Podczas jazdy na nartach wjechał w narciarkę i złamał jej rękę. Musiał sprzedać samochód, żeby zapłacić za jej leczenie

Podczas jazdy na nartach wjechał w narciarkę i złamał jej rękę. Musiał sprzedać samochód, żeby zapłacić za jej leczenie (Krzysztof Mazur/ Agencja Gazeta)

społeczeństwo

'Kiedyś jak sąsiad sąsiadowi porysował samochód, to albo się jakoś dogadywali, albo nie odzywali się do siebie przez kilka miesięcy'

Przez wiele lat ubezpieczenie OC w życiu prywatnym kojarzyło się Polakom tylko z sytuacją, w której zalali mieszkanie sąsiada. Dziś, choć trudno mówić o ubezpieczeniowym boomie, są bardziej świadomi tego, że ich dziecko, pies, a w końcu oni sami mogą komuś wyrządzić szkodę, za którą przyjdzie im słono zapłacić.

Ośmiolatek stracił panowanie nad dronem, ten spadł na samochód. Koszt naprawy? Kilkanaście tysięcy złotych. Trzylatek regularnie wjeżdżał hulajnogą w zaparkowane na ulicy samochody. Każda szkoda - co najmniej kilkaset złotych. Mężczyzna podczas zakupów spożywczych wjechał wózkiem w piramidkę z wina wartego kilkaset złotych. Czterolatek na kinderbalu zrzucił ze ściany telewizor plazmowy za kilka tysięcy złotych. Mężczyzna podczas pobytu w Grecji schował klucz do apartamentu w szortach do pływania i poszedł się kąpać. Klucz wylądował na dnie Morza Śródziemnego, a kara za jego zgubienie wyniosła 40 euro.

Agenci ubezpieczeniowi sypią takimi historiami jak z rękawa i bardzo się dziwią, gdy klienci mówią im, że nie mają pojęcia, po co mieliby wykupywać ubezpieczenie OC w życiu prywatnym. - A ja widzę na przykład, że pani przyjechała na spotkanie ze mną na rowerze i wiem, że na tym rowerze jeździ regularnie. Więc ją pytam: a co, jeśli wjedzie pani w kogoś i ta osoba złamie rękę? Mieliśmy niejeden taki przypadek, że rowerzysta wjechał na przejście dla pieszych, wymusił pierwszeństwo, doszło do kolizji i uszkodzenia auta - twierdzi Joanna Rutkiewicz, agentka ubezpieczeniowa z towarzystwa ubezpieczeniowego Warta.

Polacy stali się o wiele bardziej aktywni. Ryzyko, że wyrządzą komuś krzywdę, jest większe (fot: Dariusz Borowicz/ Agencja Gazeta)
Polacy stali się o wiele bardziej aktywni. Ryzyko, że wyrządzą komuś krzywdę, jest większe (fot: Dariusz Borowicz/ Agencja Gazeta)

Polak mądry po szkodzie

Jak mówi Marek Wojciechowski, zastępca dyrektora Departamentu Ubezpieczeń Majątkowych i Komunikacyjnych Generali Polska (w branży od 1998 roku), OC w życiu prywatnym jeszcze kilkanaście lat temu kojarzone było przede wszystkim z ochroną na wypadek np. pęknięcia rury i zniszczenia mieszkania sąsiadów.

- W latach 90. zaledwie 20 procent domów w Polsce chronionych było polisą ubezpieczeniową. OC było dodatkową opcją, którą wykupowali wyłącznie mieszkańcy bloków w obawie przed zalaniem sąsiadów. Im mieszkanie było na wyższym piętrze, tym skłonność do ubezpieczania się wyższa -  wspomina.

Kiedy z czasem na polskim rynku pojawiły się pierwsze zachodnie firmy ubezpieczeniowe, ich przedstawiciele nie mogli się nadziwić, że Polacy ubezpieczają się na tak niewiele ewentualności. - W krajach, w których działali, nikt rozsądnie myślący nie wychodził na ulicę bez polisy OC. Tłumaczyliśmy im wówczas, że to trochę specyfika polskiego podejścia w myśl przysłowia: "Mądry Polak po szkodzie" - opowiada Wojciechowski.

Dziś Polacy na pewno są bardziej świadomi tego, co ich może w życiu spotkać i jak się uchronić przed finansowymi konsekwencjami różnych zdarzeń. Miało na to wpływ kilka czynników. - Przede wszystkim zaczęliśmy być coraz bardziej aktywni i mobilni, uprawiamy sporty, częściej wyjeżdżamy na urlopy, również za granicę. Na ulicach pojawiły się rowery, hulajnogi, więc ryzyko kolizji czy to z samochodem, czy z pieszym lub innym rowerzystą znacznie wzrosło. Rozwój technologii również miał niebagatelny wpływ - na przykład jak dron spadnie na samochód, może wyrządzić niemałą szkodę - wyjaśnia Wojciechowski.

Joanna Rutkiewicz zauważa jeszcze jedno - jej zdaniem jesteśmy też bardziej roszczeniowi. - Kiedyś jak sąsiad sąsiadowi coś zniszczył albo porysował samochód, to albo się jakoś dogadywali, albo nie odzywali się do siebie przez kilka miesięcy, nikt raczej nie pomyślał, żeby komuś za coś płacić. Dziś Polacy więcej zarabiają, więcej posiadają, często dysponują bardzo drogim sprzętem, jeżdżą dobrymi autami i jeśli szkoda będzie naprawdę wysoka - nie odpuszczą. Lakierowanie samochodu, o który dziecko zahaczyło pedałem od roweru, może kosztować nawet kilka tysięcy złotych - mówi Rutkiewicz.

Dron obsługiwany nieumiejętnie, może spaść na samochód i uszkodzić go (fot: Grzegorz Skowronek/ Agencja Gazeta)
Dron obsługiwany nieumiejętnie, może spaść na samochód i uszkodzić go (fot: Grzegorz Skowronek/ Agencja Gazeta)

Nie zapomni też mężczyzny, który będąc za granicą, w górach podczas jazdy na nartach wjechał w narciarkę i złamał jej rękę. - Musiał sprzedać auto, żeby zapłacić za jej leczenie. Od tamtej pory co roku przedłuża OC i każdemu opowiada tę historię ku przestrodze - mówi Rutkiewicz i zaznacza, że koszty leczenia za granicą są o wiele wyższe niż w Polsce. - Miałam klienta, który również podczas pobytu na nartach złamał pewnej Włoszce palec. Musiał jej zapłacić 120 tysięcy złotych - mówi.

Rutkiewicz nie zauważa jednak, żeby w ciągu ostatnich lat znacznie zwiększyła się liczba wykupywanych ubezpieczeń OC w życiu prywatnym. - Ludzie wykupują ubezpieczenie w ramach polisy mieszkaniowej, tak jak dawniej, ale dziś na coraz większe kwoty - opowiada. Jak mówi, nikogo nie interesuje już polisa w wysokości 10-20 tysięcy złotych, bo sprzęt, który mają sąsiedzi, jest dziś dużo droższy niż dawniej. Koszty leczenia narciarza, którego potrącimy - również, podobnie jak koszt naprawy samochodu, który nasze dziecko komuś zarysuje. - O polisie niższej niż na 50 tysięcy złotych nikt dziś nie chce słyszeć. Są osoby, które wykupują polisę na 300 tysięcy złotych, a nawet i pół miliona - mówi Rutkiewicz.

Pies pogryzł psa

Zdarza się, że motywacją dla wykupienia OC w życiu prywatnym nie jest ani posiadanie mieszkania, ani uprawianie sportów. Coraz częściej o OC myślą właściciele psów. - Bardzo wiele mieliśmy takich przypadków, że pies pogryzł innego psa albo człowieka i ubezpieczenie pokrywało koszty leczenia. Zdarzyło się też nieraz, że pies uciekł z czyjejś posesji i wybiegł na jezdnię. Doszło do kolizji z samochodem, w wyniku której auto zostało uszkodzone. Koszty naprawy pokryło ubezpieczenie OC w życiu prywatnym właściciela psa - opowiada agentka ubezpieczeniowa dużego towarzystwa ubezpieczeniowego. Rutkiewicz przytacza inną historię, w której to pies okazał się sprawcą: - Mężczyzna odwiedził swoją koleżankę w mieszkaniu. Ta miała psa. I ten pies pogryzł mu buty. Z jej ubezpieczenia OC zostało panu wypłacone odszkodowanie, za które kupił sobie nową parę. Koszty nowej pary butów są jednak zwykle dużo niższe niż leczenie psa u weterynarza - opowiada Joanna Rutkiewicz.

- Polacy coraz częściej wyjeżdżają na wakacje ze swoimi psami, coraz więcej pensjonatów czy hoteli umożliwia pobyt z pupilem. Niektórym psom zdarza się coś pogryźć lub załatwić się w pokoju. Wszelkie tego typu szkody mogą zostać pokryte z OC - dodaje Anna Glos, likwidatorka szkód z towarzystwa ubezpieczeń AEGON.

OC na dziecko

Agenci ubezpieczeniowi spotkali się również z sytuacjami, w których rodzice postanowili wykupić OC w życiu prywatnym ze względu na swoje dzieci. Wiele osób nie wie wciąż, że ubezpieczenie OC obejmuje szkody wyrządzone osobom trzecim właśnie przez nie.

Coraz więcej dzieci korzysta z elektrycznych hulajnóg (fot: Cezary Aszkielowicz/ Agencja Gazeta)
Coraz więcej dzieci korzysta z elektrycznych hulajnóg (fot: Cezary Aszkielowicz/ Agencja Gazeta)

- Zgodnie z przepisami dopiero dzieci powyżej 13. roku życia odpowiadają za swoje czyny, dzieciom do lat 13 nie można przypisać winy, a tym samym pociągnąć ich do odpowiedzialności. Za wyrządzone przez nie szkody odpowiadają osoby zobowiązane do nadzoru nad nimi, czyli rodzice, albo jeśli dziecko przebywa w szkole, to szkoła. W sytuacji, w której dziecko wyrządziło komuś szkodę, i zostanie udowodnione, że stało się to dlatego, że opiekun nie wypełnił prawidłowo swojego obowiązku nadzoru nad nim, odszkodowanie zostanie wypłacone z OC w życiu prywatnym tego opiekuna.  Warto jednak pamiętać, że opiekun nie odpowiada za szkodę, jeśli nadzór nad dzieckiem był prawidłowy lub szkoda i tak by powstała jako następstwo nieszczęśliwego wypadku - tłumaczy Wojciechowski.

Porozmawiałam z kilkorgiem rodziców, którzy zabezpieczają się na wypadek szkód wyrządzonych przez dzieci. Radek wykupił ubezpieczenie OC w życiu prywatnym po tym, jak jego syn kilka razy porysował auta kluczem, wracając ze szkoły. Marta zdecydowała się na ubezpieczenie, bo jej trzyletni synek podczas nauki jazdy na hulajnodze lub rowerze miał w zwyczaju rzucić pojazdem gdzie popadnie. Córka Sandry wyrwała drzwi z zawiasów w mieszkaniu krewnej. Innym razem zbiła jej zastawę stołową.

Magdzie, mamie pięcioletniego Franka, ubezpieczenie bardzo przydało się, gdy jej synek kopnął z całej siły w lustro w windzie i zbił szybę. Iwonie, gdy jej syn uderzył kolegę w szczękę i wybił mu ząb - mama poszkodowanego chłopca zażądała 50 tysięcy złotych. A Piotrowi, gdy jego syn wpadł na kolegę trzymającego w dłoni smartfon, w wyniku czego telefon roztrzaskał się o posadzkę.

- Zdarzyło się, że dziecko nie zauważyło szklanej ściany na basenie i w nią weszło. Miało przy sobie sprzęt do pływania, którym uderzyło w szybę. Ta się zbiła. Nie zawinili właściciele basenu, ponieważ na szybie przyklejone były charakterystyczne ptaszki. Dziecko ich jednak nie zauważyło - mówi Rutkiewicz.

Anna opowiada historię małżeństwa, które pojechało z kilkuletnim dzieckiem na wakacje do pensjonatu. Zsiusiało się do łóżka i zalało materac. - Rodzice nie położyli na materac specjalnej podkładki, a powinni byli o to zadbać. Właściciele pensjonatu mieli prawo żądać zadośćuczynienia za wyrządzoną szkodę - opowiada.

Inna mama zabrała swojego sześcioletniego syna do kosmetyczki. Chłopiec siedział w poczekalni i najwyraźniej się nudził. - Bujał się na krześle, w pewnym momencie tak się wychylił, że aby zmniejszyć ryzyko spadnięcia z krzesłem na podłogę, pociągnął ze sobą stolik, na którym było mnóstwo kosmetyków do robienia manicure. Wszystko spadło na ziemię i się porozbijało.

Polacy wykupują OC w życiu prywatnym ze względu na swojego psa, który może kogoś ugryźć (fot: Agnieszka Sadowska/ Agencja Gazeta)
Polacy wykupują OC w życiu prywatnym ze względu na swojego psa, który może kogoś ugryźć (fot: Agnieszka Sadowska/ Agencja Gazeta)

Płonący św. Mikołaj

Zdaniem Joanny Rutkiewicz o wiele więcej szkód i na większą skalę wyrządzają jednak dorośli. Pamięta klienta, który podczas prac remontowych przewiercił się do sąsiada. Pech chciał, że akurat pod tą ścianą sąsiad postawił szafę z cennymi przedmiotami. Szafa się przewróciła, a wraz z nią drogocenne mienie. Inny klient wyrwał klamkę z drzwi wejściowych do lokalu usługowego, tak był poirytowany. Jeszcze inny przyciął kobiecie palce, bo nie spojrzał za siebie, gdy zamykał drzwi do sklepu. Kolejny przejechał kobiecie po palcach wózkiem sklepowym.

Anna, likwidatorka szkód, wspomina z kolei rodzinę, która na czas świąt przymocowała do balustrady balkonowej sztucznego św. Mikołaja. Mikołaj w dodatku się świecił. Niestety, ktoś wadliwie podłączył Mikołaja do prądu i nastąpiło spięcie, a w wyniku spięcia - pożar. Palący się Mikołaj spadł na balkon mieszkania sąsiada poniżej, uszkadzając płytki, krzesła balkonowe oraz pranie na suszarce. Osmolone zostały również ściany.

Opowiada również o kliencie, który w trakcie tańca z jubilatką na imprezie urodzinowej tak nieumiejętnie wykonał piruet, że uderzył ją w twarz. Kobieta nie doznała na szczęście urazu, natomiast całkowitemu zniszczeniu uległy okulary korekcyjne, które miała na nosie.

Joanna Rutkiewicz zauważa, że wśród klientów zdarzają się jednak oszuści. Pamięta trzech mężczyzn, którzy co jakiś czas wyrządzali sobie nawzajem, niby niechcący, jakąś szkodę - a to jeden zrzucił drugiemu telewizor plazmowy, a to drugi uszkodził trzeciemu odtwarzacz DVD. Zdarzeń między trzema panami było jednak tak dużo, że towarzystwo postanowiło zgłosić sprawę do prokuratury pod zarzutem wyłudzenia. Sprawa jest w toku.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również w serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną. Z serwisu lokalnego do magazynu Weekend.Gazeta.pl przeszła w sierpniu 2018 roku.