Obserwując miłosne związki zwierząt, można by nakręcić 'Modę na sukces'

Obserwując miłosne związki zwierząt, można by nakręcić 'Modę na sukces' (fot. Shutterstock)

wywiad gazeta.pl

Największy bigamista? Słoń morski. Skrajny przykład desperacji? Ośmiornica, która na poszukiwanie partnerki wysyła swojego penisa

Uważamy się za gatunek, który jest bardzo odkrywczy i twórczy w sztuce miłości. Ale wszystko, co nam, ludziom, wydaje się za ekstrawaganckie, w świecie zwierząt istnieje od tysięcy lub milionów lat - mówi Piotr Tomasik, miłośnik zwierząt, biolog i wieloletni pracownik Miejskiego Ogrodu Zoologicznego w Łodzi.

Czy to prawda, że szympans z waszego zoo zakochał się w opiekunce?

Tak. Zdarza się to czasem u małp żyjących w warunkach hodowlanych. Zwierzęta są karmione przez opiekunów sztucznie, butelką, i spędzają z nimi dużo czasu. Od samego początku widzą człowieka, a dopiero później przedstawicieli własnego gatunku. Mają więc wdrukowaną postać ludzką, która zapewnia bezpieczeństwo, pokarm. Ta relacja przeradza się w miłość i fascynację erotyczną. Ów młody szympans, gdy już dorósł i osiągnął wiek dojrzałości płciowej, na widok swojej opiekunki czuł podniecenie, co było od razu widoczne, i bardzo pragnął się do niej zbliżyć. Przedstawicielki jego gatunku, czyli szympansice, które miał dookoła, w ogóle go nie pociągały. Nikt inny dla niego nie istniał. Musieliśmy go przenieść i uciąć to uczucie, by dać mu szansę znalezienia miłości w swoim stadzie.

Więc zwierzęta też się zakochują? 

Każdy naukowiec ma na ten temat swoje zdanie. Osobiście wierzę, że w świecie zwierząt istnieje uczucie, które można nazwać miłością. Są przecież gatunki takie jak wilki, gibony, bociany, łabędzie, które łączą się w pary na całe życie. Weźmy takie gibony. Myślę, że niejeden samiec ludzki mógłby się uczyć od nich sposobu okazywania uczuć partnerce. U nich przytulanie, trzymanie się za ręce, wspólne spędzanie czasu czy przynoszenie prezentów ukochanej są codziennością. U wilków miłosne pieszczoty mogą wydawać się nam nieco brutalne, bo polegają na wzajemnym podgryzaniu, lizaniu się po szyi czy karku. Ale to też jest sposób na okazywanie sobie uczucia. Jeśli taka zakochana para się rozdzieli, zdarza się, że szuka się w środowisku naturalnym przez wiele dni, czasem tygodni, pokonując dziesiątki kilometrów, by połączyć się na nowo. Albo inny gatunek - ośmiornica. Może nie wydaje się specjalnie romantycznym stworzeniem, ale gdy łączy się z partnerem, spędza z nim dużo czasu i okazuje wiele czułości. Samiec łapie partnerkę za mackę i wygląda to jakby spacerowały razem po dnie oceanu i podziwiały widoki. Obserwując miłosne związki zwierząt, można by nakręcić "Modę na sukces" albo "Dynastię".

To kto mógłby zagrać w rolach głównych?

W naszym ogrodzie - Tamir i Konstancja.

Słonie?

Wielbłądy. Tamir miał niespełna rok, gdy się u nas pojawił. Biedak, czekał na partnerkę kilkanaście miesięcy. Czekał, czekał i doczekać się nie mógł. Ale gdy partnerka wreszcie się zjawiła na wybiegu, okazało się, że nie jest tak odważny, jak mu się wydawało, i krótko mówiąc dał nogę. Jego nieśmiałość widać urzekła samicę, bo wyraźnie była zainteresowana onieśmielonym kochankiem i w bardzo dystyngowany sposób starała się do niego zbliżyć. Ta pogoń trwała jakiś czas i dla obojga stała się męcząca, więc samiec wreszcie się poddał. Kiedy tylko się zapoznali, wybuchło płomienne uczucie. Są do dziś jednym z najlepszych małżeństw w naszym zoo. Okazują sobie czułość na każdym kroku. Przytulają się, ocierają głowami i - czego nigdy nie widziałem u zwierząt kopytnych - one się najzwyczajniej w świecie całują. I to jak!

Całujące się wielbłądy: Tamir i Konstancja (fot. Archiwum prywatne)
Całujące się wielbłądy: Tamir i Konstancja (fot. Archiwum prywatne)

Była też para żyraf. W wyniku ataku wandali jedna z nich zmarła. Jej partner długo nie mógł się pogodzić z sytuacją. Stał z łbem przewieszonym nad balustradą, nieustannie wpatrzony w pusty boks po samicy, jakby na nią czekał. Widać, że za nią tęsknił.

Jest więc tęsknota, namiętność, zaloty - charakterystyczne dla miłości zachowania. O samym uwodzeniu zwierząt można by wydać 16-tomową encyklopedię, bo różne gatunki mają rozmaite  sposoby. Taniec, prezenty, pokazy siły.

Jakie prezenty dają sobie zwierzęta?

Tu mistrzami są ptaki i pająki. W środowisku naturalnym - zaraz po zaspokojeniu popędu płciowego - nie ma nic bardziej cennego od pożywienia, więc najlepszym podarkiem jest pokarm. Ofiarowanie tłustego, apetycznego kąska partnerce może skłonić ją do nieco bardziej przychylnego spojrzenia na tego, kto prezent daje. Ale nie każdy samiec zawsze może upolować coś tak dużego, jak by chciał. Pozostaje więc spryt. Pająki o nazwie darowniki przedziwne wymyśliły, że skoro ofiarowana zdobycz i tak owijana jest kokonem, którego rozmiar ma wywołać odpowiednie wrażenie na ukochanej, można od czasu do czasu zagrać va banque. I wręczyć partnerce pusty kokon. Nim ta, zauroczona wielkim podarkiem, spostrzeże, że doszło do oszustwa, samiec natychmiastowo przystępuje do działania, przekazuje jej materiał genetyczny i bierze nogi za pas.

Są też gatunki, które podrywają dziewczyny na mieszkanie. Im bardziej kolorowe i urozmaicone, tym lepsze zaloty. Ptak z rodziny altanników bije inne na głowę w tym temacie. Oczywiście, są samce, którym się nie chce latać po okolicy i wyszukiwać różnokolorowych materiałów, więc po prostu oszukują, podkradając świecidełka innym.

A jak jest z tańcem?

Taniec u ptaków to powszechny sposób, by zdobyć ukochaną. Wygrywa ten, który tańczy lepiej, dłużej, wyżej podskakuje. Niektórzy amanci, na przykład cudowronek, prezentują pokaz na ziemi. Ale nim to zrobią, przygotowują parkiet, czyli czyszczą podłoże, żeby tam nic nie leżało. Wiadomo  nadepnięcie na patyk podczas wykonywania jakiegoś skomplikowanego piruetu czy wymachu mogłoby zrujnować cały show. Inny adorator - modrogrzbiecik tęposterny - by uwieść samicę, zwraca się o pomoc do kolegów. Razem z nimi prezentuje wybrance układ taneczny. Koledzy dobrze wiedzą, że gdy ta się głównym wykonawcą zainteresuje, trzeba się ulotnić i zostawić zakochanych sam na sam.

Z kolei panowie z grupy ssaków stawiają na siłę. Najmocniejsze zwierzęta, które żyją w stadach, z automatu stają na czele i mają dla siebie wszystkie partnerki. Jednak samiec alfa stale musi uważać, żeby nie przyszedł ktoś większy, silniejszy i go nie przepędził.

Słonie morskie, najwięksi bigamiści w świecie zwierząt, mogą otaczać się niemal setką konkubin. I jak taki harem upilnować? To wcale nie jest prosta sprawa. Bo trzeba pamiętać, że wokół samic stale kręcą się inne samce, tzw. satelici. Ileż można odganiać wałęsających się adoratorów, a jednocześnie zaspokajać setkę dam?! Potrzeba na to niezłomności i energii. Samce satelici nie mają wystarczającej siły, by pokonać wodza i przejąć dowodzenie, więc przebiegle uciekają się do forteli. Krążą cierpliwie wokół stada i kiedy dominujący samiec nie widzi, wykorzystują szansę. Samice jak najbardziej są nimi zainteresowane i chętne, aby taki skok w bok wykonać. Bo samiec zza płotu wydaje się atrakcyjniejszy, inaczej pachnie i się zachowuje.

Zdarza się też to gatunkom, które teoretycznie uważa się za monogamistów. Przykładem wręcz pocztówkowym są łabędzie. Szyje splatają w serca, a jak co do czego przychodzi i naukowcy robią badania genetyczne młodych, okazuje się, że niektóre jaja i potomstwo wcale nie należą do samca, który się nimi opiekuje.

Obejmujące się helodermy meksykańskie (fot. Archiwum prywatne)
Obejmujące się helodermy meksykańskie (fot. Archiwum prywatne)

Skoro są zdrady - czy jest też wśród zwierząt zaborczość i zazdrość o partnera?

Zdarzają się kłótnie i separacje, a nawet rozwody. Weźmy sępy z naszego ogrodu. Mieliśmy wieloletnią parę: Bohuna i Panią Zamojską. Samiec pewnego dnia wdał się w romans. Widząc to, Pani Zamojska uciekła się do metod siłowych i przegoniła Bohuna z gniazda. Kiedy skruszony kochanek chciał wrócić, pozostała niewzruszona i zakończyła związek.

Ciekawym przypadkiem są też motyle niepylaki. Motyle kojarzą nam się z pięknym zjawiskiem na łące i w ogóle o nich byśmy źle nie pomyśleli, a tu proszę - samce zakładają partnerkom pasy cnoty.

Pasy cnoty?

A jak to inaczej nazwać?

Podczas aktu miłosnego z ich gruczołów wydziela się specjalna masa  przypominająca klej albo cement. Zabudowują nią otwór kopulacyjny samicy, by mieć pewność, że inny amant już się do niej nie dobierze.

Zresztą sam kształt narządów kopulacyjnych niektórych owadów bywa niezwykły. Przykład ważki: jej przydatki, czyli intymne aparaty, składają się z ząbków, wzgórków czy wycięć, które u samca i samicy idealnie do siebie pasują, niczym klucz do zamka. Taki pan ważka chwyta nimi swoją wybrankę i łączą się w miłosny tandem. Najpierw samiec przy pomocy specjalnego kopulacyjnego sprzętu "oczyszcza" drogi rodne samicy z plemników innego osobnika, a następnie sam przechodzi do kulminacji.

Życie erotyczne owadów nie wszystkich pewnie interesuje, więc zakończę na chrząszczach tropikalnych z rodzaju Nicrophorus. Gdy samica wychowująca młode złapie partnera na zdradzie, dochodzi do przemocy domowej. Partnerka okłada samca tak długo, aż ten wróci do legowiska i zajmie się z powrotem młodymi.

Ale przejdźmy do zwierząt bardziej nam znanych. Koty. Czy wiedziała pani, że koci penis jest wyposażony w kolce?

Samica kota bez bodźca bólowego nie uwalnia komórek jajowych (fot. Shutterstock)
Samica kota bez bodźca bólowego nie uwalnia komórek jajowych (fot. Shutterstock)

Nie. Po co kotom kolce na penisie?

Te wszystkie piski i krzyki w marcu nie mają nic wspólnego z przyjemnością. To z bólu. Jest on fizjologicznie potrzebny, ponieważ samica bez bodźca bólowego nie uwalnia komórek jajowych. Im więcej testosteronu, tym większe kolce, a tym samym większy ból. Ale też większa pewność, że komórki jajowe zostaną uwolnione i narodzi się potomstwo. A o to w naturze chodzi.

Brzmi trochę jak sado-maso.

Perwersje w świecie zwierząt zdarzają się często. Największym dewiantem jest zwierzę uważane za jedno z najsłodszych na świecie, czyli delfin. Okropny gwałciciel. Ma niepohamowany apetyt seksualny i chce spółkować nie tylko ze swoimi samicami, ale ze wszystkim, co po drodze napotka - z pingwinami, żółwiami czy morświnami. Samce delfinów mają wyjątkowo wrażliwe i ruchliwe penisy, którymi potrafią kręcić na wszystkie strony. Zdarza się, że podniecone masturbują się kamieniami, innymi zwierzętami lub przedmiotami znalezionymi na dnie. Tworzą też gangi gwałcicieli. Naładowane testosteronem potrafią zagnać ofiarę na płyciznę, skąd nie może uciec, i używać sobie na niej po kolei. Na szczęście nie trwa to długo, bo na zaspokojenie chuci delfin potrzebuje jedynie 10-12 sekund.

To może przejdźmy do zwierząt, które uprawiają miłość w atmosferze przyjacielskiej. Są takie?

Oczywiście. Chociażby nasz najbliższy krewny, szympans bonobo. 75 procent aktów miłosnych w jego wydaniu nie jest związanych z płodzeniem potomstwa, ale z czystą przyjemnością i rozładowaniem napięcia. W przyrodzie zdarza się to jedynie najbardziej inteligentnym gatunkom.

Dla bonobo uciechy cielesne są czymś powszednim. Na dzień dobry witają się seksem, a potem nim żegnają. Uprawiają miłość, nim wejdą na drzewo, i później, kiedy z niego schodzą. Na szczycie wśród gałęzi też znajdują czas na miłosne szaleństwa. I to nie z jednym partnerem, ale z każdym napotkanym kolegą i we wszelkich możliwych konfiguracjach - homo, hetero, w samotności albo w trójkącie. W efekcie w stadzie nie ma napięć seksualnych. Wszyscy chętnie się szkolą w sztuce miłosnej. Stymulacja za pomocą ust czy języka, seks grecki de anus - nic nie stanowi tu tabu. Samica, kiedy się nudzi, potrafi znaleźć odpowiednio długi patyk, nawilżyć go śliną i sprawić sobie uciechę. Może brzmi to jak opowieści z jakiejś komuny zboczeńców, ale gatunek ten jest jednym z najbardziej pokojowych wśród zwierząt. Przemoc praktycznie tu nie występuje. Myślę że hipisi propagujący hasło: "make love not war" jak nic wzorowali się na bonobo.

A skoro o przyjemności mowa - czy zwierzęta mają orgazmy?

Jest to sprawa mocno dyskusyjna. Wszystko zależy od tego, co rozumiemy pod pojęciem orgazmu. W przypadku zwierząt bardziej nazwałbym to rozładowaniem napięcia seksualnego czy ulgą, którą odczuwają podczas aktu seksualnego. Mówimy tu zarówno o płci męskiej, jak i żeńskiej. Gdy samica przechodzi ruję, sama zdaje się prowokować partnera. Czasem, gdy mamy psy w domu, możemy zaobserwować, że samice wręcz ocierają się o samca. Kieruje nimi instynkt pchający nieustannie ku rozmnażaniu, bez którego świat zwierząt i ludzi by nie istniał. Jakby samice racjonalnie pomyślały, ile sił kosztuje je ciąża, a potem wychowanie młodych, to wiele z nich doszłoby do wniosku, że to im się najzwyczajniej w świecie nie opłaca, więc instynkt jest niezbędny.

Lwica Tycia ze swoim partnerem Maximusem (fot. Archiwum prywatne)
Lwica Tycia ze swoim partnerem Maximusem (fot. Archiwum prywatne)

Niektóre gatunki wydają się wręcz stworzone do reprodukcji. Ponoć samica kangura posiada trzy waginy i dwie macice.

Anatomia i budowa narządów płciowych zwierząt to temat rzeka. Na przykład kolczatka, australijski torbacz podobny do naszego jeża, ma penisa zakończonego czterema głowami. Po co to jemu - nikt nie wie. Wiadomo tylko, że przy każdym seksie działają dwie głowy, a dwie odpoczywają. Tak to sobie natura wymyśliła.

Inny przykład - kaczka. Może nie wydaje się na pierwszy rzut oka zwierzęciem specjalnie obdarzonym przez naturę. Natomiast intymny instrument kaczora przypomina długi i zakręcony korkociąg, sięgający 20 cm. Budowa pochwy samicy przypomina z kolei labirynt ujść, dróg i ślepych uliczek. Ma to utrudnić im zbliżenie. Penis kaczora jest skręcany w jedną stronę, drogi rodne samicy w drugą. Stanowi to specjalny środek antykoncepcyjny mający na celu ograniczenie możliwości zapłodnienia. Wyprodukowanie jaja, wydalenie go z organizmu i wysiadywanie jest procesem bardzo obciążającym. Samice muszą mieć więc możliwość sterowania procesem zapłodnienia.

Są gatunki u ptaków grzebiących, np. kur, których samice mogą same po niechcianym seksie wydalić nasienie partnera. Ale to i tak nic. Dawno temu pewien naukowiec odkrył dziwny gatunek w oceanie, który po pewnym czasie okazał się nie być zwierzęciem, a wędrującym penisem.

Słucham?

U części ośmiornic, zwłaszcza gatunków głębinowych, takich jak żeglarek, szansa spotkania przedstawiciela płci przeciwnej jest dosyć mała. Są więc głowonogi, u których jedna z macek, z materiałem genetycznym w postaci zbioru plemników, odczepia się i wędruje po oceanie w poszukiwaniu partnerki, żeby ją zapłodnić. I tak samotnie wędrujące penisy można spotkać w oceanie.

Trochę to śmieszne i smutne, wróćmy więc na ziemię. Czego zwierzęta mogą nas, ludzi, nauczyć na temat miłości?

Uważamy się za gatunek, który jest bardzo odkrywczy i twórczy w tej dziedzinie, ale tak naprawdę w sztuce kochania nie jesteśmy pionierami. Wszystko, co nam, ludziom, wydaje się za ekstrawaganckie, w świecie zwierząt istnieje od tysięcy lub milionów lat. Nie każde zachowanie warto powielać, bo wśród zwierząt jest dużo brutalności i gwałtu, ale są też zachowania bardzo pozytywne, jak potrzeba bliskości, chęć zaopiekowania się partnerem, a także randkowanie czy intymność. W zależności od gatunku, od zwierząt możemy uczyć się wierności i stałości w uczuciach, czułości albo radości z seksu i innowacyjności.

Piotr Tomasik, miłośnik zwierząt, biolog i wieloletni pracownik Miejskiego Ogrodu Zoologicznego w Łodzi (fot. Archiwum prywatne)
Piotr Tomasik, miłośnik zwierząt, biolog i wieloletni pracownik Miejskiego Ogrodu Zoologicznego w Łodzi (fot. Archiwum prywatne)

Piotr Tomasik. Od 12 lat pracownik działu edukacyjnego w Miejskim Ogrodzie Zoologicznym w Łodzi.  Absolwent biologii i pedagogiki na Uniwersytecie Łódzkim, a także Poznańskiej Szkoły Zoologicznej. Ale, jak sam mówi, nie ma szkoły, która przygotowała go do pracy ze zwierzętami. Wszystkiego, co wie, nauczył się od zwierząt i od starszych kolegów, którzy mieli cierpliwość i chęć dzielenia się wiedzą, pasją i miłością do świata natury.

Dorota Salus. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu, tłumaczka. Publikowała w Wysokich Obcasach i Polityce, tłumaczyła dla National Geographic. Biega i chce kiedyś ukończyć maraton.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku