Młodzież w drogich markowych ubraniach

Młodzież w drogich markowych ubraniach (Fot. Screen YouTube/CzuuX)

wywiad gazeta.pl

"Pojawia się ugettowienie. Widać grupę dzieci, która wyraźnie odstaje poziomem zamożności"

Problemem nie są ani bananowe dzieci, ani ich rodzice, tylko wzorzec, jakim się stały. Pytanie, jak się zwyczajne nastolatki do tego wzorca odnoszą - mogą go traktować jako ekscentryzm albo jako ideał, do którego chcą równać - mówi psycholog dr Tomasz Srebnicki.

Piotr Czupryn, 18-letni hiphopowiec i youtuber o pseudonimie Młody CzuuX, zadał młodym warszawiakom pytanie: "How much is your outfit?". W odpowiedzi na pytanie o cenę stroju padały wysokie kwoty - jeden z chłopców miał na sobie zestaw za ponad 30 tysięcy złotych. Wywołało to lawinę komentarzy. "Bo skąd młodzi ludzie mają tyle pieniędzy? I dlaczego tak się tym chwalą?".

Być może te dzieciaki po prostu się popisują. Nie wiemy, na ile jest to zabawa, ironia, na ile rzeczywiście dla tych konkretnych młodych osób ważne jest, ile kosztuje ich ubranie. Niektórzy ukrywają się np. za modnymi - jak się okazuje - kominiarkami, inni pokazują twarze. Nastolatkowie znali youtubera, który ten filmik nagrywał, więc wiedzieli, że wideo ma szanse "rozejść się w sieci".

Format "How much is your outfit" jest znany na YouTube. To konwencja, w której bohaterowie chwalą się metkami i cenami. Prawdopodobnie rekordzistą w cyklu nagrywanym przez brytyjskiego youtubera Icykofa jest muzyk Drake. Miał na sobie milion dolarów: oprócz drogich ubrań także dodatki: zegarek za 750 tysięcy i tzw. czejn - łańcuch za 220 tysięcy.

Obraz raperów obwieszonych złotem, pozujących w towarzystwie kobiet, w posiadłościach z basenami i garażami zapełnionymi luksusowymi samochodami jest wykreowany na potrzeby nagrania. Już nie chodzi o to, że ktoś odniósł sukces i dlatego ma na sobie ubrania i dodatki za milion. To poprzez zdjęcia na Instagramie, filmiki na TikToku i YouTube zdobywa się popularność, kliki, reklamy.

Wizja rapera nad basenem nijak się ma do możliwości ekonomicznych rodziców dzieci, które takie programy oglądają. Jest to jednak przekaz odległy, egzotyczny, w związku z czym łatwo się od niego zdystansować. Gorzej, kiedy takie ociekające bogactwem nagrania i posty spływają pod strzechy, a w filmiku CzuuXa strzechy widać: jest nasz deszczowy klimat, nasze centrum handlowe i polskie dzieci.

Filmik na YouTube ogląda wielu ich rówieśników. A jak coś jest popularne, to staje się punktem odniesienia dla tego, kim jestem, co świadczy o moim sukcesie życiowym. I przekazuje symbole, które świadczą o tym, że człowiek sobie w życiu radzi. Te symbole kupuje się za duże pieniądze. Przecież ci chłopcy nie chwalą się w tym filmie umiejętnościami, czymś, co sami sobie zawdzięczają.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez DMF (@dmfashionnx) Lut 25, 2020 o 12:58 PST

Wśród negatywnych komentarzy towarzyszących szumowi wokół filmu CzuuXa można przeczytać taką wypowiedź: "Przecież można być inteligentnym chłopakiem w zaj*bistych ciuchach od zaj*biście bogatych rodziców. Można być szczęśliwym i kochanym dzieciakiem wożonym bentleyem z szoferem". Inny głos: "Jeśli rodzic jest milionerem, to 'trampki Diora za 4 klocki' proporcjonalnie do zarobków nie będą ekstrawagancją".

To, że nam się wykształca warstwa społeczna klasy średniowyższej lub wyższej, dla której kupno kurtki za 10 tysięcy, zapewnienie drogiej prywatnej edukacji i wysłanie dziecka na wakacje na Seszele nie stanowi problemu, nie oznacza, że dzieci wychowane w takich warunkach są zdemoralizowane.

Mamy raczej powody do radości - dobrze, że ludzie się bogacą. Rodzina, którą stać na wszystko, może być ciepła, a jej członkowie - zżyci. Rzecz w tym, że pojawia się ugettowienie. Zaczyna być widoczna grupa dzieci w sposób wyraźny odstająca od reszty rówieśników poziomem zamożności na różne sposoby prezentowanej.  I - co ważne - ta grupa zaczyna stanowić pewien wzorzec, który pokazuje, jakie przymioty mają decydować? o popularności.

Ale bananowa młodzież to nie jest nowe zjawisko.

Owszem, "banany" były już wcześniej - weźmy dzieci partyjnych szych w PRL-u. Ale nie na taką skalę i nie tak widoczne. Te dzieciaki chodziły do kilku szkół, wiedziało się o nich lokalnie, bo nie było sieci, komórek, platform do dzielenia się filmikami.

Problemem nie są ani bananowe dzieci, ani ich rodzice, tylko wzorzec, jakim się stały. Pytanie, jak się zwyczajne nastolatki do tego wzorca odnoszą - mogą go traktować jako ekscentryzm albo jako ideał, do którego chcą równać.

Luksus
Fot. Shutterstock

A bogate getta mają styczność z dziećmi gorzej sytuowanych rodziców? Bo rozumiem, że bogacze posyłają dzieci do prywatnych międzynarodowych szkół, raczej nie państwowych?

Te grupy przestają się przenikać. Jeśli zdarzają się rzadkie punkty styczne, to raczej sytuacja jest rozpatrywana na zdroworozsądkowym poziomie: "Jednego kolegę do szkoły przywozi szofer - OK, egzotyczny przypadek". Tyle że coraz mniej mamy możliwości funkcjonowania na granicy różnych warstw. Kiedyś w szkole rejonowej byli wszyscy: dziecko alkoholika z podstawowym wykształceniem, dziecko alkoholika, który był profesorem, jak i osób bez problemów, ale pochodzących z różnych warstw społecznych.

A dziś?

Mamy widoczny odpływ ze szkół publicznych dzieci rodziców, którzy są sobie w stanie pozwolić na prywatną edukację, czyli tych o wyższym statusie materialnym.

Zastanowiłbym się, co się stanie z dziećmi, którym pogorszy się sytuacja materialna - rodzice się rozstaną i wpływy tego, z którym zostanie dziecko, ograniczy wysokość alimentów. Te dzieci będą się  musiały nauczyć funkcjonować w nowych warstwach. A jeśli dziecko słyszy, że chodzi do prywatnej szkoły, bo ona jest gwarantem edukacji na najwyższym poziomie i sukcesu w przyszłości, to co ma myśleć, kiedy nagle trafi do szkoły państwowej? Że już nie ma świetlanej przyszłości, że niczego nie osiągnie? To się kończy obniżeniem nastroju, frustracją, smutkiem i złością.

Brakuje nam jeszcze wykształconej kultury bogactwa - dopiero przed nami stoją wyzwania związane z wykształcenia pomostu między warstwami. Bo bogactwem można się dzielić i wyjść poza nie - na zasadzie dobroczynności, wolontariatu czy znanej doskonale idei jałmużny. 

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez THE BEST ITALIAN STREETWEAR (@thebeststreetwearitalia) Lut 24, 2020 o 12:18 PST

Ma pan do czynienia w gabinecie z bananową młodzieżą?

Bardzo często. Do mnie trafiają dzieci z problemami - to jest wspólny mianownik łączący je wszystkie. Chciałbym mocno podkreślić, że zjawiska, które są źródłem problemów tych dzieci, są identyczne i w domach bogatych, i w domach biednych. Bez względu na stan konta rodziców dzieci cierpią przez odrzucenie, przemoc, stawianie im za wysokich oczekiwań, brak granic, zaniedbywanie.

Wyobrażam sobie, że pozbawiam rodziców kontekstu finansowego: nie ma szofera, tylko bilet miesięczny, pracy w kancelarii od 8 do 20, tylko jest praca na taśmie w fabryce, zamiast whisky za 30 tysięcy pite jest piwo za 3 złote. Wtedy okazuje się, że obraz jest taki sam.

Dziecko będzie tak samo zaniedbane z powodu braku miłości przez rodzica gorzej uposażonego, jak i przez tego, który ma do niego trzy opiekunki i prywatne całodobowe przedszkole. Dziecko tak samo nie będzie czuło bliskości, jeśli o 18 będzie musiało samo zadbać o swój posiłek, jak i wtedy, kiedy zje w pustym domu zbilansowany obiad dostarczony przez catering.

Po publikacji filmiku Młodego CzuuXa najbardziej dostało się właśnie rodzicom. Zacytuję: "Szkoda młodych. Ich rodzice chcą im coś wynagrodzić - najczęściej brak czasu", "Rodzice kupują czyste sumienie w pakiecie z cyrkowym outfitem".

Ja naprawdę nie widzę niczego złego w tym, że jak rodzic świetnie zarabia, to dziecko chodzi w drogich ubraniach. O ile nie nadaje tym rzeczom innego znaczenia niż użytkowe.

Rzeczywiście bywa tak, że rodzice zasypują dziecko ubraniami i gadżetami, bo to uzasadnia sens ich pracy. Wynagradzają w ten sposób nieobecność, brak czasu. Ale to pół biedy - bo świadczy o tym, że rodzic jest świadomy problemu, wie, że zaniedbuje dziecko. Gorzej, kiedy samopoczucie rodzica podbija kupno kolejnego ferrari i porsche, gdy dziecku mówi: "Zobacz, w taki sposób mnie ludzie oceniają - przez to, co mam i jak wyglądam".

I rzadziej, niestety, chodzi o wynagrodzenie dziecku jakiegoś braku, a częściej o przekazanie takich właśnie wartości.

Luksus
Fot. Shutterstock

W Polsce bogactwo jest zjawiskiem stosunkowo nowym. W Wielkiej Brytanii, Francji, Stanach Zjednoczonych są fortuny od pokoleń. Te nacje lepiej więc radzą sobie z zarządzaniem wizerunkiem bogacza? Myśli pan, że tam ta kastowość jest mniej widoczna?

Faktycznie, w krajach, w których fortuny istnieją od lat, bogactwa nie traktuje się jako wartości, która o czymś świadczy. Nie można za pieniądze kupić wszystkiego, bo stan konta nie wszędzie robi wrażenie, tam trzeba w inny sposób udowodnić swoją wartość. Osobom, które określają się przez stan posiadania, będzie się wydawało, że pieniądze są wstępem do wszystkiego. A niektóre kamienice i wspólnoty nie zgadzają się np. na bogatego rapera jako sąsiada, bo cenią spokój i ciszę i nie chcą paparazzi pod drzwiami. Pominą pieniądze jako wartość, a skupią się na innych cechach definiujących taką osobę.

Epatowanie pieniędzmi jest w złym tonie, ale już samo posiadanie ich nie jest. U nas jest i pewnie jeszcze długo tak będzie, że pieniądze będą świadczyć o człowieku.

W swojej książce "(Nie)zwykły rodzic" pisze pan o czymś, co pewnie dla wielu rodziców będzie sporym zaskoczeniem. Że jak się nie ma warunków finansowych, to nie powinno się wpychać dziecka w bogatsze od naszego środowisko. Bo jak w szkole prywatnej wszystkie dzieci mają najnowszego iPhone'a, to mamy obowiązek kupić ten model także naszemu dziecku - żeby nie odstawało.

Jako rodzice musimy w swoich wyborach wychowawczych brać pod uwagę nasze możliwości. Co fundujemy dziecku, starając się je wepchnąć klasę wyżej niż ta, w której jesteśmy? Przekazujemy mu, że my funkcjonujemy w gorszym świecie i jesteśmy gorsi.

Jeżeli podejmujemy decyzję, że nasze dziecko będzie funkcjonowało w świecie, który jest powyżej naszych możliwości finansowych, to narażamy siebie i to dziecko na stres. Dzieci bardzo dobrze sobie radzą, kiedy są w otoczeniu podobnym do swojego. Jeśli w całej klasie pojedyncze dziecko ma najnowszego iPhone'a, to nie problem - ot, jeden uczeń ma bogatych starych. To raczej ten "bogacz" może czuć się nie na miejscu.

A jeśli w prywatnej szkole dziecko ma szansę na rozwijanie swoich pasji, wyjątkowych zdolności, i taka szkoła anuluje jego czesne, żeby mieć u siebie wybitnego ucznia, to rodzic ma powiedzieć: nie możesz iść do tej szkoły, bo dzieci tam mają drogie telefony, nas nie stać, a ty będziesz czuł, że odstajesz?

Wtedy dziecko obroni się swoją genialnością, umiejętnościami. Nie pieniądze będą o nim stanowiły, tylko ono samo. Może posłużyć za przykład, stać się powodem autorefleksji dzieciaków.

Ale ja bym mojego superzdolnego dziecka do takiej szkoły nie posłał. Postarałbym się umożliwić mu w inny sposób rozwijanie zainteresowań.

Luksus
Fot. Shutterstock

Mój jedenastolatek już zauważa finansowe dysproporcje. Pyta na przykład, dlaczego nie mamy tarasu albo czy kiedyś będziemy mieszkać na osiedlu z placem zabaw.

Mój syn pyta, dlaczego nie mieszkamy w domu ze schodami. Jakby po tych schodach się do nieba wchodziło. W takiej sytuacji trzeba powiedzieć, że mamy tyle, na ile jesteśmy sobie w stanie pozwolić. I wypada się dowiedzieć, w czym tkwi problem z nieposiadaniem tarasu czy schodów. "Bo inne dzieci mają, a ja nie mam" - zapewne usłyszymy. Wtedy należy wesprzeć dziecko w tym, że chwalić można się umiejętnościami, a nie stanem posiadania - zwłaszcza rodziców.

Dzieciom z zamożnych domów odbija sodówa?

Raczej mają mnóstwo rzeczy i nie przyjmują, że może być inaczej, że można żyć inaczej. Dla nich oczywistością są prezenty za kilkadziesiąt tysięcy złotych, a nie szalik zrobiony przez mamę. Są przyzwyczajone do tego, że wyrazem okazywania miłości, uwagi są drogie prezenty. Ponieważ nie doświadczają ograniczeń, nie potrafią radzić sobie z bezpiecznym okazywaniem frustracji.

Przychodzą do pana ich rodzice, bo sobie nie radzą?

Tak, ale dlatego, że chcą, żeby dziecko przestało się na przykład ciąć.

Chcą załagodzenia skutków, a nie wyleczenia przyczyny?

Pieniądze zawsze są środkiem, a nie przyczyną. Przyczyna leży w naszych przekonaniach dotyczących pieniędzy, ich postrzeganiu.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Baby Dior official (@babydior_official) Sty 30, 2020 o 5:01 PST

Komunikowanie dziecku, że nas na coś nie stać, jest w porządku? Nie wpędzimy go w kompleksy?

Jeśli się nad tym w ogóle zastanawiamy, to powinniśmy pomyśleć, dlaczego przyznanie się do tego stanowi problem. Pokazujemy dziecku swoje ograniczenia - nic w tym złego. Naszą postawą przekazujemy, że nic się nie dzieje, jeśli czegoś nie mamy. Te słowa mogą wzbudzić w dziecku krótkotrwałą frustrację, ale zadaniem rodzica jest narażanie się na złość i frustrację.

Brat koleżanki na T-shirt Gucci za 700 złotych sam oszczędzał.

To rozsądne podejście. Pokazuje, że zdobycie czegoś dla nas ważnego jest związane z wysiłkiem.

I nie powinniśmy oceniać, że to kawałek bawełny z metką za tyle pieniędzy?

Nie oceniajmy, jak w czasach socjalizmu, że ci biedni to są dobrzy! Jako rodzic nie muszę się zastanawiać, dlaczego on chce tę koszulkę, bo to jasne: naoglądał się, taka jest moda, przed kolegami chce się pochwalić.

Ja mam się zastanowić, dlaczego nie chcę mu jej kupić lub dlaczego chcę to zrobić. Jeśli mnie na nią stać, to mu ją kupuję bez nadawania znaczenia i mówienia: "Chciałbym, żebyś pamiętał, że pieniądze to nie wszystko". Jeśli za jakiś czas syn przyjdzie i poprosi o T-shirt za 3000 złotych, a potem kolejny za 5000, to zapytałbym go, o co mu chodzi z tymi T-shirtami. I to pomogłoby mu w rozwoju, stałoby się wyjściem do rozmowy na ten temat - bez oceniania.

Ale dzisiaj w niektórych kręgach krytykowane jest obnoszenie się z bogactwem, a gloryfikowane noszenie swetrów z lumpeksu.

To też jest pokazywanie, jak bardzo nie chcemy przyznać, że pieniądze są dla nas ważne. Bogaćmy się, ale bądźmy świadomi, jaki przekaz dajemy dzieciom. Bo co jest złego w bogaceniu się? Nic. Złe jest obnoszenie się z bogactwem - ubieranie się tak, żeby nikt nie miał wątpliwości, ile kosztowała torebka czy buty.

I tak zatoczyliśmy koło.

Tomasz Srebnicki - dr n. med., starszy asystent w Klinice Psychiatrii Wieku Rozwojowego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, certyfikowany terapeuta poznawczo-behawioralny. Wykładowca w Szkole Psychoterapii Centrum CBT-EDU.

Ola Długołęcka - redaktorka, która inspirację do tematu potrafi znaleźć w podbitym niechcący oku. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda.

Komentarze (132)
Zaloguj się
  • antykonformista

    Oceniono 46 razy 36

    Powtórzę raz jeszcze: Wywiad szkodliwy i stronniczy. I piszę to jako naukowiec (socjolog) a nie frustrat, który ma jakiś problem z tym, że "dzieciaki zarabiają". Nie. Nie mam z tym problemu absolutnie. Problem jest innej natury. A kto czytał mój komentarz już, oczywiście pod TYM SAMYM tekstem (tylko w innym miejscu), z góry go przepraszam za powtórzenia.

    Pomijam fakt, jak bardzo stoi w opozycji do Waszych "Piątków dla klimatu".
    Znów dwie sroki za ogon chcecie ciągnąć. Choć jakby się zastanowić, to jedną. Przecież i ten wywiad, i religia klimatyczna, mają ten sam cel: uświadomić plebsowi, że bogaty może więcej...

    Dobra. Skupmy się na młodzieży, bo o tym jest artykuł. Otóż młodzież współczesna jest bardzo inna od wszystkich poprzednich. Główny nurt nie ma rozterek "być, czy mieć?". Odpowiedź jest oczywista: MIEĆ.

    To WY żeście wpędzili dzieciaki w kult marek. I to tych najbardziej luksusowych, pokroju Gucci. Popularny wśród młodzieży raper, a prywatnie patostreamer zboczeniec/być może pedofil (jego nick: 6IX9INE) ma nawet tzw "piosenkę", gdzie jedyne słowa to "Gucci Gang". sprawdźcie, ile to to ma wyświetleń.

    Współczesna młodzież głównego nurtu (podkreślam, bo są wyjątki) ma obsesję na punkcie bardzo drogich rzeczy. Mając je, czuje się lepsza. Wybrana. Oczywiście mnóstwo koncernów na tym zarabia. Zarabia na WASZYCH dzieciach. I nie są to uczciwe zarobki, tylko tysiące procent i więcej.

    I owszem, to prowadzi do kompleksów. Prowadzi do zniszczenia psychiki, do sprowadzenie samego siebie do roli TOWARU. I Wasze ukochane córeczki będą jedynie zabawką dla jednego czy drugiego bogacza. Albo wręcz pozera, całego w porządnej jakości podróbkach. Takie sytuacje mają miejsce, o tym się nie pisze, nie mówi. A fejkowy Rolex w klubie umie zdziałać więcej, niż pigułka gwałtu.

    Kto ma towary luksusowe, jest w ich oczach superbohaterem. Nadczłowiekiem. Jemu więcej wolno. I taki jest przekaz. Co ciekawe i poniekąd tragiczne, ten przekaz jest większy w Polsce, niż w dojrzałych gospodarkach Zachodu a nawet w, dajmy na to, Czechach. Dlaczego tak jest? Nie wiem, choć mam teorię, że jest za to odpowiedzialny emanujący wpływ Warszawy, z jej śmietanką celebrytów, kasą gangsterów, a także zetknięciem tych dwóch światów, a raczej półświatków. Kompleksem Warszawy wykazuje się młodzież okolicznych miast (Wołomin, Legionowo, Pruszków = bardzo zepsuta, skrajnie skomercjalizowana młodzież)a nawet Łodzi. Dalej, rozlewa się to po Polsce znacznie bardziej niż po wspomnianych Czechach, gdzie stolicą jest kulturalna i turystyczna Praga.

    To jest wychowywanie sobie całego pokolenia, które z otwartymi rękami przyjmie rządy PLUTOKRACJI. Zastanówcie się nad tym, i Wy rodzice, i Wy, dziennikarze.

  • harry.s.totteles

    Oceniono 35 razy 33

    Ten wywiad jest tragiczny, to jakieś oswajanie patologicznej oligarchii, wręcz nowego feudalizmu. Wyjątkowo szkodliwa propaganda.

  • mr.dziik

    Oceniono 35 razy 31

    Ciekawe podejscie Pana Doktora - a może po prostu warto uświadomić dziecku (bo to w sumie jeszcze dziecko), że wydawanie 700zł na koszulkę to zwyczajnie bardzo źle wydane pieniądze ? Ze jak się ma nawet furę pieniędzy to lepiej kupić T-shirt za złotych 30 i resztę przeznaczyć na jakiś lepszy cel ? (schronisko, fundacje, zbiorkę pieniędzy na leczenie itp.) Tym sie w dzisiejszych czasach nie da pochwalić ?? To taka jest ta "Wyższa klasa" do której niektórzy aspirują ??

  • nukula4

    Oceniono 31 razy 27

    Wszystko zgodnie z kapitalistyczną normą: Etap:
    1. bogaci mają lepsze szkoły, ubrania, srajfony
    2. Bogaci mają ustawowe przywileje (tytuły, stanowiska)
    3. Po co wydawać pieniądze na szkołę, służbę zdrowia wystarczy to zapewnić uprzywilejowanym
    4. Powstaje Polska dwóch narodów? nie, panów i sług. W razie wojny bronić nas będą amerykanie.
    O takie Polskie!

  • jarek_pierwszy_wyspany

    Oceniono 22 razy 22

    >miał też tzw. czejn - łańcuch

    Miał też tzw szus - buty i tzw szirt - koszulę

  • Rafał Piasecki

    Oceniono 24 razy 22

    Pani redaktor co to jest tzw. czejn? a może chain? może przyjechał na wywiad tzw. peżotem?. A tak na serio łańcuch to łańcuch nie trzeba przerabiać Angielskiej nazwy skoro niczemu to nie służy.

  • aarvedui

    Oceniono 18 razy 18

    Serio, jakakolwiek odzież z "logo" to wieśniactwo.
    Kiedyś krawiec czy szewc nie musiał dodawać "logo", wystarczyła jakość usługi.
    I ta codzienna jakość miażdżyła te wszystkie dzisiejsze "sruczi" i "wieśniacze".
    Dzisiaj właśnie coś na zamówienie to jest luksus - a nie logo z d...

  • e50504

    Oceniono 25 razy 17

    Gazeta Wyborcza która sama w sobie jest ordynarną pochwałą konsumpcjonizmu, Gazeta która prorokowała że za chwilę w tym kraju mieszkać będą tylko Młodzi, Wykształceni i z Wielkich Ośrodków. Gazeta, która za swoją misję uczyniła promowanie kultu konsumpcjonizmu, celebrytów i jakichś kretyńskich instablogerek, teraz próbuje umyć rączki jednym wywiadem.

    Beka na miarę wykupienia Twojego Weekendu, po to by źli ludzie nie mogli kupczyć kobiecym ciałem xD

    No nic, my tu gadu gadu, ale kiedy na waszych łamach obszerna reklama kolekcji jakieś biedamarki co zatrudnia azjatyckie dzieci?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX