Staruszki w parku

Staruszki w parku (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

społeczeństwo

''Każdy jedzie, żeby zarobić. Niewiele znam osób, które opiekują się starszymi ludźmi z powołania''

W miesiąc można zarobić około 2000 euro. A potem wrócić do Polski, do rodziny, i znów wyjechać. Najpopularniejszy kierunek: Niemcy. Właśnie tam spora grupa Polaków pracuje jako opiekunowie osób starszych.

- Co roku z Europy Środkowo-Wschodniej przyjeżdża do Niemiec ok. 400 tysięcy opiekunów. Większość z Polski. Najczęściej, by opiekować się niemieckimi seniorami. Wyjeżdżają głównie mieszkańcy województw zachodniopomorskiego, śląskiego i dolnośląskiego - mówi Anna Ciołek, kierownik działu rekrutacji ATERIMA MED, firmy zatrudniającej opiekunki i opiekunów osób starszych do pracy w Niemczech. Liczby, które przytacza, to szacunkowe dane organizacji Inicjatywa Mobilności Pracy.

Dla tego zawodu nie ma ograniczeń wiekowych - choć wybierany jest głównie przez osoby powyżej 50. roku życia. W firmie u Anny Ciołek kandydaci między 50. a 59. rokiem życia stanowili w ubiegłym roku 43 procent wszystkich biorących udział w rekrutacji do pracy opiekuna na terenie Niemiec. - Opiekunka z doświadczeniem może zarobić legalnie nawet 1800 euro na miesiąc - podkreśla rekruterka. Do tego szereg benefitów i udogodnień, które opiekun wyjeżdżający samodzielnie musi sfinansować we własnym zakresie - standardem jest na przykład zorganizowanie podróży oraz opłacenie jej kosztów. - Dobry pracodawca powinien zapewnić także prywatne ubezpieczenie od kosztów leczenia za granicą i następstw nieszczęśliwych wypadków oraz udostępnić konsultacje z pielęgniarką czy lektorem języka niemieckiego - wylicza Anna Ciołek.

Jak to jest zostawić swoją rodzinę i jechać za granicę, by zajmować się cudzą?

Marta, 65 lat, dobrze zna niemiecki, mieszka pod Wrocławiem:

- Każdy jedzie, żeby zarobić. Niewiele znam osób, które opiekują się starszymi ludźmi z powołania, bo to lubią. Ja wpadłam w pętlę zadłużenia i wyjechałam, żeby spłacić zobowiązania. Moje małżeństwo się rozpadło, a zaległości zostały, więc jak już doszłam do ściany, do myśli o samobójstwie, poszłam po pomoc do terapeutki. To ona powiedziała mi, że może spróbowałabym pracy opiekunki. Jeszcze tylko poradziłam się przyjaciółki, a że i ona powiedziała: "Jedź", to pojechałam.

04.11.2011 OTWARCIE DROGI PRZECHODZACEJ PRZEZ GRANICE POLSKO - NIEMIECKA MIEDZY MIEJSCOWOSCIAMI WARNIK - LADENTHIN KOLO SZCZECINA . DROGA ZOSTALA ZLIKWIDOWANA PO WOJNIE I UTWORZENIU W TYM MIEJSCU GRANICY POLSKO - NIEMIECKIEJ .FOT. CEZARY ASZKIELOWICZ / AGENCJA GAZETA
Najpopularniejszy kierunek to Niemcy (fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

Na dwa lata zostawiłam syna w Polsce, tuż przed maturą. Początkowo dostawałam po 900 euro miesięcznie, a niemiecka opiekunka zatrudniona w tym samym domu - 2000. Ale nie miałam wyjścia. Zresztą nie ja jedna. Słyszałam o doktorantce, której obcięto godziny na uczelni, a mąż po wypadku jeździł na wózku. Mieli kredyt na dom, więc zostawiła męża i małe dzieci i pojechała do Niemiec.

W tej chwili stawki dla opiekunek są niezłe. Od 1700 do 2000 euro za miesiąc. Choć słyszałam też o niższych, ale jestem zdania, że zawsze trzeba negocjować. I że miesiąc takiej pracy to dużo, potem trzeba odpocząć. Ja już mam emeryturę, pod koniec roku pojadę do pracy ostatni raz. Ale tylko za dobrą stawkę.

Opowiem pani o Margarette, rocznik 1912, pochodziła z Wrocławia. Pojechałam do niej dziewięć lat temu. Była malarką, mieszkała w Bawarii. Miała silną demencję i mówiła z trudem. Każdego ranka łapała mnie za rękę i pytała: "Gdzie jest mój mąż?". "Nie żyje. Zmarł sześć lat temu" - odpowiadałam. Codziennie dziękowała, że się nią opiekuję. Lubiłam się nią zajmować.

Lubiłam też mojego podopiecznego Gintera. Bardzo zamożny człowiek, oceanograf i erudyta. Mieszkałam w jego XIX-wiecznym domu. Ginter był synem pastora. Wcielono go do Wehrmachtu, walczył na froncie wschodnim. Choć od wojny minęło tyle lat, on jeszcze czasem krzyczał po nocy. Śniły mu się koszmary z tamtych czasów. Miał zaciśnięte zęby, bladą twarz. Nigdy tego nie zapomnę.

Z Ginterem dużo rozmawialiśmy. O literaturze, o kuchni. Nigdy o pieniądzach. Ginter palił brazylijskie cygara i pijał anyżówkę. Jadałam u niego najlepsze ryby i pijałam wyśmienitą herbatę. A do tego podawał najlepsze pączki!

Ginter nie był skąpy, ale za to mój inny podopieczny znęcał się psychicznie i fizycznie nad swoją żoną. Wyliczał jej nawet paluszki! Słuchał Wagnera i dawał żonie malutkie porcje jedzenia. Kiedyś zrobiłam na obiad jagnięce kotlety. Zważył jednego i mówi: "Cały kotlet to za dużo, mojej żonie wystarczą trzy gramy mięsa, jeden ziemniak i kawałek buraka".


Często opieka trwa niemal przez całą dobę (fot. Shutterstock)

W końcu przyszli sąsiedzi i powiedzieli, że o wszystkim wiedzą - że mój podopieczny nie tylko głodzi żonę, ale i się nad nią znęca, ściskając jej kostki. I że powinnam to zgłosić w firmie, która mnie wynajęła. Zaczęłam więc zapisywać, co on daje żonie do jedzenia, i pokazałam zeszyt zleceniodawcom. Przyszli na rozmowę i podopieczny się przestraszył. Od tamtej pory mogłam kupować na targu najlepsze indyki, a starsza pani odżyła! 

Niektóre rodziny traktują opiekunkę jak narzędzie. Bez szacunku. Czasem wręcz z pogardą albo niczym powietrze. Dla mnie to było trudniejsze niż wydzielanie jedzenia, co też mi się przytrafiało.

W pamięci zostaną mi jednak wzruszające sytuacje. Kiedyś opiekowałam się starszą panią, śmiertelnie chorą. Cała rodzina wiedziała, że ona chce już umrzeć. I to w domu. W połowie mojego pobytu przyjechała pielęgniarka z hospicjum. Tłumaczyła, co się stanie, kiedy odłączy ją od sztucznego odżywiania. Staruszka się zgodziła. Pewnego dnia przyjechała do niej cała rodzina. Wszyscy stali przy jej łóżku, córka trzymała ją za rękę. "Mario, jesteśmy z tobą" - mówiła. Płakaliśmy. To było dla mnie niesamowite przeżycie. Cała rodzina w majestacie śmierci i miłości. Kilku podopiecznych odeszło w mojej obecności, ale coś takiego widziałam tylko raz.

Andrzej, 68 lat, pochodzi z Pomorza:

- Mam wyższe wykształcenie techniczne, pracowałem jako konstruktor. Prowadziłem też sklep warzywny. Jakiś czas temu zacząłem handlować z Niemcami narzędziami. I w ten oto sposób nawiązałem tam różne kontakty. 

Pięć lat temu, gdy handel się skończył, przez rok byłem bez pracy. I zgłosiłem się do biura, które organizowało wyjazdy do Niemiec w charakterze opiekuna osób starszych. Przeszedłem szkolenie i egzaminy z niemieckiego. Zdałem z wynikiem "komunikatywny" i dostałem pierwsze zlecenie. Za 900 euro miesięcznie.

Było okropnie. Przed wyjazdem powiedziano mi, że pan chodzi, a pani ma demencję. Jednak gdy po 18 godzinach jazdy autokarem dotarłem na miejsce, okazało się, że jest inaczej. Pan już nie chodzi, tylko leży, a pani siedzi przy stole i nic nie mówi. Niemiecki opiekun, którego tam zastałem, powiedział, że przede mną było już z Polski sześć osób, ale wszystkie uciekły. Że starszy pan budzi się w nocy i woła opiekuna. W lodówce echo, nic. Kilka dni później wróciłem z powrotem do kraju.


Czasem między opiekunką a podopieczną tworzy się prawdziwa więź (fot. Shutterstock)

Jaki czas później kuzynka poleciła mi innego pośrednika. Dostałem zlecenie: pani miała 72 lata, chodziła, ale cierpiała na zaawansowanego parkinsona. Sama jednak dbała o higienę - czasem tylko pomagałem jej wstać z łóżka. Niestety, była o mnie zazdrosna, nie chciała mnie wypuszczać z domu. Gdy zapowiadałem, że około 13.00 chciałbym na chwilę wyjść, od razu była chora. A wedle umowy opiekun miał mieć 10 godzin wolnego tygodniowo.

Mojego kolegę, po którym przejąłem opiekę nad tą panią, ona oskarżyła o kradzież sporej sumy pieniędzy. Ja też byłem przesłuchiwany przez policję, w końcu kazano mi wracać do domu. Po trzech miesiącach, gdy już zajmowałem się inną rodziną, dostałem wezwanie do sądu. Spotkałem tam tego kolegę. Wyglądał jak swój cień. W końcu go uniewinniono.

Później dostałem pracę u wspaniałych ludzi. 94-letni pan i 86-letnia pani byli mi niezwykle przyjaźni, a ich córka to prawdziwy anioł. Bardzo się kochali. I byli hojni. Dostawałem po 150 euro na jedzenie i mogłem kupować sobie, co tylko chciałem. Albo szliśmy z panem do restauracji na obiad. Do tej pory zresztą mamy kontakt.

W ramach kolejnego zlecenia trafiłem do dużego, pięknego domu pod Hanowerem. Podopieczny, były architekt, chorował na parkinsona. Miał gosposię, z którą razem robiliśmy zakupy. Niestety, podczas którejś jazdy taksówką zgubiłem mój tablet. I w przerwach w pracy potwornie się nudziłem, bo nie miałem na czym oglądać filmów.

Najkrócej pracowałem przez cztery tygodnie, a najdłużej - 11. Uważam jednak, że sześć tygodni to optymalny czas. Potem człowiek zaczyna tęsknić, jest zmęczony. Zwłaszcza że niektóre rodziny zachowują się tak, jakby chciały opiekunów "zajeździć". Moja znajoma musiała na przykład dodatkowo gotować obiady dla pięciu osób.

Teraz zajmuję się profesorem germanistyki. Do tej pory wykłada. Ma stwardnienie rozsiane, jest ode mnie młodszy o rok. Waży 130 kilo i jeździ na wózku, ale mam do pomocy podnośnik, więc sobie radzę. Ale drobna kobieta miałaby problem. Wywalczyłem sobie za tę pracę 1900 euro miesięcznie. Mam tu być w sumie osiem tygodni. Poza opieką nad profesorem gotuję mu, ale lubię to, więc nie ma problemu. Mieszkanie i jedzenie mam za darmo, uważam, że to dobre warunki pracy.

Zdaję sobie sprawę, że mężczyźni wciąż są w tym fachu rzadkością. Tymczasem niektóre starsze panie chcą tylko męskich opiekunów, a czasem dla kobiet ta praca bywa po prostu za ciężka - zwłaszcza jeśli podopieczny ma problemy z chodzeniem.


Często podopieczni mają problemy z chodzeniem (fot. Shutterstock)

Czy tęsknię za rodziną? Tak, na szczęście dużo rozmawiamy przez telefon. Wnukowie dzwonią i mówią, że bardzo mnie kochają. Mam też udane dzieci, z których jestem bardzo dumny.

Ewa z Dolnego Śląska. Ma 55 lat, w opiece pracuje od ponad 20:

- Trudno dzieci nakarmić powietrzem. Klepaliśmy biedę, więc poświęciłam się, żeby mogły żyć godnie. Sama musiałam utrzymać ósemkę - gdy byłam za granicą, starsze pilnowały młodszych. Nie mogłam więc siedzieć w Niemczech w nieskończoność. Nigdy nie wyjeżdżam na dłużej niż osiem tygodni.

Średnia, jaką niemieckie rodziny płacą za opiekę pośrednikom, to około 2000 euro. Z tego ja dostawałam około 1200, a osoby początkujące, bez języka - jeszcze mniej. Dlatego założyłam własną działalność i z czasem rodziny zaczęły sobie mnie wzajemnie polecać. Teraz dzieci podrosły, a i ja mogę sobie sama wybierać zlecenia. Moja minimalna stawka to 400 euro za tydzień. 

Jeszcze w Polsce zaczęłam się uczyć niemieckiego, a podszlifowałam go już na miejscu. Musiałam się też dowiedzieć, z czym się tę opiekę je i czego oczekuje rodzina. Nie zawsze opis pracy, jaki się dostaje przed wyjazdem, zgadza się z tym, co zastaje się na miejscu. Niby w obowiązkach nie ma wstawania do podopiecznego w nocy, a okazuje się, że on się budzi co parę godzin i przychodzi po coś do mojego pokoju. I takiej osoby, na przykład z demencją, trzeba pilnować praktycznie przez całą dobę.

Zdarza się też, że chory z alzheimerem wygania opiekuna z domu, bo nie wie, kim on jest. Albo dzwoni na policję. Wtedy trzeba zadzwonić do rodziny i poprosić o pomoc. Słyszałam o przypadkach, że chory na demencję szarpał opiekuna, bił go, gryzł czy wyrywał włosy. Wtedy trzeba zachować zimną krew i wrócić do Polski, płacąc karę za zerwanie umowy. Niestety, często rodzina agresywnej osoby zatrudnia kolejną opiekunkę, nic jej nie mówiąc.

Rodziny są różne. Niektóre oszczędzają na opiekunkach, jak tylko się da - na jedzeniu, na wodzie. Mieszkanie i internet ma się zapewnione, ale z tą wodą naprawdę bywa kiepsko. Ja radziłam sobie w ten sposób, że zawsze starałam się o tym z niemiecką rodziną rozmawiać. "Przecież muszę się wykąpać" - tłumaczyłam. Wiem jednak, że nie wszystkie opiekunki potrafią sobie to wywalczyć.

W pewnym domu u starszego małżeństwa na śniadanie dostawałam jedną małą bułkę z plasterkiem szynki tak cienkim, że z tych Niemiec Kraków było przez niego widać. Przyszła kiedyś córka moich podopiecznych, więc jej mówię: "Jak mam mieć siłę do sprzątania czy zakupów, skoro dostaję tak mało jedzenia?". Bardzo się zdziwiła, porozmawiała z rodzicami i pomogło.


Bywają sytuacje, w których opiekun mówi prosić o wsparcie krewnych starszej osoby (fot. Shutterstock)

Najgorzej wspominam opiekę nad starszą panią, która głównie leżała. To było parę dobrych lat temu, nie miałam popularnego później podnośnika, który ułatwiłby mi pracę. Nie było też rodziny do pomocy. Wszystko musiałam robić sama. Podnosić, przesadzać, kąpać. Wysiadł mi kręgosłup, coś w nim strzyknęło i już. Firma, z którą podpisałam umowę, zachowała się bardzo przyzwoicie. Od razu wezwali mi lekarza i załatwili zmienniczkę, ale musiałam na nią czekać cztery czy pięć dni. Lekarz przychodził więc zajmować się i mną, i podopieczną. Pomagali też sąsiedzi, całe szczęście, bo ja już sama nie byłam w stanie tej starszej pani umyć.

Mimo upływu lat, za każdym razem, gdy wyjeżdżałam, dzieci płakały i prosiły, żebym nie jechała. Tłumaczyłam im, że muszę, i jak wracałam, starałam się im wynagrodzić smutki swoją miłością. Dziś zdaję sobie sprawę, że braku mamy nic im nie zrekompensuje. Im dłużej pracuję jako opiekunka, tym bardziej mi się na tych wyjazdach dłuży. Czuję się coraz bardziej wyeksploatowana. Nawet pytałam niedawno o pracę w sklepie, niedaleko domu. Zaproponowali mi 1600 złotych.

Nie mogę nie powiedzieć jednego: czuję satysfakcję z tej pracy. Z niektórymi rodzinami do dziś utrzymuję kontakt. Pytają, co u mnie. Wiem, że gdybym do nich pojechała, to ugościliby mnie lepiej niż najbliższych.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (3)
Zaloguj się
  • marcinek320

    0

    Powołanie to może mieć ksiądz który bierze co łaska a opiekunka to praca jak każda inna. Wiadomo że potrzebna jest empatia ale trzeba zachować relacje pracodawca pracownik. Moja teściowa tak zarabia z promedica w DE i nie spoufala sie z podopiecznymi w jakikolwiek sposób. Nie róbmy z tego jakiejś misji...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX