Niemcy ładują ciężarówki dziełami sztuki z budynku Zachęty

Niemcy ładują ciężarówki dziełami sztuki z budynku Zachęty (fot. 'Wspomnienia Spadochroniarza')

Zaginione niemieckie złoto i ukradzione dzieła sztuki

W okolicach wzgórza Willenberg spotkałem harcerzy- kwatermistrzów dużego obozu harcerskiej Służby Polsce. W tajemnicy powiedzieli mi o skarbach ukrytych w górze Willenberg - pisze Tomasz Bonek w książce "Zaginione Złoto Hitlera". Pisarz opisuje historię bezpieki PRL-u na tropie skarbu Festung Breslau.

Wrocław, 23 czerwca 1949 r.*

Z budynku przy ulicy Tadeusza Kościuszki 14 wybiegł goniec z kopertami wypełnionymi dokumentami. Na polecenie dyrektora Przedsiębiorstwa Poszukiwań Terenowych miał jak najszybciej dotrzeć do redakcji dwóch lokalnych dzienników - "Słowa Polskiego" i "Gazety Robotniczej", tak aby dziennikarze zdążyli przygotować artykuły do jutrzejszego wydania gazet.

Redakcyjne sekretarki odebrały kronikę PPT, która szybko trafiła na biurka naczelnych, a następnie redaktorów. Przedsiębiorstwo informowało, że "na terenie Dolnego Śląska zabezpieczono większą liczbę warsztatów stolarskich, obrabiarek i innych maszyn", że wkrótce ruszy przejęta poniemiecka fabryka galanterii skórzanej w podjeleniogórskich Piechowicach i że PPT wkrótce spenetruje wody śródlądowe, bo "nabyło ostatnio specjalny sprzęt poszukiwawczy przeznaczony do pracy pod wodą".

Ale najciekawsze były dwa ostatnie punkty sprawozdania: PPT prowadzi na terenie Wrocławia w kilku miejscach prace poszukiwawcze ukrytego majątku poniemieckiego, zakopanego w okresie oblężenia miasta. Poszukiwania te czynione są jawnie i wskutek tego teren robót staje się często powodem zbiegowiska ciekawych przechodniów.

Tak więc ostatnio przy moście Grunwaldzkim dokopano się do zasypanej piwnicy. Dookoła zebrał się wielki tłum przechodniów, powiększając się z każdym przybywającym tramwajem. Tłum utrudniał prace robotników i snuł fantastyczne domysły na temat zawartości piwnicy. Tego samego dnia plotka mówiła o 30 kilogramach złota, które tam rzekomo znaleziono, a następnego dnia ilość tego złota urosła do 300 kilogramów. Wielka szkoda, że plotka ta nie opowiadała prawdziwie, ponieważ 300 kilogramów szlachetnego kruszcu byłoby poważnym wkładem do Skarbu Państwa. Niestety, w piwnicy nie znaleziono nic cennego, a poszukiwania trwają nadal.

Zaginiony Rembrandt**

Dyrektor informował też, że będzie płacił znaleźne każdemu, kto wskaże miejsce ukrycia cennych rzeczy. Stawka była niebagatelna, bo miało to być 10% wartości pozyskanych przedmiotów. Nic więc dziwnego, że do PPT zgłaszali się rozmaici ludzie, którzy informowali o skarbach ukrytych na terenie całego Dolnego Śląska - takie wiadomości stanowiły 1/7 wszystkich, które docierały do PPT. Firma szukała praktycznie w każdej miejscowości tzw. Ziem Odzyskanych. I znajdowała m.in. sejfy, depozyty niemieckich prominentów, zbiory muzealne, ale przede wszystkim sprzęt techniczny i przeróżne surowce, które kierowała do fabryk i zakładów przemysłowych.

Pewnego dnia inspektor Teslar zameldował swoim przełożonym, że "obywatel szwajcarski - stały mieszkaniec Dusznik Zdroju - Kessler Karol proponuje wskazanie miejsca, w którym są ukryte dwa obrazy Rembrandta, oszacowane przed wojną na 800 tys. Reichs Marek". Jednak już miesiąc później w raporcie pisał, że w domu wskazanym przez Kesslera po zerwaniu podłogi niczego odnaleźć się nie udało. Sensacyjnie brzmiało także zgłoszenie Waldemara Wasiukiewicza:

"Niniejszym zgłaszam następujące spostrzeżenia i fakty odnośnie do terenu góry Willenberg [znana również jako Wielisławka] (...). Na podstawie własnych obserwacji, wywiadów u Niemców i miejscowej ludności stwierdziłem stałe poszukiwania, dokonywane przez osoby prywatne, wartościowych obiektów - przedmiotów ukrytych przez okrążone wojska niemieckie w okolicy tej góry. Osobiście badałem dwa otwarte wejścia do sztolni u podnóża góry, poza tym natknąłem się na dwa zamaskowane usypiskiem wejścia, przypuszczam, że wjazdy dla samochodów. Miejscowa ludność niechętnie udziela jakichkolwiek informacji związanych z tym obiektem, ponieważ na własną rękę robi poszukiwania. Z luźnych niedopowiedzi pewnym jest, że w podziemiach góry ukryty jest ambulans pocztowy oraz parę samochodów ciężarowych z cennym ładunkiem, prócz tego przypuszczać należy, że znajdują się tam inne ciekawe obiekty. Trafienie do wymienionych wejść jest dla nieobeznanego z terenem prawie wykluczone, z wyjątkiem jednego usypiska, które jest widoczne z głównej szosy. Wejście to prawdopodobnie zostało wysadzone i przypuszczać należy, że jest zaminowane i to odstrasza prywatne osoby przed odkopywaniem podziemnego korytarza."

Wejścia do wnętrza góry

Szef PPT przeczytał dokument i dostał wypieków na twarzy. Od razu odręcznie napisał na nim: "Natychmiast zająć się tą sprawą!". Przydzielono ją inspektorowi Michałowi Wolskiemu, który już następnego dnia wyruszył do Świerzawy, a stamtąd do Sędziszowej:

"11 czerwca 1949 roku udałem się z Inspektorem Głównym, inżynierem Kowalskim oraz ze zgłaszającym obiekt - Waldemarem Wasiukiewiczem do Wielisławki celem wprowadzenia mnie w sprawę i zapoznania z terenem. Obywatel Wasiukiewcz pokazał nam dwa wejścia do wnętrza góry Willenberg. Znajdują się one na zboczu góry, tuż nad potokiem przepływającym u podnóża góry. Są trudno dostępne i prawie że niewidoczne. Dla nieznającego tych wejść są wręcz niemożliwe do odnalezienia. Jednym korytarzem wchodziłem do wnętrza na odległość około 45 metrów, aż do zawaliska. Chodnik jest kuty w kamieniu, wysokość nie jest jednakowa, w każdym razie lekko schylonym można swobodnie iść.

Według mojego zdania w skale tego rodzaju nie mogło powstać takie zawalisko samo przez się, szczególnie że korytarz nie jest szeroki. Można przypuszczać, iż zawalisko zrobiono sztucznie przez wysadzenie. Prócz tych dwóch wejść obywatel Wasiukiewcz zaprowadził nas do ciekawego miejsca za stodołą. Tuż za nią w zboczu góry znajduje się usypisko drobnego kamienia maskowane przy pomocy wyraźnie ściętych młodych świerków (...) (puśćmy nieco wodze fantazji) otwierając jedne i drugie wrota stodoły, przez bramę jakby w postaci stodoły wjeżdżamy do wnętrza góry. Na miejscu, po zastanowieniu się nad sytuacją, takie rozwiązanie samo przychodzi na myśl.

Trzecim również ciekawym miejscem jest olbrzymie usypisko na zboczu góry od strony szosy. Na stromej, nagiej ścianie znać wyraźnie część starą, nieobsuniętą i część nowszą nad usypiskiem, która obsunęła się w sposób naturalny lub - co jest bardziej prawdopodobne - sztuczny.

Oglądając charakterystyczne pęknięcia skały, a nawet przesunięcie się całych, olbrzymich partii skalnych w dół, zwracając uwagę na kształt niektórych bloków skalnych z boku usypiska, automatycznie przychodzi na myśl możliwość istnienia wejścia do wnętrza góry w tym miejscu. Na szczycie góry znajdują się budynki, dzisiaj zniszczone, które mają się znajdować na gruzach starego zamku.

Wśród budynków zwróciliśmy uwagę na zagłębienie okolone gruzami, dość regularne, zasypane ziemią i śmieciami. Z zamku mogło być zejście do dolnych korytarzy a owo znalezione przez nas regularne zagłębienie mogło być wylotem szybu. Obywatel Wasiukiewicz zwrócił uwagę na ciekawy szczegół: znalezione przez nas zagłębienie znajduje się akurat nad linią prostą łączącą usypisko przy stodole z usypiskiem przy nagiej ścianie od strony szosy. Wniosku nie sprawdzałem, ale jest prawdopodobnie bardzo trafny. Biorąc pod uwagę wyniki dotychczasowego rozpoznania oraz bezustanne poszukiwania prowadzone przez ludność miejscową należy stwierdzić, iż mamy do czynienia z bardzo ciekawym obiektem. Koniecznym jest przeprowadzenie dokładnej penetracji i wywiadu."

Przesłuchania i ukryte skarby

W międzyczasie sprawą zajął się też Urząd Bezpieczeństwa Publicznego ze Złotoryi, który został poproszony przez PPT o pomoc w zbadaniu sprawy. Funkcjonariusze UB zaczęli przesłuchiwać i inwigilować mieszkańców Sędziszowej. A Wolski w kolejnych tygodniach do Sędziszowej wyjeżdżał jeszcze kilkakrotnie. W sprawozdaniu pisał:

"W okolicach wzgórza Willenberg spotkałem harcerzy-kwatermistrzów dużego obozu harcerskiej Służby Polsce. W tajemnicy powiedzieli mi o skarbach ukrytych w górze Willenberg. Usiłowałem dowiedzieć się konkretnie, od kogo uzyskali te rewelacyjne dla mnie niby wiadomości. Odpowiedzieli mi na to: - A tutaj słyszeliśmy, mówią o tym! W czasie zbierania wiadomości o dziejach góry przy końcu wojny, rozmawiałem z ludźmi, którzy mieli jakoby najpewniejsze wiadomości od Niemców. Po raz drugi przekonałem się o wrogiej wręcz postawie okolicznej ludności, względem każdego, kto zbytnio interesuje się wzgórzem Willenberg. Harcerze przebywający na obozie mogliby stanowić dla PPT doskonałą pomoc w zdobywaniu wiadomości. Należałoby wejść z nimi w kontakt i pokierować całą akcją wywiadowczą. Ze strony harcerzy nie powinna spotkać nas żadna trudność w postaci fałszu lub nieszczerości."

Jedne ze skradzionych przez Niemców dzieł sztuki podczas II wojny światowej; po lewej: Rafael, Portret młodzieńca, zrabowany w 1940 r. z Muzeum Czartoryskich w Krakowie (fot. Władysław Tomkiewicz / Muzeum Kultury i Dziedzictwa Narodowego), po prawej: Piękna Madonna z Torunia zrabowana w 1944 r. (fot. Jan Świeczyński / Ośrodek Informacyjno-Koordynacyjny Ochrony Obiektów Muzealnych)
Jedne ze skradzionych przez Niemców dzieł sztuki podczas II wojny światowej; po lewej: Rafael, Portret młodzieńca, zrabowany w 1940 r. z Muzeum Czartoryskich w Krakowie (fot. Władysław Tomkiewicz / Muzeum Kultury i Dziedzictwa Narodowego), po prawej: Piękna Madonna z Torunia zrabowana w 1944 r. (fot. Jan Świeczyński / Ośrodek Informacyjno-Koordynacyjny Ochrony Obiektów Muzealnych)

Funkcjonariusze UB wzywali na przesłuchania kolejne osoby. Zaczęli od sołtysa Florczaka i kierownika miejscowego młyna - Mazura. Ci donieśli im, że przecież we wsi pozostało jeszcze kilkoro Niemców, którzy muszą coś wiedzieć. Przypytał ich też Wolski z PPT, ale niczego nowego w zasadzie mu nie powiedzieli. Także harcerze spotkani przez niego ponownie w sierpniu od miejscowych żadnych sensacji nie wyciągnęli. Ale jeden ze świadków ponownie rozpalił w inspektorze nadzieję.

"Przesłuchiwany: Klose Herbert. Urodzony 7 października 1919 r. (...)" - przeczytałem nagłówek jednego z dokumentów sporządzonych przez Wolskiego. "Cholera!" - krzyknąłem na cały głos, tak że aż u sąsiadów zaszczekał pies. "Przecież to MÓJ Klose! To wtedy ta historia się zaczęła - cztery lata przed tym, jak Klose trafił w ręce wrocławskiego UB, między innymi Jaromina!".

Inspektor PPT relacjonował przesłuchanie: Uprzedzony o odpowiedzialności za złożenie zeznań niezgodnych z prawdą (art. 140 i 141 Kodeksu Karnego) Klose zeznaje co następuje. "Do wnętrza góry Willenberg było przed wojną duże, swobodne wejście, zamykane kratą. Przyjeżdżało sporo wycieczek, które zwiedziały groty we wnętrzu góry. Klucz do kraty znajdował się w magistracie w Schoenau (Świerzawie). Wejście znajdowało się na nagiej, kamienistej ścianie od strony szosy. Dziś nie mogę określić ściśle miejsca, gdzie to wejście się znajdowało. Miało wymiar mniej więcej pięć metrów wysokości i cztery metry szerokości. Ostatni raz widziałem je oraz byłem w środku w sierpniu 1938 r. (...) W środku góry byliśmy około dwóch godzin, chcieliśmy przejść na drugą stronę, ale wyszliśmy na szczyt do restauracji. Jestem pewny, że wejście zostało zawalone przez wojsko niemieckie w 1945 r."

We wrześniu na zboczach Wielisławki ruszyły więc intensywne poszukiwania, w których brali udział m.in. inżynierowie z pobliskiej kopalni miedzi "Lena", ale wkrótce potem dyrektor generalny PPT kazał je przerwać - bo i tu niczego nie znaleziono. To o nich opowiadał zapewne później Klose Dumańskiemu podczas przesłuchania we wrocławskim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego, kiedy wspominał, że "państwo już na górze szukało". Inspektorzy PPT do Sędziszowej wrócić już nie zdołali. Firma została rozwiązana w 1951 r. Wówczas sprawą Klosego i skarbów Willenbergu kontynuował samodzielnie Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, a nadzorował ją Władysław Jaromin z Wrocławia. To właśnie jego raporty trafiały najpierw na biurka pracowników Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a po jego likwidacji najpierw do działającego przy Radzie Ministrów Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego, a kiedy utworzono Służbę Bezpieczeństwa, do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Skarbami - zaginionym niemieckim złotem i ukradzionymi podczas wojny dziełami sztuki - mieli się wkrótce zająć odpowiednio przeszkoleni funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej, której komendanci od 1956 r. sprawiali także nadzór nad Służbą Bezpieczeństwa. W większości byli to po prostu dawni ubecy, w tym m.in. Jaromin.

* Fragmenty książki "Zaginione Złoto Hitlera", której autorem jest Tomasz Bonek
** Śródtytuły pochodzą od redakcji

Tomasz Bonek, autor książki 'Zaginione złoto Hitler' (fot. Bartek Sadowski)
Tomasz Bonek, autor książki 'Zaginione złoto Hitler' (fot. Bartek Sadowski)

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (27)
Zaloguj się
  • swojakzlazarza

    Oceniono 38 razy -22

    Jedno jest pewne: jesli cos kiedyś znajdziemy Żydzi zaraz powiedzą ze to ich:)

  • jakrab

    Oceniono 34 razy -16

    To już wiemy skąd wzięła się akumulacja pierwotna majątków poubeckich .Przekazywana z pokolenia na pokolenia aż do dzisiaj .

  • jan_sobczak1

    Oceniono 19 razy -11

    "Niemieckie złoto" :-)))) Obozy polskie a złoto niemieckie. Oto mentalność raSSy panów z Berlina i ich parobów z GW.

  • alux

    Oceniono 2 razy 0

    Większość skarbów z II wś została już dawno rozdysponowana.
    alejak.pl

  • czeski_honza

    Oceniono 3 razy 1

    Kupię, jak wyjdzie w wersji elektronicznej. papierowe książki już nie mieszczą mi się w mieszkaniu.

  • romangrzybek

    Oceniono 6 razy 6

    Jak można tak spierdzielić artykuł. Major Herbert Klose był tak długo i dokładnie przesłuchiwany bo był jednym z dowódców którzy wywozili z Wrocławia to złoto. Tłumaczył że jadąc z Wrocławia w kierunku Jeleniej Góry (Świerzawa i Wielisławka prawie po drodze - 16 kilometrów w bok) spadł z konia i nic dalej nie pamięta. A to że nie uciekł na Zachód, nie wyjechał gdy przesiedlano Niemców tylko zamieszkał w TAKIM MIEJSCU - 200 metrów w linii prostej od Wielisławki rozbudziło podejrzenia że jest to strażnik skarbu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX