Rita Levi-Montalcini

Rita Levi-Montalcini (fot. East News)

ludzie

"Pracuję tak, jakbym malowała". Rita Levi-Montalcini, pierwsza dama neurobiologii

"Akurat czytałam powieść Agathy Christie, gdy w moim rzymskim mieszkaniu rozdzwonił się telefon. Właśnie miałam zacząć czytać ostatnią stronę i naprawdę bardzo chciałam zignorować dźwięk dzwonka, ale nie dawał mi spokoju. Wreszcie, niezbyt zadowolona, podniosłam słuchawkę". Rita Levi-Montalcini usłyszała: "Professoresso, przyznano pani Nagrodę Nobla z medycyny".

Nic nie mogło jej zatrzymać. Gdy ojciec, przekonany, że kobiety nie powinny się uczyć, bo przeszkadza im to w wypełnianiu ról żon i matek, nie zgodził się, by podjęła studia, stwierdziła, że ma 20 lat i zrobi to z jego błogosławieństwem lub bez. Gdy wpatrzony w Hitlera Mussolini zamknął uniwersytety i pracownie naukowe dla osób pochodzenia żydowskiego, w kuchni własnoręcznie wyrabiała potrzebne przyrządy naukowe, a w sypialni urządziła laboratorium. Gdy już jako wiekowa dama zasiadała w ławach włoskiego senatu, a ówczesny premier Romano Prodi mógł utracić większość parlamentarną, obiecała, że go poprze pod jednym warunkiem: nie obetnie funduszy na rozwój nauki. Premier wygrał przewagą jednego głosu.

"Była osobą niezwykłą. Ogarnięta pasją uczonego-odkrywcy, wbrew wszelkim przeciwnościom prowadziła badania, które zaprowadziły ją na szczyt naukowego Olimpu" - pisał o Ricie Levi-Montalcini nestor polskiej neurobiologii profesor Jerzy Vetulani. 

"Nic w życiu nie dało mi tyle szczęścia, co ta zdana matura"

Na filmie nakręconym przez włoską telewizję widać dwie drobne, szczuplutkie, siwowłose kobiety, które pojawiły się na świecie razem. Dzieliły mieszkanie, w którym sztuka sąsiadowała z nauką, dopełniały się wzajemnie. Zupełnie jak w ich rodzinnym domu, stworzonym przez inżyniera i malarkę. To Rita i Paola Levi-Montalcini. Rita - uczona i laureatka Nagrody Nobla. Paola - jej siostra bliźniaczka - ceniona malarka, która wywarła znaczny wpływ na włoską sztukę drugiej połowy XX wieku.

Urodziły się 22 kwietnia 1909 roku w Turynie w zamożnej żydowskiej rodzinie. Ojciec - Adamo Levi - był inżynierem elektrykiem oraz zapalonym matematykiem. Matka - Adele Montalcini -  artystką, osobą o wielkiej wrażliwości, jednak w rodzinie spychaną na dalszy plan. Jako kobieta miała zajmować się domem i dziećmi, być podporą męża, a nie samodzielną istotą. To właśnie jej los sprawił, że Rita nie zdecydowała się na małżeństwo i posiadanie dzieci. Nie była w stanie pogodzić się z odsunięciem się w cień. Wystarczy, że żyła w nim jej matka.

Poza siostrą bliźniaczką Rita miała dwoje starszego rodzeństwa: Annę i Gina. W oczach ojca to właśnie Gino miał być chlubą rodziny, jemu należała się dobra edukacja i jemu potrzebne było wsparcie. Gino, odziedziczywszy po matce zdolności malarskie, a po ojcu skłonność do nauk inżynieryjnych, został architektem. Był wziętym specjalistą, twórcą projektu zbudowanego po wojnie nowego gmachu Uniwersytetu w Turynie oraz szanowanym wykładowcą. Na temat najstarszej z rodzeństwa Anny nie zachowało się wiele informacji.

Rita wybrała medycynę na Uniwersytecie Turyńskim. Aby dostać się na studia, musiała po raz drugi zdać maturę, tym razem taką, jaką zdawali chłopcy. Ojciec, przekonany, że córki powinny głównie dobrze wyglądać i odpowiednio się zachowywać, zapisał je do żeńskiego liceum, w którym nie uczono nauk przyrodniczych oraz matematyki, co uniemożliwiało wstąpienie na uniwersytet. Dlatego Rita, aby zdać maturę liceum klasycznego, która upoważniała do podjęcia studiów, samodzielnie nauczyła się greki, łaciny i matematyki. Egzaminy poszły jej świetnie, a wyjątkiem była geografia. Wiele lat po maturze, nawet wiele lat po otrzymaniu Nagrody Nobla, wspominała egzamin z geografii i pytanie o to, czym jest prąd zatokowy. "Wierzcie lub nie, ale nic w życiu nie dało mi tyle szczęścia, co ta zdana matura. Ani odkrycie czynnika wzrostu nerwów, ani nawet przyznanie Nagrody Nobla" - mówiła.

Komórki umierały jak żołnierze na wojnie

Jako zdolna i pracowita studentka Rita szybko zaskarbiła sobie przychylność profesora Giuseppe Leviego, cenionego naukowca i nauczyciela, który wykształcił troje laureatów Nagrody Nobla: samą Ritę, Salvadora Luria, mikrobiologa, laureata Nagrody Nobla z 1969 roku za odkrycie struktury genetycznej i mechanizmu replikowania się wirusów oraz wirologa Renato Dulbecco, któremu przyznano nagrodę w 1975 roku za pracę nad onkowirusami.

Ritę inspirowały prace niemieckiego profesora Viktora Hamburgera, urodzonego na Śląsku embriologa, który badał, jak usuwanie poszczególnych narządów wpływa na rozrost lub zahamowanie rozrostu komórek nerwowych. Postanowiła pójść ich tropem.

Była druga połowa lat 30. Trzecia Rzesza prężyła muskuły, a Benito Mussolini podążał szlakiem wytyczonym przez Hitlera. W 1938 roku światło dzienne ujrzał "Manifesto della razza" - "Manifest Rasy", który był praktycznie kopią tzw. ustaw norymberskich. Pozbawił włoskich Żydów obywatelstwa, zamknął możliwość pełnienia funkcji państwowych, w tym pracy na włoskich uniwersytetach. Ale Rita nie chciała porzucać badań.

Wyjechała do Brukseli, jednak po niemieckiej inwazji na Belgię postanowiła wrócić do rodzinnego Turynu. Była zdeterminowana. Mimo doniesień z frontu, konieczności ukrywania się, pracowała dalej. Brat pomagał jej przebudować sypialnię tak, by mogła służyć jako laboratorium. Gdy on dostosowywał sypialnię do potrzeb nauki, ona w kuchni własnoręcznie wykonywała przyrządy niezbędne do badań. Zbierała nitki, igły, pojemniki. Wszystko, co może przydać się w laboratorium. Pracowała całymi dniami i nocami. To poświęcenie będzie dla niej charakterystyczne do ostatnich dni życia. Jej współpracownicy wspominali, że potrafiła umówić się na spotkanie służbowe o siódmej rano, by na kolejne zaprosić o północy. Nawet przekroczywszy 100 lat codziennie meldowała się w pracy.

Rita Levi-Montalcini w 2009 r. (fot. Presidenza della Repubblica Italiana)
Rita Levi-Montalcini w 2009 r. (fot. Presidenza della Repubblica Italiana)

Ale na razie w sypialnianym laboratorium badała rozwój kurzych zarodków. Usuwała je delikatnie z jajka, by resztę móc użyć w kuchni. Wojenny głód powoli zaglądał w oczy nawet zamożnych ludzi. "Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam śmierć. Dostrzegłam, jak umierają komórki. Kurzy zarodek ma dwie pary maleńkich zalążków odnóży: skrzydeł i nóg. Po usunięciu fragmentu którejś kończyny zrozumiałam, że komórki nerwowe w rdzeniu kręgowym umierały. Pojęłam, że te komórki potrzebują jakiegoś typu sygnału dochodzącego z kończyn, by móc żyć. Ale skoro kończyna była usunięta i nie mogła wysyłać takich sygnałów, komórki nerwowe umierały" - wspominała w wywiadzie telewizyjnym Rita Levi-Montalcini.

To nie były czasy supernowoczesnych mikroskopów z podłączonymi kamerami wysokiej rozdzielczości. Aby móc zaprezentować swoje odkrycie, Rita wykonywała co godzinę kolejne badania zarodka i rysowała zachodzące zmiany. Rysunki układały się w film animowany.

"Tak spędziłam dwa wojenne lata od 1942 do 1944 roku. To było trudne do opisania doświadczenie. Toczyła się wojna, na polach bitewnych umierali żołnierze. A na płytce pod okiem mojego mikroskopu umierały komórki nerwowe" - wspominała.

Z ziemi włoskiej pod Gwieździsty Sztandar

Któregoś dnia, gdy jak zwykle oddawała się pracy, do jej drzwi zapukał Giuseppe Levi, były wykładowca i promotor. Jego również dotknęły ustawy rasowe, został relegowany z uczelni i podobnie jak Rita próbował znaleźć schronienie w Belgii, jednak zniechęcony tułaczką powrócił do Turynu. Były mentor przyszedł do swojej studentki z pytaniem, czy może pracować w jej laboratorium. "Niezmiernie mnie cieszy, że tak wielkiego uczonego mogę zatrudnić jako asystenta" - miała przekornie odpowiedzieć badaczka.

W tych prymitywnych warunkach wspólnie potwierdzili doświadczenia Hamburgera. "(Rita, przyp. aut.) wykryła, że  (...) usunięcie zawiązków kończyn spowodowało nie zmniejszenie tworzenia się nowych neuronów, ale uniemożliwiło przeżywanie neuronów już wykształconych. Co więcej, udało się jej opublikować prace z wynikami swoich doświadczeń (wspólnie z Levim) w Belgii i w Szwajcarii (jako prace w aktach Akademii Papieskiej)" - napisał w poświęconym noblistce wpisie na blogu profesor Jerzy Vetulani. 

Rita Levi-Montalcini podczas konferencji Katzir w Izraelu w 2008 roku (fot. NGF)
Rita Levi-Montalcini podczas konferencji Katzir w Izraelu w 2008 roku (fot. NGF)

Ostatni okres wojny spędziła, ukrywając się we Florencji, by tuż po podpisaniu aktu kapitulacji Niemiec przywdziać fartuch lekarski i leczyć jeńców wojennych i przewalające się przez Europę tłumy żołnierzy. Chciała wrócić do domu, na Uniwersytet Turyński, i kontynuować badania, ale gdy ona wciąż w białym lekarskim kitlu pomagała najsłabszym w północnych Włoszech, nieco dalej na północ rodził się zalążek jej przyszłej sławy.

Badania opublikowane w Belgii i w Szwajcarii przykuły uwagę wielu naukowców, w tym Wiktora Hamburgera, którego prace były dla Levi-Montalcini inspiracją. Hamburger opuścił nazistowskie Niemcy jeszcze w latach 30., na długo przed wybuchem drugiej wojny światowej i - jak wielu innych niemieckich naukowców z Albertem Einsteinem na czele - osiadł w USA. Został szefem dużego laboratorium w St.  Louise i po zapoznaniu się z wynikami badań Rity zapragnął mieć ją w zespole.

Był rok 1947. Trzydziestoośmioletnia Rita przyjęła zaproszenie Hamburgera, jednak zaznaczyła, że opuści Włochy najwyżej na rok. Została w St. Louise na 30 lat, tworząc z Wiktorem Hamburgerem niezwykłą naukową parę. On: wielki, powolny i precyzyjny. Obdarzony tubalnym głosem, nieprzywiązujący wagi do wyglądu, niezbyt uprzejmy w obejściu. I ona: drobna, zawsze bardzo elegancka, z lekkością odnajdująca się w każdej sytuacji i przede wszystkim obdarzona bystrym umysłem i naukową intuicją. "Pracuję tak, jakbym malowała" - mówiła o sobie, nawiązując do rodzinnych skłonności artystycznych.

To tam, pod okiem mentora, dokonała przełomu w naukach neurologicznych. Przełomu, który pchnął rozwój wiedzy o dekady.

Rita Levi-Montalcini w 1990 roku (fot. Ferdinando Scala)
Rita Levi-Montalcini w 1990 roku (fot. Ferdinando Scala)

Pani senator pracuje do końca

Pięćdziesiąt siedem lat. Tyle trwała historia odkrywania czynnika wzrostu nerwów (Nerve growth factor  - NFG). Wszystko zaczęło się od spostrzeżeń Wiktora Hamburgera opublikowanych w 1934 roku, że usunięcie zawiązków kończyn hamuje tworzenie się neuronów w odpowiednich rogach rdzenia, a zakończonych izolacją NGF i wyjaśnieniem jego budowy w latach 70. ubiegłego wieku.

Wyizolowanie NGF dawało szanse na leczenie chorób neurologicznych, takich jak parkinson czy alzheimer, odgrywa też istotną rolę w diagnostyce wielu schorzeń układu nerwowego, a także - mogąc wpływać na uszkodzone nerwy i pobudzać neurogenezę - w terapii. Odkrycie pomogło rozwinąć całą nową gałąź neurologii. Oraz przyniosło badaczce Nagrodę Nobla z medycyny, którą przyznano jej w 1986 roku, gdy miała już 77 lat! Otrzymała ją razem ze Stanleyem Cohenem, z którym wspólnie pracowali nad NGF w laboratorium w St. Louise, pod okiem Hamburgera. Za kontrowersyjne uznano fakt, że akademia pominęła udział Wiktora Hamburgera w odkryciu. To zaważyło też na przyjaźni między Ritą a jej mentorem.

"Akurat czytałam powieść Agathy Christie, gdy w moim rzymskim mieszkaniu rozdzwonił się telefon. Właśnie miałam zacząć czytać ostatnią stronę i naprawdę bardzo chciałam zignorować dźwięk dzwonka, ale nie dawał mi spokoju. Wreszcie, niezbyt zadowolona, podnoszę słuchawkę, a tam słyszę słowa: 'Professoresso, przyznano pani Nagrodę Nobla z medycyny. Dzwonię z zaproszeniem do Sztokholmu!'. Spojrzałam na kalendarz. Był 14 października 1986 roku. A ja przypomniałam sobie, jak 50 lat wcześniej odebrałam inny telefon, z informacją, że zdałam maturę i mogę iść na studia" - opowiadała w wywiadach.

Po otrzymaniu wyróżnienia wciąż pracowała. "Miałem zaszczyt i przyjemność poznać ją osobiście jeszcze w roku 1978, kiedy kierowała stworzonym dla niej Instytutem Biologii Komórki (Istituto della Biologia Cellulare C.N.R.), położonym niedaleko Porta Flaminia w Rzymie. Widywałem ją potem w stworzonym jej wysiłkiem European Brain Institute (...). Chociaż miała już sto lat, w EBRI bywała codziennie rano, omawiając ze swoimi współpracownikami szczegóły ostatniego projektu badawczego, którym była ewolucyjna historia odkrytej przez nią pół wieku wcześniej substancji. Chciała sprawdzić swoją hipotezę, że NGF ma ogólne znaczenie jako regulator wszelkich czynności obronnych organizmu" - opowiadał o badaczce na swoim blogu profesor Vetulani.

W 2001 roku przyznano jej funkcję dożywotniego senatora. I mimo zaawansowanego wieku poważnie podchodziła do swojej roli, nie opuszczając posiedzeń ani głosowań. Gdy swoim głosem utrzymała pozycję premiera Romano Prodiego, parlamentarzyści opozycyjnego ugrupowania wysłali jej w prezencie kule, sugerując, że jest za stara na politykę. Odpowiedziała na to stwierdzeniem, że to polityka kuleje, nie ona.

W wywiadach mówiła o tym, że życie nie kończy się wraz ze śmiercią. Trwa wraz z tym, co pozostawimy po sobie. Nieśmiertelność nie leży w ciele, które przecież jest śmiertelne. Ono nie ma znaczenia. Ważne jest przesłanie, jakie pozostawiamy po sobie. Spuścizna. One zapewniają nam życie wieczne.

Zmarła 30 grudnia 2012 roku w wieku 103 lat. W dniu wolnym od pracy. Inaczej śmierć musiałaby poczekać. Jej spuścizną stał się położony na rzymskich przedmieściach European Brain Research Institute, o który martwiła się do końca swych dni. 

W 2017 roku wydano komiks dla dzieci opowiadający o życiu i pracy Rity Levi-Montalcini. Można go otrzymać, wpłacając darowiznę na rzecz EBRI lub obejrzeć TUTAJ>>> 

Premiera komiksu odbyła się we włoskim senacie, a wstęp napisał marszałek senatu Pietro Grasso, który stwierdził m.in.: "Cechowały ją urzekająca inteligencja i elegancja, olbrzymia wytrwałość oraz, niezależnie od wieku, skłonność do patrzenia w przyszłość. Jej wkład w rozwój nauk neurologicznych nie obejmował wyłącznie odkrycia czynnika wzrostu nerwów (NGF), za co w 1986 roku otrzymała Nagrodę Nobla. Mierzyła się z różnymi etapami życia z determinacją i wytrwałością, zawsze kierując się poczuciem osobistej wolności i potrzebą dokonywania niezależnych wyborów".

Profesor Vetulani mówił o Ricie Levi-Montalcini: "Była pierwszą damą neurobiologii".

Przygotowując artykuł, korzystałam m.in. z:
- bazy danych biograficznych i naukowych European Brain Research Institute (https://www.ebri.it/en/)
- bazy danych Instytutu Karolińskiego
- biografii "In Praise of Imperfection: My Life and Work" Rity Levi-Montalcini

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarka i redaktorka zajmująca się głównie tematyką popularnonaukową. Związana m.in z Życiem Warszawy i Weekend.Gazeta.pl oraz z Magazynem Wirtualnej Polski.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku