Koreański zespół BTS

Koreański zespół BTS (fot. Jeon Han / Korean Culture and Information Service)

fenomen

Sadzą drzewa, budują szkoły, zbierają setki tysięcy dolarów dla potrzebujących. Dlaczego fani k-popu są tak skuteczni?

Azjatyckie gwiazdy mają wierną publiczność także w Polsce, o czym po awanturze o "Dzień dobry TVN" nie trzeba już przekonywać. Na świecie fani k-popu stanowią 80-milionową społeczność, która - być może - zmieni biznes muzyczny. A przynajmniej jego część.

"Niespecjalnie męska twarz". "Grzywka na pewno nie robi go najprzystojniejszym  człowiekiem". "Jeśli spodziewają się państwo na czele stawki Brada Pitta czy George'a Clooneya, to może państwa czekać niespodzianka". Tak pod koniec stycznia w programie "Dzień dobry TVN" prowadzący, Anna Kalczyńska i Andrzej Sołtysik, komentowali wygląd zwycięzcy plebiscytu "Most Handsome Faces" organizowanego przez TC Candler. Okazał się nim Jungkook, koreański gwiazdor muzyki pop, jeden z członków zespołu BTS.

Tematowi towarzyszyła sonda uliczna przeprowadzona przez Adama Federa, reportera stacji. Jej uczestnikom pokazano zdjęcie nie tego Koreańczyka co trzeba - zamiast zwycięzcy plebiscytu przechodnie oglądali fotografię jego kolegi z zespołu, Jung Ho-seoka. Stwierdzali, że "krowa [podobnie jak Jungkook - przyp. red.] też ma kolczyk w uchu", sam muzyk jest natomiast zniewieściały i trudno określić jego płeć.

Pewnie skończyłoby się na omówieniu sprawy w polskich mediach, gdyby nie użytkowniczka Twittera posługująca się pseudonimem "lilmeawmeaw". To ona udostępniła w sieci fragment materiału TVN i opatrzyła go angielskimi napisami. Wszystko po to, aby dotrzeć również do zagranicznych odbiorców. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Komentarze prowadzących i przechodniów wzbudziły oburzenie wśród fanów Jungkooka na całym świecie. Dziennikarzom zarzucano rasizm oraz promowanie toksycznej męskości. O sprawie napisano w Koreaboo, jednym z największych portali dotyczących k-popu (tylko na Twitterze ma 1,6 mln obserwujących). A fani BTS przygotowali wzór petycji skierowanej do władz polskiej stacji. Po sieci w błyskawicznym tempie rozprzestrzenił się hashtag o treści "dziendobrytvnisoverparty".

Zespół BTS podczas występu w Nowym Jorku (fot. Shutterstock)
Zespół BTS podczas występu w Nowym Jorku (fot. Shutterstock)

Stacja TVN opublikowała przeprosiny skierowane zarówno do Jungkooka, jak i do jego kolegi z zespołu, Jung Ho-seoka. Następnie dowiedzieliśmy się, że autor sondy, reporter Adam Feder, został zwolniony. Komentarze jednak nie milkną, a wśród nich także te wyrażające zdziwienie, że wobec prowadzących program i jego wydawców żadnych konsekwencji nie wyciągnięto.

Dla 17- i 40-latków

To nie pierwszy raz, kiedy fani koreańskiego popu pokazali, że jest ich wielu (według The Korea Foundation - 83 mln osób ze 113 krajów) i potrafią bronić tego, na czym im zależy. Czyli k-popu. Jest on odmianą muzyki popularnej pochodzącej z Korei Południowej. Łączy rozmaite nurty, takie jak rock, hip-hop, dance, electropop itd., a popularność zaczął zyskiwać na początku XXI wieku. Dużą rolę w twórczości k-popowej odgrywają również wizerunek artystów oraz układy choreograficzne przez nich prezentowane. A są to ludzie nieprzypadkowi.

Aby stać się gwiazdą koreańskiej muzyki, trzeba wziąć udział w jednym z wieloetapowych castingów organizowanych przez największe k-popowe wytwórnie. Najlepsi kandydaci, zanim trafią do zespołu, uczestniczą w kilkuletnim kursie wokalno-tanecznym, weryfikującym, czy są w stanie podporządkować swoje życie show-biznesowej karierze.

Azjatyckie gwiazdy mają wierną publiczność także w Polsce, o czym po awanturze z TVN-em nie trzeba już przekonywać. Kim są polscy fani i co mówią o swoich zainteresowaniach?

- Najbardziej zafascynowały mnie umiejętności taneczno-wokalne artystów i to, że w tekstach poruszane są ważne tematy - wyznaje 17-letnia Martyna* ze Stalowej Woli, która korzysta z angielskich tłumaczeń k-popowych utworów. - Muzycy k-popowi nie śpiewają w kółko o miłości lub pieniądzach. Wiele piosenek dotyczy samoakceptacji, odnajdywania i kochania samego siebie, co jest bardzo ważne dla dzisiejszych nastolatków. Znam wiele osób, które wyszły z "dołka" dzięki tej muzyce.

28-letni Patryk, pracownik branży IT z Torunia, zwraca również uwagę na termin "koncept", którego używają fanki i fani k-popu w odniesieniu do ulubionych wykonawców. - Konceptem można określić stroje, choreografię czy prezencję na scenie w czasie występów. Mamy więc zespoły "urocze" (np. TWICE), seksowne (9MUSES) itd. Charakterystyczne jest również bazowanie na amerykańskich girls/boysbandach z lat 90. XX wieku. Każdy członek zespołu ma swoją rolę - np. wokalista, tancerz czy  visual - osoba przykuwająca uwagę urodą. Dzięki temu zespół może dotrzeć do znacznie większego grona odbiorców - wyjaśnia Patryk.

Najważniejsza wydaje się jednak wspólnota, którą tworzą fanki i fani k-popu, nie tylko za pośrednictwem mediów społecznościowych. 18-letnia Dominika, licealistka z Bytomia, mówi: - Dzięki k-popowi zwyczajnie otworzyłam się na ludzi. Fani tej muzyki często organizują spotkania w różnych miastach, przez co miałam okazję poznać wiele cudownych osób w naprawdę różnym wieku, mających często skrajnie odmienne zainteresowania. Oczywiście oprócz k-popu.

Magda, 42-letnia barmanka z Krakowa, zaraziła się pasją od nastoletniej córki Agaty: - Myślałam, że to kolejne dziecięce hobby, które zaraz jej przejdzie. A potem sama się "wkręciłam" (śmiech). Może na kupowanie gadżetów w rodzaju koszulek i lightsticków [świecących przedmiotów używanych przez fanów podczas koncertów - przyp. red.] mam już za dużo lat, ale chętnie czytam o swoich ulubieńcach i śledzę ich media społecznościowe. Oczywiście choreografia i cały ten rozmach robi wrażenie, najbardziej lubię jednak ballady, np. "Stay" EXO.

Świat słuchaczy k-popu wydaje się różnorodny. Fani nie tworzą ścisłej subkultury posługującej się określonym kodem, który byłby widoczny w ubiorze czy zachowaniach, choć część, wzorem niektórych wykonawców, farbuje włosy na fantazyjne kolory. Warto też znać parę koreańskich terminów, takich jak bias (ulubiony członek zespołu) czy sasaeng (fan ogarnięty obsesją na punkcie idola, stalker). Ale tak naprawdę ważny jest "fandom", jak określamy zwartą społeczność, która wspiera danych wykonawców, kolekcjonuje informacje na ich temat, a nawet koresponduje ze swoimi idolami.

"lilmeawmeaw", 16-letnia licealistka, która sprawiła, że o programie TVN-u usłyszeli k-poperzy na całym świecie, podkreśla: więź łącząca słuchaczy i artystów k-popowych jest nieporównywalna z jakąkolwiek inną. - Artyści k-popowi na każdym kroku dziękują swoim fanom za wsparcie i podkreślają przywiązanie do nich, w przypadku zachodnich muzyków nie jest to takie oczywiste. To jednak nie wszystko: istnieją specjalne aplikacje, takie jak np. V-Live, za pośrednictwem których muzycy prowadzą relacje na żywo - wówczas niemal zawsze dyskutują z fanami piszącymi komentarze, pozwalają im na bezpośredni kontakt.

Tysiąc dwieście drzew mango

Akcja wokół materiału TVN-u to nie pierwszy przypadek, w którym polscy fani k-popu dali próbkę swoich możliwości organizacyjnych. Wiosną ubiegłego roku w TVP ogłoszono internetową sondę, której wyniki miały zostać pokazane w programie "Strefa starcia" emitowanym na TVP Info. Pytanie brzmiało: "czy akceptujesz możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne?". Jak podkreślają moi rozmówcy, fani k-popu chętnie wspierają społeczność LGBT - wystarczyło więc, że kilka osób udostępniło link do sondy na Twitterze i zachęciło do udziału. Dzięki współpracy polskich fandomów oddano 53 procent głosów na "tak". Sondaż został przedwcześnie zakończony przez TVP, która przekonywała, że głosy za adopcją zostały kupione. Dowodem miały być koreańskie pseudonimy wielu użytkowników Twittera promujących akcję.

Bywa, że współpraca między fanami k-popu ma międzynarodowy charakter. Standardem od kilkunastu lat są zbiórki pieniędzy (organizowane np. z okazji urodzin idola), które następnie przeznaczane są na cele charytatywne. W roku 2017 słuchacze zespołu Big Bang przekazali koreańskiej fundacji Dreame 168 ton ryżu, które trafiły następnie do najuboższych. W roku 2013 fani grupy 2NE1 sprawili, że w miasteczku Tonji w Sudanie Południowym powstał las, który dał tamtejszym mieszkańcom pożywienie i schronienie przed słońcem. Łącznie zasadzono około 1210 drzew mango. W 2017 roku członkowie ARMY, fandomu BTS, wraz z zespołem zaangażowali się w organizowaną przez UNICEF kampanię "Love Myself", która skupia się na przeciwdziałaniu przemocy dziecięcej. Zebrali wówczas wspólnymi siłami prawie pół miliona dolarów. Listę uzupełnia biblioteka dziecięca imienia Parka Ji-hoona z grupy Wanna One stworzona przez jego fanów. Jako że pasją artysty jest czytanie, fani kupili około 950 książek, a następnie przekazali je szkole podstawowej znajdującej się w chińskim Jiangxi.

Zazwyczaj jest tak, że inicjatywy poszczególnych fandomów są wspierane przez fanów innych zespołów. K-poperzy, zamiast spierać się o muzyczne upodobania, wolą współpracować. Jak mówi "Uma", autorka i recenzentka K-pop Live Polska, jednego z największych polskich portali o tej tematyce: - Stanowimy jedną wielką rodzinę, nieważne, jakiej jesteśmy karnacji, wyznań. To naprawdę bardzo tolerancyjne środowisko.

Z tolerancją innych osób wobec k-poperów bywa jednak różnie. - Z dyskryminacją spotkałam się wiele razy - mówi Dominika, która fanką k-popu jest od ośmiu lat. - W szkole podstawowej inne dzieciaki znęcały się nade mną przez to, że moja pasja jest inna niż ich. Oczywiście nie obyło się bez uwag rasistowskich. Takie sytuacje zdarzają się zresztą do teraz.

Zespół BTS podczas jednego ze swoich występów (fot. Shutterstock)
Zespół BTS podczas jednego ze swoich występów (fot. Shutterstock)

Omdlenia i niewolnicze kontrakty

Fani k-popu zdają sobie sprawę z tego, że życie ich idoli nie jest idealne. W ostatnich miesiącach kilka gwiazd tej muzyki popełniło samobójstwo. To przecież bardzo młodzi ludzie, poddani ogromnej presji, w dodatku często mierzący się z nieuczciwymi praktykami. Mowa między innymi o ograniczeniach nakładanych na gwiazdy k-popu i "niewolniczych kontraktach", o których informowało między innymi BBC. W roku 2009 grupa Dong Bang Shin Ki pozwała wytwórnię SM Entertainment z powodu zapisów w kontrakcie. Umowa miała obowiązywać przez aż 13 lat. A w przypadku, gdyby album sprzedał się w nakładzie mniejszym niż 500 tysięcy egzemplarzy, artyści nie otrzymaliby żadnych tantiem. Sąd przyznał rację zespołowi.

Znane są również przypadki zasłabnięć i omdleń w trakcie występów na scenie. Przyczyna? Przepracowanie k-popowych wykonawców. Jak podkreśla Piotr - w tej kwestii słuchacze często stają w obronie swoich ulubieńców. Dobrym przykładem jest fandom grupy TWICE o nazwie ONCE. Gdy tylko fani zauważyli, że ich idolki wyglądają na przemęczone, wystosowali do wytwórni petycję, w której pisali, że harmonogram artystek jest zbyt napięty i powinny odpocząć.

Fani k-popu dostrzegają także sprzeczność pomiędzy nawoływaniem do samoakceptacji i różnorodności a wizerunkiem czołowych gwiazd gatunku. Grupy k-popowe składają się głównie z atrakcyjnych, wysportowanych, młodych kobiet i mężczyzn. Wynika to w dużej mierze z oczekiwań wytwórni. Sytuacja ta zaczyna jednak z wolna ulegać zmianie. - Idealnym przykładem jest Hwasa, czyli członkini zespołu MAMAMOO - mówi Dominika. - Chociaż zupełnie odbiega od koreańskiego kanonu piękna, jest kochana i wspierana zarówno przez koreańskich, jak i zagranicznych fanów. A to wszystko dzięki jej talentowi i charyzmie.

Takich przykładów jest więcej. - Mamy też Shindonga z Super Junior, który wyróżnia się tym, że jest dość pulchny. Amber, znana z F(x) i z solowej twórczości, również nie należy do stereotypowo kobiecych osób. Ma krótkie włosy, woli męski styl. Jest jeszcze Daesung z Big Bang, który sam żartuje, że "stał się przystojny dopiero z grzywką na oczach" - wylicza "Uma" z KpopLive.

Dominika dodaje: - Idole czują, że mają nasze wsparcie i że powoli zmierzamy do sytuacji, w której będą mogli pokazywać siebie, prawdziwych.

Niewykluczone więc, że fani k-popu są w stanie nie tylko wywołać chwilową burzę, ale i zmienić biznes muzyczny, a przynajmniej tę jego część, która jest dla nich ważna. Naiwne? Członkowie k-popowych fandomów nieraz udowodnili, że nie ma dla nich rzeczy niemożliwych.

*Niektóre z imion zostały zmienione na prośbę rozmówców

Mateusz Witkowski. Ur. 1989. Redaktor naczelny portalu Popmoderna.pl, stały współpracownik Gazeta.pl, "Czasu Kultury" i "Dwutygodnika". Stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w roku 2018. Interesuje się związkami między literaturą a popkulturą, brytyjską muzyką z lat 80. i 90. oraz włoskim futbolem. Współprowadzi fanpage Niedziele Polskie, prowadzi facebookowego bloga muzycznego Popland.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (155)
Zaloguj się
  • gj61

    Oceniono 34 razy 18

    No dobra, wysłuchałem... znaczy, próbowałem. Jackson robił to już 30 lat temu, miał połowę tego sprzętu i pięć razy więcej talentu. Inaczej mówiąc: nic nowatorskiego, odkrywczego, ot kolejna hodowla idoli pokolenia smartfonowego. Takie "zenki martyniuki" dalekiego wschodu.
    Za dziesięć lat nikt o tych "gwiazdkach" nie będzie pamiętać, a ich dzieci po wysłuchaniu "Schodów do nieba" czy "Piece of my heart" "odkryją" wspaniałą muzykę.

  • parsom

    Oceniono 18 razy 14

    Większość padających tu stwierdzeń o wyjątkowości tych zespołów, ich tekstów, fanach, więzi z fanami, korzyściach z interakcji z innymi fanami itd. da się powiedzieć o niemal każdym zespole czy każdym innym obiekcie wokół którego zbiera się jakaś grupa wyznawców czy mniej lub bardziej gorliwych użytkowników. Nie ma tu absolutnie nic wyjątkowego. Nawet typowo marketingowe podejście, dopasowanie do potrzeb odbiorców, selekcja członków, przypisywanie im ról itd. było już dawno. Nowe jest tylko jedno - internet. Kiedyś nastolatkowie byli ograniczeni do listów do Bravo czy korespondencyjnych fanklubów, teraz mają zdecydowanie większe możliwości dzielenia się swoją napędzaną hormonami emocjonalnością i poczuciem wyjątkowości.

  • tycho99

    Oceniono 18 razy 12

    K-pop jest sztucznym tworem koreańskiego rządu, które chciało stworzyć kolejny towar eksportowy i pompowało weń mnóstwo pieniędzy. W ichnim ministerstwie kultury jest nawet departament K-popu. Mimo wszystko cieszę się, że w naszym ministerstwie kultury nie ma departamentu Disco Polo.

  • wusu

    Oceniono 9 razy 9

    Przejrzalem troche wpisów internautow. Moja opinia: ludzie wiecej toleracji. Zarowno k-pop jak i disco polo jak i polski rap jak i cos tam innego maja prawo istnieć. Dzieki temu odbiorca sobie wybiera: lubie to, to mi jest obojetne, tego nie lubie. Jednak szufladka 'tego nie lubie' nie powinna oznaczac ze hejtuje ten gatunek w muzyce czy nurt w sztuce.
    Generalnie rozwoj polega na przechodzeniu od latwiejszych gatunkow do trudniejszych jednak czy wszyscy musza sie rozwijac? Nie ma takiego obowiazku. Czesc moze zostac przy muzyce lekkiej, latwej i przyjemnej bo wszystko jest dla ludzi.

  • ml2403

    Oceniono 11 razy 5

    Nie chcę oceniać tej muzyki ale mam jedną uwagę. Muzyka musi bronić się sama tzn jeżeli dany utwór nie istnieje bez dodatkowych wygibasów to nie jest to żadna muzyka.

  • Marta Brożyna

    Oceniono 13 razy 5

    piękny artykuł i naprawdę dziękuję za niego jako osoba słuchająca kpopu. jestem ogromnie wdzięczna za okazane nam jak i naszym ukochanym artystom wsparcie, szacunek i zrozumienie. każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego jak jesteśmy odbierani w oczach części społeczeństwa i mam nadzieję, że ten artykuł dotrze do tych osób i w pewien sposób pokaże im że jesteśmy po prostu ludźmi, którzy kochają koreańskich artystów, ich muzykę i chcą pokazać jak wielką inspiracją oraz wsparciem dla nas są. nie oczekuję, że ktoś zmusi się do lubienia kpopu ale szczerze mam nadzieję, że po prostu dotrzemy do serc innych ludzi i zobaczą w nas drugiego człowieka bez względu na to jakiej muzyki słuchamy. jestem niesamowicie dumna z tego jaką mamy relację z idolami, z tego co osiągają, z tego kim są, z tego jakie wartości starają się nam przekazać, z tego jak wiele mają w sobie pasji i z tego jak wiele miłości i zrozumienia dają obcym osobom. jako kpoperka postaram się z całych sił ich nie zawieść i być najlepszą wersją siebie dla mnie samej jak i dla innych osób. jeszcze raz bardzo dziękuję każdej osobie, która poświęciła swój czas na stworzenie tego artykułu za ciężką pracę i chęci. życzę Państwu dalszych sukcesów i wszystkiego co najlepsze.

  • j-ugo

    Oceniono 6 razy 4

    A ja wolę rock. Najstarsi wykonawcy Rolling Stones i węgierska Omega mają się dobrze.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX