Personel pokładowy posiada podstawową wiedzę medyczną, wie, co robić, jeśli na pokładzie znajdzie się osoba zakażona wirusem

Personel pokładowy posiada podstawową wiedzę medyczną, wie, co robić, jeśli na pokładzie znajdzie się osoba zakażona wirusem (fot: Maciek Jaźwiecki/ Agencja Gazeta)

społeczeństwo

Co, jeśli osoba zakażona groźnym wirusem znajdzie się na pokładzie samolotu? "Personel jest czujny"

Każdego dnia na całym świecie odbywa się około 200 tysięcy lotów pasażerskich. Ktoś, kto zakaził się groźnym wirusem w jednej części świata, w ciągu kilkunastu godzin może go przewieźć na drugi koniec globu i zakazić kolejne osoby. Żeby powstrzymać rozprzestrzenianie się chorób, porty lotnicze wdrażają różnego rodzaju środki bezpieczeństwa. Jakim procedurom możemy zostać poddani w podróży, gdy na świecie wybucha epidemia?

Zaczęło się w grudniu w chińskim mieście Wuhan. To tam naukowcy zidentyfikowali koronawirusa podobnego do SARS - 2019-nCoV, który atakuje płuca. Wskutek działania wirusa zmarło już 56 osób, ponad dwa tysiące jest zakażonych. Najnowsze badania wykazały, że źródłem wirusa mogą być węże - Niemrawiec prążkowany i kobra pospolita. 

Mimo że, jak mówi Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Polska nie ma bezpośredniego połączenia lotniczego z Wuhan, ryzyko, że koronawirus dotrze do naszego kraju, jest duże.

- Z punktu widzenia epidemiologicznego zatrzymanie wirusa w Wuhan nie jest możliwe - zostało potwierdzone, że wirus przenosi się z człowieka na człowieka. Chiny to ogromne państwo, gdzie żyje 1,5 miliarda ludzi. Dodatkowo kilka dni temu obchodzono tam Nowy Rok, któremu towarzyszy największa migracja ludności na świecie. Setki tysięcy ludzi dziennie przewija się przez chińskie lotniska czy dworce kolejowe. To idealne warunki do rozprzestrzeniania się wirusa - mówi Jan Bondar. W sobotę z Wuhan przyleciała grupa polskich studentów. Kupili bilety na ostatni pociąg z Wuhanu do Pekinu i zarezerwowali miejsca w samolocie. Na warszawskie Lotnisko Chopina lecieli z przesiadkami. Jak zapewniał Piotr Rudzki, rzecznik Lotniska Chopina, pasażerowie byli pod opieką państwowych służb medycznych.

W krajach Unii Europejskiej trzy porty lotnicze mają bezpośrednie połączenia z Wuhan w Chinach, między innymi londyńskie Heathrow. Brytyjskie władze wprowadziły na nim dodatkowe środki ostrożności - pasażerom mierzona jest temperatura za pomocą termometrów laserowych i automatycznych bramek wyposażonych w kamery termowizyjne. Podobne środki ostrożności podróżni mogą spotkać na lotniskach w Azji. Z osobami z podwyższoną temperaturą przeprowadzane są wywiady w celu zweryfikowania, czy nie pojawiają się u nich inne symptomy choroby wywołanej przez koronawirusa - kaszel, duszności, trudności w oddychaniu. Jeśli te objawy występują, podróżni transportowani są do szpitali i poddawani badaniom.

Pasażerowie przylatujący z Wuhan są sprawdzani pod kątem objawów już na pokładzie samolotu. Wysyłane są do nich specjalistyczne zespoły medyków ubranych w ochronne kombinezony. Polacy podróżujący po Chinach informują, że na dworcach kolejowych czy lotniskach rozdawane są również maski.

Światowa Organizacja Zdrowia wydała w czwartek komunikat, że w tym momencie nie uważa epidemii za zagrożenie globalne. Bondar podkreśla, że to, co najważniejsze, zostało już zrobione - odcięto od świata miasto Wuhan, zamknięto również transport publiczny i dalekobieżny na terytorium prowincji Hubei, której to miasto jest stolicą. Sytuacja jest jednak dynamiczna i w miarę pojawiania się nowych przypadków zachorowań na świecie wprowadzane będą kolejne środki ostrożności.

W 2014 roku świat sparaliżował strach przed epidemią gorączki krwotocznej ebola. Kilka lat wcześniej, w 2009 roku - przed pandemią świńskiej grypy, w 2002 roku - przed epidemią wirusa SARS. W wyniku działania wirusa ebola w Afryce Zachodniej zmarło 11 tysięcy osób, świńskiej grypy - około 18,5 tysiąca, wirusa SARS - 916 osób. Do Polski w 2003 roku dotarł również wirus ptasiej grypy, według danych WHO od 2003 roku do sierpnia 2009 w wyniku działania wirusa zmarły 262 osoby na 440 zgłoszonych zachorowań.

Termometr prawdy nie powie

W Polsce Główny Inspektorat Sanitarny już w momencie wybuchu epidemii wydał zalecenia dla podróżnych powracających z miasta Wuhan, aby zgłaszali się do izby przyjęć oddziału zakaźnego i informowali o odbytej podróży. Wszyscy powracający z innych miast w Chinach oraz innych krajów azjatyckich w przypadku pojawienia się objawów przypominających grypę mają z kolei pozostać pod opieką lekarza podstawowej opieki zdrowotnej.

Chińczycy w maseczkach na lotnisku Chengdu-Shuangliu, styczeń 2019 rok (fot: Shutterstock.com)
Chińczycy w maseczkach na lotnisku Chengdu-Shuangliu, styczeń 2019 rok (fot: Shutterstock.com)

Problem jest taki, że obecnie mamy sezon grypowy, zarówno w Chinach, jak i w Europie. Jestem zresztą przekonany, że codziennie umiera więcej osób z powodu powikłań pogrypowych niż z powodu koronawirusa. Objawy zakażenia wirusem grypy i koronawirusem są podobne - dopiero specjalistyczne badanie laboratoryjne jest w stanie wykazać, z jakim rodzajem wirusa mamy do czynienia, jak bardzo jest on zjadliwy, na ile jest groźny, jak szybko się przenosi. Prawdopodobnie tak bardzo groźny nie jest, bo nie zabija szybko swojego żywiciela. Ma to jednak swoje minusy, bo przez to łatwiej się rozprzestrzenia - mówi Bondar. Jak przekonuje rzecznik GIS-u, mierzenie temperatury na lotniskach może i wygląda spektakularnie w telewizji, ale efektywnym rozwiązaniem raczej nie jest.

- Wystarczy, że ktoś będzie dźwigał ciężką walizkę albo się zgrzeje i już jego temperatura ciała będzie przez chwilę podwyższona. Niektórzy mają naturalnie podwyższoną temperaturę, inni są po prostu przeziębieni. Taka metoda poszukiwania zakażonych koronawirusem daje więc mnóstwo fałszywych wyników - mówi Bondar. Podobnego zdania jest Piotr Rudzki, rzecznik prasowy Lotniska Chopina. Polski Port Lotniczy w razie potrzeby dysponuje sprzętem do mierzenia temperatury w postaci termometrów bezdotykowych. - Personel, również na pokładzie, sprawdza temperaturę osobom, które oprócz gorączki mają jeszcze inne objawy, na przykład kaszel. Mierzenie temperatury masowo jest niemiarodajne - tłumaczy.

Rzecznik nie chce zdradzać, jakie są szczegółowe procedury działania służb lotniskowych w razie epidemii. - To są informacje niejawne. Zapewniam jednak, że cały czas jesteśmy w kontakcie ze służbami państwowymi, granicznymi, inspektorem sanitarnym oraz graniczną stacją sanitarno-epidemiologiczną - przekonuje.

Strefa zagrożenia

Rudzki zapewnia, że personel, zarówno ten na lotnisku jak i pokładowy, posiada podstawową wiedzę medyczną. Wie, jak zareagować w sytuacji, gdy okaże się, że na terenie portu lotniczego lub na pokładzie samolotu jest osoba, która przejawia symptomy choroby zakaźnej. - Wszyscy pracownicy są informowani na bieżąco o zagrożeniu epidemiologicznym. Ich czujność jest wzmożona, jeżeli personel pokładowy dostrzeże pasażera, który zachowuje się dziwnie, kaszle, źle się czuje, jeszcze w trakcie lotu powiadamiana jest kontrola ruchu lotniczego lub centrum operacyjne linii lotniczej i w razie potrzeby organizowane jest lądowanie awaryjne - opowiada.
Po wylądowaniu chory pasażer trafia do dyżurującego na lotnisku lekarza i może zostać przewieziony do szpitala.

- Decyzją służb medycznych ewentualnej kwarantannie mogą być również poddani inni pasażerowie lub personel pokładowy - zgodnie z medycznym algorytmem określającym strefę zagrożenia - tłumaczy Rudzki. Bondar przypomina, że w trakcie epidemii eboli przyjęty został schemat, w którym kwarantannie poddawano dwóch pasażerów siedzących przed osobą uznaną za potencjalnie zakażoną, jednego pasażera siedzącego za nią oraz dwóch pasażerów siedzących po bokach. 

Ilona, stewardesa dużych linii lotniczych, która często lata do krajów egzotycznych, mówi, że bardzo rzadko zdarza się, żeby na pokład została wpuszczona osoba chora, choć interwencje medyczne w trakcie lotu się zdarzają. - Najczęściej ludzie mdleją lub mają problemy z ciśnieniem. Zdarza się, że ktoś dostanie zawału serca lub umrze. Są to jednak rzadkie przypadki. Jeśli pasażer zgłasza jakieś dolegliwości, zawsze przeprowadzamy z nim wywiad i monitorujemy sytuację. Nie jesteśmy jednak lekarzami. Jeśli objawy są niepokojące lub silne, to szukamy specjalisty wśród pasażerów. Zawsze zgłasza się kilka osób! - opowiada. Ilona pamięta sytuację, w której jedna z pasażerek zataiła przed personelem, że ma chorobę zakaźną. - To skrajnie nieodpowiedzialne, nie można tak robić. Gdy wylądowaliśmy w miejscu docelowym, cała załoga została poddana kwarantannie. Musieliśmy jechać do szpitala na badania. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło - opowiada.

Samoloty i lotniska wyposażone są w specjalistyczny sprzęt na wypadek epidemii groźnego wirusa (fot: Shutterstock.com)
Samoloty i lotniska wyposażone są w specjalistyczny sprzęt na wypadek epidemii groźnego wirusa (fot: Shutterstock.com)

Stewardesa Beata przekonuje, że sytuacje epidemiologiczne na pokładzie zdarzają się bardzo rzadko i ona nigdy się z takim przypadkiem nie spotkała. Personel jest jednak i na takie scenariusze przygotowany. - Mamy specjalne kombinezony, które szczelnie kryją całe ciało, okulary ochronne, rękawiczki, maski. Pasażerom wydawane są maski. Dysponujemy też specjalnym workiem - wkładamy do niego wszystkie rzeczy, które miały styczność z chorym, i oznaczamy je jako "Biohazard". Pomagać choremu możemy tylko doraźnie - udzielamy pierwszej pomocy, podajemy tlen, mierzymy temperaturę. Na ile to możliwe, izolujemy chorego od reszty pasażerów - jeżeli są wolne miejsca w samolocie, przesadzamy pasażerów jak najdalej - opowiada Beata.

Pasażer musi współpracować

Żeby zminimalizować ryzyko zakażenia groźną chorobą, lotniska mogą wdrożyć również inne środki ostrożności. Wszyscy podróżni na Lotnisku Chopina w Warszawie między innymi podczas epidemii eboli oraz pandemii świńskiej grypy przechodzili po przylocie po specjalnych matach odkażających, które rozłożone były w terminalu.

W razie potrzeby odkażane są również samoloty, którymi podróżował człowiek potencjalnie zakażony groźnym wirusem. - Z osobami, które przebywały w miejscach zagrożonych, przeprowadzany jest również wywiad medyczny. Od piątku zbieramy od pasażerów podróżujących z Chin formularze lokalizacyjne, które ułatwią kontakt w razie potrzeby. Jeżeli zaś pasażerowie mają symptomy danej choroby, poddawani są badaniom. Do tej pory nie było jednak konieczności, żeby sprawdzani byli wszyscy pasażerowie na lotnisku, bez względu na to, skąd przylecieli - tłumaczy Rudzki.

Natalia często podróżuje służbowo z Gdańska do Chin. Jej firma wydała kilka dni temu zarządzenie, że pracownicy mają zakaz wyjazdów do tego kraju do końca obchodów Nowego Roku. Natalia wspomina, że była w Chinach, gdy w 2016 roku wrócił tam wirus SARS. - Na lotnisku w Szanghaju wszędzie wisiały informacje o objawach zakażenia wirusem, cała obsługa była w maseczkach. Rozstawione były spryskiwacze, przez które personel przeprowadzał pasażerów, nasze buty okładano dodatkowo mokrymi szmatami - wspomina. Nie wie jednak do dziś, czy ciecz, która w formie mgiełki wydobywała się z prowizorycznych kurtyn wodnych, to była woda czy środek odkażający, nikt o tym podróżnych nie poinformował.

Oliwia z kolei wspomina, że jak wracała samolotem z Szanghaju kilka dni temu, zaraz po starcie kazano pasażerom zakryć oczy. - Stewardessy spryskiwały wszystkich jakimś sprayem, poinformowano nas, że to środek zwalczający bakterie - opowiada.

Personel pokładowy mierzy temperaturę ciała pasażerów termometrem bezdotykowym (fot: Shutterstock.com)
Personel pokładowy mierzy temperaturę ciała pasażerów termometrem bezdotykowym (fot: Shutterstock.com)

Pasażer ma obowiązki. Jeżeli jest zagrożenie epidemią, nie może odmówić poddania się procedurom lotniskowym, jeżeli ma objawy choroby lub źle się czuje, powinien od razu zwrócić się do personelu lub do lotniskowego ambulatorium, które jest czynne przez całą dobę - mówi Jan Bondar. Rzecznik GIS-u wspomina kobietę, która podczas epidemii eboli podróżowała w samolocie obok potencjalnie chorej osoby. - Nie chciała poddać się badaniom lekarskim, bo twierdziła, że nic jej nie dolega. Personel był zmuszony wezwać policję, która zabrała pasażerkę do szpitala - opowiada. I apeluje przede wszystkim o zdrowy rozsądek. - Panika często prowadzi do ryzykownych decyzji. Na przykład podczas pandemii grypy w latach 2009-2010 Brytyjczycy stworzyli specjalne punkty wydawania  silnych leków przeciwwirusowych bez badania pacjenta przez lekarza. Później byli za tę decyzję krytykowani, gdyż pojawiło się wiele działań niepożądanych. Myślę, że kluczowy będzie najbliższy tydzień. Okaże się, czy wirusa uda się zatrzymać, czy też rozleje się na cały świat. 

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną. Z serwisu lokalnego do magazynu Weekend.Gazeta.pl przeszła w sierpniu 2018 roku.

Komentarze (42)
Zaloguj się
  • hegemon123

    Oceniono 7 razy -5

    Zgodnie z lewacką logiką im więcej ludzi ten wirus zabije, tym lepiej.

  • tojestbardzoproste

    Oceniono 9 razy -5

    Pic na wodę z tym wirusem.

  • smiki48

    Oceniono 1 raz -1

    Za parę dni jakiś koncern farmaceutyczny zacznie sprzedaż szczepionki i zarobi wiele miliardów

  • qwerfvcxzasd

    Oceniono 7 razy -1

    ""Personel jest czujny"
    To jest żart? Wszystkie loty powinny zostać skasowane.

  • mawik_net

    0

    Tak trudno wysłać samolot wyłącznie dla sprowadzenia Polaków przebywających w Chinach i zapakować ich w Polsce na kwarantannę, po czym zamknąć granice dla przybyszy z Chin w tym zamknąć ruch lotniczy? Nie musi być objawow tej choroby żeby już zarażać zatem wszystkich podróżnych trzeba traktować jak potencjalnie chorych.

  • wiceherszt

    0

    Koranowirus? Ale na to już trochę za późno, już się na Zachodzie dawno rozpełzł... W Szwecji szaleje strasznie, w Niemczech to samo. Trzeba było myśleć wcześniej :)

  • hunter54

    0

    Gdy koledzy z pracy złapią infekcję, staramy się odsuwać najdalej jak możemy. Przecieramy blaty, by pozbyć się zarazków. Słusznie, jednak to nie kropelki z kaszlu czy kichnięć są dla nas zagrożeniem. Okazuje się, że wirus grypy rozprzestrzenia się łatwiej niż sądzono. By zarazić innych wystarczy… oddychać. Sprawdzili to naukowcy z University of Maryland.

  • kantrzyn

    0

    2000 zarażonych w kraju, który ma 1,5 mld ludzi i już wiele przypadków za granicą?! Myślę, że liczba zakażonych 200 tys. lub 2 mln jest bliższa prawdy.

  • dziadwawelski

    Oceniono 2 razy 0

    Souvenir od chińskich komunistów ;-) Oni dzielnie od grudnia "walczą z zarazą" a mamy już koniec stycznia ;-) Typowa chińska jakość ...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX