Kobiety w Ameryce Łacińskiej

Kobiety w Ameryce Łacińskiej (fot. Shutterstock)

społeczeństwo

Każdego dnia dziewięć kobiet w Ameryce Łacińskiej ginie z rąk mężczyzn. Pod tym względem niebezpieczniej jest tylko na wojnach

Zjawisko zabójstw na tle płci jest w Ameryce Łacińskiej na tyle powszechne, że doczekało się osobnego terminu: feminicidio, które można przetłumaczyć jako kobietobójstwo. Liczba kobietobójstw nieustannie rośnie.

"Twoje milczenie jest współudziałem w zbrodni", "Zabijają nas", "Obojętny prezydent" - takie napisy w lutym zawisły na budynku Pałacu Narodowego, siedziby prezydenta Meksyku Andrésa Manuela Lópeza Obradora. Kilkadziesiąt kobiet postanowiło przypomnieć tymi hasłami o rosnącej fali męskiej przemocy, która często dotyka ofiary w domowym zaciszu.

Potem były manifestacje w Mexico City, Guadalajarze, Puebli, Monterrey i Tijuanie. I będą kolejne - także 8 marca. Ta fala protestów - bo wcześniej też do nich dochodziło - ruszyła po śmierci 25-letniej Ingrid Escamilli z Mexico City, która zginęła z rąk partnera 9 lutego. Mordercy nie powstrzymał nawet fakt, że świadkiem zabójstwa był jego 14-letni syn. Gdy już zabił Ingrid, poćwiartował jej zwłoki. Kobieta zgłaszała wcześniej agresywne zachowania partnera na policji, ale sprawę umorzono. Ingrid stała się kolejną ofiarą, której śmierci można było zapobiec.

Szacuje się, że w ciągu pierwszych sześciu tygodni 2020 roku w Meksyku zginęło co najmniej 130 kobiet. Ta szokująca liczba nikogo tu nie dziwi. Przecież według danych zebranych przez ONZ średnio 6 na 10 Meksykanek doświadczyło w życiu sytuacji związanej z przemocą ze strony partnera. I skala tej przemocy ciągle rośnie. W ciągu ostatnich pięciu lat zwiększyła się o 111 procent. Tylko w zeszłym roku ponad 800 kobiet zostało zamordowanych przez chłopaka lub małżonka.

Ale to nie jest tylko meksykański problem. W Ameryce Łacińskiej liczba ofiar zwiększa się z każdym rokiem. Według danych CEPAL (Komisji Ekonomicznej ds. Ameryki Łacińskiej i Karaibów) w 2018 roku w całym regionie zabitych zostało 3529 kobiet. To przynajmniej dziewięć dziennie i o ponad 700 więcej niż rok wcześniej, gdy zanotowano 2795 ofiar. Na oficjalne dane z całego regionu za zeszły rok należy jeszcze poczekać, ale przewidywania są przerażające - liczba ofiar to co najmniej cztery tysiące.

Szacuje się, że w ciągu pierwszych sześciu tygodni 2020 roku w Meksyku zginęło co najmniej 130 kobiet (fot. Shutterstock)
Szacuje się, że w ciągu pierwszych sześciu tygodni 2020 roku w Meksyku zginęło co najmniej 130 kobiet (fot. Shutterstock)

Ofiar śmiertelnych przybywa, bo - jak wskazują socjolodzy - mężczyznom coraz trudniej przychodzi odnalezienie się w świecie, gdzie kobiety wybijają się na coraz większą niezależność. W latynoskich państwach ciągle chodzi bardziej o zmianę symboliczną, bo większość kobiet i tak pozostaje tu zależna od mężczyzn, przede wszystkim finansowo. Jednak strach przed utratą kontroli i frustracja wynikająca z niemożności zaakceptowania rosnącej emancypacji kobiet są wskazywane jako czynnik, który wpływa na wzrost liczby morderstw na tle płci.

Nie bez znaczenia pozostaje też wzrost przestępczości w całym regionie. Krajami najbardziej niebezpiecznymi dla kobiet są te uważane za obiektywnie najniebezpieczniejsze na świecie: gdzie prężnie i dość bezkarnie działają gangi, kartele narkotykowe oraz wszelkiego rodzaju przemoc zorganizowana, m.in. porwania czy handel ludźmi.

Z nienawiści

Zjawisko zabójstw na tle płci jest w Ameryce Łacińskiej na tyle powszechne, że doczekało się osobnego terminu: feminicidio, które można przetłumaczyć jako kobietobójstwo. Meksykańska antropolożka i teoretyczka feminizmu Marcela Lagarde tłumaczy to pojęcie tak: "feminicidio to morderstwo popełniane z nienawiści do kobiet. To przestępstwo będące najwyższym wyrazem męskiej dominacji nad kobietą". Lagarde wskazuje, że zabójca nie działa w próżni - przemoc funkcjonuje w określonym społeczno-kulturowym kontekście. Badaczka pisze, że feminicidio jest możliwe, bo pozwala na nie społeczeństwo, rząd i prawo. Prawo, które często nie staje po stronie ofiar, lecz właśnie sprawców.

Tragedie kobiet mają związek z dominującym w tej części świata patriarchalnym modelem rodziny. Według chilijskiej socjolożki Marii Emilii Tijoux to kulturowe dziedzictwo w ogromnym stopniu wpływa nie tylko na obecność przemocy wobec kobiet, ale też jej bagatelizowanie czy usprawiedliwianie. - Ameryka Łacińska jest kontynentem największych nierówności społecznych na świecie. I dotyczy to także nierówności na poziomie płci. Jednym z przejawów dominacji jednej grupy, w tym wypadku mężczyzn, nad drugą są właśnie przemocowe relacje, tak mocno obecne w latynoskiej kulturze. Są to relacje, w których do mężczyzn należy ostatnie słowo i w których kobiety są traktowane tak, jakby były ich własnością - wyjaśnia Tijoux.

Zjawisko zabójstw na tle płci jest w Ameryce Łacińskiej na tyle powszechne, że doczekało się osobnego terminu: feminicidio (fot. Shutterstock)
Zjawisko zabójstw na tle płci jest w Ameryce Łacińskiej na tyle powszechne, że doczekało się osobnego terminu: feminicidio (fot. Shutterstock)

W Chile, uważanym za jedno z najbardziej "cywilizowanych" pod tym względem państw latynoskich, patriarchalna przemoc - jak wskazuje badaczka - ma już inne oblicze. - Chilijskie społeczeństwo od pewnego czasu się zmienia. Wydaje się bardziej przyjazne dla kobiet. Ale to tylko maskowanie przemocy, która często ma po prostu symboliczny, niezauważalny na pierwszy rzut oka wymiar. Jest wciąż obecna w wielu przestrzeniach życia społecznego - mówi Tijoux i dodaje, że ofiarami często stają się imigrantki mieszkające w Chile, które przyjechały do tego kraju z powodu jego stabilnej sytuacji gospodarczej. - Kobiety pochodzące z takich krajów jak np. Kolumbia czy Dominikana postrzegane są głównie przez pryzmat cielesności. I często stają się ofiarami przemocy jeśli nie fizycznej, to np. werbalnej - dodaje.

Badania przeprowadzone w 2019 roku przez fundację Corporación Humanas potwierdzają, że również Chilijki nie czują się w swoim kraju do końca bezpiecznie. Aż 92,5 procent kobiet czuje, że żyje w maczystowskim społeczeństwie. 83,5 procent sądzi, że poziom przemocy na tle płci w ostatnich latach stanowczo wzrósł. 92,3 procent ankietowanych doświadczyło co najmniej raz w życiu molestowania, wulgarnego zaczepiania lub nagabywania w miejscu publicznym.

Męska dominacja daje o sobie boleśnie znać także na gruncie zawodowym. Jeśli wziąć pod uwagę  nierówności zarobkowe między kobietami a mężczyznami na podobnych stanowiskach, Chile znajduje się na piątym miejscu wśród wszystkich państw OECD. Owe nierówności rosną i na początku 2019 roku osiągnęły ponad 27 procent.

Wyznanie Antonii

Na początku zeszłego roku głośno zrobiło się o morderstwie 56-letniej Marii Barrii Mansilli z Puerto Montt, pobitej i śmiertelnie zranionej przez męża José Riverę Ojedę w sylwestrową noc. Maria jest jedną z 412 kobiet, o których wiadomo, że w ciągu ostatniej dekady (2010-2019) stały się ofiarami mężczyzn. José kilka godzin po tym, jak ją zabił, popełnił samobójstwo. W ich domu - tak jak u Ingrid z Mexico City - dochodziło wcześniej do aktów przemocy. I tak jak 25-letnia Meksykanka, Maria również zgłaszała przemoc domową policji, ale partner pozostawał bezkarny. Ten scenariusz się powtarza i każe kierować uwagę na organy ścigania. Możliwe, że gdyby podchodziły do zgłoszeń kobiet poważniej, wielu tragedii udałoby się uniknąć.

Jeśli wziąć pod uwagę  nierówności zarobkowe między kobietami a mężczyznami na podobnych stanowiskach, Chile znajduje się na piątym miejscu wśród wszystkich państw OECD (fot. Shutterstock)
Jeśli wziąć pod uwagę nierówności zarobkowe między kobietami a mężczyznami na podobnych stanowiskach, Chile znajduje się na piątym miejscu wśród wszystkich państw OECD (fot. Shutterstock)

Wzrosłyby też na pewno oficjalne statystyki przemocy. Bo dziś w wielu przypadkach  nie jest ona nikomu zgłaszana. Powody? Brak zaufania do policjantów, lęk przed stygmatyzacją, obawa przed powrotem traumy i strach przed oprawcą. Szczególnie rzadko Chilijki ujawniają przemoc seksualną. Według raportu Chilijskiej Sieci przeciwko Przemocy wobec Kobiet w 2018 roku zgłoszono ponad 15 tysięcy przypadków gwałtów i innych form przemocy seksualnej, co oznacza 42 przypadki dziennie w tym 18-milionowym kraju. Ale nierejestrowanych zdarzeń jest znacznie więcej - szacuje się, że nawet 150 tysięcy rocznie. Ofiary nie zgłaszają się do organów ścigania także dlatego, że orzecznictwo w Chile rzadko staje po ich stronie. W 2018 roku zaledwie 8,3 procent wszystkich odnotowanych przypadków przemocy seksualnej doczekało się wyroku w sądzie.

Dwudziestoletnia Antonia Barra z Temuco na południu Chile wyznała rodzicom w serii wiadomości wysłanych przed samobójczą śmiercią, że została zgwałcona. Opisała szczegóły: do gwałtu doszło 18 września 2019 roku, w dniu Święta Niepodległości, a oprawcą był mężczyzna, którego Antonia tego wieczoru poznała na dyskotece w letniskowej miejscowości Pucón. O tym, co się stało, nie powiedziała wcześniej nikomu. Domniemany sprawca został zatrzymany, ale nie wiadomo, czy poniesie karę.

Nagość gorsza niż morderstwo?

Chilijski rząd próbuje przeciwdziałać takim tragediom. Stworzył w 2015 roku, za kadencji prezydent Michelle Bachelet, Ministerstwo ds. Kobiet i Równouprawnienia, doprowadził do zmian w prawie m.in. określających feminicidio jako odzielny rodzaj zbrodni (karanej wyrokiem co najmniej 15 lat więzienia) i wprowadził nowe kategorie przestępstw na tle płci - do jednej z nich zostało w zeszłym roku zaliczone m.in. molestowanie i nachalne zaczepianie w miejscu publicznym. Jak jednak przyznają same Chilijki - zdecydowanie nie są to wystarczające działania. Dlatego wiele kobiet wyszło na ulice.

Chilijski rząd stworzył w 2015 roku Ministerstwo ds. Kobiet i Równouprawnienia (fot. Shutterstock)
Chilijski rząd stworzył w 2015 roku Ministerstwo ds. Kobiet i Równouprawnienia (fot. Shutterstock)

Pierwsze potężne protesty wybuchły w październiku 2016 roku. Były reakcją na wyjątkowo drastyczną próbę zabójstwa w Coyhaique, w chilijskiej Patagonii. Ofiarą stała się 32-letnia Nabila Rifo, brutalnie pobita przez partnera, Mauricia Ortegę, który pozbawił ją obojga oczu. Mężczyznę skazano na 26 lat pozbawienia wolności, miał też zapłacić 150 000 000 pesos (czyli ok. 750 tys. zł) na leczenie ofiary. Wkrótce jednak kara została obniżona do 18 lat więzienia, co wzbudziło społeczne oburzenie i sprowokowało marsze. Nawiązywały do masowych protestów zorganizowanych w 2015 roku w Argentynie pod szyldem "Ni una menos" ("Ani jednej mniej") po morderstwie 16-letniej Lucii Perez, która została przez dwóch sprawców odurzona narkotykami i bestialsko zgwałcona m.in. przy użyciu pałki.

Od 2016 roku chilijska opinia publiczna poznawała kolejne historie kobiet - molestowanych seksualnie studentek prawa Universidad de Chile, przypadków przemocy seksualnej na Universidad Austral w Valdivii i Pontificia Universidad Católica w Santiago. Następne doniesienia o przemocy seksualnej wstrząsnęły chilijskim przemysłem filmowym: łącznie ponad 30 kobiet zgłosiło przypadki gwałtów i molestowania ze strony wpływowego producenta Hervala Abreu oraz popularnego reżysera Nicolása Lópeza.

W odpowiedzi w Chile doszło do kolejnych protestów, niektóre gromadziły nawet 200 tysięcy uczestników. Najliczniejszy odbył się w maju 2018 roku i przeszedł do historii jako "mayo feminista" ("feministyczny maj"). - Kobiety malowały swoje ciała, wychodziły na ulice w samej bieliźnie. Na nagich piersiach wypisywały hasła mówiące o molestowaniu, społecznej nierówności, seksualizacji kobiet. O braku praw do własnego ciała - wspomina Alejandra Castillo, chilijska socjolożka oraz historyczka ruchów feministycznych. - Co ciekawe - to, że dziewczyny odsłaniały biusty, dla wielu było bardziej szokujące niż to, jak wielka wciąż jest skala przemocy lub społecznej niesprawiedliwości.

Gwałcicielem jesteś ty

Końcówka ubiegłego roku również była w Chile gorąca. Kobiece protesty odbyły się 25 listopada  - w Międzynarodowym Dniu przeciw Przemocy wobec Kobiet, i tydzień później, 5 grudnia. Na grudniową manifestację organizatorki wybrały szczególne miejsce - okolice Stadionu Narodowego, na którym 46 lat wcześniej, po przewrocie wojskowym 11 września 1973 roku, torturowano zwolenników prezydenta Salvadora Allende.

Motywem przewodnim obydwu protestów była piosenka o wiele mówiącym refrenie:

"Y la culpa no era mia, ni donde estaba, ni cómo vestia.
Y la culpa no era mia, ni donde estaba, ni cómo vestia.
El violador eras tu! El violador eres tu!"
("To nie moja wina, gdzie byłam, co na sobie nosiłam.
To nie moja wina, gdzie byłam, co na sobie nosiłam.
Gwałcicielem byłeś ty! Gwałcicielem byłeś ty!").

Autorkami tego popularnego protest songu są cztery artystki tworzące kolektyw Las Tesis: Lea Cáceres, Paula Cometa, Sibila Sotomayor i Dafne Valdés. Jego tytuł: "Un violador en tu camino", czyli "Gwałciciel na twojej drodze". Nawiązuje do hasła: "Przyjaciel na twojej drodze" ("Un amigo en tu camino"), które promowało chilijską policję jako pomocną i przyjazną, choć ma ona opinię jednej z najbardziej brutalnych w regionie, o czym zresztą uczestniczki protestów się przekonały.

Od początku demonstracje były bezwzględnie tłumione przez wojskowych i policję. Dane na temat pacyfikacji, jakie zebrali obserwatorzy m.in. z Amnesty International, Human Rights Watch i ONZ, okazały się szokujące. Wśród kilkuset informacji o poważnym naruszeniu praw człowieka zgromadzono zeznania dotyczące co najmniej 135 przypadków tortur, w tym również o naturze seksualnej, których ofiarami w wielu przypadkach były kobiety. Udokumentowano m.in. sytuacje molestowania, gwałty i przymusowe rozbieranie do naga podczas zatrzymań lub przesłuchań.

***

Tekst piosenki, którą śpiewają Las Tesis, jest melodyjny, łatwy do zapamiętania. Szybko rozpłynął się nie tylko po całym Chile, też niemal po całej Ameryce Łacińskiej, a potem po innych częściach globu. Do połowy lutego został odśpiewany w ponad 60 państwach, m.in. w Stanach Zjednoczonych, we Francji, w Hiszpanii, we Włoszech, w Albanii, Turcji, Indiach, Japonii, Mozambiku i Australii. W Polsce wykonano go w Warszawie i Gdańsku. Ostatnio, w połowie stycznia, śpiewało go ponad sto kobiet w Nowym Jorku - protest odbył się przed budynkiem sądu, w którym toczył się proces Harveya Weinsteina.

W Internecie pojawiła się też strona powiązana z kontem na Twitterze Geochicas OSM, gdzie można znaleźć mapę Ziemi z zaznaczonymi miejscami, w których odśpiewano manifest Las Tesis. Każdego dnia mapa zagęszcza się od niebieskich punkcików - wskazują kolejne dołączające solidarnie miasta.  

Magdalena Bartczak. Dziennikarka i przewodniczka, absolwentka polonistyki (UW) oraz filmoznawstwa (UJ). Od 2016 roku mieszka w Chile, o którym napisała reporterską książkę, "Chile południowe. Tysiąc niespokojnych wysp" (2019). Publikuje m.in. na łamach "Tygodnika Powszechnego", "Podróży", "Poznaj Świat' i "Ekranów". Prowadzi blog Pocztówki z południa, poświęcony Chile i pozostałym krajom Ameryki Łacińskiej.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku