Do Auschwitz przywieziono nowy transport wi篥ni闚, maj 1944

Do Auschwitz przywieziono nowy transport wi篥ni闚, maj 1944 (fot. wikimedia Bundesarchiv, Bild 183-N0827-318 / CC-BY-SA 3.0 [CC BY-SA 3.0 DE])

Polskie wi篥niarki pomog造 jej unikn望 wi瞛ienia. Kim by豉 Johanna Langefeld, nadzorczyni z Auschwitz-Birkenau

"Bo czy naprawd mog這 by tak, 瞠 Johann Langefeld uwolni造 z Montelupich dawne wi篥niarki Ravensbrck? Ofiary mia造by uratowa kata? Takie rzeczy si przecie nie zdarzaj" - pisze Marta Grzywacz w ksi捫ce "Nasza pani z Ravensbrck". To opowie嗆* o Niemce Johannie Langefeld, obozowej nadzorczyni.

Johanna Langefeld zatrzymana na podstawie aresztu automatycznego 20 grudnia 1945 roku. Istnieje przekonanie, że posiada ważne i szczegółowe informacje dotyczące obozów koncentracyjnych, które mogą zainteresować Centralne Biuro Śledcze (...)

Z załącznika: Przesłuchiwana: Johanna Langefeld, Niemka, nadzorczyni obozów koncentracyjnych, ostatnie miejsce zamieszkania: Pfronten - Oesch Hense 262 1/2, Füssen, Niemcy, zatrzymana 20 grudnia o godzinie 12.15, złożyła pisemne oświadczenie następującej treści: "Ja, Johanna Langefeld, z domu May, urodziłam się 5 marca 1900 roku w Kupferdreh, niedaleko Essen. W latach 1924-1926 byłam żoną Wilhelma Langefelda. Mieszkaliśmy w Mülheim, w okręgu Ruhr-Styrum. W 1926 roku mój mąż zmarł. Dwa lata później, 2 sierpnia 1928 roku w Düsseldorfie, urodziłam nieślubnego syna, Herberta, który otrzymał moje panieńskie nazwisko - May, bo tak stanowiło ówczesne niemieckie prawo.

***

Strażnik, który wchodzi do jej celi 23 grudnia 1946 roku, ze zdumieniem stwierdza, że osadzonej tam nie ma. Johanna Langefeld, 46-letnia doświadczona nadzorczyni obozów koncentracyjnych, aresztowana w Niemczech przez żołnierzy Armii Amerykańskiej, ekstradowana do Polski i razem z innymi oskarżonymi czekająca na proces zbrodniarzy z Auschwitz w więzieniu Montelupich, po prostu zapadła się pod ziemię. Władze więzienia wiedzą tyle, że została odesłana do sprzątania mieszkań, które wkrótce mieli zająć nowi pracownicy zakładu karnego, i nie wróciła. (...)

Parę lat później zaczną chodzić słuchy, że ktoś pomógł jej uciec. Obiegną Polskę relacje tak nieprawdopodobne, że trudno będzie dać im wiarę. Bo czy naprawdę mogło być tak, że Johannę Langefeld uwolniły z Montelupich dawne więźniarki Ravensbrück? Ofiary miałyby uratować kata? Takie rzeczy się przecież nie zdarzają.

***

W połowie marca rusza do Auschwitz na krótki rekonesans. Ma też poczynić przygotowania do przyjęcia strażniczek i więźniarek, które zostaną tam przeniesione razem z nią. Wraca parę dni potem, żeby sporządzić listę. Znajdą się na niej i zaufane łączniczki obozowe, i Badaczki Biblii, ale też czarne i zielone łaty, które będą stanowić "zbrojne" ramię Oberaufseherin i gwarancję porządku w nowych, niepewnych warunkach Auschwitz.

18.12.2009 OSWIECIM , DZISIEJSZEJ NOCY ZLODZIEJE UKRADLI NAPIS  ARBEIT MACHT FREI ' WISZACY NAD BRAMA  BYLEGO HITLEROWSKIEGO OBOZU ZAGLADY , NAPIS NA ZDJECIU JEST KOPIA KTORA PRACOWNICY OBOZU POWIESILI NAD RANEM  , FOT. TOMASZ WIECH / AGENCJA GAZETA
Brama obozowa (fot. Tomasz Wiech / Agencja Gazeta)

Amerykańskim śledczym Johanna Langefeld powie, że wyjeżdżała z ciężkim sercem i że tylko jedną miała pociechę - że weźmie ze sobą znowu "te najbiedniejsze z biednych, które nie wiadomo, na pastwę jakich bestii w ludzkiej postaci byłyby wydane, gdyby zostały w Ravensbrück". Jej obawy co do losu więźniarek, które pozostaną na miejscu, wkrótce się potwierdzą, bo jak doda: "na moją następczynię wyznaczono całkowicie odpowiadającą komendantowi obozu pod względem cech charakteru i sposobu myślenia strażniczkę aresztu Marię Mandl, która pod szczególną ochroną komendanta przeistoczyła się w taką właśnie bestię w kobiecej postaci".

26 marca 1942 roku wszystko jest gotowe. Tego dnia z obozu w Ravensbrück wychodzi pieszo tysiąc więźniarek, którym towarzyszą dozorczynie i esesmani. (...) W Auschwitz Johanna Langefeld dostaje do mieszkania niewielki, parterowy domek przy ulicy Polnej, w dzielnicy, z której cała niemal ludność została wysiedlona prawie dwa lata wcześniej, gdy podjęto decyzję o budowie na tych terenach obozu koncentracyjnego. Znakomicie nadaje się do tego infrastruktura dawnych koszar - dwadzieścia budynków z cegły - którą wystarczy rozbudować. Ze względu na dyskrecję wokół obozu powstaje martwa strefa. Polacy, którym pozwolono zostać w okolicy, w sumie też żyją prawie jak w obozie. Nie wolno im chodzić prawą stroną drogi, nie wolno przekraczać Soły, za posiadanie radia grozi im śmierć, za podrzucenie chleba maszerującym kolumnom -śmierć, po każdej ucieczce więźnia z obozu wszystkie okoliczne domy są przeszukiwane. Podobno kiedyś, gdy miasto nazywało się jeszcze Oświęcim, ludzie żyli tu w zgodzie - Żydzi, których była większość i którzy skupiali w swoich rękach przemysł, i Polacy zajmujący się rolnictwem (...).

***

Johanna Langefeld nie wie, ile czasu będzie musiała spędzić w Auschwitz, więc zabiera ze sobą Herberta. Córka jej przyjaciółki Sophie Gode i koleżanka Herberta, Johanna Bracken, zapamięta, że gdy wrócił do Niemiec, wydoroślał i wyprzystojniał. Chwalił się, że w Auschwitz jeździł konno i że uczył go tego sam komendant obozu. Langefeld jako matka z dzieckiem dostaje do dyspozycji niewielki dom w dzielnicy zamieszkanej przez oficerów SS, a nie pokój w piętrowym budynku za bramą Auschwitz, gdzie zakwaterowano pozostałe strażniczki.


Auschwitz w 1945 roku, tuż przed wyzwoleniem (fot. wikimedia Stanisław Mucha / CC-BY-SA 3.0 [CC BY-SA 3.0 DE )

Do nowego obozu Langefeld zabrała też ze sobą osiem aufzejerek doświadczonych w obchodzeniu się z więźniarkami. Są w tym gronie: Johanna Bormann, którą będą nazywać "kobietą z psami", Therese Rosi Brandl, która uczyła się fachu pod okiem Marii Mandl, a także krwawa i brutalna "cholerna dziwka" Margot Drexler. Dwie ostatnie okażą się wyjątkowo  aktywne podczas selekcji do komór gazowych. Zadaniem ich wszystkich będzie nie tylko utrzymanie porządku na terenie obozu, ale także wprowadzanie w arkana pracy nowej kadry, która przyjedzie do Auschwitz po krótkim szkoleniu w Ravensbrück. (...)

Johanna Langefeld będzie mieć pod swoją pieczą bloki od 1 do 10, jednak zanim więźniarki zostaną w nich rozlokowane, muszą odstać kilka godzin na placu apelowym. Esesmani szukają tej, która uciekła, więc trzeba czekać, aż ją znajdą. Tym, które przybyły z Ravensbrück, taka procedura jest dobrze znana. Żydówki ze Słowacji dopiero się jej uczą. (...) Kiedy Langefeld wraca do Ravensbrück po pierwszej wizycie w Auschwitz, na samym początku marca, jest zbulwersowana tym, co zobaczyła w obozie na Śląsku. "Więźniowie są tam w strasznym stanie, kompletnie wycieńczeni" - mówi wówczas Berthe Teege. Ale przecież w Ravensbrück też widzi postaci prawie bez ciała, obleczone tylko skórą, kobiety w łachmanach, "Goldstücki" jak o nich mówią, gotowe zlizywać z ziemi krople zupy, która wylała się z kotła. Takie, które już nie walczą, które przestały trzymać się życia. Kobiety ciężko pobite, z odmrożeniami, z ranami na ciele. Więc co ją tak zaskoczyło? Może widok rozebranych do naga trupów, które leżą w stosach przed barakami albo na placu apelowym i wrzucane są do płonących dołów? Niektóre dają jeszcze oznaki życia. W Ravensbrück ciała kobiet, które umarły albo zostały zabite, wciąż jeszcze składa się do drewnianych trumien i wywozi poza teren obozu. W Auschwitz takich rzeczy się nie praktykuje. (...)

w27.01.2010 OSWIECIM , OBCHODY 65 . ROCZNICY WYZWOLENIA OBOZU AUSCHWITZ .FOT. KRZYSZTOF KAROLCZYK / AGENCJA GAZETA
Obchody 65. rocznicy wyzwolenia Auschwitz (fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta)

***

A może chodzi o warunki higieniczne? Nowa Oberaufseherin ma zarządzać dziesięcioma blokami, które do tej pory zajmowali radzieccy jeńcy. Zostali rozstrzelani, zagazowani albo przeniesieni do Birkenau, więc zwolniło się trochę miejsca. Baraki są brudne, zawszone. To wilgotne, śmierdzące nory, które już wkrótce staną się przepełnione do granic. Każda z nich ma pomieścić tysiąc kobiet, ale transporty zaczną przybywać tak często, że liczba ta szybko wzrośnie. (...)

Więźniarki śpią pod wspólnymi kocami, szerzy się świerzb. W Ravensbrück pod tym względem też było już coraz gorzej, ale "zugangi" wciąż jeszcze dostawały czyste pasiaki albo ubrania z Effektenkammer. Przybyłe do Auschwitz słowackie Żydówki zostawiają wszystkie swoje rzeczy na wielkich stosach i mają się przebrać w brudne, zawszone ubrania po jeńcach radzieckich. Urządzeń sanitarnych jest tak mało, że już po paru dniach kobiety załatwiają swoje potrzeby, gdzie popadnie.

Czy możliwe, żeby Johannę Langefeld przerażało błoto? Obóz w Birkenau, gdzie przerzucono już część mężczyzn i gdzie wkrótce przeniesie się także oddział kobiecy, zbudowano na podmokłym terenie, otoczonym stawami. Ponieważ nikt nie zawracał sobie głowy wysypaniem ścieżek choćby czarnym żwirem, jak w Ravensbrück, rozmokła ziemia zamieniła się w kilometry błotnistej mazi, która sięga do połowy łydek. Więźniarki będą gubić w niej trepy. Kałuże to znakomite środowisko dla rozwoju komarów widliszków - roznosicieli malarii, w studni panoszą się bakterie coli. Ale w końcu Birkenau nie ma służyć do przetrzymywania ludzi. Polska więźniarka Seweryna Szmaglewska powie kiedyś, że była to raczej "poczekalnia przedkrematoryjna". Krajobraz wokół Auschwitz-Birkenau to pozbawiona drzew, szara równina, którą  omijają nawet bezczelne wrony. Spowija ją dym, roznoszący po okolicy mdląco słodki odór palonych ciał. Więc może to ten zapach przeszkadza Johannie Langefeld?

"Jako dowód na to, jak mało miałam pojęcia o tym, czemu służył ten obóz, o czym mnie rozmyślnie nie poinformowano, może świadczyć fakt, że spośród więźniarek [z Ravensbrück] chciałam wyszukać te najlepsze, które - jak mówiono - miały stanowić rdzeń nowego obozu"- zeznaje w  śledztwie Langefeld. "Za to, że udało mi się to [tylko] w  drobnej części, wciąż dziękuję Bogu, gdyż już po krótkim czasie otworzyły mi się oczy co do tego, jaki cel miał spełniać ten obóz. Ogólne wrażenie było dla mnie tak deprymujące, że całymi nocami nie mogłam zmrużyć oka i często prawie nie miałam odwagi oddychać.

y21.01.2020 Oswiecim . Marsz 100 w bylym niemieckim nazistowskim obozie KL Auschwitz .Fot. Jakub Wlodek / Agencja Gazeta
Marsz 100 w Auschwitz, 2020 rok (fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta)

***

Już po niespełna 14 dniach, korzystając z okazji, że obóz odwiedził Obergruppenführer SS Pohl, próbowałam uświadomić mu braki i patologie w  obozie i poprosić o ich usunięcie, ponieważ wyniszczały mnie psychicznie. Mój wniosek został zbyty niechętną uwagą, że obecnie jest to niemożliwe. Moją prośbę, żebym w takim razie została przeniesiona z powrotem do Ravensbrück, opryskliwie odrzucił, mówiąc, że każdy musi pozostać na wyznaczonym mu miejscu, więc z konieczności pogodziłam się z tym, czego, jak się wydawało, nie można było zmienić. Byłam już świadoma, że będę musiała toczyć tu jeszcze twardszą walkę o  prawo, i  wszystkimi środkami, jakimi dysponowałam, usiłowałam uwolnić kobiety, które zwożono teraz w mniejszych i większych transportach do obozu, od tyranii osób odpowiedzialnych za obóz jako całość".

Piotr Setkiewicz, historyk, kierownik Centrum Badań Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu: - Kiedy Johanna Langefeld przybywa na miejsce, czyli w marcu 1942 roku, w Auschwitz działa jedna komora gazowa, którą uruchamia się raz na jakiś czas, jeśli uzbiera się 500-600 osób. (...) Niemniej, zaraz na początku, Langefeld na pewno dowiaduje się, że jest coś takiego jak komora gazowa i że zabijane są w niej mniejsze transporty wycieńczonych Żydów. Początkowo więźniowie wchodzą tam w ubraniach, ale potem jest problem, jak je z nich zdjąć, bo przecież Niemcy niczego nie marnują, więc skazani muszą się przed wejściem rozebrać. Bronią się przed tym, dlatego mówi się im, że pójdą do łaźni. I to wszystko Johanna Langefeld musi już widzieć, bo komorę gazową i krematorium od obozu kobiecego dzieli sto metrów. (...)

Ciała zmarłych koleżanek więźniarki rzucają na stos. Później spali się je wszystkie razem. Na aussenie łatwo stracić życie. Można paść z wyczerpania, zostać zagryzionym przez psy albo zastrzelonym "podczas próby ucieczki". W Auschwitz oficerowie na koniach potrafią strzelać bez uprzedzenia. Wpisują to sobie potem do raportów w nadziei, że przypodobają się przełożonym i dostaną przepustkę do Katowic na dzień lub dwa. (...)

Więźniarki rozbierają domy po wysiedlonych z Brzezinki chłopach. Dostają długie, ciężkie żelazne pręty i muszą z ich pomocą porozbijać ściany. (...)  Jeśli los się do nich uśmiechnie, segregują ubrania i biżuterię w "kanadzie", obsługują kuchnię, administrację albo szpital.

27.01.2010 OSWIECIM , BYLI WIEZNIOWIE Z RODZINAMI ZAPALAJA ZNICZE PRZY POMNIKU OFIAR W CZASIE OBCHODOW 65 . ROCZNICY WYZWOLENIA OBOZU AUSCHWITZ .FOT. KRZYSZTOF KAROLCZYK / AGENCJA GAZETA
Obchody 65. lecia wyzwolenia Auschwitz (fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta)

***

Piotr Setkiewicz: - Sama Langefeld pracuje codziennie około ośmiu godzin, od siódmej do szesnastej. W soboty do trzynastej. Po pracy wraca do domu. Jako samotna kobieta ma niewielkie możliwości rozrywki. Może jechać do Katowic, do sklepu czy do teatru, ale raczej pociągiem niż samochodem, bo służbowy samochód jej nie przysługuje. Zresztą Auschwitz ma ich niewiele  do dyspozycji - zaledwie cztery sztuki. Może się też wybrać do kina czy na koncert na terenie obozu. Wydział VI kulturalno-oświatowy stara się uprzyjemnić esesmanom wolne chwile.

Kiedy mężczyźni uczestniczą w imprezach integracyjnych i gromadzą się przy wspólnych stołach, żeby śpiewać piosenki patriotyczne albo ludowe, pić i bujać się w takt melodii, ich żony grają w brydża, dzielą się przepisami, jak zrobić ciasto bez masła, piją wino i plotkują.

Czy Langefeld jest przez nie zapraszana, nie wiadomo. Zdaniem swoich funkcyjnych robi wrażenie osoby, która walczy sama z sobą o to, żeby odnaleźć się w nowym miejscu, więc na rozrywki może nie mieć ochoty. W wolnych chwilach skupia się pewnie wyłącznie na synu. Ona i Herbert są ze sobą bardzo zżyci.

Dwa tygodnie po przyjeździe do Auschwitz Johanna Langefeld wzywa do siebie Luise Mauer. Łączniczka ma przekazać więźniarkom polecenie, żeby natychmiast zniknęły z Lagerstrasse i nie wychodziły z baraków do odwołania. Jakiś czas potem ulicą przechodzi konwój około trzystu kobiet, dzieci i mężczyzn. Kierowani są do tunelu, który kończy się pomieszczeniem z szybami wentylacyjnymi. Ci, którzy stoją blisko, słyszą dochodzące stamtąd straszliwe krzyki. Piętnaście minut później zapada cisza.

Gdy Johanna Langefeld wraca do biura, jest blada, rozkojarzona, nie może zebrać myśli. - Nie wiedziałam, że tu się zabija ludzi - mówi. - Widziałyście to? - zwraca się z niepokojem do łączniczek, a gdy potwierdzają, przestrzega: - Na Boga, tylko nie mówicie o tym nikomu, bo was też zagazują.

Johanna Langefeld po raz pierwszy jest wówczas świadkiem egzekucji w  komorze gazowej. Widok setek nagich, skłębionych ciał, okaleczonych w  walce o ostatni oddech, pokrytych ekskrementami, prawdopodobnie jest dla niej szokiem. (...) Berthe Teege zezna: "Pewnego dnia Langefeld dostała polecenie, aby przygotować do zagazowania około trzech tysięcy więźniarek, w większości czeskich i polskich Żydówek, których nazwiska były już wytypowane przez Hössa i lekarza garnizonowego doktora von Bodtmanna".

20.07.2019 Brzezinka . Byly niemiecki nazistowski oboz koncentracyjny . Muzeum Auschwitz Birkenau .Fot. Jakub Wlodek / Agencja Gazeta
Muzeum Auschwitz-Birkenau w 2019 roku (fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta)

***

Langefeld jest przerażona. To co innego niż selekcja do Bernburga - wsadzenie do ciężarówek kilkudziesięciu kobiet, którym pomacha się na drogę i zapomni, że kiedykolwiek istniały. Tym razem śmierć liczona jest w tysiącach i można się jej uważnie przyjrzeć, ma określony zapach i kolor, a jej ostateczny triumf wyznaczają cztery ściany komory gazowej.

Śmierć w Auschwitz-Birkenau to nie detal, to hurt i niemal codzienny rytuał. Langefeld korzysta ze sprawdzonej metody i próbuje oddelegować do tej czynności swoje podwładne - ale Teege i Mauer odmawiają. Tak jak kiedyś w Ravensbrück, tak i teraz Oberaufseherin nie składa na nie raportu, tylko wyznacza strażniczki. Drexler i Brandl przyjmą polecenie bez oporów.

"Langefeld była jedną z naprawdę przekonanych zwolenniczek systemu nazistowskiego i opowiadano mi, że była koleżanką Himmlera. Kiedy jednak dowiedziała się o tym, że w Auschwitz zabija się więźniów gazem, dokonał się w niej wewnętrzny zwrot" - zezna Berthe Teege. "Nie wytrzymywała masowych mordów i skarżyła się na to wielokrotnie komendantowi Hössowi".

*Książka "Nasza pani z Ravensbrück" ukazała się nakładem Grupy Wydawniczej Foksal. Skróty pochodzą od redakcji. KSIĄŻKA DO KUPIENIA W PUBLIO >>>


Okładka książki Marty Grzywacz, Auschwitz 2019 rok (fot. mat. prasowe, Jakub Porzycki / Agencja Gazeta)

Marta Grzywacz. Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, dziennikarka prasowa, radiowa i telewizyjna, autorka setek wywiadów z ludźmi nauki i kultury, publicystka historyczna. Od 2012 r. związana z "Gazetą Wyborczą" i "Newsweekiem".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku