Nie ma danych epidemiologicznych na temat tężyczki

Nie ma danych epidemiologicznych na temat tężyczki (fot. Shutterstock)

społeczeństwo

"Lekarz mówił, że to stres, bo małe dzieci, bo praca. I żebym się wyspała, nie denerwowała"

Myślałam, że zwariowałam, że jestem hipochondryczką - mówią kobiety, które o trafną diagnozę walczyły niekiedy latami. Kasia, mając już dodatni wynik próby tężyczkowej, usłyszała w gabinecie lekarskim, że tężyczka to bzdura. Nie ma takiej choroby. Co więc powoduje, że tracisz na kilka miesięcy zdolność do pracy albo trafiasz na SOR, bo nie możesz oddychać?

- Jeśli każdy napotkany lekarz mówi ci, że masz coś z głową, to myślisz sobie, że może faktycznie tak jest - opowiada Natalia, która po silnym ataku tężyczkowym próbowała uzyskać odpowiedź na pytanie: co się ze mną dzieje?

- Obudziłam się w środku nocy z wysokim ciśnieniem, uczuciem mrowienia, było mi gorąco, omdlewałam - kontynuuje. - Przez pół roku po tym ataku nie pracowałam. Mam takie szczęście, że mogłam. Przez pierwszy miesiąc nie byłam w stanie chodzić. Leżałam u mojej mamy na podłodze i płakałam. Budziłam się rano, jadłam śniadanie i musiałam kłaść się z powrotem, bo nie dało się nawet siedzieć: sztywniał mi kark, ramiona, przewracałam się.

Natalia przez te pół roku odwiedziła kilkunastu lekarzy różnych specjalności. Wszystkich prywatnie, więc jak szacuje, wydała na wizyty i specjalistyczne badania kilka tysięcy złotych.

- Sama wcześniej nie słyszałam o tężyczce. Powiedziała mi o niej koleżanka, u której ją zdiagnozowano. Ja byłam wtedy już po holterze [badanie EKG, które trwa minimum 24 godziny i jest rejestrowane przez specjalne przenośne urządzenie - przyp. red.], rezonansie kręgosłupa, wizytach u gastrologa, fizjoterapeuty, laryngologa, reumatologa. Nikt spośród lekarzy nie zasugerował badania w kierunku tężyczki. Wszyscy rozkładali ręce i proponowali mi albo antybiotyki, albo antydepresanty. Albo sugerowali, że sobie to wszystko wymyśliłam - mówi Natalia.

Przenośny rejestrator holterowski do mierzenia EKG serca (fot. Sebastian Rzepial / Agencja Gazeta)
Przenośny rejestrator holterowski do mierzenia EKG serca (fot. Sebastian Rzepial / Agencja Gazeta)

Jak depresja albo nerwica

Czym zatem jest tężyczka? Wyróżnia się dwa rodzaje choroby: jawną - która pojawia się po m.in. wycięciu tarczycy i związana jest z niedoborem wapnia - oraz utajoną, tzw. spazmofilię - wynikającą z niedoboru magnezu komórkowego. Dzienne zapotrzebowanie na magnez u dorosłego człowieka wynosi około 310-420 mg, a w przypadku ludzi pracujących fizycznie, sportowców oraz chorych (cukrzyków, pacjentów po operacjach) wymagana dawka może być wyższa. Jeśli organizm nie będzie otrzymywać odpowiednich ilości magnezu, zacznie sygnalizować to poprzez najróżniejsze dolegliwości, m.in. bóle głowy, skurcze.

O ile postać jawna tężyczki jest zazwyczaj szybko diagnozowana przez endokrynologów, którzy wdrażają odpowiednie leczenie, o tyle tężyczkę utajoną wykrywa się znacznie trudniej. Nie ma jednego charakterystycznego objawu, na podstawie którego można z dużym prawdopodobieństwem rozpoznać spazmofilię. Pacjenci zgłaszają się do lekarzy z różnymi dolegliwościami, często maskującymi przyczynę. Objawy tężyczki bywają więc leczone jako depresja, nerwica, a czasem nawet padaczka lub problemy kardiologiczne.

- Miałam ataki paniki, ale myślałam, że to są ataki astmy dusznościowej, z którą borykam się od dzieciństwa - opowiada Iza. - Tygodniami byłam niezdolna do funkcjonowania na normalnych obrotach, czułam się jak zombie, wiecznie zmęczona. Jeden z ataków duszności skończył się trzema tygodniami leżenia i szpitalem. Tam zasugerowano mi leczenie nerwicy.

Iza zaczęła chodzić do lekarzy prywatnie. Pierwsze, co jej przepisano, to xanax - lek przeciwlękowy. By mogła szybko stanąć na nogi, wrócić do pracy i działać. A reszta - potem.

- Problem jest taki, że jak stajesz na nogi, to nie ma "potem". Wracasz do codziennej rutyny i zasuwasz. A przyczyny twoich dolegliwości zostają zamaskowane. Xanax działa - ironizuje.

Fakty i mity na temat tężyczki

To choroba kobiet? Nie, chorują na nią również mężczyźni, często ci, którzy dużo pracują, aktywnie uprawiają sporty, ponieważ magnez jest wydalany z organizmu m.in. z potem.

Wymaga leczenia psychiatrycznego? To zależy od podłoża choroby, czasem potrzebne jest włączenie również leków antydepresyjnych, nasennych itp., by poprawić komfort życia pacjenta.

Co sprzyja rozwojowi tężyczki utajonej?
- Stres
- Choroby: borelioza, astma
- Zaburzenia metaboliczne: cukrzyca, insulinooporność, hashimoto, nietolerancje pokarmowe
- Intensywny wysiłek fizyczny, np. bieganie
- Przyjmowanie leków, które wypłukują lub utrudniają wchłanianie magnezu: antybiotyki, antydepresanty, leki przeciwbólowe i "na zatoki" zawierające fenylefrynę, pseudoefedrynę, kodeinę, kofeinę; leki moczopędne, inhibitory pompy protonowej (przepisywane m.in. na zgagę i refluks).

- Bardzo duża część lekarzy, których znam, nie wierzy w tężyczkę, choć tężyczka jawna jest w klasyfikacji chorób WHO, utajona traktowana jest natomiast jako objaw, a nie rozpoznanie. Ale i tak mówią, że to objaw histerii, że dolegliwość dotyczy głównie kobiet, które nie wiedzą, co ze sobą zrobić, więc szukają sobie choroby - twierdzi dr Katarzyna Toruńska, neurolog, która wyspecjalizowała się w leczeniu tężyczki utajonej. - Tymczasem ryzykiem nieleczenia tężyczki jest narastanie objawów, i to zarówno tych somatycznych, jak i psychicznych. W rezultacie pacjenta bardzo często trzeba leczyć psychiatrycznie.

Gdy leczenie zostanie wdrożone w porę, wystarczy odpowiednio dobrana suplementacja magnezu, witaminy D3, czasem także wapnia i potasu - w zależności od indywidualnych niedoborów pacjenta. Banalne, ale leczenie można rozpocząć dopiero, gdy zostanie postawiona trafna diagnoza. Ale o nią nie jest łatwo.

O ile postać jawna tężyczki jest zazwyczaj szybko diagnozowana przez endokrynologów, którzy wdrażają odpowiednie leczenie, o tyle tężyczkę utajoną wykrywa się znacznie trudniej (fot. Shutterstock)
O ile postać jawna tężyczki jest zazwyczaj szybko diagnozowana przez endokrynologów, którzy wdrażają odpowiednie leczenie, o tyle tężyczkę utajoną wykrywa się znacznie trudniej (fot. Shutterstock)

"Wyglądałam jak po udarze"

Mówią kobiety, które funkcjonowały z niezdiagnozowaną tężyczką, nieraz przez długie lata.

Dagmara: - Od kilku lat nasilały się u mnie dziwne objawy, ale sądziłam, że jestem po prostu hipochondrykiem. Czasem "skakało" mi oko, miałam zawroty głowy albo kłopoty z oddychaniem. Wysyłano mnie do różnych specjalistów: od alergologa po kardiologa i endokrynologa. W 2013 roku miałam silny atak, który wystąpił nagle. Siedziałam w pracy i zaczęłam widzieć podwójnie litery na ekranie. Pomyślałam, że to oczopląs, ale w lustrze moje oczy wyglądały normalnie, nie zezowały, tylko miałam uczucie, że moje gałki są napięte. Do tego doszło uczucie zwężenia krtani i kłopoty z oddychaniem, palpitacje serca i przykurcze rąk. Diagnoza internistki:  mikrowylew.

Kasia: - Pierwsze objawy pojawiły się u mnie dwa, trzy lata temu: skurcze mięśni, drętwienie różnych partii ciała, zwłaszcza bardzo nieprzyjemne drętwienie krtani, któremu towarzyszył lęk, że już nie umiem oddychać i na pewno się uduszę. Gdy zgłaszałam się do lekarza, mówił, że to stres, bo małe dzieci, bo praca. I żebym się wyspała i nie denerwowała. A ja nie czułam się bardziej zestresowana i mniej wyspana niż byłam pięć czy 10 lat temu, więc skąd te dziwne objawy?  Pojawiały się coraz częściej i były coraz mocniejsze. W końcu bałam się zostawać sama w domu z córkami, bo od razu miałam wizję, że umrę i koty mnie zjedzą,  a dzieci nie będą umiały zadzwonić na 112.

Olga: - Cztery lata temu trafiłam do szpitala z podejrzeniem udaru, który określono jako TIA - przemijający atak niedokrwienny. Zrobiono mi wtedy mnóstwo badań, które niczego konkretnego nie wykazały. Ataki zaczęły się jednak powtarzać. Wyglądałam po nich rzeczywiście jak po udarze: opadała mi warga, drżała ręka, palce dłoni układały się w dziwny gest. Ręka wyglądała jak szczypce kraba. To trwało dwie, trzy godziny i mijało. Diagnozowano mnie w kierunku różnych problemów neurologicznych. Pierwsza pani neurolog bez żadnych badań postawiła diagnozę: naczyniak mózgu. Ale tomografia nie wykazała naczyniaka, więc podejrzenie padło na stwardnienie rozsiane. Trafiłam do doktora, który jest specjalistą w tej dziedzinie. Przeprowadził obszerny wywiad, przejrzał wyniki badań i w pewnym momencie chwycił mnie za żuchwę, a ja dostałam gwałtownego skurczu mięśni twarzy - teraz wiem, że to się nazywa odruch Chwostka. Wtedy zlecił mi próbę tężyczkową, mówiąc, że niemal na pewno nie mam stwardnienia, tylko tężyczkę.

Nawet lekarz pierwszego kontaktu jest w stanie postawić wstępne rozpoznanie tężyczki, czyli problemy z napięciem  mięśniowym, i skierować na badanie, które potwierdzi lub wykluczy chorobę. To próba tężyczkowa (ischemiczna), jedno z badań elektromiograficznych (EMG), które sprawdza potencjały elektryczne w mięśniach i nerwach. Badanie polega na nałożeniu na ramię opaski uciskowej i umieszczeniu między kciukiem a palcem wskazującym elektrody igłowej. Elektroda wykonuje pomiar na bieżąco, więc na wyniki badania nie trzeba czekać. Całość trwa mniej więcej kwadrans.

Badanie jest proste i daje jednoznaczną odpowiedź. Trzeba jednak, by ktoś pacjenta na nie skierował. Tak jak lekarze niemal rutynowo zlecają badania w kierunku cukrzycy czy problemów z hormonami tarczycy.

Diagnoza to dopiero początek

- Rozpoznanie to dopiero początek żmudnej drogi. Bo tężyczka ma zróżnicowane przyczyny i ważne jest, by pacjentowi wskazać, z czego choroba wynika w jego przypadku: czy z zaburzeń endokrynologicznych, metabolicznych czy innych. Różne obciążenia internistyczne, nefrologiczne czy psychiatryczne też mogą prowadzić do tężyczki. Próba tężyczkowa to tylko pierwszy krok w kierunku pełnej diagnozy - zaznacza dr Toruńska.

Potwierdzają to przypadki kobiet, z którymi rozmawiałam. Dagmara cierpi na isulinooporność, Kasia ma cukrzycę typu 2, Olga od 21. roku życia leczy się na depresję, Iza choruje na astmę i ma epizody depresji, Natalia leczyła się przez kilka miesięcy z choroby odkleszczowej.

- Współpracuję z lekarzami różnych specjalizacji: mam "swoich" endokrynologów, psychiatrów, kardiologów czy diabetologów. Stanowimy taki zespół, który się wspiera w leczeniu pacjentów, żeby było skuteczne. Najprościej jest oczywiście leczyć tylko objawowo, np. dać pacjentowi antydepresanty - i oczywiście są przypadki, w których to pacjentowi pomaga. A powinno się leczyć tę chorobę przyczynowo, bo tylko wtedy uzyskujemy trwały efekt w postaci dobrego samopoczucia - mówi dr Toruńska.

Odzyskanie dobrego samopoczucia jest dla pacjentów bezcenne. Podobnie jak możliwość powrotu do normalnego funkcjonowania: pracy, aktywności fizycznej czy wyjazdu na urlop bez strachu, że "coś się stanie".  - Poznanie diagnozy daje ogromną ulgę. Wiesz, co ci dolega, wiesz, jak z tym walczyć, i wiesz, że to minie - mówi Iza.

Odzyskanie dobrego samopoczucia jest dla pacjentów bezcenne (fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta)
Odzyskanie dobrego samopoczucia jest dla pacjentów bezcenne (fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta)

- W zeszłym tygodniu byłam po raz pierwszy od trzech lat na zajęciach z jogi - mówi Olga. - Wcześniej chodziłam na ashtangę trzy razy w tygodniu, jeździłam na rowerze. Mam nadzieję, że uda mi się wrócić do aktywności fizycznej na tyle, na ile moje ciało pozwoli.

Natalia zna historie tężyczkowców, którzy tracili pracę. - Bo ktoś ma epizod, źle się czuje, przyjeżdża karetka, robią mu badania i wychodzi, że człowiek jest zdrowy. Po kilku takich sytuacjach ma opinię symulanta, hipochondryka - zauważa.

Choroba cywilizacyjna?

- Zwiększenie świadomości istnienia tej choroby jest bardzo ważne. Kiedy studiowałam, tężyczka była traktowana po macoszemu: dwa zdania i że właściwie to nieważne. Gdy zajęłam się tężyczkami utajonymi, już jako lekarz neurolog w szpitalu, korzystałam głównie z literatury francuskojęzycznej, bo polskiej nie było. Zajęłam się tężyczką z bardzo prozaicznego powodu: szefowa mi kazała, bo nikt nic na ten temat nie wiedział i nie było pomysłu, co robić z takimi pacjentami. A było ich sporo. Więc siadłam, zaczęłam czytać, dokształcać się i tak stworzyliśmy pierwszą w Polsce poradnię tężyczkową - opowiada dr Toruńska.

Nie ma danych epidemiologicznych na temat tężyczki, nikt nie gromadzi statystyk. Jednak każda z moich bohaterek zna przynajmniej dwie, trzy osoby, które też mają zdiagnozowaną tężyczkę. I kilka z objawami tężyczkowymi, którym same wskazały, że warto się przebadać w tym kierunku. Obserwację tę potwierdza dr Toruńska: - Na pewno w ostatnich latach zauważam wzrost przypadków. Można nazwać tężyczkę chorobą cywilizacyjną i spodziewać się, że pacjentów będzie coraz więcej.

Wśród czynników, które znacząco wpływają na liczbę zachorowań, jest m.in. stres. Doktor Toruńska zauważa także, że coraz więcej pacjentów, którzy do niej trafiają, ma niezdiagnozowane problemy metaboliczne: niedoczynność tarczycy, hashimoto, insulinooporność. - To gleba dla tężyczki. Generalnie wszyscy mamy za mało magnezu i powinniśmy go suplementować. Żywność jest dziś uboga w magnez z powodu zanieczyszczenia środowiska, dodatkowo często konserwuje się ją np. fosforanami, które hamują wchłanialność magnezu. Hipomagnezemia jest powszechna - dodaje dr Toruńska.

Wykonanie próby tężyczkowej jest możliwe w większości przychodni neurologicznych, skierowanie dostaniesz od lekarza pierwszego kontaktu.

Katarzyna Nowakowska. Dziennikarka, redaktorka, felietonistka. Od wielu lat związana z mediami kobiecymi i lifestyle'owymi. Tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać).

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku