Joanna Kulig  z Orłem  2019 za najlepszą rolę kobiecą w 'Zimnej wojnie'

Joanna Kulig z Orłem 2019 za najlepszą rolę kobiecą w 'Zimnej wojnie' (Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta)

wywiad gazeta.pl

Tylko jeden człowiek znał wyniki głosowania. Zalakowane koperty przywoził w zaszyfrowanej walizce

Wiele razy słyszałem, jak aktor czy aktorka wręczający nagrodę prosili audytora o możliwość zajrzenia do koperty chwilę wcześniej, by przygotować sobie mowę. Ale ten zawsze pozostawał nieugięty - wspomina Dariusz Jabłoński, twórca Orłów.

Czy Orły* wzięły się z kompleksu Oscarów?

Oscary mają lat ponad 90, Orły zaledwie ponad 20. Przy tych kilkudziesięciu latach przewagi nie ma mowy o kompleksie.

Przyglądałem się wszystkiemu, co dzieje się wokół Oscarów, w 1997 roku, kiedy mój film o łódzkim getcie pt. "Fotoamator" był polskim kandydatem do tej nagrody. I pomyślałem idealistycznie, że też by nam się przydało coś takiego.

Tym bardziej że w latach 90. w Polsce panowała wolna amerykanka - ten, kto dawał pieniądze na film, decydował, który jest najlepszy.

Ale jak to obejść?

Niepodatnym na manipulacje tajnym głosowaniem korespondencyjnym w dwóch turach.

Pamiętałem słowa Stalina, że "nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy". W Oscarach głosowanie przeprowadzała firma PricewaterhouseCoopers. Postanowiłem ich namówić, by kontrolowali głosowanie przy Orłach. "Nikt nie może mi zarzucić, że mam na to jakikolwiek wpływ" - myślałem.

Napisałem pismo do polskiego oddziału PricewaterhouseCoopers, zaprosili mnie na spotkanie. Przyjął mnie przystojny młody mężczyzna w białej koszuli, czarnych spodniach i czerwonych szelkach.

Czym ich pan przekonał?

Wykorzystałem gen amerykańskiego idealizmu. "Robiąc ze mną te nagrody, będziecie budowali polską demokrację". Ku mojemu zaskoczeniu usłyszałem: "Dobrze, wchodzimy w to".

Potem się okazało, że ten przystojny mężczyzna w czerwonych szelkach to Przemek Pohrybieniuk, który wcześniej pracował w polskim filmie. I dlatego zapewne był moim sojusznikiem.

A nazwa? Jak powstała?

Od samego początku miałem przekonanie, że te nagrody powinny się nazywać Orły. Bo orzeł to piękny polski ptak, niezależny, szukający wolności.

Miał pan jakiś pomysł na statuetkę?

Ogłosiłem konkurs, na który zgłosiło się kilku rzeźbiarzy. Dyskretnie naprowadzałem ich na skojarzenie z orłem. Jeden projekt szczególnie spodobał się komisji konkursowej - sylwetka orła z taśmą filmową. Zaproponował go Adam Fedorowicz. On jeden mnie usłyszał. I wygrał. Gdy zadzwoniłem do niego z tą informacją, poprosił: "Przywieź mi szybko tę statuetkę, jest bardzo mało czasu na wykonanie odlewów, a mam tylko jeden jedyny egzemplarz".

Tylko jeden? To trochę ryzykowne.

Tego czerwcowego dnia było bardzo gorąco, a projekt był zrobiony z rzeźbiarskiej plasteliny. Umówiliśmy się na Smolnej w Warszawie, ale ja przedtem załatwiałem dużo spraw, jeżdżąc z pudełkiem z nagrodą w samochodzie. Wyjmuję  pudełko, otwieram je, a tam nic nie ma. "Zaraz, jak to się stało? Ktoś mi ukradł orła!" - krzyczę. A Adam załamany na to: "Zobacz, on tam leży, na dole" - wskazał mi placek z roztopionej plasteliny z wystającymi drutami. Zbladłem. "Co teraz?" - pytam Adama. "Muszę zrobić kolejny model, pamiętam jeszcze projekt" - odparł. Wziął placek z plasteliny i popędził do domu.

Pierwsze nagrody przyznaliśmy w 1999 roku, więc mnożąc liczbę kategorii przez 22 lata, wychodzi mi, że wykonaliśmy około 400 Orłów.

03.03.2001. GDYNIA MULTIPLEKS SILVER SCREEN GEMINI PREMIERA FILMU PRZEDWIOSNIE KAROLINA GRUSZKA PRODUCENT DARIUSZ JABLONSKI FILIP BAJONFOT. KAMIL GOZDAN / AGENCJA GAZETA
Dariusz Jabłoński i Karolina Gruszka, Gdynia 2001 rok (fot. Kamil Gozdan/AG)

Jak się je robi?

Do dzisiaj statuetka Orła jest ręcznie wykonywana: odlewany jest fragment  taśmy filmowej, wykuwana z marmuru podstawa i patynowany brąz orła. Dlatego każdy jest unikatowy, jest indywidualną rzeźbą, bo - jak to przy ręcznej pracy - każdy odrobinę różni się od wzorca. Agnieszka Holland powiedziała kiedyś, że to najładniejsza nagroda w jej kolekcji.

Choć był taki czas, że dramatycznie nie mieliśmy pieniędzy. W tamtej edycji  musieliśmy wykonać Orły z innego materiału. Niestety, statuetce otrzymanej przez jednego z laureatów urwało się skrzydło. Oczywiście, wymieniliśmy ją na nową. Kiedyś chciałbym wszystkim  laureatom tamtej edycji te Orły wymienić.

Na statuetkach wręczanych na ceremonii nie ma tabliczek. Na gali wręczamy nieopisane Orły, bo nazwiska laureatów poznajemy dopiero podczas uroczystości. Dopiero po niej wszystkie statuetki jadą do grawera, który robi napisy z nazwiskami i kategoriami. Do każdego Orła jest dołączana kartka z informacją, kto go dostał. Laureat musi mieć pewność, że finalnie otrzyma tę statuetkę, którą mu wręczono na gali. Dla niektórych jest to bardzo ważne. Zdarzają się różne śmieszne przedmioty przywiązane do statuetki, żeby oznaczyć jej właściciela.

Zanim poznamy laureatów, jest głosowanie. Zdradzi mi pan kulisy?

PwC dostaje od nas wykaz filmów i twórców, którzy kandydują, oraz wykaz dzisiaj ponad 700 osób, które mogą głosować. W tej grupie jest kilkanaście kategorii zawodowych, między innymi są reżyserzy, scenarzyści, scenografowie, aktorzy, dźwiękowcy, montażyści, producenci - przedstawiciele wszystkich zawodów filmowych. Ja też. I na tym mój udział się kończy.

Kiedyś PwC wysyłał drukowane karty, dziś głosowanie przebiega on-line. Co ciekawe, formularze do głosowania są mniej więcej takie same, jakie po godzinach pracy przygotowałem ze swoją współpracowniczką, Violettą Kamińską, przy pierwszej edycji.

Głosy są liczone w specjalnej kancelarii, do której wstęp mają nieliczni. Liczone na komputerach niepodłączonych do Internetu. Na każdym są tylko wyniki cząstkowe.

Wydaje się - prosta sprawa, internetowe głosowanie, formularze. A gdzie emocje?

Emocje są przy ogłaszaniu nominacji i laureatów - to jedyne nagrody w Polsce, których wyniki nie są znane do samego końca, do momentu publicznego otwarcia kopert.

Ponad 700 filmowców wypełnia kartę do głosowania i wszyscy czekają, czy ich faworyci wygrają. A twórcy, którzy kandydują - czy dostaną nominacje. Ogromna niewiadoma.

Najwięcej emocji budzi zawsze Orzeł za "Osiągnięcia Życia". Nasz sposób wybierania laureata nie ma precedensu na świecie. Zwykle tę nagrodę przyznają jakieś gremia na naradach - zarząd, komitet, w Oscarach - rada gubernatorów. Ja tymczasem na początku zdecydowałem, że w naszej Akademii Filmowej wybierać będą wszyscy. Przy takim systemie wydaje się niemożliwe, żeby ponad 700 członków zgodziło się co do osoby laureata. Najpierw więc są nominacje, potem je głosujemy.

Za pierwszym razem wśród nominowanych był Andrzej Wajda. Wydawało się bardzo prawdopodobnym, że może wygrać. Postanowiłem go wysondować, w końcu to była pierwsza edycja. Zadzwoniłem do pana Andrzeja, opowiedziałem mu o systemie głosowania, PricewaterhouseCoopers, procedurach, i mówię: "Jest jedna piąta szans, że pan dostanie Orła i mam nadzieję, że w takiej sytuacji zechce go pan przyjąć". Andrzej Wajda mówi: "Rozumiem, rozumiem. Ale nie dawajcie mi tej nagrody. Tak będzie lepiej". 

01.03.2010 WARSZAWA , TEATR POLSKI , ROZDANIE POLSKICH NAGROD FILMOWYCH   ORLY 2010 ' . OD LEWEJ :  REZYSER ANDRZEJ WAJDA ORAZ AKTOR MARIAN KOCINIAK . FOT. JACEK LAGOWSKI / AGENCJA GAZETA
Andrzej Wajda i Marian Kociniak na Orłach w 2010 roku (fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta)

No i tak też się stało!

Gdy na konferencji prasowej Grażyna Szapołowska otworzyła kopertę z wynikami i odczytała: Wojciech Jerzy Has, to z jednej strony poczułem ulgę, a z drugiej strony pomyślałem, że Andrzej Wajda będzie pewien, że spełniłem jego prośbę. Z trzeciej zaś - Wojciech Jerzy Has, który przyjechał z Łodzi odebrać tę nagrodę, powiedział mi, że nigdy wcześniej żadnej nagrody w Polsce nie dostał. To było bardzo poruszające. Później okazało się, że to były ostatnie miesiące jego życia. 

Kolejna sytuacja kryzysowa pojawiła się już rok później. Mistrz Andrzej Wajda zrobił "Pana Tadeusza". Na Festiwalu w Gdyni ten potężny film nie brał udziału w konkursie, bo wszem i wobec było wiadomo, że dzieła Andrzeja Wajdy nie podlegają ocenie.

Ale w Orłach ta zasada nie obowiązuje?

Przyjąłem od początku, że każdy film, który jest w kinach przez tydzień, podlega ocenie. Tak że z tego względu nie mogło zabraknąć "Pana Tadeusza".

Ale któregoś dnia z faksu wychodzi krótki list: "Wycofuję film "Pan Tadeusz" z konkursu. Lew Rywin". Akurat miałem jechać na urlop, ale gdy przyszedł ten faks, już wiedziałem, że z odpoczynku nici. Z urlopu codziennie, zamiast jeździć na nartach, dzwoniłem do pana Andrzeja. W końcu odebrał. "Panie Andrzeju, proszę o zrozumienie zasad Orłów". A Wajda, z charakterystycznym dla siebie spokojem, mówi: "Ja rozumiem, rozumiem. Ale proszę nie głosować na mój film".  

Niewykonalne.

W pierwszej turze "Pan Tadeusz" dostał wiele nominacji, a Andrzej Wajda znów konkurował w kategorii "Osiągnięcia Życia". Pomyślałem, że jeśli poproszę o odczytanie nazwiska laureata ówczesnego ministra kultury, Michała Kazimierza Ujazdowskiego, to Andrzej Wajda przyjdzie odebrać Orła.

I przyszedł?

Przyszedł i odczytał swój list. Na początku padło w nim wieloznaczne zdanie: "Niech Orły nie walczą z Lwami, bo i tak nie wygrają".

Przy kolejnej edycji uzgodniłem z TVP, że transmisja Orłów będzie w całości na żywo. To był ogromny sukces i nobilitacja, bo tylko najważniejsze wydarzenia miały szansę na takie transmisje. Cały pięcioosobowy zarząd telewizji siedział w honorowym rzędzie, na wprost sceny. W kategorii najlepszego filmu roku nominowane było "Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową" Krzysztofa Zanussiego, które wcześnie dostało już kilka nagród w innych kategoriach. Sam Zanussi nie mógł być na ceremonii, bo miał zobowiązania na drugiej półkuli. Po nagrodę wyszedł w jego imieniu Zbigniew Zapasiewicz.

26.03.2018 Warszawa . Teatr Polski . Polskie Nagrody Filmowe Orly . Daiusz Jablonski , Roman Polanski podczas 20 ceremonii wreczenia . Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Dariusz Jabłoński i Roman Polański podczas 20 ceremonii wręczenia Orłów w 2018 roku (fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Zacnie.

Właśnie też tak pomyślałem. Zbigniew Zapasiewicz wyjął z wewnętrznej kieszeni marynarki list Krzysztofa Zanussiego i zaczął czytać o tym, że Telewizja Polska nie chce finansować polskich filmów. W tym momencie usłyszałem trzask pięciu krzeseł i cały zarząd TVP ostentacyjnie wyszedł. Wiedziałem już, że następnego dnia od rana będzie awantura. I była.

Przez to, że nie znamy laureatów, zanim koperty nie zostaną otwarte na scenie, wiele jest zresztą nieprzewidzianych wydarzeń, które przejdą do historii Orłów.

Jakie na przykład?

Przez lata mieliśmy tylko jednego partnera, czyli najwyższego w hierarchii pracownika wspomnianej firmy PwC, a więc tylko jeden człowiek znał wyniki głosowania. Zalakowane koperty przywoził w zamykanej na szyfr walizce. Otwierał ją dopiero w kulisach, za kurtyną. Wiele razy słyszałem, jak aktor czy aktorka wręczający nagrodę prosili audytora o możliwość zajrzenia do koperty chwilę wcześniej, by przygotować sobie mowę. Ale ten zawsze pozostawał nieugięty. "Gdy tylko zrobi pani pierwszy krok na scenę, wręczę pani kopertę" - mówił. To się nigdy nie zmieniło.

Kiedyś jednak wydarzyła się rzecz zaskakująca dla wszystkich. Szymon Bobrowski odczytał nazwiska aktorek nominowanych do nagrody za rolę drugoplanową, a potem wyjął z koperty kartę i odczytał nazwisko osoby, która nie była na tej liście. Wszyscy zrobili wielkie oczy, łącznie ze mną, siedzącym na widowni. "Darek, co się stało?" - pytali mnie szeptem znajomi. "Ja też nie wiem" - odpowiadałem.

Ale udało się to ustalić?

Partner PwC w noc przed Orłami, zmęczony obliczaniem wyników, przez pomyłkę zamienił koperty: do koperty dla najlepszej aktorki drugoplanowej włożył kartę z nazwiskiem aktorki, która zdobyła wyróżnienie jako najlepsza aktorka pierwszoplanowa. Prowadzący galę Zbigniew Zamachowski i Wojciech Malajkat po chwili osłupienia odeszli od scenariusza i zaczęli budować piętrowe żarty z tej sytuacji. Temperatura na sali sięgnęła zenitu. Wtedy przedstawiciel PwC wyszedł na scenę i powiedział: "Przepraszam, ludzki błąd". Od tego wydarzenia partnerów PwC wkładających do kopert kartki z wynikami jest dwóch i jeden drugiego kontroluje.

Kilka lat temu w Oscarach odczytano kartkę z tytułem innego filmu niż tego, który wygrał, ponieważ aktorzy dostali niewłaściwą kopertę.  Dowiedziałem się, że powodem była nieuważność przedstawicieli PwC, którzy chwilę przed ogłoszeniem wyniku robili sobie za kulisami selfie. Od razu zapytałem Izabelę Wójcik, dyrektorkę Orłów, czy nasi też mogą robić sobie selfie. Okazało się, że u nas od pierwszej edycji na początku imprezy oddają telefony.

25.03.2019 Warszawa , ulica Karasia 2 . Teatr Polski .  Nagrodzony w kategorii najlepszy scenariusz ( za film  Zimna wojna ) Pawel Pawlikowski (C) podczas uroczystosci przyznania Polskich Nagrod Filmowych Orly 2019 . Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta
Orły 2019. W środku Paweł Pawlikowski (fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta)

To, że nikt nie zna laureatów przed ogłoszeniem na scenie, czasem potrafi bardzo ciążyć. Kiedyś wspaniały operator zdjęć Witold Sobociński był nominowany do Orła niedługo po nagłej śmierci jego syna Piotra, równie wspaniałego operatora, który był moim przyjacielem. Dzwonię do Witka i osobiście zapraszam go na ceremonię, na co on mówi: "Darek, powiedz mi, czy ja dostanę tę nagrodę. Jeżeli powiesz, że dostanę, to przyjdę i będzie to coś, co mi pomoże żyć. Ale nie przeżyję tego, że przyjdę i nagrody nie dostanę".

I powiedział mu pan?

Nie miałem co powiedzieć, jak mówiłem - zasadą jest, że oprócz osób liczących głosy nikt nie zna wyników, z organizatorami włącznie. Zaproponowałem, żeby przyszedł i poczekał na ich ogłoszenie za kulisami. "Muszę wiedzieć. To byłby dla mnie jeszcze jeden cios. To co mam zrobić?" - zapytał mnie Witek. Nie mogłem wziąć na siebie takiej odpowiedzialności, więc z trudem powiedziałam: "Nie przychodź". Nie przyszedł. I dostał nagrodę.

W trzeciej edycji nagrodę za najlepszy montaż otrzymał mój dobry kolega Marek Denys. Zszedł ze sceny, rzucił mi się w ramiona i zaczął płakać. "Ty nie wiesz, jakie to dla mnie ważne" - powiedział. Nie wiedziałem. Miesiąc później zmarł. Był w ostatnim stadium nowotworu. Orzeł stał się ukoronowaniem jego całego zawodowego życia.

A jakie poważne wpadki pan pamięta?

Najbardziej pamiętam wpadkę, która . wpadką nie była. Maciej Stuhr, który od kilkunastu lat prowadzi ceremonię, na zmianę z  również członkinią naszej Akademii Grażyną Torbicką stara się zawsze zaskoczyć widzów. Kiedyś wymyślił, żeby podczas gali nagle spadł żyrandol. Chodził za Izą Wójcik, dyrektorką Nagród, i mówił: "Ja żądam żyrandola". Po kilku latach ustąpiliśmy: "Dobrze, Maciek, zrzucimy go". I zaczęliśmy się do tego przygotowywać, bo przecież trzeba było zachować wszelkie zasady bezpieczeństwa.

Najpierw, już podczas gali, spadł jeden kawałek. Kilkanaście minut później drugi. Wszyscy się śmiali, ale kiedy spadł trzeci kawałek, siedzący obok mnie znany scenograf mówi do mnie poirytowany: "Jednak mogli tę scenografię lepiej przygotować". Dopiero gdy spadł cały żyrandol, zrozumiał, że to było planowane. A w Internecie rozgorzała dyskusja, czy to był przypadek, czy nie. Wtedy Maciek ogłosił, jak było naprawdę.

I takie są Orły: wszystko dzieje się demokratycznie, spontanicznie i z emocjami.

09.03.2002  WARSZAWA - ZAMEK KROLEWSKI - WRECZENIE POLSKIE NAGRODY FILMOWE ORLY 2002N/Z JOLANTA  FRASZYNSKA   I  MACIEJ  STUHRFOT. BARTOSZ BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA
Jolanta Fraszyńska i Maciej Stuhr podczas Orłów w 2002 roku (fot. Bartosz Bobkowski / AG)

*Polskie Nagrody Filmowe Orły 2020 zostaną wręczone 2 marca.

Dariusz Jabłoński. Prezydent Polskiej Akademii Filmowej. Reżyser, producent filmowy. Wyprodukował m.in. "Pokłosie".

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku