Pracownicy japońskiej korporacji

Pracownicy japońskiej korporacji (fot. Shutterstock)

wywiad gazeta.pl

"Japońska korporacja wychowuje nie tylko pracownika, ale też obywatela"

W Japonii granica między życiem zawodowym a prywatnym jest rozmyta. Mówi się, że korporacja jest jak rodzina, w której nie ma tajemnic - mówi Piotr Milewski, autor książki "Planeta K. Pięć lat w japońskiej korporacji"

Jak znalazłeś się w japońskiej korporacji? Wysłałeś po prostu CV?

Tak, ale nie do konkretnej firmy, tylko do pośrednika.

Dlaczego?

Tak się robi w Japonii, system rekrutacji jest tam odmienny od naszego. Pracodawcy szuka się już na studiach. Najlepsi studenci japońskich uniwersytetów znajdują zatrudnienie jeszcze przed ich ukończeniem. I często zostają w tej samej firmie do emerytury.

Ze mną było inaczej: miałem już doświadczenie zawodowe, studia skończyłem kilka lat wcześniej, dwa i pół roku mieszkałem w Japonii. W takich przypadkach szuka się pracy za pomocą firm pośredniczących między potencjalnym pracownikiem a pracodawcą.

Chciałeś pracować w branży, którą zajmowała się twoja firma?

Nie. Miałem nóż na gardle, ponieważ powiększała mi się rodzina, dlatego musiałem w krótkim czasie znaleźć pracę. Wcześniej byłem wolnym strzelcem, a to nie zapewniało stabilności. Stabilność jest w Japonii niezwykle ważna.

Chyba tak jak wszędzie?

Tam szczególnie. Wynika to stąd, że Japończycy żyją w niestabilnym środowisku, są narażeni na trzęsienia ziemi, erupcje wulkanów i tajfuny. Uważają, że skoro w jednej sekundzie siły natury mogą zniszczyć miasto, w którym żyją, to przynajmniej codzienne życie powinno być przewidywalne i stabilne, co zapewnia stała praca. Kontrakty są dożywotnie, ścieżki awansu - jasno opisane, tak samo jak system premiowania i podwyżek. W pewnym stopniu Japończycy są w stanie zaplanować sobie całe życie: moment kupna domu, sfinansowanie edukacji dzieci.

Terminów wakacji na pięć lat do przodu...

To delikatny temat, ponieważ wykorzystywanie urlopów wypoczynkowych wciąż nie jest jeszcze tak powszechne jak u nas.

A zwolnienia lekarskie?

Nie ma tam czegoś takiego. Jeśli chorujesz, to musisz wykorzystać urlop.

Nie można chorować?

Można, ale nie wypada.

Co, jeśli poważnie zachoruję?

Wtedy, po wykorzystaniu urlopu, uruchamia się system ubezpieczeń społecznych, z którego otrzymać można ekwiwalent pensji i dopłatę do kosztów leczenia.

Wykorzystywanie urlopów wypoczynkowych w Japonii wciąż nie jest jeszcze tak powszechne jak u nas (fot. Shutterstock)
Wykorzystywanie urlopów wypoczynkowych w Japonii wciąż nie jest jeszcze tak powszechne jak u nas (fot. Shutterstock)

Wróćmy do pośrednika. Szybko załatwił ci nową pracę?

W dwa tygodnie, co nawet na japońskie warunki jest ekspresowym tempem. Pośrednik zadzwonił tuż po tym, jak przesłałem CV i powiedział, że mam w najbliższą sobotę stawić się o godzinie 17.00 przy wejściu do jednej ze stacji kolejowych w Tokio. Na pierwszym spotkaniu, które w moim przekonaniu miało być rozmową kwalifikacyjną, pojawił się mój przyszły pracodawca. Poszliśmy do restauracji, która serwuje grillowane mięso.

A rozmowa kwalifikacyjna? Pytano cię o wiedzę, umiejętności, doświadczenie?

Ani razu! Rozmawialiśmy na tematy ogólne, a nawet prywatne. Byłem wypytywany o rodzinę, o to, jak długo mieszkam w Japonii, czy smakuje mi tutejsze jedzenie, a także o życie w Polsce.

I co sobie wtedy pomyślałeś?

Szczerze? Nie wiedziałem, co myśleć. Nie potrafiłem do końca ocenić, jak wypadłem, chociaż znam dobrze język i jestem w stanie wyczuć intencje rozmówcy. Zauważyłem jednak, że mojego przyszłego pracodawcę ucieszyły trzy informacje: że podoba mi się Japonia, mam żonę, która stąd pochodzi, a za chwilę przyjdzie na świat mój syn. Dopiero potem to zrozumiałem: wiceprezes zakładał, że w tej sytuacji, ze względu na konieczność utrzymania rodziny i bliski związek z Japonią, zostanę u nich na długo i będę lojalnym pracownikiem, którego można modelować i wychowywać. Innymi słowy, że będę taki jak pozostali pracownicy.

Odbyły się kolejne spotkania?

Zostałem zaproszony do złożenia wizyty w centrali firmy, która mieściła się w innej części kraju. Tam przywitał mnie zarząd, oprowadzono mnie po zakładach.

Nadal nie pytano o kompetencje?

Nadal. Nawet kiedy spotkałem się osobiście z prezesem, który był założycielem firmy. Spotkanie trwało 20 minut i nie zadał mi ani jednego pytania o moje kwalifikacje czy znajomość języków, a przecież miałem dołączyć do zespołu zajmującego się kontaktami z zagranicznymi kontrahentami. Właściwie przez ten cały czas słuchałem monologu o historii Japonii, drugiej wojnie światowej i atrakcjach turystycznych regionu.

W książce sporo miejsca poświęcasz uporządkowanym relacjom w pracy.

Normy zachowań są tam niezwykle ważne. Część jest w pewien sposób skodyfikowana, a część nie, uczy się ich, obserwując innych. Szacunek do starszych i zajmujących wyższą pozycję. Wyraża się on nie tylko w ukłonach, gestach, ale też w języku. Do przełożonych zwracamy się, stosując formy grzecznościowe. Miejsce, jakie zajmujemy przy stole w czasie zebrań, też wskazuje na naszą pozycję, a zarazem prawo do zabierania głosu. Kolejność wypowiedzi - młodsi na końcu. Niepodważanie opinii innych, szczególnie wyższych rangą, nawet gdy do końca się z nimi nie zgadzamy. Dążenie do kompromisu i znalezienia rozwiązania, które jest akceptowalne dla wszystkich.

Normy zachowań są w Japonii niezwykle ważne (fot. Shutterstock)
Normy zachowań są w Japonii niezwykle ważne (fot. Shutterstock)

Łatwo przyszła ci nauka tych norm?

W firmie dyskretnie obserwowałem wewnętrzną hierarchię i uczyłem się, jak zwracać się do poszczególnych osób. Bardzo szybko rozpoznawałem członków zarządu, ale wśród kolegów z działu też funkcjonowała hierarchia związana ze stażem i zajmowanym stanowiskiem. I ze względu na to do jednych trzeba było się zwracać w bardziej oficjalny sposób, a do innych w nieco luźniejszy. Dla Japończyków kluczowa jest wymiana wizytówek i pierwsza rozmowa, zwykle dość luźna, na niezobowiązujące tematy, podczas której trzeba poznać miejsce w hierarchii korporacyjnej lub społecznej. W zależności od tego, co usłyszymy, układa się dalsza konwersacja i znajomość.

Nie gubiłeś się?

Na początku starałem się być grzeczniejszy niż powinienem, co było przyjmowane z dużą wyrozumiałością. Jednak taka nadgorliwa uprzejmość może być odczytana jako ironia, szczególnie jeśli zwracałem się do osoby stojącej niżej w hierarchii tak samo jak do kogoś, kto jest dużo starszy i ważniejszy.

Czy któryś ze zwyczajów cię zdziwił?

Obowiązek wkładania odzieży roboczej. Wszyscy pracownicy firmy, czyli ponad 600 osób, byli jednakowo ubrani.

Jak wyglądał ten strój?

Był od góry do dołu zielony. Spodnie w kolorze morskim, seledynowa koszula z krótkim lub długim rękawem, ciemnozielona kurtka w typie marynarki oraz czapka z nazwą firmy.

Prezes też tak chodził ubrany?

Nie, był jedyną osobą, która nigdy nie wkładała stroju firmowego. Nosił strój cywilny - spodnie i koszulę.

Musiałeś też wkładać kapcie?

Tak. Każdy miał swoją półkę i kapcie. Zmiana butów na kapcie była ważną czynnością przed rozpoczęciem pracy w biurze. Miała też praktyczny charakter - można było szybko i bez pytania sprawdzić, kto jest w pracy.

Mówiłeś o wychowywaniu pracowników. Na czym to polega?

Tym, co w pewien sposób różni kulturę korporacyjną w Japonii od zachodniej, jest kompleksowe podejście do życia zatrudnionych osób. Firma ma nie tylko szkolić i podnosić kompetencje zawodowe, ale przede wszystkim wychowywać i kształcić charaktery. Korporacja wychowuje nie tylko pracownika, ale też obywatela. Przy czym każda firma ma własną kulturę korporacyjną. To między innymi z tego powodu w Japonii trudno jest przejść z jednej firmy do drugiej. Kultura korporacyjna, relacje, wyznawane zasady są unikatowe dla każdego przedsiębiorstwa. Inne jest firmowe motto, różne ścieżki awansu, priorytety. Niektóre firmy - choć to mniejszość - są nastawione bardziej agresywnie, działają w stylu zachodnim, inne zaś - to większość - stawiają na budowanie długoterminowych relacji z pracownikami i klientami. W niektórych - tak jak w mojej - dzień zaczynał się od gimnastyki, w innych z niej zrezygnowano.

Podobnie jeśli chodzi o strój firmowy. W centrali mojej firmy każdy musiał go nosić, także pracownicy biurowi. W niektórych firmach obowiązuje inny strój na produkcji, a inny w biurze. W niektórych istnieje możliwość przyspieszenia awansu ze względu na zaangażowanie, w mojej było to praktycznie niemożliwe. Bardziej stawiano na zaangażowanie niż na rezultat, a awans wymagał cierpliwości. Aby to działało, zatrudnia się młodych ludzi prosto po studiach, którzy są dla przedsiębiorstw niczym niezapisana biała tablica.

Celem jest lepsze społeczeństwo czy bardziej posłuszny i wierny pracownik?

Człowiek ma doskonale zrozumieć kulturę pracy i nie sprawiać problemów. Ma się dobrze poruszać po przedsiębiorstwie, nie wywoływać konfliktów i nie burzyć harmonii.

Tym, co w pewien sposób różni kulturę korporacyjną w Japonii od zachodniej, jest kompleksowe podejście do życia zatrudnionych osób (fot. Shutterstock)
Tym, co w pewien sposób różni kulturę korporacyjną w Japonii od zachodniej, jest kompleksowe podejście do życia zatrudnionych osób (fot. Shutterstock)

Czy w takiej strukturze jest miejsce na spontaniczność i kreatywność?

Kreatywność ma tam charakter grupowy. Zwykle od pracownika nie wymaga się pomysłowości. Pomysły wypracowuje się zespołowo. Bardziej od indywidualnych pomysłów ceni się metodę powolnych kroków, specjalizacji i dążenia do doskonałości oraz ulepszania procesów.

Przełożeni kontrolują podwładnych?

Tak, na przykład wiceprezes czytał moje wszystkie mejle.

A koledzy z pracy?

Chyba też. Kiedyś biegałem po pracy i następnego dnia ktoś mnie zapytał, skąd mam tyle energii, delikatnie sugerując, że być może mam za dużo wolnego czasu. W Japonii granica między życiem zawodowym a prywatnym jest rozmyta. Mówi się, że korporacja jest jak rodzina, w której nie ma tajemnic.

Rodzina, z którą spędza się codziennie 12 godzin. To normalne, że w Japonii pracuje się tak długo?

Powiedziałbym, że wciąż dość powszechne. Podobnie było w moim przypadku. Mimo że w umowie miałem wpisane stałe godziny pracy, zostawałem dużo dłużej, nawet wtedy, gdy nie miałem już żadnych zadań do wykonania. Chodziło o pokazanie solidarności z kolegami, a także swojego zaangażowania i poświęcenia dla pracodawcy.

Ale potem nie mogłeś sobie pójść do domu?

Nie. Wypadało zostać dłużej.

I co wtedy robiłeś? Układałeś pasjansa?

Nie było można. Przyjąłem inny model: jeśli wiedziałem, że muszę zostać w pracy 10 godzin, to rozkładałem zadania na 10 godzin. Pracowałem wolniej i dokładniej. Zdarzało się, że koledzy wystukiwali coś na klawiaturze, a potem kasowali napisany tekst. Albo drzemali.

Czy za tym idą dobre zarobki?

Niekoniecznie. Poziom płac w Japonii zależy od stażu, pozycji i branży. W firmach przemysłowych naprawdę dobrze zarabia się od stanowiska dyrektora. Na innych, niższych stanowiskach - na tyle, by spokojnie żyć, choć bez szaleństw. Pracownicy na produkcji z kolei bardzo chwalili sobie pieniężne rekompensaty za nadgodziny.

Ale miałeś za to do swojej dyspozycji dom, a potem mieszkanie?

Tak. Firma wynajmowała mi mieszkanie za nieduży czynsz, co w Tokio stanowiło bardzo konkretne wsparcie.

Poziom płac w Japonii zależy od stażu, pozycji i branży (fot. Shutterstock)
Poziom płac w Japonii zależy od stażu, pozycji i branży (fot. Shutterstock)

Co jeszcze zapewnia japońska korporacja?

Pakiet ubezpieczeń, premie dwa razy w roku oraz możliwość uczestnictwa w zajęciach klubów sportowych i kółek zainteresowań.

Jakich?

Wędkarskich, motocyklowych, kolarskich, baseballowych i koszykarskich. Poza tym po godzinach spędzonych w biurze jako pracownik działu handlowego musiałem brać udział w mocno zakrapianych przyjęciach z klientami, które trwały do późnej nocy.

Jadłeś i piłeś na koszt firmy.

Ale to była praca...

Raz na jakiś czas firma zabierała was na wycieczki. Po co?

Co roku w maju organizowane były wycieczki dla pracowników. Wyjazd autokarami w piątek rano, powrót w sobotni wieczór. Oczywiście piątek odejmowany był od puli urlopowej. Wycieczki miały charakter krajoznawczy oraz towarzyski. W piątkowy wieczór, po zwiedzaniu, w bankietowej sali hotelu - koniecznie z gorącymi wulkanicznymi źródłami - odbywała się mocno zakrapiana kolacja, podczas której następowała integracja pracowników.

W twojej firmie pracowało mało kobiet. Dlaczego?

Po pierwsze, była to firma przemysłowa. A po drugie, wynikało to z panujących tu zwyczajów. Tradycyjnie większość kobiet w japońskich korporacjach wykonuje prace biurowe: są sekretarkami, parzą herbatę. Ścieżka awansu jest dla nich bardzo kręta i wąska. Ponadto od kobiety oczekuje się, że zrezygnuje z pracy lub przynajmniej zawiesi ją na kilka lat po urodzeniu dziecka i zajmuje się jego wychowaniem. Tak też było w mojej firmie. To się jednak na szczęście zmienia, choć może nie dość szybko. Ten proces wymuszają zmiany demograficzne i kulturowe. Będzie lepiej, ale to jeszcze potrwa.

Japonia przez dziesięciolecia była w gospodarczej czołówce. Jakie są według ciebie powody?

Kluczowe znaczenie mają takie cechy jak zespołowość, potrzeba przynależności do grupy, umiejętność podporządkowania się jej, koncyliacyjność, zdolność do poświęceń i lojalność. I to dzięki nim Japończycy mogli przetrwać w momentach katastrof naturalnych, a w czasie prosperity rozwijać się w szybkim tempie. Japończycy są pracowici, nie boją się dużego wysiłku, w imię wspólnego dobra zdolni są do poświęceń. Są też cierpliwi.

A czy jest coś, co przeniósłbyś z japońskiej korporacji do Polski?

Poczucie bezpieczeństwa i zaufania oparte na wzajemności. Pracodawca obiecuje, że będzie zatrudniał pracownika aż do emerytury i tak się dzieje. Pracownik z kolei nie zwalnia się z dnia na dzień.

Słabą stroną tego systemu są zmęczenie i monotonia. Nie rozlicza się też pracowników za ich konkretne wyniki, tylko ocenia za to, co wnieśli do przedsiębiorstwa. Na krótką metę może być to demotywujące, ale w dłuższej perspektywie wydaje się mieć sens.

KSIĄŻKA DO KUPIENIA W PUBLIO >>>

Książka Piotra Milewskiego 'Planeta K. Pięć lat w japońskiej korporacji' (fot. Materiały prasowe)
Książka Piotra Milewskiego 'Planeta K. Pięć lat w japońskiej korporacji' (fot. Materiały prasowe)

Piotr Milewski. Urodził się w 1975 roku w Chełmie, a wychował w Opolu. Studiował w Poznaniu, Wiedniu, Pasawie, Filadelfii i Otaru. Mieszkał w Monachium, Sapporo i Tokio. Dziewięć lat spędził w Japonii. Debiutował w 2000 roku wierszem na łamach Magazynu Literacko-Publicystycznego Młodych Iskra. Autor bestsellerowych książek "Transsyberyjska" (2014), "Dzienniki japońskie" (2015) i "Islandia" (2018). Współautor książki "Hokkaido. Japonia bez gejsz i samurajów" (2006) oraz antologii "Azja. Opowieści podróżne" (2018) i "Wyspa. Opowieści podróżne" (2019). Jego najnowsza książka "Planeta K." ukazała się w lutym nakładem wydawnictwa Świat Książki. Więcej na piotrmilewski.com.

Arkadiusz Gruszczyński. Dziennikarz i animator kultury.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (52)
Zaloguj się
  • excorporate

    Oceniono 12 razy 12

    Korporacje mają w sobie coś z totalitaryzmu - tysiące skoszarowanych i jednakowo "umundurowanych" ludzi, hierarchia, sekciarskie "szkolenia".

  • rave8

    Oceniono 18 razy 10

    W poprzedniej firmie odmówiłem udziału w imprezie firmowej to szef mnie nękał dlaczego się nie socjalizuje. Wreszcie umówiłem się na spotkanie i zapytałem wprost "...czy to jest firma czy sekta?". Zrobił się czerwony ze złości. Wręczyłem wypowiedzenie. Dla mnie praca to nie prywatne życie. Dyspozycyjność ale w ramach prawa pracy. Wszelkie zostawanie po godzinach to frajerstwo starszego pokolenia. Pracownik musi się szanować. To co mnie łączy z firmą to umowa i staram się sumiennie wykonywać swoją pracę. Jeśli ktoś próbuje wejść mi w prywatne życie pod przykrywką premii , pokazuje mu środkowy palec.

  • e50504

    Oceniono 9 razy 7

    Ciekawe, nie powiem, ale bardziej jednak nieludzkie i straszne, a jeśli wierzyć statystykom i prognozom, średnio to wszystko obecnie działa, przynajmniej dla przeciętnego japońskiego "kowalskiego"

  • uenostation54

    Oceniono 5 razy 5

    pisali i kasowali, albo drzemali. matko, to takie bezsensowne i bezproduktywne! siedzenie w pracy dla samego siedzenia. oni nie sa pracownikami, ale niewolnikami. słabe w sumie.to juz wolę Polskę.

  • andrzej.duxa

    Oceniono 11 razy 5

    koszmar

  • g106

    Oceniono 6 razy 4

    Masakra!

  • tajemniczy_klient

    Oceniono 4 razy 4

    W polskich firmach też czytają Waszą pocztę i robią to łamiąc "prawo unijne" - grzebiąc ustawicznie w komputerach pracowników. No to mamy już drugą Japonię ;-)
    A co do artykułu to nawet nie dotyka istoty pracy w Japonii i zachowań jej mieszkańców. Być może w książce jest więcej, ale tutaj to tylko Japonia okiem turysty.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX