Nie jesteśmy tak oryginalni, jak nam się wydaje

Nie jesteśmy tak oryginalni, jak nam się wydaje (fot. Shutterstock)

życie bez filtra

Kopiowanie pod publikę. "Instagram po wyłączeniu funkcji lajkowania ma szansę być bardziej kreatywnym miejscem"

Pasażer w łódce, widok z okna w samolocie, poranek widziany przez otwarty namiot. Kolejne takie ujęcie. I kolejne. Różnią się światłem, czasem kolorami fotografowanych przedmiotów, ale pomysł na zdjęcie i kompozycja są te same. Nie jesteśmy tak oryginalni, jak nam się wydaje, co obnaża profil Insta Repeat, prowadzony przez Emmę Sheffer. Autorka sprytnie zestawia setki takich samych ujęć i pokazuje, jak powtarzalni jesteśmy w swoim widzeniu świata.

Emma Sheffer, Amerykanka mieszkająca na Alasce, ukrywająca się pod nazwą Insta Repeat, chroni swoją prywatność i poza lakonicznymi komentarzami na swoim profilu na Instagramie nie udziela się w social mediach. W rozmowie ze mną określa siebie jako kuratorkę i badaczkę. Jej profil ma ponad 360 tysięcy obserwatorów, a większość przygotowanych przez nią kolaży - na każdy składa się 12 bliźniaczo wyglądających zdjęć różnych autorów -  jest gorąco komentowana i zbiera kilka tysięcy lajków.

Pod kolażami pojawiają się też negatywne reakcje - wiele osób jest niezadowolonych, że ich zdjęcia zostały wykorzystane przez Emmę do jej zestawień. Autorka przyznaje jednak, że nie martwi się krytyką, gdyż każde starcie wzmaga popularność jej profilu, a tym samym przyczynia się do dyskusji o tym, co jest w sztuce świeże, a co jest tylko mimikrą. Sheffer deklaruje, że znajdowanie bliźniaczo podobnych zdjęć na Instagramie przychodzi jej bez trudu. Przeczesuje profile i robi screenshoty tych fotografii, które wyglądają "generycznie", czyli są replikami.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Insta Repeat (@insta_repeat) Sty 23, 2020 o 2:58 PST

Ujęcie z kajaka z pasażerem z przodu, ręka na kierownicy, chmury za oknem samolotu, hamak w lesie, mała postać u podnóża wodospadu to tylko kilka przykładów ujęć, które są powielane w milionach, a na pierwszy rzut oka mogą wydawać się oryginalne. Zdjęcia na profilu Insta Repeat dzielą się, według Emmy, na realizowane w dokładnie tych samych miejscach i na takie, które robione są w różnej scenerii, ale mają analogiczną kompozycję. Z zestawiania tych zdjęć wynika, że chociaż wielu jest przekonanych o świeżości i oryginalności swoich realizacji, tak naprawdę mieścimy się w średniej, tworzonej przez miliony użytkowników w sieci.

Efekt kameleona

Autorka profilu zapytana, czy jej zdaniem media społecznościowe wzmagają tendencję do kopiowania, odpowiada, że wybieranie utartych, akceptowanych przez wszystkich dróg i rozwiązań wynika z ludzkiej natury. - Pomyśl o szkole średniej - mówi Sheffer. - Popularne jest to, co jest znane i piękne. Zazwyczaj dziwność i nietypowość nie cieszą się popularnością. W ludzkiej naturze leży podążanie za trendami - podsumowuje.

Tendencja do naśladownictwa po raz pierwszy została nazwana "efektem kameleona" przez badaczy Tonyę Chartrand i Johna Bargha w artykule pod tytułem "The chameleon effect: The perception - behavior link and social interaction", który został opublikowany w "Journal of Personality and Social Psychology" w 1999 roku. Badacze pisali w nim o naszym podświadomym dążeniu do kopiowania zachowania, gestów osób, z którymi wchodzimy w interakcję. Z obserwacji naukowców wynikło, że instynktowne naśladownictwo innych sprawia, że relacje międzyludzkie stają się łatwiejsze, przebiegają płynniej.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Insta Repeat (@insta_repeat) Cze 27, 2019 o 9:35 PDT

Temat rozwinął w Polsce prof. Wojciech Kulesza z Uniwersytetu SWPS w opublikowanej w 2016 roku książce "Efekt kameleona. Psychologia naśladownictwa". Prof. Kulesza zauważył w niej między innymi, że tendencję do naśladowania danej osoby wzmacnia nie tylko jej atrakcyjność fizyczna, ale również interpersonalna, czyli mówiąc prościej - to, czy cieszy się ona popularnością i jest akceptowana przez otoczenie.

Przenosząc tę obserwację na grunt Instagrama, można zaryzykować stwierdzenie, że popularność danego profilu mierzona liczbą lajków i komentarzy skłania do powielania zdjęć, które są na nim publikowane. Jeśli dana fotografia przyniosła komuś popularność, to dlaczego nie iść na skróty i naśladując pierwowzór, nie zwiększyć własnej ekspozycji w sieci?

Zapętlenie w świecie lajków

Tworzenie wizerunku w Internecie, a tym jest codzienne publikowanie zdjęć w mediach społecznościowych, to balansowanie między relacjonowaniem własnego życia, zahaczającym niekiedy o ekshibicjonizm, a wpisywaniem się w utarte trendy i zabieganiem o "lajeczki". Zdaniem fotografki Kaśki Marcinkiewicz trwamy w klinczu lajków i dlatego wybieramy to, co znane i akceptowalne.

- Insta Repeat to najlepszy komentarz do rzeczywistości mediów społecznościowych, jaki ostatnio widziałam - mówi fotografka. - Obnaża, że Instagram jest jedynie grą z kalkami w naszych mózgach, ze słynnym "lubimy tylko te piosenki, które już znamy". Pokazuje, jak funkcjonujemy jako odbiorcy i nie jest to obraz pochlebny. Zapętliliśmy się w świat lajków, poklasku, co dla twórców jest pułapką, chociaż dla niektórych jest to też realna kasa. Poruszanie się po bezpiecznym gruncie jest zwyczajnie opłacalne - tłumaczy Marcinkiewicz.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Insta Repeat (@insta_repeat) Paź 10, 2018 o 10:21 PDT

Niemal wszystkie aktywności na naszych profilach w social mediach są łaszeniem się o akceptację. To przecież dla wirtualnego obserwatora przybieramy te wszystkie pozy i miny. Skoro wrzucamy swoje zdjęcia do sieci, często na otwarte profile, to w domyśle chcemy, by polubił, skomentował lub zaszerował je ktoś więcej niż kumpel z podstawówki. Opowieści o tym, że nie zależy nam na tym, jak jesteśmy postrzegani, że prowadzimy profil tylko dla siebie i jest on rodzajem wirtualnego pamiętnika, przypominają mało wiarygodne tyrady aktorów, że nie zależy im na sławie, ale wyłącznie na jakości tego, co robią. "Hamlet" grany do lustra lub dla garstki przyjaciół to może i sztuka w czystej postaci, ale po jednym przedstawieniu zaczyna raczej przypominać sztukę dla sztuki.

Rewolucją w podejściu do autopromocji w mediach społecznościowych może okazać się zlikwidowanie możliwości lajkowania na Instagramie. - Instagram po wyłączeniu tej funkcji ma szansę być bardziej kreatywnym miejscem. Twórcy bardziej skupią się na jakości i spójności contentu, a nie prostych patentach prowadzących do tego, że odbiorca kliknie. Niby wszystko w sztuce już było, ale tym bardziej my, artyści, jesteśmy zobowiązani, żeby reinterpretować, szukać, łamać schematy  - podkreśla fotografka. Emma Sheffer przekonuje, że hasło: "wszystko już było" jest zręczną wymówką dla kopistów. - Typową reakcją jest mówienie, że nie da się zrobić unikatowego zdjęcia w czasach, gdy tyle fotografii zalewa świat. Nie zgadzam się z tym i uważam, że jest to wyraz niechęci do poszukiwań. Oryginalność może być niekomfortowa, wymaga wysiłku i wyjścia ze strefy komfortu - podsumowuje.

Dowodem na to są choćby instagramowe konta aktorki Amy Schumer, komiczki Celeste Barber, które w kształtowaniu swojego wizerunku wymykają się schematom i bezkompromisowo obnażają absurdy codzienności. W Polsce aktorka Aleksandra Domańska nie boi się śmiać z samej siebie i nikogo nie stara się naśladować.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez @amyschumer Sty 8, 2020 o 7:37 PST

Kaśka Marcinkiewicz podkreśla, że dzięki aparatom fotograficznym w smartfonach i profesjonalnemu sprzętowi, który stał się dostępny dla amatorów, każdemu może się wydawać, że jest fotografem. Jednak imitowanie sprawdzonych patentów może być miłą dla oka rozrywką, ale z fotografią profesjonalną ma niewiele wspólnego. - Bardzo się cieszę, że ludzie masowo robią zdjęcia, myślę, że czas wzmocnić ich kreatywność i pobudzić do samodzielnego myślenia - podsumowuje Marcinkiewicz. Tylko co zrobić, jeśli to właśnie samodzielne myślenie jest największym wyzwaniem?

Alicja Wysocka - Świtała. Jest partner zarządzającą i współwłaścicielką agencji Clue PR. Od kilkunastu lat zajmuje się komunikacją lokalnych i globalnych marek. Zdobywała doświadczenie w agencjach sieciowych w Warszawie i Nowym Jorku, ma na koncie nagrody SABRE, Magellan Awards i KTR. Absolwentka dziennikarstwa na UW, studiowała amerykanistykę na UW i w Oslo. Prowadzi zajęcia z PR w Collegium Civitas oraz zasiada w jury Złotych Spinaczy i Stevie Awards.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku