Milenialsi ciągle się analizują i ulepszają

Milenialsi ciągle się analizują i ulepszają (Rys. Shutterstock)

wywiad gazeta.pl

"Milenialsi nad wszystkim pracują, nad seksem też: ćwicząc na bananie i wylizując jogurty"

Zamiast milenialsów krytykować, przyjrzyjmy się, jakie mają strategie w związku, seksie i finansach. Anna Maria Szutowicz i Gabriela Grzelak, autorki raportu "ALL YOU NEED IS... WHAT?", które badały dzisiejszych 25-35-latków, pokazują, że nazywanie ich "pokoleniem selfie" to niesprawiedliwe uproszczenie.

Bardzo mi się milenialsi z waszego raportu podobają!

ANNA MARIA SZUTOWICZ: Cieszy nas, że dostrzegłaś ich fajność. Bo mamy poczucie, że osoby, które nie są z tego pokolenia, mocno milenialsów krytykują. A oni wypracowali wiele strategii, które sprawdzają się w tych trudnych czasach.

Milenialsi uważają na przykład, że ocenianie drugiego człowieka przez pryzmat fizyczności to pustactwo. Świetnie! Ale jednak dużo energii i czasu wkładają w swój wygląd.

GABRIELA GRZELAK: Deklarują, że nie oceniają książek po okładce, ale jednocześnie mówią, że ciało jest ich płótnem - za jego pomocą wyrażają się, pokazują swoją tożsamość. Dlatego dużo czasu poświęcają kreacji.

A.M.S.: Nazwaliśmy ich "pokoleniem selfie", szydząc z ich strategii autoprezentacji. Tymczasem to generacja, która jako pierwsza tak chętnie pokazuje swoje niegenetyczne piękno, czyli wypracowany, a nie odziedziczony wygląd. I pierwsza, która podważyła przekonanie, że istnieje jeden kanon, na który nie mamy wpływu: symetryczne rysy, gęste włosy, długie nogi. Oni oczekują wyjątkowości, mają przekonanie, że trzeba siebie stworzyć. Jak wypracują swoją markę, to potem muszą znaleźć grupę odbiorców i się w niej odpowiednio spozycjonować.

Rozumiem, o czym mówicie. Bawiłam się ostatnio w warszawskim klubie, w którym było wiele młodych kobiet. Nie były obiektywnie piękne, ale każda była interesująca, "jakaś".

A.M.S: To obiektywne piękno jest nie tylko niedostępne, też trochę nudne. Przejadło się wraz z tysięcznym identycznym zdjęciem na Instagramie. Pamiętasz reklamę Axe z Borysem Szycem, który jechał windą i "zaliczał kobiece spojrzenia"? Po kilku latach marka zmieniła komunikację na "Znajdź swoją magię", w której mężczyźni odnajdują to, co jest ich czarem - duży nos, szalone afro. Sama masz być dla siebie odnośnikiem, a nie równać do nieosiągalnych wzorców.

.
Fot. Shutterstock

U milenialsów cenię ich podejście do finansów. Wśród znajomych uchodzimy z mężem za dziwolągi, bo mamy trzy konta: każdy swoje plus wspólne. Milenialsi idą krok dalej, bo nie wpłacają na wspólne po równo - jak my, tylko proporcjonalnie do zarobków.

G.G.: Rozmawiałyśmy o tym z socjolożką, dr hab. Martą Olcoń-Kubicką - w związkach milenialsów niezwykle ważne jest poczucie sprawiedliwości - dotyczy ono także budżetu.

A.M.S.: 20- i 30-latkowie obawiają się, że finanse zniszczą ich związek. Dla ich rodziców pieniądze były składową związku, a bycie w parze rodzajem finansowego zabezpieczenia. Milenialsi widzieli rozwody z awanturami "o łyżeczki", dlatego uważają, że sprawy  budżetowe powinny być od miłości odgrodzone. Do języka weszło pojęcie przemocy ekonomicznej w związkach. Dysponując tym określeniem, zmieniamy narrację  - to już nie jest "skąpisz mi pieniędzy", tylko "stosujesz wobec mnie przemoc ekonomiczną". Brzmi inaczej i znaczy więcej.

Czy milenialsowa sprawiedliwość przekłada się na partnerstwo? Obie strony w związku w takim samym stopniu dzielą obowiązki domowe?

G.G.: Nie do końca. O wiele bardziej zmieniło się opowiadanie o tym, co okazało się  podczas rozmów z parami. Przy partnerkach panowie deklarowali, że robią połowę rzeczy. W rozmowach solo kobiety prostowały, że wkład mężczyzn jest dużo mniejszy.

A.M.S.: Milenialsi wiedzą, że zadaniem mężczyzny nie jest podnoszenie nóg, kiedy kobieta odkurza pod kanapą. Ten model został skrytykowany. Jednak żeby zbliżyć się do równowagi, kobiety muszą zarządzać partnerami, przyciskać ich.

G.G.: Milenialsówy są menadżerkami domowych obowiązków - nawet jeśli delegują do nich mężczyzn, to wciąż spoczywa na kobietach odpowiedzialność, żeby dana rzecz została zrobiona.

A.M.S.: Mężczyźni z pokolenia milenialsów zdają sobie sprawę, że nie zrobią spektakularnych karier na polu zawodowym, że korpożycie nie dostarczy im poczucia spełnienia i szczęścia. Ważna staje się sfera prywatna, w której panowie dostają dużo kulturowego wsparcia: doceniane jest bycie troskliwym partnerem, zaangażowanym ojcem. Kobiety z pokolenia milenialsów potrafią partnerów odpowiednio skołczować, zarządzać pochwałami. Gdyby tego nie robiły, to, jak same mówią: "mężczyźni przewracaliby się o odkurzacz i nie zauważali bałaganu".

.
Fot. Shutterstock

Kolejny pozytyw milenialsów to zdjęcie odium ze staropanieństwa i starokawalerstwa.

G.G.: Milenialsi widzą związki swoich rodziców, ich niedopasowanie, utracony czas, który sobie poświęcili, zamiast się rozstać. Dlatego wolą być sami niż z kimś, z kim będą nieszczęśliwi.

A.M.S.: Dla kobiet z pokolenia boomerów, czyli rodziców milenialsów, poświęcanie się i niesienie krzyża było dowodem szlachetności. Dla milenialsów to przejaw głupoty. Po co niezależna finansowo kobieta ma się zadowalać kimś, w kim nie jest zakochana? Boomerzy wierzyli, że miłość przychodzi, wypracowuje się ją. Milenialsi są w różnych układach, których nawet nie można nazwać miłością - mają przyjaciół, z którymi okazjonalnie sypiają, osoby do seksu, które nie są ich przyjaciółmi.

Na ich miłość składają się trzy elementy: endorfinowy haj, który chcą czuć; idealny match w rozumieniu algorytmów dopasowania - znalezienie kogoś, kto "śmieje się z tych samych memów"; plus ten ktoś - całkiem jak w narracji Kościoła katolickiego - ma być darem wzbogacającym życie duchowe. Bo miłość dla milenialsów to nie tylko hormony i emocje, ale także postawa - partner ma pomagać w rozwoju.

Jak mówi seksuolożka Agata Loewe, milenialsi w ramach pary ogarniają tematy, do których kiedyś potrzebna była grupa bliskich osób: mama, przyjaciółka, kumpel, brat, kolega - lub pewien kontekst: wyjście na wódkę, mordobicie. A oni oczekują, że ich "druga połówka" ogarnie wszystkie ich potrzeby i reszta kosmosu przestanie być potrzebna.

Szukają romantycznego ideału, "idealnego match - dopasowania", a przecież zawsze może objawić się ktoś lepszy.

G.G.: Wierzą, że znajdą ideał. Dlatego mają wiele oczekiwań i korzystają z technologii, żeby maksymalnie ułatwić sobie to zadanie.

A.M.S.: To jest i optymistyczne, i obciążające, bo żyją w perspektywie, że mogłoby być lepiej. Tym bardziej że kulturowo zmiana partnerów została dowartościowana. Dla boomerów rozwód to porażka i ból. Dla milenialsów jest to trudne, ale prawdopodobnie wartościowe doświadczenie, a ekspartnerzy są wartością, która ich buduje.

.
Fot. Shutterstock

Czy takie podejście milenialsów kruszy stereotypowy beton pokolenia ich rodziców?

A.M.S.: Sposób postrzegania świata przez milenialsów ma duże wsparcie mediów i wpływa na boomerów. Jak popatrzymy na statystyki, to okazuje się, że dzisiaj częściej niż kiedykolwiek wcześniej papiery rozwodowe składają kobiety po pięćdziesiątce. W ogóle mamy takie poczucie, że to kobiety boomerzy są szczególnymi beneficjentkami tych narracji. To efekt nasycenia przekonaniem, że "mogą chcieć więcej". Widziałaś program "Sanatorium miłości"?

Nie.

A.M.S.: To polecam! Program nakazuje seniorom zarządzanie swoimi emocjami i postawą. Oni są odpowiedzialni za to, jak postrzegają swoje życie, jak się do niego nastawiają. "Sanatorium miłości" jest przeniesieniem na starsze pokolenie milenialsowej idei: "Masz optymistyczną postawę, trzymasz hart ducha? Dajesz miłości szanse i możesz  ją dostać". 

Kolejna zmiana na plus: sześć lat temu byłam świadkiem sytuacji, w której ksiądz rzucił podczas ślubu, że młoda para poznała się w sieci. Po kościele rozszedł się szmer, a panna młoda zareagowała rumieńcami. Dzisiaj apki randkowe to norma.

G.G.: Pełno jest na forach dowodów na romantyczny sukces Tindera: "Poznaliśmy się przez apkę, teraz bierzemy ślub". To naturalne miejsce dla znalezienia wartościowej relacji.

Jestem sprzed Tindera. Męża poznałam przez znajomych na imprezie.

A.M.S.: Ludzie wciąż tak się poznają, ale równocześnie poddają się procesowi weryfikacji on-line. Media społecznościowe lepiej i szybciej niż kolejne randki dostarczą nam informacji o kręgu znajomych i stylu życia potencjalnego partnera. Portale randkowe takie jak Tinder pomagają "matchować się" z osobami z tej samej klasy społecznej. Nie gwarantuje to pożądania, ale znacznie zwiększa szanse na porozumienie, spotkanie osoby mówiącej tym samym językiem, o podobnych aspiracjach i doświadczeniach.

A wstyd panny młodej wynikał pewnie z faktu, że jeszcze niedawno portale randkowe kojarzone były z anonsami w stylu: "Cycate blondynki w twojej okolicy - możesz mieć je teraz". Tinder daje opcje wyboru związku, jakiego się szuka. Oprócz Grindera, który jest dla gejów, apki randkowe podkreślają, że tu nie o seks chodzi. Jeśli komunikowałyby coś przeciwnego, przestałyby być interesujące dla kobiet, odstraszałyby je.

.
Fot. Shutterstock

Dużo mówimy o kobietach. A jaki jest milenials mężczyzna?

A.M.S.: Z naszych badań wynika, że oczekiwania młodych kobiet wobec mężczyzn są niemożliwe do spełnienia. Bo oni mają być prawdziwymi, twardymi mężczyznami - oparciem, a jednocześnie mają być refleksyjnymi przyjaciółmi - czułymi i kochającymi.

Nie istnieje jeden typ milenialsa. Badamy konserwatywnych, żeby nie powiedzieć faszyzujących młodych mężczyzn, którzy deklarują niechęć do zmian społecznych, a zwłaszcza feminizmu, i chwalą się tym, że nie noszą spodni rurek. A jednocześnie zajmują się dziećmi i biorą na siebie część domowych obowiązków, bo bycie zaangażowanym, docenianym w domu mężem i ojcem jest kluczowe dla ich ego.

Badamy także hipsterskich mężczyzn definiujących się jako "partnerskich partnerów" i używających tych tożsamości jako "wabika" na dziewczyny, którym "pozwalają" się utrzymywać i terapeutyzować.  Milenialsi mogą zdecydowanie więcej na wszystkich polach, a jak się zamkną w przyjaznych bańkach informacyjnych, to nie spotkają wielu hejterów. Mogą i płakać, i nie płakać, mogą mówić, że chcą związku, albo że interesuje ich tylko seks. Ważne jest, żeby wszystko "szczerze ponazywać" i "od początku ustalić". Wtedy cierpienie drugiej strony kwituje się tym, że "przecież się jasno określiło swój status".

Wygląda na to, że mężczyźni czerpią z nowych układów więcej radości.

A.M.S: Mężczyźni - nie tylko milenialsi, ale także pokolenie X, czyli wielkomiejskich 40-latków, postrzegają życie rodzinne jako przyjemność. Z badań Y&LOVERS wynika, że kluczowym napięciem kobiet prowadzących własne gospodarstwa domowe jest brak czasu - na przykład na gotowanie. Mężczyźni mają większy luz: "Jak się nie ma czasu, to się je bułkę z jogurtem albo się zamawia do domu". W wywiadach kobiety mówią, że ich partner czegoś nie robi, bo tego nie lubi, ale w zamian wykonuje inne czynności.

G.G.: I, co ważne, nie chodzi o to, że mężczyzna milenials czegoś nie umie. Bo u milenialsów obie płcie mają podobny zestaw umiejętności, albo raczej "nieumiejętności". Boomerzy mieli jasny podział: kobieta gotuje i sprząta, mężczyzna zajmuje się samochodem i naprawami. Bo siła wyższa przypisała im takie kompetencje. Jak milenials czegoś nie potrafi, to odpali tutorial na YouTube i się nauczy. I nie uderzy to w jego ego.

.
Fot. Shutterstock

Jak wygląda seks milenialsów? Z raportu wynika, że ważna jest erotyczna inteligencja i seksualne umiejętności.

G.G.: Wraz z otworzeniem się kobiet na sferę seksualnych doznań pojawiła się - jak to określa seksuolożka Agata Loewe - opresja orgazmu. Milenialsom trudno jest zaakceptować fakt, że seks nie jest za każdym razem eksplozją fajerwerków.

A.M.S.: 55-65-latki uważają, że kobieta nie powinna za bardzo lubić seksu, a uprawia się go głównie dla partnera, bo "mężczyzna ma swoje potrzeby". Jak kobieta uprawia seks z wieloma partnerami, "to jest puszczalska". Kobiety milenialsi dostały dwa sprzeczne komunikaty: ten wspomniany przed sekundą od matek i przeciwny z mediów, że: jak nie lubią seksu, to mają anorgazmię, są oziębłe. A często ich prywatne doświadczenia nie są zgodne ani z jednym, ani z drugim.

Ogromnie ważnym milenialsowym novum jest opowiadanie w Internecie o miłości językiem wartościowych porażek, językiem terapii i różnych doświadczeń: "Byłam, czułam, powiedziałam". Dzięki temu kobiety konfrontują się ze świadectwami, a nie kategorycznym "źle/dobrze".

Milenialsi wprost rozmawiają w parach o seksie?

A.M.S.: Boomerzy o seksie mówią w kategoriach libido: że jest niskie, średnie lub wysokie. Mężczyźni mają zazwyczaj wysokie, kobiety niskie. Jak partnerka ma wysokie libido, to "wiadomo, że mąż jest zadowolony".

Milenialsi uważają, że każdy potrzebuje seksu. Kiedy zdarzy się, że z braku czasu lub ochoty seksu brakuje, para podejmuje rozmowę. Bo przy tak pojemnym rynku nie będzie problemem znalezienie kogoś innego do jego uprawiania.

Mieliśmy wywiad z parą, która pracuje nad bardziej satysfakcjonującym seksem oralnym. Ona ćwiczy głębokie gardło na bananie, on wylizuje jogurty. I mówią o tym zupełnie naturalnie.

G.G.: Dla milenialsów seks jest jak finanse - to osobny obszar, nad którym także trzeba popracować. I zdobyć kolejne kompetencje.

Anna Maria Szutowicz i Gabriela Grzelak
Fot. Archiwum prywatne, Jakub Waluchowski/Kontrabanda

Anna Maria Szutowicz - założycielka Y&Lovers, agencji specjalizującej się w projektowaniu i analizie konsumencko-centrycznych badań marketingowych oraz doradztwie strategicznym. Antropolożka kultury, miłośniczka trudnych pytań (zwłaszcza Y).

Gabi Grzelak - badaczka w Y&Lovers, liderka projektu ALL YOU NEED IS... WHAT? - audytu miłosnych zmian. Zajmuje się pokoleniowymi analizami. Kocha nie tylko w pracy.

Ola Długołęcka - redaktorka, która inspirację do tematu potrafi znaleźć w podbitym niechcący oku. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda.

Projekt "ALL YOU NEED IS... WHAT?" powstał z potrzeby serca i miłości do Y [WHY?] agencji badawczej Y&LOVERS. Wspólnie z Partnerami: CPC Brand Consultants, Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna i Mediacom. Y&LOVERS przeanalizowało romantyczne praktyki, miłosne pragnienia, związkowe potrzeby i lęki dwóch pokoleń: Boomerów (55-65 lat) oraz ich dzieci - Milenialsów (25-35 lat). "ALL YOU NEED IS... WHAT?" to opowieść o tym, jak różnie młodzi i dojrzali Polacy doświadczają miłości i odpowiedź na pytanie o przyczyny zmiany romantycznego paradygmatu.