Częstym tematem pojawiającym się w islandzkich mediach są koty

Częstym tematem pojawiającym się w islandzkich mediach są koty (fot: Shutterstock.com)

społeczeństwo

W Polsce mówi się o środkowym palcu posłanki. A czym zajmują się media w innych krajach?

W Tajlandii nawet w informacji o zabójstwie pojawia się wzmianka o jedzeniu. W Meksyku, gdy temperatura spada do 18 stopni Celsjusza, media instruują, jak się ubrać, żeby nie zmarznąć. W Islandii głównym bohaterem artykułu nierzadko jest kot, w Kanadzie - szop. A we Włoszech - nieśmiertelny Silvio Berlusconi. Co Polaków, którzy lata temu wyjechali na obczyznę, zaskakuje w lokalnych mediach?

Tajlandia: co denat zjadł na kolację

Aleksandra: W Tajlandii wszystko kręci się wokół jedzenia. Jednym z tajskich pozdrowień jest: "czy dziś już jadłeś?". Należy odpowiedzieć: "tak", bo w przeciwnym razie pytająca osoba będzie czuła się zobowiązana, żeby nas nakarmić. Tajowie jedzą pięć razy dziennie, krąży plotka, że pomiędzy posiłkami myślą o jedzeniu.

W mediach również ciągle nawiązuje się do jedzenia, czasem w kontekście, który może szokować. Niedawno usłyszałam w telewizji krótką wypowiedź mamy 13-latka, który został zamordowany przez zamachowca w centrum handlowym w Karacie. Musiała koniecznie nadmienić, że tego dnia nawet nie zjadł kolacji.

Wypadki w Tajlandii często kończą się tragicznie (fot: Shutterstock.com)
Wypadki w Tajlandii często kończą się tragicznie (fot: Shutterstock.com)

Morderstwa to ulubione tematy Tajów. Są bardzo pogodni, ale potrafią też być niezwykle brutalni. Z mediów można się więc dowiedzieć, że żona poćwiartowała męża, narzeczony niedoszłą pannę młodą albo że mężczyzna rozpędził się ciężarówką i wjechał w dom sąsiada, bo ten zbyt głośno puszczał muzykę.

Co chwilę w tajskich mediach pojawia się informacja o kolejnym wypadku samochodowym lub autobusowym. A te wypadki są spektakularne. Ludzie jeżdżą tu na tzw. pace, autobusy są przeładowane, pasażerowie nie zapinają pasów. Szczegółowo przedstawiane są nawet najbardziej drastyczne zdarzenia. Gdy mowa o wypadku, zawsze widać martwych ludzi, połamane kończyny. Nie zapomnę opisu samobójstwa w gazecie - dziennikarze w detalach zrelacjonowali nawet to, co stało się z czaszką denata. Jednocześnie jeśli w relacji pojawia się wizerunek osoby z butelką alkoholu czy papierosem, to zamazuje się jej twarz.

Innym razem opisane było ze szczegółami zatrzymanie mężczyzny podczas sex-party - aresztowano go dokładnie w momencie, w którym prostytutka robiła mu fellatio w jacuzzi. Skąd to wiem? Ano właśnie.

Niezmiennie zaskakuje mnie, że w Tajlandii każde zdarzenie dokumentowane jest na zdjęciach. Ale nie są to obrazki, jakie znamy z polskich mediów. Aresztowanie, akcja policji, akt skruchy skazanego - uwiecznia się na fotografii, do której wszyscy się ustawiają jak do zdjęcia weselnego i spoglądają w obiektyw. Charakterystyczne jest, że wszyscy się na tych fotografiach uśmiechają. Policjanci i skazani. Ktoś idzie siedzieć, a tu kupa śmiechu.

Adam: Kilka dni temu przeczytałem informację o mnichu, który zadzwonił na komisariat policji, żeby poinformować o podłożonej bombie. Okazało się, że kłamał. Niby nic w tym dziwnego, bo i w Polsce zdarzają się fałszywe alarmy bombowe. Ciekawy był jednak nie sam temat artykułu, ale jego treść. O ewentualnym zagrożeniu poinformowano w kilku słowach, a 80 procent tekstu poświęcono moralnej ocenie postępowania mnicha. Bo jak to? Mnich i takie rzeczy!

Rozbawiła mnie też informacja o nagrodzie za wygraną w konkursie rzeźb lodowych dla reprezentacji Tajlandii. Odbywał się w japońskim Sapporo. Ekipa Tajlandii, ubrana w czapki i rękawiczki, wyrzeźbiła żółwia na plaży. Jeszcze bardziej abstrakcyjne były komentarze pod tekstem. Ludzie pytali: "konkurs rzeźb w czym?".

W Tajlandii bardzo mało mówi się i pisze o pogodzie. chyba że chodzi o smog. Od miesięcy w Bangkoku nie spadła kropla deszczu. Termometry pokazują niezmiennie 32-35 stopni Celsjusza i nic nie jest w stanie tego zmienić.

W Bangkoku bardzo mało mówi się o pogodzie, bo prawie cały czas jest taka sama temperatura, rzadko kiedy pada deszcz (fot: Shutterstock.com)
W Bangkoku bardzo mało mówi się o pogodzie, bo prawie cały czas jest taka sama temperatura, rzadko kiedy pada deszcz (fot: Shutterstock.com)

W porównaniu do polskich mediów informacje podawane są tu w sposób wyważony, nie ma krzykliwych nagłówków, szukania sensacji, tytuł odzwierciedla treść artykułu, dziennikarze nie stosują zabiegów, które w Europie są standardem. Tutaj takie strategie nie są stosowane, przede wszystkim ze względu na szacunek do czytelnika, wynikający z filozofii buddyjskiej. Nie można go oszukiwać, to niemoralne.

Islandia: 12 stopni Celsjusza i kobiety w bikini

Karolina: Zaskoczyło mnie, że wciąż na szeroką skalę funkcjonują tu papierowe dzienniki. Codziennie rano do każdego domu dostarczana jest darmowa gazeta. Bardzo wiele osób pracuje jako doręczyciele gazet, nawet ja miałam taki epizod w życiu.

W mediach od razu rzucają się w oczy zdjęcia przyrody, informacje o pogodzie. Wiadomością dnia jest to, że jest piękny i ciepły dzień, czyli słońce i 12 stopni Celsjusza. W wydaniach gazet z dnia następnego na pewno będą zdjęcia ludzi w bikini, którzy opalają się na plaży.

Monika: W islandzkich mediach pojawia się dużo poważnych tematów z wyspy, ale i z całego świata. Mam czasem wrażenie, że to Polska jest bardziej wyspą niż Islandia, bo tamtejsze media skupiają się głównie na tym, co dzieje się na polskim podwórku.

Mieszkańcy Islandii cenią każdy ciepły dzień (fot: Shutterstock.com)
Mieszkańcy Islandii cenią każdy ciepły dzień (fot: Shutterstock.com)

Zdziwiło mnie, jak dużo miejsca poświęca się w Islandii zwykłym sprawom. Jeśli nie ma akurat jakiejś afery korupcyjnej, pisze się na przykład o kotach. Reykjavik to miasto kotów, prawie każdy ma je w domu. Koty chodzą, gdzie chcą, każdy ma obróżkę z imieniem, adresem i numerem telefonu właściciela. Kiedyś przeczytałam artykuł o kocie, który włamywał się do sklepu, gdzie wyjadał suszoną rybę, aż w końcu został wyrzucony za drzwi. Jest tu też kilka kotów celebrytów, jak Baktus, który mieszka w jednym ze sklepów przy głównej ulicy. Wszyscy go znają. Parę miesięcy temu Baktusa porwano i przez kilka dni pół miasta go szukało. W końcu został znaleziony. Od tamtej pory ma GPS-a na szyi. Pamiętam też artykuł o kocie, który utknął na małej wysepce pośrodku jeziora. Musieli go ratować strażacy. Do dziś nie wiadomo, jak sierściuch się tam dostał.

Praktycznie nie ma tu prasy plotkarskiej, a zawód paparazzo nie istnieje. Jak czasem czytam polskie portale internetowe, to przeraża mnie, ile miejsca poświęca się celebrytom. News o gwiazdach w islandzkich mediach pojawia się, gdy Kim Kardashian czy inna Beyoncé wynajmie za miliony koron całą Błękitną Lagunę.

Beata: Jeden z moich ulubionych artykułów był o policjancie, który opowiadał o swoich 30-letnich okularach, czyli o tym, jak dobrze i jak długo mu już służą oraz jak przystojnie w nich wygląda. Rozbroił mnie również materiał o 87-latce, która kupiła sobie nowe buty narciarskie, bo jej stare miały już 20 lat i widać było na nich ślady noszenia.

Holandia: co to jest ta "Szansa na sukces"?

Iwona: Odkąd tu mieszkam, niezmiennie zadziwia mnie popularność Eurowizji. W tej chwili w wiadomościach nieustannie mówi się o edycji 2020. Najpierw nie wiadomo było, które miasto będzie gościć konkurs. Po wyborze Rotterdamu zaczęły się przygotowania. Wiemy już, kto wystąpi, kto poprowadzi show, gdzie będzie stać scena. Holendrzy śledzą też informacje o kandydatach z innych krajów i zaraz po Nowym Roku dzwoniono do mnie z radia holenderskiego z prośbą, by wyjaśnić im polską ideę "Szansy na sukces" - bo do mediów holenderskich dotarła informacja o tym programie i jego roli w wyłanianiu polskiego reprezentanta. Temat Eurowizji na pewno będzie powracał do maja wielokrotnie.

Rzuciło mi się też w oczy, w jak wyważony sposób przekazywane są tu informacje o ewentualnych zagrożeniach. Gdy to piszę, Holandia czeka na największy od lat huragan Ciara. Jest pewne, że sztorm spowoduje zniszczenia, ale Holendrzy podchodzą do tego ze spokojem i wrodzonym pragmatyzmem. Media w takich sytuacjach informują w sposób transparentny o spodziewanych zmianach w rozkładach jazdy pociągów, odwołanych imprezach i podają zalecenia, jak zachować bezpieczeństwo. Panika nie jest w naturze przyzwyczajonych do walki z żywiołami Holendrów.

Uwielbiam czytać holenderskie wywiady. Osoby je przeprowadzające zawsze pozostają w cieniu, nie zadają długich na pół stronę pytań, subtelnie prowadzą rozmowy, dając zawsze dużo przestrzeni rozmówcom. W polskich wywiadach na pierwszy plan wysuwa się dziennikarz, tak jakby za wszelką cenę chciał udowodnić, że ma coś do powiedzenia, często przerywa rozmówcy, wręcz go zagłusza. Holenderscy dziennikarze może nie mają takiego "pazura", co wiąże się z panującą tu wysoką kulturą rozmowy. Nie jest w dobrym tonie przekrzykiwanie się, lekceważenie partnera, nawet jeśli jest przedstawicielem przeciwnej opcji politycznej. Efektem są spokojne i merytoryczne rozmowy, nawet z populistami.

Co mnie dziwi? Jak mało w Holandii mówi się o kinie - nie cieszy się tu tak dużym szacunkiem jak w Polsce, nie jest elementem debaty społecznej. To po prostu forma rozrywki. A czasem zaskoczy mnie taki "news": "Z powodu szalejącej wichury odwołano zawody jazdy na rowerze pod wiatr".

Włochy: nieśmiertelny Silvio

Małgosia: We Włoszech praktycznie każdego dnia można przeczytać coś na temat imigrantów. Głównie pisze się, co zrobić, by nie tylko Włochy ponosiły konsekwencje przyjmowania uchodźców. Mieszkańcy półwyspu chcą, by wszystkie kraje Unii Europejskiej zaangażowały się w tę sprawę. W porównaniu do Włoch w Polsce temat imigrantów praktycznie nie istnieje. Mimo że napływ obywateli na przykład z Ukrainy jest bardzo duży, rzadko pojawiają się na ich temat ciekawe artykuły.

We włoskich mediach wciąż często pojawia się Silvio Berlusconi (fot: Shutterstock.com)
We włoskich mediach wciąż często pojawia się Silvio Berlusconi (fot: Shutterstock.com)

Nieustannie zadziwia mnie, jak bardzo włoskie media kochają Silvia Berlusconiego. Nie ma tygodnia, żeby nie pojawił się w jakiejś gazecie czy telewizji. Najwyraźniej Włosi mają do niego ogromny sentyment. I wciąż go popierają.

A gdy obserwuję, jak politycy zachowują się we Włoszech, to zaczynam dochodzić do wniosku, że polscy politycy naprawdę umieją rozmawiać. We Włoszech po prostu drą się na siebie. W mediach ciągle pojawiają się wzmianki, kto na kogo nakrzyczał.

Oczywiście jest mnóstwo informacji o piłce nożnej i niekończących się strajkach. I w każdej gazecie musi być horoskop. Włosi, jak się okazało, zazwyczaj wiedzą, kto jest spod jakiego znaku zodiaku i w oparciu o tę informację wyrabiają sobie opinię na temat danego człowieka.

Meksyk: zima w temperaturze 20 stopni Celsjusza

Basia: Zaskakują mnie tutejsze ostrzeżenia pogodowe, przede wszystkim informujące o nadchodzących falach zimna, czyli. 18 stopniach Celsjusza. Meksykanie traktują te ostrzeżenia bardzo serio, mnie to bawi, bo ja w takie dni nie wkładam nawet bluzy z długim rękawem.

Iwona: Pamiętam doskonale, jak władze miasta Meksyk wypuściły foldery informujące, jak się ubierać, gdy jest zimno. Dwa lata temu była tu wyjątkowo chłodna zima - temperatura w ciągu dnia wynosiła około 20 stopni, w nocy niekiedy spadała do zera. W mediach krążyły instrukcje, że jeśli zrobi się bardzo zimno, to należy włożyć kurtkę i czapkę.

W Meksyku jest bardzo niebezpiecznie, często ktoś przepada bez śladu, dochodzi do zamieszek (fot: Shutterstock.com)
W Meksyku jest bardzo niebezpiecznie, często ktoś przepada bez śladu, dochodzi do zamieszek (fot: Shutterstock.com)

Jednym z najbardziej zaskakujących "newsów", jaki przeczytałam w meksykańskich mediach, był ten o pomyśle prezydenta Andrésa Manuela Lópeza Obradora, żeby wystawić na loterię  wart 130 milionów dolarów odrzutowiec jego poprzednika. Rządowe starania sprzedania go w poprzednim roku nic nie dały.

Po przyjeździe do Meksyku zszokował mnie ogrom "newsów" na temat ogólnie pojętej przestępczości - walk karteli narkotykowych, starć z policją, zamieszek. W Meksyku co chwilę też ktoś ginie, powszechne są porwania kobiet. W niektórych gazetach, zwłaszcza tych rozdawanych za darmo, na pierwszych stronach codziennie publikowane są wyjątkowo drastyczne zdjęcia. Wszechobecna jest też nagość. Nie ma żadnej cenzury. Niepojęte, że ludzie chcą na to patrzeć.

Toronto: miejsce pamięci dla szopa

Ania: Kanada za oceanem przedstawiana jest jako kraj postępowy. Ale jak się tu mieszka, ma się wrażenie, jakby to była jakaś prowincja, jakby czas się zatrzymał w latach 90. Głównymi tematami są pogoda, korki i remonty na drogach. Albo pojawia się news o tym, że w centrum Toronto zdechł szop pracz i ludzie zrobili mu na ulicy miejsce pamięci. Miało to być oko puszczone w kierunku służb publicznych, które, mimo że zostały wezwane, nie sprzątnęły szopa z ulicy. Wszystko było napisane w lekkim, żartobliwym tonie.

W Kanadzie mieszka mnóstwo szopów i to one często stają się bohaterami kanadyjskich newsów (fot: Shutterstock.com)
W Kanadzie mieszka mnóstwo szopów i to one często stają się bohaterami kanadyjskich newsów (fot: Shutterstock.com)

Jadąc z Kanady do Stanów Zjednoczonych, można doznać szoku - nagle na pierwszych stronach gazet pojawiają się newsy o chorobach zakaźnych, porwaniach, przemocy. W Kanadzie życie toczy się bardzo spokojnie.

Francja: "merdia"

Aleksandra: Zaskakuje mnie, że francuskie media koncentrują się wyłącznie na problemach Francji. Francuzi są dla siebie pępkami świata. Wzmianka o Polsce pojawia się tylko wtedy, kiedy prezydent się tam wybierze.

Bardzo dużo miejsca poświęca się pogodzie. Zabawne, że tutaj prawie nigdy nie pada śnieg (nie licząc gór), ale jak już trochę go napada, to mimo mnóstwa ostrzeżeń i tak cała Francja jest zablokowana. Gdy z kolei są upały, media instruują, żeby pić dużo wody, zamykać okiennice, nie wychodzić z domu.

Większość mediów jest politycznie zgodna z linią rządu, brakuje opozycji, szczególnie w telewizji. Wszystkie stacje nadają to samo, stąd zyskały sobie miano "merdia", od słowa "merde", które oznacza gówno.

Magdalena: Mieszkam w Paryżu, tutaj ciągle informuje się o jakimś strajku. Codzienność w tym mieście jest trudna, nawet jak nikt nie protestuje, ciężko się po nim poruszać. Są ogromne korki, to miasto jest nieprzystosowane do tak dużej liczby ludności.

W Paryżu są ciągle strajki i korki. W mieście ciężko się poruszać samochodem (fot: Shutterstock.com)
W Paryżu są ciągle strajki i korki. W mieście ciężko się poruszać samochodem (fot: Shutterstock.com)

Nie mogę się nadziwić, jak Paryż jest przedstawiany w mediach czy social mediach - publikowane są zdjęcia z celebrytkami pozującymi na balkonach albo z wieżą Eiffla w tle. W rzeczywistości Paryż jest brudny, śmierdzący, ludzie są zmęczeni i aroganccy. 

Szwajcaria: krótko i na temat

Anna: Media nie szukają sensacji i nie sieją paniki. Informacje przekazywane są rzetelnie. Nikt nie gra na ludzkich emocjach.

Latem ubiegłego roku w naszym mieście pod Sankt Gallen zaczęło brakować wody. W mediach podawano dokładne instrukcje, jak ją oszczędzać, ale nikt jednak nie straszył, że zaraz zabraknie jej zupełnie.

Dużo się w szwajcarskich mediach mówi o problemie mobbingu, ale też na spokojnie. Media podkreślają pozytywne aspekty życia. Informują, jak spędzać wolny czas, o wydarzeniach kulturalnych.

Czasem, owszem, trafię na news o przekręcie albo kradzieży. Ostatnio pojawiła się informacja, że ktoś okradł sklep jubilerski w Sankt Gallen. Kamery wszystko zarejestrowały. W mediach opublikowano nagranie, żeby ludzie pomogli zidentyfikować sprawców. Na nagraniu słychać było język, w jakim się porozumiewali. Pierwsze, co usłyszałam, to nasze słynne "kur*a". Nie zrobiono z tego sensacji. Krótka informacja, co się wydarzyło, i po sprawie.

Nowa Zelandia: te tematy nie istnieją

Mateusz: Kilka lat temu w głównym wydaniu wiadomości drugą w kolejności informacją było to, że krowa znokautowała dziewczynkę na szkolnej wycieczce. Dziewczynka przeżyła. Do głównego wydania wiadomości często przedostają się też informacje z małych miasteczek, takie lokalne historie. W Polsce to nie do pomyślenia, no, chyba że chodzi o jakąś sensację.

Wciąż bawi mnie, że dziennikarze przeprowadzają wywiady w tak bardzo nieformalny, przyjacielski sposób. A co dziwi? Jak wiele pojawia się informacji z całego świata - Chin, Indonezji, Afryki, czyli krajów z perspektywy Polaka niemalże egzotycznych.

W Nowej Zelandii media nie zajmują się tematem osób LGBT, tam każdy czuje się akceptowany, temat więc nie istnieje (fot: Shutterstock.com)
W Nowej Zelandii media nie zajmują się tematem osób LGBT, tam każdy czuje się akceptowany, temat więc nie istnieje (fot: Shutterstock.com)

Tematy społeczne, które w Polsce wzbudzają gorące dyskusje, tu nie istnieją - prawa osób nieheteronormatywnych czy adopcja dzieci przez pary homoseksualne. Nowa Zelandia to kraj imigrantów, więc walczy się tu z rasizmem. Dużo się mówi o prawach kobiet. Żarty seksistowskie są bardzo nie na miejscu. Śledząc polskie media, odnoszę wrażenie, że w Polsce panuje średniowiecze. I że kraj jest zniewolony przez Kościół. Bardzo mi z tego powodu przykro.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również w serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną. Z serwisu lokalnego do magazynu Weekend.Gazeta.pl przeszła w sierpniu 2018 roku.

Komentarze (107)
Zaloguj się
  • justas32

    Oceniono 62 razy 40

    Nawet za granicą widać że Polska to kraj zniewolony przez Kościół - mentalnie ...

  • 11krzych

    Oceniono 42 razy 28

    odnoszę wrażenie
    To nie jest wrażenie. To widać nawet w ustawodawstwie. Co ustawa, to nie dotyczy gangu katolickiego. RODO, handel ziemią, podatki i wiele wiele innych.

  • folszewski77

    Oceniono 31 razy 21

    "Tutaj takie strategie nie są stosowane, przede wszystkim ze względu na szacunek do czytelnika, wynikający z filozofii buddyjskiej. Nie można go oszukiwać, to niemoralne."
    i co katole?

  • kumpel_ciorana

    Oceniono 21 razy 19

    Można złorzeczyć na poziom polskiej prasy i popularność brukowców ale naprawde nie jest tak żle w porównaniu do sytuacji w UK. Tutaj połowe, a czasem więcej miejsca w sklepach, zajmują badziewne gazety plotkarskie napchane naciąganymi historyjkami o celebrytach. Potrafią całe strony poświęcic temu, że tan się spotkał z tamtą a tamta z tym. Do tego głupawe zdjęcia paparazzi. I takie g*** sa tutaj bardzo popularne!

  • bialoskory

    Oceniono 21 razy 17

    "w Kanadzie - shop"
    "Głównymi tematami są pogoda, korki i remonty na drogach. Albo pojawia się news o tym, że w centrum Toronto zdechł szop pracz i ludzie zrobili mu na ulicy miejsce pamięci."
    Skad wy bierzecie tych ludzi jak pani Ania z Kanady ? Nawet powierzchowna lektura prasy wskazuje ze glownymi tematami sa rurociagi i blokady torow kolejowych i koronawirus. Lokalnie strajk nauczycieli. "Pogrzeg" shopa pracza byl kilka lat temu. Z ludzmi sie rozmawia o pogodzie owszem ale w kontekscie zmian klimatu - zamiast sniegu deszcze i zalane piwnice. Itd.

  • cmok_wawelski

    Oceniono 16 razy 12

    Sympatyczny art. Dzieki.
    Ale brakuje w nim jednej informacji jakosciowej - W KAZDYM KRAJU sa media lokalne i ogolnokrajowe a nawet swiatowe. Sa tematyczne, gdzie jest tylko sport albo kultura. W mnie w miescie (New Jersey, USA, ok. 25 tys.) od 75 lat ukazuje sie lokalne gazeta, kilkanascie stron raz w tygodniu i prawie nic polityki swiatowej czy nawet wydarzen z poziomu kraju. Zawsze zachwycalo mnie jak sa w stanie zapelnic swoje strony informacjami z meczy lokalnego liceum czy za co kogo Polica zatrzymala na drodze.
    Oczywiscie prenumerujemy ten tygodnik i co jakis czas udaje mi sie podeslac im fotki z krotkim opisem: a to parka Kardynalow na rarmiku a to szop na drzewie a to wypadek na drodze naprzeciw naszego domu.
    Tradycja stala sie tam publikacja fotki rodzinnej, na tle np. pieknej Doliny Smierci - prezentujaca te nasza gazete,
    Natepnym razem zabiore do Polski i edytor dostanie te fotka na tle n.p. ratusza w moim rodzinnym miasteczku. Opublikuja na bank.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX