Rozmowa
Region Laponii w Finlandii (fot. Shutterstock)
Region Laponii w Finlandii (fot. Shutterstock)

"Nie ma znaczenia z kim sypiamy, dopóki dobrze segregujemy śmieci".

Ten cytat bardzo dużo mówi o Finach, a może nawet wszystko. Dopóki jesteś dobrym obywatelem, dbasz o środowisko, o to, żeby ludziom dobrze się żyło, co za różnica, czy masz w łóżku kobietę, czy mężczyznę.

Ale chyba nie zawsze tak było. Małżeństwa jednopłciowe z prawem do adopcji dzieci są w Finlandii legalne od kilku lat.

Finlandia nie jest na tym polu takim pionierem jak na przykład Holandia, ale w końcu zdała sobie sprawę, że nie ma co się przed tym bronić, bo i po co? Tym bardziej że równość jest tam niezwykle ważna, zarówno na poziomie instytucjonalnym, jak i życia codziennego. Nie przypominam sobie, żebym poznała kogoś ze społeczności LGBT, kto czułby się prześladowany. Być może są takie miejsca w Finlandii, gdzie trudno być gejem, ale nie umiem ich sobie wyobrazić.

Finlandii, którą traktujemy jako część skandynawskiego świata, choć jest osobna.

Myślę, że niektórym wszystko zlewa się w całość w związku ze szwedzką okupacją. I rzeczywiście, to, jak państwo funkcjonuje w sensie ustroju, administracji, biurokracji, modelu socjalnego jest pozostałością szwedzką. Pod tym względem można Finlandię wrzucić do jednego worka ze Szwecją, Danią czy Norwegią. Jednak pod wieloma innymi względami kulturowo-geograficznymi to kraj inny od swych skandynawskich sąsiadów - pomiędzy nordyckim modelem państwowości a słowiańską fantazją.

Helsinki, stolica Finlandii (fot. Shutterstock)

Powiedziałaś o okupacji i rozumiem, że taka jest fińska narracja historyczna. Ale Szwecja nie podbiła Finlandii, bo jej zwyczajnie nie było na mapie, a ziemią, która dzisiaj jest Finlandią, władała przez 700 lat. Czy można więc rzeczywiście mówić o okupacji?

Ta narracja okupacyjna jest XX-wieczna, współczesna, postkolonialna, bo rzeczywiście Finlandia nie posiadała swojej państwowości, kiedy przybyli tam Szwedzi. Z drugiej strony można mówić o okupacji w sensie kulturowym, bo pod szwedzkim panowaniem Finowie nie mogli się posługiwać swoim językiem i często byli zmuszeni do zmiany nazwisk z fińskich na szwedzkie. Szczególnie jeśli chcieli robić kariery albo po prostu być traktowani lepiej. Efekty tego widać zresztą do dzisiaj. Szwedzkojęzyczni Finowie są znacznie zamożniejszą, lepiej sytuowaną grupą. Nawet żartują, że nadal rządzą nimi Szwedzi.

Fiński stosunek do Szwedów to klasyczne Hassliebe, miłość-nienawiść?

Dobrze to określiłeś. To jest właśnie taka bardzo skomplikowana relacja. Finowie zazdroszczą Szwedom i jednocześnie nie chcieliby nimi być. Z jednej strony zazdroszczą im międzynarodowej pozycji, znacznie wyższej od fińskiej, z drugiej - uwielbiają wyśmiewać szwedzkie zbytnie dbanie o siebie.

Czasami można dostać w twarz za mówienie po szwedzku.

To się zdarza, ale nie jest masowym zjawiskiem. Natomiast faktycznie badania pokazują, że prawie połowa szwedzkojęzycznej młodzieży fińskiej padła ofiarą takiej czy innej dyskryminacji. Wielu Finów po prostu uważa, że w Finlandii powinno się mówić po fińsku. Jak się trafi na taką osobę, szczególnie mówiąc po szwedzku, można się spodziewać chłodnej reakcji. Chyba że jest się turystą. Wtedy nie ma problemu.

To jak z hiszpańskim w Katalonii.

Tak, to jest bardzo podobna relacja, powodowana w gruncie rzeczy obawą o swój język i kulturę.

Tove Jansson, twórczyni Muminków, była jednakowoż Finką piszącą po szwedzku.

Większość twórców fińskiej kultury urodziła się w szwedzkojęzycznych rodzinach. Tove nie jest tu żadnym wyjątkiem. Na marginesie dodam, że to niejedyna mniejszość, do której należała, bo była także lesbijką, o czym w Polsce się raczej nie mówi.

Tove Jansson, twórczyni Muminków (fot. Shutterstock)

I jak Finowie radzą sobie z jej szwedzkojęzycznością?

Oddzielają Muminki od Tove. Muminki stały się takim symbolem, że przestały nawet potrzebować autorki, choć jest to niesprawiedliwe, bo historie Muminków to przecież życie Tove Jansson. Okazuje się, że można być Finem, który się denerwuje, że musi się w szkole obowiązkowo uczyć szwedzkiego i jednocześnie chodzić na te zajęcia w koszulce z Muminkami.

Bardzo to niezwykłe - a propos orientacji Jansson - że dwoje najbardziej znanych w światowej popkulturze Finów to osoby homoseksualne. Pierwsza to Tove, drugą jest Tom of Finland.

Rzeczywiście, ale jest między nimi ciekawa różnica, bo jeśli chodzi o Tove, można całe życie czytać jej książki o Muminkach i nigdy się nie dowiedzieć, że była lesbijką. A gejostwo Toma, czyli Touko Laaksonena, było fundamentem jego artystycznej twórczości. To przecież erotyczne, wręcz pornograficzne rysunki muskularnych mężczyzn z wielkimi penisami przyniosły mu sławę, a w samej Finlandii pozycję postaci ikonicznej, wręcz bohatera. Nawet w domach heteroseksualnych starszych osób widziałam kubki albo ścierki z twórczością Toma.

Nie mówiąc już o fińskiej poczcie, która wypuściła znaczki z jego dziełami.

Te znaczki pocztowe rozeszły się w okamgnieniu i były największym bestsellerem w historii fińskiej poczty. Wszystko to pokazuje, że Finowie mają do siebie ogromny dystans. Nie muszą być Chrystusem narodów, mogą być rozpoznawani dzięki twórcy mocnej gejowskiej erotyki i być bardzo z tego dumni. Myślę, że to wynika nie tylko z bezpruderyjności Finów, ale także ukochania dizajnu, pięknych przedmiotów, oryginalności. Wszystko to pozwala docenić im twórczość i Tove, i Toma.

Znaczek pocztowy z pracą artysty Tom of Finland (fot. Shutterstock)

I ani słowa o Nokii?

Nokii nie poświęciłam żadnego rozdziału, bo już wystarczająco dużo o niej napisano. Była z pewnością spektakularnym sukcesem i przeżyła równie spektakularny upadek jako potentat telefonii komórkowej, dlatego że ktoś nie uwierzył w koncepcję smartfonu. Ale Nokia nadal działa, bo produkowała i produkuje wiele innych rzeczy. Miałam na przykład jakąś część do roweru z Nokii, co może zaskakiwać ludzi kojarzących ją tylko z telefonami.

Nie tak jak zdanie, że "tango to fińska duma narodowa".

Bo tango kojarzy nam się z argentyńską zmysłowością, a Finowie zaadaptowali je do swej molowej, mrocznej tradycji. Fińskie tango tańczy się inaczej niż argentyńskie, jest w nim - powiedziałabym - raczej rosyjska, słowiańska melancholia. Statystycznie Finlandia ma na głowę obywatela więcej miejsc do tanga niż Argentyna.

Co jeszcze zaskakuje?

O Finach mówi się, że są milczący, nieśmiali i że w kolejce stoją w pięciometrowych odstępach. Zaskoczyło mnie więc to, że często okazują się bardzo otwarci i tacy - jak by to powiedzieć - dziwaczni. Albo inaczej - oryginalni. Nie dają się włożyć w szablony dorosłości czy społecznych konwenansów. Finowie nie powiedzą, że różowe włosy to możesz mieć w wieku nastoletnim, a jak już idziesz do pracy w korporacji, musisz je przefarbować. Zaskakujące były dla mnie też ich relacje rodzinne, które, jeśli się kogoś nie lubi, nie są utrzymywane. Nic na siłę. Ta ich rodzinna niezależność i samodzielność jest oczywiście związana z rozbudowanymi funkcjami państwa, które wręcz zachęca do wyprowadzki z domu, bo płaci za studia i dofinansowuje wszystko: od obiadów do mieszkania.

Nie trzeba prosić rodziców o pieniądze na buty?

To jest niemile widziane, bo skoro student ma tyle dodatków od państwa, powinien sobie radzić sam. Co interesujące, ten fiński system powoduje, że chętniej wyprowadzają się ludzie z mniej zamożnych domów, bo jeśli państwo ich wspiera, to trzeba korzystać. Dziecko z bogatego domu nie ma tu aż takiej zachęty.

Studiowałaś w Finlandii?

Tak, studiowałam przez pięć lat, ale wyjeżdżałam często na wymiany studenckie, więc w sumie wyjdzie jakieś trzy i pół roku w fińskim Turku. Wcześniej też przyjeżdżałam często do Finlandii ze Szwecji.

Wystawa Muminków w Finlandii (fot. Shutterstock)

Skąd ta Skandynawia w twoim życiu?

Od zawsze chciałam się uczyć języków, w dodatku kilku naraz. Studiowałam japonistykę, ale chodziłam też na lektoraty z tureckiego, serbskiego czy greckiego. Potem zawędrowałam na arabistykę, portugalistykę i w końcu na skandynawistykę. Podczas tych studiów wyjechałam na rok do Szwecji i przy okazji zwiedziłam Finlandię.

Miłość od pierwszego wejrzenia?

Nie ma co ukrywać, zakochałam się w Finlandii. Na pewno pomogła mi początkowo znajomość szwedzkiego, bo - jak już ustaliliśmy - w Finlandii wiele osób mówi po szwedzku i wszyscy się go, chcąc nie chcąc, uczą w szkole. Ale potem musiałam się zabrać do nauki fińskiego.

Który do łatwych języków nie należy.

Fiński nie ma nic wspólnego z innymi językami skandynawskimi, bo należy, podobnie jak węgierski czy estoński, do grupy języków ugrofińskich, i rzeczywiście jest bardzo trudny. Szczególnie na początku. Opanowanie podstaw jest dużym wyzwaniem i może zająć nawet kilka lat, ale kiedy już podstawy są opanowane, jest z górki. W końcu nauczyłam się mówić po fińsku, ale nie tak biegle jak po szwedzku.

Zdobyłaś tym serca Finów?

Myślę, że pomógł mi i fiński, i szwedzki, i to, że jestem białą blondynką. Być może gdybym miała ciemniejszy kolor skóry albo pochodziła spoza Europy, miałabym trudniej. Choć Finowie nie są generalnie rasistami. To raczej jeden z bardziej tolerancyjnych narodów.

Saamowie, natywny lud zamieszkujący północną Skandynawię, mieliby w tej sprawie pewnie inne zdanie. Smutne jest to, że Finowie, naród tak walczący ze Szwecją i Rosją o swoją tożsamość, kolonizują innych.

Kwestia Saamów jest rzadko poruszana w Finlandii. Także dlatego, że tam ich prawie nie ma. Zostało zaledwie kilkanaście tysięcy, w Norwegii i Szwecji są liczniejsi. Ten lud jest dziś zagrożony na wiele sposobów, głównie poprzez eksploatację zamieszkiwanych przez nich ziem, na przykład przez budowanie linii kolejowych przecinających miejsca wypasów reniferów.

Organizacje zajmujące się prawami człowieka słusznie zarzucają Finlandii, że nie ma prawa chroniącego mniejszości etniczne, tylko językowe. Prowadzi to do tak kuriozalnej sytuacji, że gdybym nauczyła się języka saamskiego, zostałabym według fińskiego prawa uznana za Saamkę.

Fińska Laponia, region zamieszkiwany przez Saamów (fot. Shutterstock)

Gdybyś miała wymienić trzy rzeczy tworzące Fina, co by to było?

Etos pracy wynikający z luteranizmu, język i absolutnie szczególny stosunek do natury. Bycie blisko natury i szacunek do niej jest podstawą codziennego życia. To z natury wziął się fiński dizajn i architektura. Z niej jest także sisu, czyli bycie wytrzymałym, parcie do przodu mimo wszystko, walka z żywiołami. Nawet jeśli ktoś dzisiaj mówi, że sisu nie odgrywa wielkiej roli, uważam, że mówi nieprawdę. Do tego wszystkiego trzeba oczywiście dodać, odziedziczony po szwedzkim panowaniu, model opiekuńczego państwa i podejście do równości. Myślenie, że się jest lepszym czy ważniejszym od innych jest w Finlandii zjawiskiem nieznanym. Powszechne są natomiast przestrzeganie zasad, jasne reguły, transparentność i zaufanie.

Szczęśliwy kraj, w którym statystycznie dwie osoby dziennie popełniają samobójstwo?

Uważam, że szczęście jest tu mylone z zadowoleniem, a to jednak coś innego. Finowie są zadowoleni, bo żyją w zamożnym, dobrze funkcjonującym państwie. Szczęście natomiast zależy od jednostki, od znalezienia sobie miejsca w świecie, od indywidualnych relacji z ludźmi. I z tym jest być może problem. Podobnie jak z przemocą domową, której w Finlandii jest zaskakująco dużo.

To tak zwany nordycki paradoks. Powszechna równość i przemoc domowa.

Związana często z alkoholem, a Finowie piją dość specyficznie. Lubią, że tak powiem, się nawalić. Koncepcja kieliszka wina do obiadu jest im raczej obca. Piją bardziej hardkorowo.

To gaciopicie, o którym piszesz?

Gaciopicie jest bardziej pozytywne. To jest takie, powiedzmy, upicie się samemu w domowych pieleszach, ale porządnie. Finowie w ogóle, mam wrażenie, żyją albo w trybie postu, albo karnawału. Albo wcale, albo dużo. Ten dualizm zaznaczam w podtytule książki: albo lato, albo zima. Nic pomiędzy.

Pomiędzy, tak sobie myślę, jest kluczowa instytucja życia społecznego Finlandii, czyli sauna.

Sauna jest tam fenomenem. To miejsce, w którym bywają wszyscy bez względu na wiek, pochodzenie, status społeczny czy co tam jeszcze wymienimy. To także miejsce, gdzie Finowie uczą się ciała, bo oglądają się nago w różnym wieku i różnym stanie. Dzięki saunie mężczyźni wiedzą, że kobiety nie wyglądają jak z okładek kolorowych magazynów albo filmów pornograficznych, widzą je takimi, jakie one są naprawdę. Nie idealne, ale piękne, naturalne. Sauna jest więc miejscem, w którym Fin i Finka mogą się dowiedzieć, jak jest naprawdę. Sauna uczy życia.

Małgorzata Sidz, autorka książki 'Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii' (fot. Materiały prasowe)

KSIĄŻKA DO KUPIENIA W PUBLIO >>> Małgorzata Sidz. Ur. 1990. Japonistka, magister studiów regionalnych Azji Wschodniej na Uniwersytecie w Turku. Sześć lat spędziła między Szwecją, Finlandią i Danią (z przystankami w Japonii i Korei Południowej).

Mike Urbaniak. Jest dziennikarzem kulturalnym "Wysokich Obcasów", weekendowego magazynu Gazeta.pl i felietonistą magazynu "Vogue".