Augusta Hospital - jeden z pięciu wrocławskich szpitali, w których w latach 30. XX wieku sterylizowano pacjentów

Augusta Hospital - jeden z pięciu wrocławskich szpitali, w których w latach 30. XX wieku sterylizowano pacjentów (Fot. Fotopolska.eu)

wywiad gazeta.pl

Po donosie sąsiada, za "bezmyślny uśmieszek" u lekarza. Każdy mógł zostać ofiarą przymusowej sterylizacji

Niewielu zdawało sobie sprawę, jak szybko będzie się można stać niepożądaną osobą. Wystarczył alkoholik w rodzinie lub dziecko z zaćmą i cała rodzina była automatycznie podejrzana o dziedziczne choroby - mówi Joanna Ostrowska, autorka książki "Mój Führerze! Ofiary przymusowej sterylizacji na Dolnym Śląsku w latach 1934-44".

"Kto nie jest zdrowy na ciele i umyśle, nie ma prawa uwieczniać swojego cierpienia w ciele potomstwa [...]. Być chorym i słabym nie jest hańbą, lecz godnym ubolewania nieszczęściem, ale jest zbrodnią, a zatem i hańbą, przez swój egoizm tym nieszczęściem obarczyć niewinną istotę" - pisał w "Mein Kampf" Adolf Hitler.

Z tego narodziła się później polityka, najpierw wobec wspólnoty niemieckiej, a potem także krajów podbitych. Chodziło w niej o kontrolowanie i, co ważniejsze, decydowanie, jacy obywatele mają prawo istnieć, a jacy nie. Według tego eugenicznego podejścia naród był toczonym przez chorobę ciałem. Owa choroba to między innymi ludzie z niepełnosprawnościami fizycznymi i psychicznymi.

W ten sposób postrzegano ich nie tylko w Niemczech.

To prawda, eugenika była popularna i wcielana w życie w wielu krajach, ale tylko w III Rzeszy doszło do pełnej realizacji planu - od naznaczenia do eksterminacji. Nigdzie indziej nie udało się tak sprawnie podzielić społeczeństwa i wykluczyć innych ze wspólnoty. Ludzie naznaczeni byli traktowani jako nieszczęście i obciążenie dla zdrowych obywateli. Według nazistów należało coś z tym zrobić. I to szybko. Hitler przejął władzę pod koniec stycznia 1933 roku.

...a Ustawę o ochronie przed potomstwem dziedzicznie chorym uchwalono w lipcu.

I była ona bardzo brutalna. Już w pierwszym paragrafie wyliczono, co uznaje się za dziedziczne obciążenie. Co - trzymając się narracji Hitlera - jest nieszczęściem, z którym trzeba skończyć.

Wachlarz był bardzo szeroki: od ciężkich niepełnosprawności fizycznych i psychicznych do jaskry, padaczki, cukrzycy czy alkoholizmu.

Już pierwszy punkt w tym paragrafie - wrodzony niedorozwój umysłowy - dawał nieograniczone możliwości, bo można było podpiąć pod niego niemal wszystko. Wystarczył sąsiedzki donos, by rozpoczęto procedurę. Wystarczyło, że sąsiadka z wioski na Dolnym Śląsku zobaczyła twoją córkę, jak siedzi w milczeniu.

Po lewej: Tekst Ustawy o ochronie przed potomstwem dziedzicznie chorym opublikowany w 'Reichsgesetzblatt' 25 lipca 1933 (fot. Österreichische Nationalbibliothek), po prawej:  rozkaz Hitlera dający przyzwolenie lekarzom na zabijanie nieuleczalnie chorych pacjentów (fot. Nuremberg Documentation Centre Museum)
Po lewej: Tekst Ustawy o ochronie przed potomstwem dziedzicznie chorym opublikowany w 'Reichsgesetzblatt' 25 lipca 1933 (fot. Österreichische Nationalbibliothek), po prawej: rozkaz Hitlera dający przyzwolenie lekarzom na zabijanie nieuleczalnie chorych pacjentów (fot. Nuremberg Documentation Centre Museum)

"Siedziała godzinami zamyślona koło pieca" - to z donosu na Hedwig Wenzel, jedną z bohaterek twojej książki.

Kolejnym krokiem była diagnoza lekarska, a lekarzom dawano jeszcze większe możliwości interpretacyjne i zalecano indywidualne podejście oraz, co ważne, formułowanie prognozy dziedziczności. Krótko mówiąc, lekarz mógł zdecydować, czy to, co - według niego - ci dolega, stwarza niebezpieczeństwo dla przyszłości narodu.

Ustawę egzekwowali głównie lekarze i prawnicy, czyli przedstawiciele bardzo szanowanych zawodów, społeczna elita. 

Co powoduje, że to prawo jest jeszcze bardziej interesujące. Oto obywatele wykonujący zawody zaufania publicznego, obywatele, którzy mają pomagać, realizują zbrodniczą politykę finalnie prowadzącą do ludobójstwa. To właśnie na podstawie akt lekarskich i sądowych, powstających w związku z tą ustawą, sporządzono listy osób z niepełnosprawnościami przeznaczonych do akcji T4.

Dla nich nie było ratunku.

T4 to akcja "eutanazyjna" przygotowana przez lekarzy, na podstawie antydatowanej we wrześniu 1939 roku decyzji Hitlera o zamordowaniu ludzi chorych psychicznie i tych z wrodzonymi zaburzeniami umysłowymi. Przeprowadzono ją między innymi w jednostkach eksterminacyjnych stworzonych w dawnych szpitalach psychiatrycznych. Tam po raz pierwszy testowano gazowanie ludzi w komorach i tam też mogli trafić wszyscy bohaterowie mojej książki. Często w mordach na pacjentach brał udział personel medyczny - lekarze i pielęgniarki, którzy potem pracowali w niemieckich obozach. Można powiedzieć, że T4 to kulminacja polityki eugenicznej, której nie wystarczała sterylizacja naznaczonych osób. Uważano, że "pustym ludzkim skorupom", jak nazywano chorych, można pomóc tylko w odejściu z tego świata.

Odejściu zarówno dla dobra narodu, jak i ich samych. Sterylizacja też była dla dobra, "nie jest bowiem żadną karą i żadną hańbą, lecz działaniem koniecznym w interesie zdrowia narodu" - pisali urzędnicy w listach do osób skierowanych na zabieg.

Każdy obywatel i obywatelka mają wobec wspólnoty narodowej obowiązki i nieraz muszą ponieść ofiarę. To tłumaczenie miało też na celu doprowadzenie do sytuacji, w której osoba skazana na ubezpłodnienie poddawała się zabiegowi dobrowolnie. Chodziło o to, żeby z wyrokiem sama przyszła do placówki medycznej w poczuciu, że przestanie być balastem dla narodu. A po zabiegu może nadal funkcjonować. Chyba że będzie stawiać opór. Wówczas państwo musi zastosować środki przymusu, a ta osoba stanie się wrogiem.

Wiemy, ile osób wysterylizowano siłą, a ile zgłosiło się "dobrowolnie"?

Dane liczbowe to jak zwykle problem. W komplecie zachowała się tylko dokumentacja księgowa, czyli rachunki za sterylizację. Inne dokumenty są niepełne bądź zaginęły, więc trudno na pytanie precyzyjnie odpowiedzieć. Na pewno były to tysiące ludzi, na terenie rejencji opolskiej i wrocławskiej około 11 tysięcy. Można się domyślać, że większość próbowała walczyć w ramach prawnych, które dawała ustawa - odwoływano się, pisano listy do rozmaitych urzędów, a na końcu pisano do "drogiego Führera", czyli ostatecznej instancji. I pisały nie tylko osoby skazane na sterylizację, ale także ich rodziny.

Po lewej: Victor Brack organizator programu T4 (fot. United States Holocaust Memorial Museum), po prawej: Philipp Bouhler, nadzorujący program T4  (fot. Niemieckie Archiwa Federalne)
Po lewej: Victor Brack organizator programu T4 (fot. United States Holocaust Memorial Museum), po prawej: Philipp Bouhler, nadzorujący program T4 (fot. Niemieckie Archiwa Federalne)

Bo wstyd uznania za osobę nieprzydatną spadał na wszystkich?

Wstyd i podejrzenie, bo skoro mówimy o chorobach dziedzicznych, trzeba wziąć pod lupę rodziców i dzieci. Dlatego listów do Hitlera, które trafiły do książki, nie należy traktować koniecznie jako od początku do końca szczerych wyznań. Są one pisane, by ratować członków rodzin, a wtedy używa się wszelkich argumentów, które mogą pomóc.

Dlaczego twoja książka jest o ofiarach przymusowej sterylizacji akurat na Dolnym Śląsku?

Tematem moich badań są zapomniane ofiary III Rzeszy. Kiedy osiem lat temu robiłam w Archiwum Państwowym we Wrocławiu kwerendę dotyczącą "różowych trójkątów", czyli mężczyzn skazanych na mocy paragrafu 175 za homoseksualizm, trafiłam na spory zbiór dotyczący sterylizacji. Postanowiłam do niego zajrzeć i pierwsze, co zobaczyłam, to list Marthy Halm, która błaga Hitlera o pomoc dla swojej córki Eriki Regel. Erika została poddana sterylizacji, po której pojawiły się silne bóle. Odmówiono jej jednak pomocy medycznej, a matki nie było stać na prywatne leczenie, bo miała małą emeryturę.

Widać w tym liście wielkie emocje, osobisty dramat, intymność. Widać to także w innych listach. Wyszłam z archiwum pod wielkim wrażeniem tych dokumentów i postanowiłam coś z nimi zrobić. Przez kolejne lata, przyjeżdżając do Wrocławia w sprawie "różowych trójkątów", brałam na koniec teczki dotyczące sterylizacji. Potem trafiłam na opracowanie Kamili Uzarczyk z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, która napisała rozprawę doktorską na ten temat i jest autorką posłowia do "Drogiego Führera!".

I jeszcze jedno. Dzisiaj, kiedy książka wyszła, jesteśmy w zupełnie innej Polsce niż w tej, w której zaczynałam zbierać do niej materiały. Dzisiaj publiczną debatę dominują u nas takie słowa, jak "obcy", "zaraza", "oczyszczenie", "eliminacja", "strefy wolne od LGBT" - wyjęte żywcem z Niemiec lat 30. Te słowa tworzyły podwaliny pod Ustawę o ochronie przed potomstwem dziedzicznie chorym, pod paragraf 175 i inne podobne prawa. Może moja książka, pełna osobistych dokumentów, uświadomi tym, którzy używają tego słownictwa, do czego ono prowadzi?

"Drogi Führerze!", podobnie jak twoja poprzednia książka "Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej", opiera się na mikrohistoriach. One nam dają lepszy obraz?

Inny. Bardzo chciałam bohaterów książki wyjąć ze statystyk, wyjąć z przepisów i oddać im, na tyle, na ile mogę, podmiotowość. A wybór był niełatwy, bo tych historii jest naprawdę sporo. Niestety, często są szczątkowe lub trudne do odczytania ze względu na charakter pisma.

Adolf Hitler w 1940 r. w Niemczech (fot. Shutterstock)
Adolf Hitler w 1940 r. w Niemczech (fot. Shutterstock)

Piszesz we wstępie, że niemal nikt się u nas tymi ofiarami nie interesuje. Ot, mógłby ktoś pomyśleć, Niemcy sterylizowali Niemców, nazole - nazioli. Trudno im z polskiej perspektywy współczuć?

Zależało mi na tym, żeby spojrzeć na teksty źródłowe krytycznie, w kontekście. Bez tego ich lektura nie ma sensu. Czy gdybyś musiał napisać list do Hitlera, który może uratować twoją siostrę przed sterylizacją, nie napisałbyś w nim, że jesteś urodzonym narodowym socjalistą i kochasz III Rzeszę? Takiej krytycznej lektury nauczyłam się, czytając zeznania seksualnych pracownic przymusowych i mężczyzn skazanych za homoseksualizm. I one, i oni byli w stanie powiedzieć wszystko, co mogło im pomóc, bo doskonale wiedzieli, co ich może spotkać. Bądźmy więc ostrożni w osądach.

Jeśli zaś chodzi o polską perspektywę, polecam książkę tym, którzy są dzisiaj przekonani, że ich narodowość, etniczność, pochodzenie czy bycie tak zwanym prawdziwym Polakiem zawsze uchroni ich przed prześladowaniami. Bo, jak uczy nas historia, może się okazać, że pierwszymi ofiarami narodowego systemu są jego współtwórcy. Przekonał się o tym na przykład brat Luise Christoph, kolejnej bohaterki mojej książki. Był członkiem SA, czyli bojówek NSDAP, ale jego zaangażowanie w budowanie nazistowskich Niemiec na niewiele się zdało, kiedy próbował desperacko ratować swoją siostrę skazaną na wysterylizowanie.

Sterylizacji nieraz dokonywano nieprawidłowo, powodowały one nie tylko ból, ale i śmierć. Zdarzyło się nawet, to kolejny przykład z książki, że kobieta nieprawidłowo wysterylizowana rodziła dziecko. III Rzeszę interesowało, co się działo z ludźmi po zabiegu?

Nie, dlatego że uznawano ich nadal za tak zwany element, który - mimo poniesionej ofiary - nieustannie jest balastem, choć przynajmniej już się nie będzie rozmnażał. To była narracja wprowadzona już podczas kryzysu gospodarczego przełomu lat 20. i 30. poprzedniego wieku, kiedy kolejne grupy przedstawiano jako krwiopijców wysysających zdrową niemiecką krew.

To ziarno trafiło na podatny grunt. Poparcie dla tej polityki było entuzjastyczne.

Dopóki nie trafiła w ciebie albo członka twojej rodziny. Niewielu zdawało sobie wówczas sprawę, jak szybko będą stawiane i przesuwane kolejne granice. Jak szybko będzie się można stać niepożądaną osobą. Wystarczył alkoholik w rodzinie lub dziecko z zaćmą i cała rodzina była automatycznie podejrzana o dziedziczne choroby. Tropiono to bezwzględnie.

I wydaje się, że nie było ratunku. Nie pomagały listy od sąsiadów, pracodawców, rodziny. Nie pomagał nawet mąż w Wehrmachcie, taki przypadek też opisujesz. Żadnej litości?

Nie bardzo. A ten przypadek z mężem w Wehrmachcie jest o tyle ciekawy, że nie powinien w ogóle się wydarzyć, bo zakazane były małżeństwa żołnierzy z elementem aspołecznym czy obciążonym dziedzicznie chorobą. Tu mamy do czynienia z kobietą, która była w trakcie procedury sterylizacyjnej, jeszcze bez decyzji, co dało jej możliwość ślubu z żołnierzem.

Oczywiście nie możemy wykluczyć, szczególnie po wybuchu wojny, że rozmaite koneksje, przynależność czy łapówki pomagały w ominięciu prawa, ale zwykle to się jednak nie udawało. Najczęstszą strategią była próba udowodnienia, że choroba nie jest dziedziczna, ale nabyta, że na przykład padaczka jest wywołana upadkiem i uderzeniem w coś głową. Wtedy pojawiała się szansa na ratunek dla reszty rodziny.

Ratunek przed lekarzem.

Który mógł uznać kogoś za chorego tylko na podstawie zachowania podczas rozmowy.

Wystarczył "bezmyślny uśmieszek".

I już wszczynano całą procedurę.

Inny przykład to wywiady z polskimi dziećmi, które nie mówiły dobrze po niemiecku - nie dlatego, że były niesprawne intelektualnie, ale dlatego, że w domu dominował język polski. Jeden z ojców pisał w liście do Hitlera, że gdyby niezdanie do klasy było powodem do sterylizacji, należałoby wysterylizować połowę szkół.

Po lewej: niemiecki plakat propagandowy z napisem: '60 000 - tyle kosztuje społeczeństwo osoba mająca wady genetyczne. Współobywatele, to także wasze pieniądze. Czytaj Neues Volk, miesięczne czasopisma Biura Polityki Rasowej NSDAP' (fot. Deutsches Historisches Museum), po prawej: Niemcy podczas patrolu (fot. Shutterstock)
Po lewej: niemiecki plakat propagandowy z napisem: '60 000 - tyle kosztuje społeczeństwo osoba mająca wady genetyczne. Współobywatele, to także wasze pieniądze. Czytaj Neues Volk, miesięczne czasopisma Biura Polityki Rasowej NSDAP' (fot. Deutsches Historisches Museum), po prawej: Niemcy podczas patrolu (fot. Shutterstock)

Cudzoziemcy mieli jednak wybór: sterylizacja albo wyjazd.

Wybór fałszywy, bo jeśli jesteś cudzoziemcem w związku z obywatelem czy obywatelką Niemiec, macie kilkoro dzieci, dom, całe życie i ktoś ci daje wybór: sterylizacja albo wyjazd, to czy na pewno jest to wolny wybór? Warto tu przy okazji dodać, że jedynymi grupami narodowościowymi, które mocno buntowały się przeciwko nowemu prawu, byli Żydzi i Polacy. Niestety, tylko do pewnego momentu.

Piszesz też o doktorze Fischerze, Niemcu, który odmówił przeprowadzania zabiegów sterylizacyjnych ze względów światopoglądowych. Mógł?

Niestety, nie wiemy, co się z nim stało. Znany jest jeszcze jeden przypadek lekarza, który odmówił, ale wiedział, że może pójść na emeryturę. Tak czy inaczej, to były wyjątki. Większość lekarzy sterylizowała i wielu z nich po wojnie pracowało nadal w zawodzie, uchodząc za szanowanych medyków.

Nigdy nie zostali rozliczeni?

Nie, ale to jest szerszy problem braku powojennych rozliczeń. Nie tylko lekarzy. Smutne jest to, że niejednokrotnie byłam w stanie zebrać więcej informacji o oprawcach niż o ofiarach. Powojenne przemilczenie zrobiło swoje.

Ofiary dostały odszkodowania?

Nie. Nie uważano, że należy im się jakieś zadośćuczynienie. Mało tego, po wojnie nadal w wielu krajach wykonywano przymusowe sterylizacje.

W Czechach, wcale nie tak dawno, też mieliśmy przypadki lekarzy, którzy postanowili wysterylizować romskie kobiety bez ich wiedzy.

Dobrze, że o tym mówisz, bo to pokazuje, że idea kontroli życia osobistego obywateli jest gdzieś tam nadal obecna. Można też przywołać polski przykład Jolanty i Piotra z Biskupca - pary osób z niepełnosprawnościami, które chciały wziąć ślub. Biegli - psychiatra i psycholog - zadawali im pytania w stylu: "Czy chce pani urodzić ufoludka?".

A jeśli chodzi o grupę Roma/Sinti, to jej członkowie byli w III Rzeszy masowo sterylizowani, a potem eksterminowani w obozach.

Czy "drogi Führer" odpisywał na listy?

Nie, zajmowała się tym Kancelaria Rzeszy, przekonując zwykle nadawców, że się mylą, bo sterylizacja była potrzebna.

Niezwykła, przyznasz, była wiara w wodza - prawego i sprawiedliwego Führera, który z pewnością naprawi błąd bezlitosnej machiny państwowej. A jeśli nawet on nie przyzna nam racji, to znaczy, że naprawdę musimy się mylić. 

Joanna Ostrowska, autorka książki 'Mój Führerze' (fot. Witold Orski)
Joanna Ostrowska, autorka książki 'Mój Führerze' (fot. Witold Orski)

Książkę "'Mój Führerze!' Ofiary przymusowej sterylizacji na Dolnym Śląsku w latach 1934-44" można pobrać za darmo TUTAJ>>>

Joanna Ostrowska. Doktor nauk humanistycznych, historyczka i filmoznawczyni. Wykładała m.in. w Katedrze Judaistyki UJ, w Pracowni Pytań Granicznych UAM, na Gender Studies UW i na Studiach polsko-żydowskich IBL PAN. Zajmuje się tematyką przemocy seksualnej w trakcie drugiej wojny światowej i zapomnianymi ofiarami III Rzeszy. Autorka książki "Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej". Redaktorka i autorka posłowia do "Mężczyzn z różowym trójkątem" Heinza Hegera i "Cholernie mocnej miłości" Lutza van Dijka. Niedawno, nakładem Ośrodka KARTA, ukazała się jej najnowsza książka "Mój Führerze! Ofiary przymusowej sterylizacji na Dolnym Śląsku w latach 1934-44".

Mike Urbaniak. Jest dziennikarzem kulturalnym "Wysokich Obcasów", weekendowego magazynu Gazeta.pl i felietonistą magazynu "Vogue".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (185)
Zaloguj się
  • stach_79

    Oceniono 36 razy 26

    Kiedyś strefy wolne od Żydów, dzisiaj strefy wolne od LGBT - sprawdźcie to się już dzieje na wschodzie Polski! Co następne - obozy koncentracyjne i kominy wobec gejów, ludzi innej wiary lub obcokrajowców??

  • baby1

    Oceniono 29 razy 25

    U na będzie wszystko na odwrót. Wysterylizuje się gorszy sort, a zostawi ten "lepszy", znaczy się PiS-owski, jak ten mądry inaczej prezes z Olsztyna.

  • tomaszbk

    Oceniono 16 razy 16

    Sporo tu zwolenników eugeniki a brak zwolenników EDUKACJI. Edukacji seksualnej, otwartego dostępu do środków antykoncepcyjnych. Tylko w ten sposób można powstrzymać niepotrzebne rozmnażanie.

  • myslacyszaryczlowiek1

    Oceniono 48 razy 16

    To nie takie proste, jak artykuł przedstawia. Ciągotki do sterylizacji mają tak chwalone przez niektórych społeczeństwa protestanckie. W Szwecji sterylizowano psychicznie chorych do późnych lat sześćdziesiątych, teraz się przerzucili na odbieranie dzieci. W Polsce też się odbiera dzieci. Co jest bardziej humanitarne? Sterylizacja, czy odbieranie dzieci.
    I w islamie i doktrynie katolickiej, a pewnie i judaizmie Bóg dał, to i Bóg da na dzieci, zwłaszcza w Islamie, gdzie ubóstwo nie jest argumentem, aby zasady religijne pozwalały na stosowanie antykoncepcji, a wyznawcy stosują się o wiele bardziej do zasad religijnych, niż w innych społeczeństwach. Co będzie bardziej humanitarne, sterylizacja, czy strzelanie na granicach do emigrantów, którzy w swoich krajach będą cierpieć głód, czy też jakieś wojny. W Chinach na masową skalę zastosowano politykę jednego dziecka, jak się okazuje z dobrym skutkiem, bo przecież mieli epizod śmierci z głodu ikilkadziesiąt mln obywateii w latach sześćdziesiątych.. A może jednak o wiele bardziej humanitarnym sposobem jest sterylizacja Romów w Czechach czy na Słowacji, niż pozwalanie na to aby swoje dzieci wychowywali jak zwierzęta, i sami żyli jak zwierzęta, może też wprowadzić przymusową politykę jednego dziecka, skoro żadne inne sposoby nie są skuteczne na ich ucywilizowanie. Może jednak na masową skalę wprowadzić w krajach trzeciego świata ograniczenie ludności, przez dobrowolną sterylizację w zamian za pieniądze, niż słać tam bez przerwy pomoc humanitarną i obudzić się za kilkanaście lat z o wiele większym problemem bo ludności jest kilka razy więcej.

  • eisbergh

    Oceniono 16 razy 14

    Doktor Fischer przezyl wojne; byl rownoczesnie prominentnym czlonkiem NSDAP i nie poniosl konsekwencji swpich dzialan. Przed wkroczeniem ruskich udalo.mu sie wyjechac wglab Niemiec. Znany byl tez z tego, ze ratowal przed spaleniem ksiazki bedacych na indeksie autorow. ...wystarczy troche glebiej do zrodel zajrzec, drodzy autorzy.

  • drzec.m

    Oceniono 16 razy 12

    I tak pisali te listy do Kaczyńskiego, kiedyś do Stalina, a jeszcze wcześniej chłopi ruscy do cara pisali, że urzędnik świnia, ale gdyby tak łaskawy car zechciał, to może... ;>>>

  • wojtem

    Oceniono 16 razy 12

    A w Szwecji przymusowo sterylizowali Cyganow jeszcze ponad 30 lat po smierci Hitlera

  • comentarista

    Oceniono 17 razy 11

    Napiszę coś trudnego do przełknięcia, ale niestety prawdziwego. Przyczyn eugeniki należy szukać w podstawach wiary chrześcijańskiej - aksjomatowi, że bóg jest bytem najdoskonalszym, a człowiek jest stworzony na jego podobieństwo. Czy człowiek - dzieło boga nieskończenie doskonałego, może (i powinien) być niedoskonały? Odpowiedź każdego wierzącego może być tylko jedna: NIE. I tu właśnie zaczyna się eugenika.
    Proszę zwrócić uwagę, że nie istnieje w ogóle takie zjawisko jak niepełnosprawny ksiądz. Wiecie dlaczego? Bo niepełnosprawnych nie przyjmują do seminariów. Ksiądz bowiem, jako przedstawiciel najdoskonalszego z doskonałych, sam musi być doskonały. Dlatego nie zobaczycie nigdy księdza na wózku, albo z białą laską. To religia w swoich fundamantalnych założeniach wyklucza chorych i kwestionuje ich boskie pochodzenie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX