rolla", choć trzeba mu oddać  sprawiedliwość, że kiedy to mówił, był naćpany).

*Fragmenty książki "Ja, Elton John" Eltona Johna, tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
**Śródtytuły pochodzą od redakcji

Książka 'Ja, Elton John' (fot. Materiały prasowe)
Książka 'Ja, Elton John' (fot. Materiały prasowe)

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (109)
Zaloguj się
  • cassius769

    Oceniono 52 razy -36

    od kiedy tylko go zobaczylem gdy mialem szesc lat wiedzialem ze nic soba nie reprezentuje oprocz latwej plytkiej rozrywki pokolorowanej odpustowymi strojami. Pustostan.

  • m.arco

    Oceniono 34 razy -20

    Nieźle śpiewa, szkoda, że jest zboczony. Ale najbardziej żal dziecka, które obaj panowie wychowują w patologicznym związku.

  • wlodzimierz.il

    Oceniono 28 razy -20

    >Ujmę to w najbardziej elegancki sposób, w jaki można: otóż John nauczył mnie, jak być rozpustnym. Jak już >zauważył Tony, John naprawdę znał scenę gejowską, wszystkie kluby i puby.

    Ohydne wspomnienia rozwiązłego pederasty - dewianta.

  • pirex

    Oceniono 20 razy -10

    ekshibicjonizm środowisk pedalskich nie zna granic, każdy syf próbują przekuć na mamonę

  • panstwo_z_dykty

    Oceniono 17 razy -9

    Obrzydliwy transwestyta

  • piopon

    Oceniono 8 razy -4

    Guru Gazety, pedzio. Godne promowania dla czerskiej gimbazy, nienawidzącej wszystkiego, co normalne.

  • kochomfranka

    Oceniono 10 razy -4

    Syckim wom godom, ze do nojgorsy grojek ze syckich "gwiozd" lot 80'

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX