Alkoholizm jest chorobą, która może dotknąć każdego

Alkoholizm jest chorobą, która może dotknąć każdego (fot. Shutterstock)

społeczeństwo

"Kobiety mówiły: Wolę być wariatką niż alkoholiczką"

Patrząc z perspektywy funkcjonowania naszej placówki, kiedy zaczynałam pracować, uzależnione kobiety to było pięć do dziesięciu procent pacjentów. Dzisiaj stanowią trzydzieści procent - opowiada w rozmowie z Magdą Omilianowicz, autorką "Mistrzynie kamuflażu. Jak piją kobiety", Irena Śliwińska, psycholog kliniczny, która od 40 lat kieruje Centrum Psychoterapii i Leczenia Uzależnień ANON.

Alkoholiczka to dworcowa menelka. Zadbana, wykształcona i zamożna kobieta nie uzależnia się od alkoholu, bo jak nie chce, to nie pije. Prawda czy fałsz?*

Oczywiście, że fałsz. W placówce, którą prowadzę, miałam na terapiach przedstawicielki niemalże wszystkich zawodów. Nie było tylko zakonnicy, bo one mają swoje ośrodki. Ale księża się zdarzali. Alkoholizm jest chorobą, która może dotknąć każdego - bez względu na wiek, wykształcenie czy zamożność, ale niestety takie mity wciąż funkcjonują w społeczeństwie i bardzo trudno je odczarować. Według Światowej Organizacji Zdrowia alkoholizm jest chorobą. Międzynarodowa Statystyczna Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych w nowej wersji klasyfikacji zaburzeń ICD-11 umieszcza nadużywanie alkoholu, picie szkodliwe i uzależnienie w jednej grupie schorzeń.

Dwie dziewczyny przyjaźnią się od czasów studenckich. Balowały razem na niejednej imprezie, wspólnie wypiły sporo drinków. Po latach Kasia pije tylko okazjonalnie, a Asia, żeby funkcjonować, musi pić codziennie. Dlaczego Asia się uzależniła, a Kasia nie?

Jakbym odpowiedziała: "Bóg raczy wiedzieć", to nie byłoby profesjonalne. Dotąd nie znaleziono jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, dlaczego jedni ludzie piją mniej, a inni więcej, dlaczego jedni stają się alkoholikami, a inni nie. Przyczyny są wieloczynnikowe, nie ma tej jednej jedynej. Są uwarunkowania społeczne, biologiczne, w tym także konstrukcja psychofizyczna danego człowieka. Za każdym razem droga do picia jest inna, choć da się uchwycić pewne elementy wspólne. Przy konkretnej konstrukcji osobowości, przy pewnym stylu życia, przy doświadczaniu stanów emocjonalnych związanych z daną sytuacją, przy niektórych czynnikach genetycznych alkohol nagle staje się środkiem, który przynosi ulgę i poprawia samopoczucie. To jest wspólne dla wszystkich alkoholowych inicjacji.

Wspomniałaś o przyczynach. Która z nich jest najważniejsza?

Tego też nie wiemy. Przeprowadzono badania, które miały wykazać, czy istnieje gen uzależnienia. Nie ma takiego genu. Aczkolwiek inne badania wskazują, że osoby z pewną właściwością genetyczną, przejawiającą się silną potrzebą stymulacji, czyli doświadczania silnych emocji, łatwiej się uzależniają, chociaż ta potrzeba nie oznacza jeszcze, że na pewno się uzależnią, tylko że może to mieć jakiś związek z uzależnieniem. Jeżeli historia życia człowieka obfituje w traumatyczne, dramatyczne doświadczenia i one zejdą się z pozostałymi czynnikami, to jest mocny bodziec predysponujący do picia wskazującego na uzależnienie.

Badania wykazały, że nie istnieje gen uzależnienia (fot. Shutterstock)
Badania wykazały, że nie istnieje gen uzależnienia (fot. Shutterstock)

A przyczyny biologiczne i społeczne?

Wszystkie one zazębiają się i nakładają na siebie nawzajem. Powody mogą być biologiczne, bo specyfika funkcjonowania mózgu u jednego jest taka, u drugiego inna. Można to sprowadzić do cech genetycznych, bo nasz mózg jest uwarunkowany genetycznie, aczkolwiek jego funkcjonowanie zmienia się na przykład pod wpływem doświadczonych traum. I teraz pytanie: czy tę przyczynę można zakwalifikować do zespołu czynników biologicznych czy raczej psychologicznych, rozwojowych, społecznych, bo to traumatyczne zdarzenie to był przykładowo gwałt dokonany przez członka rodziny? To jaki jest wtedy powód? Biologiczny czy społeczny? Patrzę na to z perspektywy osoby, która od lat zajmuje się leczeniem uzależnienia. Kiedyś tak o uzależnieniu nie myśleliśmy. Koncentrowaliśmy się wyłącznie na piciu alkoholu i na zaprzestaniu picia. Od kilkunastu lat rozwija się myślenie o uzależnieniu, pod którego powierzchnią, w doświadczeniu pacjenta, zalegają traumy. Jest nawet takie powiedzenie, że nie wszystkie osoby, które doświadczają traumy, piją, ale wszystkie, które piją, doświadczyły traumy. Taka jest hipoteza. Nie zawsze w leczeniu człowieka uzależnionego możemy do tego dotrzeć. Bo na przykład pacjentka nie chce o tym mówić, nie może, zamroziła to, nie pamięta, wyparła.

Naprawdę można wyrzucić, zakopać poważną traumę, nie pamiętać jej?

Można i tak bywa. Czasem wychodzi to dopiero w procesie psychoterapii, po dłuższym czasie.

Jak długo trwa program leczenia i psychoterapia?

Dwa lata. Najpierw dwa miesiące w oddziale dziennym (codziennie od poniedziałku do piątku) lub w ośrodku stacjonarnym albo trzy miesiące, trzy razy w tygodniu po południu, w takiej placówce jak nasza. Potem raz w tygodniu spotkania w grupie i sesje indywidualne co najmniej raz na trzy tygodnie. Do tego uczestnictwo w fokusowych, tematycznych, weekendowych spotkaniach grupowych. Kilka razy w ciągu dwóch lat. Taki jest program, jak wszystko idzie dobrze; jeśli są trudności, spotkania muszą być częstsze. Bywa, że po leczeniu uzależnienia taka osoba wchodzi do programu psychoterapii dla osób z syndromem DDA.

Sporo pracy i czasu trzeba włożyć w leczenie.

Sporo, ale to walka o zdrowie, o życie, o godność.

Aktorka Stanisława Celińska w jednym z wywiadów stwierdziła, że w zaprzestaniu picia pomógł jej Bóg. Co o tym sądzisz? Czy wiara może wspierać walkę z nałogiem?

Jest to inny sposób pomagania sobie. Nie negowałabym go i nie stawiałabym wiary w boską pomoc w kontrze do psychologicznej koncepcji leczenia. Jeżeli komuś wiara pomogła w zerwaniu z nałogiem, to dobrze, ale żeby utrzymać ten stan, muszą nastąpić jakieś zmiany w życiu. Zapewne są osobowości, które udźwigną to bez terapii, ale psychoterapia i profesjonalne leczenie to dobra droga dla osób chcących utrzymać trzeźwość. Jak powiedziałam, nie kwestionuję boskiej pomocy, chociaż uważam, że sama wiara nie doprowadzi do takich zmian, do jakich mogłoby dojść w wyniku psychoterapii.

Program leczenia i psychoterapia trwa dwa lata (fot. Shutterstock)
Program leczenia i psychoterapia trwa dwa lata (fot. Shutterstock)

Anonimowi Alkoholicy zamiast terapii?

Przestaję pić, chodzę na mityngi AA, gdzie uzyskuję wsparcie, samodzielnie dokonuję zmian w swoim życiu i nie poddaję się terapii - to także droga ku trzeźwości. I znowu nie kwestionowałabym tego, nie wartościowała, co jest lepsze, co gorsze. Ludzie znajdują różne sposoby radzenia sobie z trudem istnienia. Niektórzy idą w medytację, w zen, w jogę, w sport, w tym w sporty ekstremalne. Jeżeli to działa i człowiekowi pomaga, to dobrze. Ja mogę mówić jedynie o tym, na czym się znam, czyli co daje człowiekowi terapia. Nie odrzucam jednak innych sposobów na poprawę jakości swojego życia.

Z terapią jest ten kłopot, że nie jest dostępna dla każdego. Jest oferta dla alkoholiczki z dużego miasta, ale co z kobietą z problemem alkoholowym, która mieszka na wsi?

To prawda, w Polsce leczenie w małych miasteczkach i na wsiach to dramat. Uzależnione kobiety są właściwie pozbawione dostępu do terapii, bo przykładowo najbliższy ośrodek jest pięćdziesiąt kilometrów od miejsca ich zamieszkania. Jeśli nie są zamożne, to kupienie biletu może być problemem.

Oprócz braku dostępu do leczenia jakie są różnice w piciu kobiet? Alkoholiczek biednych i tych zamożnych. Eleganckich pań z miasta i tych zaniedbanych ze wsi.

Różnica jest w jakości pitego alkoholu. Kobiety piją to, co jest dla nich dostępne z powodów ekonomicznych, kulturowych, społecznych czy obyczajowych. W początkowych fazach rozwijania się uzależnienia pożądane są mocne alkohole, potem już nie. W fazie przewlekłej wystarczy piwo czy wino. Jest teraz takie ładne określenie: "kobieta wysoko funkcjonująca". Gwiazdą wśród tych kobiet jest Ilona Felicjańska czy bohaterki filmu "Zabawa, zabawa". Wysoko funkcjonujące kobiety to te, które w strukturze społecznej funkcjonują w miarę poprawnie, zajmują wysokie miejsca związane z ich kompetencjami i umiejętnościami. Choroba i w jednym, i w drugim przypadku - tej zaniedbanej i tej w butach od Prady - jest taka sama. Różnica polega na jakości i dostępności. Jeśli mam pieniądze, piję drogi dobry alkohol, chociaż nie wiem, co miałby oznaczać "alkohol dobry", ale tak się mówi. Ta zamożna pije whisky, a ta biedna wino z siarczanami. I jedna, i druga kobieta pije, żeby się uwalić. Jeden i drugi alkohol degraduje organizm w ten sam sposób. Siarczany bardziej, ale większych różnic nie ma.

Jaki komunikat należy przekazywać w publikacjach, żeby nadużywająca alkoholu kobieta zdecydowała się zwrócić o pomoc?

Myślę, że to powinien być komunikat, który pomoże oswoić kobietom problem alkoholowy i szkody wynikające z nadużywania, z picia i uzależnienia. Należy go przekazywać w sposób, który pomógłby im wydostać się z tego, co jest charakterystyczne dla picia kobiet - z większego wstydu i większego poczucia winy, niż mają mężczyźni. Bo ten stan, właściwy piciu kobiet, bardzo je niszczy.

Kobiety piją to, co jest dla nich dostępne z powodów ekonomicznych, kulturowych, społecznych czy obyczajowych (fot. Shutterstock)
Kobiety piją to, co jest dla nich dostępne z powodów ekonomicznych, kulturowych, społecznych czy obyczajowych (fot. Shutterstock)

Społeczeństwo wciąż traktuje uzależnioną kobietę znacznie gorzej niż pijącego faceta.

To prawda. I z tego też wynika większy wstyd kobiet.

Trzeba mieć chyba ogromną odwagę, żeby tego demona wstydu pokonać. Bo co powiedzą dzieci, sąsiedzi, współpracownicy, podwładni, znajomi? Przecież jak przyznam, że jestem alkoholiczką, to już chyba nic gorszego nie może mnie spotkać.

To jest ogromna bariera stojąca na drodze do podjęcia leczenia. Mam w mojej zawodowej historii kilka doświadczeń, kiedy kobiety mówiły: "Wolę być wariatką niż alkoholiczką". Zdarzali się też tacy mężczyźni.

Z ludźmi uzależnionymi pracujesz od czterdziestu lat. Czy dziś pacjentek jest więcej niż kiedyś? Jak zmieniło się picie kobiet?

Patrząc z perspektywy funkcjonowania naszej placówki, kiedy zaczynałam pracować, uzależnione kobiety to było pięć do dziesięciu procent pacjentów. Dzisiaj stanowią trzydzieści procent. Kiedyś do leczenia trafiały kobiety zniszczone w sensie psychofizycznym, z bardzo wysokim poziomem degeneracji, w wieku pięćdziesięciu, sześćdziesięciu lat. Dziś mamy osiemnastolatki, dwudziestolatki, które przychodzą z pełnoobjawowym uzależnieniem. Już dzieci mają problemy z piciem, ale nasz ośrodek to placówka dla dorosłych.

A jak jest z przyzwoleniem społecznym na picie? Czy to się zmienia? Obecnie jest większe czy mniejsze niż kiedyś?

Sądzę, że zmniejszyło się przyzwolenie na picie mężczyzn, a zwiększyło się przyzwolenie na picie kobiet. Pijanych mężczyzn na ulicach widać znacznie mniej niż kiedyś. Wynika to z braku zgody na picie w pracy, co przed laty było nagminne. Natomiast wzrosła akceptacja wobec pijących kobiet. Kiedyś nie było tolerancji dla pijanej kobiety, a teraz to przyzwolenie jest. Kobieta ma pełne prawo "nabzdryngolić" się na imprezie, może popić z przyjaciółkami, nawalić się w lokalu. Nikogo to nie dziwi. I to jest nowy obyczaj.

*Fragmenty książki "Mistrzynie kamuflażu. Jak piją Polki?" Magdy Omilianowicz KSIĄŻKA DO KUPIENIA W PUBLIO >>>

Magda Omilianowicz, autorka książki 'Mistrzynie kamuflażu. Jak piją Polki?' (fot. Materiały prasowe)
Magda Omilianowicz, autorka książki 'Mistrzynie kamuflażu. Jak piją Polki?' (fot. Materiały prasowe)

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (52)
Zaloguj się
  • mawik_net

    Oceniono 10 razy 10

    Cóż , mój sąsiad na wsi przestał pić , bez psychoterapii , owszem z jakimiś lekami , nawet pożyczaliśmy pieniądze na lekarza i leki. Ma mądrą żonę , jak po pijaku zbliżał się do dzieci (nie bił ich nigdy, chciał...porozmawiać ) , to wzywała policję ale i chłopak przyzwoity , nie pije od 10 lat , ma 50 , pracuje , jest bardzo zdolny , zobi wszystko w domu starannie i fachowo. Mamy wspaniałego sąsiada. '

  • valderama80

    Oceniono 10 razy 8

    Obecnie mam 40 lat, nie piję w ogóle od jakiś 5-7lat. Wcześniej na studiach chlałem jak szewc. Mój tydzień to od poniedziałku do piątku praca i studia a weekend do chlanie wszystkiego co popadnie do "odcięcia". To rodził wiele problemów: bójki, spotkania z Policją, pobyty na izbie wytrzeźwień itp. Aż do pewnej niedzieli, kiedy obudziłem się na totalnym kacu, cały zarzygamy we własnym łóżku...Powiedziałem sobie dosyć i przestałem pić. Początki były ciężkie, dzwonili kumple, mówili wpadnij na piwko, na "kielicha" ale powiedziałem nie. Straciłem wielu kumpli, zostałem sam. Obecnie jestem największym wrogiem alkoholu, poradziłem sobie z tym problemem sam, bez udział psychologa czy terapeuty...

  • zalosnyjestes

    Oceniono 17 razy 7

    Ludzie robią wszystko aby tylko nie myśleć. Wszyscy żyjemy w celach śmierci i nikt nie wie kiedy i jak wyrok zostanie wykonany. Czy w takim układzie ktokolwiek może być normalny? Najbardziej chorzy są ci, którzy mają nadzieję. Na co? Na kolejny taki sam jak wczoraj dzień? Wypieramy śmierć i zagrożenia bo tak nas zaprogramowała natura. Alkohol to najtańszy, dostępny narkotyk. Osiatyński powiedział kiedyś coś mądrego - był taki okres w jego życiu, że alkohol uratował mu życie. Albo picie albo żyrandol.

  • bohdan.ch

    Oceniono 5 razy 5

    A drogie wino (nawet takie za kilkaset złotych) nie zawiera siarczanów ?

  • dert4

    Oceniono 4 razy 4

    kobiety mają znacznie słabszą wątrobę i szybciej się uzależniają.

  • 7rybek

    Oceniono 4 razy 4

    Leczenie polega na uznaniu bezsilności. Upadek bywa zwycięstwem.

  • mgkgk

    Oceniono 4 razy 4

    Nikt nie chciał się uzależnić na chorobę alkoholową, może dotknąć każdego, jest demokratyczna, szacunek dla pań.

  • oloros11

    Oceniono 6 razy 4

    Zycie i lek są nieoddzielne
    Alkohol zmniejsza lek ale problemu nie rozwiązuje - wprost przeciwnie tylko go pogłębia
    rozwiązanie zaczyna się od chwili kiedy uświadomimy sobie skąd jest ten lek, jakie jest jego źródło i jak z nim sobie dać rade - często i najczęściej sami tego nie osiągniemy - potrzebny jest ktoś z zewnątrz albo więcej ludzi
    i często są to dwa światy - jeden Dlaczego drugi Co dalej jak już wiemy skąd się bierze lek
    pomaga ogólne przekonanie ze to choroba jak każda inna - na całe Zycie i jak każda choroba a przynajmniej jej objawy nie jest wieczna - wieczne jest tylko prawda dobro i piękno
    niby banalne ale poważna sprawa
    w moim przypadku choć trwało to krótko na pęczaku jak już wiedziałem - z pomocą psychoterapii skąd to wszystko
    pojawiły się terapie - różne a do tego sport, Po wielu latach zacząłem kontrolować sferę emocji a alkohol już od początku po prostu nie przynosił żadnej przyjemności - no to po co pic - i tak powili po latach ten problem przestał istnieć - miałem szczęście - głownie do ludzi którzy mi pomogli ale kosztowało mnie to ogrom pracy nad sobą i to trzeba bardzo podkreślać - ogrom pracy i ćwiczeń nad samym sobą - myślenia, błądzenia , badania i cala książkę można napisać głownie o emocjach i radzeniu sobie z sobą samym takie rzeczy same się nie dzieją - zysk ogromny - ale nie tylko polegający ze wychodzi się z nałogu ale dosłownie stajesz się zupełnie innym człowiekiem - to jest po prostu fascynujace

  • gordejuela

    Oceniono 3 razy 3

    Nie z siarczanami,tylko z siarczynami.
    Bezsens,bo wszystkie wina sa z siarczynami,nawet bardzo drogie.To gwarancja,ze sie nie zepsuja

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX